Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano


Myślę, że minęło już aż nazbyt wiele czasu od początku mojego milczenia i myślę także, że już najwyższy czas ku temu by je przerwać. Dzień mojego zniknięcia prawie dwa i pół roku temu był zupełnie niepodobny do tego dnia, który właśnie wstaje za moim ośnieżonym do połowy szyb oknem. Zniknąłem bez słowa wyjaśnienia w pewną sierpniową, upalną niedzielę roku 2020. Gdy dziś wracam myślami do tego popołudnia, które mimo wakacyjnej pory spędzałem w swoim gabinecie, zlokalizowanym na wydziale historii Uniwersytetu Marii-Curie Skłodowskiej w Lublinie, ogarnia mnie zamiast fali gorąca i duchoty, fala dojmującego chłodu i grozy, gdy przypomnę sobie nad czym wtedy pracowałem bez wytchnienia i jak głęboko zepsutą i zakazaną dla oczu ludzkich wiedzę pochłaniały moje oczy i umysł archeologa. Na szczęście dziś już mogę o tym opowiedzieć szerszemu gronu odbiorców.

 

 

Od początku moich studiów oprócz szeroko pojętej i ogólnie dostępnej i wiadomej wiedzy historycznej i archeologicznej, pociągały mnie również tematy i założenia mniej popularne wśród gremia profesorskiego jak i kół studenckich. Okultyzm, dziwne religie i kulty oraz świadectwa istnienia bytów starszych niż znany nam świat w zasadzie na wiele lat przed studiami rozpalały moją wyobraźnie na tyle bym już w wieku lat około dziesięciu bądź jedenastu przedsięwziął decyzję o studiowaniu archeologii. Jednak dopiero na studiach mogłem w pełni oddać się pasji o jakiej nie byłem w stanie wspomnieć nikomu ze znajomych, rodzinie a tym bardziej komukolwiek z bardzo ograniczonego i konserwatywnego grona profesorów i doktorów mojego uniwersytetu.

 

Szybko jednak jako najzdolniejszy ze studentów, zdobyłem zaufanie niektórych uznanych w świecie archeologii głów na tyle że mogłem za ich pośrednictwem mieć dostęp do źródeł wiedzy zakazanej lub ukrytej dla większości ludzi. Nie było łatwo przekonywać tych wszystkich posuniętych już mocno w latach profesorów o marsowych obliczach o moim rozpalonym płomieniu wiedzy. Nieraz całymi tygodniami uganiałem się za poszczególnymi osobami po uniwersyteckich korytarzach i aulach tylko po to by wyjawiły mi wreszcie tytuł jakiegoś rękopisu lub dawno zapomnianej księgi z której mógłbym czerpać niedostępną nigdzie indziej wiedzę.

 

 

Nigdy nie zapomnę ich przepełnionych troską twarzy, gdy nachylając się ku mojemu obliczu, szeptali wręcz bym zarzucił swe pasje i nigdy nie wspominał o tym co ludzkość już dawno porzuciła w odmętach zapomnienia.

 

Bo czy kiedykolwiek drogi Czytelniku słyszałeś cokolwiek o pismach aszuryjskich? Czy znana jest Ci treść gwiezdnych tablic z miasta Ur? Czy znani są Ci nieumarli Bogowie, zaklęci na wieki modlitwami z Księgi Robaka, Księgi Chaosu, Księgi Siedmiu Bram oraz Księgi Siedmiu Gwiazd? Czy kiedykolwiek miałeś styczność z pismami szalonych na poły braminów, którzy poprzez ascezę sami stali się na pół bogami i spisali dzienniki przy których licząca cztery tysiące lat Mahabharata jest jak wydana ledwie dnia wczorajszego gazeta. O nie Czytelniku! Człowiek zapomniał już na szczęście o tych historiach. Gdyby w dzisiejszych czasach, wiedza zawarta w tych pismach była szeroko dostępna i komentowana a za sprawą mediów także tych społecznościowych dosłownie każdy miałby w nią wgląd. Świat jaki znamy nie mógłby znieść tak dalece odrażającej, nieludzkiej i szalonej wiedzy. Ludzie postradali by zmysły raz po raz obrazując sobie oczyma wyobraźni wszystkie zawarte tam wydarzenia i postacie. Byliby i z pewnością tacy dzisiaj, którzy braliby to za żart i niedorzeczność. I Ci skończyliby jeszcze tragiczniej.

 

Najpewniej nic nie powstrzymałoby ich od próby udowodnienia swoich racji, że mają do czynienia z żartem bądź głupawą formą mistyfikacji tak podobną do opowieści o Yeti, Wielkiej Stopie czy UFO. Gdyby nie daj Bóg w ich ręce trafiły teksty modlitw i instruktaże pradawnych obrzędów i gdyby pełni słodkiej i naiwnej ale w tej sytuacji śmiercionośnej nieświadomości przywołali na ten świat coś z TAMTĄD. Jak wielce okrutny byłby to koniec cywilizacji człowieka. Oni zginęli by pierwsi a po nich setki, tysiące, miliony. Wszystko obróciłoby się w perzynę a władzę nad pełzającym po świecie chaosem zabierającym całe życie, przejęli by ONI.

 

Byty z krain ciemności. Cywilizacja z samotnej góry pośród siarkowego płaskowyżu wiecznego żalu. Ci którzy nie mają imion. Ci, którzy umarli lecz żyją. Ci, którzy czekają i śnią. Ten, który ich wszystkich zwoła gdy wreszcie połączy szczątki swego ciała. Gdy eony zgasną i nastanie koniec wszystkiego. Nastaną ONI.

Już dość powiedziałem Czytelniku. Nie karz mi przekazywać tej wiedzy w takiej formie. Bo mój umysł jest pogrążony w czystym cierpieniu i nieopisanej rozpaczy. A wiedza, którą zachłannie posiadłem. Niechaj będę przeklęty! Jest wiedzą początku końca. Apokalipsą naszych czasów i naszego wszechświata.

 

Teraz gdy czuję się już na tyle bezpieczny i ukryty przed oczyma ich szpiegów. A także po części już w pełni sił umysłu. Mogę wreszcie wyjaśnić dlaczego zniknąłem a później odnalazłem się wiele miesięcy później w moim gabinecie na tym samym fotelu i przy tym samym biurku. Lecz zamiast gorącego popołudnia, dojrzałem za oknem grube zaspy śniegu i ludzi przemykających zaśnieżonymi chodnikami. Zegarek w moim telefonie nadal wskazywał godzinę za piętnaście czwartą lecz data zmieniła się z szesnastego sierpnia na jedenasty grudnia a rok z 2020 na 2022. Na biurku nadal leżała otwarta duża, opasła księga. Oprawiona w skórę aż za dobrze znanego mi pochodzenia.

 

Nadal pogrążony w głębokim szoku spojrzałem ukradkiem na zżółknięte strony i czerwone symbole oraz spisany tekst w języku tak przedziwnym, że Tobie Czytelniku mógłby po raz kolejny wydać się żartem jak cała moja opowieść. Lecz ja wiedziałem co przedstawiają karty tej księgi. I wierz mi Czytelniku, że gdyby nie jakaś przedziwna siła przetrwania i woli ludzkiej, która zesłała wtedy na mnie dziwną pomroczność i otępienie, gdy patrzyłem na tekst w księdze to dziś byłbym tylko lalką bez serca i ducha zamkniętą w zakładzie dla obłąkanych. W myślach jeszcze raz odszyfrowałem tekst i nie mogąc się już powstrzymać zemdlałem.

 

W księdze zawarte były modlitwy otwarcia Siedmiu Bram przy pomocy siedmiu strażników i siedmiu gwiazd. Wtedy, tego sierpniowego popołudnia, starałem się rozszyfrować pierwszą z nich. Bo są one spisane szyfrem, który nie łatwo złamać. I językiem przy którym języki Babilonu nie znaczą nic na linii czasu.

 

 

Najwidoczniej ślęcząc w kółko nad tekstem powtarzałem sobie jego znaczenie półgębkiem pod nosem. Machinalnie, bezmyślnie. Nie bacząc na konsekwencję swego postępowania.
Zanim zemdlałem

dotarła do mnie jedna myśl.
Ja tam byłem!
Byłem za pierwszą z nich!
Czy jeśli ja byłem tam.

To czy... mój Boże ... ON był tutaj!

Opublikowano

@Simon Tracy

To jest bardzo fajnie napisana proza w pewnej konwencji - mitu?

Świetnie  zbudowałeś atmosferę - grozy i paranoi. Narracja pierwszoosobowa, zwroty do Czytelnika, stopniowe odsłanianie informacji - to działa. Ten strach narratora jest namacalny. Na końcu puentа z wymianą miejsc (on tam,ON tutaj) - mocna. Niektóre fragmenty są trochę rozwlekłe. Pewnie będą części następne.

Nie lubię literatury typu fantasy, fantastyki, ale chętnie przeczytam ciąg dalszy tej historii. Dlatego, że dotykasz starożytności - mojej ulubionej epoki. :)))

Niektóre nazwy nie są mi obce np. Księga Bram - to święty tekst staroegipski, Księga Chaosu - to tytuł kryminału (akcja w starożytnym Egipcie), Jet też Klejnot Siedmiu Gwiazd - też opowiadanie grozy i starożytny Egipt. No i Mahabharata - poemat hinduistyczny. Czy niektóre z tych pozycji zainspirowały Cię? Czy raczej był to Cthulhu?

Pozdrawiam.

Opublikowano

@Berenika97 Dziękuję! Jest to moje pierwsze opowiadanie oparte na mitologii Cthulhu i klimacie weird fiction oraz lovecraftowskim świecie.

Wszystkie księgi jak i sam tytułowy strażnik pochodzą z "Necronomiconu".

Zresztą sama książka też tu występuje.

Wszystkie księgi mam i w swoim księgozbiorze i czytałem nie raz.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow manTo jednak mistrzostwo świata, napisać trzy linijki, i można rozbierać na kawałki i romantycznie, i lingwistycznie, i psychoanalitycznie... A gdyby tak to połączyć?   Signifiant - pasuje mi na pierwiastek męski, signifiié - żeński. Ale nie wiem, dlaczego tak. Wiesz co, lepiej mnie dzisiaj nie czytać ;)  
    • @vioara stelelor de Saussure... ojciec Lacana. być może ten kierunek też jest ciekawy. Ale tu jednak po jungowsku.  @bazyl_prost ale znaczy!
    • lubimy fikcję  uprzejmości  a prawdziwy świat  mija nas   poszukiwanie siebie w sobie  odkrywanie tego co życie pokazuje enigmatycznie    to droga do ... ... bo życie ty ja my tyle się może zdarzyć    a my żyjemy tym co serwują    czekamy czekamy na    już...   już się nie zdarzy   2.2026 andrew   
    • Stoję pod tym drzewem, co wtedy. W niemodnym garniturze i w krawacie uwiązanym krzywo. I stoję spragniony miłosnego chleba: a nuż coś z tego wyniknie?   Pod tym cieniem skrzydlatym i bystrym od oddechów letniego popołudnia, od wietrznych westchnień oczekiwania.   I czekam, jak czekałem wtedy. O tej godzinie, w której gołębie i wróble... I ptaki inne. I inne…   I kwiaty różane, których woń, aromat i barwa…   Otwarły się szeroko, zdziwione tym upojeniem słodkim.   Wiesz, czekałem długo. I czekam nadal. Tutaj. O tej godzinie sennej. Na wpół-wieczornej i tkliwej.   W liliowej poświacie obłoków. W tej dolinie słońca i mgnień utajonych, i trawy.   A kiedy przyjdziesz umówiona… Bo przyjdziesz, prawda?   A więc, kiedy dostrzegę ciebie w oddali z kosmykiem włosów przesłaniającym ci twarz, bo dzisiaj wiatr tak jakoś plącze gałęzie, szeleści. I chwieje, tarmosi…   Wtedy podejdę do ciebie w tej niepewności okrutnej: czy ty, czy ty…   Lecz najpierw podejrzę w utajeniu i ciszy.   Ciebie.   Więc patrzę jak patrzyłem wtedy. I napatrzeć się nie mogę.   Gałązka muska mnie po skroni, łaskocze, kiedy rozchylam czujnie wiotkie łodygi krzewu, co znienacka stanął tuż przede mną.I widzę liście i płatki, i sok lepki tworzący białe ślady.   I cień wąski między mną i tobą. Tej gałązki między nami.   Po którym przejdę, jak po kładce nad strumieniem rwącym.   Dużo tu światłocieni, ostrego chiaroscuro. I tej jakiejś cichej melancholii, której szum aż nadto tężeje w sześcianach powietrza, których ciepłe wargi przypadają do moich warg spragnionych.   Do twoich.   Czujesz? Właśnie gładzę twoją twarz przypadłą do mojej,   A twoje włosy, a twoje... Kładą się miękko pod dotyk moich palców przeczesujących czule...   Portugalczycy nazywają to „Cafuné”.   Ty wiesz. I ja wiem.   Nasze słowa. Wszystko to, co chcieliśmy sobie powiedzieć, powiedzieliśmy w poświacie księżyca, co spływa teraz smugą srebrną. perlistą.   A więc to już tyle upłynęło czasu? To już tak późno?   Nie. Proszę! Nie odchylaj głowy, nie oddalaj zmyślnych ust!   Choć wówczas odsłonisz swoją gładką szyję. A wtedy moje usta chciwe… A wtedy moje szepty na twojej drżącej skórze...   Zostańmy tak. Jeszcze.   Choć jeszcze…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...