Leszek_Dentman Opublikowano 9 Czerwca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 9 Czerwca 2005 Tej nocy obudziłem się z poczuciem niezwykłej lekkości, tak jakbym unosił się w powietrzu… Obróciłem się na brzuch i otworzyłem oczy. Rzeczywiście unosiłem się pod sufitem swojego pokoju. Dostrzegłem leżącą na łóżku postać. Przyjrzałem się bliżej. To przecież ja! Zaraz, zaraz… Jeśli tamto na dole – to ja, to kim JA jestem. A jeśli JA jestem ja, to kim jest ten ktoś na dole? Dziwna sprawa… Wygląda na to, że jest mnie dwóch, ale przecież nigdy nie było mnie dwóch. Chciałem się podrapać po głowie, lecz stwierdziłem, że nie mam się podrapać czym, ani po czym. Wtedy, jak grom z jasnego nieba dotarła do mnie prawda. UMARŁEM!. To na dole to moje ciało, a ja jestem duchem. Duchem!? Zatrzęsło mną ze strachu. Od dziecka potwornie bałem się duchów. Szybko jednak doszedłem do siebie. Niby czego mam się bać? Samego siebie? Paranoja. Ciekawe też, dlaczego na mnie padło… Zawsze zdrowy jak ryba, a jeśli kiedykolwiek chorowałem, to z przepicia. Tryb życia to w ogóle prowadziłem niezbyt higieniczny, ale żeby tak ni stąd, ni zowąd… Moje rozmyślania przerwał jakiś dziwny dźwięk. Dzwon? Nie, nie dzwon. Ale jednak dzwoniący. Kojarzył mi się z moimi pobytami na wsi. Tak, to jest dźwięk studziennego łańcucha. Ale przecież tutaj nie ma żadnej studni. Pokój z wolna zaczęło wypełniać dziwne światło, które zaczęło formować tunel. Naczytałem się o takich sprawach, więc wiedziałem, że muszę podążyć nim. Ale… Coś nie tak… Tunel ma być ciemny, a na jego końcu powinno być światełko, a tu jest na odwrót. Albo ci wszyscy, którzy gadali o życiu po życiu zmyślali, albo… O, nie! Mam to w dupie! Nie idę! Jednakże jakaś siła zmusiła mnie, bym wstąpił w jasność. Zacząłem się poruszać – zrazu wolno, potem coraz szybciej, aż w końcu z zawrotną prędkością zbliżałem się do ciemnego punktu na końcu świetlistego szlaku. Gdzie tu jest hamulec? – pomyślałem. A poduszki powietrzne? Okazało się, iż te wszystkie urządzenia nie są potrzebne, zacząłem bowiem zwalniać, aż zatrzymałem się przed rozsypującą się ze starości drewnianą bramą, nad którą mrugał wielki neon LASCIATE OGNI SPERANZA VOI CH'ENTRATE Może trochę przekręciłem, ale niektóre litery nie świeciły. Co to może znaczyć? Łaciate ognie… nie, liściate ognie. Aha! Liściaste ognie. Znaczy się, palą ogień z drewna drzew liściastych. A dalej… szperanka… szperaczka. Nie, to chyba szperka, czyli słonina, albo boczek. Na tym ogniu pieką boczek. Mniam! Voi… voi. Może wio!? Entrata, to jak enter w komputerze. Czyli: wejdź, a przypieczemy ci boczek na ogniu z drzewa liściastego. Fajnie. Czuję głód – przecież nie zdążyłem zjeść śniadania. Zastukałem w bramę. Nic. Zastukałem mocniej. Nadal nic. Zacząłem pięściami walić z całej siły i krzyczeć, by mi otworzono. Na koniec, ktoś odchylił nieco jedną, źle przymocowaną de-skę. – Czego!? – warknął. – Jak to czego? Otwórz! – Po kiego diabła żeś tu przylazł? – Wyglądasz na debila i gadasz jak debil. Nie przylazłem, tylko jakaś wasza diabelska poczta mnie tu przysłała. Ja się wcale nie wpraszałem, ale teraz ten tunel, którym przybyłem zniknął. – No, dobra, – uchylił jedno skrzydło bramy – właź! Gdy tylko przekroczyłem piekielną bramę, pode-szło do mnie dwóch podobnych do siebie, jak dwie krople wody diabłów. Różnili się tylko strojami – jeden miał na głowie czapkę „krakuskę” i tradycyjne, krakowskie spodnie, drugi zaś – cylinder i porcięta w łowickie pasy. Diabły – bliźniaki… Bracia Kaczkowscy? Bracia Gołodupce? Widać diabły potrafią czytać w myślach, jeden z nich odezwał się bowiem: – Rokita i Boruta, do usług. Chwycili mnie pod ramiona i zaczęli gdzieś prowadzić. – Gdzież to mnie prowadzicie, panowie? – No, patrz – Boruta zwrócił się do Rokity (a może na odwrót) – wygląda na inteligenta, a głupi jak anioł. Na sąd, baranie. Ten baran, to niby mam być ja… – Ja baran? Coś mi się zdaje, że to nie ja mam ba-ranie rogi, tylko wy – zakute łby. Wkurzyli się. Jeden z nich (Boruta, lub Rokita) przywalił mi w szczenę, a drugi (Rokita, albo Boruta) dał kopa w klejnoty. Poczułem ból. Skoro mnie boli, to chyba jednak nie umarłem. Nic już nie rozumiem… Kiedy jednak opuściłem wzrok i dojrzałem kopytka, w miejscu moich stóp – pojąłem. Ale nie ma tego złego, co nie wyszłoby na dobre – przynajmniej pozbyłem się grzybicy paznokci. No tak, powoli za-mieniam się w diabła. Powlekli mnie dalej, aż doszliśmy do jakiejś wielkiej, jakby fabrycznej hali. – Co to za budynek? – Nie widzisz, że hala? To znaczy – gmach sądu. – Widzę, ale chodzi mi o to, że odnoszę wrażenie, jakbym go już gdzieś wcześniej widział. – Patrzajcie diabły! – zaśmiał się Boruta – On ma jeszcze jakieś resztki świadomości. To była jedna z hal w hucie Lenina. To skąd się tu wzięła? – Huta Lenina, to było piekło, więc jej miejsce jest w piekle. A co nie podoba się? – Wręcz przeciwnie – odrzekłem z przekąsem. – It’s beautiful. – Jeszcze? – zainteresował się ten, który potraktował mnie nogą. – Co jeszcze? – Boli fiut? – Nie o to mi… Tylko odrobinę – nie miałem zamiaru bawić się w tłumacza. Wciągnęli mnie do środka i zamknęli w klatce. Zająłem miejsce na ławie, a moi „diabły stróże” zasiedli po bokach. Po chwili do ławki znajdującej się przed klatką podszedł jakiś diabeł, o dostojnym wyglądzie, wsunął pomiędzy pręty klatki swą szponiastą łapę i rzekł: – Jestem Benignus Asheroth – advocatus diaboli. Będę pańskim obrońcą z urzędu. Dodam nieskromnie, iż najlepszym – jedynym zresztą obrońcą w piekle. Podałem mu rękę. – Miło poznać, mecenasie. Skoro jest pan jedy-nym obrońcą, to jak pan sobie radzi z całą zgrają dusz potępionych, które niewątpliwie tutaj trafiają. Przecież to musi zajmować sporo czasu? – I tak, i nie. Czas jest relatywny. To, co pozornie zdaje się trwać długo, jest w stosunku do wieczności tylko mgnieniem oka. – Rozumiem – odrzekłem, choć, prawdę mówiąc miałem taki mętlik w głowie, że nic nie rozumiałem. Asheroth zajął miejsce na swojej ławie i zaczął przeglądać stertę papierów leżącą na stole, ja zaś rozejrzałem się wokół. Hala wypełniona była diabłami i diablicami. Te ostatnie różniły się od samców tym, że nie miały rogów. Niektóre unosiły w górę transparenty z napisami o różnej treści. Jedne głosiły, że zasługuję na dno piekieł, inne, bym się stąd wynosił, a jedna ma-ła, dosyć urocza diabliczka nieśmiało podtrzymywała w rękach klubowy szalik z napisem: LESZEK JEDYNYM PRAWDZIWYM MĘŻCZYZNĄ W PIEKLE!!! Nie udało mi się z oddali rozpoznać barw klubowych, ale wyglądało to na szalik „DOTYŁU” Kacze Dupy. Cdn, o ile jeszcze coś wymyślę. P.S. Mam nadzieję, że nie opierniczy mnie jakiś wielbiciel Dantego.
asher Opublikowano 9 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 9 Czerwca 2005 Nieladnie tak sie nabijac z ciemnomosci emigrantusa. Zajeboza, panie! Huta w piekle... Trza bylo do P wrzucic, to by ktos poczytal :))) Dantofilami sie nie przejmuj.
Pedro Salazar Opublikowano 9 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 9 Czerwca 2005 TEkst świetny i doskonale się czyta. Może znajdzie się w twoim piekle miejsce dla mnie jako ducha konkwistadora ;))) pzdr
Leszek_Dentman Opublikowano 9 Czerwca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 9 Czerwca 2005 Nie chciałem czekać na "P", a poza tym u mnie, od wczoraj nie chce się otwierać- wyświetla sie komunikat o błędzie. Otwiera się, co prawda, na proza.org , ale tm z każdego wpisu wychodzą "krzaki". Jeśłi uda mi się stworzyć jakąś kontynuację szopki, to pewnie znajdziesz się tam, ty Pedro i jeszcze kilka innych forumowiczów. Na razie nie mam jeszcze pełnej wizji tego opoiadania, ale pisze się... Próbuję zrobić coś z jajem, ale również z głową- a to niełatwe zadanie.
k.s.rutkowski Opublikowano 9 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 9 Czerwca 2005 no Lesiu, pieklo jak trzeba, ale na glownego diabla to juz sie miejsca nie znalazło, co? skoro z ashera(bo sadze ze asherot ma cos z nim wspolnego) zrobils obronce, to ze mnie zrob prokuratora, bo w pelni na to zasluguje...a teaz na powaznie. fajne. ale dalej tez tak musi byc. zadnego pojscia na skroty. ladnie zacząles , to tak samo zakoncz. doprowadziles akcje do miejsca, ktore daje wiele mozliwosci. to jak rozstaje drog... cdn...
Leszek_Dentman Opublikowano 9 Czerwca 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 9 Czerwca 2005 Cieszę się, że się wam podoba. Krzysiek- czytałeś dziady 4 1/2, bo nic się nie wypowiadasz.
Jay Jay Kapuściński Opublikowano 9 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 9 Czerwca 2005 Ale nie ma tego złego, co nie wyszłoby na dobre- mam wątpliwości, nie lepiej byłoby tradycyjnie: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?? tekst spoko, powiem więcej i ocenię jak obaczę dalsze części.
Gabi M Opublikowano 9 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 9 Czerwca 2005 Na początku myślałam, ze to jakies nudy o podróżach astralnych lub innych, ale zwracam honor nawet podwójnie jak się da :) piekło piękne, i literacko i humorzasto i "plastycznie". Ale to dopiero początek jak sobie myslę... pozdrawiam serdecznie
j.renata Opublikowano 11 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 11 Czerwca 2005 hihihihi ognie piekielne to moje ulubione klimaty piekielne moce to mój temat, od dziecka lubuję się w mocnych wrażeniach czarująco
aksja Opublikowano 11 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 11 Czerwca 2005 Leszek od początku czytała z zaciekawieniem- co jest grane? czyżby kabaretowe życie po życiu? Lekkon napisane, z humorem, przeplatane refleksją kpiarza! echami przeszłości niepewnej przyszłosci i w dodatku okazuje sie ze jesteć jedynym facetem z jajami dla diabliczek- hihihi i więc twoje super ego jest w porządku- to dobrze! pozdrawiam ps. czy doszłą wiadomośc ode mnie? na - prywatne wiadomości -
Anna Romanek Opublikowano 12 Czerwca 2005 Zgłoś Opublikowano 12 Czerwca 2005 Leszku, to prawdziwe cudo! Uśmiałam się mocno.
Małgorzata Bryl Opublikowano 28 Sierpnia 2005 Zgłoś Opublikowano 28 Sierpnia 2005 Grunt to pomysł. Tutaj dobry pomysł jest. Dobrze operujesz komizmem sytuacyjnym, jak i słownym, dialogi są naturalne, co sprawia, że praca nabiera lekkości. To wszystko sprawia, że narazie tekst chce się czytać. Narazie, ponieważ przy dłuższym tekście (a myślę, że zapowiada się na takowy, gdyż dopiero nastąpi rozwój akcji) trudno utrzymać konwencję początku i zakończyć w tak samo dobrym stylu. Zacząłeś dobrze, co wróży powodzenie. By pisać dalej potrzeba Ci jednak nowej dawki pomysłów i niekonwencjonalnych rozwiązań, które zaskoczą czytelnika. Nie będzie łatwo, bo to ambitne przedsięwzięcie, ale tym bardziej Ci gratuluję, że się na nie zdecydowałeś i czekam na ciąg dalszy.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się