asher Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 * Dokonało się. Pozostało tylko zburzyć część starego dziadostwa, postawić coś nowego i zmienić szyld. Mieszkańcy wsi nieomal jednomyślnie zdecydowali, że już czas najwyższy, aby placówkę ORMO przemianować na Dom Kultury. Placówka ta, choć sypała się od wielu lat, trzymałaby się z pewnością do końca świata, gdyby nie dokonało się to, co się dokonało. Teraz w miejsce ochronki dla mężczyzn szczególnie upośledzonych na punkcie bezpieczeństwa publicznego, miał powstać dom dla ludzi wrażliwych. Qui pro quo. Najpierw pozbyto się starego sołtysa, człowieka mocno już skompromitowanego, żeby więcej nie panoszył się przy władzy. Nowy sołtys w asyście wiwatującego ludu zajął wakat i przez wiele dni świętowano na całego. Nowe porządki rozpoczęto od wymiany kadry pracowniczej na najbardziej kluczowych stanowiskach. Później sołtys wraz ze spontanicznym tłumem jął burzyć wszystko, co nie podpadało pod nowy regulamin. To były piękne dni. Młoty, kilofy, oskardy, materiały wybuchowe i ciężkie maszyny - wszystko poszło w ruch, kiedy ludzie pracowali nad wzniosłym dziełem zniszczenia. Gdy już naburzyli się do syta, okazało się, że zburzyli trochę za dużo i sporo rumowisk zalega i straszy. Zapał wtedy opadł. Przypomnieli sobie o swoich domach oraz rodzinach do wykarmienia i rozbiegli się na wszystkie strony. Wieś tymczasem czekała na nowy porządek. Gdy zeszli się ponownie, pokazało się, iż tyle naburzyli, że nie dla wszystkich znajdzie się miejsce przy budowaniu nowego, a stare - jak wiadomo - zostało zburzone. Nastał czas konsternacji. Chcąc nie chcąc, sołtys musiał dokonać selekcji i tych mniej przydatnych wysłać na przymusowy urlop. Reszta miała oddawać im trochę swego, żeby ich dokarmiać. Wtedy w miarę jeszcze solidarne masy ujęły się za poszkodowanymi i spowodowały odwołanie sołtysa. Nowy zebrał zaufane grono doradców i wziął sprawy w swoje ręce, ale postępu dalej nie było widać - przynajmniej gołym okiem. Stopniowo ci, co mieli robotę przy budowie Domu Kultury, zaczęli doceniać jej wartość i coraz więcej rozumieć. Wówczas przestali bronić pokrzywdzonych. - Nieroby zakichane - mawiali o nich - Jakby dobrze szukali, to by się robota znalazła. W owym czasie wielu z mieszkańców wsi zdołało wystartować z własnym interesem i stopniowo zaczęło uzyskiwać niezłe zyski. Prace przy Domu Kultury szły za to bardzo opornie. Brakowało funduszy, budulca i innych rzeczy, z którymi za czasów placówki ORMO nie było problemów. Po prostu przychodziła dyrektywa i zaraz materiał przywożono. Teraz sołtys dwoił się i troił, szukając środków, gdzie się dało, a i tak ciągle czegoś brakowało. Robotnicy też zaczęli zauważać niepokojące symptomy. Kiedyś brali worek cementu pod budowę stodoły i nic się nie działo, teraz rozliczano ich z każdej niemal szczypty. Wypić też nie za bardzo uchodziło, ani odsapnąć za betoniarką, bo już chętni czekali w kolejce, żeby ich zastąpić. - Co się to porobiło ?! - dumali i nieśmiało tęsknili za starymi, wygodnymi czasami. Roboty były na etapie wykańczania dachu. Na dawnych fundamentach postawiono świeże ściany i wykańczano zadaszenie, kiedy nadszedł czas kolejnych wyborów. Wtedy to wieś podzieliła się na dwie połowy i syna starego sołtysa posadzono na stołku przewagą dosłownie kilku głosów. Co bardziej lękliwi przewidywali, że nie będzie już Domu Kultury, tylko zmodernizowana placówka ORMO, lecz nic takiego nie nastąpiło. Nowy sołtys nauczył się nowych metod pracy i szło mu wcale nie najgorzej. I w końcu Dom Kultury wykończono. Połowa wsi była w stanie absolutnej euforii, druga zaś nadal psioczyła na czym świat stoi, jak na porządną opozycję przystało. Póki co chłopy cieszyły się ze swojej świadomości politycznej i przewidywały, że przy najbliższej okazji znów powróci stary nowy sołtys, a po nim stary nowy stary i tak bez końca, dopóki się to całe przełomowe pokolenie nie wykruszy. Taka już była ta wieś, że gdy tylko zbyt długo panował w niej spokój, mieszkańcy zaraz szukali sobie rozrywki. Ale w kolejne Tysiąclecie wchodzili już z zupełnie nowym Domem Kultury. PS. Powinien być jakiś tren w tym miejscu, ale chyba na to za wcześnie...
Leszek_Dentman Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Eee... To chyba nie Twoje, Jacku :(
Jay Jay Kapuściński Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 chciałoby się powiedzieć : 'a to Polska właśnie' :) pozdr.
asher Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Moje Leszku, tylko dość dawne. Sprawdzam nośność, czy dokładać do całości, czy nie. Jeszcze ze dwa, trzy i kończę... Dzięki, Jay.
Barbara_Pięta Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 A mnie się bardzo podoba ten styl, oj jaki fajnisty. Posiadasz niezwykłą umiejętność posługiwania się różnymi stylami, czego Ci zazdroszczę... Ciii... nie mów nikomu! ;-)). POzdro
Freney Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Dla mnie przechodzi jednogłośnie. Ładnemu to we wszystkich stylach literackich ładnie. Szkoda tylko, bo wygląda jakbyśmy się podlizywali, a tu naprawdę do niczego się przyczepić nie da :) F.
asher Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 To się cieszę. Ot błahostka, ale chyba dość zabawna jeszcze. Sam nie wiem...
Freney Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Z początku trochę z redlińska się uśmiechnąłem, ale potem już nie ta szufladka. Pewnie zależy od poczucia humoru - Lechowi jak widać nie podeszło, mnie jak najbardziej :) Jak to się kiedyś mówiło: bawiąc uczy, ucząc bawi ;)
Leszek_Dentman Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Ash wie, że jestem jego fanem. Nie mam zastrzeżeń , co do stylu, jednak, Jacek jako typowy mieszczuch niezbyt sprawnie porusza się w wiejskich realiach. To jest temat dla Piotra R.
Freney Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Kwietnia 2005 Bez bicia przyznaję rację (przy okazji - nie chciałem w żaden sposób urazić poprzednią wypowiedzią); pytanie jednak czy ten tekst ma jakiekolwiek ambicje co do realiów. Moim zdaniem nieszczególne. Realia odgrywają u R. większą rolę niż u Jacka, tu jest chyba nieco bardziej parabolicznie.
asher Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Fajna ta dyskusja. Tylko w końcu nie wiem czy tekst się nadaje, czy nie :) Mnie się widzi tak sobie. Dzięki, panowie!
Leszek_Dentman Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Intryguje mnie Freney, dlaczego tutaj jesteś skłonny akceptować pewne odejście od wiejskich realiów (sołtys to nie burmistrz- nie ma urzedników, zatrudniania itp), gdy równocześnie czepiasz sie drobnego anachronizmu w historii z Barabaszem tegoż autora.
Leszek_Dentman Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Asher, na twoje pytanie odpowiem słowami K. Wojewódzkiego- Jestem na nie. Masz wiele lepszych kawałków, a wiadomo- łyżka dziegciu...
asher Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Masz rację, ale to naprawdę nie jest realistyczne. Jest metaforą, może nie udaną, ale jednak. Więc nie rozumiem do końca zarzutu :)))
Freney Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Ja obstaję przy swoim. Lepsze na pewno są, ale obstawiam - tak. Mam nadzieję, że nie przyprawimy Cię o schizofrenię ;)
asher Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 To ja chwilowo spadam, wrócę i obaczym co będzie. Tylko bez rękoczynów :)))
Leszek_Dentman Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 No cóz... Wy jesteści intelektualiśći, a ja zwykły wyrobnik. Ale skoro Ash zapytał o zdanie- wyraziłem je. Decyzja i tak należy do niego. Tu jest demokracja- władza pyta ludu, czego chce, po czym czyni to, co uważa za słuszne.
asher Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Tak się mie wydaje, że z tymi moimi parabolami to cienko. Co se pomyślę o Wędrowcu, Odkryciu, Łące itp, to coraz bardziej nie pasują do reszty, ale z drugiej mańki - żal, bo jednak zamysł jakiś był, jeno wykonanie zawiodło...
Leszek_Dentman Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 5 Kwietnia 2005 Bez przesady Ash. Ty się nie przejmuj tym , co napisałem. Było zbyt mało opinii, byś miał się z tej historii wycofywać. Nie jestem ekspertem- piszę tylko to, co czuję. W jury Idola jest czterech gniewnych ludzi, a K.W. (L.D) jest najbardziej wredny. 3. V. się
Bartosz_Cybula Opublikowano 7 Kwietnia 2005 Zgłoś Opublikowano 7 Kwietnia 2005 Moje zastrzeżenia: "... aby placówkę ORMO przemianować na Dom Kultury. Placówka ta..." - powtórzenie "Później sołtys wraz ze spontanicznym tłumem..." później czyli kiedy? Coś się wydarzyło; jakiś określony czas? "Gdy już naburzyli się do syta, okazało się, że zburzyli..." - kolejne powtórzenie i w dodatku w jednym zdaniu "Zapał wtedy opadł" - troszkę gryzie " Gdy zeszli się ponownie, pokazało się, iż tyle naburzyli, że nie dla wszystkich znajdzie się miejsce przy budowaniu nowego, a stare - jak wiadomo - zostało zburzone." - jakieś niestylistyczne i nielogiczne to zdanie, powtórzenie, dwie myśli umieszczone w jednym zdaniu " Robotnicy też zaczęli zauważać niepokojące symptomy" - symptomy czego? " Roboty były na etapie wykańczania dachu. Na dawnych fundamentach postawiono świeże ściany i wykańczano zadaszenie, kiedy nadszedł czas kolejnych wyborów. " - kolejne (w dodatku podwójne) powtórzenie ; zamiast słowa 'kiedy' użyłbym 'wtedy', bądź połączyłbym zdania następująco: "Gdy nadszedł czas kolejnych wyborów, wieś podzieliła się na połowę" "Wtedy to wieś podzieliła się na dwie połowy" - a na ile połów mogła się podzielić? " Połowa wsi była w stanie absolutnej euforii, druga zaś" - a nie powinno być: "Jedna (pierwsza) połowa wsi była w stanie absolutnej euforii, druga zaś..." ? pozdrawiam serdecznie
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się