Piotr Rutkowski Opublikowano 17 Lutego 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2005 Dedykuję Lady Marion. Ludzie bez przerwy zarzucają mi komercjalizm. W porządku, ale czy jest ktoś z piszących, kto nie liczy się z ewentualnym zyskiem? Czy są ludzie, na tym świecie, kto choć raz wzięli długopis do ręki, poczuli potrzebę pisania, i nie marzą o tym by sprzedać swoją twórczość? Czy można być jednocześnie motorniczym i wielkim pisarzem? Owszem, zgadzam się, że komercjalizowanie się odbywa się często ze stratą dla jakości dzieła ale na miłość boską nie w przypadku literatury! Czy książka wydawana w milionach egzemplarzy, przynosząca wielki dochód autorowi nie ma prawa być wielkim dziełem? Czy wielkość jej ocenia się przez pryzmat przynoszących dochodów czy raczej ze względu na wartości estetyczne, które sobą niesie? Czy książka popularna, taka, którą możną nabyć w pierwszej lepszej księgarni nie może być arcydziełem? I w końcu, czy autor , który marzy o tym by zarobić na swej książce nie jest artystą? Czy to powód by skazywać go na potępienie? Pytam się? Mówisz mi, że lubisz Coehlia...kim on jest? Artystą czy sprzedawcą dzieł? Karierowiczem czy może wielkim pisarzem? Kto mi odpowie na to pytanie? Jaką miarą oceniać twórczość takich pisarzy? Ja za nim nie przepadam ale to moja sprawa. Kwestia gustu. Powiesz pewnie: ”To nic, liczy się podejście... ” Ja ci odpowiem: „ I co z tego?” i zapytam raz jeszcze:” Czy ktoś kto chce przekazać ludziom swoją twórczość może nie liczyć się z ewentualnym zyskiem? Czy ktoś kto myśli w ten sposób nie jest już artystą? Nie ma nic do przekazania? Cierpią na tym jego utwory? Czy ktoś kto pisze romanse, powieści sensacyjne, horrory nie jest artystą? Zastanawiając się nad tym, proponuję oddzielić komercjalizm od materializmu i optymistycznie patrzeć w przyszłość, bo co jak co, ale słowa obronią się same. Pod warunkiem, że...
Piotr Rutkowski Opublikowano 17 Lutego 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2005 umieszczam ten esej tu, nie ze wzgledu ze czuje sie zaawansowany lecz przeciwnie....ze wzgledu na limit czasowy a mam nie odpartą chęć opublikowania tego tekstu. Zapraszam do polemiki...
Barbara_Pięta Opublikowano 17 Lutego 2005 Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2005 Witam Piotrze. Poruszyłeś bardzo ważne zagadnienia. Można na ten temat dyskutować godzinami, dniami i miesiącami, a złotego środka i tak nie znajdziemy. Wydaje mi się jednak, iż na osiągnięcie sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie (w tym wypadku mówimy o pisarstwie) mają wpływ różne czynniki. Pozwolę sobie wymienić kilka z nich, a mianowicie: - predyspozycje, talent czy jak to nazwać (to tylko znikomy procent - nie cieszmy się zawczasu ;-)) - chęć doskonalenia swoich umiejętności - świadomość swoich mocnych i słabych stron - ZDOLNOŚĆ DO PRZYJMOWANIA KRYTYKI (BARDZO WAŻNE!) - umiejętność wyznaczania celów - wytrwałość w dążeniu do celu - pojawienie się w naszym życiu ludzi, którzy mogą być nam pomocni (nie oszukujmy się - jesteśmy wzajemnie od siebie zależni, w mniejszym lub większym stopniu) - sprzyjające okoliczności (aktualne trendy - akurat tak się składa, że tworzymy to, co w danym momencie jest modne; pamiętajmy jednak, że to tylko jeden z czynników, to nie wyklucza sukcesu w innego rodzaju twórczości) - motywacja niematerialna (sława, zyskanie podziwu otoczenia, poczucie bycia kimś nietuzinkowym) - motywacja materialna - pieniądze Te i wiele jeszcze czynników mają wpływ na osiągnięcie sukcesu. Teraz nie mam zbyt wiele czasu, spieszę się do pracy. Powiem tylko, że nie widzę nic zdrożnego w tym, że twórca zamierza czerpać korzyści materialne ze swojego utworu. Przecież jeść trzeba, prawda? Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu :-)
Mirosław_Serocki Opublikowano 17 Lutego 2005 Zgłoś Opublikowano 17 Lutego 2005 Każdy z nas jest dziwką. Może to niektórych obrazić, ale przyjrzyjmy się faktom. Nieważne co robimy, ponieważ i tak sprzedajemy część siebie, swojego czasu i swojego ciała w zamian za korzyści materialne. Komercjalizm? Pojęcie względne i oględne, więc chyba nie ma o czym dyskutować. Sztuka dla sztuki zdarza się nieczęsto i z reguły przechodzi obok nas niezauważona. Wszystko, co piszemy w mniejszym lub większym stopniu to komercja (najczęściej w większym). " Czy książka popularna, taka, którą możną nabyć w pierwszej lepszej księgarni nie może być arcydziełem?" "Imię róży" Umberto Eco jest ogólnie dostępna, więc tutaj już mamy odpowiedź. Jednak z drugiej strony jest "przebój" ostatnich miesięcy, czyli "Kod Leonarda da Vinci" - literacki koszmarek. "Mówisz mi, że lubisz Coehlia...kim on jest?" Mogę odpowiedzieć? Jest wytworem dobrego działania marketingowego, bo dobrym pisarzem raczej nie. Artyzm... przychodzi sam i nic do niego nie mają dochody czerpane z twórczości, które w ogólnym rozrachunku nie różnią się niczym od pieniędzy zarobionych przy kopaniu rowów. Tyle na początek Bom zmęczony okrutnie I zatracam wątek.
Piotr Rutkowski Opublikowano 18 Lutego 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 18 Lutego 2005 dzięki piękne kochani, wasze opinie to znak że jeszcze nie zwariowałem ideologicznie:) wielkie dzięki....
asher Opublikowano 24 Lutego 2005 Zgłoś Opublikowano 24 Lutego 2005 Długo myślałem co Ci napisać. Więc tak. Przychodzą do Ciebie z Bartelsmana i mówią: - Masz tu 20 000 euro i ty pisz dla nas. Spodobało nam się to. Myślisz. Coś jest nie tak. Przecież wolisz skrobać na boku, chleb zapijać wodą i czasem powąchać swąd z chińskiej knajpy jako ekwiwalent do czerstwego chleba z masłem. Twoja pustelnia jest twym domem i żadne komercje do niego dotrzeć nie mogą. - Panowie, no co wy - mówisz - Kupić mnie chcecie? Moje słowo nie na handel! - Ale jak to. My kasę wykładamy. Nie fersztejn! - Nici, panowie. Ja nie na sprzedaż jestem. - Ale my czek mamy, ja? - Dajcie na ofiary tsunami - mówisz wspaniałomyślnie - A mnie dajcie spokojnie tworzyć. Dają czek i odchodzą... Wiesz co, Piotr. Ja chyba szorta o tym napiszę. A póki co, pracuję 8 godzin dziennie, a piszę ledwie 2. Jeśli masz receptę, jak te proporcje odwrócić, będę zobowiązany. Natchnienie mam jak jasny gwint, tylko czasu mi brakuje. Żeby wydać Podstawionego, wziąłem zaliczkę na poczet pracy mgr, którą musiałem napisać... Daj znać, pójdę za Twoją radą...
Piotr Rutkowski Opublikowano 26 Lutego 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 26 Lutego 2005 u mnie jest gorzej. Pracuje 24h na dobe,czasem miewam wolne a pisze w wolnych chwilach gdzie popadnie...niektórzy jednak mówią mi głupie rzeczy,że jesli nie pisze w pierwszej osobie, wiesz,emocjonalnych odczuc to z zamierzeniem by sprzedać...i to już nie ma nic wspólnego ze sztuką. I wiesz co? Gwiżdże na to...pomyślałbym o tym chętnie w drodze do banku, ale póki co...pozdrawiam serdecznie....
asher Opublikowano 26 Lutego 2005 Zgłoś Opublikowano 26 Lutego 2005 Biedni jesteśmy, ale to nie znaczy, że nasze wypoty to głupoty. A prawda może też być taka, że po śmierci, ktoś na Tobie dorobi - spadkobierząc :) To może lepiej coś za życia sprzedać i choć urlop sobier zrobić...
Piotr Rutkowski Opublikowano 26 Lutego 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 26 Lutego 2005 trzymam cie za slowo....jakkolwiek to brzmi i znaczy:)
Barbara_Pięta Opublikowano 27 Lutego 2005 Zgłoś Opublikowano 27 Lutego 2005 Słuchajcie, to jest fakt, można nie zdążyć za życia. Ja jestem biedna jak mysz (nie tylko kościelna, bo ogólnie myszy też mają się coraz gorzej, nie? ;)), coś tam skrobię od czasu do czasu, nie powiem - marzę, że może kiedyś coś tam, gdzieś tam... uda mi się sprzedać. A jeśli nie, to dzieci mogą coś z tego wydusić, albo wnuki może... Opcja, że nic i nigdy z tego nie wyjdzie nie jest zbyt pocieszająca, ale jakże dotkliwie realna, moi Drodzy Umiłowani w Piórze... Pozdrawiam :-)
Napolion Naparstek Opublikowano 8 Marca 2005 Zgłoś Opublikowano 8 Marca 2005 To bardzo ciekawy temat, który poruszyłeś. Jestem podobnego zdania jak większość piszących i dodam, że najlepiej się pisze, przy pełnym żołądku. Kiedy nie musisz się martwić o dzień jutrzejszy, gdy wystarcza na czynsz, opłaty, chlebek i coś do chlebka. Nie wspomnę o rozrywkach intelektualnych. Niestety, nie wszystkim się dobrze powodzi więc borykają się z różnymi trudnościami. Ci co trochę odskoczyli, zazwyczaj kurczowo rękami, zębami i czym się da, bronią swoich pozycji pogardzając tymi, którzy dopiero wstępują na tę trudną drogę. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich. To nie wstyd pisać i brać za to pieniądze. Wstydem jest poniżanie nas, brak prawdziwej opieki nad tymi, którzy piszą, wyśmiewanie publiczne błędów, które można poprawić, ubliżanie poetom przez każdego kto ma na to ochotę itp. Takie metody zniechęcają do pisania, zwłaszcza bardzo wrażliwych ludzi. To dlatego część z nas kryje się pod nickami, by nie szargać własnego nazwiska. To dlatego wolimy być anonimowi, choć wielu z nas ma już swój dorobek w postaci np. wydanych tomików, często kosztem wyrzeczeń. Życzę wszystkim, by nasze pisanie było jedną z największych albo największą radością. Byśmy nie musieli pisać gniotów - dla chleba. Aby wreszcie przestali nas obrażać krytykanci. Abyśmy nie mieli kłopotów, które powodują niepowetowane straty, kiedy tracimy zdolnych ludzi z powodów wyżej opisanych. By wreszcie poeta znalazł swoje właściwe miejsce "na rynku". Pracujcie, zarabiajcie ile można. Nasze pisanie to nasza praca. Pozdrawiam. NN
Sanestis_Hombre Opublikowano 18 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 18 Listopada 2005 nie zgodzę się z generalizowaniem, że pełny żołądek pomaga (a znacie kawałek Kazika Na Żywo "Las Machinas de la muerte? - "artysta głodny jest o wiele bardziej płodny"). Kiedy mam to, co chcę to nie chce mnie się pisać. Ogólnie trudny temat i łatwo zabrnąć w ślepy zaułek. Pisanie i jakość twórczości (w aspekcie komercyjnym) to bardzo indywidualna sprawa. Pozdrawiam wszystkich!!!!
mariusz mazur Opublikowano 11 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 11 Grudnia 2005 Ja bym przeanalizował ten temat przy kufelku piwa. Ktoś ma jakieś propozycje? Jestem z Mielca :)
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się