Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- Majka, impreza jest świetna! Dzięki, że mnie na nią zabrałaś.
- No. Poznałaś kogoś fajnego?
- Wiesz… widzisz tamtego kolesia przy schodach? Pali teraz.
- Aha. To jest Mikołaj chyba, tak?
- A nie wiem. – odparła z uśmiechem Jola – Ale się dowiem!
- Oo, to powodzenia.
- A dzięki, przyda się.
- Normalnie Cię nie poznaję Jolka.
- Ja siebie też! Idę po jeszcze jedno piwo, przynieść Ci?
- Ej, Jolka? A od kiedy Ty pijesz? Może już starczy, co?
- No coś Ty! Jest super, nareszcie czuję, że żyję!
- Piękny kac Cię jutro czeka. Pierwszy! Ha, wpadnę Ci go umilić.
- Jasne.
- A co na to Twoi rodzice?
- A co im do tego? – roześmiała się beztrosko Jola. – Zaraz zresztą będę do nich dzwonić i powiem, że nie wiem kiedy wrócę.
- Aha, no ok.
- Dobra, idę.

Jola idąc do kuchni uspokoiła przez telefon tatę mówiąc, że świetne się bawi i nie wie o której wróci. Znajdowała się w domu jednego ze znajomych Majki, gdzie urządzili sobie Mikołajki. Pierwszy raz była na takiej imprezie i pierwszy raz postanowiła się upić. Chciała poczuć się lżej, odpłynąć od przyziemnych myśli, oderwać się od rzeczywistości, poznać inny stan świadomości. Jak dotąd tylko ze słyszenia i widzenia wiedziała, że jest tam ciekawiej i przyjemniej.

Usiadła przy stole i nalała sobie do szklanki piwa. Wpatrywała się przez otwarte drzwi w Mikołaja. Fascynował ją. Niedbale zaczesane włosy, czarne, lekko sprane spodnie, ale miał to coś. Zaciągał się papierosem, jak aktorzy w amerykańskich filmach. Był średniego wzrostu a patrzył na wszystkich jakby z góry. Podobał się jej. Chwilę zastanawiała się, czym może ściągnąć na siebie jego uwagę.

Skończyła pić. Teraz wydawało się jej, że da radę. Podeszła do niego.

- Hej! – rzuciła lekko, ale nie odpowiedział, jakby w ogóle jej nie zauważył. – Świetna impreza! – i znów milczenie. – Masz na imię Mikołaj?

Przeniósł na nią wzrok. Mało nie ugięła kolan. Wydawał się jej piękny. Oczy miał chyba czarne, zlewały się ze źrenicami. Musiała nabrać głęboko powietrza, żeby się nie udusić, bo zapomniała oddychać tak się wpatrując.

- Tak. – odpowiedział spokojnie, a Jolka w myślach już kilkanaście razy powtórzyła sobie tę odpowiedź. Musiała zapamiętać każdy szczegół tego wieczora, tego chłopaka, tej twarzy.
- Wszystkiego najlepszego! Jestem Jolka. – wyciągnęła ufnie rękę. Spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Ale Ty pięknie się uśmiechasz! – wyrwało się Joli, sama nie wiedziała jakim sposobem. Ale wydało jej się to mało istotne.
- Co tu robisz? Nie pasujesz... – spytał. Jolka nie wiedziała, o co mu chodzi.
- Jak to nie pasuję? Świetnie się bawię.
- Nie zwykłaś chodzić na takie imprezy.
Jolkę zaczynały drażnić jego słowa. Skąd on niby wie o jej życiu? Postanowiła iść w zaparte.

- Chodzę i to często. Może tylko Ci się wydaje.
- Możliwe. – odpowiedział i powrócił do filtrowania wzrokiem towarzystwa wokół nich.
Jolka się zmieszała. Straciła pewność siebie.
- Przynieść Ci piwo? – spytała nagle, tylko w tym znajdując wyjście z sytuacji.
- Jak chcesz. – flegmatyczna odpowiedź wspaniałego nieznajomego wydała się jej obiecująca.
Przyniosła dwie butelki. Wręczyła mu jedną.
- Może znajdziemy ustronniejsze miejsce? – spytała, gdyż zapragnęła poznać Mikołaja bliżej. Tym razem chłopak wydał się lekko zaskoczony, ale szybko przybrał swoją obojętną minę i spojrzał w górę schodów.
Jolce zakręciło się w głowie.

- To idziemy! – powiedziała spontanicznie. W tym momencie zauważyła przechodzącą obok Majkę.
- Majka, idę poznać się z Mikołajem! – szepnęła jej konspiracyjnie do ucha. Majka otworzyła szeroko oczy.
- Jolka, nie powinnaś. Jesteś pewna?
- Tak!
- Dzwoniłaś do rodziców?
- Taa, powiedziałam, że nie wiem o której wrócę.
- No to przyjemnego zaznajamiania.
- Dzięki! – entuzjastycznie odpowiedziała i wbiegła po schodach.

Zobaczyła jak Mikołaj wchodzi do jednego z pokoi. Było tu sporo ciszej. Wszystko wydawało się być przygłuszone. Podobał się jej ten nastrój.
- O, tu można spokojnie porozmawiać. – rzekła. Znajdowali się w małym pokoju przerobionym na biuro. Był tam komputer, duże biurko malutka kanapa przy ścianie. Mikołaj stał chwilę przyglądając się Joli, która jak tylko usiadła na obrotowym krześle, zaczęła się kręcić. Potem odwrócił się do drzwi i zamknął je. Na klucz. Jola tego nie zauważyła. Bawiła się jak dziecko. Zatrzymała się w końcu i z uśmiechem na ustach powiedziała:

- Siadaj Miki. Powiedz mi, jaki lubisz kolor? – to pytanie akurat wydało się jej bardzo dojrzałe i niespotykane.
- Chyba nie będę oryginalny, czarny.
- Ojej, ale dlaczego? A tęczowy lubisz? – spytała patrząc w sufit i znów zakręciła krzesłem.
- A istnieje taki kolor?
- Oczywiście! Spójrz tam! – Jola wskazywała coś palcem, ale chyba sama dobrze nie wiedziała co. Mikołaj wziął to za dobrą kartę.
- No masz rację… Jola. Ładne imię.
- Naprawdę?! Ech pewnie każdej dziewczynie tak mówisz. – kokieteryjnie odpowiedziała.
- Ależ skąd, naprawdę tak uważam. – zdawało się, że mówi szczerze. Tak przynajmniej odebrała to Jola. Właśnie uświadomiła sobie, że poznała cudownego chłopaka. Zastanawiała się, jak zareaguje jej matka, gdy go zobaczy? Hm, z pewnością zarzuci mu niechlujstwo a co za tym idzie nieodpowiedzialność. Tak, mama zawsze powtarzała…

- O czym myślisz? – wyrwał ją z rozważań Mikołaj.
- A… tak sobie, o niczym. Lubisz tak myśleć?
- A co daje takie myślenie?
- Bo ja wiem… Odprężenie?
- A jesteś zmęczona?
- Jeszcze nie… - szepnęła Jola czując, że temperatura powietrza w pokoju wzrasta z każdym kolejnym słowem.

Spojrzała na Mikołaja lekko mętnym wzrokiem. Nadal wydawał się jej boski. Mogłaby gapić się na niego godzinami. Może jednak spodobałby się mamie? Znów zaczęła analizę konfrontacji Mikołaja i matki.

- Mikołaj, a ile Ty masz lat?
- A czy to ważne?
- Nie – odparła z uśmiechem, jak przy każdej poprzedniej odpowiedzi na jego pytania. – Pytam z ciekawości, wyglądasz jakoś tak…
- Jak?
- No nie wiem, inaczej niż reszta towarzystwa.
- To dlatego mnie zaczepiłaś? – Mikołaj gniewnie spojrzał na Jolę. Zmieszana nie wiedziała gdzie podziać oczy.
- Nie – rzekła niemal łzawo – Ja tylko chciałam Cię poznać…
- W porządku, żartowałem - Mikołaj przestraszył się, że powiedział coś nie tak, chciał to odkręcić. – To jak z tym tęczowym kolorem Jola? Gdzie go masz?
Rozpromieniła się na powrót. Zamknęła oczy i zdawała się szukać w myśli czegoś, co posiada ów kolor.

- Mam! – krzyknęła pełna triumfu – Jest piękny.
- Gdzie? Co ma taki kolor? – dopytywał się coraz bardziej zainteresowany całą zabawą Mikołaj.
- O tu – powiedziała Jola i wskazującym palcem zrobiła rundkę dookoła swojej głowy.
- Co masz na myśli? – chłopak nie krył zdezorientowania.
- No nie widzisz? – pełna dziecinnego zdziwienia Jola zrobiła smutną minkę.

Mikołaj chciał umiejętnie wyjść z tej sytuacji. Nie lubił tracić kontroli nad czymkolwiek.
- A tak, widzę. – rzekł prawie pewnie. Ale Jolę to zadowoliło.
- Ty też tak masz – odrzekła. – to znaczy, że jesteś dobrą duszą.
- Co ja mam? Tęczę na głowie? Zwariowałaś dziewczyno?!
Jolę ponownie zaskoczyły słowa Mikołaja.
- Ale…
- Wcale mnie nie znasz. – rzekł mocno i twardo. Joli zrobiło się bardzo przykro, jeszcze moment i czuła, że się rozpłacze.

- Ale Mikołaj…
- Myślisz, że nie znam takich jak Ty?! Małolat szukających wrażeń?
- Halo! – trochę oprzytomniała – O co Ci chodzi?

Tym razem to on dał się zaskoczyć. Zaczął chodzić podenerwowany po pokoju.
- Idę. – Jola wstała, ale zakręciło jej się w głowie i szybko przysiadła na kanapie.
- Ojej… moja głowa.
- Trzeba było nie pić, jak nie umiesz.
- Zamknij się! Nie Ty mi będziesz mówił, co mogę, a czego nie mogę! – Jola sporo wysiłku spożytkowała na ten wybuch, ale nie żałowała ani jednego słowa. W przypływie złości wstała i podeszła do drzwi. – Miło było poznać. – powiedziała już spokojniej i… nie mogła otworzyć drzwi. – Co jest? – szepnęła zdenerwowana.
- Zamknięte. – odpowiedział spokojnie Mikołaj. Zdążył w tym czasie zająć miejsce przy biurku i przyglądał się Joli.
- Odtwórz je!
- Nie.
- Masz je natychmiast otworzyć, bo…!
- Bo, co?
- Bo tak! Otwieraj! Gdzie masz klucz?! – Jola zbliżyła się do chłopaka i chciała przeszukać go, czy nie ma gdzieś przy sobie klucza. Wyciągała już rękę w jego kierunku, ale ta została natychmiast odepchnięta.
- Auła…! Oddawaj klucz.
- Gdzie chcesz stąd iść? – Mikołaj nie miał zamiaru się poddać.
- Nie Twój interes!
- Wydawało mi się, że chciałaś mnie poznać.
- Odechciało mi się. – odburknęła Jola ostentacyjnie zakładając ręce na piersi.
- Siadaj.
- Nie umiesz się bawić… - rzekła z wyrzutem. Po chwili usiadła na krańcu kanapy. – To o czym chcesz rozmawiać?
- O Tobie. – odrzekł Mikołaj z namysłem.
- Nie ma o czym. Mogę już iść?
- Czyli nie myliłem się, jesteś kolejną napaloną głupią laską. – Joli aż zabrakło tchu ze wzburzenia. Jednak zamiast odpowiedzieć rozpłakała się.
- Prawda kole w oczy? – spytał szyderczo chłopak.
- Ni..ee, bo to ni..e praa..wda. – wyjąkała Jola. – Je..steś chor..y, wieesz?! – Mikołaj wstał na te słowa i otworzył zamek w drzwiach.
- Idź jak chcesz. – Jola otworzyła szerzej oczy. Wstała i wybiegła do najbliższej łazienki. Opłukała twarz, uspokoiła oddech.

Po kilkunastu minutach wróciła do pokoju. Okazało się, że chłopak nadal tam siedzi w towarzystwie butelki piwa.
- Myślisz, że kim Ty jesteś, co? – zaczęła agresywnie.
- Mikołajem. – odparł rozbawiony sytuacją chłopak.
- Szkoda, że nie świętym. – odcięła się Jola – Nie masz prawa mnie oceniać.
- A czy się mylę?
- Oczywiście! Nie moja wina, że dotychczas spotykałeś się samymi, takimi, - zaczęła się zacinać – które, nie wiadomo, co mają w głowie!
- Noo, czyżby potulna Jola pokazywała pazurki? – rzekł drwiąco.

Jola obróciła się na pięcie żeby ukryć frustrację, jaka w niej narastała. A chwilę potem ku kompletnemu zdezorientowaniu Mikołaja zamknęła drzwi i podeszła do niego. Powoli uspokajała oddech, po czym usiadła na kanapie. Spojrzała na chłopaka bacznie obserwującego jej zachowanie.

- Współczuję Ci. – powiedziała spokojnym tonem. – Musisz być nieszczęśliwym człowiekiem.
Zbity z tropu odchylił głowę i wziął głęboki wdech. Chciał coś powiedzieć, ale Jola go ubiegła.

- Stworzyłeś sobie całkiem niezłą rolę. Leży na tobie jak ulał. Ciekawe czy pamiętasz, kiedy ostatnio ją zdejmowałeś… Patrząc w lustro widzisz już tylko tę maskę? Czy potrafisz jeszcze dostrzec siebie?
- Coś Ci się pochrzaniło panno, chyba alkohol Ci zaszkodził.
- Tak? A mnie się wydaje, że chyba jednak nie. Twoja tęczowa aureolka niespokojnie kręci się nad Twoją głową. Niepokoisz ją. Jesteś zdenerwowany?
- Ja?! – Mikołaj nie wytrzymał i gwałtownie wstał z krzesła mało go nie przewracając – Brałaś coś? – spytał nie kryjąc zmieszania całą tą sytuacją.

Jola błogo się uśmiechnęła.
- Nic – powiedziała pewnie – jestem krystalicznie czysta.
- Krystalicznie – prychnął – Co wzięłaś oprócz piwa?
- Nic – z lekkim naciskiem odpowiedziała Jola – Skąd te głupie podejrzenia?
- A to Ty nie widzisz jak się zachowujesz? Szkoda!
- No i po cóż zaraz się unosić. Ja nie wiem. Chcesz dostać niestrawności?
Takiej ironii Mikołaj nie wytrzymał. Szarpnięciem zmusił dziewczynę, żeby wstała i chciał wyprowadzić ją z pokoju.

- Prawda kole w oczy? – triumfalnym głosem odezwała się Jola i szyderczo się uśmiechnęła. Nie zauważyła, że Mikołaj ostatkiem sił powstrzymywał się, by jej nie uderzyć. Ostatecznie krzyknął jej w twarz – Wynoś się! – i wypchnął ją na korytarz. Nieszczęśliwym przypadkiem Jola uderzyła biodrem o stojący na zewnątrz pokoju stolik i przewróciła się razem z nim.

Leżała chwilę na dywanie i powoli dochodziło do niej, co się stało. Mikołaj stał zdezorientowany w drzwiach i nie wiedział, co robić.
Nikogo prócz nich nie było na piętrze. Jola zaczęła cicho płakać i jęczeć. Chłopak zdecydował się jej pomóc.

- Odejdź ode mnie! – syknęła. Próbowała się podnieść.
Mikołaj po paru sekundach stracił cierpliwość i silnymi ramionami postawił ją na nogi. Jednak Jola była na tyle skołowana, że na moment pobawiona oparcia znów zaczęła lecieć w kierunku podłogi. Wtedy wziął ją na ręce i ułożył na kanapie w ich ulubionym pokoju, z którego widać ciężko było się wydostać.

Spokojnie dochodziła do siebie, wyciszała płacz. Chciała rozmasować biodro, ale poczuła się skrępowana jego obecnością.

- Możesz mnie zostawić samą?
Mikołaj wydawało się dokładnie analizuje tę prośbę. W końcu powiedział – Jasne, zaraz wrócę z czymś do picia.

Jola odprowadziła go na korytarz spojrzeniem. Gdy tylko zamknął drzwi usiadła na kanapie i zsunęła trochę spodnie by zobaczyć, czy po spotkaniu ze stolikiem został jakiś ślad.

– No pięknie – szepnęła do siebie, jak tylko zobaczyła obtartą skórę na czerwonym prawym biodrze. Miejsce to powoli fioletowiało, co wcale nie oznaczało, że przestawało boleć.
Jolę zaczynało ogarniać zmęczenie. Ułożyła się wygodnie i zapomniała, że ma tu zaraz ktokolwiek przyjść.

Nawet nie usłyszała, jak Mikołaj wszedł i usiadł, stawiając na biurku parujący kubek z herbatą. Skorzystał z okazji i zaczął się jej szczegółowo przyglądać.
Wyglądała na jakieś 16 lat? Resztki makijażu, jaki miała rozpłynęły się wdzięcznie po twarzy, pozostawiając wokół oczu ciemne obwódki. Blade usta pozbawione już pomadki wydawały się coś majaczyć. Lekko wzburzone jasne, kręcone włosy kontrastowo odcinały się od ciemnozielonego obicia kanapy.

Nagle otworzyła oczy i zobaczywszy wpatrzonego w nią Mikołaja zerwała się na równe nogi.
- Co robisz?! – spytała napastliwie.

Mikołaj się tylko uśmiechnął.

- No co? – spanikowana Jola zaczęła się sobie przyglądać, poprawiać bluzkę, spodnie, przeczesała włosy palcami. – O co Ci chodzi?
- O nic, przyniosłem Ci herbatę.

Dziewczyna zesztywniała jak zatrzymana w kadrze. Nie wiedziała, co powiedzieć i co ze sobą począć.

- Siadaj. – słowa Mikołaja zabrzmiały nawet przyjemnie. Nieświadomie usiadła i wzięła do ręki podawany kubek.
- Dziękuję – odpowiedziała automatycznie. Upiła parę łyków, po czym pozwoliła sobie na rozluźnienie napiętego ciała. Podniosła wzrok znad kubka i zaczęła się przyglądać chłopakowi z nieskrywaną ciekawością.

- Kim Ty jesteś? – spytała.
- Już mówiłem, jestem Mikołajem – odpowiedział cicho. Był przyzwyczajony do wypowiadania tych słów by rozśmieszyć rozmówcę. Teraz jednak zdawał się być zagubiony w tej sytuacji. Nie bardzo wiedział, czy powinien mówić, kim jest w rzeczywistości i czy w ogóle tak naprawdę sam wie, kim jest.

Jola nic nie odpowiedziała na te słowa. Piła spokojnie herbatę. Oboje słyszeli muzykę z dołu i tylko ona wypełniała teraz pokój. Mikołaj zaczął się wiercić na krześle. W końcu wstał i podszedł do okna.

- Późno już – stwierdził lakonicznie. Dziewczyna odruchowo spojrzała na zegarek.
- Fakt. – przyznała. – Lubisz noc?
- Tak. – Mikołaj bez zastanowienia odpowiedział. – To mój ulubiony czas.
- To widać.
Chłopak odwrócił się do niej raptownie. Starał się wyczytać z jej spojrzenia, co miała na myśli. A ta szepnęła tylko – Tęcza…

Mikołaj nie bardzo wiedząc o co jej chodzi spojrzał ponad swoją głowę. Ale nie zauważył nic szczególnego poza sufitem.
- Gdzie? – spytał.
- Właśnie tam. Boisz się być postrzegany, jako dobry człowiek?
- Nie lubię, jak ktoś mnie mylnie ocenia.
- Czyli nasza rozmowa powinna Ci przynosić ulgę. Czy tak?
- Bo?!
- No.. Ja uważam, że jesteś dobrą osobą. To widać po oczach! – rzekła radośnie - No i rzecz jasna po aureolce.
- Raczej mało trzeźwo patrzysz.
- Moja trzeźwość nie ma tu nic do rzeczy.
- Naprawdę?
- Ależ oczywiście! Śmiesz twierdzić, że sobie to ubzdurałam?! – Jola uniosła się nie tylko głosem, ale i wstała z kanapy przyjmując groźną pozę. Mikołaj z trudem powstrzymał śmiech.
- Ależ skąd.
- No!
- Spokojnie Jola, powiedz mi raczej, co noc ma wspólnego z tęczą. – powiedział chłopak opierając dłonie na jej ramionach i sadzając ją z powrotem na kanapie.

- Proste. Lubisz noc, bo ona jest ciemna, można w niej ukryć swoje emocje, swoją prawdziwą twarz. Ty nie lubisz pokazywać swojej ludziom, bo się boisz, że inni jej nie zaakceptują, że być może Cię nie polubią. Dlatego tylko nocą ukazujesz się takim, jaki jesteś naprawdę, ale nie dzielisz się takim sobą z nikim, pozostając z cierpliwą nocą sam na sam. Tęcza chciałaby móc częściej promieniować od Ciebie, ale nie dajesz jej szans, jedynie nocą. Ta pozwala stać się zupełnie kimś innym niż jesteśmy w ciągu dnia, w ciągu życia codziennego. Możesz spokojnie jej powierzać swoje rozterki, problemy, małe radości, wielkie marzenia. Jest wyrozumiała i ani razu nie powie złego słowa, nie zacznie strofować, pouczać, nie uczepi się jakiegoś szczegółu, nie zacznie wypytywać o rzeczy, o których rozmawiać nie masz najmniejszej ochoty. – Jola jednym tchem wyrecytowała swój pogląd na ten temat.

Mikołaj poczuł, że brakuje mu powietrza. Z wrażenia opadł na krzesło i niemo przyglądał się dziewczynie. W chwili, gdy skończyła zaczął nerwowo mrugać powiekami, jakby chcąc zmazać jej obraz z oczu.

- Mikołaj? Dobrze się czujesz? – Jola podeszła do niego, ale ten już zdążył się ocknąć.
- Majaki masz mała, lepiej już sobie idź.
- Oj Mikołaj, no daj spokój.
- Idź sobie.
- Przestań zachowywać się jak dziecko. Zawsze jak tylko ktoś się zbliży niebezpiecznie blisko do Ciebie to zaczynasz warczeć?
- Wyjdź, bo pożałujesz – syknął Mikołaj nawet nie patrząc na Jolę.
- Sam sobie idź. Droga wolna. – wstał, ale wtedy dorzuciła – Uciekasz jak tchórz, boisz się, że ktoś odkryje Twoją wrażliwość? Dobroć?! To absurdalne!

Chłopak stał odwrócony do niej plecami i resztkami sił hamował łzy.

- Mikołaj… Kto Cię tak potwornie skrzywdził, że teraz tak się zachowujesz? – Jola delikatnie dotknęła jego ramienia. – Miki, przed kim Ty się kryjesz? Co tak naprawdę chowasz? Czego się obawiasz? – chłopak milczał. Starał się zebrać myśli, ocenić sytuację, opanować swoje zachowanie. Wszystko na nic. – Spokojnie, chodź, usiądziemy tutaj. – chwyciła go w pasie i lekko pokierowała – No chodź. Może teraz Tobie zaparzyć herbaty? – pokręcił głową – Dobrze. – usiedli.

Zapanowała cisza. Jola wyczekująco przyglądała się zagubionemu chłopakowi. Jeszcze chwilę temu roznosiła go wściekłość, a teraz siedział obok niej i wydawał się bezbronny niczym dziecko. Zrozumiała, że chociaż częściowo do niego dotarła. Poczuła się trochę z siebie dumna. Lekko się uśmiechnęła w duchu. Nawet nie spostrzegła, że Mikołaj się jej przygląda. Uśmiechnęła się szerzej. – Już lepiej? – kiwnął głową. Miała nadzieję, że głosu nie stracił. – To opowiesz mi?

Opublikowano

Nie za dużo tych telelovelowych dialogów, Nata?
Wydaje mi się też, że za dużo chcesz dopowiedzieć. I trochę mi przeszkadza narrator
obiektywny, który opisuje z pkt widzenia dziewczyny, a za chwilę wchodzi w duszą chłopaka.
To jakieś takie nienaturalne - dla mnie rzecz jasna.

Wywaliłbym ten pierwszy dialog. Nic nie wnosi do całości. Za wstęp może robić coś w rodzaju -
Podobał jej się. Musiała go mieć. I od razu jesteśmy środku akcji, na imprezie :) Ale to ja bym ta zrobił, sorki...

A cio to? "Mikołaj wydawało się dokładnie analizuje tę prośbę. W końcu powiedział" Teraz wydaje się narratorowi, tak?

Zesztywniała jak zatrzymana w kadrze - cud miód!

Ogólnie, utrzymane w Twoim stylu. Dużo niepotrzebnych dialogów tym razem. Bez nich nabrałoby napędu, gdyby zastąpić którkim, celnym opisem. Ale ja się nie znam...

Opublikowano

rzeczywiście opowiadanko na niedzielę...przyznaję szczerze, że czytając czekałam na jakiś mocny akcent w stylu próba gwałtu czy skok z okna ale może dobrze, że tak się nie stało [to wszystko przez Ashera hihi]
pozdrawiam

Opublikowano

To opowiadanko potrzebuje jeszcze duużo szlifów, jest to powiedzmy wersja robocza, bo nie mogłam się powstrzymać by usłyszeć Wasze opinie na temat tego co już jest. Nawet tytuł jest banalny i krzyczący o zmianę :)

Nikomu niczego nie brakuje? jakiegoś ciągu dalszego? właściwie to świetnie ,bo nie jest on jeszcze napisany :) ale planowałam dopisać, choć groziłoby to fiaskiem, jak zwykle przy wyjaśnianiu dlaczego coś poszło w życiu nie tak, czy coś takiego, no ale jakaś historyjka się szykowała. Zrezygnować na rzecz niedopowiedzenia?

Asher,
narrator mówisz chwiejny? nie zwróciłam uwagi, dzięki, przypatrzę mu się i zobaczymy, może faktycznie trzeba by go jakoś wypośrodkować. Ale swoją drogą ten narrator jest po prostu na wskroś empatyczną istotą :)

wstęp nic nie daje? no jakby się tak zastanowić, uff to opowiadanie miało tyle różnych koncepcji w sobie, jeśli nie dopiszę nic więcej, to wtedy faktycznie spokojnie można sobie ten dialog z Majką podarować. Jak mówię, tekst jest mocno elastyczny, wszystko można jeszcze dopracować :)

Czarna, heh nawet nie wiesz jak mnie korciło wcisnąć tam jakiś dramat :) ale tym razem zadowoliłam się stłuczonym biodrem Joli i skruszeniem serca Mikołaja.

Basiu, cieszę sie bardzo, że przypadło do gustu :)

Dziękuję wszystkim za opinie.

Opublikowano

Ciąg dalszy? Nie pomyślałem. W takim razie opowieść Mikołaja musi być niesztampowa. Żadnych łez po babie itp. Tak myślę. Może wyjść niedawno z więzienia albo mieć problemy łóżkowe.
Oczywiście żartuję...
Pomyśl jednak nad detalami. Już się nie wymądrzam, sama wiesz najlepiej, bo pamiętam Twoje poprzedniu utwory :)

Opublikowano

Fajne nawet :) Czytało mi się miło, chociaż im bardziej bohaterowie się poznają, tym wydawąło mi się gorsze i bardziej sztuczne. Z początku relacja między nimi była interesująca, wiarygodna dla mnie... ale kiedy nagle Mikołaj zaczyna się otwierać... I to jak Jola go szybko rozszyfrowała (skąd u niej tyle życiowej wiedzy?)... trochę mi się to nie spodobało...
Chociaż może należy brać trochę poprawki na to, że bohaterowie są po kilku piwach :)
Ale ogólnie - pozytywnie...
Pozdrawiam, Jędrzej

  • 2 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...