Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 68
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

>

Niczego sobie nie ubzdurałeś - obiektywnie rzecz biorąc, to jest nie na miejscu (ja spotkałem się nawet z opinią, że to jeden z najlepszych dni dla naszego kraju i że dobrze się stało). Tylko... że ty w pierwszym komentarzu idziesz znacznie dalej. Cytuję: "Muszę przyznać, że jestem porażony reakcją większości ludzi wokół mnie na tragedię samolotu: brak jakiejkolwiek empatii, refleksji i zrezygnowania choć na chwilę z typowego polskiego cynizmu.". O ile ze wstrętem też odnoszę się do cynizmu, o tyle nie rozumiem, jak można komuś zarzucać brak empatii, zwłaszcza jeśli tego człowieka nic nie łączyło z tragicznie zmarłymi osobami? Jeśli ktoś szydzi z tragedii czy jest cyniczny - to bardzo niedobrze. Jeśli jednak ktoś po prostu nic w tej chwili nie czuje, nie odczuwa empatii - to cóż z tego? W jaki sposób miałby ją zacząć odczuwać? Tego się nie włącza/wyłącza przyciskiem. Lepsza szczerość niż obłuda - znowu banał.

L. Kaczyński wg sondaży miał 1/3 poparcia społeczeństwa (z uwzględnieniem błędu na korzyść zmarłego prezydenta RP). Niektórzy go szczerze nienawidzili, nie cierpieli. Nie wszyscy z nich dziś drwią (bo tak jawnie to drwi raczej niewielu), ale po prostu nie odczuwają smutku. Tak jak wiele osób nie odczuwa smutku po tym, że wczoraj czy przedwczoraj zginęło w Chinach 800 osób. A cóż z tego, że to Chiny i ileś tam tysięcy kilometrów od nas? Ludzie to ludzie, zajmują mniej lub bardziej ważne stanowiska, ale nie pozycja społeczna i funkcja decyduje o tym, czy ktoś się smuci, ale raczej przywiązanie do tej osoby. Jeśli ktoś nie był związany czy też nie czuł się związany z L. Kaczyńskim, nie odczuwa nic (również empatii). Banał za banałem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No tak, okej. To racja. Empatia raczej miała byc w moim rozumieniu odrobiną szacunku. Źle dobrałem słowa.

To że ryczec nie wymagam jest jasne, bo każdy ma inne poglądy i dziwne by było, gdyby nagle każdy na tydzień sam siebie i innych okłamywał, że jesteśmy "jednością w żałobie". Bo nie jesteśmy. I dobrze, że się różnimy.
A to, że nawet nie wspominają o masakrze w Chinach w mediach jest hmmm... zdziebko oburzające. Mam nadzieję, że od pn. coś z tym zrobią. Rozumiem, że Polska jest w żałobie, ale należałoby PRZYNAJMNIEJ się do tego wydarzenia odnieśc. 800 ludzi ginie. Jak to ktoś napisał na nieszufladzie: to przecież nie statystyka stalinowska, tylko takie same ofiary jak te sobotnie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tzn. trochę się zgadzam, trochę się nie zgadzam. Trzeba pamiętać, że sporo ludzi po prostu krytykowało Kaczyńskiego, bez chamstwa Palikotowego oraz tych bazarowych ;) Co do Kwaśniewskiego, lubię go, więc w sumie nie jestem obiektywny, ale np. wywiad z Cejrowskim słyszałeś jak mówi o "tłustym aparatczyku, alkoholiku" itd.?

A prania tu nie widzę, zresztą obwinianie mediów jest za wygodnym tłumaczeniem. Każdy ma prawo sądzić inaczej i filtrować każdą informację. Jako prezydent, Kaczyński mnie nie rajcował, ale jeśli chodzi o Kaczyńskiego jako człowieka zawsze mówiłem, że to naprawdę porządny facet. Miesiąc temu miałem o tym rozmowę z moją mamą.

Dlatego napisałem, że to tylko część społeczeństwa. Ja rozumiem, że można było nie lubić Kaczyńskiego, nie zgadzać się z nim, mieć inne poglądy. Według mnie nie był wybitnym prezydentem (choć i tak najlepszym w historii III RP ), ale tego że był patriotą i człowiekiem niezwykle rzetelnym i obiektywnym w sprawach dotyczących polskiej historii odmówić mu nie można.
Wywiad z Cejrowskim widziałem, zgadzam się z nim. Kwaśniewski aparatczykiem był, alkoholikiem nie wiem czy jest, ale pijakiem owszem, jako że kilkukrotnie pokazywał się publicznie w stanie upojenia alkoholowego. Wybaczyłbym mu konwencję LiD-u, ale Charkowa już nie. Telewizje na całym świecie pokazywały jak pijany wchodzi do bagażnika samochodu, więc w czym problem? Czyżby Cejrowski powiedział nieprawdę?
Oczywiście każdy ma prawo oceniać prawdziwość informacji, które do niego docierają, ale nie czarujmy się: generalnie rzecz biorąc ludzie nie prezentują zbyt wysokiego poziomu intelektualnego, są podatni i łykają większość tego co im się podaje jak pelikany.
Opublikowano

Generalnie usłuchałbym zawołania autora wątku, by nie mówić a milczeć - ale że sam autor rozpoczął dyskusję, to się włączę. Myślę, że media i politycy w większości dobrze i rzetelnie relacjonują wypadek i żałobę. Co prawda niewątpliwie w natłoku informacji trochę rzetelność dziennikarska ucierpiała - mówię tu o informacji o żałobie narodowej w Brazylii, która w rzeczywistości została wprowadzona z powodu powodzi w Rio de Janeiro, a nie z powodu katastrofy w Smoleńsku - aczkolwiek ogólnie rzecz biorąc te nieprzychylne na co dzień prezydentowi media godnie prezentowały wszystko co się działo. W mojej opinii atmosferę jedności zakłócili nie przeciwnicy zmarłego prezydenta - ale niektórzy jego zwolennicy i na co dzień przychylne mu media.

Pierwszy zgrzyt pojawił się już w dniu katastrofy: poseł PiS, Artur Górski - ten od końca cywilizacji białego człowieka w wyniku wyboru Obamy - oznajmił, że z jego informacji Rosjanie mataczą. Posłowi, myślę, po ludzku wybaczyć można (choć politycznie nie), bo był wówczas w szoku. Wątek jednak podchwyciły skrajnie prawicowe media (Nasz Dziennik, Radio Maryja, Fronda), gdzie co chwila pojawiają się insynuacje: a to że zależało na tym komuś w Polsce, a to znów że Rosjanom, a to że służbą specjalnym. Wątek podchwycił niedawno redaktor Pospieszalski sugerując, że to na pewno było zestrzelenie. Co jakiś czas - także tutaj - pojawiają się informacje, że przekaz od komisji badający przyczyny wypadku jest niejasny i że nikt nie zaprzecza, że to był wypadek, lub przeciwnie - że od razu zaprzeczono, nie zbadawszy, ludzie też ekscytują się (także na tym forum) filmikiem z youtube, którego autentyczność jest nieznana - acz badana przez komisję od wypadku. Trzeba zauważyć: wszystkie te sugestie płyną od mediów przychylnych Kaczyńskiemu, mediów prawicowych. Ja uważam je za niepoważne i za naruszające cześć zmarłych, zwłaszcza w tym okresie. Dlatego też uważam, że jest dobrym, iż poważni dziennikarze i poważne gazety ich specjalnie nie nagłaśniają.

W tym miejscu jednak - małe wyjaśnienia odnośnie informacji w tym wątku. Po pierwsze: kwestia braku urządzeń do przetwarzania informacji niejawnych. Informacje niejawne NIE MOGĄ być kopiowane do prywatnych telefonów, komputerów itp.; oznacza to, że na pokładzie nie było urządzeń do przetwarzania tych informacji oznacza, iż nie było urządzeń, w których mogły się one LEGALNIE znajdować. Oczywiście, mogło być tak, że któryś ze zmarłych skopiował je na własny telefon (co jest sprzeczne z prawem), ale nie sądzę, by komukolwiek się tym chwalił (oznaczałoby to bowiem jego polityczny bądź wojskowy koniec). Co więcej, biorąc pod uwagę stan samolotu po upadku trudno logicznie dowodzić, iż Rosjanie mieliby się spodziewać, iż co prawda samolot ulegnie katastrofie - ale akurat laptop czy telefon komórkowy przetrwają wypadek nietknięte. Dlatego uważam, że sugestia iż Rosjanie czekali żeby tylko takie informacje uzyskać jest mocno nieprzemyślana. A sugestia, że Rosjanie dobijali rannych - bo choć nikt tego nie mówi głośno, to przecież to ten film sugeruje - jest już tak krańcowo idiotyczna, że nie znajduje nawet posłuchu na forum Frondy. Doprawdy, biorąc pod uwagę iż zgodnie z informacjami minister Kopacz ciała ofiar były spalone i poszatkowane, w większości przypadków na tyle iż potrzebne są badania DNA, trudno w ogóle zakładać iż ktokolwiek mógł przeżyć samo uderzenie; skoro zaś ciała są dokładnie badane, to - powiedzmy sobie szczerze - każdy lekarz byłby wstanie zauważyć ranę postrzałową, bo ona jest bardzo charakterystyczna. Ja obstawiam, że to wybucha amunicja funkcjonariuszy BOR albo rosyjskie służby odstraszają gapiów. W ogóle uważam, że biorąc pod uwagę otwartą postawę Rosjan - niegodziwością są jakiekolwiek niepoparte twardymi dowodami insynuacje.

Drugim zgrzytem jest dla mnie ocena: kto może płakać, a kto nie. Celuje w tym Radio Maryja wskazując, iż rząd wylewa krokodyle łzy i że w ogóle jest z całej sytuacji kontenty. To bardzo niegodziwa postawa. W wypadku zginęli przedstawiciele wszystkich sił politycznych. Mówić, że PO nie ma prawa płakać, to mówić, że premier Tusk nie może wspominać Macieja Płażyńskiego - z którym zakładał PO - czy na przykład posła Karpiniuka. O ofiarach innych niż prezydent z małżonką troszkę się zapomina, acz jest to w sumie dość zrozumiałe, bo to prezydent był głową państwa. Czy trzeba było być jego zwolennikiem, by odczuwać po nim smutek? Patrząc na siebie osobiście myślę, że nie, bo choć prezydenturę tą oceniałem i oceniam negatywnie - to jest mi autentycznie żal tak prezydenta, jaki jego rodziny (zwłaszcza brata Jarosława). I nie wierzę, by smutek Wałęsy, Tuska, Mazowieckiego czy Komorowskiego był sztuczny: ci ludzie znali się z opozycji demokratycznej, współpracowali ze sobą i po ludzku, wierzę, mieli do siebie szacunek. Wytykanie komuś, że nie dość przeżywa czy przeżywa nieszczerze - to będzie, jak uważam, początek powrotu zwykłej brudnej polityki i element zbliżającej się kampanii wyborczej.

Trzecim zgrzytem jest miejsce pochówku. Generalnie nie uważam, by był to pomysł, który Polaków łączy; myślę, że pomysłodawcy musieli mieć świadomość i zachwieją atmosferą żałoby i spowodują protesty. Myślę, że protesty i dyskusja czy to dobre miejsce nie mają już jednak w chwili obecnej sensu - i że nie będą go miały w przyszłości.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ehe. Więc wszyscy złapmy się za ręce, wyjdźmy na ulicę i wspólnie wznośmy modły, by zjednoczyć się w obliczu katastrofy. Tak, kochajmy się!
Jak długo to ma trwać? Tyle, ile po śmierci papieża? Dłużej, krócej? Ile?

Pokażmy wszystkim, jak głęboko wstrząsnęła nami tragedia!
Pokażmy, że ta katastrofa zmieni na zawsze Polskę!
A jak zmieni? Tak jak i zmieniła po śmierci papieża. Za miesiąc wszyscy znów zaczną kłamać, kraść, nienawidzić. Po miesiącu wszyscy założymy na powrót (a może ściągniemy?) maski i wrócimy do trywialnych cykli dobowych.

Ciekawe ile z tych ludzi, którzy stali x godzin, by zobaczyć grób prezydenta i darli koszule z żalu, okaże się prawdziwymi patriotami i rzeczywiście zrobi coś dla Polski, cokolwiek?
Ilu z nich za dwa miesiące pójdzie na wybory?

Ps. Nie twierdzę, że to co się stało nie jest prawdziwą tragedią i że cynizm mnie irytuje. Ale smutku nie chcę podkreślać; nie chcę wokół siebie zasmuconej Warszawy. To nie o to chodzi.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Może nie jest dowodem patriotyzmu, ale na pewno jest przejawem wzajemnej solidarności. Ludzie potrzebują jasnych symboli, klarownych zachowań. Czy to źle?
przecież nie mówię, że to źle
moja poprzednia wypowiedź jest dokładnie tym, czym widać, mówi to, co mówi, bez podtekstów
w ciągu tego tygodnia za dużo było zachwytów nad tymi zachowaniami, zwanymi nagminnie "przejawami patriotyzmu", co jest nadużyciem
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


iesz Pancolku, kochany, że zgadzam się z Tobą w całej pełni,
stajemy się nieczuli nawet na tragedię wielu ludzi, bo to co się wydarzyło BYŁO STRASZNE, a przeżycia w samolocie , kiedy wiedzieli, że zginą...
w tym czasie leciałam do Londynu, gdy samolot wylądował wszyscy bili brawo , pierwszy raz dziwiłam siĘ takiej reakcji publiczności pasażerskiej, teraz już NIE!!!!!!!
Jaki by to nie był człowiek, był CZŁOWIEKIEM, tylko ludzie bez sumienia nie potrafią współczuć
ech, co ja tam będę...
ściskam Cię za te mądre słowa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


iesz Pancolku, kochany, że zgadzam się z Tobą w całej pełni,
stajemy się nieczuli nawet na tragedię wielu ludzi, bo to co się wydarzyło BYŁO STRASZNE, a przeżycia w samolocie , kiedy wiedzieli, że zginą...
w tym czasie leciałam do Londynu, gdy samolot wylądował wszyscy bili brawo , pierwszy raz dziwiłam siĘ takiej reakcji publiczności pasażerskiej, teraz już NIE!!!!!!!
Jaki by to nie był człowiek, był CZŁOWIEKIEM, tylko ludzie bez sumienia nie potrafią współczuć
ech, co ja tam będę...
ściskam Cię za te mądre słowa

Jak dasz więcej wykrzykników i DUŻYCH (WIELKICH) liter, będzie to jeszcze bardziej wyraźne.

A co do tematu - jest coś takiego jak żal i jest coś takiego jak użalanie się. Człowiek, który rzeczywiście ten żal czuje, nie miota się, nie wyzywa innych, bo coś takiego jest nieodpowiednie do wyrażanych uczuć. To, co Wy przedstawiacie w postach, to inżyniera dusz, czyli coś, na co się nigdy nie zgadzałem i nie zgodzę.

A swoją drogą - wiecie, ile kosztują hotele w Krakowie?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słońce zaszło, żałoba minęła, więc zaczynamy... Pancolek, po kiego...zabierasz głos kiedy o ciszę zabiegać należy? To tak, jakbyś na cmentarzu, podczas pogrzebu rozmawiał przez telefon komórkowy ze znajomym o dupie maryni! Krótko mówiąc, należało przez te parę dni stulić pysk, język zagryźć, pokazać się z tej lepszej strony olbrzyma ( dagome iudex Nienackiego się kłania) ewentualnie wziąć przykład ze mnie, błazna, który jednak potrafił zamknąć mordę w sam czas. A tak? Pobite gary! Napisałeś słowa - puste, nic nie znaczące, ulatujące w górę i pękające jak bańki mydlane. Mądrości w nich tyle, co cukru w soli. Teby, płaczki, no ja rozumiem, dziewiąty rozdział każdego z tomów ( taka dziwna prawidłowośc, że na czasie akuratnio) faraona Prusa, też, ale Ciebie nie pojmuję... po co mielić począłeś ozorkiem, kiedy milczeć się powinno?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


iesz Pancolku, kochany, że zgadzam się z Tobą w całej pełni,
stajemy się nieczuli nawet na tragedię wielu ludzi, bo to co się wydarzyło BYŁO STRASZNE, a przeżycia w samolocie , kiedy wiedzieli, że zginą...
w tym czasie leciałam do Londynu, gdy samolot wylądował wszyscy bili brawo , pierwszy raz dziwiłam siĘ takiej reakcji publiczności pasażerskiej, teraz już NIE!!!!!!!
Jaki by to nie był człowiek, był CZŁOWIEKIEM, tylko ludzie bez sumienia nie potrafią współczuć
ech, co ja tam będę...
ściskam Cię za te mądre słowa
Gdzie mądre!? no gdzie? ( Ludzie klaszczą, biją brawo, podczas lądowań częściej niż sądzisz, widocznie za rzadko latasz....)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


iesz Pancolku, kochany, że zgadzam się z Tobą w całej pełni,
stajemy się nieczuli nawet na tragedię wielu ludzi, bo to co się wydarzyło BYŁO STRASZNE, a przeżycia w samolocie , kiedy wiedzieli, że zginą...
w tym czasie leciałam do Londynu, gdy samolot wylądował wszyscy bili brawo , pierwszy raz dziwiłam siĘ takiej reakcji publiczności pasażerskiej, teraz już NIE!!!!!!!
Jaki by to nie był człowiek, był CZŁOWIEKIEM, tylko ludzie bez sumienia nie potrafią współczuć
ech, co ja tam będę...
ściskam Cię za te mądre słowa

Jak dasz więcej wykrzykników i DUŻYCH (WIELKICH) liter, będzie to jeszcze bardziej wyraźne.

A co do tematu - jest coś takiego jak żal i jest coś takiego jak użalanie się. Człowiek, który rzeczywiście ten żal czuje, nie miota się, nie wyzywa innych, bo coś takiego jest nieodpowiednie do wyrażanych uczuć. To, co Wy przedstawiacie w postach, to inżyniera dusz, czyli coś, na co się nigdy nie zgadzałem i nie zgodzę.

A swoją drogą - wiecie, ile kosztują hotele w Krakowie?
W sumie to miałem cię ignorować, bo do tej pory mnie nie przeprosiłeś, a teraz czas pojednania podobno więc czekam niczym Gruba Jolka...
Hotel w Krakowie z widokiem na pogrzeb kosztował trzy tysiące złotych za dobę! Tfu! Tosz to siok!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Słońce zaszło, żałoba minęła, więc zaczynamy... Pancolek, po kiego...zabierasz głos kiedy o ciszę zabiegać należy? To tak, jakbyś na cmentarzu, podczas pogrzebu rozmawiał przez telefon komórkowy ze znajomym o dupie maryni! Krótko mówiąc, należało przez te parę dni stulić pysk, język zagryźć, pokazać się z tej lepszej strony olbrzyma ( dagome iudex Nienackiego się kłania) ewentualnie wziąć przykład ze mnie, błazna, który jednak potrafił zamknąć mordę w sam czas. A tak? Pobite gary! Napisałeś słowa - puste, nic nie znaczące, ulatujące w górę i pękające jak bańki mydlane. Mądrości w nich tyle, co cukru w soli. Teby, płaczki, no ja rozumiem, dziewiąty rozdział każdego z tomów ( taka dziwna prawidłowośc, że na czasie akuratnio) faraona Prusa, też, ale Ciebie nie pojmuję... po co mielić począłeś ozorkiem, kiedy milczeć się powinno?

Pysk to może Ty masz :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


iesz Pancolku, kochany, że zgadzam się z Tobą w całej pełni,
stajemy się nieczuli nawet na tragedię wielu ludzi, bo to co się wydarzyło BYŁO STRASZNE, a przeżycia w samolocie , kiedy wiedzieli, że zginą...
w tym czasie leciałam do Londynu, gdy samolot wylądował wszyscy bili brawo , pierwszy raz dziwiłam siĘ takiej reakcji publiczności pasażerskiej, teraz już NIE!!!!!!!
Jaki by to nie był człowiek, był CZŁOWIEKIEM, tylko ludzie bez sumienia nie potrafią współczuć
ech, co ja tam będę...
ściskam Cię za te mądre słowa

Jak dasz więcej wykrzykników i DUŻYCH (WIELKICH) liter, będzie to jeszcze bardziej wyraźne.

A co do tematu - jest coś takiego jak żal i jest coś takiego jak użalanie się. Człowiek, który rzeczywiście ten żal czuje, nie miota się, nie wyzywa innych, bo coś takiego jest nieodpowiednie do wyrażanych uczuć. To, co Wy przedstawiacie w postach, to inżyniera dusz, czyli coś, na co się nigdy nie zgadzałem i nie zgodzę.

A swoją drogą - wiecie, ile kosztują hotele w Krakowie?

Nawoływanie do przyzwoitości

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...