Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


kolejny przykład
kasia może mieć swoje zdanie - i wara od tego! ale ja czy Krzywak nie możemy mieć swojego zdania, o

jak kamilka interpersonalnie włazi mi na głowę to nie mam prawa odpowiadać na jej głupie zarzuty?
nieeee, tylko ty możesz dawać po pysku

każdy ma prawo do swojego zdania - tylko trzeba je mieć
Ty masz pustosłowie i operujesz nieuczciwymi zagrywkami
ujawniacie pw
skrzykujecie się grandą na jednego

ogarniasz i tą subtelną różnicę w doborze środków?
ogarniasz swoje pustosłowie, które Ci tu udowodniłam?
ogarniasz różnicę między nami?

sprawdziłam - kiedy Kamila trzymała się watku - Ty pierwsza zrobiłaś na nią interpersonalny najazd.
to Ty odbiegłaś od tematu i Ty ją zaatakowałaś
klakierzy dokonali reszty - jak zawsze...

potrafisz się z tym pogodzić, że to ewidentnie świadczy przeciw Tobie?
potrafisz przełknąć porażkę?


:)
a ty?
bo ja nie mam sobie nic do zarzucenia

kamilka dręczy mnie już kilka miesięcy, więc wątpie, czy wiesz, kto zaczął
interpersonalny najazd to był wtedy jak upubliczniła moje imie i nazwisko wraz z miejscem pracy na tym forum - ale to wg ciebie pewnie nic strasznego

a to, że jesteś taka pewna siebie i tego, że "wygrałaś" to naprawde nie świadczy o rzeczywistości tylko o rojeniach w twojej głowie
  • Odpowiedzi 246
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ty masz obsesję, ale przejdźmy do meritum:
- za jakimi plecami?
nigdy nie składałam ci lojalki i nie złożę
nie jesteś i nie będziesz moim kumplem - więc skąd ten nóż w plecach?

udowodnij mi to kumpelstwo z "6 kilo"
co takiego było pod tym wierszem poza twoimi obelgami?
Jacek napisał ( ludzie to czytali, może ktoś potwierdzi, do cholery) że ceni mnie, bo w/g niego mam klasę, a ty zachowałeś się niehonorowo - to chodziło o ten list do mnie.
to wszystko
o jakiej innej klasie mówisz?
czemu aż tak pilnujesz moich wierszy?
od dawna usuwam je - z powodu, o którym nie musisz wiedzieć.

UDOWODNIJ MI JAKIEŚ KŁAMSTWO!
-0 chociaż jedno, Krzywak - jeden konkretny przykład i nie zasłaniaj się usuwaniem, bo to moje wiersze i ludzie wiedzą (czytając) że tam argumentów przeciw mnie nie było
dlaczego to robisz?
UDOWODNIJ MI FAŁSZERSTWO, Krzywak!

kto dał ci prawo ingerowania w moje konflikty z innymi forumowiczami?
masz pełnomocnictwo zainteresowanego?
masz argumenty, że źle go oceniłam?
- to moje zdanie - na które sobie zapracował - wara ci! - rozumiesz?
UDOWODNIJ MI NIENAWIŚĆ!
- krytykuję stan b.ZET - wiersze, nie ludzi - ale jak ktoś interpersonalnie włazi mi na głowę - tak, dam po pysku - personalnie - tyle!

chociaż raz dotrwaj do końca
chociaż raz poprzyj swoje ataki faktami
nie ściemniaj o jednym wierszu - konflikt między nami trwa od miesięcy - gdzie dowody?
NIECH MI SIĘ TU WPISZE CHOCIAŻ JEDNA OSOBA, KTÓRĄ WCIĄGAŁAM DO JAKIEGOŚ TWA?
JEDNA!
czekam - na deklaracje i dowody.

Krzywak - tym razem będę się bronić do skutku!
Pani Kasiu ta dyskusja jest śmieszna, wiem cosiek na ten temat, wtykania nosa w komentarze innych... ocenie podlega wiersz, a pani czepia się czytelników i wchodzi niepotrzebnie w komentarze skierowane nie do pani. Radzę ostrożnie dyskutować, słowa czasem bolą bardziej niż kop. Proszę nie grozić publicznie.
Pozdrawiam J.S.

gdzie wchodzę w komentarze innych, Pani Jolu?
temat tyczy się mojego wiersza - w komentarze do mnie włazi Krzywak - jeśli zauważa Pani różnicę ;)
wręcz pilnuje mojego dorobku
smutne - że śmieszy Panią takie zachowanie grandy
czy tego nie widać?
i gdzie grożę?
czym, Pani Jolu?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przeczytaj raz jeszcze swój post w skupieniu, może zauważysz :) A z głównego tematu dawno już zeszliśmy i co mnie Twoje dyskusje z Krzywakiem obchodzą? :)
PS. To ty marnujesz swój czas, przecież nie masz obowiązku odpowiedzi. Widocznie żyć beze mnie nie potrafisz :p
bycie członkinią wolnorynkowego systemu i płacenie podatków, to nie deklaracja, kim jestem :))
nie mam obowiązku, ale bawisz mnie - więc sobie piszę...
o Krzywaku też - bo mam taki kaprys, a on wielkie chęci na rozmowę ze mną - jak zawsze :P
nie masz obowiązku czytać moich postów, zwłaszcza, że nadal brak Ci argumentów do dyskusji.

A przepraszam, myślałem że jesteś członkinią jakiegoś stowarzyszenia wolnorynkowego, bo to że systemu 'kapitalistycznego' każdy wie, więc nie było potrzeby o tym pisać. Dlatego byłem trochę zdziwiony, wszak zwolennicy wolnego rynku mają na tyle rozumu w głowie, że poprawność polityczną mają zazwyczaj po przeciwnej stronie ciała, czytaj: w dupie, i nie robią problemu z tego, że ktoś trafnie opisuje rzeczywistość wokół.
Mimo, że obowiązku nie mam, również mnie bawisz (tracisz w końcu ten czas, czy dobrze się bawisz?), więc także sobie piszę... :)

PS. I przestań już z tym brakiem argumentów, bo robi się to nudne, a zarzucić komuś "brak argumentów" :D, to Twój ulubiony... argument. To jakiś zwrot "wytrych" czy cuś? :)
Opublikowano

"sprawdziłam - kiedy Kamila trzymała się watku - Ty pierwsza zrobiłaś na nią interpersonalny najazd.
to Ty odbiegłaś od tematu i Ty ją zaatakowałaś
klakierzy dokonali reszty - jak zawsze..."

I tutaj patrzcie - kasia zrobiła na mnie interpersonalny najazd, gdzie odbiegła od tematu i zaatakowała. Potem zrobiła to drugi raz przy poparciu "6 kilo"

i czy to nie jest zabawne?

A wchodzić będę, bo nie ma takiego prawa, co by mi zabraniało to robić. Na razie ani ty, ani kolega nie przeprosiliście.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



każdy ma prawo do swojego zdania - tylko trzeba je mieć
Ty masz pustosłowie i operujesz nieuczciwymi zagrywkami
ujawniacie pw
skrzykujecie się grandą na jednego

ogarniasz i tą subtelną różnicę w doborze środków?
ogarniasz swoje pustosłowie, które Ci tu udowodniłam?
ogarniasz różnicę między nami?

sprawdziłam - kiedy Kamila trzymała się watku - Ty pierwsza zrobiłaś na nią interpersonalny najazd.
to Ty odbiegłaś od tematu i Ty ją zaatakowałaś
klakierzy dokonali reszty - jak zawsze...

potrafisz się z tym pogodzić, że to ewidentnie świadczy przeciw Tobie?
potrafisz przełknąć porażkę?


:)
a ty?
bo ja nie mam sobie nic do zarzucenia

kamilka dręczy mnie już kilka miesięcy, więc wątpie, czy wiesz, kto zaczął
interpersonalny najazd to był wtedy jak upubliczniła moje imie i nazwisko wraz z miejscem pracy na tym forum - ale to wg ciebie pewnie nic strasznego

a to, że jesteś taka pewna siebie i tego, że "wygrałaś" to naprawde nie świadczy o rzeczywistości tylko o rojeniach w twojej głowie
wierzę, że przy tym stanie intelektu i emocji - nie masz sobie nic don zarzucenia...;)
nie interesują mnie meandry waszego konfliktu - interesuje mnie tu i teraz - a to tu i teraz mi się nie podoba
tu i teraz poniosłaś klęskę - poniżyłaś człowieka, ową Kamilę - gdy tymczasem pod moim wątkiem wykazałaś ignoranctwo i pustosłowie.
nic nie zyskałaś - odsłoniłaś jedynie swoje niskie pobudki

wykazałam to i nie dbam o wygraną/przegraną - bo na końcu tej drogi nie upatruję żadnych apanaży.
Opublikowano

w ogóle, to cała dyskusja jest bez sensu, bo przecież nikt z nas nie spowoduje, że kasia zacznie myśleć
cokolwiek napiszemy, dowiedzie, że piszemy źle i nie mamy racji, bo rację i prawo do oceniania ma tylko ona


pani Jolu, czy pani jeszcze nie zauważyła, kto ma jedną najprawdziwszą rację? ;) ale dziękuję za obiektywny głos nicka, ktorego widzę pierwszy raz w życiu
przynajmniej nie będzie, że to klakier;)

kasiu, jesteś zbiorniczkiem wszystkich negatywnych cech i niewłaściwych zachować, które zarzucasz innym. i tylko ty tego nie widzisz. i ja nie wierzę, że cokolwiek cię przekona, że nie zawsze masz rację:)

Opublikowano
Sorry, że tutaj, ale nie będę zakładać kolejnego wątku.

Z przykrością informuję, że skasowałam 209 postów w poprzednim wątku o Obamie.
Napracowaliście się bardzo, ale rozmowa poszła za daleko.


Nie chcę tego oglądać.

Czuję zażenowanie, że w tym uczestniczyłam.

Czuję również rozczarowanie autorytemi tego forum. Napisaliście sobie historię. Niestety blado to wyszło.

No, to pa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bycie członkinią wolnorynkowego systemu i płacenie podatków, to nie deklaracja, kim jestem :))
nie mam obowiązku, ale bawisz mnie - więc sobie piszę...
o Krzywaku też - bo mam taki kaprys, a on wielkie chęci na rozmowę ze mną - jak zawsze :P
nie masz obowiązku czytać moich postów, zwłaszcza, że nadal brak Ci argumentów do dyskusji.

A przepraszam, myślałem że jesteś członkinią jakiegoś stowarzyszenia wolnorynkowego, bo to że systemu 'kapitalistycznego' każdy wie, więc nie było potrzeby o tym pisać. Dlatego byłem trochę zdziwiony, wszak zwolennicy wolnego rynku mają na tyle rozumu w głowie, że poprawność polityczną mają zazwyczaj po przeciwnej stronie ciała, czytaj: w dupie, i nie robią problemu z tego, że ktoś trafnie opisuje rzeczywistość wokół.
Mimo, że obowiązku nie mam, również mnie bawisz (tracisz w końcu ten czas, czy dobrze się bawisz?), więc także sobie piszę... :)

PS. I przestań już z tym brakiem argumentów, bo robi się to nudne, a zarzucić komuś "brak argumentów" :D, to Twój ulubiony... argument. To jakiś zwrot "wytrych" czy cuś? :)

ja bym to nazwała... stwierdzeniem faktu
nie nudź się
zmień coś w swoim życiu
napisz wiersz
albo pomyśl o argumentach :D!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I znów zasypujesz mnie niepotrzebnymi pytaniami z kosmosu, a ja mógłbym napisać, że dyskryminujesz mnie z powodów finansowych, bo nie radzę sobie ze zdobywaniem funduszy na korki. A tylko, w sposób prowokacyjny, staram się uwidocznić absurd dzisiejszego rozumowania, absurd poprawności politycznej. Przyznać muszę, że doskonalę się przy tym bawię, jako że to jest powodem tej rozmowy i to mnie rzeczywiście ubogaca (zwłaszcza emocjonalnie) :p A na jedno pytanie jestem wstanie (hahaha) odpowiedzieć poważnie: wiem co to wolny rynek (A TY wiesz?), jestem zwolennikiem krwiożerczego kapitalizmu :] Także, cytrynowy luzik i gitara gra! XD
nie zrozumiałeś mojego postu - napiszę prościej:
moje podatki idą min. na Twoją edukację
nie biorę odpowiedzialności za potrzebę korków
nie wszyscy muszą kończyć uczelnie - niektórzy sobie po prostu nie radzą
chcesz tym obciążać mnie?
swoich rodziców i ich portfele?
kogo za to winisz - ustrój?
polityków?
zły los?
a może Afroamerykanów?
:))
Płacisz podatki? kto cię zatrudnił i jak długo jeszcze z tobą wytrzyma? bo koszt twojej pracy rośnie o straty moralne.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ty masz obsesję, ale przejdźmy do meritum:
- za jakimi plecami?
nigdy nie składałam ci lojalki i nie złożę
nie jesteś i nie będziesz moim kumplem - więc skąd ten nóż w plecach?

udowodnij mi to kumpelstwo z "6 kilo"
co takiego było pod tym wierszem poza twoimi obelgami?
Jacek napisał ( ludzie to czytali, może ktoś potwierdzi, do cholery) że ceni mnie, bo w/g niego mam klasę, a ty zachowałeś się niehonorowo - to chodziło o ten list do mnie.
to wszystko
o jakiej innej klasie mówisz?
czemu aż tak pilnujesz moich wierszy?
od dawna usuwam je - z powodu, o którym nie musisz wiedzieć.

UDOWODNIJ MI JAKIEŚ KŁAMSTWO!
-0 chociaż jedno, Krzywak - jeden konkretny przykład i nie zasłaniaj się usuwaniem, bo to moje wiersze i ludzie wiedzą (czytając) że tam argumentów przeciw mnie nie było
dlaczego to robisz?
UDOWODNIJ MI FAŁSZERSTWO, Krzywak!

kto dał ci prawo ingerowania w moje konflikty z innymi forumowiczami?
masz pełnomocnictwo zainteresowanego?
masz argumenty, że źle go oceniłam?
- to moje zdanie - na które sobie zapracował - wara ci! - rozumiesz?
UDOWODNIJ MI NIENAWIŚĆ!
- krytykuję stan b.ZET - wiersze, nie ludzi - ale jak ktoś interpersonalnie włazi mi na głowę - tak, dam po pysku - personalnie - tyle!

chociaż raz dotrwaj do końca
chociaż raz poprzyj swoje ataki faktami
nie ściemniaj o jednym wierszu - konflikt między nami trwa od miesięcy - gdzie dowody?
NIECH MI SIĘ TU WPISZE CHOCIAŻ JEDNA OSOBA, KTÓRĄ WCIĄGAŁAM DO JAKIEGOŚ TWA?
JEDNA!
czekam - na deklaracje i dowody.

Krzywak - tym razem będę się bronić do skutku!
Pani Kasiu ta dyskusja jest śmieszna, wiem cosiek na ten temat, wtykania nosa w komentarze innych... ocenie podlega wiersz, a pani czepia się czytelników i wchodzi niepotrzebnie w komentarze skierowane nie do pani. Radzę ostrożnie dyskutować, słowa czasem bolą bardziej niż kop. Proszę nie grozić publicznie.
Pozdrawiam J.S.
Każdy ma prawo robić z siebie debila publicznie. Czyż nie?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A przepraszam, myślałem że jesteś członkinią jakiegoś stowarzyszenia wolnorynkowego, bo to że systemu 'kapitalistycznego' każdy wie, więc nie było potrzeby o tym pisać. Dlatego byłem trochę zdziwiony, wszak zwolennicy wolnego rynku mają na tyle rozumu w głowie, że poprawność polityczną mają zazwyczaj po przeciwnej stronie ciała, czytaj: w dupie, i nie robią problemu z tego, że ktoś trafnie opisuje rzeczywistość wokół.
Mimo, że obowiązku nie mam, również mnie bawisz (tracisz w końcu ten czas, czy dobrze się bawisz?), więc także sobie piszę... :)

PS. I przestań już z tym brakiem argumentów, bo robi się to nudne, a zarzucić komuś "brak argumentów" :D, to Twój ulubiony... argument. To jakiś zwrot "wytrych" czy cuś? :)

ja bym to nazwała... stwierdzeniem faktu
nie nudź się
zmień coś w swoim życiu
napisz wiersz
albo pomyśl o argumentach :D!

Nazywaj to sobie jak chcesz i nie "udowadniaj" znowu, że mnie znasz, bo to też w końcu zacznie się robić nudne :)
Widzisz, taki kapitalny wątek, rekordowy w liczbie odsłon, został skasowany. Wielka szkoda, ale widzę, że tutaj jest szansa na kolejny rekord (tylko szkoda, że największa poszkodowana się jak na razie nie udziela), pracuj więc dalej i proszę: nie usuwaj! :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Olesiu - jeśli choć jedna osoba - jedna - uzna w głębi siebie, że postawa, jaką tu reprezentujesz jest karygodna i nieludzka - mnie to wystarczy.
i nie musi się z tym głośno obnosić
nie o moje rację mi chodzi - chodzi mi o sprawiedliwe i równe traktowanie.
chodzi mi o godność człowieka
chodzi mi o eliminację, przez odrzucenie takich postaw jak Twoja właśnie - i wierzę - bardzo mocno, że to kiedyś zaowocuje - wierzę, że Ty i Tobie podobni - poniesiecie klęskę.
obrażasz mnie w sposób tak prostacki i pierwotny - że nawet nie jesteś w stanie podnieś mi ciśnienia...
- lecę na kawę - pomimo pory
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pani Kasiu ta dyskusja jest śmieszna, wiem cosiek na ten temat, wtykania nosa w komentarze innych... ocenie podlega wiersz, a pani czepia się czytelników i wchodzi niepotrzebnie w komentarze skierowane nie do pani. Radzę ostrożnie dyskutować, słowa czasem bolą bardziej niż kop. Proszę nie grozić publicznie.
Pozdrawiam J.S.

gdzie wchodzę w komentarze innych, Pani Jolu?
temat tyczy się mojego wiersza - w komentarze do mnie włazi Krzywak - jeśli zauważa Pani różnicę ;)
wręcz pilnuje mojego dorobku
smutne - że śmieszy Panią takie zachowanie grandy
czy tego nie widać?
i gdzie grożę?
czym, Pani Jolu?
Nie pisałam, że mnie to śmieszy, pani wszystko przekręca,
wlazła mi pani na komentarze,
a pozytywki za moje plusy,
których nie mam prawa dawać,
pani zdaniem ja nie mam prawa nawet wyrazić swojego zdania,
bo zaraz pod nim wisi pani opinia.
cyt:
kto dał ci prawo ingerowania w moje konflikty z innymi forumowiczami?
masz pełnomocnictwo zainteresowanego?
masz argumenty, że źle go oceniłam?
- to moje zdanie - na które sobie zapracował - wara ci! - rozumiesz?
UDOWODNIJ MI NIENAWIŚĆ!
- krytykuję stan b.ZET - wiersze, nie ludzi - ale jak ktoś interpersonalnie włazi mi na głowę - tak, dam po pysku - personalnie - tyle!
koniec cyt.
po swoim pysku będzie się pani walić ???;))
a tyle ludzi to czyta, czy nie jest pani wstyd?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



O losie, żal aż dupę ściska - mam ochotę Cię zwyzywać od złych ludzi, bo to, co Ty, Kaśka, sobą reprezentujesz, nie Olesia, Vacker, Michał czy Patryk to po prostu jest poniżej Frytki, Joli i nie wiem, chyba tylko do przekroczenia granicy żenady brakuje Ci domowego porno...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wiesz, tylko ty tak uważasz;)

nazwanie mnie debilem niE było poniżeniem mnie przez kamilkę? bo ja uważam inaczej. mimo to nie użyłam wobec niej ZADNEJ inwektywy

I nic nie wykazałaś:) to kolejne twoje rojenia:)
obyś się nie zdziwiła ;))
i jeszcze jedno - uważam, że się przeceniasz - i musisz z tą moją uwagą żyć
a że widzę kacze cechy - spłynie i wrócisz dopiero przy następnej pyskówie - wrócisz...
bo to lubisz
bo nie wytrzymasz
bo tylko tak możesz się dowartościować - kosztem innych
a wtedy ja po raz kolejny spowoduję, że wykręcisz orła na własnych słowach:D!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



O losie, żal aż dupę ściska - mam ochotę Cię zwyzywać od złych ludzi, bo to, co Ty, Kaśka, sobą reprezentujesz, nie Olesia, Vacker, Michał czy Patryk to po prostu jest poniżej Frytki, Joli i nie wiem, chyba tylko do przekroczenia granicy żenady brakuje Ci domowego porno...
a ja myślałam, że zuuu ber
:D!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dokąd zmierzasz świecie…? Jak karawana na pustyni, po niknących śladach szukasz próżno oazy.   Dokąd zmierzasz, świecie…? Gdy falujące morza i oceany kłaniają się wyspom naprzeciw, ty wciąż nie dostrzegasz celu.   Człowiek pręży się i maskuje, łamie rozum, by pojąć boże zamysły, stawiając siebie na piedestale.   Dokąd zmierzasz, świecie…? Wieża Babel dawno upadła, jakże jesteś nierozumny, jak Ikar, zbyt blisko słońca.
    • @Migrena

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Idiotka     Ewa J., obecnie wyższa urzędniczka w ministerstwie kultury, swojego przyszłego męża poznała na plaży w Międzyzdrojach, gdzie na wypoczynek skierowała tę dwudziestoczteroletnią panienkę jej macierzysta firma. Wpadł jej w oko już pierwszego dnia. Elegancki, chociaż tylko w slipach, spacerował po plaży i czasami tylko udawał się na płytkie wycieczki w morze. Ewa J. umieściła swój kocyk w kratę właśnie obok „majdanu” przystojniaka w slipach. Reszta urlopu młodej pracownicy ministerstwa upłynęła na towarzyszeniu poznanemu na plaży chłopcu – chociaż może akurat było odwrotnie. Przedstawił się jako Jasiek C. Dowiedziała się jeszcze od niego, że skończył prawo i jest pracownikiem Ministerstwa Obrony, a jakże. Po samochodowym powrocie z urlopu (Jan C. był zmotoryzowany) romans trwał w najlepsze i po roku zakończył się bardzo kameralnym weselem. Młoda mężatka przeprowadziła się do eleganckiego, chociaż architektonicznie siermiężnego, tak zwanego dolarowca, do mieszkania męża. Dwa lata później Ewa C. urodziła chłopca, któremu dano na imię Piotr. Po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego młoda mama wróciła do pracy, a małemu Piotrowi wynajęto bardzo drogą, bo dobrze wykształconą opiekunkę. Lata płynęły. Państwo C. spędzali razem urlopy, powodziło im się doskonale, byli kochającym i czułym małżeństwem. Mieli własny jacht na Mazurach oraz domek myśliwski zagubiony gdzieś w bieszczadzkich lasach. Czasami przyjmowali gości, ale byli to zawsze znajomi pani Ewy. — Mąż, ze względu na tajny charakter swojej pracy, nie ma przyjaciół — mawiała do swoich przyjaciółek pani Ewa. — A co to za praca? — dopytywały zaciekawione. — Sama nie wiem, ale to jakaś osobliwa wojskowa tajemnica — odpowiadała. 23 lata po ślubie Ewa C. zjawiła się nieproszona na policji i zażądała rozmowy z oficerem, bo to, co ma do przekazania, jest rewelacyjnie ważne i niezwykle tajne. Policja chętnie nadstawia ucha, bo bardzo sobie ceni donosy, a szczególnie takie, w których żona donosi na własnego męża. Ewa C. zeznała, że odkąd poznała Jana C., on zawsze pracował w ministerstwie obrony. Miał legitymację służbową przedłużaną w grudniu na następny rok. Ale w 23. roku wspólnego życia pani Ewa C., urzędniczka w ministerstwie, udawała się do swojego chorego szefa, dyrektora departamentu, w celu zasięgnięcia jego opinii w sprawie służbowej. Było to przed południem, przed ekskluzywnym budynkiem mieszkalnym, ostatnio oddanym do użytku w Warszawie. Zobaczyła mianowicie swojego męża w garniturze i z czarną teczką w dłoni (tak właśnie o tej porze roku wychodził do pracy), jak sprężystym krokiem przemierza przeszklony korytarz na pierwszym piętrze, zatrzymuje się, otwiera jakieś drzwi i wchodzi do czyjegoś, jak sądziła, mieszkania. Przyjrzała się dobrze tym drzwiom. Były identyczne jak siedem pozostałych. Pospiesznie załatwiła swoje sprawy z pryncypałem, ale do pracy już nie wróciła. Zaintrygowana i pobudzona siedziała w samochodzie, obserwując znajome drzwi z numerem, za którymi zniknął mąż. Kilka minut po szesnastej elegancki pan, czyli właśnie Jan C., wyszedł z mieszkania, przemierzył korytarz, zjechał windą na parking, wsiadł do swojego samochodu i odjechał, a czatująca żona podążała za nim. Pan Jan podjechał pod dom państwa C. i niespiesznie się do niego udał. Chwilę po nim do domu weszła małżonka. Nie dała po sobie poznać, że oto poznała jakąś męża tajemnicę. Standardowe pytania: jak w pracy, wszystko dobrze, obiad, syn na randkę z dziewczyną lub chłopakiem, lektura gazet, kolacja, telewizor, łóżko. Rano Jan C., jak co dzień, wychodzi pierwszy, ale tuż za nim wybiega Ewa C. Podróż małżonka kończy się pod domem z wczorajszych obserwacji Ewy C. Pan Jan opuszcza samochód, idzie chwilę korytarzem i znika za drzwiami mieszkania, czy diabli wiedzą czego, oznaczonego numerem sześć. Żona idzie za nim, podchodzi pod drzwi, nasłuchuje, ale nie dobiegają do niej żadne dźwięki. Jest cicho. Wsiada do swojego samochodu, jedzie do pracy, bo dzisiaj akurat musi, ale wychodzi wcześniej, jedzie na Mazurską (tak ją tutaj nazwijmy). Tuż po szesnastej wychodzi mąż, wsiada do samochodu i jedzie do domu. Ale zaraz po obiedzie żona pyta męża, czy u niego w pracy wszystko w porządku. — Oczywiście, jest spokojnie — odpowiada. Jest klasycznie spokojnie i dodaje jakąś ciekawostkę o generale, którego żona zna tylko z telewizora. I jest następny dzień. Rano małżonkowie, oboje, ale oddzielnie, jadą na Mazurską, ale tym razem Ewa C. dzwoni do ministerstwa, że dzisiaj do pracy nie przyjdzie, bo – delikatnie mówiąc – niedomaga. Siedzi osiem godzin przed pracą, a raczej przed sama nie wie czym swojego męża, aż wreszcie kilka minut po szesnastej pracownik ministerialny opuszcza, powiedzmy, że pracę i jedzie do domu. Małżonka jedzie za nim. W poniedziałek Ewa ze swoją koleżanką z pracy podjeżdża na Mazurską. Poinstruowana kobieta idzie do mieszkania nr 6 i dzwoni. Otwiera jej mąż Ewy C. (ona go zna, on jej nie) w samej koszuli, krótkich spodenkach i na bosaka. Koleżanka żony pyta, czy zastała Stefana. Jan C. bardzo grzecznie, z uśmiechem na twarzy i na luzie odpowiada, że tutaj nie ma nie tylko Stefana, ale nawet żadnego innego mężczyzny. Ewa C. analizuje swoje życie, a raczej życie swojego męża, Jaśka. Chodzi codziennie przez 23 lata do tej samej pracy, zawsze ubrany elegancko, wręcz wytwornie, jak na człowieka z dużą klasą i na stanowisku przystało. O jego pracy nigdy szeroko nie rozmawiają, bo to są tajemnice i lepiej dla niej, aby nic nie wiedziała. Nie ma przyjaciół ani kolegów. Małżonkom nie zbywa na niczym. Mąż jest czuły i troskliwy, a więc jest świetnym partnerem i ojcem. Każdego miesiąca oddaje do domowego budżetu swoje zarobki w bardzo przyzwoitej wysokości. Ale w rzeczywistości do pracy nie chodzi, bo z tego, co ona się orientuje, to jeszcze u nas tak nie ma, żeby ministerstwo zlecało swoim pracownikom chałupnictwo. A więc tak, myśli Ewa C.: albo w grę wchodzi jakiś niezrozumiały romans z kobietą, albo mąż jest uwikłany w bardzo nieczyste interesy. Pewnego popołudnia, kiedy mąż jest w domu, jedzie na Mazurską i dzwoni do drzwi z numerem 6. Cisza, chociaż dzisiaj modnie byłoby napisać, że słyszy ciszę. Nie ma spisu lokatorów. Jeździ tak kilka razy, ale nigdy jej nikt nie otwiera. Wtedy jedzie na policję, która skrupulatnie spisuje jej zeznania, na koniec prosząc o dyskrecję. Oni się do niej odezwą. Policjanci szybko orientują się, że jeżeli w grę wchodzi pracownik Ministerstwa Obrony, o którym oni sami w swoich aktach mają pustkę, to sprawę należy przekazać do kontrwywiadu wojskiem. Agenci kontrwywiadu, wietrząc szpiegostwo na dużą skalę, zakładają na Jana C. całkowitą inwigilację. W nocy wchodzą do mieszkania na Mazurskiej i skrupulatnie je przeszukują. Jest to 90-metrowy apartament, bardzo bogaty i wykwintnie wyposażony w najlepsze włoskie meble skórzane, super sprzęt audio, kino domowe, obrazy, puszyste dywany... Jednym słowem, mieszkanie jest urządzone z niebywałym przepychem, aczkolwiek z zachowaniem niebanalnej elegancji. Na półkach stoją tysiące dysków z filmami i muzyką jazzową. Na powierzchni około 20 m² rozłożona jest instalacja kolejki elektrycznej. Nie są to jednak tanie zabawki z dawnego NRD czy chińska tandeta. Te kolejkowe zabawki wytwarzane są na zamówienie w Japonii przez firmę produkującą je dla bardzo zamożnej klienteli. Tory są szersze niż w normalnych zabawkach, lokomotywy i wagoniki wykonane z dbałością o każdy szczegół, jest komputerowe zarządzanie ruchem, a całość ma wartość luksusowego samochodu osobowego. W rogu stoi najnowsze dziecko firmy Lockheed Martin, przeznaczone dla dużych i bardzo bogatych chłopców. Jest to wart kilkadziesiąt tysięcy dolarów symulator lotniczy do walk w powietrzu, bombardowań, atakowania czołgów i tak dalej. W klaserach na półkach są zbiory monet. Jak szybko orientują się agenci, są to monety najdroższe na świecie. A więc, pomyśleli agenci przeszukujący mieszkanie, człowiek tu mieszkający pławi się w luksusie, na jaki stać tylko ludzi najbogatszych. W mieszkaniu z numerem 6 instalowane są podsłuchy głosowe i wizyjne. Jan C. zostaje zaś poddany totalnej inwigilacji. Prześwietlone zostaje życie obserwowanego od jego narodzin. Obserwuje się również jedyną bliską mu osobę, czyli jego matkę, Kazimierę C. Jest ona byłą urzędniczką do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy w centrali PKP, aktualnie – ale od 21 lat – na rencie po stracie nogi w wypadku kolejowym. Kobieta ta pobiera 1920 zł renty, jest domatorką, nigdy i nigdzie nie wyjeżdża. Agenci szybko ustalili, że Kazimiera C. jest właścicielką wartego 950 tysięcy zł mieszkania na Mazurskiej oraz luksusowego, sportowego mercedesa GLE Coupe wartego pół miliona złotych, jakiego używa jej syn Jan. W mieszkaniu Kazimiery C. zjawia się agentka podająca się za pracownika Urzędu Skarbowego, pytając, skąd posiadała ona pieniądze na zakup mieszkania i samochodu. Kobieta nie jest speszona ani zdenerwowana pytaniami. Odpowiada, że o wszystko należy pytać jej syna, czyli Jana C. Groźby i perswazje nie rozwiązują jej języka. Trzymiesięczna totalna inwigilacja, podsłuchy i nagrania nie odpowiadają na żadne istotne pytania służby wojskowej. Wiadomo jedynie, że Jan C. nie tylko aktualnie nie pracuje, ale w ogóle nigdy i nigdzie nie pracował. Kontrwywiad ustala też, że obserwowany prowadzi niezwykle ustabilizowane życie. Każdego dnia jedzie do „pracy”, czyli na Mazurską, bawi się tam jak chłopiec, ogląda filmy, słucha jazzu, czasem się zdrzemnie i wraca po „pracy” – czyli po wszystkim, co w swoim, a właściwie swojej mamy mieszkaniu robił – do domu. Sprawia wrażenie człowieka bardzo pewnego siebie, ale ciepłego i miłego. Nie ma znajomych, z nikim się nie kontaktuje, nikt go nie odwiedza. Kontrwywiad zwraca sprawę policji, a ta decyduje się na zatrzymanie Jana C. Na pierwszym przesłuchaniu zatrzymany opowiada policji bajkę o tym, że kilkadziesiąt lat temu, kiedy zażywał życia w lenistwie, bo właśnie rzucił liceum po drugiej klasie szkolnych trudów, spotkał na ulicy szczupłego mężczyznę, który powiedział mu mianowicie, że jest jego ojcem. Powiedział też synowi, że porzucił matkę i jego, kiedy syn miał 5 lat. Dzisiaj przychodzi tu, aby nadrobić krzywdę, jaką mu wyrządził swoim odejściem. Powiedział też, że nie zapomniał o chłopcu i z bagażnika poloneza wyjął niewielką skórzaną torbę, wręczając ją synowi. — Masz tutaj ogromny majątek — powiedział — bądź tylko mądry, a wystarczy ci na całe życie. Chociaż Jasiek C. nie rozpoznał w nieznajomym ojca, to jednak po wypytaniu mamy, jak wyglądał tata, zorientował się, że to był właśnie on. W skórzanej teczce znajdowało się kilkadziesiąt papierowych pakunków, w każdym z nich było po kilka szlifowanych kamieni. Były to brylanty. Jan C. kupił odpowiednią literaturę, odwiedzał sklepy jubilerskie i powoli docierało do niego, że naprawdę został właśnie bogaczem. Pewnego dnia z dwoma niedużymi kamyczkami udał się do złotnika. Ten obejrzał towar i powiedział, że to dla niego zbyt poważny interes i nie jest zainteresowany zakupem, ale może skontaktować sprzedającego z odpowiednią osobą. Osoba ta zjawiła się na umówione spotkanie. Był to mężczyzna mówiący po angielsku, ale znał też wiele słów polskich. Obejrzał i zważył małą wagą jubilerską kamienie i powiedział, że może za obydwa zapłacić jakąś astronomiczną dla Jana C. kwotę. Transakcja doszła do skutku. Wtedy Jan C. powiedział Anglikowi, że niebawem będzie miał do sprzedania znowu dwa kamienie. Kupujący pozostawił swoją wizytówkę i powiedział, że czeka na telefon. Przez 25 lat Jan C. dzwonił do Anglika kilkanaście razy. Nauczył się mówić po angielsku. Przyzwyczajeni jednak do trochę bardziej realistycznych bajek policjanci zaproponowali w rewanżu za opowieść Janowi C. areszt. Prokurator wystąpił o jego zastosowanie do sądu, ale ten nie znalazł ku temu podstaw prawnych. Jana C. zwolniono. W kilka dni później został jednak ponownie zatrzymany pod zarzutem podrabiania dokumentów, a mianowicie legitymacji służbowej Ministerstwa Obrony. Zatrzymany przyznał się do zarzucanych czynów i zeznał, że wykonał ją sam, korzystając z drukarki i maszyny do foliowania. Co roku wypełniał też odpowiednie rubryki, co miało świadczyć o ważności legitymacji w kolejnym roku, własnoręcznie wykonaną pieczątką. Należy jednak stwierdzić, co przyznał również prokurator, że wygląd zrobionej przez zatrzymanego legitymacji bardzo daleko odbiegał od oryginału, a nawet był do niego zupełnie niepodobny. Zatrzymany przyznał się do zarzucanego czynu i chociaż prokurator sporządził wniosek do sądu o zastosowanie wobec podejrzanego aresztu, to jednak sąd nie znalazł ku temu odpowiedniego powodu. Jeszcze raz policjanci próbowali nakłonić Jana C. do uwiarygodnienia swojej opowieści przez okazanie pozostałych brylantów. — Będzie panu lżej, panie Janie — przekonywali. — Nie bądźcie panowie śmieszni — odpowiedział grzecznie zatrzymany i udał się do domu. W jakiś czas później Jan C. otrzymał wezwanie do prokuratury i udał się tam ze swoim świetnym adwokatem. Prokurator przedstawił podejrzanemu akta sprawy przed skierowaniem do sądu. Z akt Jan C. dowiedział się, że za całą sprawą stała jego żona Ewa, składając na własnego męża donos na policję. Wkrótce odbyła się sprawa sądowa, a sąd, z powodu małej szkodliwości społecznej czynu, sprawę umorzył. Jan C. przeprowadził rozmowę z żoną. — Słuchaj, wiem, że to ty na mnie doniosłaś. Zachowałaś się jak ostatnia zdzira, ale ci wybaczam, bo cię kocham — powiedział, a w odpowiedzi usłyszał to, czego ona dowiedziała się od policji. — Jak ja mogłam tyle lat żyć z prostakiem bez zwykłej matury?! Jesteś dla mnie oszustem! Jak mogłam wyjść za człowieka z gminu?! — krzyczała nie tylko mężowi w twarz, ale w kilka dni później również prosto w oczy swoim bardzo licznym a ciekawskim przyjaciółkom. Jan C. jak stał, tak wyszedł ze swojego mieszkania. Nigdy już do niego nie wrócił. Wkrótce z wniosku pani Ewy odbyła się sprawa rozwodowa i już na pierwszej rozprawie sąd zarządził rozwód. Ewa C. wytoczyła następnie swojemu byłemu mężowi sprawę o podział majątku. „Mieszkanie i samochód jest byłej teściowej, ale my z mężem mamy luksusowy jacht i dom myśliwski w lesie” – napisała w pozwie Ewa C. Łączna wartość majątku małżeństwa została oszacowana na sześć milionów złotych. Na sprawie świetny, ale bardzo drogi adwokat męża przedstawił zaświadczenie, że trzy miesiące temu na jachcie, którym płynął jej mąż, wybuchła butla gazowa i doszczętnie go zniszczyła. Jana C. wyłowiła z wody łódka wędkarska, a zaraz potem przyjęła go na pokład motorówka policji wodnej. — Tutaj jest cała dokumentacja zdarzenia — powiedział i położył na stole sędziowskim plik dokumentów. — Tylko przez zwykłe przeoczenie Jan C. zapomniał o opłaceniu ubezpieczenia wypadkowego — dodał mecenas. — Ale jest jeszcze dom! — darła się w sądzie Ewa C. Adwokat z kamienną twarzą położył przed sędzią notatki z policji i straży pożarnej stwierdzające, że w dniu takim a takim, prawdopodobnie od zwarcia instalacji elektrycznej, wybuchł pożar, po którym wspaniały dom myśliwski zamienił się w stertę gruzu. — On to spalił! — wrzeszczała przed sądem Ewa C., mając widocznie na myśli swojego byłego męża. — Bardzo wątpię — powiedział adwokat i położył na stole sędziowskim dokumenty stwierdzające, że w dniu pożaru Jan C. towarzyszył swojemu mercedesowi w wymianie oleju w autoryzowanym serwisie, setki kilometrów od uroczego domku w lesie. Syn małżonków C., Piotr, kupił sobie na raty – aczkolwiek, jak głosi plotka, za pieniądze tatusia – mieszkanie i zamieszkał tam ze swoją dopiero co poślubioną żoną. Kolorowe gazety doniosły ostatnio, że śliczna młoda aktorka, grająca już nie tylko w serialach, poślubiła przystojnego i bogatego, chociaż już starszego pana. Chodzi właśnie o Jana C. Idiotka Ewa J., dawniej Ewa C., mieszka obecnie w wynajętej, obskurnej kawalerce gdzieś na Ursynowie. Głupota towarzyszy ludzkości od samego jej początku, małostkowość zaś jest tym jej elementem, który potrafi zniszczyć życie nie tylko śmieciarza, doktora habilitowanego czy prostego magistra, ale również ministerialnej urzędniczki. I to byłoby na tyle.              
    • zima nadeszła za wcześnie. rozpalone płatki śniegu, rozkładają się w podłożu.   nie przyjdzie więcej, nareszcie... lata spędzone w szeregu, marsz do zbiorowego grobu.   pamięć twa nałogiem, chodnik twym cmentarzem, cegła twym nagrobkiem.   głoś więc w szczelinach na wpół skremowany, ostatnie kazanie oddechem urwanym. niech wiedzą, że papież nie został wybrany, a ty wiedz, że byłeś, tym razem, ostatnim.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Nieco z góry, wszystko wyda się mile i słodkie, w tej naszej imagino manipulacji zwanej kreacją ;) Z rozmachem, niezwykle. Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...