Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



genialne :)))) sam kiedy piszę opieram w większości wiersz na plastycznych metaforach, dlatego tak bardzo lubię te twoje, tylko widzisz, czasem mam problem, bo aż zazdrość mnie zżera, że to nei ja napisałem :>>>>>

pozdr.

Eee, tam... ; )
Dzięki.
: )
  • Odpowiedzi 47
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Rozbicie między pseudotwórczym człowiekiem a autentycznie twórczą i posłuszną Wiecznemu Bytowi przyrodą

Franka, litości, to tylko mały wiersz codzienny... : )
Poeta nie ożywia słowa, tylko z trudem siebie po drugiej kawie...: )
Ostatni przełom przez skały skończył się gipsem i chyba już sobie daruję...
Dzięki za cieniste wsparcie.
: )
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a ja to bym tego kwanta podmieniła na kwarki ;)

Kwarki są dla mnie za mądre, o kwantach coś tam słyszałem, w warzywniaku czy u fryzjera...
: )
a ja nie lubię tego obrazka, najbardziej przekonujący jest w nim nos nieboszczyka ;)
kwarki/kwanty...
Twój kwant słów - jest czytelny "wprost"
moje kwarki jakby mniej, ja je sobie wiążę ze wzorem na Boga i raczej materializacją (z uwzględnieniem, że początku było słowo ;),
trochę się "rozbujałam", na swoje usprawiedliwienie mam to, że kiedyś chciałam się ścigać z Einsteinem
aktualnie zdecydowanie bliższy jest mi Frankenstein
;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kwarki są dla mnie za mądre, o kwantach coś tam słyszałem, w warzywniaku czy u fryzjera...
: )
a ja nie lubię tego obrazka, najbardziej przekonujący jest w nim nos nieboszczyka ;)
kwarki/kwanty...
Twój kwant słów - jest czytelny "wprost"
moje kwarki jakby mniej, ja je sobie wiążę ze wzorem na Boga i raczej materializacją (z uwzględnieniem, że początku było słowo ;),
trochę się "rozbujałam", na swoje usprawiedliwienie mam to, że kiedyś chciałam się ścigać z Einsteinem
aktualnie zdecydowanie bliższy jest mi Frankenstein
;)

Faktycznie - obrazek do sypialni czy jadalni się nie nadaje... ; )
Kwarki być może miałyby lepszą rolę do zagrania w wierszu ale widzisz, fiś, ja mam obsesję na punkcie faktury słowa. Kwarki są agresywne, porowate i skwierczące, kwanty - chłodne, gładkie, milczące. " Urodą fizyczną " bardziej mi pasują.
Ja ścigałem się z pewnym eskimoskim kataryniarzem ale papuga mi zamarzła i spasowałem... ; )

P.S.
Od nosa nieboszczyka, ciekawsze jest to, że na obrazku jest dziewięć osób ( z nieboszczykiem ), z których każda patrzy w inną stronę...
Dlaczego... ?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




zapach metalu to u mnie jest tu: www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=83733 - bylem pierwszy;)
teraz mniej zabawnie bardziej subiektywnie a nawet całkiem. jest ciężko, jakby burze orgowe położyły ciężar na twórcy i starał się sprostać oczekiwaniom odbiorców a oponentom chcił wytrącic argumenty, zanim je przedstawili. co splątało rękę albo doprowadziło do przepracowania wiersza i zbytnich cięć.

1 strofa: zapach metalu, czas nie wietrzony, długie cienie i dopiero w ostatnim wersie widzimy po co chociaż te długie cienie. wiemy że one rozcinają bladość. a wcześniejsze obrazy? brak im konotacji moim zdaniem. dalej w 2 strofie 1 wers: dlaczego tak poewtyckie jest usunięcie ze zdania słowa "otwartych" które buduje logikę zdania. i znów wymiennikownia:
grawitacja widzialnego
kwant słów
doktor Tulp z miasta R - dla mnie za dużo, obrazy są rozbite ginie rytm nie ma jaaazdy!
puenta dla mnie pretensjonalna.
chciałbym zobaczyć ten wiersz w 1 lub 2 wersji. pozdrawiam
PS a zapach metalu jest mój!;) teraz poczytam komentarze wyżej, pewnie leci jakas pyskówka;)

Z wpływem burz orgowych i pierwszeństwem, to mała przesada - wiersz pochodzi z " Druid baru " z 2004 r. Oczywiście, to była wersja któraś tam ale jej nie ujawnię, bo się wstydzę - jakby ją jakiś Lecter dorwał, to skopałby mi tyłek ... ; )
Wiersza nie poprawiam, bo mi się zwyczajnie podoba, jednak za każdą uwagę wielkie dzięki.

P.S.
Nie jestem małostkowy, być może nasze piwno - poetyckie ścieżki przecięły się kiedyś i zaraziliśmy się wzajemnie tym metalem ... : )
Magnetowit, czy ty masz jakieś imię?
Piotr.


Imię me Paweł, w 90tych duużo jeździłem - po koncertach głownie;)
no i się można mylić w swoich przypuszczeniach co do procesu tworzenia.
ponadto przyznaję się do błędu - pominąłem przy czytaniu tytuł wiersza. w powiązaniu które od razu winno mieć miejsce. poza uwagami co do chlastania wiersza skalpelem dzisiaj większy % na tak.
Mialem przyjemność (świadomie piszę przyjemność) uczestniczyć w 8 sekcjach zwłok, jedna mnie zachwyciła/poruszyła...mimo że dawno, to przerzuciło się na moją pisaninę tutaj, w 1 zwr. www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=69239 . to tak nawiązując do metalu i zbiegu skojarzeń dopuszczam sie kryptoreklamy dawniej publikowanych wierszy hehe.
pozdrawiam
Opublikowano

Ostatnia zwrotka bardzo ładna reszta taka... jedna z tysięcy podobnych jak "zapach metalu" - tysiące razy wyświechtany zwrot nie tylko w poezji. Środek chce coś powiedzieć ale tylko bełkocze toteż dla mnie wierszem jest jedynie to:


ach ten mars na czole
czas dawno nie wietrzony

a ziemia
jak zawsze
trawą wierzy w niebo

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Z wpływem burz orgowych i pierwszeństwem, to mała przesada - wiersz pochodzi z " Druid baru " z 2004 r. Oczywiście, to była wersja któraś tam ale jej nie ujawnię, bo się wstydzę - jakby ją jakiś Lecter dorwał, to skopałby mi tyłek ... ; )
Wiersza nie poprawiam, bo mi się zwyczajnie podoba, jednak za każdą uwagę wielkie dzięki.

P.S.
Nie jestem małostkowy, być może nasze piwno - poetyckie ścieżki przecięły się kiedyś i zaraziliśmy się wzajemnie tym metalem ... : )
Magnetowit, czy ty masz jakieś imię?
Piotr.


Imię me Paweł, w 90tych duużo jeździłem - po koncertach głownie;)
no i się można mylić w swoich przypuszczeniach co do procesu tworzenia.
ponadto przyznaję się do błędu - pominąłem przy czytaniu tytuł wiersza. w powiązaniu które od razu winno mieć miejsce. poza uwagami co do chlastania wiersza skalpelem dzisiaj większy % na tak.
Mialem przyjemność (świadomie piszę przyjemność) uczestniczyć w 8 sekcjach zwłok, jedna mnie zachwyciła/poruszyła...mimo że dawno, to przerzuciło się na moją pisaninę tutaj, w 1 zwr. www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=69239 . to tak nawiązując do metalu i zbiegu skojarzeń dopuszczam sie kryptoreklamy dawniej publikowanych wierszy hehe.
pozdrawiam

" Inkubator " dowodem, że i metal niejeden ma zapach... ; )
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doceniam desperacką i błyskotliwą próbę udowodnienia sobie, że osoba która oceniała twój wiersz jest pozbawiona kompetencji... ; )
Mnie naprawdę podoba się takie powiązanie w pańskim wierszu. Płaszczyzna Ziemia - Mars gdzie Mars jest martwą planetą, pozbawioną przyjaznej życiu atmosfery ale według hipotez był kiedyś obok Wenus kolebką ludzkości. W drugiej płaszczyźnie "mars na czole" jest znaną metaforą niewesołych myśli i zasępienia towarzyszących myśleniu ("Cogito ergo sum", "Wiem, że nic nie wiem", itd.) które pozostają jak "czas dawno nie wietrzony" - nawiązujący do myśli uwięzionych w ludzkiej czaszki - w oderwaniu od radości samej w sobie, tego że się żyje. Radości życia.
Trupa i doktora z miasta R pomijam milczeniem bo to łopatologia, pańska własna interpretacja i podpowiedź do tego co chciał napisać nie wierząc w inteligencję czytelników.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Doceniam desperacką i błyskotliwą próbę udowodnienia sobie, że osoba która oceniała twój wiersz jest pozbawiona kompetencji... ; )
Mnie naprawdę podoba się takie powiązanie w pańskim wierszu. Płaszczyzna Ziemia - Mars gdzie Mars jest martwą planetą, pozbawioną przyjaznej życiu atmosfery ale według hipotez był kiedyś obok Wenus kolebką ludzkości. W drugiej płaszczyźnie "mars na czole" jest znaną metaforą niewesołych myśli i zasępienia towarzyszących myśleniu ("Cogito ergo sum", "Wiem, że nic nie wiem", itd.) które pozostają jak "czas dawno nie wietrzony" - nawiązujący do myśli uwięzionych w ludzkiej czaszki - w oderwaniu od radości samej w sobie, tego że się żyje. Radości życia.
Trupa i doktora z miasta R pomijam milczeniem bo to łopatologia, pańska własna interpretacja i podpowiedź do tego co chciał napisać nie wierząc w inteligencję czytelników.

Mnie natomiast podoba się to, że panu się podoba powiązanie w moim (?) wierszu, którego nie ma... ; )
Odnoszę wrażenie, że łopatologia była jednak stanowczo za mało łopatologiczna...
Moja wiara w inteligencję czytelników została właśnie podkopana.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To super Piotrze :

mały wiersz codzienny albo piękna teoria wszystkiego

zapach metalu
czas dawno nie wietrzony
długie cienie sierpniowe
sprawnie rozcinają bladość

od szeroko nagle okien
powiało świeżym do nazwania


Pozdrawiam...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wredna klawiatura błąd logiczny albo personifikacja ja wiem , co piszę, tylko Ty wieszczu nie wiesz iż gdybyś był pewny, co ma wartość literacką, to można polemizować, ale nie wiesz co będzie za sto lat i nie wiesz jakie wierszopisy zostaną uznane za cenne. Jeszcze jedno osoba znająca literaturę widząc zły wiersz nie zabiera głosu, gdyż po co? Nie komentuje, gdyż szkoda czasu na bzdury i z dwóch stron patrząc obiektywnie i logicznie to mądrość i kunszt mądrego POETY właśnie takie zachowanie ma Agata chyba Lebek jak dobrze napisałem nazwisko gdyż ona nie zabiera głosu i nie wywodzi się, a tym chociaż jej nie znam zyskuje autorytet wiedzy i mądrości AUTORKI.

serdecznie

13

" Jeszcze jedno osoba znająca literaturę widząc zły wiersz nie zabiera głosu, gdyż po co? Nie komentuje, gdyż szkoda czasu na bzdury "

Wynika z tego, że albo nie znasz literatury, albo mój wiersz jest dobry.
: )
Sfinksie, nie rób sobie krzywdy...

Nie rozumiesz przydomek ,,wieszcz"uzyskałeś, z czasów Romantyzmu, gdyż na tym forum jesteś geniuszem, a natchnienie zapewne dostajesz od Boga, ale dlaczego innych spychasz do błota w imię czego? Ja nie robię sobie i innym krzywdy, gdyż nie jestem bezduszny i nie wypada krzywdzić innych ludzi. Można jedynie użyczyć rady albo wstawić minus, tylko nie kosz dla ,, Kantyczki" :):):):)

serdecznie

13
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To super Piotrze :

mały wiersz codzienny albo piękna teoria wszystkiego

zapach metalu
czas dawno nie wietrzony
długie cienie sierpniowe
sprawnie rozcinają bladość

od szeroko nagle okien
powiało świeżym do nazwania


Pozdrawiam...

Trup też ładny... ; )
Dzięki, Basiu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



" Jeszcze jedno osoba znająca literaturę widząc zły wiersz nie zabiera głosu, gdyż po co? Nie komentuje, gdyż szkoda czasu na bzdury "

Wynika z tego, że albo nie znasz literatury, albo mój wiersz jest dobry.
: )
Sfinksie, nie rób sobie krzywdy...

Nie rozumiesz przydomek ,,wieszcz"uzyskałeś, z czasów Romantyzmu, gdyż na tym forum jesteś geniuszem, a natchnienie zapewne dostajesz od Boga, ale dlaczego innych spychasz do błota w imię czego? Ja nie robię sobie i innym krzywdy, gdyż nie jestem bezduszny i nie wypada krzywdzić innych ludzi. Można jedynie użyczyć rady albo wstawić minus, tylko nie kosz dla ,, Kantyczki" :):):):)

serdecznie

13

To mi wygląda na próbę korupcyjną, wręczenia korzyści majątkowej w wysokości 1 "wieszcza" i garści drobnych w postaci "geniusza", i "od Boga natchnionego"... ; )
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zapach metalu
czas dawno nie wietrzony
długie cienie sierpniowe
rozcinają bladość

od szerokich okien
powiało świeżym do nazwania
kwant słów
wyprowadzanie wzóru na Boga

a ziemia
trawą wierzy w niebo


no, coś tu się dzieje - wyłania się, kiełkuje, ale za mało światła.
wyszłabym od tych przemyśleń, ale wyeliminowała wątpliwe obrazowanie, które sprawia, że akcent przenosi się na zarys sytuacyjny i gdzieś umyka przekaz.
pana doktorka pod ziemię, niech nie burzy klimatu - a Autora do pióra - tym wersom potrzeba celniejszej scenerii.

pozytywki zostawić nie mogę, niestety.
kasia :)
Opublikowano

hmm... Rembrandt był obserwatorem, nie analitykiem...
o ile dobrze pamiętam, na obrazie uwiecznił podobizny swoich principal (wyjąwszy nieboszczyka ;)
nie wiem na co się gapią "zwłaszcza", ale gęby raczej mało obiecujące (wyjąwszy nieboszczyka ;)

zabij, a nie jestem w stanie sobie przypomnieć (zakładając, że kiedykolwiek wiedziałam ;)
aktualnie zaintrygowana-m wielce.... zatem jeśli masz litość Człowieku, oświeć mnie, bo inaczej zamiast "groszorobić", wezmę się za przekopywanie neta, swojej biblioteki i wszystkich dostępnych mi cudzych bibliotek, zacznę molestować znajomych i nieznajomych....
sie w końcu dowiem, bom uparta, ale w międzyczasie pójdę z torbami... :(
;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To nie było pytanie testowe, tylko zwykła ciekawość ( zakładam, że nigdy nie zaspokojona ) - jak na ekscytujący pokaz, towarzystwo ( wyjąwszy nieboszczyka ) jest coś za bardzo rozkojarzone... ; )
Możesz spokojnie " groszorobić "... : )

P.S.
Mam prywatną teoryjkę - bzdurkę. Ci smutni panowie mają swoje " imiona ", imiona/ postawy wobec śmierci...
Opublikowano

Lecterze, zobowiązałem się, jak pamiętasz to doskonale, że w odpowiednim czasie zacznę komentować wiersze innych na tym forum - poezja współczesna. Ten czas właśnie nastał, a Twój liryk będzie pierwszy.

Irytuje mnie fakt, że właściwie na tym forum dominuje tendencja do pisania w podobnej mechanice; pisania tak, jakby jedynym właściwym kierunkiem była oszczędność, ilościowa zachowawczość, wprowadzanie pierwiastków niby obcych, nadających pewną wartość prywatną wierszom ( w Twoim przypadku jest to wers "doktor Tulp z miasta R"). To dziwnie "pobudza" tych, co nie wiedzą, co z tym zrobić, a przez wzgląd na "piętno" autora robią to, co uważają za wygodne. Przyklaskują. To jest maniera godna tylko pseudo-poetów, którzy pieczętują swoją wypowiedź słodkim "pozdrawiam" (bądź innym z tej puszki... i Pandory).

Nie można odmówić Twoim wierszom poczucia pewnego doświadczenia, poukładania i celowości. Nie zamierzam tego podważać. Ale oryginalności, niestety, brakuje. Choćby to:

"długie cienie sierpniowe
sprawnie rozcinają bladość"

Jednak to wcale nie może być pretekst do negatywnej oceny. Wtórność jest wpisana w ludzką twórczość, zawsze bazującą na odtwórczości.

Jako środek zaradczy wprowadzasz słowa - zaburzenia, które jednak później odnajdują właściwą jakość (albo powinny odnaleźć) w następnych wersach. Tym razem mam na uwadze:

"od szeroko nagle okien
powiało świeżym do nazwania"

Owym "zaburzeniem" jest słowo "nagle"

Niedopowiedzenia i domysły. Po pierwsze, brakuje określenia czynności, pozostawiasz ją w sferze domysłu. Pojawia się pragnienie odczytania, odnalezienia "otwartych" oraz "powietrzem". Zmieniasz to i w gruncie rzeczy jest to dobry zabieg. Jednak zastosowany na przestrzeni raptem dwóch wersów! Taka intensyfikacja jest już pewnym przerysowaniem. Oczywiście, do przełknięcia. Ale niesmak pozostaje.

dalej trzy wersy "samowystarczalne".

"trup poruszył ręką
grawitacja widzialnego
kwant słów"

ale stanowiące jakąś spójność. Zauważ, że ponownie stosujesz ten sam zabieg. Czyli pozostawiasz w sferze domysłu i każesz szukać "światła", jednak zachowujesz dowolność nie stosując tego "wyrazu".

"grawitacja widzialnego"

Muzycznie określiłbym to terminem "przeimitowanie". Jednak ta technika jest sensowna, w wierszach również, ale w tym przypadku to już zakrawa o przesadę.

Jak wspomniałem tendencyjne dwa wersy:

"doktor Tulp z miasta R
wyprowadza wzór na Boga"

Natomiast ostatni trój-wers. Spaprany. Zniszczyłeś właściwy wydźwięk i stało się to za sprawą (oczywiście, przesadyzmu) jednego słowa - "trawą". Ileż piękniej, prościej byłoby usunąć tę naleciałość. Nie, musiało być trawą wierzy... A może po prostu kolejny raz "przeimitowanie" i pozostaw "trawą w niebo" albo gąską, a może brodą? Cokolwiek użyjesz, obronisz zamiar. Ale obronisz niwelując to, co jest jednak najistotniejsze. Dążność do doskonałości.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Poet Ka No więc właśnie. Dlatego trzeba o tym mówić mocno i komunikatywnie. Bez emocji, ale konkretnie. W ostatnich latach, na całym świecie robi się to i są świetne rezultaty. Ja walczę z tym, a szczególny nacisk kładę na wędkowanie sportowe i rekreacyjne. Poniżej mój felieton na ten temat.   ZOSTAWCIE RYBY W SPOKOJU Felieton Nie tylko w Polsce wędkuje się „sportowo”, czyli dla rozrywki. Stosuje się technikę „złap i wypuść”, co ma uczynić tę zabawę bardziej humanitarną. Ale czy czyni? Łowienie na wędkę polega na nadzianiu ryby na haczyk. Haczyk ten wbija się w ciało, często uszkadzając skrzela, a nawet wnętrzności ryby. Później jest wyjmowany, a ponieważ ma specjalny zadzior, by ryba sama się nie uwolniła, jest po prostu wyrywany. Zdarza się, że z wnętrznościami. Zadaje się tym samym zwierzęciu niewyobrażalny ból. Ale są też badania naukowe, które pokazują, że ryba pod wpływem łowienia na haczyk, z powodu stresu, dostaje zawału serca, a wiele z nich z tego powodu ginie. Okaleczane ryby krzyczą z bólu. My tego nie słyszymy, bo ryby emitują ultradźwięki, czyli dźwięki w paśmie poza naszą słyszalnością. I to właśnie wprowadza nas w błąd. Ergo: Fakt, że milczy nie oznacza, że nie czuje bólu. Świat się rozwija. Jeszcze nie tak dawno popularne były tzw. kożuchy, czyli kurtki wykonane ze skóry owiec. Popularne były kołnierze z lisów, torebki z młodych fok, wyroby z kłów słoni. Padały z wycieńczenia zwierzęta w cyrkach, a hodowlane trzymane były w barbarzyńskich warunkach. Polowania na wieloryby są sukcesywnie zakazywane. Na całym świecie ogranicza się łowiectwo zwierzyny leśnej, eksperymenty medyczne i ubój rytualny. Wprowadza się coraz skuteczniejsze prawa zwierząt, również domowych, rozwija się wegetarianizm. Powstają wciąż nowe organizacje zajmujące się prawami zwierząt. Czyli pole do krzywdzenia stale się kurczy. I kiedyś ten rytuał zostanie całkowicie zakazany. Już dzisiaj krzywdzenie zwierząt jest w Polsce zagrożone więzieniem nawet do 5. lat. A wyroki są coraz częstsze. Łowić zadając ból, a potem zważyć i wypuścić z powrotem do wody jedynie dla satysfakcji? Trochę wysoka cena za tę przyjemność. Czy zatem nie czas, byśmy sobie dali spokój? Przecież są tysiące różnych hobby, które mogą dawać nam radość, a nie krzywdzą nikogo. @Zbigniew Polit @Leszczym @Leszczym Oczywiście tak. Też żrę mięso i noszę skórzane rękawiczki. Ale chodzi o to, by nie katować i nie zabijać dla rozrywki. Pozdrawiam. 
    • Bobra likier żre i Kilar Bob
    • Anna ma nad opata kata. Podana manna
    • @wierszyki Przedziwne rzeczy są w Tajemniczym Ogrodzie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...