Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Co jakiś czas spotykam się z lekkim skrzywieniem oburzonych szlachetnie użytkowników na jakość tutejszych komentarzy. Żeby nie wpisywać tego samego pod każdą taką uwagą, robię niniejszym oddzielny wątek - będzie można w razie czego doń odesłać.
Wiadomo, że porządny, konstruktywny komentarz jest na wagę złota, ale wiadomo też, jak szybko znikają zamieszczone tutaj wiersze. Czyli rodzi się pytanie - czy warto poświęcać czas, by na drugi dzień już ten wpis zniknął w czeluściach stron. Każdy, kto pisze jakieś wypracowania, interpretacje wie, że to czasem jest kilka godzin pracy. Wiadomo też, że skoro dana praca idzie do druku, jest to gra warta świeczki, a tak...
Ja mam świadomość, że kilka osób jakoś skorzystało z bycia na forum - od czytania wskazówek (jakimi są komentarze w stylu: "tak" "nie") do wydań tomików i jakoś tego czasu tutaj nie stracili. A internet jak to internet - wielu przychodzi, wielu odchodzi, wielu jest tutaj przez przypadek, kilku w rzeczywistości gdzieś tam zaistnieje. I o co w takim razie ten zgrzyt? Wiersz jest do czytania i o ile się orientuje, nie jest obowiązkiem pod każdym przeczytanym wierszem zostawiać wpisu naukowego. Jeżeli trafi się pasjonat - chwała mu za to. Ja osobiście zrzekam się pisania obszernych wpisów po to, żeby znikły, często nie doczekując się nawet odpowiedzi, ew. zdawkowego - "dziękuje". No, czasem jak coś mnie natchnie, to służę uprzejmie.
Zastanawia mnie też brak wyobraźni u tych krzyczących, bo kiedy się krzyczy, powinno się mieć podstawy - czyli takie obszerne komentarze za sobą. Najczęściej się zdarza, iż są to niezadowoleni z odbioru ich wierszy wielcy poeci, czasem ktoś, kto ma inną wizje i usilnie stara się ją narzucić, bardzo rzadko ktoś, kto rzeczywiście pracuje i widzi, jakie to bezcelowe. No ale umówmy się - każdy ma życie takie a nie inne, pewnie uczy się, pracuje i co tam jeszcze i wątpię, żeby ktoś po pracy wracał, sięgał po słowniki i pisał do 11:00 w nocy opinię, bo Antoni wydał wiersz. Zresztą jak już ją skończy, wiersz będzie na 3/4 stronie.
Dlatego ja polecam rozwagę i czerpanie z tego, co się pojawia pod tymi naszym wierszami - często zwykłe "podoba się", czasem jakiś konkretny wpis. Przypominam, że nikt tutaj nie jest na etacie krytyka (a wątpię, żeby jakiś zawodowy krytyk był).
Na koniec przytoczę pewien fakt - pewien bardzo znany krytyk i eseista (nazwiska nie będę pisał) wziął garść kartek z wierszami do oceny i wyglądało to tak:
-"to gówno, to gówno, to może być, ten wiersz jest bardzo dobry, ten też, to znowu gówno"
więc co wy, szanowni użytkownicy, wymagacie od szarego czytacza wierszy?

Opublikowano

Ja kiedy naskrobię coś, to pokazuje to tutaj, a nie chowam w szufladzie właśnie po to, zeby otrzymać konstruktywny komentarz. Nie twierdzę, ze nad moim wierszem, bądź stroną prozy ma siedzieć kilka osób przez kilka godzin, bo sama nie robię tego dla innych. Kiedy jednak ktoś napisze: "beznadzieja", to odrobinę mnie to bulwersuje. Bo, przepraszam bardzo, fajnie, ze to beznadzieja, ale może by tak napisać dlaczego, czy da się z tym coś zrobić itp. Jestem wielką amatorką twórczą i rady, które dostaję tutaj od bardziej doświadczonych są dla mnie naprawdę wielką pomocą. Tylko dobrze by było, gdyby to rzeczywiście były rady.
Pozdrawiam
Zuzka

Opublikowano

Pancolek - po prostu będę wklejał link, jakby co...

Ewa K. - tutaj oceniam komentarze, które poezją nie są, ale zmienię ;)

Zuźka - "beznadzieja" to też jest jakiś osąd, z którym należy się zmierzyć. Najlepiej wychwytywać kto jest kto - czy to jakiś sensowny użytkownik, czy jakiś nick,który nudzi się w domu. Aczkolwiek to jest tylko moja opinia, przyczynek do dyskusji,do której zapraszam. Ja często mam dylemat - czytam fajny wiersz, ale nie wpisuje tego "tak", żeby nie przeczytać potem, że komentarz jest niekonstruktywny, albo, nie daj losie, że jestem w jakimś TWA.
Chyba, że zrobimy tak, że kto nie ma nic sensownego do napisania, nie pisze. Wtedy tylko czytamy i powoli zanikamy... w ciszy.

Opublikowano

a co krytyk może? Najwyżej policzyć sylaby, wyrównac średniówkę i zakląć pod nosem na metaforkę dopełnaiczową :> i tyle. Bo to czytacz arbitralnie decyduej co mu się podoba a co nie :)) jakoś nie znam osób, które jak im nei pwadnei w ucho piosenka np. w radiu podejmą się jej omowienia, zastanowienai and nią, jak coś nie interesuje to koniec. Stąd często komenty krótkie... ale ile mówią! Bo jezeli dostaniemy parę komentów negatrywnychc od osób o różnych gustach (gusta można poznać patrząc na to jakei iwersze piszą :) ) to znaczy że to nei tylko sprawa guścik,ów ale mierności wiersza :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wg mnie tak właśnie jest. Kiedyś właśnie dyskutowaliśmy z Rachel nad podobnym tematem i też starałem się Ją przekonać :)
Aczkolwiek tutaj nie piję do żadnej osoby (chociaż impulsem był wpływ "igorii" [czy coś takiego], gdzie po raz przynajmniej setny czytam, że komentarze są niekonstruktywne).
Teraz wyobraźmy sobie sytuacje, gdzie każdy wiersz musi mieć konstruktywną krytykę. Co zrobić z tomikami poezji? Nie wiem, jak Wy, ale ja np. zamiast wydawać 10 pln za tomik (często mierny) wolę sobie wiersze poczytać tutaj i tak samo, jak czasem zachwycam się wierszem na papierze, podobnie zachwycam się wierszem stąd - i to staram się Autorowi przekazać wpisując "podoba się". Czasem, gdy coś wiersza nie przypomina, też w jakiś sposób to piszę - i mam wrażenie, że większość czyni podobnie. Co nie znaczy, że nie warto robić porządnych wpisów, gdzie ten krytyczny pot wręcz wycieka. Ale to chyba nie powinien być przymus, tylko dobra wola - jak każdego, kto w jakiegokolwiek powodu tutaj się loguje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wg mnie tak właśnie jest. Kiedyś właśnie dyskutowaliśmy z Rachel nad podobnym tematem i też starałem się Ją przekonać :)
Aczkolwiek tutaj nie piję do żadnej osoby (chociaż impulsem był wpływ "igorii" [czy coś takiego], gdzie po raz przynajmniej setny czytam, że komentarze są niekonstruktywne).
Teraz wyobraźmy sobie sytuacje, gdzie każdy wiersz musi mieć konstruktywną krytykę. Co zrobić z tomikami poezji? Nie wiem, jak Wy, ale ja np. zamiast wydawać 10 pln za tomik (często mierny) wolę sobie wiersze poczytać tutaj i tak samo, jak czasem zachwycam się wierszem na papierze, podobnie zachwycam się wierszem stąd - i to staram się Autorowi przekazać wpisując "podoba się". Czasem, gdy coś wiersza nie przypomina, też w jakiś sposób to piszę - i mam wrażenie, że większość czyni podobnie. Co nie znaczy, że nie warto robić porządnych wpisów, gdzie ten krytyczny pot wręcz wycieka. Ale to chyba nie powinien być przymus, tylko dobra wola - jak każdego, kto w jakiegokolwiek powodu tutaj się loguje.

jeden czyta i nic nie zostawia drugi wstawia komentarz. Rady dotyczące pisania wierszy są ogólnie dostepne w internecie, więc po porstu tgrzeba ruszyć cztery litery :] przypomniała mi się moja nauczycielka od fizyki, która na brak pracy pytąła się: ale czego nie rozumiesz? i wpadka ;} nie można wsztystkiego nie rozumieć, jedne rzeczy są po prostu do wykucia, inne do zrozumienia. Pozatym nie dziwię się innym z poezji.org, ja przez rok zbierąłem wskazówki dotyczące pisania wierszy klnąc przy tym siarczyście na niegodziwe nciki z poezji.org, kiedy już miałem w miarę pojęcie jak to robić postanowiłem nauczać ^^. Na spojrzeniach, całkiem miłej, ale pochłoniętej przez nieszcżęsne nastolatki i nastolaktOW spisałem długie komenty pisałem jak budować metaforę, unikać dopełniaczowych, kreowac opis, rady dot. rymu, średniówki itepe... i co? strata czasu. czasem jak mam zbyt dużo wolnego czasu ot tak moge cos dłuzej napisać, ale to nie ma czasu, bo

CZŁOWIEK musi sam zdobyć doświadczenie w poezji i wskazówki, na pcozatku nikt nei chce słuchac, zachwycamy isę swoją twórczością ;D dopiero po dłuższym okresie pisania, czytania itepe zaczynamy pojmowac o co biega i wtedy sami sie cuzymy metodą prób i błędow :D

a jęzeli ktos się nie zgadza :} mam zadania, oto jeden z moich pierwszych wierszy :] Jak wyjaśnic samozachwyconemu autorwi że to jest gówno? I po co komentowac, kiedy to jest całe źle! Bledy można poprawiać, ale jeżeli ktoś nei znając podstaowych reguł zacznie siezabierać za zadanai z fizyki tyo nawet najlepszy metodyk powie: gniot.

O Rzymie! W tobie dla świata tego niosę przestrogę,
lecz nie we mnie dziś nadzieja. Już nie pomogę...
Stracone ludy, stracona harfo! Kto cie usłyszy?
Patrzą jak twa struna ostatnim tchnieniem dyszy,
to ciche brzmienie - choć przytłumione, w niebo uderza,
dźwięk jednak ulotny tam zanika. Przestworze uśmierza.

Nie czas to by płonącym piórem pisać, bo w świecie próżna iskra.
O lutnio, gdzie twój śpiew? Anieli wiedzą! Z ciebie nuta już nie tryska!

Nie ty w tym świecie, nie dla ciebie ta ziemia,
czy nie ma dla sztuki choć krzty przebaczenia?
O ślepcze, nie z twej dłoni dźwięk się rozchodzi!
To diabeł i próżny człek swój tęgi głos podnosi
Jednak nie pora płakać, bo krople oceanu nie tona!
Takem samo łzy nad sztuką! One ku anioły niosą!

I podnoszę mą lutnię i trwam - jako ślepiec
Nie królem wyglądam, mój z chmur jest wieniec,
Nie pytam jednak o drogę, bo z nikąd idę,
A jak gdyby żeglarz jaki dostrzegł - nie do ludzi płynę!

O Jeruzalem! W tobie me serce znalazło ukojenie,
lecz i tu przestrogi dać nie mogę, harfy nastrojenie -
- nie nada się, bo ją nie ze słońca acz z księżyca wziąłem
Teraz w mym triumfie sztuki nad słońcem zasnąłem,
Słyszę - nie ma śpiewu w puszczy, ale lasy płoną,
To człecze oczy z nienawiści! Nie idę ludzką drogą!

Gdybym tako mógł jeszcze raz ludzkie prześledzić poczatki,
znalazłbym ja sposób na życia bolączki!

Lecz straszliwa wola wstecz cofnąć nie pozwala,
tako widzę ja te błędy - acz z dala!
Nie w tym świecie niosę dla was przestrogę, bo nie ja z tego świata,
jakem puch z księżyca, w powietrzu nade zieleń cząstka ma lata,
Nie tkwiłem korzeniem, w ziemi skąd rodzą się grabieżcy,
nie mam w sobie krwi co pluję a bliźniego, nie mój duch złowieszczy!

I podnoszę mój laur i w paszczę smoka rzucam,
Kiedy żyłem śniłem, teraz we śnie słucham
Harfo graj, niech giną światy! Odradzasz się! W lili twe korzenie!
Jam ciebie warty! Gdy śpiewam nieziemskim jestem stworzeniem!

Któż wam takem pozwolił, nad ziemią stłuc klosz kryształowy,
Dla was lepszym byłby inny - zimny i stalowy,
Nie w światło sie wpatruję, lecz w półcień księżycowy,
takem cezar patrzał w id dzień marcowy,
Gdy tysiąc sztyletów, z piersi jego krew upiło,
Tako teraz sztuki zamachem się pozbyto!

Nie, nie upadnie niebo, nie zbije sie jego kopuła, póki krzyż ją trzyma,
Takem poeta go wzmaga, sztuka darem jest od Bożego Syna!


Kazali ludziom wierzyć, że w sen się zanurzy,
i rzekli, że ten dla sztuki kto oczy zmruży.. w wieczności
Teraz ja w mej bolączce nade falami, i ja falą!
Nie poezja nie przemija, jej wiersze się nie palą!
Ja tym okrętem rzucam, co nie ku mnie dąży,
Jam przy nim czuwał, choć poza Bogiem krążył.

Nie, nie ostanę,
nim zaśniecie zamienię się w piane,
I jak piana w bieli , ja w bólu się pogrążę,
I razem za wodami marzeń do kwiecia snów podążę!

Czyż sztorm nie jest jękiem zranionego oceanu?
Jego krzyk szumem wiatru, pozbawiony ułudy raju!
Zatraciwszy sens świat w przeźroczystość się przetwarza,
Nie we mnie jest teraz wiara, jam nade wulkanem, co lawę wysadza,
Jam nie zastygł, gorętszym niż lawa! Poezjo i ty nie zastygaj!
Ty nie zastygasz, ty śpisz, śpisz ponad Synaj!

Ku niebom niesieni ludzie - posągi z marmuru! Z chmur i świateł szaty,
Prawa wiecznie nie trwały - zdradzone! Minęły poezji czasy!

Boska góro, iglico kamienna, przeze mnie poetę poczęta,
Gdzie jesteś? Na twym szczycie Bóg nam prawo dał! Historia zaczęta!
Nie teraz ma harfo, nie teraz, nie odlataj! Ja ostać chce przy tobie!
Ziemio, niebo - usłuchajcie. Harfiarze śpiew nasz ratunkiem jest, wyższy ludzkiej mowie,
Podnieśmy harfy i lutnie nad laury, Niech dźwięk się rozlegnie, świat zagłuszy,
I sie rozpadnie całość. A z resztek Bóg nowe ciało w bieg ruszy!

Dziś w poezji zwyciężonej, poezja niezwyciężona
Bo ta zło zniszczywszy i siebie zwalczyła,
By żadna inna siła, od niej większą nie była,
Nie przemienię Bóg, przeminą ludzie!
Opublikowano

temat ważny więc z zainteresowaniem do niego podchodzę. nie czytałem postów poza pierwszym, bo zostawię sobie to na deser, ale odniosę się do pierwotnego.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i dalej


i tak i nie.

nie łudźmy się, z orgu żaden Herbert czy Różewicz raczej nie wyjdzie, 95% za parę lat sama rzuci pisanie, ku uldze najbliższych. zastąpią ich kolejne pokolenia grafomanów. nie ma więc zwykle czasu poświęcać nadmiernej uwagi tutejszym wypocinom. zawsze jak zamknę przeglądarkę dla odtrutki muszę przeczytać ze dwa dobre wiersze.

zgadzam się, należy doceniać zwykłe "podoba się". siedzenie tutaj to strata cennego czasu, więc zwykła prosta pochwała też jest w cenie, to jakiś sygnał od odbiorcy, że nie ma totalnego zgrzytu w formie wiersza (nawet bez zrozumienia jego treści).
natomiast są granice, są komentarze powierzchowne, gdzie niedorozwinięty czytelnik, przeczyta jeden wers, który zrozumie i na jego podstawie stwierdza, że jakiś tekst jest słaby, bo omawia oklepany temat. a temat jest oklepany, bo durnowaty czytelnik nie zrozumiał wiersza, który jest często kompletnie o czymś innym.

krotko - pozytywne powierzchowne komentarze są akceptowalne, ale zjechanie kogoś pod głupkowatym pretekstem wynikającym z własnego debilizmu - temu mówimy nie.

amen
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak sobie pomyślałam teraz, że owszem, mozna napisać gniot, bo przecież "to jest całe źle". Ale może wytknąć choćby te największe błędy? Bo jeśli usłyszymy tylko: "gniot", to czego się nauczymy?
Opublikowano

Wszystko ładnie Panie Michale, ale nie sądzę, żeby coś się zmieniło mentalność ludzka taka jest, że dla poczucia się wyżej jeden użytkownik atakuje drugiego. Nie tylko nie komentuje wierszy, ale zakłada nikomu nie potrzebny wątek o jakiejś osobie. Zakładając może w ten sposób, że jak kogoś sztucznie ośmieszy to zyska uznanie jako wielki znawca. I chyba nigdy to się nie zmieni w internecie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Na dobrą sprawę nie dyskutuję, bo zgadzam się w 99%. Jedyne, co mogę dorzucić to to, że nie każdy jest znawcą, ba, nawet najlepszemu zdarzają się pomyłki w ocenieniu. Ale internet to internet - wstęp wolny, to nie salon. Chociaż bardzo praktyczny i potrzebny.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak sobie pomyślałam teraz, że owszem, mozna napisać gniot, bo przecież "to jest całe źle". Ale może wytknąć choćby te największe błędy? Bo jeśli usłyszymy tylko: "gniot", to czego się nauczymy?

Żeby nie wklejać gniotów :))
Opublikowano

Jak Pan uważa, ale ja nie mam wprawy w kopiowaniu linków i tak. Znalazłem wątek "Kłótliwy beton" Myśli Pan, że jest o wierszach? Uważam, że Pańska inicjatywa jest słuszna, ale ludzie nie zmienią się.

Opublikowano

Tak naprawdę to najwięcej emocji,ilości komentarzy wzbudzają wszelkie wulgaryzmy,jakieś zaistniałe kurwy ,czy inne pierdolce...
Nie wiem,czy chodzi nagle,by ukonstytuować ich prawo bytu w wierszach?
Im więcej wulgaryzmów,tym lepszy wiersz???
Dla mnie to jakieś niefajne jest,inni powiedzieliby ,że nie zajebiste(jak słowo to zrobiło błyskotliwą karierę w mediach).
Co to nie ma już innych słów,by wstawiać nic nie znaczący przerywnik...

Fakt,nie lubię wulgaryzmów i w życiu i poezji...
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...