Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ty, toster TUTAJ? I to z takimi tekstami???
Nadal widnieje twój post? Wstydu nie masz! Lodowisko w stosunku do twojego czoła to marna ślizgawka. Chciałam ci zaoszczędzić jeszcze większego obciachu, bo honor już straciłaś, ale widzę, że się nie obędzie, więc proszę bardzo - wyjaśnienie.

Zamieściłaś na Zetce marny wiersz, który w sposob rzeczowy i konstruktywny(cztery podpunkty) skrytykowałam. Nie odniosłaś się do uwag, (zresztą po mnie też ktoś miał podobne zastrzeżenia do tego gniotka) ale ty pomówiłaś mnie, że krytykuję dla krytyki, że chwalę wiersze osób, które mi sprzyjają, a zjeżdżam tylko tych, którzy krytykują mnie.

Zarzuciłam ci kłamstwo i napisalam - cytuję:" Posuwasz się do pomówienia. Choć raz poprzyj swoje zarzuty bezsprzecznymi argumentami i miej na tyle honoru, żeby wziąć odpowiedzialność za własne słowo pisane. Czekam na choć jeden przykład, który potwierdzi twój zarzut, albo uznam cię za konfabulantkę"

Tak było, toster?

Nie możesz zaprzeczyć, ponieważ oprócz mnie pod twoim wierszem były jeszcze inne komentarze - jestem pewna, że te osoby doskonale pamiętają i wiedzą, że piszę prawdę.

I co zrobiłaś, kiedy odwołałam się do twojego honoru i uczciwości?
- Otóż... usunęłaś swój wiersz z Zetki, żeby zatrzeć ślad/dowód gołosłowności, insynuacji i mataczenia.

Incydent jest o tyle żenujący, że sama bardzo często i bardzo chętnie krytykujesz wiersze innych i to w sposób ogólny, niemerytoryczny i małostkowy, a w obliczu nieprzychylnej recenzji u siebie - robisz sobie osobiste wycieczki pod adresem czytelnika i wysuwasz wyssane z palca zarzuty - chciałaś - to masz jak w twarz!

A teraz proszę mnie przeprosić - w innym wypadku moje myśli w sygnaturce będą oscylowały wokół agd tak, a nie inaczej - a za "wszelką zbieżność z osobami, czy wydarzeniami" nie ja jestem odpowiedzialna - wszystko.

Może cię dziwi taka reakcja z mojej strony, ale mam swoje zasady nawet tu, w wirtualnym bycie i przede wszystkim godność, na którą nie będziesz bezkarnie nastawać i z której nie zrezygnuję nawet za cenę bana.

Poza tym kiedy zdarzy mi się kogoś urazić (jesteśmy tylko ludźmi) potrafię przeprosić - zastanów się nad sobą dziewczyno, bo inaczej świat przestanie zastanawiać się nad tobą i powiedz swojemu kolesiowi Pancolkowi, żeby cię schował za zakładkę, bo się nie potrafisz zachować.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ty kłamczucho.
Broniłaś tego wiersza, argumentując, że jest po warsztacie, napisałaś też że - cytuję:" ja nigdy nie wklejam na Z niedopracowanych wierszy" i właśnie po tych słowach zarzucilaś mnie stekiem insynuacji i pomówień.
Wiesz, toster - ja już nie chcę z tobą gadać, bo mi się zwraca.
Przecież zdajesz sobie sprawę, że czytali to też i inni Forumowicze - pierwszy raz mam styczność aż z takim tupetem i zakłamaniem -żegnam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ty, toster TUTAJ? I to z takimi tekstami???
Nadal widnieje twój post? Wstydu nie masz! Lodowisko w stosunku do twojego czoła to marna ślizgawka. Chciałam ci zaoszczędzić jeszcze większego obciachu, bo honor już straciłaś, ale widzę, że się nie obędzie, więc proszę bardzo - wyjaśnienie.

Zamieściłaś na Zetce marny wiersz, który w sposob rzeczowy i konstruktywny(cztery podpunkty) skrytykowałam. Nie odniosłaś się do uwag, (zresztą po mnie też ktoś miał podobne zastrzeżenia do tego gniotka) ale ty pomówiłaś mnie, że krytykuję dla krytyki, że chwalę wiersze osób, które mi sprzyjają, a zjeżdżam tylko tych, którzy krytykują mnie.

Zarzuciłam ci kłamstwo i napisalam - cytuję:" Posuwasz się do pomówienia. Choć raz poprzyj swoje zarzuty bezsprzecznymi argumentami i miej na tyle honoru, żeby wziąć odpowiedzialność za własne słowo pisane. Czekam na choć jeden przykład, który potwierdzi twój zarzut, albo uznam cię za konfabulantkę"

Tak było, toster?

Nie możesz zaprzeczyć, ponieważ oprócz mnie pod twoim wierszem były jeszcze inne komentarze - jestem pewna, że te osoby doskonale pamiętają i wiedzą, że piszę prawdę.

I co zrobiłaś, kiedy odwołałam się do twojego honoru i uczciwości?
- Otóż... usunęłaś swój wiersz z Zetki, żeby zatrzeć ślad/dowód gołosłowności, insynuacji i mataczenia.

Incydent jest o tyle żenujący, że sama bardzo często i bardzo chętnie krytykujesz wiersze innych i to w sposób ogólny, niemerytoryczny i małostkowy, a w obliczu nieprzychylnej recenzji u siebie - robisz sobie osobiste wycieczki pod adresem czytelnika i wysuwasz wyssane z palca zarzuty - chciałaś - to masz jak w twarz!

A teraz proszę mnie przeprosić - w innym wypadku moje myśli w sygnaturce będą oscylowały wokół agd tak, a nie inaczej - a za "wszelką zbieżność z osobami, czy wydarzeniami" nie ja jestem odpowiedzialna - wszystko.

Może cię dziwi taka reakcja z mojej strony, ale mam swoje zasady nawet tu, w wirtualnym bycie i przede wszystkim godność, na którą nie będziesz bezkarnie nastawać i z której nie zrezygnuję nawet za cenę bana.

Poza tym kiedy zdarzy mi się kogoś urazić (jesteśmy tylko ludźmi) potrafię przeprosić - zastanów się nad sobą dziewczyno, bo inaczej świat przestanie zastanawiać się nad tobą i powiedz swojemu kolesiowi Pancolkowi, żeby cię schował za zakładkę, bo się nie potrafisz zachować.

Okej, czaję Twoją argumentację, a teraz Ty zrozum moją.

Skomentowałem wiersz Tostera i PRZYCHYLIŁEM SIĘ do Twoich zarzutów. Dlatego pod wierszem Fagota napisałem: TYM RAZEM nie zgadzam się z Kasią.
A Ty się do mnie przypieprzyłaś i napisałaś, że mam kulę u nogi i intelekt jakiś tam ;/
Sory, ale to nie moja wina, że Toster skasował wiersz, a Ty nie zdążyłaś zobaczyć mojego postu.

Reasumując,
1) nie jestem niczyim kolesiem i mimo że faktycznie Toster źle zareagował na dobrą krytykę z Twojej strony, uważam także, że obrażanie w sygnutarkach jest oszczerstwem i tyle. Już lepiej byś zrobiła, gdybyś zgłosiła zdania, które bezpośrednio godziły w Twoją osobę bądź upubliczniła te teksty (powtarzam: pewnie jestem wyjątkiem, ale nie mam nic do PUBLICZNEGO PRANIA BRUDÓW, być może masz inne zdanie w tej kwestii),

2) oczywiście kasowanie wierszy jest również nie do pochwalenia, kiedy są jeszcze na pierwszej stronie i ktoś ma coś pod nimi do powiedzenia.

Moim okiem,
zdrówka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




ty, toster TUTAJ? I to z takimi tekstami???
Nadal widnieje twój post? Wstydu nie masz! Lodowisko w stosunku do twojego czoła to marna ślizgawka. Chciałam ci zaoszczędzić jeszcze większego obciachu, bo honor już straciłaś, ale widzę, że się nie obędzie, więc proszę bardzo - wyjaśnienie.

Zamieściłaś na Zetce marny wiersz, który w sposob rzeczowy i konstruktywny(cztery podpunkty) skrytykowałam. Nie odniosłaś się do uwag, (zresztą po mnie też ktoś miał podobne zastrzeżenia do tego gniotka) ale ty pomówiłaś mnie, że krytykuję dla krytyki, że chwalę wiersze osób, które mi sprzyjają, a zjeżdżam tylko tych, którzy krytykują mnie.

Zarzuciłam ci kłamstwo i napisalam - cytuję:" Posuwasz się do pomówienia. Choć raz poprzyj swoje zarzuty bezsprzecznymi argumentami i miej na tyle honoru, żeby wziąć odpowiedzialność za własne słowo pisane. Czekam na choć jeden przykład, który potwierdzi twój zarzut, albo uznam cię za konfabulantkę"

Tak było, toster?

Nie możesz zaprzeczyć, ponieważ oprócz mnie pod twoim wierszem były jeszcze inne komentarze - jestem pewna, że te osoby doskonale pamiętają i wiedzą, że piszę prawdę.

I co zrobiłaś, kiedy odwołałam się do twojego honoru i uczciwości?
- Otóż... usunęłaś swój wiersz z Zetki, żeby zatrzeć ślad/dowód gołosłowności, insynuacji i mataczenia.

Incydent jest o tyle żenujący, że sama bardzo często i bardzo chętnie krytykujesz wiersze innych i to w sposób ogólny, niemerytoryczny i małostkowy, a w obliczu nieprzychylnej recenzji u siebie - robisz sobie osobiste wycieczki pod adresem czytelnika i wysuwasz wyssane z palca zarzuty - chciałaś - to masz jak w twarz!

A teraz proszę mnie przeprosić - w innym wypadku moje myśli w sygnaturce będą oscylowały wokół agd tak, a nie inaczej - a za "wszelką zbieżność z osobami, czy wydarzeniami" nie ja jestem odpowiedzialna - wszystko.

Może cię dziwi taka reakcja z mojej strony, ale mam swoje zasady nawet tu, w wirtualnym bycie i przede wszystkim godność, na którą nie będziesz bezkarnie nastawać i z której nie zrezygnuję nawet za cenę bana.

Poza tym kiedy zdarzy mi się kogoś urazić (jesteśmy tylko ludźmi) potrafię przeprosić - zastanów się nad sobą dziewczyno, bo inaczej świat przestanie zastanawiać się nad tobą i powiedz swojemu kolesiowi Pancolkowi, żeby cię schował za zakładkę, bo się nie potrafisz zachować.

Okej, czaję Twoją argumentację, a teraz Ty zrozum moją.

Skomentowałem wiersz Tostera i PRZYCHYLIŁEM SIĘ do Twoich zarzutów. Dlatego pod wierszem Fagota napisałem: TYM RAZEM nie zgadzam się z Kasią.
A Ty się do mnie przypieprzyłaś i napisałaś, że mam kulę u nogi i intelekt jakiś tam ;/
Sory, ale to nie moja wina, że Toster skasował wiersz, a Ty nie zdążyłaś zobaczyć mojego postu.

Reasumując,
1) nie jestem niczyim kolesiem i mimo że faktycznie Toster źle zareagował na dobrą krytykę z Twojej strony, uważam także, że obrażanie w sygnutarkach jest oszczerstwem i tyle. Już lepiej byś zrobiła, gdybyś zgłosiła zdania, które bezpośrednio godziły w Twoją osobę bądź upubliczniła te teksty (powtarzam: pewnie jestem wyjątkiem, ale nie mam nic do PUBLICZNEGO PRANIA BRUDÓW, być może masz inne zdanie w tej kwestii),

2) oczywiście kasowanie wierszy jest również nie do pochwalenia, kiedy są jeszcze na pierwszej stronie i ktoś ma coś pod nimi do powiedzenia.

Moim okiem,
zdrówka

Pierdzielenie kotka za pomocą młotka. W zasadzie nie powinnam z Tobą rozmawiać, bo zawracasz wisłę kijem, ale powiem coś, tak na ewentualną przyszłość:

1.) Po kiego mnie cytowałeś? Trzeba było wlepić koment z punktacją i nie zaczepiać o moją recenzję i to rozradowaną japą - następnym razem będę wdzięczna za pominięcie.

2.) Po kiego wciskasz paluchy między tostera a kogoś tam? To cwany egzeplarz - poradzi sobie - sam widzisz, jak spływa.
A tym sprowokowałeś całą szopkę, nie wystarczyła zaczepka, trzeba postraszyć, wykorzystać sytuację - wyszedłeś na dudka, ona się otrzasnęła i polazła, a my się gryziemy.
Poza tym od budy nie znoszę frajerowania, Pancol - takie strachy, że podkablujesz to ja w ogrodzie wystawiam.
I tu masz od razu odpowiedź, dlaczego nie zgłaszam Adminowi - sama załatwiam swoje sprawy, a PRALKĘ wyciągnąłeś pierwszy, więc luzuj.

3.)Teraz bold - pieprzysz; bo przyznajesz mi rację, że nie w porządku, a negujesz fakt ewidentnego pomówienia.
Nie zarzucaj mi oszczerstwa, bo to nie ja jestem klamczuchą.
Pozwól, że sama ocenię, czy mam się za co burzyć, czy też nie.
Dokąd toster nie cofnie kalumii niczego nie zmienię - banuj mnie - mam to w tyle, wierzę w sprawiedliwość, tak, czy inaczej, ale wierzę.


A teraz daj już mi spokuj.
Opublikowano

Aż oczy przecieram ze zdumienia! A więc tak wygląda od kuchni "dział - Z". Poezjo, na jakim jesteś rozdrożu i w czyich rękach? Czy są na tym portalu jeszcze inne działy poezji? Jakaś może komórka POP? Prawda O Poetach... :(

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To tutaj to pryszcz - wypadek przy rzemiośle - koniec tematu.

Popatrz dłużej; Zetka do królestwo zrzeszonych uzurpatorów. Godni miana wspłóczesnej już nie zamieszczają, albo wklejają sporadycznie. Tu poetów na palcach policzysz. Znajdzie się i jakiś pasjonat poezji/krzewiciel całkiem w porząsiu, ze dwóch/trzech geniuszy , którym nie zawsze się chce, ze trzy rozżalone, bo przebrzmiałe kwiatki do kożucha, co się dopną wszędzie, ale co to znaczy w tym tlumie i tylko wspomnień żal, ech...
Są a jakby ich nie było, giną w gąszczu chwastów.

Teraz kreatorem poezji współczesnej jest przebojowy silikon bez zasad, z elastycznym kręgosłupem, a idolami... chyba widać. Pełna schiza i im więcej abstrakcji i odlotów na fazie, tym lepiej - bo do niej domajstrujesz każdą ideologię.

A narybek bierze przykład - też chce szybko zaistnieć - sztuka anala i do przodu za bezkrytycznymi miSZCZami - przebojem i w kupie ;D
Na P kilka osób fajnie pisze, ale tam teraz wiosennne przesilenie licznej piaskownicy - trza przeczekać.
Szkoda forum, fajne było.

A i jescze moherowa polYtyka odmieni zdemaskowanie na pokorę i jest cacy - pokora... głupie słowo; bo jak kogoś rozmontujesz do ostatniej śrubki, to jest jedyne wyjście awaryje a nie akt skruchy - i żywcem do nieba, boczną windą.

BedoM dziobać za te słowa, oj bedoM - przyjdzie mi się zwinąć - ale co mi tam ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Okej, czaję Twoją argumentację, a teraz Ty zrozum moją.

Skomentowałem wiersz Tostera i PRZYCHYLIŁEM SIĘ do Twoich zarzutów. Dlatego pod wierszem Fagota napisałem: TYM RAZEM nie zgadzam się z Kasią.
A Ty się do mnie przypieprzyłaś i napisałaś, że mam kulę u nogi i intelekt jakiś tam ;/
Sory, ale to nie moja wina, że Toster skasował wiersz, a Ty nie zdążyłaś zobaczyć mojego postu.

Reasumując,
1) nie jestem niczyim kolesiem i mimo że faktycznie Toster źle zareagował na dobrą krytykę z Twojej strony, uważam także, że obrażanie w sygnutarkach jest oszczerstwem i tyle. Już lepiej byś zrobiła, gdybyś zgłosiła zdania, które bezpośrednio godziły w Twoją osobę bądź upubliczniła te teksty (powtarzam: pewnie jestem wyjątkiem, ale nie mam nic do PUBLICZNEGO PRANIA BRUDÓW, być może masz inne zdanie w tej kwestii),

2) oczywiście kasowanie wierszy jest również nie do pochwalenia, kiedy są jeszcze na pierwszej stronie i ktoś ma coś pod nimi do powiedzenia.

Moim okiem,
zdrówka

Pierdzielenie kotka za pomocą młotka. W zasadzie nie powinnam z Tobą rozmawiać, bo zawracasz wisłę kijem, ale powiem coś, tak na ewentualną przyszłość:

1.) Po kiego mnie cytowałeś? Trzeba było wlepić koment z punktacją i nie zaczepiać o moją recenzję i to rozradowaną japą - następnym razem będę wdzięczna za pominięcie.

2.) Po kiego wciskasz paluchy między tostera a kogoś tam? To cwany egzeplarz - poradzi sobie - sam widzisz, jak spływa.
A tym sprowokowałeś całą szopkę, nie wystarczyła zaczepka, trzeba postraszyć, wykorzystać sytuację - wyszedłeś na dudka, ona się otrzasnęła i polazła, a my się gryziemy.
Poza tym od budy nie znoszę frajerowania, Pancol - takie strachy, że podkablujesz to ja w ogrodzie wystawiam.
I tu masz od razu odpowiedź, dlaczego nie zgłaszam Adminowi - sama załatwiam swoje sprawy, a PRALKĘ wyciągnąłeś pierwszy, więc luzuj.

3.)Teraz bold - pieprzysz; bo przyznajesz mi rację, że nie w porządku, a negujesz fakt ewidentnego pomówienia.
Nie zarzucaj mi oszczerstwa, bo to nie ja jestem klamczuchą.
Pozwól, że sama ocenię, czy mam się za co burzyć, czy też nie.
Dokąd toster nie cofnie kalumii niczego nie zmienię - banuj mnie - mam to w tyle, wierzę w sprawiedliwość, tak, czy inaczej, ale wierzę.


A teraz daj już mi spokuj.

Goń się, zaczepo
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To tutaj to pryszcz - wypadek przy rzemiośle - koniec tematu.

Popatrz dłużej; Zetka do królestwo zrzeszonych uzurpatorów. Godni miana wspłóczesnej już nie zamieszczają, albo wklejają sporadycznie. Tu poetów na palcach policzysz. Znajdzie się i jakiś pasjonat poezji/krzewiciel całkiem w porząsiu, ze dwóch/trzech geniuszy , którym nie zawsze się chce, ze trzy rozżalone, bo przebrzmiałe kwiatki do kożucha, co się dopną wszędzie, ale co to znaczy w tym tlumie i tylko wspomnień żal, ech...
Są a jakby ich nie było, giną w gąszczu chwastów.

Teraz kreatorem poezji współczesnej jest przebojowy silikon bez zasad, z elastycznym kręgosłupem, a idolami... chyba widać. Pełna schiza i im więcej abstrakcji i odlotów na fazie, tym lepiej - bo do niej domajstrujesz każdą ideologię.

A narybek bierze przykład - też chce szybko zaistnieć - sztuka anala i do przodu za bezkrytycznymi miSZCZami - przebojem i w kupie ;D
Na P kilka osób fajnie pisze, ale tam teraz wiosennne przesilenie licznej piaskownicy - trza przeczekać.
Szkoda forum, fajne było.

A i jescze moherowa polYtyka odmieni zdemaskowanie na pokorę i jest cacy - pokora... głupie słowo; bo jak kogoś rozmontujesz do ostatniej śrubki, to jest jedyne wyjście awaryje a nie akt skruchy - i żywcem do nieba, boczną windą.

BedoM dziobać za te słowa, oj bedoM - przyjdzie mi się zwinąć - ale co mi tam ;)

Goń się dalej, zaczepo

A właśnie:

Opublikowano

Gdziekolwiek ląduję, na jakimkolwiek portalu, ciągle jakieś towarzystwa WA, style i nieuzasadnione klakierstwo. Błyszczy się od wazeliny tam, gdzie wielokrotnie chała i bylejakość, ale umiejętnie zaszyfrowana pod płaszczykiem poezji współczesnej. Skąd tworzy się ten twardy beton poezji i jajogłowi?
Skąd tylu ekspertów, "utytułowanych poetów na wieczorkach w remizach strażackich i klubach gospodyń wiejskich"? Z czego wynika moda na bycie poetą? Czy nie możemy po prostu pisać, wystawiać, szanować siebie i innych? Tak, żeby wszystko kręciło się dookoła Pani Poezji, a nie nas, nędznych wyrobników uczuć i emocji? Każdy ma coś do powiedzenia i napisania a największe korzyści wypływają z różnorodności stylów i poziomów. Tam wykrzesuje się prawda o poezji i jej rzeczywista definicja, którą co dzień tak trudno nam wyartykułować.
To w człowieku, w jednostce, w jego wewnętrznej przestrzeni bije źródło wolnego języka, nie w żadnej konwencji. Bo niezależnie od tego, że mówimy wspólnym językiem, każdy człowiek ma swój język. W człowieku, niczym w tyglu wytapiają się słowa, zdania, opowieści. W tyglu jego doświadczeń, cierpień i radości. I tylko ten własny język człowieka jest w stanie go opowiedzieć. Howg! Aż prosi się, żeby przytoczyć słowa austriackiego filozofa Ludwiga Wittgenstein'a: "Granice mojego języka oznaczają granice mojego świata" I to spokojnie można sobie powiesić nad łóżkiem, żeby pamiętać, że nie sami jesteśmy na tym świecie. I tyle jest światów ile ludzi. Takie uniwersalne podejście do poezji pozwoli nam na dystans do siebie i innych. Zyska na tym przede wszystkim poezja.
Nie mnie oceniać ten zamęt, ale intuicja podpowiada mi, żeby solidaryzować się z Kasiąballou.
Mylę się rzadko. Pozdrowienia :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz wiele racji, ale obawiam się, że zostaniesz z nimi i przy nich osamotniony, bo chociaż wiele osób myśli podobnie, jednak nieliczni mają odwagę się do tego przyznać.
Nigdy nie byłam zainteresowana solidaryzowaniem się i już nie będziemy mięli okazji, ale cieszy, że ktoś postrzega podobnie.
Życzę powodzenia - trzymaj się :)
kasia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Najpierw piszesz, czy nie możemy po prostu pisać i żeby się wszystko kręciło dookoła poezji, bo wtedy zyska na tym poezja - popieram, ale gdy kwitujesz swoją wypowiedź stwierdzeniem, że solidaryzujesz się z Kasią, to o jakie zyskie chodzi? Chyba rozumiem o co kaman Twojej intuicji. Najtrafniejsze słowa jakie udało mi się wyłowić z Twojej wypowiedzi: "Nie mnie oceniać ten zamęt" Racja, ja też się nie wtrącam.
Opublikowano

Grażyna... szkoda, że tylko to utkwiło Ci najbardziej. To akurat jest najmniej ważne.
Widocznie piszę jakimś niezrozumiałym językiem. Chętnie odpowiedziałbym dalej, ale literówka
w Twojej odpowiedzi kontekst mi zgubiła. Pozdrawiam :)

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...