Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

moja zielona konstelacja ze skrzydłami od chłopca
z fajką** powiedziała
że przezroczystości nie można wyliczyć ani zdobyć
ponieważ przezroczystość jest zachowana***

mój absolut z butelki dostał karę za nawracanie
teraz często widać go w parku jak szeleści krucyfiksami
na płótnie

nawet wczoraj pomagałem mu malować smoliste pejzaże
za formę kawy

*
od dawna jestem kryptogejem i farmerem – fatalistą
od niedawna wszystkich was serdecznie pierdolę bo chcę
i słucham tylko siebie
a ty wciąż milczysz jesteś gdzie jesteś

Opublikowano

* pl.wikipedia.org/wiki/Akt
** en.wikipedia.org/wiki/File:Gar%C3%A7on_%C3%A0_la_pipe.jpg
*** pl.wikipedia.org/wiki/Energia_(fizyka)
pl.wikipedia.org/wiki/Parmenides
W przypadku Parmenidesa podpowiem, że chodzi o definicję bytu Jak ktoś ma Tatarkiewicza, to lepiej tam o niej poczytać
Polecam również przewertować takie pojęcie, jak np wariabilizm

Opublikowano

klucz w wikipedii?
zwariowałeś?
to jakie jest jest nieczytelne, hermetyczne, pretensjonalne w naukawości;
jako niewtajemniczony pukam w czółko - poezja nie jest dla encyklopedystów, jest językiem uniwersalnym i ma obowiązek być komunikatywnym;
moje okulary mi nie pomogły w czytaniu, a za duraka się nie mam -
więc co?
stoję obok i patrzę - dziwadło;
utrupić czy do zoo?
J.S
PS.;
i jeszcze jedno: rzeczywistość jest faktem nie aktem;

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Żaden klucz Wiem, że większość nie zrozumie jakichkolwiek odniesień, więc wykładam niemal na tacy Poza tym mam odsyłać do bardziej rzeczowych i sumiennych publikacji ? Hermetyczne, nieczytelne, pretensjonalne ? To co, mam pisać o złamanych sercach ? Mam być dosłowny ? Gdzie tu jest naukowość ? Pokaż
Poza tym poezja nie ma żadnego obowiązku - nie jest fizyczna, a abstrakcyjna i subiektywna Komunikatywna poezja, a raczej literatura, to miała być w pozytywizmie Rzeczywistość nie jest faktem, tylko to, co się nań składa To fakty stanowią rzeczywistość Do diabła, nie będę tłumaczyć słowo w słowo, co miałem na myśli Nie będę interpretować swojego tekstu Po to go opublikowałem, po to podałem wskazówki Zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy muszą interesować się malarstwem, muzyką, filozofią i znać wszystkich poetów, dlatego odsyłam, żeby niektórzy domyślili się chociaż o co chodzi w zaznaczonych fragmentach
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Jak jest Picasso to wiersz o.ki ;)

Kac, kac, kac - peel, intelektualny kabalista i dyletant, zatopiony (jak zawsze :P) w filozoficznych rozważaniach o sensie i celu istnienia.
Analizując poznawalność względną, taką wybiórczą poprzez nabywaną wiedzę - szuka sensu dla zjawisk o wiele bardziej przyziemnych, takich przez ducha, do ciała, ciałka, ciałeczka.
Dekadencki dół ciągnie w nurty zgłębiania nauki i sztuk - tych pięknych też :P
Pod gwiadką dostrzegam przyczynę - kobietę ;o!
Tak dopiekła, że peel rozważał nawet zmianę orientacji, a przynajmniej tak się czasami czuje.

Mniej mistycznie od poprzedniego, za to baaardzo buntowniczo, nawet troszku bucowato i mi to tutaj smakuje - akcentuje ogromny ból niezrozumienia, na jaki od dłuższego czasu cierpi peel - samotny wśród ludzi (wybacz komunał) - ale się podoba :)

Pozdrówki
kasia
Opublikowano

Dominiku;
na drugi raz odsyłaj na Wyspy Salomona wraz z biblioteką Sorbony;
i załącznikiem swojego tekstu jako przewodnikiem po jednym i drugim;
z obowiązkiem posiadania tytułu doktora filozofii , paleontologii i etnografii;
koniecznie z pieczątką Unii Europejskiej;
wiesz - snobizm ma swoje dobre strony, ale pod warunkiem, że swoim snobizmem umie się zarażać innych;
Twoja nieprzeźroczystość, z fajką czy bez, cierpi na jeszcze jedno - na ignorancję czytelnika;
jak myślisz, co otrzymasz w zamian?
wzajemne pierdolenie to ważne zdarzenie z punktu widzenia progenitury;
z punktu widzenia kultury - fakt jeśli nie trzeciorzędny to wręcz bez znaczenia;
poczytałeś sobie sporo, to teraz scal to w piękną artystycznie poezję, a nie rysuj jak sztubak sto strzałek na drodze z zaproszeniem do szukania odpowiedzi, co poeta myślał kiedy pisał;
J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuję Kasiu za rzeczowy komentarz, bardzo ciekawą interpretację i słowa zrozumienia Doceniam poświęcony czas i wszystko inne, co dawało cierpliwość do tekstu ;) Do zobaczenia pod kolejnymi wytworami :) Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jacku, mam do Ciebie ogromny szacunek, dlatego przyjmuję Twoje zdanie do siebie Pewnie kiedyś przyznam Ci rację, ale póki co jestem młody i impulsywny ;) Dziękuję za wizytę i ślad Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, pchło, pardon, ciociu :))) za wizytę, poświęcony czas, wskazówkę i komentarz Cieszę się, żeś zrozumieć się starała, a jak się człowiek postara, to każda myśl w odniesieniu do poezji winna być słuszną :) Pozdrawiam
Opublikowano

właściwie po co tak gwiazdkować? bez tego każdy zrozumiałby (lub nie) po swojemu. a tak robi się zamieszanie, ale takie "twórcze" zamieszanie, sprawdzisz- wiesz.
Podoba się bo wymaga pomyślenia.

pozdrowienia Mr.
Aneta

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, Aneto Następnym razem, kiedy napiszę tekst w tym guście i nawet gdybym chciał, nie będę dawać żadnych wskazówek Zrozumieją, bądź nie Miło, że zajrzałaś poczytałaś i skomentowałaś :) Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...