Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jak dla mnie cała obecna sytuacja to jedna wielka prowokacja, której się wszyscy dajemy, bo:

1) Nawet gdyby rzecozna Hania K była tylko Hanią K to po co te kłótnie, to sztuczne wbijanie się w kłótnie, pod wiersze i pisanie: "poezja musi byc piekna, bo jak nie to nie poezja" Oczywiście każdy ma porawo do własnego zdania, ale powtarzanie w każdym wątku swego zadniato troce sztuczne i męczące, szczególnie że foruym to przecież nie miejsce na kłótnie. *(a pani Hania sama chce się rozwijać)

2) Sztuczność sytuacji. Na Zetce pisaywało i pisuje wiele nieodpowiednich osób, nie miusże pisac kto (nawet keidyś i ja tam moje kupy zostawiałem) ale jakoś tak drapieżnego ataku połączonego z falą bezkrytycznego spojrzenia na swoje wiersze to już nie bło chyba dawno: osoba nawet nie chce spróbować pisać, a na komentarze reaguje dziwnie: ja też się wkurząłem, ale prowadzenie krucjaty - to już chore

3) zbieranie sojuszników: to brzmi śmiesznie, ale pani Hania chyba celowo pisze odpowiednim osobom pod wierszami i to jeszcze tkaie komentarze

WNIOSEkl

PANI HANIU jeżeli to nie jest prowokacja to proponuję zakończenie krucjaty i nawet nie reagowanie na komentarze tylko publikwoanie: to forum jest dla każdego i tyle, ale krucjata to rzecz śmiesza

ps.

4) niezauważania ironi, aluzj

pozdr

Opublikowano

Dlatego mój pomysł o tym, żeby do Z dopuszczać osoby powyżej pewnego konta wpisów był bardzo dobry. Wtedy unikałoby się podobnych sytuacji.
Co do oskarżeń - nikogo nie chcę oskarżać, też pisałem, żeby wiersze Hani usuwać, nie usunięto, nie moja już brożka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Komentuj w P :]
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Komentuj w P :]

Komentuje, ale na razie chwilka przerwy. Dużo się działo, teraz dzieje, zobaczymy, co z tego wyjdzie, a wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie bardzo dobrze.
Opublikowano

Albo zrobić tak, jak w "Szafie" dopuszczane są wiersze do druku, tzn. 5-7 osób wpisuje sąd pod wierszem (osoby, które dużo się udzielają) i piszą krótko - "tak", "nie". Przewaga "nie" i wiersz zlatuje dział niżej. (oczywiście zachwycać się mogą godzinami, ale szkoda tracić czas pod kupami).

Albo ten kontrowersyjny moderator - ale nie z pełnią boskiej władzy (specjalnie z małej), a z rozsądkiem. Wiadomo, że uzna się go za naziola w pewnych kręgach, no, ale cóż zrobić.

Bo to nie jest problem Hani (nawet jeżeli to prowokacja, to nie różni się zbytnio od nieprowokacyjnych recydywistów) a problem bezradności.

I od razu uprzedzam - TAK, gniota od wiersza rozróżnić MOŻNA.

Opublikowano

Ludzie, błagam. A czy nie można po prostu zignorować pewnych nicków, o których wiecie, że ich czytać nie warto? Czy nie byłoby prościej i nam wszystkim lepiej? Może zostanę uznany za kolejnego obrońcę gniotów, ale trudno. Już naprawdę włos się na głowie jeży, jak się patrzy na dziesiąty z kolei wątek o tym samym :/

Dlatego - moja rada - dajcie sobie z nimi spokój. Nie warto sobie głowy zawracać. Jak pisał Jacek Kaczmarski:
"Zły? Być może. Dobry? A czemu?
Nie tak wiele znów pychy we mnie.
Dajcie żyć po swojemu, grzesznemu,
A i świętym żyć będzie przyjemniej.
"

Pozdrawia Was
Nieco zażenowany
Drax :/

P.S. Chyba że może komuś radość sprawiają same dywagacje i wyrzygiwanie swoich smutków (a może kompleksów?) przed publicznością...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To jest tak - forum dyskusyjne, które oscyluje wokół spraw związanych z samym forum, jest chyba najlepszym z takich miejsc (no, chyba że uznamy, że każdy wpis to w jakiś sposób leczenie kompleksów. No, ale nieważne), gdzie takie rzeczy się załatwia. A i tak są to merytoryczne rzeczy, w odróżnieniu od całkiem innych, łagodnie pisząc, mniej merytorycznych wątków.
Ja czytałem pańskie wypowiedzi (wpis pod moim utworem też, bardzo dobry i bardzo konkretny, pech chciał, że akurat w moim tygodniu wyjazdowym i nie mogłem odpowiedzieć jak należy) i całkiem popieram pańską idee. Tylko problem jest taki - załóżmy, że siądzie pan i przez dwie godziny napisze recenzje, godną, fachową i zostanie pan (że tak napisze brutalnie) olany, albo, co też się zdarza - zwyzywany. Zacznie pan zatem wpisywać się ludziom, których pan ceni (np. za merytorycznośc dyskusji) wtedy zostanie pan opluty za tworzenie TWA, albo inne, gorsze rzeczy. Wreszcie straci pan cierpliwość, bo zauważy, że wyzywają ci, którzy piszą najgorzej, najmniej mają do powiedzenia, za to potrafią tworzyć wielkie teorie spiskowe (oczywiście to jest cykliczne, ponieważ na początkach wielu z nas tak miało). a najgorsze w tym jest to, że w jakiś sposób zostało się uzależnionym od zielonego (koloru, rzecz jasna) i nie bardzo chce się go zmieniać. Zaczynają się boje, walki, mordobicia, padają bany, dostaje się bana, odchodzi się, potem wraca i zaczyna od nowa. Kilkanaście konstruktywnych komentarzy, gdzie na 7 na "nie" zostaje się zwyzywanym, podejrzanym o TWA i znowu - przepychanki, walki, bany. I tutaj ma pan racje - to jest nudne, dokładnie tak jak nudna i zła może być poezja, której się pisze: "nie".
Druga kwestia - nie zawracanie sobie głowy to zielone światło dla parady gniotów. Sęk w tym, że jest tutaj pewien podział, gdzie w szyldzie działu Z jest wyraźnie napisane - "każda krytyka (oczywiście dotycząca tekstu) jest dozwolona. Dlatego ja osobiście się nie przejmuje jękami tych, którzy jakikolwiek wpis dostali. Sam wstawiał, sam wybierał (a jak wiemy wolność człowieka to decyzja), więc na dobrą sprawę kilka wątków w tym dziale dotyczących kultury komentarzy jest bez sensu. Załóżmy utopijną wersje zdarzeń (zresztą bliską pańskim myślom), że w dziale Z są same dobre wiersze (albo przynajmniej średnie) - automatycznie wzrasta poziom dyskusji. Bo, proszę pana - nie spotkałem się z tym, żeby stado wilków bez jakiejkolwiek przyczyny atakowało jakiś wiersz (obojętnie z jakiego działu). To, że większość czytelników wpisuje negatywną recenzje nie jest powodem do refleksji autora, tylko oczywistym faktem (dla niego), że jest atakowany, niszczony, mordowany, topiony. Pod ten jęk podpina się kilku adoratorów, zresztą też pokrzywdzonych i zaczyna się wojna. Dla nas - stracony czas, bo można by wpisać z dwa komentarzy, z drugiej strony - bez tych wojen to forum przestałoby istnieć. Tolerowanie gniotów=odejściu tych, którzy znają się na rzeczy. Nikt w gnojówce siedział nie będzie i wśród ściekowiska wyławiał to, co warte przeczytania.
I trzecia kwestia - tak, to forum (mimo, że internetowe) w jakiś sposób kreuje życie artystyczne. W jaki sposób? A w taki, że nasi Autorzy wydali, lub wydadzą tomik, prozę, mają audycje w radio, występują na scenach, nazwiskami/nickami nie sypię, bo po co. Czyli - są to ludzie, którzy będą budować (lub nawet już budują) naszą epokę. I to jest poziom forum, a nie miejsce lirycznego wyżalania się i jękolenia. Dlatego - jak się komuś nie podoba, niech sobie idzie gdzieś, gdzie "podoba się" to norma, a "kupa" to mit. Jak ktoś założył, że dla miernoty (literackiej) miejsca tutaj nie ma - to nie będzie. I nic mnie nie wzruszają kolejne wątki pokrzywdzonych i załamanych, zgnębionych, zrozpaczonych itp.
Opublikowano

Drax ma rację, prosta sprawa, najlepsza metoda na takich ludzi to ich ignorować. Co do poziomu w Z, to też po prostu można ignorować tandetne wiersze. Szczerze dziwię się niektórym, bo jak tam czasem zaglądam i widzę tę radosną twórczość to mi się zbiera, wiecie na co, ale żeby to komentować? Kłócić się z taką Hanią czy inna Zosią? Przecież w ten sposób daje się tylko dowód na to, że taka kicha jest godna lektury i poświęcenia czasu na komentarz.

Odnośnie tego, co mówi Pan Krzywak, że to zielone światło dla parady gniotów - to można rozwiązać: wystarczy, żeby była zasada, że wiersz w dziale Z musi otrzymać minimum 10 komentarzy w ciągu, powiedzmy, tygodnia (nie licząc komentów samego autora) inaczej wylatuje...

Opublikowano

I jak nie dostanie komentarzy to wszyscy będą mieć skargi o to, że nie powiedzieliśmy nawet co w wierszu jest nie tak.

Poza tym: grafomani komentują grafomanów i grafomani dla grafomanów pisać będą.

Takie rzeczy się zdarzają - przychodzi Benedykt /slawomir zeromski?/ i pod wierszem marianny pisze, że mu się bardzo podoba. Za niedługo kolejna osoba się zaloguje, co nie ma pojęcia o poezji i również wpisze, że mu się podoba. I tak pleśń się rozrasta. A potem jęków i kwęków będzie niemało, bo nikt z tym nic nie zrobił zawczasu. Wolę dmuchać na zimne.

Sytuacja jest również taka, że przychodzi Hania K. [już wszyscy wiemy, że to prowokacja] i sprawdza nas. Tak, sprawdza. Bo w aktualnym stanie rzeczy to widać, jak sobie z forum nie potrafimy poradzić.

A taka bierność wydaje mi się niezwykle polska - lepiej od czasu do czasu ponarzekać, niż raz a dobrze coś ustanowić i się tego trzymać. Powiem, że komuś, kto chce cokolwiek na lepsze zmienić to nie jest łatwo wśród takich leniuchów ;)

Nie wiem jak Wy, ja mam zamiar działać.

Opublikowano

Dzięki, mości Jasiu, za poparcie. ;) Co do pomysłu z komentarzami... Jest to jakaś opcja. Kiepska, ale obawiam się, że to może być jak z demokracją: lepszej jeszce nikt nie wymyślił... ;)

Mości Krzywak, już chyba rozumiem, skąd różnica zdań między nami. Otóż Waszmość jesteś ideowcem, a Twoją ideą (jak najbardziej szczytną, żeby nie było wątpliwości) jest naprawa forum. Rozumiem i chylę czoła (proszę nie uznawać tego framentu a ironiczny, bynajmniej nie taki jest mój zamiar).

Napisałeś Waść:
[quote]Załóżmy utopijną wersje zdarzeń (zresztą bliską pańskim myślom), że w dziale Z są same dobre wiersze (albo przynajmniej średnie)


Czy jest to bliskie moim myślom? Prędzej marzeniom. Bo, jak sam Waszmość przyznajesz, to jest walka z wiatrakami. Być może poniższe słowa zgorzkniałego starca nie przystoją dwudziestolatkowi, ale co zrobić? Taki jest mój pogląd, że w walki o utopie nie ma co się wdawać (może za dużo swego czasu się naczytałem o marksizmie? Kto wie? ;)).

Piszesz, Waszmość, że ignorując pewnych autorów zostanę oskarżony o tworzenie TWA i tępienie prawdzwej sztuki (jesli przejdzie koncept imci Jasia Złego ;)). Ja WMci nie napiszę, gdzię będę mieć takie oskarżenia, sądzę, że domyślasz się bez mojej pomocy w tym względzie. I może faktycznie szkoda, że dział Z (właściwie to czy ktoś mógłby wytłumaczyć mi, dlaczego "Z", skoro nazywa się "Poezja współczesna"??) zaleje fala ściekowa. Ale nie możesz, WM, nie widzieć, że tak się dzieje mimo starań Twoich i innych osób, więc czy nie prościej uznać bezsensowność walki i, nie mogąc mieć wszstkiego, mieć przynajmniej święty spokój?

Omawiane przez nas zjawiska wynikają właśnie z istoty tego forum, a ściślej rzecz biorąc - z istoty Internetu. Jako medium dostępne masom, powoduje normalną rzeczy koleją, że masy tu przychodzą i - może dla podbdowania własnego poczucia wartości, a może dla innych pobudek - publikują tu swoje iście masowe dzieła. I tak będzie zawsze, natura nie znosi próżni. Nawet jeżeli jakimś cudem pozbędziecie się stąd kiepskich wierszydeł i ich autorów, to przyjdą nowi i będzie się to powtarzać tak długo, jak długo to forum jest otwarte dla wszystkich...

Stąd proponuję po prostu, dla świętego spokoju pogodzić się z nieuniknionym i poświęcić wysiłki walce o idee które mają jakiekolwiek perspektywy relizacji.

Pozdrawiam serdecznie (bo czasem naprawdę mi żal, że nie chce mi się być takim, jak Waszmość),
Drax

P.S. O, dwóch ichomściów pisało równocześnie ze mną i nie zauważyłem ;p Juz się odnoszę:

Mości Leniar, powtórzę tylko pytanie imci Flickana: cóż zamierzasz uczynić? Zgodzę się, że bierność zabija. I wiesz co? Jeśli przedstawisz mi sensowny plan działania, to chętnie go wesprę. Ja niestety nie wyobrażam sobie jednak (z przyczyn przytoczonych powyżej) żeby cokolwiek dało się zrobić...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...