Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mnie sprowokował, ale mam ale.

1 - całość, poza tym że jest bluźniercza, jest kawałkiem jakiejś teorii. Sprawdza się to jako kilka zdań na zakrapianej imprezie (jeśli rozmowa zejdzie na taki temat), ale nie jako poezja. Po prostu dla mnie to tylko prowokacyjna myśl. Za krótko. Nie ubrałeś tego w nic ciekawego.

2 - niestety muszę ci to wygarnąć: myśl ta nie jest nowa. Nie czytałem, ani nie oglądałem, ale czy przypadkiem w "Kodzie Leonarda" nie było gadki o czymś takim? Czy tylko mowa tam była o tym, że Jezus kręcił z Marią Magdaleną?

Tak czy owak - słyszałem już całe mnóstwo takich obrazoburczych teorii. Dużo tego była, naprawdę. Dlatego trudno mi się przekonać do tego, że to, co napisałeś, jest choć w najmniejszym stopniu przebojowe (pomysłowe, oryginalne).

Podsumowując - śmiech wywołał, ale krótki. Bunt cenię ("Buntuję się, więc jestem" Camus). Ale jako wiersz to dla mnie lichutko.

Magnetowidzie, nie gniewaj się za ten komentarz. Szczerzę ci piszę. Nie podoba się.

Pozdrawiam.

PS. Już wiem, dlaczego chciałeś wklejać wiersz przy mnie i M. Krzywaku ;)

Opublikowano

rafale jezeli sie uśmiechnąłeś to ok, jakaś reakcja.

amerozzo - nie ogladalem kodu. to tylko dygresja w dot. dogmatu trójcy, jednego boga. i postaci józefa, który przyjął kobietę z bękartem. widocznie ją kochał. w temacie związku jezusa z marią magdaleną - ladacznicą, która jak wiemy była przy jezusie gdy konal przybity do pala (to podobno też fakt) mam inny wierszyk tłumaczący znaczenie określenie "spuścić z krzyża", ale to przy okazji. nie gniewam sie jeżeli się komuś nie podoba, no problem dla mnie. pzdr

Opublikowano

nie mogę dopatrzeć się tej "myśli logicznej" ;)
ałtor, zdaje się, chciał podzielić się wiedzą po przeczytaniu kolejnej pseudonaukowej rewelacji (?) ;)

druga strofka fajna, ale początek (sory) szczeniakowaty
:)

Opublikowano

Ja mam inną dygresję - wg Freuda: instynkt śmierci (Thanatos) sprawiał, że chrześcijanie (którzy przecież tego robić nie powinni) nienawidzili wszystkich, którzy są niechrześcijanami (przez instynkt życia, Erosa). Pod tym kątem bym raczej uderzał w sacrum (chociaż ogólnie przeciwko tej religii nic nie mam - gdyby nie instytucja, której z niej zrobiono [kler]). Związki dotyczące narodzin Jezusa to już swego czasu wyśpiewał I.N.R.I, było też "Ostatnie kuszenie" (żeby poruszać się w epoce współczesnej). Tutaj pierwsza strofka to wyjście dla puenty - rzeczywiście pomysłowej i ciekawej, ale faktycznie - wejście kuleje. Tutaj można by zrobić np. wątek Marii jako dziewicy - przez co Józef rzeczywiście miałby powód do zmartwienia (a i tak niekoniecznie - tego kwiatu to pół światu).
Takie mam wrażenia po lekturze.
Pozdrawiam.

PS - i dzięki za ostatni bój :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Taki sam tok myślenia jak mój czy Dalajlamy ;)
Religia jako instytucja - nie. Religia jako wewnętrzny spokój, doskonalenie siebie, refleksja - tak.

Co do nietolerancji chrześcijan - wszystkie religie monoteistyczne są nietolerancyjne. Kiedy bowiem już raz przyjmiesz, że istnieje tylko jeden wyznacznik prawdy, tylko jeden Bóg, nie możesz się zgodzić na nic, co odstępuje od tej normy. Na dodatek ten Bóg najczęściej przez swych proroków przekazuje swojemu ludowi pewne normy postępowania, które potem zamieniają się w przykazania, a słowo boże jest interpretowane przez kilku ludzi i na tej podstawie powstają dogmaty. No i potem mamy boga Jezusa, chociaż Jezus w ŻADNYM miejscu w Nowym Testamencie nie nazywa się Bogiem, ale Synem Bożym. W ten sposób miliony katolików bluźni bardziej niż ateiści, chociaż może głupota to nie grzech?
W ogóle Kościół wygląda mi jak miejsce, w którym czci się tylko Jezusa, a prawdziwy Bóg zszedł na drugi plan (patrz: dżungla krzyży).
Religie politeistyczne są tolerancyjne. Skoro mają wieku bogów, są w stanie zaakceptować to, że inni mają swoich bogów czy swojego boga.

Jeszcze a propos wiersza - takie teorie o "matce" bożej (specjalnie w cudzyslowie, bo skoro Bóg jest causa sui i jest nienarodzony, logiczne jest, że nie ma matki), Jezusie nie bardzo mi się podobają, bo nie mają żadnych naukowych podstaw. Lepiej tworzyć teorie na podstawie tekstu źródlowego, tu: Biblii. Mnie najbardziej podoba się pogląd, że Ezechiel (rzekomy prorok ze Starego Testamentu) nie dostał łaski w postaci objawienia pańskiego, ale kontaktowali się z nim kosmici. Pojazd, który zabrał go w podróż, był przez niego nazywany "rydwanem bożym" czy "łaską pana" - nie pamietam dobrze. W każdym razie Ezechiel twierdzi, że był głośny hałas przy pojawieniu się tego "rydwanu" i czuć było nieprzyjemny zapach (jakieś paliwo?). Najbardziej interesujący fragment jest w momencie, kiedy Ezechiel zostaje zabrany do jakiegoś kompleksu, gdzie jest przeprowadzony przez ogromną salę, w której stoi wiele rydwanów bożych (czyżby hangar kosmitów?).
Ale to też taka dygresyjka-ciekawostka. Kto lubi niestworzone historie, temu się spodoba. Polecam samemu przeczytać. Można zapoznać się też z bogatą literaturą na ten temat.

Podobnie objawienia fatimskie są uważane za kontakt z pozaziemską cywilizacją. Świetlisty obiekt, który wyłonił się nagle spod chmur. Ludzie twierdzili, że to słońce spada (tak przepowiedział dzieciakom anioł). W rzeczywistości jednak tego dnia wszędzie, gdzie nie było zachmurzenia, slońce stało na swoim miejscu. Co więc wyleciało tego dnia spod chmur?
Trafiłem kiedyś na książkę z lat 80., w której autorzy dowodzili, że przy zastosowaniu dzisiejszej technologii (czyli tej z lat 80.), można by było wywieść w pole ludzi z początku wieku i wmówić im wszystko (autorom nie udało się tylko rozwikłać zagadki "włosów anielskich", czy jak się tam ta substancja nazywała, która z nieba spadała, a w kontakcie z materią znikała; ale przyjęto, że kosmici dysponowali o wiele bardziej rozwiniętą technologią). W każdym razie - to też jest ciekawe.

Niestety nie mogę podać źródła tych rewelacji. Sam poszukuję znowu tej książki. Może kiedyś trafię.

To tyle, jeśli chodzi o ciekawostki. nie narzucam swojego zdania i jestem normalny ;)
Ale skoro już gadamy...

PS. Sorry, że taki nieładny styl wypowiedzi, ale i godzina, i piszę z glowy na szybko. Jestem w stanie podyskutować bardziej, ale musiałbym sobie nieco odświeżyć te tematy. Sorry też, że tak o kosmitach, ale tak jakoś mi się zlały te tematyki religii i ufo w jedno ;)
Opublikowano

"Jeszcze a propos wiersza - takie teorie o "matce" bożej (specjalnie w cudzyslowie, bo skoro Bóg jest causa sui i jest nienarodzony, logiczne jest, że nie ma matki), Jezusie nie bardzo mi się podobają, bo nie mają żadnych naukowych podstaw."

amerozzo, ja nawet nie biblie a dogmaty katolickie wziąłem za temat, tj, trójcy świętej. bo jeżeli jezus to syn boski a jest w trójcy "przenajświtszej" bogiem, trójca to jedno, to wychodziłoby że zapłodnil swoją matkę i spłodzil siebie. bo przecież "jest jeden bóg", ale w trzech osobach..,

Opublikowano

Ja się uśmiałem :)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nauka nie ma tu raczej nic do rzeczy :). Moim zdaniem tu chodzi o te wszystkie teksty typu:
Wierzę w jednego Boga,
Ojca Wszechmogącego,
Stworzyciela nieba i ziemi,
wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych.

I w jednego Pana Jezusa Chrystusa,
Syna Bożego Jednorodzonego,
który z Ojca jest zrodzony
przed wszystkimi wiekami.

Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego.
Zrodzony, a nie stworzony,
współistotny Ojcu

Wierzę w Ducha świętego,
Pana i Ożywiciela,
który od Ojca i Syna pochodzi.

I o całą naukę o trójcy świętej, która mówi, że Bóg jest jeden ale w trzech osobach. Z tego logicznie wynika, że:
Jezus Chrystus
miał matkę Marię dziewice
a jego ojcami byli:
Bóg Ojciec
Duch Święty
i Jezus Chrystus

a biedny Józef to zaakceptował :).

Mnie się podoba. Ciekawe czy jakaś kobieta spróbuje pobić rekord - trzech partnerów seksualnych, bez utraty dziewictwa :).

Edit: Widzę, że Magnetowit już wytłumaczył. Czyli dobrze zinterpretowałem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A był pewien średniowieczny filozof (niestety zapomniałem który), co twierdził, że jeśli ktoś nie potrafi zrozumieć jak Bóg jest zarazem jeden i w trzech osobach, to niech się nie bierze za filozofię, bo jest trochę ograniczony (innych słów użył ów filozof, ale sens miały taki).
Nawet więc filozofia nie obroniła się przed religijną ślepą wiarą w dogmaty.

Moim zdaniem nie jest możliwe zrozumieć tego dogmatu, bo jest on niedorzeczny. Swoją drogą kiedy ten dogmat powstał? Czy przypadkiem nie podczas pierwszego soboru nicejskiego? Jeśli tak, to wychodzi na to, że garstka ludzi zdecydowała, że następne pokolenia będą wierzyć w taką bzdurę. A gdyby zdecydowali, że Jezus miał skórę koloru białego, ale był murzynem, to też wszyscy by to łyknęli?

Już nie czepiam się tego dogmatu od strony logicznej, bo to, że jest on nielogiczny, wiedzieli pewnie i ci, co ten dogmat przeforsowali podczas tamtego soboru. Mnie tylko interesuje, dlaczego Jezusa stawia się na równi z Bogiem?

Sam nie jestem katolikiem, nie wiem, czy Bóg istnieje (tego nikt nie wie), nie wiem, jaki ten Bóg, jeśli istnieje, jest (na pewno odrzucam wszelką antropomorfizację), ale WIERZĘ, że istnieje coś najbardziej pierwotnego w stosunku do całego świata, co należy nazywać bogiem, a sam Bóg jest bezosobowy (np. jako prajednia albo coś w tym kierunku).

Wybaczcie, że tak się przed wami otworzyłem ;D
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



gratuluję zatem poczucia humoru ;)
zmasowany medialny atak pt. "trzy w jednym" nie zachęca do dociekań teologicznych
w końcu - "do czech to ja mam za darmo" ;)

gwoli wyjaśnienia - nie jestem zniesmaczona
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Myślę, że może być wręcz przeciwnie. Po przeczytaniu tego wiersza, przynajmniej kilku wierzących może się zacząć zastanawiać nad tym jaki jest sens trójcy świętej. Jakie jest drugie dno? Czego teologowie chcą nas przez tą metaforę nauczyć? A może trójca mówi coś o psychice człowieka? Może sięgnąć do Junga?
Mogą myśleć nad tym chociażby po to, by móc polemizować z takimi atakami.

:))))
Wiem. Optymistą jestem :).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Taki sam tok myślenia jak mój czy Dalajlamy ;)
Religia jako instytucja - nie. Religia jako wewnętrzny spokój, doskonalenie siebie, refleksja - tak.

Co do nietolerancji chrześcijan - wszystkie religie monoteistyczne są nietolerancyjne. Kiedy bowiem już raz przyjmiesz, że istnieje tylko jeden wyznacznik prawdy, tylko jeden Bóg, nie możesz się zgodzić na nic, co odstępuje od tej normy. Na dodatek ten Bóg najczęściej przez swych proroków przekazuje swojemu ludowi pewne normy postępowania, które potem zamieniają się w przykazania, a słowo boże jest interpretowane przez kilku ludzi i na tej podstawie powstają dogmaty. No i potem mamy boga Jezusa, chociaż Jezus w ŻADNYM miejscu w Nowym Testamencie nie nazywa się Bogiem, ale Synem Bożym. W ten sposób miliony katolików bluźni bardziej niż ateiści, chociaż może głupota to nie grzech?
W ogóle Kościół wygląda mi jak miejsce, w którym czci się tylko Jezusa, a prawdziwy Bóg zszedł na drugi plan (patrz: dżungla krzyży).
Religie politeistyczne są tolerancyjne. Skoro mają wieku bogów, są w stanie zaakceptować to, że inni mają swoich bogów czy swojego boga.

Jeszcze a propos wiersza - takie teorie o "matce" bożej (specjalnie w cudzyslowie, bo skoro Bóg jest causa sui i jest nienarodzony, logiczne jest, że nie ma matki), Jezusie nie bardzo mi się podobają, bo nie mają żadnych naukowych podstaw. Lepiej tworzyć teorie na podstawie tekstu źródlowego, tu: Biblii. Mnie najbardziej podoba się pogląd, że Ezechiel (rzekomy prorok ze Starego Testamentu) nie dostał łaski w postaci objawienia pańskiego, ale kontaktowali się z nim kosmici. Pojazd, który zabrał go w podróż, był przez niego nazywany "rydwanem bożym" czy "łaską pana" - nie pamietam dobrze. W każdym razie Ezechiel twierdzi, że był głośny hałas przy pojawieniu się tego "rydwanu" i czuć było nieprzyjemny zapach (jakieś paliwo?). Najbardziej interesujący fragment jest w momencie, kiedy Ezechiel zostaje zabrany do jakiegoś kompleksu, gdzie jest przeprowadzony przez ogromną salę, w której stoi wiele rydwanów bożych (czyżby hangar kosmitów?).
Ale to też taka dygresyjka-ciekawostka. Kto lubi niestworzone historie, temu się spodoba. Polecam samemu przeczytać. Można zapoznać się też z bogatą literaturą na ten temat.

Podobnie objawienia fatimskie są uważane za kontakt z pozaziemską cywilizacją. Świetlisty obiekt, który wyłonił się nagle spod chmur. Ludzie twierdzili, że to słońce spada (tak przepowiedział dzieciakom anioł). W rzeczywistości jednak tego dnia wszędzie, gdzie nie było zachmurzenia, slońce stało na swoim miejscu. Co więc wyleciało tego dnia spod chmur?
Trafiłem kiedyś na książkę z lat 80., w której autorzy dowodzili, że przy zastosowaniu dzisiejszej technologii (czyli tej z lat 80.), można by było wywieść w pole ludzi z początku wieku i wmówić im wszystko (autorom nie udało się tylko rozwikłać zagadki "włosów anielskich", czy jak się tam ta substancja nazywała, która z nieba spadała, a w kontakcie z materią znikała; ale przyjęto, że kosmici dysponowali o wiele bardziej rozwiniętą technologią). W każdym razie - to też jest ciekawe.

Niestety nie mogę podać źródła tych rewelacji. Sam poszukuję znowu tej książki. Może kiedyś trafię.

To tyle, jeśli chodzi o ciekawostki. nie narzucam swojego zdania i jestem normalny ;)
Ale skoro już gadamy...

PS. Sorry, że taki nieładny styl wypowiedzi, ale i godzina, i piszę z glowy na szybko. Jestem w stanie podyskutować bardziej, ale musiałbym sobie nieco odświeżyć te tematy. Sorry też, że tak o kosmitach, ale tak jakoś mi się zlały te tematyki religii i ufo w jedno ;)

Ja tutaj bardziej wierzę w teorie Fromma o religii humanistycznej od Atona do Jezusa), będącej przeciwieństwem religii autorytarnej (doprowadzającej do nazizmu). Nauka Jezusa zawiera to odpłacanie miłością za dobra (może to patetyczne, ale tak to brzmi), dawania więcej niż brania itp., co zostało zapomniane, i dlatego frommowskie że "Europa nadal tkwi w pogaństwie" wydaje się być uzasadnione.
Co dalej - filozofia a teologia to dwie różne sprawy, filozofii chrześcijańskiej na dobrą sprawę nie ma.
I wreszcie - doskonale wiadomo, że Biblia posiada wiele zapożyczeń z innych kultur, dopasowanych do czasu jej powstawania, nawet Paweł w Atenach musiał dostosowywać swoje przemówienie do słuchaczy (np.jak mówił o Jednym Bogu to zmienił po prostu liczbę, bo Nieznani Bogowie byli znani i odbiorcy nie byli tym zbytnio zaszokowani i łatwiej przyjęli taką retorykę), ale jedno ja charakteryzuje - wiara w nią, czyli bezdyskusyjne przyjęcie jej założeń (właśnie dogmatyzm). Jakie z tego figle były, to doskonale wiemy. Jak upadł nisko Kościół - też. A reszta to już historia (mniej więcej :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poezja to życie Różowe okulary w błąd wprowadzają fałszywy obraz dają .   Ona jest jedyna, jak każda dziewczyna  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego popołudnia 
    • ... albo znacie - film "Outlander"? We wyreżyserowanej w 2008 roku przez Howarda McCain'a historii, opartej na scenariuszu napisanym wspólnie z Dirk'iem Blackman'em, najważniejsze są trzy osoby: Kainan, Freya i Eric. Imię pierwszej, zagranej przez Jim'a Caviezel'a, łatwo skojarzyć z nazwiskiem reżysera; Imię drugiej, kreowanej przez Sophia'ę Myles jest tożsame z nordycką boginią miłości, płodności, wojny i magii. Wreszcie Eric: zdawałoby się imię jak imię, wybrane jednak celowo, chociaż ta właśnie filmowa postać jest chłopcem - pochodząc bowiem z języka staronordyckiego, oznacza "wiecznego władcę" lub kogoś "zawsze potężnego".    Powtórzę: zdawałoby się historia jak historia, napisana i nakręcona, by dać zarobić wszystkim zaangażowanym w jej powstanie. Jest jednak głębszą, niż może wydawać się na - czy też po - pierwsze obejrzenie. Oto kosmita z planety, której nazwa nie zostaje w filmie wymieniona, wraz z towarzyszami atakuje ziemię zamieszkałą przez drapieżniki zwane Morwenami, zabija je ogniem z nieba (patrz zdanie z filmu) i niszczy ich świat dla własnej korzyści. Dokładniej celem zyskania ziemi, albo - by nawiązać do obecnie trwających w naszym świecie wydarzeń, że tak je łagodnie nazwę, a zarazem do tychże sprzed lat kilkudziesięciu - budowy wielkiego państwa lub zyskania narodowej przestrzeni. Przypomina ona - historia owa - z pewnością tę przedstawioną przez James'a Cameron'a w "Awatar'ze". Przypomina - niestety także,  określenie "nie tylko" jako astosowne jest nie na miejscu - wspomniane uprzednio wydarzenia.     Jakże to ludzka historia i jakże ludzki punkt widzenia - rzecz oczywista, reprezentowany przez osoby niskoenergetyczne: wpaść na pomysł zagarnięcia cudzej przestrzeni i urzeczywistnić go ze świadomością mordowania mieszkańców tejże przestrzeni, przy czym w żadnym stopniu przejmując się ową świadomością. O zabijanych nie mówiąc: to konieczność. Istotne, że chcemy tego właśnie my. Nam wolno.     Oczywiście jest to opowieść i ludzka: Cainan - pora teraz na następne skojarzenie, z Conanem Barbarzyńcą mianowicie, bynajmniej tylko imienne - zakochuje się we Frey'i. Czy trzeba dodawać, że z wzajemnością? Nie trzeba, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby historii bądź istniejąca w ten sposób, w zbyt małym stopniu gwarantując oczekiwaną oglądalność niezbyt przypadłaby ona widzom do umysłów. Nadmieniony zaś wcześniej Eryk zostaje usynowiony. Scenariuszowe te fakty ujmuje jedno z końcowych zdań: "Wziął sobie żonę i chłopca, którego usynowił".     Jest w "Outlander'ze" - zaznaczę tu, że znacznie bardziej podoba mi się tłumaczenie "Inoziemiec", będące wcale na równi z "Cudzoziemcem" - jeszcze jeden wątek. Celowo posadowiony na końcu filmu , moim zdaniem właśnie dla zwrócenia nań stosownej uwagi. Oto główna bohaterka - że to ona, wskazuje brzmienie głosu - wypowiada zdanie: "Kainana przysłali bogowie". Nie tyle chodzi o to, iż nie odpowiada to tegożfilmowej prawdzie - Kainan wszak opowiedział Freyi o sobie, skąd pochodzi - ile o pochodzeniowe związki nas ludzi z istotami z innych światów. Na co wyraźnie wskazują sumeryjskie historie o Anunnaki, opowieści Dogonów, legendy Kaczynów czy - wraz z innymi mitologiami i panteonami od Wschodu do Zachodu, zwłaszcza hinduistycznym - ta nordycka dawnych Skandynawów. Podobieństwa działań bogów, jak ich w owych mitach rozmaitych ludów nazywano, z poczynaniami starotestamentalnych Nefilim są uderzające. Z przekąsem wspomnę czasem zdarzający się brak kobiecej wiary w męskie słowa, co akurat w przypadku Freyi miało miejsce. Ale może była to kwestia jej interpretacji, dodania sobie wartości, że wiąże się uczuciowo i małżeńsko z bogiem. A może Kainan, nie dopytany, nie powiedział jej wszystkiego? Może i jemu było miło zostać uznanym za boga?    Inoziemiec. Outlander. "Cudzoziemiec", jak główny bohater jest określany do chwili przyjęcia do wikińskiej społeczności, stanowiącej podstawę i tło akcji, nim zaczęli oni zwracać się do niego po imieniu. Patrząc na obecny świat i spoglądając na jego historię - przy założeniu, że ta prezentowana w oficjalnej nauce jest prawdziwa w sferze stoczonych bitew i wojen - trudno nie zadać pytania, jak wiele w Ziemioludziach - Ziemianach - owego "Ino". "Out". "Cudzo".     "Czyńcie sobie Ziemię poddaną"? Stworzeni "na obraz i podobieństwo"? Hm. Czy stan świata, wynikający ze wymienionego w uprzednim zdaniu stworzenia "na obraz i podobieństwo" nie świadczy dobitnie o niskiej energii zbyt wielu tuziemców?     Autor niniejszego opowiadania miewa czasem następującą myśl. Jeżeli ci, którzy do tej pory śpią, nie obudzą się lub nie zechcą wejść do grona czy może już nawet społeczności Przebudzonych czy Świadomych, to kto wie, czy Ziemia, świadoma istota - Gaia,  jak nazywali ją starożytni Grecy - nie czeka już, aby oddzielić ich dusze od sfery fizycznej? Wiedząc, że bez nich będzie jaśniejszą i o wiele bardziej pozytywną energetycznie przestrzenią? Samowymieniony na początku tegoż akapitu Autor bynajmniej zdziwiłby się, jeśli dla wielu byłby to przedostatni - a może nawet ostatni - tak zwany Wielki Piątek.      Kartuzy, 3. Kwietnia 2026
    • @Jacek_Suchowicz I żyli długo i szczęśliwie…. Na Twoje zakończenia zawsze można liczyć.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Pozdrawiam serdecznie. I Wesołych Świąt.
    • @Stukacz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Wydzierał się i wydzierał, albowiem chciał swoje, czyli to co jego, tak, co jego właśnie, wydrzeć watasze zasępionych wilków, zwanych „północnymi”. I wydziergał w tym celu hasło w niewiele znaczącym i dość obojętnie oraz w gruncie rzeczy lakonicznie prowadzącym się zeszycie formatu A5. Wydarł kiedyś z niego kartkę, na którą z czasem i embarrasem wdarła się ważna treść.      Warszawa – Stegny, 03.04.2026r.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...