Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czytając wszystkie rady i porady wasze dochodzę do wniosku
że jednak jestem słaby -bo zdaję sobie sprawę że nie jeden
palacz od razu by kopnął ten nałóg a ja jak na razie przymierzam
się do tego- no ale może się uda w końcu i będę z siebie dumny

  • Odpowiedzi 58
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




powiem ci Macku że też tak myślałem kiedy biegałem rekreacyjnie choć już
i wtedy paliłem - wyobraź sobie że przed startem do maratonu Warszawskiego
w tunelu stadionu jeszcze zapaliłem papierosa w ukryciu tak by koledzy tego
nie widzieli- bo tłumaczyłem sobie że i tak go ukończę no i ukończyłem-1988-
i 1989 następny .
Opublikowano

Opowiem ci (w skrócie) historię z własnego doświadczenia.
Kochałam i byłam kochana, dopadła mnie choroba (jeszcze nie palacza), popalałam, a on palił (dużo!) nie chciałam, aby się truł, więc zaczęłam więcej palić (kochałam i kochał) martwił się o mnie (papirosy pogarszały mój stan zdrowia), więc zaszantażowałam: "rzucę jeśli ty rzucisz"
i wyobraź sobie, rzucił na zawsze i ja też - dla kogoś, kogo się kocha można wszystko!
Trzeba mieć racjonalny motyw i trochę silnej woli, by przeciąć jednym "ciach" (tak po męsku).

Życzę powodzenia.
Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Opublikowano

Waldku!
nie palę i nigdy nie paliłam, więc trudno mi się postawić w Twojej sytuacji. Jedyne co moge ci więc poradzić to zgłoszenie się do ludzi, którzy zajmują się tym problemem profesjonalnie, mają doświadczenie i z pewnością wiele już osób oduczyli palenia. Czasami na róznego rodzaju akcjach i festynach prozdrowotnych mozna zupełnie niezobowiązująco otrzymać taką poradę. Albo druga opcja to wizyta u lekarza pulmonologa lub kardiologa, choc teoretycznie i lekarz I kontaktu powinien wiedzieć jak ci skutecznie pomóc. Wiesz, z lekarzami jest tak, ze trudno trafić na kogoś chętnego i kompetentnego, ale jesli się do takiego trafi, to sposobów walki z nałogiem palenia medycyna opracowala juz kilka. Z tego co wiem, udokumentowaną skutecznością może sie poszczycić farmakoterapia praparatami zawierającymi nikotynę ( plastry, gumy do żucia - część z nich jest bez recepty, część na receptę ) oraz pojedyncze inne leki ( np. taki lek Zyban; teraz wprowadzono też jakiś zupelnie nowy, który niby miałby być niezwykle skuteczny ). Jeśli przeszkodą dla Ciebie nie są kwestie finansowe, to może warto sprobować. Myslę ,że niestety po tylu latach palenia jesteś juz tak uzalezniony od palenia, ze z samą silna wolą może ci być naprawdę trudno. Wg tego co obecnie wiadomo, uzależnienie od nikotyny to choroba, a nie kaprys czy moda, trzeba więc ją leczyć. A z pewnością warto - zwłaszcza jesli mowisz ze twoje płuca nie sa jeszcze tak bardzo zniszczone. Trzeba więc spróbować je ocalić!!! Nie mówiąc o całej liście innych miejsc ciała, które papierosy uszkadzają. Trzymam kciuki, zeby się udało! Powodzenia:)
agusik

Opublikowano

wszystkim którzy palą oświadczam - ojciec palił do czterdziestego roku życia, około 2 paczki słynnych gwożdzi do trumny, czyli "Sportów" (a wcześniej "Grunwaldy")!
palił zawsze w towarzystwie, przy wódce i kartach; i nagle - z dnia na dzień rzucił, kiedy znalazł się w sanatorium po poważnych kłopotach zdrowotnych;
teraz kończy 83 lata - matuzalem! (czyli od 43 lat już nie ćmi); a więc - silna wola, nieodwołalna męska decyzja...

inna sprawa, że moje dwie ciotki ze strony matki, w tym chrzestna mojej matki i moja jednocześnie - paliły papierosy do końca życia; jedna zmarła z papierosem w ustach mając 96 lat, druga także z papierosem mając 99 - nie ma reguł;
sam nigdy nie paliłem, bo sam się palę do tak wielu różnych spraw, że nie mam czasu na głupoty i próżniactwo...smakowanie wina to nauka myślenia, bo zmusza do rozmowy na poważne tematy bez obawy, że się zakręci; przeciwnie - z każdą butelką upodabniamy się do Sokratesa z "Uczty" Platona; a towarzystwa szukam niepalącego (niesmrodzącego); i znajduję!
J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Więc powiadasz, drogi Hippiaszu, iż palenie bardziej śmierdzi. Ale gdyby - tak ponad postawić - i wino i fajkę i rzecz powiedzmy gatunku przedniejszego niż te wszystkie razem wzięte, czy i ta by mniejszy smród wydawała? Czy może to od owego postawienia nosa smród wszelkiej rzeczy zależy?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj Henryku
z przykrością ślę ten odmowny post.
Mieszkam w Elblągu, a w Gdańsku - ze względów o którym napisałem Ci w poście -
nie byłem chyba z 12 lat.
A to przecież stąd tam - rzut beretem;))
Pozdrawiam

PS. Myślątko wyraziło aprobatę dla Twojej propozycji
to ja na trzeciego nie mam zamiaru;))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak samo.
A odnośnie do sędziwego wieku palących pań, to te roczniki mają coś w genach
degradującego w organiźmie negatywne skutki nikotyny.
Młode roczniki prawdopodobnie już tego nie posiadają ;))

Pozdrawiam
Opublikowano

Wydaje mi się, że jeżeli próby "silnej woli" nie przyniosły skutku, to jedynym wyjściem jest skorzystanie z metod terapii awersyjnej.
Polega to na warunkowaniu organizmu tak, aby kojarzył papierosy z wybitnie negatywnymi bodźcami. Lekarze podają np. środki, które w połączeniu z nikotyną wywołują wymioty. To działa podobnie do słynnego "zaszycia się".
Można też próbować wywoływać takie efekty na własną rękę. Mam taki pomysł. Zaprosić do siebie jakąś osobę dla bezpieczeństwa, następnie palić papierosy, jeden po drugim, do czasu aż Pan zemdleje. Osoba towarzysząca Pana ocuci, względnie zawezwie pogotowie. Podejrzewam, że istnieje duża szansa, że nigdy więcej Pan nie zapali.:)
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Więc powiadasz, drogi Hippiaszu, iż palenie bardziej śmierdzi. Ale gdyby - tak ponad postawić - i wino i fajkę i rzecz powiedzmy gatunku przedniejszego niż te wszystkie razem wzięte, czy i ta by mniejszy smród wydawała? Czy może to od owego postawienia nosa smród wszelkiej rzeczy zależy?

ano, drogi interlokutorze, ano!
zwieszenie nosa nad beczką wina bardzo wiele zmienia, nawet właściciela nosa!
:)) J.S
Opublikowano

ustaliłem że rzucę, jak będę palił w życiu tyle, ile nie paliłem. optymistycznie przyjąłem. że zacząłem nałogowo w wieku 14 lat. Trąbiłem o tym na lewo i prawo przy każdej rozmowie nt palenia przez kilka dobrych lat. nieuchronnie przyszły 28 urodziny i trza było dopilnować by z mordy cholewy nie robić. Więc rzuciłem. skutecznie. nie żułem gum, plastrów nie używałem, natomiast nikotynę dostarczałem w postaci tabaki (po 5 godz bez niej w krwi stawałem sie niebezpieczny dla otoczenia). potem powoli coraz mniej i przestałem jej używać.

Oczywiście nie sugeruję żebyś rzucał za 25 lat:D ale jakis termin znaczący i zobowiązac siebie "w oczach" otoczenia.

Po 1,5 roku wróciłem do palenia (przez kobietę oczywista) i teraz palę sobie:) i nie mam zamiaru rzucać:)

pozdrawiam z kłębów dymu

Opublikowano

To i ja się dołożę. :o)

Życzę rzucenie palenia, bo oprócz lepszego zdrowia
poznasz też całą gamę smaków i zapachów jakich odczuwania
jesteś teraz pozbawiony. Np. taki SCHABOWY schabowemu nierówny.
A perfumy... Albo zapach prawdziwej kobiety w dniach płodnych.
:o)

Poza tym moim zdaniem całować się z palaczem
to jak wylizywać popielniczkę. To musi być naprawdę ohydne.
:o)
Dlatego nigdy nie próbowałam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




a ja udowodnię ci Myślątko że rzucę - i to już nie długo-bo narzazie ograniczam
palenie-i to w momentach w których musiałem zapalić -czyli rano i po posiłkach.
staram się palić co trzy godziny - i jak na razie są postępy z których najbardziej
zadowolona jest moja rodzina. Postanowiłem że muszę- po przeczytaniu tak
tragicznych komentarzy które otworzyły moje oczy szerzej niż myślałem
a twój w szczególności.
dlatego by nie zapeszyć - na razie dziękuje wszystkim którzy w ten czy inny sposób
zmusili mię do tego bym w końcu zastanowił się ile jest warte życie otulone dymem
papierosowym -trzymajcie za mnie kciuki.
pozdrawiam wszystkich mocno
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




zazdroszczę ci bardzo Mesalin-liczę na to że już nie długo
i ja dołączę do tych szczęśliwców-małymi kroczkami ale jednak.

poprostu rzuć, w tej chwili,
wyrzuć fajki, żadne preparaty,
żadne nikoretty, tylko silna wola
jak to Jacek Sojan napisał
i nie sugeruj się tym, że zapomnisz
że coś za coś - poprostu przerwij
MN
Opublikowano

Paliłam już od baaaardzo dawna.
Dojrzałam późno do poważnej decyzji (próbowałam przestać palić kilka razy - nie udało się),
mnie nie pomagała motywacja typu; poprawa stanu zdrowia, zmniejszone wydatki.
Stopniowe ograniczanie ilości wypalanych papierosów też nie zdało egzaminu. Najbardziej przeszkadzał mi ostatnio smród papierosiany, który czułam w mieszkaniu, wiedziałam, że śmierdzi ode mnie na ulicy, jak z kimś rozmawiam, tak, to głównie ten smród! Przerwałam z dnia na dzień, po jakimś wieczorze ,kiedy to wypaliłam dużo i czułam się jak po kacu. Nie palę od 6 tygodni. Boję się zapeszyć, ale jestem przekonana, że teraz wytrwam,bo tego naprawdę
chcę. Przedtem inni mi "truli". Chcę sprawdzić siłę charakteru, doszłam do takiego momentu w którym poczułam, że nałóg mną rządzi, postanowiłam to zmienić.
Pomyślałam sobie: przecież wychodzą z nałogu alkoholicy i narkomani więc dlaczego nie ja?
Jest mi cholernie ciężko, ale tym razem chcę i rzucę palenie. Mam taką wolę. Jestem już mądrzejsza w doświadczenia, wiem, że w żadnym wypadku nie mogę już nigdy nawet na
jednego "cuga" sięgnąć - bo zacznę od nowa, tak już było.
6 tygodni- to bardzo krótko, po 6 m-cach, latach to już można powiedziec, że się nie pali.
Czuję się dziwnie, z jednej strony: nie było jeszcze takiego momentu, żebym nie myślała: ale chce mi się palić! a z drugiej strony nabieram poczucia wartości we własnych oczach - bo minął następny dzień bez dymka. Trudno mi cokolwiek radzić, ale wiem z pewnością, że
do takiej naprawdę poważnej decyzji dochodzi się samemu, trzeba bardzo CHCIEĆ i trafić na
swój dobry moment. Życzę powodzenia Waldemarze i potrzymaj też czasem za mnie kciuki! Powodzenia - baba.

Opublikowano

Zakochaj się w kimś, kto nie pali. ;)
Jeśli naprawdę będziesz chciał rzucić - rzucisz. To tylko kwestia prawdziwej, szczerej woli. Paliłam i rzuciła. Moja mama paliła 25 lat i też rzuciła. Moja babcia paliła 40 lat - rzuciła. Nie ma co kombinować i szukać cudownych środków, trzeba chcieć.
Pzdr., j.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...