Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kiedy umiera przyjaciel
taki co to konie kraść
język w gębie bezradny
żeby wypowiedzieć żal i zdziwienie

kiedy umiera przyjaciel
co to mógłby jeszcze wiele lat
w takiej chwili nawet Bóg
staje się obcy

kiedy umiera przyjaciel
puste miejsce przy stole
boli jak zranione serce

kiedy umiera przyjaciel
to znak
że trzeba być czujnym

Opublikowano

jeśli Pan pozwoli ja bym to tak ułożył - proszę o wybaczenie:

---
kiedy umiera przyjaciel
taki co to konie kraść
język w gębie bezradny
żeby wypowiedzieć żal

kiedy umiera przyjaciel
co to mógłby jeszcze wiele lat
w takiej chwili nawet Bóg
staje się obco zdziwiony

kiedy umiera przyjaciel
puste miejsce przy stole
boli jak serce to znak
że trzeba być czujnym
---

pewnie zbyt dużo zmieniłem - ale w tej formie lepiej się chyba czyta - mogę się mylic

serdeczne pozdrówko W_A_R


Opublikowano

"kiedy umiera przyjaciel
taki co to konie kraść"
Nie musi Pan tłumaczyć, co to znaczy przyjaciel, Mickiewicz lepiej to zrobił w swojej bajce. Dla mnie to jest bez sensu, jak zabić kogoś na śmierć. Ostatnia zwrotka tragiczna, nieudana puenta. Proszę się nie obrazić, ale większe zaskoczenie wywarłoby "to znak że trzeba się bawić" (w domyśle - korzystać z życia).

Opublikowano

Ostatnia zwrotka robi niesamowite wrażenie. Tylko tam pojawia się coś nowego- takie poetyckie odkrycie. Zaskakuje. Obcość Boga- to wg mnie drugie cenne "miejsce" wiersza.

pozdrawiam!
Agnieszka

Opublikowano

straszne!!
przepraszam, ale tego typu "wiersze" wywołują u mnie reakcję wręcz osobistą: nie cierpię...
tzn. powiem tak: gdyby to było wklejone do P: wtedy rozumiem, umarł panu przyjaciel chciał pan się "wyżalić" ... ale jest w Z i jest po prostu słaby, bardzo słaby...

  • 10 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...