Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tobie sie wydaje, ze nikt tego wiersza nie rozumie, bo przekaz zrecznie zamaskowalas pod przykrywka wiersza dla dzieci. Otoz ten wiersz jest swietnie zrozumialy i nawet ta jego "doskonalsza czesc" merytoryczna nie przykuwa zbytnio uwagi. NIe potrafie interpretowac wierszy, bo to przeciez zalezy od indywidualnego czytelnika, czy wiersz sie komu podoba. Ale tutaj prosta rzecz przedstawiasz w prostej formie. NIby chcialas sie zabawic konwencja, ale to chyba konwencja zabawila sie toba troche...

  • Odpowiedzi 50
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

istnieje coś takiego, jak mentalność "balona", albo "natchniony idiota" - wielu dało się nabrać na te kolorki (1 strofa) którymi "balon " epatuje, więc to charakterystyka pewnego prototypowego typa, bliskiego polityce...I ten sznurek...chodzić "na pasku" może tylko kukiełka, indywiduum bez twarzy;
niemniej, od oświeceniowej konwencji przypowieści wierszowanej można odejść, znacznie skracając przekaz, bo robi się z tego powiastka dla dzieci szkolnych, aż nadto czytelna; proponuję ciąć ostro! :);
i wcale nie jest tak źle, bo fabularyzowanie wypowiedzi nie jest takie proste, wymaga świadomości celu i wiedzy życiowej, a jednak poezja myśli bardziej skojarzeniowo, fragmentarycznie, metaforycznie...Tu gra na jednej metaforze może czytelnika znużyć i znudzić... J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Gdzie ja Ci wmawiałam, że napisałam dobry wiersz??? Znowu - swoim niereformowalnym zwyczajem - wmawiasz mi, że ja Ci wmawiam, że napisałam dobry wiersz! Gdzie Ty to widzisz???
I nigdy nie mówiłam, że [u]od zawsze[/u] nie lubię Twoich wierszy!!! To także bezpodstawnie sobie dośpiewałeś!
Twierdzę tylko, że dużej części Twoich wierszy nie rozumiem, ponieważ one nie przemawiają do mojej wrażliwości. Ale zawsze miałam świadomość, że to niekoniecznie dlatego, żeby one były złe, tylko głównie dlatego, że mówimy innymi kodami pojęciowymi (bo każdy człowiek ma swój kod). Było już między nami kilka dyskusji na ten temat i wydawało mi się, że wielokrotnie zgadzaliśmy się co do tego.
A Ty znowu występujesz tutaj z pozycji kogoś lepszego ode mnie, uzurpujesz sobie prawo wyrzucania mnie stąd, jakby Org był Twoim prywatnym ranczo, radzisz mi, żebym przestała pisać - jakby Twoja ocena moich wierszy była jedyną słuszną i ogólnie obowiązującą tutaj. Ja do Ciebie nie podskakuję takimi wyjazdami, chociaż wielokrotnie - acz nie zawsze - Twoje wiersze robiły na mnie takie samo wrażenie, jak powyższy mój na Tobie (i kilka innych, ale też nie wszystkie). Jednak ja po prostu staram się zachować umiar i kulturę w krytykach. I mogłabym Ci też zacytować kilka takich właśnie moich uwag pod Twoimi wierszami: krytycznych, ale kulturalnych - i bez działania wody sodowej.
Spróbuj nareszcie to zrozumieć.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wcale mi się nie wydaje, że tego wiersza nikt nie rozumie. Skąd ten wniosek??? I niczego nie starałam się "zamaskowywać" - jestem jak najdalsza od takich zabiegów. Zawsze byłam zdania, że dobry utwór literacki nie może być z założenia łamigłówką. Dobry utwór literacki to taki, który wszystko mówi najjaśniej i najprościej, a przy tym najpiękniej, jak tylko można (co nie znaczy oczywiście, że ja uważam, iż zawsze mi się to udaje - z pewnością nie). Dlatego stwierdzenie, że prostą rzecz przedstawiłam w prostej formie, jest dla mnie komlementem. Dzięki choćby za to. :-)
Opublikowano

Sokratexie, zgadzam się, że może aż nazbyt dużo dopowiedziałam w tym wierszu. To niewykluczone. Dość częst zdarza mi się "przegadanie", to moja słaba strona. Muszę potrenować streszczanie streszczeń.
Dzięki za cenną uwagę. :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jacku, dziękuję, że pokusiłeś się o interpretację. Jest jedną z możliwych interpretacji tego wierszyka (nie jedyną), co piszę po to, żeby zaznaczyć, iż wiersz może nie jest aż tak prosty i "przedomówiony", jak by się na pozór wydawało?
Ale zgadzam się, że mógłby być i krótszy, i mniej narracyjny. Mógłby być pisany skojarzeniami, obrazami, bez czasowników, bez zdań. Wtedy może nie byłby nużący i można by go było odnosić do jeszcze szerszego pola znaczeń. Tak, zgadzam się z tym.
Powstało jednak wiele wierszy świetnych poetów, które osnute są na jednej metaforze i krótkiej fabułce wokół tej metafory. I to są wiersze, które ja okropnie lubię. Widocznie jednak taka forma mnie przerasta. Ale nie przestanę jej trenować! Nie przestanę - i już! I może wreszcie coś mi się na tym polu uda?
Dziękuję Ci bardzo za cenny, pożyteczny oraz sympatyczny koment. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Gdzie ja Ci wmawiałam, że napisałam dobry wiersz??? Znowu - swoim niereformowalnym zwyczajem - wmawiasz mi, że ja Ci wmawiam, że napisałam dobry wiersz! Gdzie Ty to widzisz???
I nigdy nie mówiłam, że [u]od zawsze[/u] nie lubię Twoich wierszy!!! To także bezpodstawnie sobie dośpiewałeś!
Twierdzę tylko, że dużej części Twoich wierszy nie rozumiem, ponieważ one nie przemawiają do mojej wrażliwości. Ale zawsze miałam świadomość, że to niekoniecznie dlatego, żeby one były złe, tylko głównie dlatego, że mówimy innymi kodami pojęciowymi (bo każdy człowiek ma swój kod). Było już między nami kilka dyskusji na ten temat i wydawało mi się, że wielokrotnie zgadzaliśmy się co do tego.
A Ty znowu występujesz tutaj z pozycji kogoś lepszego ode mnie, uzurpujesz sobie prawo wyrzucania mnie stąd, jakby Org był Twoim prywatnym ranczo, radzisz mi, żebym przestała pisać - jakby Twoja ocena moich wierszy była jedyną słuszną i ogólnie obowiązującą tutaj. Ja do Ciebie nie podskakuję takimi wyjazdami, chociaż wielokrotnie - acz nie zawsze - Twoje wiersze robiły na mnie takie samo wrażenie, jak powyższy mój na Tobie (i kilka innych, ale też nie wszystkie). Jednak ja po prostu staram się zachować umiar i kulturę w krytykach. I mogłabym Ci też zacytować kilka takich właśnie moich uwag pod Twoimi wierszami: krytycznych, ale kulturalnych - i bez działania wody sodowej.
Spróbuj nareszcie to zrozumieć.

Właśnie w tym sęk, że ja sobie nie daje żadnego prawa. Po prostu nie możesz do tej pory złapac pewnych konwencji, a wydaje Ci się, że wszystko jest w porządku. A nie jest - nie jestem jedyną tutaj osobą ktora uporczywie nadmienia, że te wiersze są słabe. A ciągle mam wrażenie, że zwymyślając kogoś od chama i niekumatego gościa sprawe się załatwia.
Otóż tak nie jest. A swoje zdanie sobie miec jednak pozwole. Zawsze powtarzam - będzie dla mnie dobry tekst, można sobie przy okazji i pożartowac i pointerpretowac - nie będzie - trzeba jednak popracowac. Ja za forum poetyckie mam jednak na myśli forum poetyckie, a nie towarzyskie. Zatem czytac komentarze ze zrozumieniem - to polecam na początek.
I tyle - czas jest cenny niestety, a umiar i kultura w krytyce to nie tylko "podoba się" żeby wszytskim było miło i przyjemnie. Bo nie jest.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie! Zastosuj się do tego!!!
I popatrz, jak reaguję na komentarze innych osób. Czy rzeczywiście nie rozumiem, co piszą i czy nie przyjmuję krytycznych uwag do wiadomości? Czy rzeczywiście odmawiam popracowania nad swoim warsztatem? Czy rzeczywiście uważam, że moje wiersze są bez skazy i po prostu genialne? Poczytaj sobie moje rozmowy z kulturalnymi ludźmi!
I przestań mi wmawiać, że mówię i robię coś, czego wcale nie mówię i nie robię! Czy Ty w ogóle cokolwiek rozumiesz z tego, co do Ciebie piszę?! Mam wrażenie, jakbym rozmawiała z kimś, kto mówi innym językiem albo jest głuchy jak pień! Takie niestety mam wrażenie!
Więcej nie będę odpowiadać, dopóki nie zaczniesz uważnie czytać moich "postów" i odpisywać mi do rzeczy. Bo nie widzę sensu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie! Zastosuj się do tego!!!
I popatrz, jak reaguję na komentarze innych osób. Czy rzeczywiście nie rozumiem, co piszą i czy nie przyjmuję krytycznych uwag do wiadomości? Czy rzeczywiście odmawiam popracowania nad swoim warsztatem? Czy rzeczywiście uważam, że moje wiersze są bez skazy i po prostu genialne? Poczytaj sobie moje rozmowy z kulturalnymi ludźmi!
I przestań mi wmawiać, że mówię i robię coś, czego wcale nie mówię i nie robię! Czy Ty w ogóle cokolwiek rozumiesz z tego, co do Ciebie piszę?! Mam wrażenie, jakbym rozmawiała z kimś, kto mówi innym językiem albo jest głuchy jak pień! Takie niestety mam wrażenie!
Więcej nie będę odpowiadać, dopóki nie zaczniesz uważnie czytać moich "postów" i odpisywać mi do rzeczy. Bo nie widzę sensu.

Eeeeeeeee...
A edukacje zacząłbym od zrozumienia słowa "banalny", a potem dalej się edukował, bo na razie lipa.
Opublikowano

Taaa, debata nad utworem przeradza sie w osobiste wycieczki. Prostee Olivio, musisz troche popracowac, a reszcie proponowalbym zimny prysznic, skoro az tak was obchodzi literacka kariera Olivii, thx veery much, skonczylem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Droga Oxyvio. Dlaczego Twoje zdeklarowane nierozumienie komentarza pociąga za sobą szereg rad odnoście sposobu wyrażania się komentatora? Czy to nie selekcja krytyki, dobieranie sobie czytelników? Czy może nieśmiałość w wyrażaniu próśb? Skoro zależy Ci na zdaniu? Pozdrawiam?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szereg? Nie przesadzaj! Wpisałam tam jedną "radę" (raczej nazwałabym ją prośbą) - po to właśnie, żeby móc zrozumieć Twój komentarz. Wydaje mi się to tak logiczne, że aż oczywiste.

Tak. Owszem, selekcja - dobór osób, z którymi prowadzę wymianę refleksji. Albowiem fizyczną niemożliwością jest dyskutowanie z kimś, kto nie umie lub nie chce wyrazić własnego zdania.

Nieśmiałość??? Dlaczego tak to odczułeś? A jak mogłabym śmielej wyrazić tę prośbę?
Owszem, zależy mi na zdaniu - tak samo Twoim, jak innych Czytelników. I wyraźnie oraz śmiało poprosiłam Cię o wyrażenie tego zdania.
Zastanawiasz się, czy mnie pozdrawiasz? ;-)
Pozdrowienia.
Opublikowano

Tian Tian, nie rozumiem, o co Ci chodzi. "[u]Twor[/u] zart"? Co to takiego? Piszże po polsku, Człowieku! Chyba nie jesteś prawdziwym Chińczykiem?

Rhiannon, dziękuję. Miło mi ogromnie. :-)
A dlaczego Ci się podoba? Bo nie widzę nigdzie uzasadnienia...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...