Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jestem sobie jaskrawy balonik,
balonik niebieski jak morze,
balonik czerwony, żółtawozielony,
pstrokaty balonik. I dobrze.

Zwykły balon - jak balon - na sznurku,
kolorowy i lekki jak motyl.
Gdy szarpiesz za sznurek, przytakuję głową:
"Rozumiem" - i koniec roboty.

Ale tutaj - uwaga, panowie!
Na pozór się pusty wydaję,
lecz myśl górnolotna mi szumi po głowie
i wznosi, i upaść nie daje.

Balon zwykle jest dotąd balonem,
dopóki nadludzka potrzeba
nie każe mu zerwać sznurka porozumień
i uciec. I lecieć do nieba.

Nigdy jeszcze nie było balona,
co długo balonem pozostał.
Balońska natura to bujać po chmurach
i marzyć, co jasne i proste.

Z góry wszystko - rzec można - jest piękne,
choć... ból mnie tak jakby gdzieś kole,
choć żal mnie rozpiera od wewnątrz.
Aż wreszcie - u szczytu - wybuchnę i pęknę,
i wszystko przestanie mnie boleć!
I będzie mi wszystko jedno.

  • Odpowiedzi 50
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Dariuszu, czy Ty mi się przedstawiłeś swoim nickiem? Miło mi; a ja Oxy. :-)
A może jeszcze napisałbyś coś inteligentnego na temat wiersza?

Michale, nie zamierzam zmienić hobby. Dlaczego? Bo piszę inaczej niż Ty??? A Ty za kogo się masz, u licha, że takie rady mi tu dajesz?!!!

Sokratexie, dziękuję za porównanie mojego utworku do piosenki tak wielkiego Poety! - czuję się zaszczycona! I... zmieszana.
Znam ten wiersz Okudżawy, ale dzięki, że go tu przytoczyłeś, skoro o nim wspomniałeś. Nie próbowałam się na nim wzorować, co chyba widać. Metafora balona przyszła mi do głowy z powodu powiedzenia: "zrobić z kogoś balona". U mnie pełni ona inną funkcję niż w piosence Okudżawy. Tam balonik jest symbolem ciągłego niespełnienia, poczucia braku, pustki, opuszczeń, rozstań, marzeń, pragnień, niedoścignionych dążeń, a także - mitycznego nieba, powrotu do Raju. Natomiast u mnie... No cóż: "Koń jaki jest - każdy widzi", toteż więcej pisać o tym nie będę. Przynajmniej na razie.

Messalinie, a co można by tu skrócić? Prawdę powiedziawszy, nie widzę takiej możliwości. Czy coś jest tu niejasne? Możliwe, że niepotrzebnie napisałam, iż jest to nowa "wersja" poprzedniego wiersza - to może jest mylące. Napisałam to rochę żartem, bo jednak ten wiersz jest o zupełnie innym typie osobowości. Albo może o zupełnie innym zjawisku. Ale nie jest całkowicie jednoznaczny, więc różne interpretacje i odniesienia do rzeczywistości są jak najbardziej wskazane i pożądane.
Są jeszcze takie powiedzonka: "nie pękaj!", "pękać ze złości", "serce z żalu pęka". Może one też w jakiś sposób pomogą komuś zinterpretować wiersz i znaleźć w nim coś dla siebie, na własny użytek.

Dziękuję Wszystkim i pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Michale, nie zamierzam zmienić hobby. Dlaczego? Bo piszę inaczej niż Ty??? A Ty za kogo się masz, u licha, że takie rady mi tu dajesz?!!!

Za czytelnika.
To nie jest kwestia "pisania inaczej", tylko kwestia nieumiejętności pisania wogóle. Oczywiście - jak dla mnie, inni to się mogą nawet rozpływac w pochwałach - mnie to, że tak powiem - nie obchodzi.
Ja chce wiersz, a nie kiepską podróbkę. Tyle.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie rozumiesz, że ja akurat dokładnie to samo mogę powiedzieć o większości Twoich wierszy?
Po co Ci ta agresja? Nie umiesz rozmawiać kulturalnie, kiedy coś Ci się nie podoba? Między jakimi ludźmi Tyś się wychowywał??? Szczekanie, szczekanie, szczekanie, wieczny jazgot! Czy Ty się wciąż czegoś boisz? Przed czymś bronisz? Po co Ci ta obronna postawa rotwaillera? Nikt tu nie dybie na Ciebie ani an Twoją twórczość! Spoko!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie rozumiesz, że ja akurat dokładnie to samo mogę powiedzieć o większości Twoich wierszy?
Po co Ci ta agresja? Nie umiesz rozmawiać kulturalnie, kiedy coś Ci się nie podoba? Między jakimi ludźmi Tyś się wychowywał??? Szczekanie, szczekanie, szczekanie, wieczny jazgot! Czy Ty się wciąż czegoś boisz? Przed czymś bronisz? Po co Ci ta obronna postawa rotwaillera? Nikt tu nie dybie na Ciebie ani an Twoją twórczość! Spoko!

Nie wiem od czego zacząc - ale żadna obrona słowna nie obroni tego tekstu, który jest okropny pod każdym względem - zarówno formy, jak i treści, doboru słów, skojarzeń, itd, idt... Zwalanie na wychowanie, na kosmitów, sowietów nic tutaj nie pomoże. Po prostu nie lubie, jak sobie ktoś jaja robi ze mnie jako czytelnika.
A mówic na temat wierszy - no chyba po to jest forum, żeby o nich mówic.
"Szczekanie, szczekanie, szczekanie, wieczny jazgot!" - animizacja krytyka :)
Hau hau, ale gniot, hau hau!!!
Opublikowano

Oxyvio, wiem, ze bronilas mojego utworu, ale musze byc w zgodzie z samym soba. Ten wiersz jest nudny, nie przyciaga uwagi, popracoj nad srodkami wyrazu, wiesz "alonik balonik balonik balonik... BRRR!". Poza tym na poczatku zaczynasz jakbys przygotowywala wiersz do Domowego Przedszkola, a konczysz jak wiekszosc "poetow" nowego pokolenia(czyli bezsensu i "latwo" jakby). Znajdz najpierw dobry temat, taki ktory cie poruszy i bierz sie do pisania, nie o byle czym, bo na razie wyjdzie byle co. pisz, pisz i jeszcze raz PISZ! Nie wolno ci sie zniechecac, chocby sam Bog, swa swieta reka wystukal na klawiaturze: "Daj sobie spokoj, Dziecko":) Pozdrawiam.

Opublikowano

Tian Tian, dziękuję za rzeczowy komentarz. Rozumiem, że nie lubisz tego typu wierszy, a metafora balonika kojarzy Ci się z dziećmi. To właśnie tak miało być - dobre skojarzenie i cieszę się, że udało mi się je wywołać u Ciebie i u Krzywaka. Wywołałam je w określonym celu, ale nie będę uawniać, w jakim, bo to sprawa indywidualnej interpretacji wiersza przez każdego Czytelnika (jeśli kto chce go zrozumieć).
Wiersze dla dzieci nie powinny być gorsze niż dla dorosłych, więc stwierdzenie, że mój wiersz pasuje do Domowego Przedszkola, nie obraża mnie i niczego wierszowi nie ujmuje. (Mimo, że ten wiersz nie jest akurat dla dzieci).
Masz pełne prawo nie lubić tego typu wierszy. Dziękuję za przeczytanie i kulturalny komentarz.

Opublikowano

Balonik to wdzieczny temat. Dolaczylem jako trzecia zwrotke, czwartą zwrotke z Twojego wiersza:)
Martwa natura z balonikiem (Fragment)
Szymborska Wisława

"Zegarku, wypłyń z rzeki,
pozwól się wziąć do ręki,
żebym mogła powiedziec:
Udajesz godzinę.

Znajdzie się też balonik
porwany przez wiatr,
żebym mogła powiedzieć:
Tutaj nie ma dzieci."

"Balon zwykle jest dotąd balonem,
dopóki nadludzka potrzeba
nie każe mu zerwać sznurka porozumień
i uciec. I lecieć do nieba."

"Odfruń w otwarte okno,
odfruń w szeroki świat,
niech ktoś zawoła: O!
żebym zapłakać mogła. "


Nawet logiczne:)

pzdr
MK

Opublikowano

wiersz jest infantylny, powtórzenia raczej skłaniają czytelnika do przypuszczenia, że autor ma ubogi słownik, niż do doszukiwania się jakiegoś zabiegu literackiego
nawet jeśli ten wiersz przekazuje jakimś szyfrem niezwykle głęboką treść, to opakowanie go w taką formę powoduje, że nie chce się tej treści doszukiwać

z pewnością są ludzie, którzy docenią ten wiersz - oczywiście szanuję ich
ps
co do dysputy z Krzywakiem: odniesienie się do twórczości komentatora jest zabiegiem tak starym jak fora poetyckie, jest to typowe odwracanie kota ogonem i jeśli już cokolwiek, to właśnie to jest przejawem agresji
dodam, że dość żałosnym

Opublikowano

"To właśnie tak miało być - dobre skojarzenie i cieszę się, że udało mi się je wywołać u Ciebie i u Krzywaka."

Mnie w to "dobre skojarzenia" nie mieszac. Napisałem jasno i wyraźnie, co sądze o tym tworze, ups, utworze.

Opublikowano

Mały Książę, dzięki za "wmiksowanie" części mojego wiersza w wiersz wielkiej Poetki. Podobnie jak Sokratex, zestawiłeś mój utwór z wierszem znacznie doskonalszego Twórcy ode mnie, więc czuję się zarówno zaszczycona, jak i zmieszana.
Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Vacker F., dzięki za przeczytanie i komentarz. Pewnie masz rację, jeśli chodzi o powtórzenia. W tym wierszu chyba rzeczywiście niczego nie wnoszą. Mam naturalną skłonność do powtórzeń, lubię ten środek wyrazu w poezji, dlatego pewnie zdarza mi się go nadużywać.
"Infantylność" wiersza jest zamierzona, jak już napisałam. Cieszę się, że wiersz czyni takie właśnie wrażenie. A przy tym oczywiście nie wymagam, żebyś lubił tego typu wiersze.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W którym miejscu odnoszę się do twórczości komentatora? Czy chodzi o to, iż wspomniałam, że mam dokładnie takie same odczucia co do wierszy Michała, jakie on ma do moich? To jest raczej odniesienie się do komentarzy - po prostu chciałam zwrócić uwagę na to, że ja swoje odczucia i refleksje wyrażam w bardziej kulturalny i strawny sposób niż Krzywak, choć wzajemny odbiór naszych wierszy jest taki sam.
Dziękuję za kulturalny i rzeczowy komentarz, Flickanie. Pozdrawiam.
Opublikowano

Dariuszu, otworzyłam link, ale niczego mi on nie wyjaśnił. Znam się na pracy w przedszkolu, ale to nie ma nic do rzeczy, jeśli chodzi o Twój koment do mojego wiersza. Nadal go nie rozumiem. Postaraj się wyrażać jasno i precyzyjnie własnymi słowami. W przeciwnym razie Twoje komenty będą bezużyteczne, bo pozbawione treści.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Brak konsekwencji.


Oczywiście. Dlatego nie wmawiaj mi, że napisałaś dobry wiersz, a sobie i innym, że od zawsze nielubisz moich - wybrałem tu kilka Twoich recenzji co do mojej twórczości. A resztę skasuj albo przedeytuj na swoje, bo nie chce mi się dalej wyciągac. A jedyną złą opinie dostałem jedną, przy "życiu"(co było ciekawym zjawiskiem, ale w końcu złośliwośc wzięła góre). Ale dosyc już tego wciskania, fakty mówią same za siebie.
Oto Twoje "złe" opinie:


Fajne. Na razie się ubawiłam tym wierszem i tylko tyle. Ale jeszcze wrócę, kiedy się wyśpię. :-D




Dnia: 2007-02-25 04:21:41, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962


Ależ to nie jest zarzut! Przynajmniej nie z mojej strony. Jak już kiedyś pisałam, nadajemy na nieco innych falach, trochę innym językiem, dlatego nie zwsze się rozumiemy. Ale to niczego nie ujmuje ani Pana wierszom, ani mojej percepcji (i vice versa). W dodatku dzięki temu życie jest jeszcze ciekawsze. :-)
Pozdrawiam.




Dnia: 2006-11-26 23:55:41, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962

O tak, popieram, w każdym słowie! Alem się ubawiła!
Pozdrawiam obydwu AUTORÓW i oczekuję dalszego sympatycznego pojedynku z niecierpliwością!
Wiersz też bardzo mi się podoba, nawet bardzo-bardzo, jeszcze tu wrócę, na pewno, niedługo!...




Dnia: 2006-12-08 00:32:23, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962

Do wiersza jeszcze wrócę, bo widzę, ze tu dalej są ciekawe, nieodkryte pokłady treści.




Dnia: 2007-01-31 20:50:34, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962


A co do wiersza - niezły. Znów o pewnej dewiacji, skrzywieniu emocjonalnym, coraz pospolitszym i coraz groźniejszym w naszym "świątobliwym" społeczeństwie. Bardzo mi się podoba ten "szary bożek", trzymający za ja... krocze. I ta cała pustka, łącznie z kontem, jako rzekoma przyczyna i "usprawiedliwienie" peela. Cienki Bolek i maczo wobec kobiet - taki model "mężczyzny" mnoży się teraz jak grzyby po deszczu. (Wiem, wiem, ze są i fajni faceci - na szczęście; nie jestem seksistką).
Pozdrawiam. :-)




Dnia: 2007-01-07 16:34:25, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 poczekamy na odpowiedzi ;))))
    • @wiedźma   U mnie już lód w szklance wesoło dzwoni, Zimny napój przed słońcem skutecznie mnie chroni. Niestraszne mi wcale te letnie znoje, Bo dawno już piję mrożone napoje!     A panowie, ciekawe, czy nadal mają ogień w głowie?  :) 
    • Ezro, to mole Wani na welomotorze   :)
    • Jedni widzą w Niej kres. Inni sprawiedliwość. Są też tacy, którzy nazywają Ją Matką.   Nie odwraca wzroku od ludzi złamanych, uzależnionych, wzgardzonych ani od tych, których świat dawno skazał na zapomnienie. Tam, gdzie człowiek przestaje dostrzegać człowieka, Ona wciąż widzi swoje dziecko.   Nie pytaj, kto czuwa nad wzgardzonymi. Zapytaj, kto odpowie za ich krzywdę.   "Wygórowana cena"   Ściana była przyjemnie chłodna,  równo pomalowana i wyszpachlowana. Miała jedynie  zupełnie nie odpowiadający mi kolor. Chyba łososiowy. Ilekroć odbijałem się od niej  w pijackim slalomie, przypominałem sobie jak bardzo nienawidzę łososia i przy okazji tuńczyka.     W barze było nadal gwarno, mimo późnej już godziny nocnej. Szuranie szklanek po blatach, odgłos lania piwa,  stukot bil na poolowym stole, rytmiczne wbijanie rzutek w kolorową tarczę. Zmęczone śmiechy i groźne krzyki. Bijatyk zazwyczaj było tu pełno, lecz nie dziś. Ochrony nie było tu nigdy  a policja wolała przymykać  nawet obydwoje oczu  na przegląd tutejszej klienteli.     Umówiłem się tutaj z przeznaczeniem. Szczytem erotycznej piramidy  dla takich mętów i szumowin jak ja. Tutejsze dziewczęta są podobno sprowadzane zza granicy. I dobrze. Nie muszę rozumieć co mówi, ważne żeby zaspokajała moje potrzeby. A te były olbrzymie, od kiedy wypędziłem z domu  tą niewierną sukę,  dla której już samo imię  było zbyt ludzkim detalem.     Zachwiało mną solidnie, próbując odzyskać stabilny pion  o mało nie wpadłem w objęcia, nie, rozczochranej, naćpanej dziwki  a jakiegoś dziwnie znajomego mi kolesia  o krótko przyciętych, rudych włosach  i rysach twarzy a także na twarzy, zdradzających niejeden wyrok i niejedną uliczną burdę. Przeprosiliśmy się grzecznie, nawet poklepaliśmy po plecach  i każdy z nas poszedł w swoją stronę.     Pokój uciech stał otworem. Nie było przy nim nikogo. Dziwne, czyżby alfons zapomniał o mnie. Umawiałem się z nim, że na godzinę przed zamknięciem  rezerwuję sobie pokój  i najmłodszą dziewczynę. Najlepiej wysoką,  szczupłą brunetkę z krągłym tyłkiem. Może nie mógł takiej tutaj znaleźć. Choć na Boga,  w Meksyku co trzecia na ulicy  spełnia te niewygórowane cechy. Może spił się przy barze  albo miał coś pilnego do załatwienia.  Ach te mafijne sprawki. Ciągłe dbanie o interes i swoją dupę. Zatoczyłem się ostatni raz  i stanąłem niepewnie w progu pokoju.     Był nieduży. Mieścił dwuosobowe łóżko  o satynowej, czerwonej pościeli. Niewielką szafkę nocną  o poluzowanych szufladach. Na niej stała lampka  z czerwonym, haftowanym abażurze. Okno za łóżkiem miało opuszczone, miejscami połamane,  imitujące drewno rolety. Ściany były brudne i lekko zawilgocone.     Na łóżku siedziały dwie osoby  i zaiste nie była to dziwka i jej alfons. Choć kto to wie. Dziewczyna spełniała moje wymagania. Miała na oko z osiemnaście lat, długie sięgające prawie pasa, czarne włosy, długie, piękne nogi  z zadbanymi, dużymi stopami, biust krągły i bluźnierczo wyeksponowany, oczy z kolorze ponętnej szarości  a jej buzia  zdawała się wręcz anielsko niewinna. Pod nosem jednak zamiast mleka, miała ślady po kokainie. A teraz musiała zapracować  na kolejne działki. Biedna, samotna, uzależniona i cholernie pociągająca ulicznica.     A obok niej … usiadła osoba  dość mocno nie pasująca  do wystroju knajpy. Była to starsza już kobieta, ubrana w suknię o barwie nocy, bogato zdobioną w perły i cekiny. Materiał był jedwabiem  lub czymś jeszcze droższym. Suknia miała wiele warstw i odnóg. Ciało kobiety wręcz ginęło w materiale. Wyglądała tak jakby właśnie starała się narodzić z wnętrza sukni. Kolejnym zaskoczeniem  były dla mnie dwie rzeczy. Jej tatuaże na rękach i dłoniach. Były typowymi, więziennymi  oznaczeniami gangów. Bliźniacze do moich. Nie wyglądała na dilera ani burdelmamę. Szybciej kobietę sukcesu. Lewą stronę twarzy  ukryła pod osobliwą maską. Maską śmierci. Wyglądała w niej i sukni  jakby właśnie wróciła z pochodu ku czci Przenajświętszej Śmierci, lecz do święta zmarłych  zostało jeszcze kilka tygodni. Ale było wielu takich, co czcili matkę zaświatów co dzień  i w każdej godzinie uciekali pod jej obronę.     Jej wzrok był spokojny i zimny. Choć rysy były wściekłym ogniem. Oplotła mnie  pajęczyną oskarżającego spojrzenia. Nie wiedziałem nawet w czym zawiniłem. W wyglądzie, w pijaństwie  czy przyjściu w umówioną  ale jednak nie najlepszą porę.     Próbowałem obrócić wszystko w żart. Nie pamiętam bym umawiał się tu na trójkąt. Tym bardziej w układzie ja, mama, córka. Nie dała się zbić z tropu. Butelka najdroższego rumu,  czterdzieści tysięcy pesos i mała przysługa  a wtedy oddam Ci dziewczynę. Czterdzieści tysięcy!? Chyba czterysta pesos? To nie księżniczka tylko zwykła dziwka. Czterdzieści tysięcy albo  zadowól się ręką w kiblu mój drogi. Moje dziewczęta mają swoją cenę. Byłem wściekły  ale z drugiej strony ciekawy tej przysługi.     Wróciłem do baru po rum  i pożyczyłem od kolegi  ponad dwadzieścia tysięcy  bo tyle mi brakowało w portfelu. Wróciłem szybko do pokoju. Czekały obie a jakże. Młoda wtulona w ramiona starszej. Bała się mnie i słusznie. Zamierzałem odbić sobie  jej wygórowaną cenę z nawiązką. Nie będzie już tak piękna i niewinna  jak z nią skończę.     Wręczyłem starszej butelkę rumu i gotówkę. Nawet nie przeliczyła.  Wstała z trudem  bo młoda dalej była do niej przyczepiona drżącymi rękoma. Gdy stanęła przede mną, wydawała się wyższa ode mnie i jakby szersza. Teraz cała jej twarz przypominała, martwą maskę  a aura jej postaci  emanowała srogim chłodem.     Czas na przysługę. Daj mi prawą dłoń. Wysunąłem ją w jej stronę a wtedy wykonała niesamowicie szybki ruch. Poczułem ukłucie. A po chwili z rany na dłoni pociekła mi krew. Podsunęła pod nią szklankę do drinków. A gdy spłynęło do niej trochę krwi, zalała ją przyniesionym przeze mnie rumem. Potem podsunęła szklankę dziewczynie. Pij. I wypiła choć zalewała się przy tym łzami. Wypiła połowę. Teraz Ty. Co będę miał z tych guseł wiedźmy? Dziewczynę na wyłączność a ona ochronę. Możesz z nią zrobić wszystko  ale nie możesz jej zranić. Będzie tylko Twoja już na zawsze. Kiedy tylko będziesz miał ochotę. Płacisz raz, dotrzymujesz umowy i bawisz się ile tylko pragniesz. Płacę raz powiadasz  a zatem wchodzę w to szalona wiedźmo. I wychyliłem szklankę do sucha.     Wtedy wiedźma wyszła z pokoju. Dziewczyna błagała ją by została  albo zabrała ją ze sobą. Nie bój się ochronię Cię  gdy tylko poprosisz. Odeszła a ja mogłem wreszcie zamknąć drzwi i nacieszyć się swoją własnością.     Nie krzywdziłem jej, choć korzystałem z jej ciała  ostro i gwałtownie. Po wszystkim jednak  gdy spełnienie wypełniło jej ciało  po raz ostatni,  poczułem nagłą, diabelską furię. Czułem, że muszę odreagować. Stracone pieniądze i cały życiowy stres. Nie chciałem a jednak uderzyłem ją w twarz. Mocno. Potem drugi raz i trzeci. Rzucała się pod moim ciężarem  a ja w furii zacząłem ją dusić  i brać jej ciało na nowo. Broniła się zaciekle.  Drapała i próbowała krzyczeć.     Wreszcie wydusiła z siebie jedynie. Przenajświętsza Matko  wzgardzonych i upadłych  ratuj swoją służebnicę w godzinie męki. I wtedy drzwi rozwarły się  z hukiem biblijnych trąb, do pokoju wpadło stadko nietoperzy, szczurów a także kilka dorodnych kruków. Zaatakowały mnie wściekłe. Zrzucając z łóżka. Miotałem się po podłodze  pragnąc osłonić nagie ciało. Gryzły mnie, szarpały do krwi i głębokich ran. Z każdą minutą słabłem a ich siła rosła i rosła. To był amok.  Rozerwały mi brzuch,  rozorały plecy i oczy. Przegryzły się przez mięśnie. Atakowały raz za razem.     Moja agonia trwała aż wreszcie w progu stanęła ona. Przenajświętsza Matka. Święta Śmierć. W swej masce, tatuażach i sukni. Spojrzała zimno na moje konające szczątki a potem na podopieczną. Oto jestem jak obiecałam, nikt więcej już nigdy Cię nie skrzywdzi. Czuwam nad Tobą ukochane dziecko. Skinęła ręką. Walące dotąd szalenie w mojej piersi serce, momentalnie się zatrzymało. A jej świta mogła w spokoju ucztować dalej.          
    • A na podróż abażur do pana   I na podróż abażur ...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...