Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jestem sobie jaskrawy balonik,
balonik niebieski jak morze,
balonik czerwony, żółtawozielony,
pstrokaty balonik. I dobrze.

Zwykły balon - jak balon - na sznurku,
kolorowy i lekki jak motyl.
Gdy szarpiesz za sznurek, przytakuję głową:
"Rozumiem" - i koniec roboty.

Ale tutaj - uwaga, panowie!
Na pozór się pusty wydaję,
lecz myśl górnolotna mi szumi po głowie
i wznosi, i upaść nie daje.

Balon zwykle jest dotąd balonem,
dopóki nadludzka potrzeba
nie każe mu zerwać sznurka porozumień
i uciec. I lecieć do nieba.

Nigdy jeszcze nie było balona,
co długo balonem pozostał.
Balońska natura to bujać po chmurach
i marzyć, co jasne i proste.

Z góry wszystko - rzec można - jest piękne,
choć... ból mnie tak jakby gdzieś kole,
choć żal mnie rozpiera od wewnątrz.
Aż wreszcie - u szczytu - wybuchnę i pęknę,
i wszystko przestanie mnie boleć!
I będzie mi wszystko jedno.

  • Odpowiedzi 50
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Dariuszu, czy Ty mi się przedstawiłeś swoim nickiem? Miło mi; a ja Oxy. :-)
A może jeszcze napisałbyś coś inteligentnego na temat wiersza?

Michale, nie zamierzam zmienić hobby. Dlaczego? Bo piszę inaczej niż Ty??? A Ty za kogo się masz, u licha, że takie rady mi tu dajesz?!!!

Sokratexie, dziękuję za porównanie mojego utworku do piosenki tak wielkiego Poety! - czuję się zaszczycona! I... zmieszana.
Znam ten wiersz Okudżawy, ale dzięki, że go tu przytoczyłeś, skoro o nim wspomniałeś. Nie próbowałam się na nim wzorować, co chyba widać. Metafora balona przyszła mi do głowy z powodu powiedzenia: "zrobić z kogoś balona". U mnie pełni ona inną funkcję niż w piosence Okudżawy. Tam balonik jest symbolem ciągłego niespełnienia, poczucia braku, pustki, opuszczeń, rozstań, marzeń, pragnień, niedoścignionych dążeń, a także - mitycznego nieba, powrotu do Raju. Natomiast u mnie... No cóż: "Koń jaki jest - każdy widzi", toteż więcej pisać o tym nie będę. Przynajmniej na razie.

Messalinie, a co można by tu skrócić? Prawdę powiedziawszy, nie widzę takiej możliwości. Czy coś jest tu niejasne? Możliwe, że niepotrzebnie napisałam, iż jest to nowa "wersja" poprzedniego wiersza - to może jest mylące. Napisałam to rochę żartem, bo jednak ten wiersz jest o zupełnie innym typie osobowości. Albo może o zupełnie innym zjawisku. Ale nie jest całkowicie jednoznaczny, więc różne interpretacje i odniesienia do rzeczywistości są jak najbardziej wskazane i pożądane.
Są jeszcze takie powiedzonka: "nie pękaj!", "pękać ze złości", "serce z żalu pęka". Może one też w jakiś sposób pomogą komuś zinterpretować wiersz i znaleźć w nim coś dla siebie, na własny użytek.

Dziękuję Wszystkim i pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Michale, nie zamierzam zmienić hobby. Dlaczego? Bo piszę inaczej niż Ty??? A Ty za kogo się masz, u licha, że takie rady mi tu dajesz?!!!

Za czytelnika.
To nie jest kwestia "pisania inaczej", tylko kwestia nieumiejętności pisania wogóle. Oczywiście - jak dla mnie, inni to się mogą nawet rozpływac w pochwałach - mnie to, że tak powiem - nie obchodzi.
Ja chce wiersz, a nie kiepską podróbkę. Tyle.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie rozumiesz, że ja akurat dokładnie to samo mogę powiedzieć o większości Twoich wierszy?
Po co Ci ta agresja? Nie umiesz rozmawiać kulturalnie, kiedy coś Ci się nie podoba? Między jakimi ludźmi Tyś się wychowywał??? Szczekanie, szczekanie, szczekanie, wieczny jazgot! Czy Ty się wciąż czegoś boisz? Przed czymś bronisz? Po co Ci ta obronna postawa rotwaillera? Nikt tu nie dybie na Ciebie ani an Twoją twórczość! Spoko!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie rozumiesz, że ja akurat dokładnie to samo mogę powiedzieć o większości Twoich wierszy?
Po co Ci ta agresja? Nie umiesz rozmawiać kulturalnie, kiedy coś Ci się nie podoba? Między jakimi ludźmi Tyś się wychowywał??? Szczekanie, szczekanie, szczekanie, wieczny jazgot! Czy Ty się wciąż czegoś boisz? Przed czymś bronisz? Po co Ci ta obronna postawa rotwaillera? Nikt tu nie dybie na Ciebie ani an Twoją twórczość! Spoko!

Nie wiem od czego zacząc - ale żadna obrona słowna nie obroni tego tekstu, który jest okropny pod każdym względem - zarówno formy, jak i treści, doboru słów, skojarzeń, itd, idt... Zwalanie na wychowanie, na kosmitów, sowietów nic tutaj nie pomoże. Po prostu nie lubie, jak sobie ktoś jaja robi ze mnie jako czytelnika.
A mówic na temat wierszy - no chyba po to jest forum, żeby o nich mówic.
"Szczekanie, szczekanie, szczekanie, wieczny jazgot!" - animizacja krytyka :)
Hau hau, ale gniot, hau hau!!!
Opublikowano

Oxyvio, wiem, ze bronilas mojego utworu, ale musze byc w zgodzie z samym soba. Ten wiersz jest nudny, nie przyciaga uwagi, popracoj nad srodkami wyrazu, wiesz "alonik balonik balonik balonik... BRRR!". Poza tym na poczatku zaczynasz jakbys przygotowywala wiersz do Domowego Przedszkola, a konczysz jak wiekszosc "poetow" nowego pokolenia(czyli bezsensu i "latwo" jakby). Znajdz najpierw dobry temat, taki ktory cie poruszy i bierz sie do pisania, nie o byle czym, bo na razie wyjdzie byle co. pisz, pisz i jeszcze raz PISZ! Nie wolno ci sie zniechecac, chocby sam Bog, swa swieta reka wystukal na klawiaturze: "Daj sobie spokoj, Dziecko":) Pozdrawiam.

Opublikowano

Tian Tian, dziękuję za rzeczowy komentarz. Rozumiem, że nie lubisz tego typu wierszy, a metafora balonika kojarzy Ci się z dziećmi. To właśnie tak miało być - dobre skojarzenie i cieszę się, że udało mi się je wywołać u Ciebie i u Krzywaka. Wywołałam je w określonym celu, ale nie będę uawniać, w jakim, bo to sprawa indywidualnej interpretacji wiersza przez każdego Czytelnika (jeśli kto chce go zrozumieć).
Wiersze dla dzieci nie powinny być gorsze niż dla dorosłych, więc stwierdzenie, że mój wiersz pasuje do Domowego Przedszkola, nie obraża mnie i niczego wierszowi nie ujmuje. (Mimo, że ten wiersz nie jest akurat dla dzieci).
Masz pełne prawo nie lubić tego typu wierszy. Dziękuję za przeczytanie i kulturalny komentarz.

Opublikowano

Balonik to wdzieczny temat. Dolaczylem jako trzecia zwrotke, czwartą zwrotke z Twojego wiersza:)
Martwa natura z balonikiem (Fragment)
Szymborska Wisława

"Zegarku, wypłyń z rzeki,
pozwól się wziąć do ręki,
żebym mogła powiedziec:
Udajesz godzinę.

Znajdzie się też balonik
porwany przez wiatr,
żebym mogła powiedzieć:
Tutaj nie ma dzieci."

"Balon zwykle jest dotąd balonem,
dopóki nadludzka potrzeba
nie każe mu zerwać sznurka porozumień
i uciec. I lecieć do nieba."

"Odfruń w otwarte okno,
odfruń w szeroki świat,
niech ktoś zawoła: O!
żebym zapłakać mogła. "


Nawet logiczne:)

pzdr
MK

Opublikowano

wiersz jest infantylny, powtórzenia raczej skłaniają czytelnika do przypuszczenia, że autor ma ubogi słownik, niż do doszukiwania się jakiegoś zabiegu literackiego
nawet jeśli ten wiersz przekazuje jakimś szyfrem niezwykle głęboką treść, to opakowanie go w taką formę powoduje, że nie chce się tej treści doszukiwać

z pewnością są ludzie, którzy docenią ten wiersz - oczywiście szanuję ich
ps
co do dysputy z Krzywakiem: odniesienie się do twórczości komentatora jest zabiegiem tak starym jak fora poetyckie, jest to typowe odwracanie kota ogonem i jeśli już cokolwiek, to właśnie to jest przejawem agresji
dodam, że dość żałosnym

Opublikowano

"To właśnie tak miało być - dobre skojarzenie i cieszę się, że udało mi się je wywołać u Ciebie i u Krzywaka."

Mnie w to "dobre skojarzenia" nie mieszac. Napisałem jasno i wyraźnie, co sądze o tym tworze, ups, utworze.

Opublikowano

Mały Książę, dzięki za "wmiksowanie" części mojego wiersza w wiersz wielkiej Poetki. Podobnie jak Sokratex, zestawiłeś mój utwór z wierszem znacznie doskonalszego Twórcy ode mnie, więc czuję się zarówno zaszczycona, jak i zmieszana.
Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Vacker F., dzięki za przeczytanie i komentarz. Pewnie masz rację, jeśli chodzi o powtórzenia. W tym wierszu chyba rzeczywiście niczego nie wnoszą. Mam naturalną skłonność do powtórzeń, lubię ten środek wyrazu w poezji, dlatego pewnie zdarza mi się go nadużywać.
"Infantylność" wiersza jest zamierzona, jak już napisałam. Cieszę się, że wiersz czyni takie właśnie wrażenie. A przy tym oczywiście nie wymagam, żebyś lubił tego typu wiersze.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W którym miejscu odnoszę się do twórczości komentatora? Czy chodzi o to, iż wspomniałam, że mam dokładnie takie same odczucia co do wierszy Michała, jakie on ma do moich? To jest raczej odniesienie się do komentarzy - po prostu chciałam zwrócić uwagę na to, że ja swoje odczucia i refleksje wyrażam w bardziej kulturalny i strawny sposób niż Krzywak, choć wzajemny odbiór naszych wierszy jest taki sam.
Dziękuję za kulturalny i rzeczowy komentarz, Flickanie. Pozdrawiam.
Opublikowano

Dariuszu, otworzyłam link, ale niczego mi on nie wyjaśnił. Znam się na pracy w przedszkolu, ale to nie ma nic do rzeczy, jeśli chodzi o Twój koment do mojego wiersza. Nadal go nie rozumiem. Postaraj się wyrażać jasno i precyzyjnie własnymi słowami. W przeciwnym razie Twoje komenty będą bezużyteczne, bo pozbawione treści.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Brak konsekwencji.


Oczywiście. Dlatego nie wmawiaj mi, że napisałaś dobry wiersz, a sobie i innym, że od zawsze nielubisz moich - wybrałem tu kilka Twoich recenzji co do mojej twórczości. A resztę skasuj albo przedeytuj na swoje, bo nie chce mi się dalej wyciągac. A jedyną złą opinie dostałem jedną, przy "życiu"(co było ciekawym zjawiskiem, ale w końcu złośliwośc wzięła góre). Ale dosyc już tego wciskania, fakty mówią same za siebie.
Oto Twoje "złe" opinie:


Fajne. Na razie się ubawiłam tym wierszem i tylko tyle. Ale jeszcze wrócę, kiedy się wyśpię. :-D




Dnia: 2007-02-25 04:21:41, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962


Ależ to nie jest zarzut! Przynajmniej nie z mojej strony. Jak już kiedyś pisałam, nadajemy na nieco innych falach, trochę innym językiem, dlatego nie zwsze się rozumiemy. Ale to niczego nie ujmuje ani Pana wierszom, ani mojej percepcji (i vice versa). W dodatku dzięki temu życie jest jeszcze ciekawsze. :-)
Pozdrawiam.




Dnia: 2006-11-26 23:55:41, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962

O tak, popieram, w każdym słowie! Alem się ubawiła!
Pozdrawiam obydwu AUTORÓW i oczekuję dalszego sympatycznego pojedynku z niecierpliwością!
Wiersz też bardzo mi się podoba, nawet bardzo-bardzo, jeszcze tu wrócę, na pewno, niedługo!...




Dnia: 2006-12-08 00:32:23, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962

Do wiersza jeszcze wrócę, bo widzę, ze tu dalej są ciekawe, nieodkryte pokłady treści.




Dnia: 2007-01-31 20:50:34, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962


A co do wiersza - niezły. Znów o pewnej dewiacji, skrzywieniu emocjonalnym, coraz pospolitszym i coraz groźniejszym w naszym "świątobliwym" społeczeństwie. Bardzo mi się podoba ten "szary bożek", trzymający za ja... krocze. I ta cała pustka, łącznie z kontem, jako rzekoma przyczyna i "usprawiedliwienie" peela. Cienki Bolek i maczo wobec kobiet - taki model "mężczyzny" mnoży się teraz jak grzyby po deszczu. (Wiem, wiem, ze są i fajni faceci - na szczęście; nie jestem seksistką).
Pozdrawiam. :-)




Dnia: 2007-01-07 16:34:25, napisał(a): Oxyvia J.
Czytelnik

Komentarzy: 962

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...