Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

- Może pan zacząć pracę, ale wcale nie musi – dodał kierownik ciepło.
- Jak to?
- Awansował pan. Praca jest teraz kwestią wyboru.
- Co mam do wyboru?
Kierownik chrząknął zakłopotany.
- Może pan na przykład popatrzeć przez lunetę.
Stefan stracił cierpliwość. Zrobił krok do przodu i spojrzał na kierownika, jak na krnąbrne dziecko.
- Przez lunetę, tak? Wie pan co? To wszystko przestaje mi się podobać. Kim pan w ogóle jest? Gdzie się podział kierownik Zawadzki?
- Na urlopie.
- Kiedy wróci?
- Nie wróci.
- Aha...
Stefan pokiwał głową i ruszył do drzwi.
- Dokąd idziesz, Stefan? – usłyszał i przystanął.
- Do domu – prychnął – Mam 114 dni niewykorzystanego urlopu za ostatnie 5 lat. Nagły przypadek. Oszalałem i muszę odsapnąć. Wrócę za 2, 3 dni.
- Stefan. Zacznijmy jeszcze raz.
Odwrócił się z zaciętym wyrazem twarzy.
- Od kiedy my na ty? – syknął – Pracuję tu 40 lat. Jestem prezesem Zakładowego Koła Miłośników Hydrauliki Siłowej i siedemnastokrotnym laureatem Normy Miesiąca. Nie życzę sobie...
Nowy kierownuk uniósł ręce w obronnym geście.
- Spokojnie. Postaram się wyjaśnić. Ale usiądźmy, dobrze?
Stefan niechętnie usiadł w fotelu, tak na brzeżku, żeby w razie czego zerwać się i wyjść. Jego pytające spojrzenie wyraźnie zbijało kierownika z pantałyku.
- Od czego by tu zacząć... Urodziłem się w Bardachowicach, w przysiółku Zakole. Przez całe życie pracowałem u dziedzica Rachickiego jako ekonom. Ożeniłem się z Marią z Chędołków. Mielismy dwóch synów: Mariana i Wacława. Wacława zatłukli rosyjscy żołnierze od Wieszatiela, Marian szczęśliwie wrócił z Powstania i osiadł u nas. Ożenił się z Magdaleną z Borków, która powiła 6 synów i 3 córki.
Stefan przyglądał się temu człowiekowi z taką miną, jakby za chwilę miał się roześmiać.
- 4 synów zginęło na polach I wojny światowej, dwie córki zabrała gruźlica...
Stefan poczuł zawroty głowy. Wsunął się głębiej w fotel, by oprzeć plecy. Znał tę historię. Słyszał ją tyle razy, że mógłby mierzyć się z tym człowiekiem, kto zna więcej szczegółów.
- Na dodatek spłonął ich dom i Marian zdecydował się kupić kawał ziemi pod lasem w Obrzaskowie. Tam postawił chałupę.
- Łżesz – mruknął przerażony Stafan.
- Tam urodził się Edward. Ich jedyny syn. Twój ojciec.
Twarz Stefana zastygła w grymasie niedowierzania.
- To jakiś obłęd. To oznacza, że...
- ... że jestem Twoim pradziadkiem. Mam na imię Sławomir.
Stefan opuścił głowę. Mamrotał coś przez chwilę, potem rozpłakał się, przeczesując posiwiałe włosy.
- Starałem się to ułatwić jak umiałem, Stefku...
Kiedy usłyszał to zdrobnienie, zapłakał jeszcze głośniej. Ze wstydem przetarł oczy i westchnął ciężko.
- Nie maż się, chłopie. Wszystko jest dobrze.
- Co dobrze? Zwariowałem na amen. W fabryce wszystko na opak. Do tego pradziadka spotykam.
- Po prostu idź i popatrz przez tę lunetę. Proszę...
Stefan podniósł się ciężko.
- Gdzie ona jest? Miejmy to już za sobą.
- Na pewno ją znajdziesz. Idź.
Trzęsąc się, jak po tygodniowych poprawinach, Stefan ruszył do drzwi.
Zamiast na korytarzu, nagle znalazł się na wyłożonym płytami tarasie, zakończonym metalową barierką. Oślepiło go jasne światło, coś zaszumiało mu w uszach. Luneta okazała się długim, srebrzystym teleskopem, który przytwierdzono do barierki. Sięgnął po nią i zdecydowanym ruchem przystawił do oka.
W pierwszej chwili nie dostrzegł nic. Powoli czerń przeszła w szarość i zaczęły pojawiać się jakieś niewyraźne kształty – dom w zakolu rzeki, szarpiący się przy budzie Azora, wierzba płacząca, nazywana przez wszystkich Kaczyną, sezonujące się deski, czerwony maluch z urwanym lusterkiem, drzwi z napisem KMB... Był jeden szczegół, którego nie znał. Obok malucha stał długi, czarny pojazd z otwartą tylną klapą.
Ponownie spojrzał na drzwi, które otwarły się w tej samej chwili. Ujrzał czterech smutnych mężczyzn w czarnych garniturach, wynoszących wielką skrzynię. Znał jednego z nich. Kulawy Grzesiek, pijanica jedna, znów musiał zachlać, bo potknął się o próg i omal nie upuścił skrzyni. Wtedy Stefan zrozumiał. Już nie trzeba mu było widoku ubranej w kir żony, zapłakanych dzieci i obojętnych, choć poważnych wnuków. Dalej szli sąsiedzi i kilkoro obcych. Odskoczył od teleskopu jak oparzony.
- O, Jezu Chryste! Panienko Przenajświętsza, Wszyscy Święci, Aniele Boży, któryś jest w Niebie, Święć się Orędowniczko Nasza... Za jakie grzechy ja muszę to wszystko znosić???!!!
- Za same pospolite – usłyszał głos za plecami – Szczęściarz z ciebie.

Opublikowano

Fajnie, że jesteś, ale ja czekam na Tymona.
na przysiółku Zakole - w przysiółku
mielismy - ś
mógłby mierzyć się z tym człowiekiem, kto zna więcej szczegółów. - jakoś mi to zdanie nie leży
Zamiast na korytarzu, nagle znalazł się na wyłożonym płytami tarasie - z tym tez możnaby trochę pokombinować
szarpiący się przy budzie Azora - pies z twego opowiadania może sie nazywać dowolnie, ale, jak sądzę powinien być Azor (m.l.p.)
Święć się Orędowniczko Nasza - ?
Ale generalnie jest fajnie, choć mógłbym mieć pretensje o to, że szatkujesz ten tekst, jakbyś chciał go kisić. Nie mółbyś od razu wrzucić trochę więcej słów?

Opublikowano

i coo będzie dalej? nie każ czekać...
"Kwilił coś przez parę chwil, potem rozpłakał się"
kwilić - płakać cicho i żałośnie, popłakiwać (zwykle o dzieciach)
nie pasuje mi to kwilenie. kwilenie to mimo wszystko płacz. a on kwili, a potem płacze. jakoś nie gra. nie współgra :)
"widoku ubranej w kir żony"
przywdziać żałobę, pogrążyć się w żałobie, żalu: OKRYĆ SIĘ kirem
a nie ubrać się w kir.
zobaczymy, co będzie dalej w stefanowym życiu po życiu :)
pozdrawiam.

Opublikowano

Ano zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dzięki piękne wszystkim.

Lechu, Tymon się pisze, ale opornie. A do tego jadę w czwartek do Areny do Paryża na poetycki mityng :))) Niech się poety polskie spotykają w Gdańsku i Wrocławiu. Ja jadę na romanik weekend... Ale od następnego tygodnia przechodzę na zarządzanie ludźmi i wreszcie kończę fizolkę. Będę sobie pisał...

Opublikowano

Lubię czytać twoje teksty, ale niestety muszę cię skrytykować i zrobię to mimo tego, że tu jesteś bardzo lubiany,

Zacząłeś pięknie, cudownie do momentu...Stefan dokąd idziesz...potem to wszystko się rozłazi,

Przeszłość Stefana jest nudna i nieciekawa, Pierwsza część była pt: Dzień dobry stefan , oto twój dom, tym razem, dzień dobry stefan jestem twoim pradziadkiem...UWAGA! jesteśmy w niebie..czy gdzieś pomiędzy,no i widzi swój pogrzeb przez lunętę...jasne,

Pomijam fakt,ze pomysł jest stary jak swiat...Dante mistrzu, Dante... i nie jesteś orginalny, dopisujesz tylko oklicznosci, zdarzenia imiona...

Pewnie dostane od twoich wielbicieli po głowie za to co wypisuję ale gówno mnie to obchodzi,
mi się nie podoba...a szkoda.

Opublikowano

Widzisz, Piotr. Gdyby wszystko zawsze wychodziło, świat byłby doskonały. Może to faktycznie gniotek i do tego wtórny i warto się zastanowić czy dalej tracić czas. No chyba, że dalej będę siędobrze bawił, a przecież o to chodzi w szufladowo-forumowych tworzeniu.

Opublikowano

Hmm... no i przeczytałam. I jakiś niedosyt czuję.
A tak, to mam niewielką uwagę- tam gdzie piszesz "... że jestem Twoim pradziadkiem." Według mnie nie musi być litery dużej. No i jeszcze "Święć się Orędowniczko Nasza..." jakoś tak zgrzyta. Ale to szczególiki, jak widać. :-)

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @lena2_ @Stukacz serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @violetta "Wszystko się może zdarzyć"...  czuję, że będzie ciekawie w najbliższych latach. Będzie twórczo, co nie oznacza nowego związku, a tym bardziej prokreacji (przepowiednia mówi inaczej, a kysz, gusła), zrobiłem swoje. Nikt z nas się nie obroni przed "wolą Bożą". A ty od razu ślub?! Nienowoczesna jesteś :-)  
    • 91. Granice, które nosimy w sobie (narrator: grecki najemnik w służbie Dariusza)   1.   Uciekamy w ciszy. Cóż powiedzieć, gdy świat nie słucha?   2.   Dwór się kruszy — tak działa natura: słabe łamie się pierwsze.   3.   Gdy wiara w wodza gaśnie, każdy szuka światła, gdziekolwiek jest.   4.   Jedni wybierają nowych panów. Inni nowych bogów.   5.   To, co się rozpada, rozpadało się już dawno — my tylko patrzymy.   6.   Najemnik zna granice. Najpierw rozpoznaje je w sobie, potem na mapie.   7.   Lojalność jest drogą. Idę nią, póki nie przecina jej przepaść.   8.   Nie zdradzam, ale i nie zginę za to, co już umarło.   cdn.
    • ".   "  في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي"   Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom - W perspektywę bezkresną hymn pieją "Alleluja”! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku... Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a), W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite; Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię  (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a, Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko; Tak mówi ci fala co rozbija się o nabrzeże Kite: Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo.. Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni, Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi, Wszystko, co w sakwę  zebrałeś - na nic się nie nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment, Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy, Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione... Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków), Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo to, czyste jak forma u Magritte'a, W Aleksandrii jest tak półtrwałe, Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite... Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam - Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite, Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo. Yasalam powie, że nic się nie zmieni, Bo twoje chęci i cały tlen ziemi, Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria.. I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra, Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra, A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak  z popiołu diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt... A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Sur Αλεξανδρεία, l'éclat du ciel brille tel un lapin d'hiver, Le ciel est aussi généreux que les lignes du « Лебединое озеро »,  Et dans le soir, la mer louange le soleil. Vers l'horizon infini, ils chantent un « הללויה ! », mon hymne! Cherchez مرحبًا, où vous pourriez en faire un intime, De cet automne, de Laura, Juliette, d'Ophelia, Et où ce ciel serait du lit légitime - Le fiancé éternel της Αλεξάνδρειας! Ici on trouve un port à l'ouest - pour ceux qui étaient trop braves.  À l'est, un havre de paix (pour les cas urgents). Au nord, un aéroport, rempli d'épaves. Au sud, un phare, victime d'un accident... Mais le ciel est si épuré (tel un fresque de Bosch). À Αλεξανδρεία, il respire la même splendeur, Que la mer, qui se brise sans cesse sur le quai de Χαρταετός. Vous trouverez مرحبًا ici, te dit l'Amor insoucieux. Oui, ici, il y a un port à l'ouest, pour les marins de bas âge, À l'est, un havre pour ceux qui en ont assez des soucis. Au nord, un aéroport qui attire des Concorde dans un virage. Au sud, un phare [insérer l'image ici]. Oui, ici le ciel est aussi pur qu'un Magritte. Mais à Alexandrie, rien est sans problèmes. Ainsi te dit la vague qui s'écrase sur le quai du surf de Kite. Tu ne trouveras jamais مرحبًا, comme l'écrit Η Βίβλος lui-même. مرحبًا  te dira que rien ne changera jamais. Alors pardonne au démon des mille pas de Fred Astaire, Car toutes tes passions et l'oxygène,vital sur terre, Tout ce que tu as amassé dans ton sac point ne te servira. Mais مرحبًا répondra à της Αλεξάνδρειας (en substance): Elle te dira qu'il ne reste qu'un instant. Alors, ne pardonne pas à tes démons sans cette croyance : Que ta passion (du Christ) et l'oxygène (dans ton poumon) soient encore vivants. Ici, à l'ouest, nous voyons un port (pour les noyé.e.s). À l'est, un anse (pour les broyés).  Au nord, un aéroport (occupé). Et au sud, un phare (hérité). Et ici, le ciel est aussi clair que les conceptualisme de Magritte. (Στην Αλεξάνδρεια), il est tellement semi-- Et il le restera), Comme ces vagues vagues de Kite. Partout, vous trouverez, pour ainsi dire, de l'amour, et un mini مرحبًا. Ainsi gémit la vague qui se pend sur le pays plat qui est Kite. Vous ne trouverez jamais مرحبًا, dit. مرحبًا dira que rien ne changera. Car vos désirs et tout l'oxygène de la terre… Tout ce que vous portez,  rien ne va;  So sprach مرحبًا ?  Mais Αλεξάνδρεια réponda: Et elle a raison, pas Cassandre : Alors continue de chercher le مرحبًا, où tu pourras Croire que cet automne ne vient pas d'un papillon sans scaphandre, Mais της Αλεξάνδρειας  (éternellement promise à toi). Et ce ciel est un cadeau de noces, la graciositē d'un Dieu… Rien que της Αλεξάνδρειας Le ciel ne tranche comme une hache, Le ciel n'est pas dur comme un diamant, Et au coucher du soleil, la mer se cache, Murmurant : « مرحبًا » dans le chaos du néant! Et مرحبًا te dira : الإسكندرية, Et  الإسكندرية répondra : إن شاء الله ! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια ".     " في هاوية التعاسةسقطت" هاوية التعاسةسقط تفي"

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Over Aleanderia,  the sky is drunk on life like a  rabbit in March, The sky recites le libretto  di "Aïda", And in the evening, the sea praises the sun, parched dry, And toward the infinite horizon, they sing from a golden perch "הללויה!", my hymn. Seek out, where you might find an intimate, This autumn, with Laura, Juliette, or Ophelia, ah! And where this sky shall be the lawful bed — The eternal fiancé της Αλεξάνδρειας!  To the west lies a port — for the brave sailors of the Holy See, To the east, a perfectly good haven  (for emergency use!). To the north, an airport, filled with wrecks of the sea, To the south, a lighthouse, the victim of one too many reviews... But the sky is so pure (like a fresco al fresco), In Alexandria, it inspires the same πάθος As the sea, which puts breaks ceaselessly on the wavelength of Chartaetos. You will find welcome here, says the carefree Έρως. Yes, here, there is a port to the west, for sailors on the mend, To the east, a haven for those weary of their Angst, To the north, an airport that attracts Concordes around a bend, To the south, a lighthouse [here I stand] . Yes, here the sky is as sublime as a macrame by Klee, But Alexandria is, shall I say, an acquired taste; So says the wave that crashes on the Kite Surfing Quay. You will never find مرحبًا, as H Η Βίβλοق itself states.  مرحبًا will tell you that nothing  will ever change in مرحبًا So forgive the demons of the Tower (nur für Jude), For none of the passions that you've packed, All that oxygen in your overnight bag, will be off use. But مرحبًا will answer της Αλεξάνδρειας, It will tell you that: Brother, there's still time,. So, do not grant your demons an indulgence, or  the benefit of doubt: Don't give up on your inclinations and -  breathe in, breathe out... Here, to the west, we see Our Lady (of the harbour). To the east, a cove (for the crushed). To the north, an airport (out of ardour). And to the south, a lighthouse (newly brushed). And yes, here, the sky is as clear as the prose by Graves. But as with all things (Στην Αλεξάνδρεια), it is so demi-—and it will remain so, if ever so much), Like these radioactive waves. Everywhere, you will find, in a manner of..., love, and even a wee bit of مرحبًا. So sprach the wave over the land as high as Kite: You will never find مرحبًا, says.مرحبًا مرحبًا will say that nothing will change. And Because all your desires and all  that you call life… And everything you cum tuum ante portas will be deranged; So sprach مرحبًا? But Aleanderia replied: And she is right, her, not Cassandra: So keep looking, Aleanderia, if you don't mind, And keep on believing that this autumn, this Τσάντρα Is just a tourista, Aleanderias is still your promised land, And this sky is a wedding gift, the grace of a God… (Nothing but an Alemannic sod). And that the sky is not  Occam's axe, That it is not as hard as nails on a diamond, And that at sunset, the sea plays (your) hide, Murmuring: "مرحبًا" in the chaos of le Monde! And the sea will say to you: "ça va?," And the Insidious will reply: "Insha'Allah!" Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια Nad Aleksandrią niebo życiem pijane jak marcowe zające Niebo l tak łaskawe jak znów nów miesiąca A o zachodzie, morza hymn śpiewają Słońcom W perspektywę bezkresną hymn pieją Alleluja” ! Szukaj Yasalam, gdzie przedstawić sobie można Iż ta jesień jest Julią, Ofelią, czy Laurą A te niebo jest z prawego łoża - Zaślubieńcem Aleksandrii! Masz tu port na zachodzie - dla życia rozbitków Na wschodzie - przystań (dla trudnych przypadków) Na północy lotnisko - pełne wraków Na południu - latarnię, po wypadku Ale niebo czyste (jak forma Magritte'a) W Aleksandrii ma ono tę samą znakomitość, Co morze, co bije wciąż w nabrzeże Kite Wszędzie tu znajdziez Yasalam, mówi ci miłość Just tu port na zachodzie - dla żeglarzy z wszech portów Na wschodzie - przystań dla strudzonych troską Na północy lotnisko, gdzie wiosną zlatują Concord'y Na południu - latarnię  (starożytną) morską Tak, niebo tu czyste jest jak forma u Magritte'a Lecz w Aleksandrii nietrwałe twoje wszystko Tak mówi ci fala co rozbija się po nabrzeże Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, tak pisze samo pismo Yasalam powie, ci że nic się nigdy nie zmieni Więc wybacz demonom swoim klasy Muhammada Bo wszystkie twe namiętności i żywy tlen ziemi Wszystko, co w sakwę  zebrałeś - na nic ci się nada, Lecz Yasalam odpowie Aleksandria, coś w takie klimaty; Powie ci, że jeszcze tylko moment Żebyś jeszcze nie wybaczał swoim demonom bez klasy Że twoja szewska pasja i w płucach tlen - są jeszcze niezginione Masz tu port na zachodzie (dla rozbitków) Na wschodzie - przystań (dla... przypadków) Na północy lotnisko (dla wraków) Na południu - latarnię (w spadku) I, niebo tu czyste jak forma u Magritte'a W Aleksandrii jest tak półtrwałe Jak te fale, co się rozbijają pod brzegiem Kite Wszędzie znajdziesz niby miłość, jakieś tam Yasalam Tak jęczy fala co (po nocy) rozbija się o brzeg Kite Nigdy nie znajdziesz Yasalam, mówi pismo Yasalam powie, że nic się nie zmieni Bo twoje chęci i cały tlen ziemi Wszystko, co niesiesz - niewarte kieszeni, A Yasalam? odpowie Aleksandria I to ona rację ma, nie Kasandra: Więc wciąż szukaj Yasalam, gdzie będziesz mógł Uwierzyć, że jesień ta to nie Kasandra Lecz tobie odwiecznie zaślubiona Aleksandra A te niebo to - to ślubny dar, co go Bóg.. Choć nad Aleksandrią niebo rani jak topór Niebo twarde jest jak diament, A o zachodzie, morza popiół Szepcze: „Yasalam” w pustki zamęt A Yasalam ci powie: Wasaalam, A Aleksandria odpowie: Inshallah! Γιασαλάμ θα πει τόσα χώρεσα Που το δαίμονά μου συγχώρεσα Για όλα του τα πάθη τα άγρια Γιασαλάμ θα πει Αλεξάνδρεια    
    • @Mel666 To jak w każdym związku - ci, których kochamy mogą nas najmocniej zranić. Cudownie jest czytać Twoje wiersze. Masz naturalna poetykę prozy poetyckiej - to skarb. Jeśli zaczniesz pisać prozę, ta poetyckość pozostanie i doda prozie kolejny wymiar... Mel, ładnie piszesz wiersze, ale... Pisałaś juz opowiadania? Nie pomyślała o powieści? "Yes, you can". Serdecznie pozdrawiam i liczę na Twoją odwagę, zuchwałość (także) w prozie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...