Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 71
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

w tym wątku tak?zupełnie tak jak umieszcza się komentarze?a może ktoś mnie oświeci jak mam tego dokonać z zachowaniem bolda i kursywy?bo jakoś nie bardzo mi to wychodzi.Za pomoc z góry dzięki

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Anno, Anno... przy pisaniu omiń spacje w nawiasach kwadratowych (występują w poniższych przykładach z "tekst"). Spacje wstawiłem dla możliwości przedstawienia teorii :)

kursywa [ i ]tekst[/ i ]

pogrubienie [ b ]tekst[/ b ]

pogrubienie kursywy [ i ][ b ]tekst[/ b ][/ i ]
Opublikowano

leszczyk



"że mam oczy jak promyk światła?"
ukradłem ten tekst Miłoszowi
"a leki wziąłeś? to się wylej?
ściskam i całuję leszczyku"

na serce kobieto upadła
w syntetycznym staniku majtkach
opakowaniu co ściskam go
kurczowo udami - ja nie wierzę

nie uznaję odmowy w rodzinie
a co dopiero w mroku ulic
że nie mam nic? jak kura gdaczesz
posegregowane banknoty
czekają - będziesz jęczeć świnio

"nie wierzę w ich..."
zamknij. cię proszę.

w drugiej ręce zakwita mi nożyk
emocje górą dołem rozporek
pocięte przedramię platynki
wykręcam i już jest wtłoczone
co być powinno w barbii plastik

od dwóch dni jak godot czekałem
pożyczyłem trochę pieniędzy
duszy mi było brudnej martwej
potrzeba i jest tutaj trzymam
dźwięk w opakowaniu kobiety
po coca-coli puszki śmieci

gdy się zbliżysz zobaczysz wszystko
otworzę dłonie - będą puste
jeśli puste dłonie przed wierszem
oddam bogu to co dam światu?
w dwójnasób cię pytam
zamilkłaś

Opublikowano

Biała księga powrotów

Długie listy pisałam
gęstym tuszem w białej księdze powrotów
wieczory w samotności snuły się obficie
gdy inicjały odruchowo wykreśliłam
po raz pierwszy
z porywem bryzy drgała nadzieja
lekkomyślna jak wtedy
gdy z kalendarza pierwszą kartkę wyrwałam
niebanalne usta tak samo smakowały
zakazane metafory
wytrącone z roztworu lawy płonęły
zsynchronizowanew tańcu
pompy tanim sumptem rytm wybijały
z dalekoidącym zapałem
szelestem stronic pożegnałam długie listy
niech płoną w towarzystwie liści zeszłorocznych
pogrzebałam już w prochu szarym
oddech ust niebanalnych
w deszczu zmyłam kurz z drżących powiek
tusz przepadł w kałuży
jak okręt bez żagli
z łez litanię ułożę w białej księdze powrotów

Opublikowano

Mam taką propozycję, może oprócz wyznaczenia wierszyków boldem i kursywą pod spodem umieścić je w całości, bo kursywa dosyć niewyraźna i trudno to się czyta.

Opublikowano

I
promyk światła ściskam
ściskam go kurczowo
nie wierzę rodzinie
że nie mam nic nie wierzę w ich...

w drugiej ręce od dwóch dni trzymam dźwięk

gdy się zbliżysz
otworzę dłonie



II

ukradłem leki na serce
w syntetycznym opakowaniu
posegregowane emocje
pocięte i wtłoczone w plastik
pożyczyłem trochę duszy
w opakowaniu po coca-coli

oddam to światu w dwójnasób

Opublikowano

Trzy wariacje na zimnym dworcu



dwudziesta czterdzieści dziewięć
miasto B.
wyjątkowo ciemna noc
poczekalnia na dworcu głównym
na zewnątrz minus trzynaście

bezimiennej kobiecie zostało sześć minut
do autobusu
i na opowiedzenie swojej historii

to średnio po dwie minuty

na wyblakłe zdjęcie córki
dziś miałaby dwadzieścia trzy lata

na przypadkowego człowieka
wspomnienia pierwszej kolejnej ostatniej rocznicy

na rozmyślania w samotności
dziewięć miesięcy strachu
przewrotnie genialnego synka


anonimowe opowiadanie
dokładnie w sześć minut

i jeszcze kilka sekund
na zapadnięcie w pamięć
szybki ruch dłonią
i wejście w tłum ludzi

dwudziesta pięćdziesiąt pięć
odjazd

autobus przyjechał zgodnie z rozkładem

bezdomny człowiek schronił się w sen




I
dwudziesta noc na dworcu głównym
bezimiennej córki przypadkowego człowieka

rozmyślania w strachu
kilka sekund
szybki ruch dłonią

odjazd
zgodnie z rozkładem



II
miasto na zewnątrz
to wyblakłe zdjęcie
kolejnej rocznicy samotności

anonimowe zapadnięcie
w tłum ludzi

bezdomny sen

Opublikowano

O Kradzieży

Złodziej współczesności w kulturze retro,
nie ma dla mnie miejsca w tym wyścigu szczurów.
zawsze poza stawką liczę, że mnie zdepczą,
kolejną porcją niestworzonego bólu.

Prawo do życia sam sobie roszczę,
dzień w dzień ktoś kogoś murduje,
Przez okna otwarte na ościerz
uciekam, idę, nie wytrzymuje.

I choć fortuny bieg to zwyczajny
ja odchodzę od koła lat
co kręcić się już nie chce

My złodzieje nie zabierajmy
co już zabierać ma świat
egzystencji nie dołujmy w bezsens

I
Złodziej w tym wyścigu poza stawką bólu
do życia dzień w dzień przez okna uciekam

i choć ja już nie chcę
my złodzieje świat dołujmy w bezsens

II
w kulturze nie ma dla mnie miejsca
liczę, że mnie zdepczą niestworzonego
sam murduje, na ościerz nie wytrzymuje

fortuny bieg to koła lat kręcić
nie zabierać egzystencji

Opublikowano

miłość nie w porę

sztuczne paprocie kwitną plastikiem
przepisuje czarne myśli na czysto
księżyc owija blaskiem galaktyke
tak jak Ty mnie swą jasną iskrą
znów oka kluczy patrzą na nas z zamków
czekając śmierci,skręcenia karku
zaniechaj słów i nie całuj pomału
spójrz jak wyrywa się czas z zegarów
jesteś jak Sacrum a ja Profanum
za oknem cmentarz woskiem płynie
wszyscy Ci święci mają swój dzień dziś
a My odcięci ,zamknięci w toxynie.

Opublikowano

..::ŻYCIE::..

Pośród cieni, otoczona szarymi ścianami rzeczywistości,
Targana wiatrami nadziei i karmiona lękiem,
Zmierzam powoli i bez emocji do swej przystani.
Mijam beznamiętnie kolejne zakręty,
Krocząc naznaczoną czasem ścieżką kolei ludzkiego żywota.
Stąpając po kruchej tafli istnienia,
Ocieram ręką suche łzy ze znużonych oczu,
A umysł, udręczony fałszywymi marzeniami błaga o przebaczenie,
I krwawiąc złamanymi obietnicami, wraz z duszą i sercem,
Umyka cichutko do Edenu.

Opublikowano

***

pytasz mnie kim jestem twoim głosem cichym
jakby westchnieniem co z wiatrem się bawi
gdy do snu podobny na swoim ramieniu cię kładzie
a ty dotykiem szukasz odpowiedzi
niewiernym palcom powtarzasz zaklęcia

każdym moim listem potrafisz pogardzić
pełnym dumy twój cień się wydaje
nieznającym uczuć gburem
zamkniętych myśli w swej czerni niewolnikiem

w szufladzie naszych wspomnień
znalazłam muszlę którą otworzyłam krzykiem
bo uśmiechem otworzyć jej
już nie potrafiłam

była jak ja bez przyszłości
pusta i smutkiem cicha którego tak się boję
lecz ciągle próbuje uwierzyć że ten co ją pokochał
gdzieś w oceanie świata czeka na nią cierpliwie

ty mnie już nie pamiętasz

to sen wyrzeźbił moje złudzenia
w jednym kamieniu nadziei
swoim cichym przelotem

zwątpienie drga w każdym słowie

I

jestem twoim westchnieniem
co do snu cię kładzie
dotykiem niewiernym

listem pełnym uczuć zamkniętych w szufladzie
którą otworzyć nie ja się boję
lecz ten co mnie wyrzeźbił
w jednym swoim słowie


II

z wiatrem się bawi podobny palcom moim
dumy twój cień

w swej czerni naszych wspomnień bez przyszłości
próbuje uwierzyć że w oceanie świata
ty już nie pamiętasz

to sen cichym przelotem drga


-----------------------------

ja

kazałeś mi być sobą
wpadać pod rynnę z parasolem
wyciągać rękę tylko do tych co wstają
z uśmiechem na ustach odbierać
pochwały nie mi przeznaczone
sprawiać tobie przyjemność
bo przecież lubię to samo

kazałeś mi nie odchodzić
bo nigdzie nie znajdę lepiej
świat nie jest dla takich
co nie zawsze chcą płonąć
tu mam jak u boga za piecem
a dusza przecież nie może
wypalać się w nieskończoność

tak kazałeś mi być sobą
to właśnie taką mnie kochasz

tylko czy to ja

I

kazałeś mi

wpadać tylko z uśmiechem
na ustach pochwały

nie odchodzić nigdzie
płonąć

a dusza
nie nieskończoność



II

być sobą

pod rynnę
z parasolem wyciągać rękę

bo lubię
takich co tu mam

tak to właśnie ja

--------------------------------

ty

popatrz
już potrafię powiedzieć byłeś
zamiast jesteś

teraz gdy sprzątam swoje marzenia
brzęczą myśli
jak kryształek lodu w drinku

tak bywa

wspomnienia z cukru
zostawię gdzieś
na dnie szafy zbyt wysoko
by dosięgnąć

umyje szklanki
kieliszki wytrę ze śladów
spłowiałej szminki

zdjęcie w ramce
stłukę przez przypadek
wycierając kurz tamtych dni

nie będę już smutna

więc chyba szczęśliwa
bo przecież w końcu wypada
wybacz

dziś się bawię
nadzieją już dawno zapomnianą

nie patrząc przez szybę życia
słodzę kolejne herbaty
po drugiej stronie
słychać bezgłośne wołanie

to ty

albo mój sen
wczoraj zasadzony w doniczce
dzisiaj rozpłaszczony na ścianie



I

popatrz

jesteś teraz gdzieś

zbyt wysoko by dosięgnąć
śladów tamtych dni

nie będę szczęśliwa

przecież się bawię
po drugiej stronie wczoraj




II

byłeś

jak kryształek cukru
na dnie szklanki

przez przypadek

więc wybacz

dziś już
nie słodzę herbaty

Opublikowano

Nowa nadzieja czyli powrót imperium albo 133 prawdziwych rycerzy po wyborach kontratakuje.



Znów zbyt dobrze się nie dzieje
nam w imperium. Czy przetrzyma
demokracja, gdy murszeje
dobrej próby myśli prymat.

Pragnie chwały imperator,
czasu nadmiar na debaty.
Czarny władca (passionato)
zbiera biednych – sam bogaty!

Z podłych praktyk czerpie wzory;
ludzi ciągnie wierna mowa.
Z fal radiowych nie nieszpory,
ale kłamstwa wtłacza w głowę.

Ale społeczeństwo zdrowe
i wciąż grupa jest rozważnych,
co nastroje ma bojowe,
a to po wyborach ważne!

Każdy może się przysłużyć:
spec od forsy i od prądu.
Niech oddziały od nadużyć
zbierze ktoś i łup, do rządu!

Jak się z dołu podniesiemy,
uderzymy razem w górę
z gardeł w świat krzyk pomknie niemy
w garniturach, gromkim chórem:

Dość beretów moherowych!
Kłamstw zbyt wielka wzrosła skala!
Z lasu wyjdzie dla odnowy
partyzantki nowa fala!

Na kontrolę tajną skoczy,
Tego łupnie, tego spierze
Kłamcom się zaświecą oczy
zanim przebrzmią trzy pacierze...

*
Szczęściem film to, a nie życie,
choć jest prawda i w Lucasie.
Republiki pragnę skrycie,
a ta bajka jest na czasie.


I
Imperium kontratakuje

Znów imperium pragnie chwały.
Czarny władca fal radiowych
ma bojowe spec oddziały
w garniturach moherowych.



II
Powrót rycerzy PO

Nie przetrzyma próby czasu
podłych ludzi wierna grupa.
PO się zbierze i jak z lasu
skoczy, łupnie, spierze...


Pozdrawiam miłośników (starej) trylogii
Wuren

Opublikowano

"KŁAMSTWO"

Idziesz pustą drogą bez tożsamości na ustach
stawiasz niepewny krok boisz się własnego odbicia z lustra
patrzysz oczami swej duszy nie liczysz czekających jej katuszy
stoisz w przymierzu z diabłem a on cie karmi kłamstwem
szeptałeś... falsz zimnym ogniem serca parzący....
teraz będzie jak cień wyroczni za tobą chodzący...
Czy to twój order łgarstwana nizinach człowieczeństwa rosnący?!
pogrzebany w grobie! honor mrokiem marznacy....
doszedłes? gdzie? Lucyfer władcą twojego umysłu....
nęka cie ciągle milionami grzesznych pomysłów
a ty?martwy język bez prawdy sterowany cieńkimi linkami
a przecież "słowo ciałem się stało i zamieszkało miedzy nami"


I
Idziesz pustą drogą
stawiasz niepewny krok
stoisz jak cień wyroczni
w grobie marznący...
martwy bez prawdy...

II
boisz sie odbicia z lustra...
patrzysz oczami duszy nie liczysz jej katuszy...
szeptałeś zimnym ogniem łgarstwa...
język sterowany cienkimi linkami....
a słowo między nami...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...