Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1. Maria Callas – La Mamma Morta

Trzy godziny błądziła po starówce miasta. W każdej dłoni trzymała bukiet kwiatów. Niosła je na swój pogrzeb, który miał się odbyć w Święto Trzech Króli. I choć nie była wierząca, wstąpiła do małego kościoła i upadła na kolana. Jej włosy rozsypały się na posadzce, kwiaty wypadły z rąk. Leżała w bezruchu i wdychała zapach świec. Mamrotała pod nosem słowa niczym mantrę „zdradziłam cię, wybacz mi”.
Jeszcze godzinę temu leżała w ciepłym łóżku, a nie na zimnej posadzce. Wtulała spocone ciało swojej partnerki. Nie obchodziło jej nic prócz satysfakcji, której przed chwilą doznała. Oddychając spokojnie po mocnych przeżyciach, gładziła delikatnie łono i patrzyła na sufit, obserwując ciemną plamę.
- Muszę iść do pracy – powiedziała do kochanki i wstała z łóżka by się ubrać.
- Zobaczymy się jeszcze?
- Nie.
- Dlaczego – spytała młoda dziewczyna i objęła swoją rozmówczynię za nogi.
- Puść. Przekraczasz tym zachowaniem swoje kompetencje! – powiedziała 32 letnia
Daria i wyrwała się uścisku. Sięgnęła do kieszeni żakietu i wyjęła papierośnicę. Po chwili już z gracją pokerzystki zaciągała się Morrisem, wydmuchując do góry dym.
- Czy prostytutki nie mogą mieć uczuć? – zawołała Tamara i rozpłakała się.
- Naprawdę, muszę iść.
- Błagam, zostań!
- Mam męża i dwie córki – wyjaśniła Daria.
- Nie przeszkadza mi to.
- Żegnaj – powiedziała Daria i skierowała się w stronę drzwi.
- Jesteś taka sama jak ja! Dziwka!
- Ja nie biorę za to pieniędzy.
Daria ubierała się zawsze elegancko, co wynikało z jej statusu majątkowego. Jako spadkobierczyni ogromnej fortuny ojca, mogła sobie pozwolić na ekskluzywne życie, operacje plastyczne i opłacanie kochanki. Choć to ostatnie wymykało się powoli z pod kontroli. Zaangażowanie finansowe przekształciło się w inwestycję emocjonalną. Młoda pani prezes zakochała się w prostytutce. Mimo, że genetycznie odziedziczyła umiejętność rozporządzania ludźmi, to nad Tamarą nie potrafiła zapanować. Problem wynikał ze zbyt częstego przebywania w towarzystwie kochanki. Początkowa fascynacja erotyczna, chęć przygody, kaprys bogatej kobiety, przerodziły się w silną zażyłość.
Z czasem znajomość z Tamarą nabrała charakteru destrukcyjnego. Częste nieobecności w domu oraz coraz ostrzejsze kłótnie z mężem nasilały się. Daria oddalała się od rodziny, codziennego życia, uciekała w drugie życie.
To był wtorek. Daria poszła wieczorem do pubu, gdzie była umówiona z Markiem. Mężczyzna, który zjawił się w lokalu punktualnie, był przystojnym, wysokim brunetem o urodzie południowca. Należał do tego gatunku ludzi, który wyglądem torowali sobie drogę na szczyt kariery. Przenikliwy umysł Darii od razu rozpracował Marka. Po kilku gestach była pewna, że ten człowiek będzie doskonałym współpracownikiem.
Jak zawsze rozmowy prowadziła przy barze. Siedząc na wysokim stołku prężyła się i głośno śmiała, co działało na facetów bardzo skutecznie. Po dwóch godzinach byli gotowi uwierzyć w każdą bzdurę. Podobnie miało być i tym razem.
Młody mężczyzna już po zamówieniu drugiego drinka spijał słowa z ust Daria. Nie wiedział, że ma do czynienia z kobietą niebezpieczną, wytrawną kolekcjonerką takich jak on. Każdy wystudiowany gest, przenikliwe spojrzenie oraz niezwykła umiejętność prowadzenia rozmowy, czyniły z niej nieodpartą pokusę, obiekt pożądania. Przynajmniej tak było do tej pory.
- Pracowałeś już w kilku znanych firmach. Nabrałeś doświadczenia. Lubię takich ludzi. Myślę, że czeka nas owocna współpraca – stwierdziła Daria, zagryzając delikatnie wargi. Nie odrywała wzroku od Marka i kontynuowała – Jestem przekonana, że się sprawdzisz.
- Dziękuję za zaufanie – odpowiedział.
Znajomość nabierała rozmachu, a tematy zawodowe zeszły na drugi plan. Kiedy Daria położyła dłoń na ramieniu Marka, dostrzegła coś dziwnego. 27 letni „południowiec” nie zareagował na jej gest. Kompletnie obojętny sięgnął po szklankę i wypił całego drinka.
- Coś zrobiłam nie tak? – spytała Daria. Postanowiła zastosować inną strategię. „Może jest typem, który sam musi zdobywać?” – zastanawiała się.
- Przepraszam – powiedział spokojnie Marek. Spojrzał na zegarek. – Już północ. Muszę iść.
- Odwiozę cię do domu – zaproponowała Daria czując, że szansa na sukces powoli wymyka się jej z rąk.
- Wezmę taksówkę. Dziękuję za propozycję...
- Co z tobą? – przerwała mu. - Jesteś homoseksualistą?
- Nie skąd. Czemu tak pomyślałaś?
- Masz zaburzenia erekcji? – pytała dalej, zdając się nie słyszeć odpowiedzi Marka.
- Religia mi nie pozwala.
- Co? – Z jej oblicza zniknął uśmiech i subtelne ruchy nabrały nerwowego charakteru.
- Naprawdę ja już muszę wracać.
- Idź chłopczyku. Wracaj do mamusi! – powiedziała wściekła Daria. Odwróciła się do barmana i wskazała mu wymownym gestem na pustą szklankę.
Takiego upokorzenia jeszcze nigdy nie doznała. Przyzwyczajona do dostawania każdej upragnionej rzeczy czuła gorycz porażki. Nie potrafiła się z tym pogodzić. Położyła na blacie baru zwitek pieniędzy. Po minucie stała przed nią pełna butelka tequili oraz cytryna i sól. W tym momencie nie robiło jej różnicy co powinno się najpierw wybrać. Cytryna, tequila, tequila, sól, tequila. Zdecydowanie alkohol dominował w tej wyliczance.

Wracała nad ranem, pijana i wściekła. Rozmyślała nad kondycją męskiej części populacji. Przeklinała pod nosem, wymachiwała torebką. W lewej ręce niosła otwartą butelkę tequili. Usiadła na ławce i zaczęła pić. Mamrotała pod nosem:
- Tak. Jestem winna! Skąd mogłam wiedzieć, że myślący penisem facet okaże się chłopczykiem? Taki grzeczny. Katolik. Pieprzę was. Dobrze wysoki sądzie. Proszę o najwyższy wymiar kary. Zamknijcie mnie w więzieniu dla kobiet. Zedrzyjcie ze mnie to luksusowe wdzianko. Prowadźcie pod prysznic. Umyjcie z zapachu tych ohydnych perfum. Chcę by mnie przenieść do izolatki. Jestem samowystarczalna… - zrobiła większego łyka – Co mówisz kochanie? Aha, potrzebujesz na nowy samochód. Nie dostaniesz psie ani grosza! Od siedmiu lat żresz za pieniądze tatusia. Koniec! No i co? Powiem ci coś. Ukłuję twoją męską dumę. Mam kogoś. Zdziwiony? To kobieta. Powiem więcej. Ja ją kocham! Kocham ją i tyle! Każdy facet to... Jestem zmęczona.

Po południu dzieci wracały ze szkoły. Dwie dziewczynki postanowiły pójść do parku. Kiedy biegały po alejkach, dostrzegły w krzakach jakieś ciało. Podeszły powoli i wystraszone uciekły. Wieczorem w tym miejscu roiło się od policjantów.
W tym samym czasie Tamara oczekiwała na telefon od Darii. Po cichu liczyła na to, że jej ukochana zmieni zdanie i wróci do niej. Miała już położyć się spać, ale ktoś zapukał do drzwi. „A jednak” – pomyślała i pobiegła otworzyć. Gdy ujrzała Darię uśmiechnęła się i rzuciła na nią z radością. Zaczęła ją całować i przytulać. Po chwili jednak przestała, bowiem zauważyła kamienną twarz i nóż w jej ręku.
- Zabiłam człowieka.
- Jezu! – szepnęła Tamara. – To niemożliwe. To jakiś twój wygłup?
- Nie. Chciałam cię tylko zobaczyć.
- Jesteś bardzo blada...
- Idę.
- Gdzie idziesz?
- Na swój pogrzeb. – powiedziała Daria i pomimo usilnych prób werbalnych i fizycznych Tamary, opuściła mieszkanie, zeszła w dół po schodach i ruszyła przed siebie.
Kilka godzin włóczyła się po starówce, by w końcu wejść do kwiaciarni. Zakupiła dwa bukiety i przy wtórze operowej arii Marii Callas wyszła.
Później „leżała krzyżem” na środku kościoła i rozmyślała o swoim życiu, które dobiegało kresu. Ktoś zapalił świece. Zaczęły bić dzwony. Pusty kościół zaczął się wypełniać wiernymi. Ludzie siadali w ławkach i zdawali się nie zwracać na nią uwagi.
Na ołtarzu pojawił się ksiądz i rozpoczął mszę. Gdy ludzie odmawiali modlitwy, do leżącej podeszły dwie dziewczynki i rozpłakały się. Kobieta nie reagowała.
Daria obudziła się na dworze. Leżała w trumnie, wokół której znajdowali się ludzie. Chciała się podnieść, lecz nie mogła. Wśród żałobników dostrzegła płaczącą Tamarę. Dziewczynę przytulaj pogrążony w zadumie wysoki mężczyzna – ojciec dziewczynek i mąż Darii.
Wieko przykryło trumnę, którą następnie opuszczono ją do wykopanego dołu. Daria krzyczała, ale nikt jej nie słyszał. Słysząc spadającą ziemię, uderzała pięściami w drewniane ściany trumny. Już nie walczyła o kolejną zdobycz, próbowała ocalić życie, ale sił i powietrza miała coraz mniej. Zrobiło się ciemno, duszno i bardzo klaustrofobicznie. Zapanowała cisza.
Kobieta leżała w bezruchu. Minęło kilka chwil, które zdawały się trwać wieczność. Jednak usłyszała, coś co brzmiało jak aria operowa. Łzy cisnęły się jej do oczu. Resztką sił nuciła:

La mamma morta m'hanno
alla porta della stanza mia;
Moriva e mi salvava!
poi a notte alta
io con Bersi errava,
quando ad un tratto
un livido bagliore guizza
e rischiara innanzi a' passi miei
la cupa via!
Guardo!
Bruciava il loco di mia culla!
Così fui sola!
E intorno il nulla!
Fame e miseria!
Il bisogno, il periglio!
Caddi malata,
e Bersi, buona e pura,
di sua bellezza ha fatto un mercato,
un contratto per me!
Porto sventura a chi bene mi vuole!
Fu in quel dolore
che a me venne l'amor!
Voce piena d'armonia e dice:
"Vivi ancora! Io son la vita!
Ne' miei occhi è il tuo cielo!
Tu non sei sola!
Le lacrime tue io le raccolgo!
Io sto sul tuo cammino e ti sorreggo!
Sorridi e spera! Io son l'amore!
Tutto intorno è sangue e fango?
Io son divino! Io son l'oblio!
Io sono il dio che sovra il mondo
scendo da l'empireo, fa della terra
un ciel! Ah!
Io son l'amore, io son l'amor, l'amor"
E l'angelo si accosta, bacia, e vi bacia la morte!
Corpo di moribonda è il corpo mio.
Prendilo dunque.
Io son già morta cosa!


(Maria Callas
La Mama Morta
kompozycja - Umberto Giordano)

Opublikowano

dzięki:)
ostatnio siedzę w tych klimatach i nie mogę się wyrwać (umieranie, śmierć)
jak dorwę tłumaczenie to spróbuję wrzucić - chodzi o śmierć matki - piosnka ma mieć związek z tekstem
dużo dobrych tekstów, zdrówka, uśmiechu i pozytywnej energii w 2006 roku!!!

Opublikowano

doczytałem do końca
i jeszcze mi smutniej
jeśli o mnie idzie trudno liczyć na jakąś analizę
reczej na opis stanu uczuć
chce kto śmiechu - idzie do kabaretu
lub ogląda TV transmisje z Sejmu
twoja proza jest daleka teraz od śmiechu ja też
coś dla mnie

Opublikowano

Adamie - jeśli nie chcesz bracie pogorszyć sobie nastroju to nie słuchaj Joy Division (genialne aczkolwiek przygnębiające)
dzięki za koment.

ostatnio złagodniałem, a mój gniew zmalał, więc stałem się bardziej tolerancyjny wobec tego co czytam i tego co piszę - mimo, że niektórzy (z forum) doceniają tylko ostre opinie, ja piszę wyważone słowa.

czekam na miażdżące, obrazoburcze, wściekłe komenty;)
pozdr!

Opublikowano

iście filmowy kawałek...mniam mniam...tylko mam wrażenie, że gdzieś to już...ale nie ważne.

Kiedyś przyczepiłbym się do nierealności tej opowiastki, bogata laseczka z prostytutką? ale wiem dzisiaj, ze kino i literatura właśnie po to jest, zeby czerpać właśnie z niemożliwych na pozór sytuacji, zdarzeń...

Dobrze nakreśliłeś portret Darii. Rozumiem ją, jej motywacje, cel. Przekonałeś mnie.

Żeby nie słodzić do końca : " Młoda pani prezes zakochała się w prostytutce" Unikaj takich zdań. To oczywisty stan emocjonalny lepiej pokazać ten stan niż go nazywać (tak mnie uczą ostatnio "mądrzy" ludzie od pisania), z resztą w kilku następnych zdaniach, tłumaczysz się z tego co napisałeś. więc po co to zdanie?

Podobało mi się.

Jedno pytanie. Co to są te prowienencje? bo ja prosty chłopak jestem a nie chce mi sie do slownika patrzeć.?

Opublikowano

dzięki Piotrze za odwiedziny.
Nie wiem co sądzić o twojej opinii - czy poważnie tak uważasz czy się subtelnie nabijasz z moich wypocin. Przyjmę tę pierwszą wersję:)
nierealność - jest coś w tym, ale jakoś się przekonałem ostatnio, że takie historie są możliwe

zdanie o którym wspomniałeś rzeczywiście jest do du** spróbuję coś z tym zrobić.
proweniencje - pochodzenie
pozdr!!!

Opublikowano

doceniam takie podejście.Ja też komentuję szczerze, choć czasami staram się delikatnie wytknąć błędy nie zniechęcając (w tym dziale należy być wyrozumiałym)
Dziękuję i Życzę wielu dobrych tekstów oraz realizacji planów życiowych w 2006 roku!!!
pozdr!!!

Opublikowano

nie porwała mnie treść, ale po prostu dlatego, że niezwykle rzadko porywają mnie takie historie - ponieważ w nich nie gustuję i nie umiem ich smakować.
wytknę jednak usterki interpunkcyjne (upieram się przy przecinkach, rozdzielających zdanie podrzędne od nadrzędnego, a także postulowałabym o przecinki w zdaniach z imiesłowami - mimo wszystko).
z pod kontroli -> SPOD kontroli!!
i nie rozumiem: "upadła na kolana. Jej włosy rozsypały się na posadzce". miała takie długie włosy, czy przeoczyłeś moment upadku reszty ciała Darii na podłogę? :)
pozdrawiam :)
ps. motyw marii callas smakowity i pociągający.

Opublikowano

znalezione na szybkiego i wybrane losowo braki przecinków:
Błagam zostań!
stwierdziła Daria zagryzając delikatnie wargi
Kiedy Daria położyła dłoń na ramieniu Marka dostrzegła
Gdy ujrzała Darię uśmiechnęła się

źle postawiony przecinek:
Mimo, że genetycznie odziedziczyła umiejętność rozporządzania ludźmi

mam nadzieję, że pomogłam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...