Leszek_Dentman Opublikowano 30 Listopada 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 30 Listopada 2005 Adiunkt Priapczyk spojrzał na zegarek. – Dziękuję już państwu. Na następnych zajęciach będziemy omawiać „Inferno” Dantego. Ale, ale... Panie Jaworska, Korycka i Bielska nie mają u mnie jeszcze żadnych ocen. Proszę więc o pozostanie jeszcze przez chwilę. Pozostałych państwa żegnam. Rozległ się szurgot przesuwanych krzeseł i grupa studentów udała się w kierunku wyjścia z sali. Trzy wymienione przez prowadzącego zajęcia dziewczyny zatrzymały się przy jego biurku. – A to sukinsyn. – Po wyjściu na korytarz Wojtek zwrócił się do Beaty. – Dlaczego? – Nie słyszałaś? To się powtarza każdego roku. Najładniejszych studentek nie pyta przez cały semestr i dopiero pod sam jego koniec robi im specjalne zaliczenia – zaakcentował słowo „specjalne”, uśmiechając się przy tym dwuznacznie. Najładniejszych? To dlaczego mnie odpytywał? – No, nie żartuj. Gdybyś to ty miała w ten sposób zdawać, to nie tylko by ci nie zaliczył, ale jeszcze obniżyłby ci ocenę, gdybyś już jakąś miała. – Pch! – Prychnęła. – Sympatyczny jesteś. Kiedy ostatni już student zamknął za sobą drzwi, adiunkt odezwał się do dziewczyn. – No, miłe panie. Nie mam już czasu, aby was przepytać, dlatego pojutrze muszę wam zrobić pisemne colloquium z Boccaccia. – Ale, panie adiunkcie, – zaczęły przemawiać dziewczyny jedna przez drugą. – Pojutrze mamy zaliczenie z literatury eskimoskiej. Kiedy to wszystko zdążymy zrobić? – Przykro mi, lecz muszę wam wystawić oceny na koniec semestru. Ale jestem otwarty na propozycje. Zastanówcie się panie, jak ten problem rozwiązać. – Nie mamy pomysłu. Może pan coś zaproponuje. – W porządku. Proponuję zatem ustne pisuarium. Dziewczyny niepewnie spojrzały po sobie, potem na Priapczyka. – No dobrze, niech będzie. – A zatem jutro po południu. Gdzie się spotkamy? – U nas w akademiku. Pokój sto siedemnaście. Następnego popołudnia w pokoju sto siedemnaście zapłonęły świece, na stole stanęły butelki wina i drobne przekąski. Ubrane w seksowne ciuchy dziewczyny, oczekując na przybycie gościa gorączkowo o czymś dyskutowały. Rozległo się pukanie do drzwi, po czym do pokoju wkroczył adiunkt Priapczyk. Po około godzinie, będący w rajskim nastroju i takimż stroju oddał się w ręce i usta dziewczyn. Nagle z ich pokoju dobiegł zwierzęcy niemal ryk, przebił się na długi korytarz i odbijając się gromkim echem od ścian wywołał z pokojów sporą grupę zaniepokojonych mieszkańców. Ich oczom ukazał się niezwykły, nawet jak na dom studencki widok. Drzwi pokoju sto siedemnaście otworzyły się z trzaskiem i na korytarz wybiegł nagi adiunkt Priapczyk. Lewym ramieniem tulił do torsu tobołek z odzieżą, prawą zaś ręką ściskał przyrodzenie. Spomiędzy palców sączyła się strużka krwi. – O, kurwa! – Skomentował jeden ze świadków. – To mi się kojarzy z pewnym przysłowiem. – Z jakim? – Zainteresowała się stojąca obok dziewczyna. – Lepszy ptaszek w garści, niż dupa na dachu. – Zaśmiał się kpiąco. Dwie godziny później do mieszkania państwa Priapczyków zadzwonił jakiś człowiek. Pani Priapczykowa uchyliła drzwi. – Dobry wieczór. Jestem z firmy kurierskiej „Hermes”. Mam pilną przesyłkę dla pani Anastazji Priapczyk. – Dobry wieczór. To ja. – Proszę podpisać. – Podsunął jej jakiś świstek. Po odebraniu potwierdzenia odbioru wręczył jej żółtą kopertę. Kiedy pani Priapczykowa zamknęła drzwi za kurierem, przeszła do pokoju, założyła okulary i usiadła za mężowskim biurkiem. Rozcięła kopertę i zaciekawiona zajrzała do środka. Wewnątrz znajdowała się kartka papieru i foliowa torebka zawierająca jakąś dziwną, z niczym się jej nie kojarzącą rzecz. Rozłożyła więc kartkę i zaczęła czytać:Szanowna Pani. Z przyjemnością informuję, że Pani mąż zdecydował się ostatecznie na przyjęcie prawdziwej wiary. Po wykonaniu przeze mnie nieodzownego zabiegu niezwykle rozradowany tak szybko wybiegł, by się pomodlić, że zapomniał ze sobą zabrać tego symbolu przemiany. Wiedząc, jak wielki ma on dla niego znaczenie, pozwoliłem sobie natychmiast przesłać go do Państwa domu. Z poważaniem Rabin JaKoBi Zaskoczona i skonsternowana kobieta, używając lupy ponownie obejrzała dokładnie zawartość koperty. Dojrzała na niej resztki zaschniętej krwi, oraz - co było wielce zastanawiające - ślady szminki. Zasiadła w fotelu, z niecierpliwością oczekując powrotu męża. Po około dwóch godzinach w drzwiach mieszkania stanął Priapczyk, po czym, dziwnie szeroko stawiając nogi powoli wszedł do pokoju. – Co ci się stało, kochanie? – Zapytała. – Wiesz, jakiś szalony cyklista - pewnie kurier - z całym impetem wjechał mi między nogi. – Ach, to straszne! Moje biedactwo... Usiądź sobie, a ja zaraz przygotuję ci kolację, muszę tylko na chwilę wyskoczyć do sklepiku. Priapczykowa wyszła przed blok i przysiadła chwilę, na stojącej obok huśtawek ławce. Oddała się rozmyślaniom i po kilku minutach już wiedziała, co ma zrobić. Wróciła do mieszkania i zaczęła się krzątać po kuchni. Po chwili wniosła do pokoju talerz jajecznicy, chleb i herbatę. Priapczyk z apetytem spożył posiłek. – Z czym była ta jajecznica? – A co, nie smakowała? – Wręcz przeciwnie. Była wyśmienita. Możesz mi zawsze taką robić. – Wiesz, kiedy szłam do sklepu podjechał do mnie rowerem jakiś goniec i powiedział, że to, po zderzeniu z tobą znalazł przyczepione do błotnika...
aksja Opublikowano 30 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 30 Listopada 2005 Panie Leszku!! rozbawiłeś mnie nieźle! i śmieszne i zgryźliwe/ jak to stary satyr tylko potrafi / fajnie, lekko napisane! Gratuluję! i pozdrawiam wieczorną porą...
Sanestis_Hombre Opublikowano 30 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 30 Listopada 2005 witam! konkursowe? poczekam z wysłaniem oceny do momentu przeczytania wszystkich prac. Pierwsze wrażenie - no niby zabawne zajście, ale niestety z nóg nie zwala. Trochę jestem zawiedziony. Może jednak zmienię zdanie. Na razie - opowiadanie nie zrzuca z krzesła i nie powoduje ataku śmiechu, szkoda... pozdr!!!
Tomek Zając Opublikowano 30 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 30 Listopada 2005 smakowite, chociaż nazwisko Priapczyk jakieś smętne jest i przedumane, proponowałbym zastanowić się nad innym
Pedro Salazar Opublikowano 30 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 30 Listopada 2005 tekst niezly ale faktycznie nie powala. A zakończenie raczej obrzydliwe niż śmieszne. Zresztą nie wieże, że ktos by zjadł usmarzone zgniecione jądra i nie odróżniłby ich od prawdziwej jajecznicy.
Leszek_Dentman Opublikowano 1 Grudnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 1 Grudnia 2005 Pedro, przeczytaj uważnie. Tam nic nie było o jądrach.
asher Opublikowano 1 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 1 Grudnia 2005 wracasz do formy:usmialem sie. a teraz ide klasc plytki :(((
Marek Sobczak Opublikowano 2 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 2 Grudnia 2005 Bardzo dobre (czytaj zabawne) gratulacje
adam sangreal Opublikowano 2 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 2 Grudnia 2005 Początek słaby, przewidywalny. Potem się rozkręca i jest całkiem fajnie. Pozdrawiam.
Leszek_Dentman Opublikowano 2 Grudnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 2 Grudnia 2005 Dziekuję pani i panom za niezłe recenzje. Wypada mi tylko jeszcze żywic nadzieją, że dodacie mi po punkciku za odwagę i determinację - wszaszkże zgłosiłem sie do odpowiedzi jako pierwszy. ;-)))
Janek Cieślar Opublikowano 2 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 2 Grudnia 2005 Przepraszam, ale to jest obrzydliwe. Rozśmieszył mnie jedynie moment z pewnym przysłowiem o dupie na dachu. Ogólnie - mało śmieszne, choć zgrabnie napisane. A to z jedzeniem napletka to oczywiście częsty motyw z mitologii greckiej - tam raczej zjadano w błogiej nieświadomości własne dzieci.
Leszek_Dentman Opublikowano 3 Grudnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 3 Grudnia 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Nie wiem, czy obrzydliwe. Nigdy nie próbowałem. Ale serio. Faktycznie o zjedzeniu własnych dzieci starożytnym zdarzała się opowiadać (zresztą archeologiczne wykopaliska potwierdzają tego typu akty kanibalizmu, jednakowoż w tym przypadku mamy do czynienia z czymś innym. Czytałeś może opowiadanie (nie pamiętam tytułu) Topora o zaginionych w górach facetach, z których jeden połamał sobie nogi? Gościu zeżarł własną (ten własnie motyw jest bliższy sensowi mojej makabreski) nogę i był w lepszej kondycji niż współtowarzysze.
Janek Cieślar Opublikowano 3 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 3 Grudnia 2005 Opowiadania, o którym wspominasz zapewne nie czytałem, choć mam w głowie kilka tekstów o zaginionych w górach ludziach, którzy zjadali nogi swoje, cudze i Bóg wie co jeszcze. Co do mitologii, to chodziło mi o coś innego - teraz nie pamiętam dokładnie kto komu, ale pewna kobieta zrobiła jedzenie ze swoich dzieci, a potem dała mężowi, który zjadł wszystko z apetytem. Tylko, że Twoje opowiadanie jest raczej mało zabawne. Kto wie, może rozchodzi się o to, że mamy różne poczucie humoru. Pozdrawiam.
Tichon Cichy Opublikowano 4 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Grudnia 2005 Pomysl dobry, ale chyba troche nie dopracowany i przez to faktycznie nie powala z nog. W tekscie, zwlaszcza na poczatku, zauwazylem kilka potkniec, nad ktorymi warto by bylo popracowac: Panie Jaworska, Korycka i Bielska nie mają u mnie jeszcze żadnych ocen. Proszę więc o pozostanie jeszcze przez chwilę. Pozostałych państwa żegnam - o jedno "jeszcze" za duzo i "pozostanie" "pozostalych" tez ze soba koliduja. - Ale, panie adiunkcie, – zaczęły przemawiać dziewczyny jedna przez drugą. - "przemawiac" nie pasuje do "jedna przez druga". Szkoda Leszku ze sie pospieszyles sie z zamieszczeniem opowiadania konkursowego. Stac Cie przeciez na wiele wiecej! Pozdrawiam
Leszek_Dentman Opublikowano 4 Grudnia 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 4 Grudnia 2005 Dzięki Tichon, za uzasadnioną krytykę, ale konkurs - to konkurs i chyba już nie wypada niczego zmieniać.
Tichon Cichy Opublikowano 4 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 4 Grudnia 2005 Fakt, klamka zapadla i teraz juz nie mozna niczego zmieniac ;) Ale opowiadanie nie jest zle, a po konkursie mozesz sprawic, aby bylo jeszcze lepsze!
Marcin Gałkowski Opublikowano 10 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 10 Grudnia 2005 Jeśli chodzi o język, warsztat etc. nie mam większych zarzutów, jest dobrze. Problem w tym, że mnie to nie śmieszy nic, a nic, po prostu nie moje poczucie humoru (choć muszę przyznać, że tytuł jest bardzo dobry, szkoda, że tylko on mnie rozbawił). Ale mimo wszystko życzę powodzenia w konkursie, jak widać, znakomita większość czytelników nie podziela mojego zdania. I - w sumie - dobrze=). pozdr
Jay Jay Kapuściński Opublikowano 10 Grudnia 2005 Zgłoś Opublikowano 10 Grudnia 2005 Przyjemnie sie czyta, ale to za mało. Tak jakbyś się trochę pospieszył. Historia sama w sobie nieźle wykombinowana, fajny tytuł, dobre zakończenie, ale mało śmiesznych scen wcześniej. pozdr.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się