Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W każdy piątek chodziłam po zaczyn na żurek do pani Anieli, mieszkającej w pobliskiej wiosce. W drodze powrotnej kupowałam w piekarni pyszny chleb graham, w małym sklepiku spożywczym trochę nabiału, jakieś owoce i tak zaopatrzona wracałam do domu. W zasadzie mogłabym jeździć do Zdziszowa autobusem - droga w jedną stronę zajmowała mi około czterdziestu minut - ja jednak wolałam poddać się niepowtarzalnej magii wczesnego poranka. To był mój cotygodniowy rytuał. Wychodziłam punkt szósta, wracałam przed wpół do ósmą. W osiedlowym kiosku kupowałam gazetę "Pięć dni tygodnia", wysłuchując w międzyczasie biadolenia pana Grodzkiego, jaki ten świat jest podły, a wokoło czają się sami złodzieje. Nie chcąc zasilić grona podejrzanych, ulatniałam się błyskawicznie, rzucając grzeczne:
- Do widzenia panie Wacławie
- A do widzenia, do widzenia - odpowiadał niezadowolony - taaa... teraz to już nawet nie ma z kim porozmawiać, cholerka, wszyscy gdzieś pędzą, lecą na oślep, jakby...
Przejeżdżające samochody zagłuszyły irytujący monolog Grodzkiego. Byłam już na swoim podwórku. Weszłam do bloku i przywołałam windę.
Pies przywitał mnie w drzwiach mieszkania, merdając radośnie ogonem, mając nadzieję na rychły spacerek. Zajrzałam do pokoju dzieci. Jeszcze śpią? Coś podobnego. Uśmiechnęłam się do psa.
- Masz szczęście Maks, idziemy na spacerek.
Pies wyskoczył jak z katapulty i kręcił się wokół własnej osi w pogoni za ogonem. Zawsze tak robił, kiedy się cieszył. Poszliśmy w kierunku małej łączki, która znajdowała się w pobliżu naszego bloku. Maks tarzał się w mokrej trawie a ja oddawałam się błogiej kontemplacji. Pogrążona we własnym wewnętrznym świecie nie zauważyłam mężczyzny stojącego w pobliżu. Obserwował mnie z zaciekawieniem. Już miałam go ofuknąć i kazać mu iść do diabła - wtargnął przecież w mój cotygodniowy rytuał - spojrzałam na niego spode łba i zamarłam. A niech to... Misiek! Skąd on się tu wziął - pomyślałam, spoglądając jednocześnie w niebo, jakby tam właśnie można było uzyskać właściwą odpowiedź.
- Kopę lat Madziu... - zaczął nieśmiało.
- Dwa lata, trzy miesiące i 5 dni - odparowałam.
Podszedł bliżej i usiadł na ławce obok mnie. Przesunęłam się zwiększając dzielący nas dystans. Zmieszał się i opuścił głowę.
- Trochę głupio wyszło... - wymamrotał posyłając mi blady uśmiech.
Pomyślałam, że los stworzył mi świetną okazję. Mogłam się teraz odegrać za wszelkie upokorzenia, jakich doznałam swego czasu.
- Właściwie to chciałem cię już zaczepić kilka dni temu, ale...
- Co ty, śledzisz mnie? - weszłam mu w słowo
- Nie, to nie tak. Mieszkam w pobliżu i często Cię widuję, ale jesteś taka zabiegana, więc czekałem na właściwy moment. Piątki masz chyba luźniejsze? - pytanie zawisło w powietrzu niczym pajęczyna na suficie i niewątpliwie trzeba było coś z tym zrobić.
Mieszka w pobliżu. To znaczy gdzie? Miałam wrażenie, że los ze mnie zakpił. "To jakiś absurd, albo zły sen" - myślałam gorączkowo - "facet, który wystawił mnie na pośmiewisko teraz poprostu mieszka sobie w pobliżu i próbuje posklejać naderwaną niegdyś więź. Nie. To nie może być prawda. Zaraz się obudzę".
- No, faktycznie, piątki mam wolne - przytaknęłam - i co z tego? - warknęłam zadziornie.
- Wiesz, myślałem, że może umówimy się któregoś dnia, obgadamy parę spraw.
- Obgadamy parę spraw - powtórzyłam za nim, jak echo.
- Co u ciebie, co u mnie i tak dalej...
Nie wytrzymałam rosnącego napięcia. Odwróciłam się w stronę Miśka, spojrzałam mu w oczy i uśmiechając się słodziutko, wycedziłam:
- Misiaczku, spójrz na moje czoło - powędrował wzrokiem w górę.
- Świetnie. I co tam widzisz?
- Czoło - odpowiedział zdezorientowany
- No właśnie. Czoło. WY-SO-KIE CZO-ŁO.
Podniosłam się z ławki i strzepując ze spodni niewidzialne pyłki dodałam:
- Misiek, przykro mi, że muszę to powiedzieć, ale nie mam ochoty rozmawiać z Tobą na jakikolwiek temat. Miałeś swoją szansę, powiedziałabym nawet, że kilka szans. Byłeś dla mnie kimś naprawdę wyjątkowym i tak Cię traktowałam. Twoim problemem jest to, że nie potrafiłeś tego docenić i bawiłeś się moimi uczuciami. Nie wiem, czego teraz oczekujesz. Wybaczenia? Nie ma sprawy, wybaczam, ale nie licz na to, że dam się złapać na maślane oczy i słodką gadkę.
- Ale...
- Koniec pieśni. A teraz żegnam, śpieszę się - oznajmiłam chłodnym tonem - Maks do nogi!
Pies posłusznie podreptał za mną. Przyspieszyłam kroku, bojąc się że Misiek nie da jednak za wygraną i dogoni mnie chcąc kontynuować rozmowę. Skręcając w stronę mojego osiedla kątem oka zauważyłam, że dalej siedzi na ławce. "Ma za swoje" - pomyślałam z satysfakcją.
Weszłam do mieszkania i od razu skierowałam się w stronę kuchni. Nastawiłam czajnik i zaczęłam przygotowywać śniadanie. W pokoju obok słychać było włączony na cały regulator telewizor. Przemierzając przedpokój krzyknęłam tylko:
- Dziewczyny, śniadanie!
Zza zamkniętych drzwi dobiegał tupot nóg, zaraz potem w drzwiach pojawiła się czupryna młodszej z córek.
- Czesik, co dobrego dzisiaj? - rzeczowo zapytała Maja, przeczesując palcami rozczochrane włosy.
- Chlebek, pomidorki, serek i może być jeszcze zupa mleczna, jak chcesz - oznajmiłam.
- Może być.
- A gdzie Ola? - zapytałam
- Myje głowę. Siedzi tam już 15 minut. Zamknęła się na klucz.
Podeszłam do łazienki i głośno zapukałam.
- Ola, pospiesz się, zaraz śniadanie!
- Chwila, przecież się kąpię - dobiegł stłumiony głos.
Wróciłam do kuchni. Zdjęłam z półki mój ulubiony kubek i zaparzyłam sobie kawę. Rozłożyłam gazetę z zamiarem wyszukania ogłoszeń o dodatkowej pracy. Czasem można było coś znaleźć, choć najczęściej były to już oferty nieaktualne, albo błędnie podany telefon.
Dziewczyny rozsiadły się przy kuchennym stole. Musiałam się ewakuować, bo nie starczyło dla mnie miejsca. Wreszcie z kubkiem w dłoniach i gazetą wciśniętą pod pachę wylądowałam na balkonie. Miałam tam taki mały "kącik przyjaciół". Usadowiłam się wygodnie na krześle ogrodowym i popijając lekko wystygłą kawę wznowiłam przerwaną lekturę. Dziewczyny głośno się przekomarzały. Lubiłam te piątkowe poranki, bez pośpiechu i natłoku spraw do załatwienia.
Moje latorośle wychodziły do szkoły dopiero o dziesiątej.
Parę ogłoszeń zwróciło moją uwagę. Zaznaczyłam je flamastrem.
Wykonałam kilka telefonów. Przebieg rozmów mniej więcej podobny. Już nieaktualne, oddzwonimy albo abonent czasowo niedostępny.
Wróciłam do kuchni. Chciałam jeszcze zamienić parę słów z dziećmi, zanim wyjdą do szkoły.
- Mamo, podpisz informację o zebraniu - Olka podsunęła mi zeszyt korespondencyjny pod nos. Skrobnęłam parafkę.
- Dzięki. Ja już lecę, bo jeszcze muszę iść do Agaty - zarzuciła plecak na ramię - robimy plakat z WOS-u.
- Tylko pamiętaj, zjedz śniadanie i koniecznie wypij kubusia. Soki są bardzo pożywne i mają dużo witamin - wręczyłam córce pakunek.
- Mamuniu - zaświergotała Olka - ja na brak apetytu nie narzekam, czego nie można powiedzieć o mojej szanownej siostrze.
- Odczep się, dobra? - warknęła Majka.
- Bo co?
- Bo pstro!
- Spokój dziewczyny, bo stracę cierpliwość - przywołałam je do prządku.
- Ale ja mówię prawdę - Olka nie dawała za wygraną - Majka żre same słodycze.
- Nie wyrażaj się, głupia
- Sama jesteś głupia
- No nie, przestaniecie wreszcie? Olka, bo się spóźnisz.
- Dobra, i tak mnie nikt nie słucha. Idę już - rzuciła przemierzając przedpokój z naburmuszoną miną.
- Bez takich dąsów, całusa proszę - nadstawiłam policzek - miłego dnia.
- Miłego, pa pa.
Maja pakowała rzeczy do szkoły i prowadziła tajemniczą rozmowę z psem. Maks siedział nieruchomo, jak zahipnotyzowany. Obok leżała jego osobista szczotka, przy pomocy której był poddawany codziennym zabiegom upiększającym.
Sprzątnęłam w kuchni i spakowałam drugie śniadanie dla Majki.
Wyszłam na balkon, a wzdłuż trawnika paradował sobie znany mi osobnik płci męskiej, wlokąc za sobą psa rasy labrador.
"Ja to mam szczęście do facetów" - pomyślałam i demonstracyjnie zatrzasnęłam balkonowe drzwi.

Opublikowano

Chyba będzie jakiś ciąg dalszy, co? Mam nadzieje, ze tak bo historia zaciekawia. Jak dla mnie to bardzo ładnie, sprawnie i lekko napisane. Postaci wyrażnie zarysowane. Jednym słowem dobrze sie czyta :)
Tylko jedna wskazówka. Techniczna. Dialogi owszem od myślnika i z dużej litery. Jakos tak lepiej wtedy wyglądają ;)

Opublikowano

Kasiu - masz całkowitą rację. Zdecydowanie lepiej pisać dialogi z dużej litery. Teraz to widzę ;-). Poprawiłam, dzięki za ciepłe słówko i ważną wskazówkę. Pozdróweczka/B. (będzie ciąg dalszy - obiecuję :-))

Piotrze - bardzo dziękuję za tak ciepły komentarz ( nie wiem, czy zasłużyłam?;-)). Skupiam się w tej chwili głównie na warsztacie, chciałabym dostarczyć czytelnikowi pozytywnych wrażeń. To się oczywiście przedkłada na pozytywne komentarze, a kto tego nie lubi? ;-))). Jeszcze raz serdecznie dziękuję i pozdrawiam/B.

  • 4 miesiące temu...
Opublikowano

Dopiero teraz wziąłem się za Ciebie, ale za to przelecę się po całości.
Uśmiechnęłam się do psa: - po co ten dwukropek?
Do widzenia, po prostu - łącznie
Do prządku – porządku
Płynnie, gładko, prawie bezbłędnie, ale na razie mnie nie wzięło. Lecę dalej.

  • 13 lat później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MUR ZAPIAŁ (X3)

       

      Ciepło w sercu mym
      Wzrok wlepiony w puste szkło,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo...


      Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak;
      Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire,
      A Tim, Don Juanem być chciał,
      I ja, najdumniejszy w melanżu tym,
      Ja chciałem, bym swój szlak miał...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał",
      Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co?

      Śpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się,
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Ciepło w sercu mym
      Oczy wpatrzone w balon Cointreau,
      U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak
      Ja, mój kumpel Tim,
      I drugi kumpel, Jo
      Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak:

      Voltaire poszedł w tan, jak w dym,
      A Casanova - nawet się nie waż, bo...
      A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich,
      Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to...

      A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR,
      Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!"
      My zaśpiewaliśmy im tak:

      "Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym bardziej po pieprz...
      Ony! Każdy burżuj to wieprz -
      Im starszy, tym głupszy staje się!"

      Serce ciężkie od łez,
      Jak kołek w ziemię wbity wzrok
      Przy barze hotelu "Bażant PiaU":
      Pan Adwokat Joseph
      I Pan Radca Timothée
      W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał..

      Jojo mówi, co mówi Voltaire,
      A Timothé, co Don Juan,
      A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich,
      Ja o sobie mówię ten sam chłam...

      I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój,
      Co noc ci z Cechszczególnych-Brak,
      Ci "obesrańcy" pokazują nam zad,
      I śpiewają tak:

      "Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się
      Każdy burżuj  to wieprz -
      Im starszy,  tym głupszy staje się!"
      Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak
      ...

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc przestań mazać się nam
      Wobec tych pięknych pań
      Bo jakiś babochłop
      W jakiś szemrany blond
      Właśnie rzucił cię

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Lecz wiedz, że wiochę robisz tu
      Szlochasz w obecności dam
      Weź się ogarnij już
      Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam
      Poszła się bujać na bluszcz

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Ale odstawiasz wstyd
      Ludzie się dziwują nam
      Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik...

      Chodź, Jef, już chodź, no, chodź
      Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz
      Chodź, bierzemy kurs na przepić go
      W Pod Taki Kur Piał

      Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość
      Mam dychę, a jak by to nie dość
      Będę udawał, że jestem hotelu gość...


      Potem pójdziemy coś zjeść
      A rybka pływać ma
      Więc, pstrąg, a może dwa
      I wódka zimna jak stal

      Chodź, dziewczynkom powiedz cześć.
      Zajrzymy Pod Chez Nel
      Albo Aniołek Zla
      Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma,
      Że za pół darmo ci da

      Promocja dla takich, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Nie, Jef, nie jesteś sam
      Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen
      Podnieś no, ten cały ciała kram
      Co ci zabiera tlen...

      Wiem, na duszy ciężko ci
      Wlec ją trudno, ale, i:
      Wiedz: idą lepsze dni
      Więc przestań w rękaw łkać mi,
      Za kołnierz wylewać drink...


      Jak żołnierz musisz być:
      Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci..
      Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi..
      Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny

      Ale, Jef, to już nie jest trottoir
      To kino de répertoire
      Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!!

      Chodź, panienkom rzucić "Ciao!".
      Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał
      A potem WC w Szał Ciał
      Pociechę znajdziesz tam być miał
      Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał

      Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff,
      Co dupę stracili, a
      Dusza im bluesa gra

      Opowiemy sobie, jak
      Jak za czasów dawnych tak,
      Że nie pamięta najstarszy Mag,

      Szmalu było brak,
      Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak:
      "Kochanie w szlak?"

      Będziemy swoja brać
      Będziemy szczęście brać
      Piijani jak w Kurna Mać
      Będziemy się śmiało śmiać,
      I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!"

      Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź
      Chodź, chodź, cip, cip,chodź
      Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź
      Chodź, Jef, chodź, no chodź ...

      Będziemy śnić sobie, że,
      Znowu, jak w pięknym śnie
      Jesteśmy w nawyku, na dnie.
      Wracamy z odwyku...

      Nie!

      Chodź, chodź, Jef, chodź!


       

       

       

       

       

       

       

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. seks i dobrze zjeść:)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Jedno szambo Bob ma z sond, ej!
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      U nas akurat w mieście straszy się nas od kilku lat co pewien czas zamknięciem SORu, więc bardziej bym się tego bała, że na porodówkę przyjdą np z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego ;) bo kto wie, niech najpierw sprawdzą. Tu żartujemy, ale kto nie przerabial na żywo tych dojazdów, bo coś się mniej oplacalo, temu może do śmiechu. Pozdrawiam i dziękuję.       Dziękuję @piąteprzezdziesiąte @Jacek_Suchowicz
    • MUR ZAPIAŁ (X3)   Ciepło w sercu mym Wzrok wlepiony w puste szkło, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Siedzieliśmy: ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo... Chcieliśmy wypić piętnastki cały smak; Jo ubzdurał se, że jest jak Voltaire, A Tim, Don Juanem być chciał, I ja, najdumniejszy w melanżu tym, Ja chciałem, bym swój szlak miał... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur Zza Piał", Pokazaliśmy tyłki im i nienaganny bon ton, bo i co? Śpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się, Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Ciepło w sercu mym Oczy wpatrzone w balon Cointreau, U wielkiej Adrienne Cechszczególnych-Brak Ja, mój kumpel Tim, I drugi kumpel, Jo Chcieliśmy spopielić dwudziestki gorzki smak: Voltaire poszedł w tan, jak w dym, A Casanova - nawet się nie waż, bo... A ja, ja, dalej najdumniejszy z nich, Byłem prawie tak pijany jak.. niech mnie to... A, gdy o północy wchodzili specjaliści od HR, Wychodząc z hotelu "Kur PIAŁ!" My zaśpiewaliśmy im tak: "Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym bardziej po pieprz... Ony! Każdy burżuj to wieprz - Im starszy, tym głupszy staje się!" Serce ciężkie od łez, Jak kołek w ziemię wbity wzrok Przy barze hotelu "Bażant PiaU": Pan Adwokat Joseph I Pan Radca Timothée W gronie notariuszy spędzamy czasu tyle, ile kto miał.. Jojo mówi, co mówi Voltaire, A Timothé, co Don Juan, A ja, ja, ja, ciągle najdurniejszy z nich, Ja o sobie mówię ten sam chłam... I, gdy wychodzimy z baru Kur Padł, Naszego baru, Komisarzu Mój, Co noc ci z Cechszczególnych-Brak, Ci "obesrańcy" pokazują nam zad, I śpiewają tak: "Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy,  tym głupszy staje się Każdy burżuj  to wieprz - Im starszy,  tym głupszy staje się!" Panie komisarzu, ją tylko cytuję, jak ... Nie, Jef, nie jesteś sam Więc przestań mazać się nam Wobec tych pięknych pań Bo jakiś babochłop W jakiś szemrany blond Właśnie rzucił cię Nie, Jef, nie jesteś sam Lecz wiedz, że wiochę robisz tu Szlochasz w obecności dam Weź się ogarnij już Bo jakaś wywłoka, co ledwo tu sięga nam Poszła się bujać na bluszcz Nie, Jef, nie jesteś sam Ale odstawiasz wstyd Ludzie się dziwują nam Zejdź na ziemię, bo zaraz zrobisz fik... Chodź, Jef, już chodź, no, chodź Chodź no, jeszcze w kieszeni mam grosz Chodź, bierzemy kurs na przepić go W Pod Taki Kur Piał Chodź, Jef, chodź, zapomnij złość Mam dychę, a jak by to nie dość Będę udawał, że jestem hotelu gość... Potem pójdziemy coś zjeść A rybka pływać ma Więc, pstrąg, a może dwa I wódka zimna jak stal Chodź, dziewczynkom powiedz cześć. Zajrzymy Pod Chez Nel Albo Aniołek Zla Który, szepczą tak, tak wielką... Dyszę ma, Że za pół darmo ci da Promocja dla takich, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Nie, Jef, nie jesteś sam Więc już nie rób tu nam z tego.. Wertera scen Podnieś no, ten cały ciała kram Co ci zabiera tlen... Wiem, na duszy ciężko ci Wlec ją trudno, ale, i: Wiedz: idą lepsze dni Więc przestań w rękaw łkać mi, Za kołnierz wylewać drink... Jak żołnierz musisz być: Żołnierzyk wierny ci, co rzuca się w toń ci.. Pękł koncept mi.. aha: rzuca się w gąszcz bi.. Twy, tfu... Jef, powieść nam swe sny Ale, Jef, to już nie jest trottoir To kino de répertoire Płacą jak za Grand Soir: Jef Noir au Pissoir!!! Chodź, panienkom rzucić "Ciao!". Zajrzymy Pod Jak Bóg Dał A potem WC w Szał Ciał Pociechę znajdziesz tam być miał Choć jak Trasie WZ zwisł ci wał Jak wszystkim takim, jak ty, Jeff, Co dupę stracili, a Dusza im bluesa gra Opowiemy sobie, jak Jak za czasów dawnych tak, Że nie pamięta najstarszy Mag, Szmalu było brak, Piłeś że mak..., śpiewałeś jak ptak: "Kochanie w szlak?" Będziemy swoja brać Będziemy szczęście brać Piijani jak w Kurna Mać Będziemy się śmiało śmiać, I powiem ci: "Jef, nie jesteś sam!" Chodź, Jef, chodź, no chodź, że chodź Chodź, chodź, cip, cip,chodź Będziemy śpiewać, Jef, chodź, chodź Chodź, Jef, chodź, no chodź ... Będziemy śnić sobie, że, Znowu, jak w pięknym śnie Jesteśmy w nawyku, na dnie. Wracamy z odwyku... Nie! Chodź, chodź, Jef, chodź! K                   
    • Wszystkim „dzieciom” wojny - ku pamięci Wszystkim „ojcom” i „matkom” wojen - ku przestrodze ++++++++++++++++++ "Wojna się nie zmienia"   Wojnę, żeby robić, trzeba mieć pieniądze, banksterów zaspokoić, prymitywne żądze. Wojna się nie zmienia, i ilekroć się zdarzy, sporo w tym roboty podłych dziennikarzy. Co piszą wysnute z palca informacje, zarabiając tym sposobem na wystawne kolacje. I wraz z establishmentem, prochu nie wąchają, rąk krwi mając pełne, niewinnych udają. O, nieszczęsny człecze, co wojnę wybierasz, w bezsensowną walkę, wysyłając czeladź. Tyś nie bogiem wojny, lecz z piekła pomiotem, więc za swoje czyny trafisz tam z powrotem. Staniesz przed swym Stwórcą, wbrew swej własnej woli, prawnik wraz z doradcą już cię nie wyzwoli. Bóg da ci zapłatę, na którą tak czekasz, walcząc o swe życie w samym środku piekła.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...