Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Od dawna rozrastało się we mnie przeczucie nadejścia nieuniknionego

Jeszcze nie wiem co to jest, lecz coś przesłania mi oczy. Zawsze były dla mnie barometrem uczuć, nastrojów. Teraz nic nie widzę, tylko dochodzą do mnie obce głosy, dolatują bezbarwne pojękiwania, czasem niezrozumiałe szepty. W trwającej ciemności nie istnieje dla mnie dzień i noc. Zasypiam i budzę się, budzę się i zasypiam. Leżąc wyciągnięta na łóżku słyszę zamykanie, to znów otwieranie drzwi. Ten rytmiczny stukot jest dla mnie punktem zaczepienia w istniejącej poza mną rzeczywistości. Od tego miejsca zaczynam zapełnić nieznaną przestrzeń kształtami ze swojej wyobraźni.
Pamiętam, najważniejszym miejscem w domu, codziennie uświęcanym obecnością domowników był pokój rodziców. Stojące tam lustro kształtem przypominające tryptyk odbijało domowników. W pewnym sensie nadawało naszemu życiu rytm.
W środkowej części najczęściej pojawiała się moja mama, Madonna z małym dzieckiem na ręku. Czasem obok nich zatrzymywał się Józef – nasz ojciec. Patrząc z zatroskaniem i jednocześnie z dumą na swojego syna, uśmiechał się pod nosem. Zawsze był milczący.
Na jednym ze skrzydeł lustra jeszcze dziś wyraźnie widzę siostrę. Marta krząta się, skrupulatnie wypełnia obowiązki nadając im charakterystyczny dla siebie porządek.
Na drugim widzę siebie. Ja, podobnie jak Maria z ewangelii Łukasza czytam słowa – zaklęcia, odkrywam ich sens. Wówczas wydawało mi się, że wybieram tę lepszą cząstkę.
Tylko sypialna była bolesnym punktem moich myśli. Czując narastający lęk przed ciemnością, przed zdarzeniami które tu miały kiedyś miejsce. Leżałam skulona na łóżku wpatrując się w okno, które stwarzało iluzję wolności. W każdej chwili mogłam je otworzyć i uciec, wyskoczyć z pokoju.

Teraz, w rozpływającej się przestrzeni tracę poczucie oparcia, stałego punktu. Czasem mam krótkie chwile ocknienia na tyle, aby usłyszeć zbliżające się i oddalające kroki. Pogrążona w ciemności słyszę czyjeś głosy:
- Panie doktorze, pacjentkę przyjęto wczoraj. Badania okulistyczne nie wskazują na zmiany w obrębie gałki ocznej. Ma poparzone powieki, na szczęście rogówka nienaruszona. Twarz miejscami odarta z naskórka, popalone brwi i rzęsy. - Sądzę że to nic groźnego – dodała z nutką nadziei w głosie.
- Widzę że maść ze sterydami ładnie goi rany – mówi tak, jakby rutyna wypłukała z jego głosu jakakolwiek troskę. A może się mylę, może to przejaw dobroci równej dla wszystkich?
- Jak pani się czuje? – Pytanie jest skierowane do mnie, lecz nie chcę odpowiadać.
- Jest w szoku, od dwóch dni nic nie mówi.
- Proszę podać środek znieczulający – słyszę ten sam beznamiętny głos.
Czyjaś delikatna dłoń podnosi mój nadgarstek i bada puls. Biernie poddaję się następnym zabiegom. Najpierw czuję lekkie pieczenie, które niczym nić życia rozrasta się we mnie i dzieje się ze mną coś dziwnego. Próbuję przypomnieć sobie kształt rąk, ramion, nóg i powstrzymać uczucie wirowania. Zapadam w sen.

Niby melodia, unosił się szept i utulał przyciszoną barwą: - So-la-ris, wróć!
O świcie, gdy jeszcze wszyscy spali, wiedziona tym głosem wychodziłam z domu. Z mgły, jak statki na morzu wyłaniały się przede mną fragmenty domów, drzew. Poranne powietrze wszystko otulało swym chłodem. Gdzie niegdzie ludzie, zatopieni w swoich myślach, pośpiesznie zdążali przed siebie. Senny o tej porze wiatr, leniwie unosił pozostawione na chodniku wydrukowane strzępki zdarzeń. Jak zahipnotyzowana szłam do starego zapuszczonego ogrodu. Brama kształtem przypominająca okno, za każdym razem otwierała się bezszelestnie. Z każdym stawianym krokiem mgła powoli rozchodziła się, jakby ktoś dłońmi ją rozgarnął. Stąpałam powoli po kamieniach wyznaczających drogę między trawnikami. Po obu stronach subtelnie pochylające się maki wyglądały jak motyw z obrazów Clod’a Monet. Nie potrafiłam od nich oderwać wzroku. W ktorymś momencie poczułam na sobie czyjeś intensywne spojrzenie, w oddali zobaczyłam mężczyznę. Podchodząc coraz bliżej zaczęłam go rozpoznawać po niebieskich oczach, uśmiechu ukrytym w kącikach ust.
- Darck, to ty ! – wzruszenie nie pozwalało mi mówić.Ten błysk zmiany, że stoi przede mną ktoś, kogo kochałam, później odciśnie się bolesnym piętnem na moim życiu.
- Tęskniłem za Tobą – wyszeptał przytłumionym głosem.
Drżąc podbiegłam do niego, dotykałam szorstkiej od zarostu twarzy.

Opublikowano

no proszę...

Jak już wcześniej pisałem, nie jestem specem od poprawiania błędów, bo sam robie ich masę, musisz poczekać na leszka.

To jest przykład, że konstruktywna krytyka czasem wychodzi na dobre. W tym przypadku, jest o niebo lepiej...jest pięknie. Bardzo podobało mi się zakończenie, o głaskaniu męskiej twarzy i pole maków...i niepewność refleksyjna, płynność czytania i przejrzystość tekstu
Naprawdę jestem zachwycony.

Naprawdę( bez cienia dupolizostwa, czy chęci naprawy poprzedniej zgryżliwości) , to literatura jaką lubię, literatura kobiecej duszy, głęboka...Pięknie!
Wielkie dzięki.

Za wrażenia artystyczne masz u mnie piątkę. Bardzo mi się podobało.

Opublikowano

Leszek no cóż poniosła mnię / hihihi/ fantazja literacka i wychodzi całkiem coś innego!
a dialog nastolatkow też będzie bo tytuł ma swoją wymowę.będzie jeszcze cz. 2 i 3
naprawiłam błędy szybciutko!
pozdrawiam cieplutko !

Piotr R
dzięki wielkie dzięki!!i piekny dyg w twoją stronę!
sądzę że następna część tak samo poruszy struny twej wrażliwości....
pozdrawiam

Opublikowano

a więc nic innego mi nie pozostało tylko meczyć dalej klawiaturę
i biorąc do ręki paletę barw utkana ze słów, zachwytow, uniesień poprostu pisać !
dziekuję ci Zbyszek i ot anka!
pozdrawiam

Opublikowano

słyszę zamykanie, to otwieranie - drobiazg, ale w pierwszej części zdania brakuje "to" do pełnej poprawności. To zamykanie, to otwieranie, albo jeszcze lepiej: to znów otwieranie.

swoisty dla siebie porządek - masło maślane; właściwy sobie, charakterystyczny dla siebie - coś w ten deseń.

Ja podobnie jak Maria - podobnie jak Maria to wtrącenie, więc przydałby się przecinek po "ja".

tą lepszą cząstkę - wbrew olbrzymiemu rozprzestrzenieniu formy "tą", właściwą postacią biernika jest "tę". Drobiazg przez wielu językoznawców już niewychwytywany, pewnie z obawy przed posądzeniem o gderliwość ;)

Czując narastający lęk przed ciemnością, przed zdarzeniami które miały tu kiedyś miejsce okno stwarzało iluzję wolności - z tego zdania wynika, że to okno czuło lęk przed ciemnością. Przed "które" brakuje przecinka, podobnie jak po "miejsce".

Biernie poddaje się - literówka, brak ę.

gdy jeszcze wszyscy spali wiedziona - przecinek po "spali".

była wstawiona mleczna szyba. Z każdym stawianym - odrobinę niezręczne powtórzenie.

C. Monet’a - nie daję głowy, ani nawet paznokcia, niemniej dopełniacz od nazwiska Monet napisałbym bez apostrofu.


Lucy, w moim poprzednim głosie o rzewności chodziło o fabułę raczej niż o stronę artystyczną. Niestety w dzieciństwie zostałem puknięty w głowę tęgim konarem podłego formalizmu i na treści / fabule / zawartości ideowej (niepotrzebne skreślić) znam się jak, nie przymierzając, prosię na astronomii. Lubujesz się w przymglonych konturach, rozmytych zarysach i odrobinę rozwodnionej postaci tekstu. Z zadowoleniem patrzę na zmniejszającą się z opowiadania na opowiadanie ilość błędów; ciągle masz kłopoty z czasem, żonglujesz przeszłym i teraźniejszym w sposób, który często wskazuje na brak kontroli (chyba że źle wskazuje?). Przyjrzyj się na przykład fragmentowi o lustrze - nagle znikąd pojawia się wtrącenie o sypialni w czasie przeszłym. Popracuj nad tym. Co do interpunkcji i edytorstwa: dosłownie kosmetyka, niemniej stawianie spacji przed znakami przestankowymi powoduje różne zagadkowe efekty na ekranie. Można by to jeszcze uporządkować.

Jest poprawa, miło mi wściekle :)
F.

Opublikowano

Kuba skąd u ciebie wściekło-pozdrowienia? handra/ czy chęć snu?
śliczne dzięki za komentarz! przyjrzę się jeszcze raz nie sobie lecz słowom!
a ja pozdrawiam serdecznie!
O!
L.

Opublikowano

Posiadasz niezwykły dar
Potrafisz rozkładać uczucia, odbijać w lustrzanej tafli, wyrzucać przez okno, rozpylać we mgle

mistrzowsko Aranżujesz wnętrza
...uczuciowo
ze zmyslową wirtuozerią

pozdrawiam gorąco

Opublikowano

j.renata
ty to potrafisz wiecęj napisać niż ja sama pomyślałam, zawarłam w tekście !!!
tak...gdzies nasze myśli spotykaja się w eterycznej czasoprzestrzeni....
pozdrawiam i dzięki !!!!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...