Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

 

 

lecą na księżyc
ale najpierw przez garderobę
gdzie ktoś przypina im noc na rzepy

pył sypią z worków po cemencie
z datą ważności lipiec sześćdziesiąt dziewięć
z pieczątką efekt specjalny
nie wdychać zbyt głęboko

reżyser pali siódmego papierosa
dłubiąc w zębach zaostrzoną kością z różańca
który pękł z nudów
podczas ostatniej modlitwy o deszcz

otrząsa popiół z marynarki prosto na europę
a peta gasi w popielniczce zrobionej z globusa
i mówi -

panowie
historia to tylko dziwka
która najlepiej wygląda w kontrowym świetle
a wszechświat to tylko stary dywan
który trzeba porządnie wytrzepać z gwiazd
żeby pod spodem było widać wyłącznie nasz głód cudów
ten sam
który zaspokajamy
zlizując pot z zimnych szyb telebimów
w oczekiwaniu na zbawienie w promocji
z darmową dostawą
dwa dni przed śmiercią

scenograf dopycha butem
paski i gwiazdy do budżetu
i dorzuca gratis trzy litery

USA

wypalone na dnie aluminiowej puszki
żeby świat wiedział
czyje to sny są dziś w promocji

w charakteryzatorni makijażyści
w białych kitlach
podłączają nam kroplówki z mielonego szkła i nadziei
żebyśmy srali złotem
gdy każą nam patrzeć w górę
tam gdzie pustka ma kolor siniaka na udzie historii

a gdy braknie tchu
w tym próżniowym akwarium
podają nam tlen przez odbyt starej ideologii
żebyśmy oddychali smrodem własnych wnętrzności
wierząc że to zapach gwiezdnego pyłu
prosto z płuc boga NASA
który zasnął przy cygarze


dyndają na stalowych linkach
pilnując
by pion nie rzygnął im poziomem
bo grawitacja to jedyny sędzia
którego nie da się przekupić w budżecie


są napompowani dumną narracją o podboju
podczas gdy pod hełmem
każdy z nich
gryzie własny język
z wysiłku i wstydu
modląc się by pęknięty karabińczyk
nie zmienił zdobywcy księżyca w bezwładny worek kartofli
który z hukiem rozbije się o "nieskończoność”
zrobioną z dykty i czarnej emalii


ktoś zza kamery charczy flegmą -
podciągnijcie im te druty pod jaja
niech grawitacja wygląda na ból
bo naród kocha tylko to co go uwiera

Armstrong robi krok
ale najpierw sprawdza
czy pępowina kabla
nie zaplątała się w martwy płód natchnienia
bo bohater bez zasilania
to tylko kupka styropianu

potem już tylko
powolne wyćwiczone udawanie nieskończoności

flagę wbijają się w grunt
który jest tylko zakrzepłym rzygiem technika
co nie zdążył do wychodka przed pierwszym dublem

Armstrong klęka
by ucałować tę ziemię z tektury
a z jego hełmu wycieka rdzawa posoka niespełnienia
i wsiąka w karton
jak w pieluchę giganta
który właśnie zesrał się ze strachu
przed własnym odbiciem
w soczewce obiektywu


orzeł na lądowniku APOLLO ma jedno skrzydło krótsze
bo odlewy robił krewny scenografa

nieskończoność ma twarz zmęczonego technika
który za kulisami
reperuje drogę mleczną
szarą taśmą klejącą


dźwiękowiec wycina z taśmy krzyk
i upycha go w puszki po konserwach
na potrzeby kolejnego seansu

a prawda leży w kącie
jak oskórowany anioł
którego nikt nie chce ubrać
bo kostiumy mają lepsze fasony
niż naga rzeczywistość

chłepczą ten kosmos
jak popłuczyny z autopsji nadziei
którymi płuczą im żołądki
żeby  nie zwrócili
tego całego żarcia z kłamstwa
zanim spadną napisy końcowe

gwiazdy to tylko ropiejące krosty na plecach nocy
które technik wyciska brudnym kciukiem
żeby nie psuły symetrii kadru

w studiu noc zaczyna się łuszczyć
krawędź odchodzi od krawędzi
jakby ktoś źle przykleił wszechświat na ślinę

technik zbiera gwiazdy do wiadra

scenograf pyta
a jeśli ktoś zauważy szwy na niebie?

reżyser śmieje się jak bóg
który właśnie dostał przelew
i mówi - spokojnie
jeśli nie uwierzą
to i tak będą chcieli uwierzyć
bo prawda nie ma dekoracji
a człowiek bez dekoracji
zaczyna widzieć własne dłonie
w których odbija się księżyc
jak bańka mydlana pełna pyłu i powietrza
a tego nie przewiduje scenariusz

dokręcają śruby
w hełmach
w narracji
w historii
aż głowy idealnie pasują
do środka kłamstwa

gdy kończą
gaszą księżyc
światło znika
zostaje tylko swąd spalonych bezpieczników
i lekki niepokój
że może nie chodziło o to czy tam byli
tylko o to
jak bardzo brakowało nam oklasków

wypatrują sygnału
z góry
z orbity
z nieskończoności

a wszechświat to tylko czarna skrzynka
którą ktoś wyrzucił na śmietnik historii

reżyser zwija niebo w rulon pod pachę
bierze gwiazdy jak zbite bombki
i wypluwa na podłogę
ostatni łyk prawdy
która smakuje jak rdza
zeskrobana z gwoździ
którymi przybito nas do foteli
w pierwszym rzędzie
żebyśmy nie uciekli
przed końcem świata
który okazał się tylko awarią rzutnika

wszyscy jesteśmy tylko powidokiem
po żarówce
którą ktoś wykręcił zbyt brutalnie
zostawiając w siatkówce oka
dziurę w kształcie cudu
przez którą teraz wycieka nam reszta świata
prosto w piasek pod stopami
którego tam i tak nie ma

jesteśmy tylko manekinami z odrzutu
którym wstawiono szklane oczy
żebyśmy nie mrugali

aż w końcu ktoś na ziemi podnosi wzrok
i widzi nie księżyc
tylko własny pokój
zagracony nadziejami
i zaczyna klaskać
bo w świecie iluzji
tylko to klaskanie jest prawdziwe

jedyny dowód na to
że wciąż mamy dłonie
choć już dawno starliśmy z nich linie papilarne
o szorstki papier ścierny
cudzych snów

tresura skończona
wylizaliśmy lukier z tej atrapy świata
teraz siorbiemy krew z własnych dziąseł
wierząc że to nektar z kosmosu

 

 

 

 


Opublikowano

@Migrena

Wiersz o świecie jako spektaklu, w którym iluzja jest ważniejsza niż prawda, a człowiek współtworzy kłamstwo, bo potrzebuje cudu. Jego treść podąża drogą totalnej demaskacji fałszu jako potrzeby tkwiącej w jądrze cywilizacji.

Opublikowano

@Migrena

 

To niesamowicie mocny tekst. Grasz motywem popularnej teorii spiskowej, ale tak naprawdę używasz jej jako brutalnej metafory tego, jak współczesny świat karmi się ułudą, konsumpcjonizmem i spektaklem. Niezły egzystencjalny cynizm.

Wers "pustka ma kolor siniaka na udzie historii" - jest niesamowity - jak dekadencka groteska.

Zrobiliśmy z wszechświata tanią scenografię, żeby tylko nie musieć patrzeć na to, jak bardzo jesteśmy puści w środku - dla mnie to bardzo trafione podsumowanie naszych czasów.

Świetny tekst!

Opublikowano

@Berenika97

 

Nika.

 

dziękuję Ci pięknie.

 

najcenniejsze jest dla mnie to, że przeczytałaś ten tekst właśnie od środka.

 

tłum, ruch, falowanie

i ten przyjmujący dźwięk.

 

woda z mózgów ?

 

jeszcze nie.

 

to tylko stara, dobra Wisła.

 

pozdrawiam serdecznie :)

 

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...