Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

"Bluźnierstwo jest tuszem,

którym spisuję legendę wyklętych"

 

Na słodki szpik z dziecięcych kostek,

przysięgam, że jej tutaj nie było.

Choć to zaiste dziwne 

bo jest środek, parnego lata 

i ona sama 

wie o tym doskonale, 

że w trakcie nocnych, 

potężnych burz 

musi nam oddawać 

swe młode i dorodne wdzięki 

by zachować kunszt swoich prac.

Ale nie widzieliśmy jej już kilka dni.

A nie możemy opuszczać 

tej piwnicznej kryjówki.

Nie żebyśmy bali się 

spotkania z ludzkimi sąsiadami,

ale w niektórych mieszkaniach, 

czatują u progu psy.

Ghule są sprytne, pomysłowe, 

chytre na złoto i wdzięki niewieście,

ale słabo u nas z fizycznością.

Garby, artretyzm

i wystające z głodu żebra,

nie dają nam szans w walce.

Nawet niewielka psina 

to dla nas wielki problem.

Chciałbym pomóc przyjacielu 

ale nie jestem w stanie.

Ukłonił się grzecznie 

i zniknął

w kratce odpływowej do kanału.

Człapanie mokrych łap,

poniosło się echem

w głąb labiryntu ścieków.

 

 

Nawet ghule

wystrychują mnie na dudka.

Wiedzą co się stało.

Ale bez złota niczego nie wskóram.

A nie mam już

zbyt wiele czasu na pytania.

Bo nie mam na nie odpowiedzi.

Wyszedłem z ciemni, zatęchłej piwnicy

i skierowałem swe kroki

na ostatnie piętro,

do jej niewielkiego mieszkania.

 

 

Wychodząc ledwie przymknąłem 

słabo zamykający się zamek,

teraz pchnąłem drzwi 

i wreszcie mogłem 

odetchnąć pełna piersią,

wolną od smrodu, wilgoci i brudu 

królestwa ghuli.

Mieszkanie było jasne, 

zadbane i wysprzątane.

Pachniało jej gorącym ciałem 

i lawendowym ogonem perfum.

W sypialni

łóżko było starannie zaścielone.

Żółta pościel w czerwone tulipany,

wprowadzała kontrast

dla reszty wystroju.

Prace wisiały jak zawsze

prawie wszędzie.

Nie zaspokajało ich miejsce 

na ścianach czy suficie.

Zostawiła otwarte okna.

Wiatr strącił ołówki i kartki.

Przewertował bezwstydnie 

strony jej pamiętników.

Widział ją w pozach i czynnościach 

nie przystających do młodej damy

a gorszącej, lubieżnej wiedźmy.

Jej akty i sceny nocnych orgii,

gorszyły wyobrażenie

o stateczności kobiet.

Te kartki żyły dzięki erotycznej magii,

przyciągania męskich oczu.

 

 

Obrzydzenie było na tyle wulgarne,

że rodziło niezdrowe podniecenie 

tej szczególnej dewiacji zmysłów.

Bronił się teraz z całych sił

by odwrócić wzrok

od nabrzmiałych piersi,

ciała wygiętego w łuk spełnienia.

Wręcz słyszał jej przeciągły jęk 

a potem krótki krzyk.

Łapy demonów oplotły ją szczelnie.

Języki spijały wilgoć

a szczęki szukały

najdelikatniejszych obszarów szyi 

oraz wewnętrznej strony,

kształtnych ud.

Kochał ten widok

a zarazem nienawidził.

Oddawała się im 

a potem rzucała się w jego ramiona.

 

 

Wiedział od początku,

że maluje te obrazy nie ze snu  

a z jawy.

Przyznała mu się od razu.

O dziwo zrozumiał

a nawet budziło to w nim coś więcej.

Widział nieraz jej kochanków.

Te wszystkie demony.

Wpuszczał do sypialni,

rozradowane i spragnione ghule.

A potem siadał przy kominku w salonie 

i spokojnie słuchał.

Jak jej śmiech,

przeradza się w serię jęków

a one w krzyki spełnienia.

Ostatnio pozwalała mu patrzeć.

Być częścią jej tajemnego świata.

I patrzył na każdy szczegół.

I wiedział tylko tyle, 

że ją kocha.

Bo tylko ona pozwoliła mu być sobą.

Też był martwy jak jej kochankowie.

Tyle że w środku.

Nie miał serca, 

które cierpiało by na taki widok.

Nie miał duszy,

która uznałaby to za grzech.

Był takim samym potworem.

Dlatego korzystał z jej ciała 

na takich samych warunkach.

A to dawało mu siłę by być 

coraz doskonalszym poetą mroku.

Cel uświęca wszelkie środki.

 

Ostatnio wspominała,

że skoro ja 

zaakceptowałem i poznałem 

jej świat mroku 

to ona musi zrobić to samo dla mnie.

Może i ghule nie wiedzą gdzie jest 

ale ja już chyba wiem 

i tylko oni mogą mi pomóc.

 

Kolejne wejście do najniższych piwnic.

Cegły były tu lodowate i mokre,

pokryte mchem i grzybem.

Posadzka była ubitym klepiskiem,

autostradą dla szczurów i myszy

uciekających przed szponami ghuli.

Z absolutu mroku, dochodziły ciche zwodnicze szepty.

Krople wody z uszkodzonych rur,

uderzały o tafle błotnistych kałuż 

jak wystrzały.

Poszczególne pomieszczenia

zdawały się lochami na zamku.

Pełno w nich było

zapomnianych po wieki

skrzyń, beczek czy worów.

Gdzieniegdzie chrupnęła pod butem 

kość lub mała czaszka.

Rozwleczone jelita, gniły spokojnie,

znacząc drogę do mojego celu.

Kilka razy zza zaułków

posłyszałem warkot 

z zaciśniętej gardzieli.

Ghule patrzyły 

z mrocznym zapadlisk i szczelin.

Znali mnie, tylko dlatego nadal żyłem.

Przeczuwali, że idę ku studni.

Przepuszczali kogoś,

kogo uważali za swojego.

 

 

W pomieszczeniu ze studnią 

nie było nikogo

a właz był dokładnie założony.

Odkręciłem pokrywę

i zajrzałem w głąb tunelu.

Powietrze było ciężkie od gazów,

fosforyzowało od nich delikatnie

a jego woń nie miała

dość ohydnego odpowiednika

w świecie ludzkiej powierzchni.

Już miałem zejść po 

niewielkiej linowej drabince 

osadzonej w

osypującej się lekko ściance,

gdy przestraszył mnie 

warkotliwy głos zza pleców.

 

 

Pan widać chcę 

udać się do naszego świata,

czyżby na jedną w nekropolii?

Ghul miał lekko podejrzaną minę 

i ręce założone na piersi,

jak nauczyciel, 

który przyłapuję uczniów na paleniu 

w szkolnej toalecie.

Ubrany był jak to

przedstawiciel tego gatunku.

Fantazyjnie i groteskowo.

Czarna marynarka pełna była dziur 

i zabrudzeń z krwi i ziemi.

Była też o trzy numery za duża na jego skarlałą postać i chude barki.

Do niej wybrał

krótkie białe szorty pływackie,

obnażające jego krzywe nogi

Ghule nie nosiły butów.

Miały nieproporcjonalnie wielkie stopy 

do reszty ciała i ludzkie buty 

były na nie zbyt małe i wąskie.

Uwieńczeniem zatem był 

tweedowy melonik

o fioletowym rondzie 

Równie wygnieciony i brudny

co marynarka.

 

 

Który z korytarzy 

zaprowadzi mnie przyjacielu 

na stary anglikański cmentarz 

na obrzeżach miasta?

Mogę wskazać drogę.

Idź za mną.

Wskoczył szybko do tunelu i zaczekał na dole aż niepewnie postawię 

te kilka kroków po drabinie.

Gdy byłem na dole,

uśmiechnął się i ruszył w

najdalej na lewo

położoną odnogę korytarza.

Powędrowałem za nim.

 

Po niespełna godzinie

spędzonej w tunelu.

I wielu jego zakrętach oraz odnogach.

Mogłem uczuć na twarzy uderzenie 

chłodnego acz świeżego powietrza

z powierzchni. 

Ghul idący na przedzie

na chwilę przystanął,

podskoczył po czym zniknął mi z oczu.

Skulony pełzłem do miejsca 

w którym zniknął 

i tym samym 

odnalazłem małą wyrwę 

w sklepieniu tunelu.

Spłynęła z niej szponiasta dłoń 

i uchwyciłem się niej.

Pociągnął mocno i zdecydowanie 

i już po chwili leżałem w bujnej,

niekoszonej od wieków trawie,

opodal grobu jakiegoś 

starszego jegomościa

nazwiskiem Bryant.

 

 

Nekropolia była zupełnie odludna, zapuszczona i zapomniana.

Nie dziwne.

Byłem chyba jedyną żywą istotą,

która jeszcze pamiętała o tym miejscu.

Był na tym cmentarzu

grobowiec szczególny,

który był mi natchnieniem 

w godzinach całkowitego wykluczenia 

i dotkliwej samotni serca.

Spoczywało w jego marmurowej bryle

o strzelistych ściankach 

i żeliwnych odrzwiach.

Ciało przedwcześnie zmarłej

córki pastora.

Zmarła spadając z konia.

Skręciła kark a zwierzę spłoszone 

przez ukrytą w krzakach zwierzynę

jeszcze dodatkowo poturbowało 

jej ciało kopytami.

Zgasła mając lat osiemnaście.

W roku tysiąc osiemset siódmym.

Czytałem jej swoje wiersze,

czasami tworzyłem dla niej 

i zostawiałem rękopis 

wsunięty pod drzwi.

Była mi bliska.

Była mi natchnieniem.

 

Jak rzekłem cmentarz był pusty,

jeśli nie liczyć ghuli,

dziwnie zebranych

w zwartym skupisku,

właśnie pod grobowcem dziewczyny.

Patrzyli na coś w milczeniu,

lecz nawet z tej odległości 

dało się wyczuć, 

że byli czymś mocno poruszeni.

Drzwi grobowca

były uchylone dość szeroko 

a ghuli było dwunastu.

Mój kompan ruszył 

do swych braci,

zerknął do środka grobowca 

i zamarł jak reszta.

Omotany zwykłą ludzką ciekawością 

ruszyłem w ich stronę.

Przepchnąłem ich lekko 

by zrobić sobie miejsce 

i spojrzałem w stronę 

kamiennego katafalku z trumną.

Odnalazłem ją,

gubiąc gdzieś po drodze swój rozum.

 

Trumna była otwarta.

Wieko zrzucono u podnóża schodków.

Na czerwonym materiale 

leżał kościotrup dziewczyny.

W objęciach nagiej zupełnie 

i rozpalonej pożądaniem akademiczki.

Tuliła się do zmarłej.

Ocierała o nią subtelnie.

Jej dłoń baraszkowała między udami,

pieszcząc się mocno.

Jęczała głośno.

Spazmy rozkoszy

przechodziły przez jej 

zaczerwienione

erotyczną gorączką ciało.

Piersi pokryte potem 

o idealnie nabrzmiałych sutkach 

błagały o silny dotyk.

Łono było mokre i śliskie.

Oczy szły w górę czaszki ilekroć 

dotknęła najdelikatniejszej części swego łona.

Drżała coraz mocniej i mocniej 

aż wreszcie 

przeszedł przez nią prąd spełnienia

i padła z głośnym jękiem 

na wypełnienie trumny.

Wtedy uniosła się

delikatnie na łokciach 

i zaprosiła lubieżnie palcem

całe grono podziwiające ją z progu.

Ghule ruszyły z dzikim wyciem 

ku kochance.

A ja odetchnąłem, zamknąłem drzwi

i ruszyłem do niej.

Tym razem decydując się na to 

by nie być tylko obserwatorem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Simon Tracy (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Lenore Grey Bardzo podobny cel przyświeca temu poematowi.

Dekadencka sztuka ma prowokować, szokować, gorszyć i być w opozycji do stagnacyjnej, skostniałej moralności.

W tej części pada proste zdanie.

Cel uświęca wszelkie środki.

A w części pierwszej pada na końcu stwierdzenie o Akademiczce ale i poezji modernistycznej 

"Czuła się przy nim,

brudna, upadła i wyklęta.

I było jej z tym błogo.

Taka była.

I taka miała pozostać."

 

Dla wyklętych nie ma tabu, 

którego nie można złamać.

Nie ma serc których nie można zgorszyć.

I nie ma dusz którym grozi jeszcze większy upadek ponad to co doświadczyli.

Sztuka jest omnipotentnym Bogiem,

który jest brutalny, szczery i prawdziwy.

Wszystkie zasady należy złamać

i cieszyć się wolnością umysłu,

nawet jeśli tworzy on sceny

bluźnierczym tuszem.

 

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Mieszasz estetykę grozy z mrocznym erotyzmem, tworząc świat, w którym potworność nie budzi lęku, lecz staje się jedyną szczerą formą bliskości. Postać ghula w tweedowym meloniku to świetna groteska. Tekst jest duszny, odważny i bezkompromisowy w ukazywaniu "piękna" tam, gdzie inni widzą tylko rozkład. Prawdziwa uczta dla fanów dark fantasy i literatury dekadenckiej.  

:) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dedykuję dla pokolenia, które dorastało w cieniu reaktora nr 4. - J. J. Zieleziński ++++++++++++++++++++++++++   Kak nam nakazał dyrektor Wania "Reaktor wymaga przetestowania"* Ponagla nas, aby rozpocząć test: "Wyłączcie mi zaraz E-Ce-Ce-eS*!" Moc reaktora planowo spada*, Partia z tego powodu jest rada. Już po raz czwarty z rzędu ten test*, Victor Bryukhanow nieomylnym jest. Zaraz to wszystko rozpocznie się, Napięcie wśród nas jak przed burzą jest. Już wyłączona jedna turbina, 50 procent reaktor trzyma. Wtem jakiś partyjniak z Kijowa Opóźnić test karze lub zastopować*. To pierwszy problem, który zaszkodzi, Lecz normy planowe jest mus wyrobić. Jest w pół do pierwszej – problemy nowe W rdzeniu zatrucie jest ksenonowe*, Lawina neutronów jest pochłaniana, Reaktor nie kwapi się do działania. eR-Be-eM-Ka* - reaktor ruski, posiada dodatni współczynnik pustki*, a to dla jego rdzenia oznacza, zbyt dużo pary tam nie popłaca*. Tymczasem Diatłow* swą mordę drze "Nu kak wy duraki diełacie ten test?!" Pręty* co w ryzach reaktor trzymały Wyciągnąć karze rozumek mały. Rozszczepień reakcji rusza lawina*, Nikt wzrostu mocy już nie powstrzyma*. Wszystkie wskaźniki są na czerwono, Koszulki prętów paliwa płoną*. Zero, raz, dwa, trzy, cztery i pięć* Śmierć z reaktora zaciska swą pięść Radionuklidów wybuch wystrzela Rozpoczynając śmierci wesela. I przyszła ta blada, koścista pani... Po dzieci, po ludzi co nawdychani produktów przemian promieniotwórczych i chorób związanych z tym rakotwórczych. Wiatr z Czarnobyla zatacza swe koło, a w Polsce dzieci się śmieją wesoło* Nie straszno im eto? A to po cziemu? A... bo to było ze trzy dni temu...* W końcu podali nam płyn lugola* Lek wprost genialny jak ruska kola. Czy śmierć nas dotknęła? Tego nie wiemy,* Dziękujmy więc Bogu, że jeszcze żyjemy. ++++++++++++++++++++++++++ Wyjaśnienie * - gwiazdek (liczby po lewej wskazują na numery wersów): skróty wstępne: Rdzeń Reaktora nr 4 RBMK CEJ = R4CEJ CEJ = Czarnobylska Elektrownia Jądrowa 2 - "Reaktor wymaga przetestowania" – R4CEJ wymagał przetestowania. Jednak włodarze ukraińskiej partii ZSRR, aby zrealizować plan wykonawczy (i otrzymać nagrody), oddali go do użytku PRZED tym krytycznym testem. Test był na tyle krytyczny, że funkcjonalność była zarządzana przez wyższych rangą przedstawicieli partii ZSRR, co stawiało decydentów w niekomfortowej sytuacji – wiedzieli, że test musi absolutnie być wykonany. 4 - "E-Ce-Ce-eS" – ECCS = Emergency Cooling Core System = System Awaryjnego Chłodzenia R4CEJ, wyłączony ok. 14:00 25 kwietnia 1986, niecałe 11 godzin przed awarią. 5 i 12 - od 3:00 do ok. 13:05 25 kwietnia 1986 realizowano planowe obniżanie mocy reaktora z ok. 3200 MW do ok. 1600 MW (50% mocy znamionowej R4CEJ). 7 - feralny test był tak naprawdę już czwartą próbą zaliczenia testu awaryjnego rozruchu R4CEJ. 10 i 14 - Test odbywał się pod koniec miesiąca, przed Świętem Pracy, kiedy większość zakładów starała się wyrobić jak najlepsze normy (nagrody dla partyjniaków w fabrykach). Test zbiegł się w czasie z decyzją dyspozytora sieci energetycznej w Kijowie, który miał większe kompetencje niż dyrektor CEJ, więc test musiał zostać wstrzymany na ponad 9 godzin, do ok. godz. 23:00 25 kwietnia 1986. W warunkach niepełnej mocy R4CEJ gromadził w rdzeniu Ksenon-135, gaz silnie obniżający wydajność reaktora. 17 - "eR-Be-eM-Ka" = RBMK = Reaktor Bolszoj Moszcznosti Kanalnyj = Reaktor Kanałowy Wielkiej Mocy. 18, 20 i 23 - "posiada dodatni współczynnik pustki" – positive void coefficient – parametr fizyczny reaktorów RBMK: im więcej pary wodnej w rdzeniu, tym moc reaktora wzrasta (więcej neutronów do reakcji łańcuchowej). W kontrolowaniu rdzenia RBMK należy zachować równowagę między dodatnimi i ujemnymi czynnikami reaktywności. Dodatnie współczynniki reaktywności (zwiększają moc RBMK): wzrost temperatury moderatora (więcej pary → moc rośnie) wyciąganie prętów kontrolnych w początkowej fazie (mniej wychwyconych neutronów → moc rośnie) brak moderacji kanałów z paliwem (wzrost temperatury paliwa → moc rośnie) Ujemne współczynniki reaktywności (obniżają moc RBMK): wzrost ciśnienia w chłodziwie bez efektu dodatniego pary (spowolnienie neutronów → moc spada) zanurzenie prętów kontrolnych (wychwyt neutronów → moc spada) zatrucie ksenonowe (pochłanianie neutronów Ksenon-135 → moc spada) zwiększenie przepływu chłodziwa (wychłodzenie paliwa → moc spada) 21 - "Diatłow" = Anatoly Dyatlov – nadzorca techniczny, popierany przez partyjny zarząd CEJ. 25, 26 i 28 - Pozbawienie R4CEJ elementów hamujących jego reaktywność i niefrasobliwa utrata kontroli, a następnie próba wyhamowania nagłego wzrostu mocy – moc skacze lawinowo z ok. 200 MW do 30 000 MW (10-krotnie ponad dopuszczalną moc projektową). 29 - "Zero, raz, dwa, trzy, cztery i pięć" – choć wygląda jak odliczanie, wiersz odzwierciedla dokładny czas awarii R4CEJ: 01:23:45. To godzina drugiego wybuchu (reakcja wodoru z tlenem), sekundę po pierwszym wybuchu pary wodnej, który wyrzucił do atmosfery miliony radioaktywnych cząstek, m.in. jod-131, cez-137, stront-90 i pluton. 38, 40 i 41 - W Polsce alarm dla dzieci w szkołach wprowadzono dopiero trzy dni po awarii (około 28 kwietnia 1986), mimo że wyciek miał miejsce 26 kwietnia. Około 18 milionom Polaków (w tym dzieci) podano płyn lugola – "cudowne lekarstwo", często w niewystarczających ilościach i nieodpowiednim stężeniu. Miało to wprowadzić fałszywe poczucie bezpieczeństwa i brak roszczeń wobec władz PRL. 43 - Alegoria do osób, u których skutki awarii wystąpiły po latach – powolne, przewlekłe choroby śmiertelne. ++++++++++++++++++++++++++ Polecam obejrzeć serial "Czarnobyl" z 2019 roku. A tutaj niektóre materiały wideo (niestety nie znalazłem po polsku):              
    • @Zbigniew Polit Skoro jest Pan tak pewnym swego, empirykiem, to niech Pan udowodni, że Boga nie ma. Na pychę ludzką jeszcze nikt nie wynalazł lekarstwa... . Może właśnie poprzez moją osobę Bóg, stwórca nieskończonego wszechświata, zauważył i Pana, "krytycznego ateistę"? Pana  "wiara w to, że Boga nie ma" sięga korzeniami tzw. "oświecenia" i filozofii J.J. Rousseau, który dopatrywał się wyższości moralnej w pospolitym dzikusie. Chyba nie muszę Panu tłumaczyć dlaczego.
    • Słyszę serca bicie  Słyszę oddechy niespokojne    Ale nikt nie szykuję się  Na wojnę    A świat gubi  Powoli oddech...      
    • Łapy: szyfr, a harfy - cyfra harfy ,- zsypał.  
    • I naga ma akt: utka, ma gani.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...