Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wracam do miejsc 

do których nie da się już wrócić.

Spędzam czas w miejscach 

w których ten czas bezpowrotnie minął.

Czekam na ławce przeszłości na ludzi,

którzy rozmyli się

we mgle zapomnienia.

Tylko ból trawi serce 

z tą samą zawziętością.

Tylko łzy wysychają na policzkach 

tak samo szybko.

Straciłem dobrą duszę.

Straciłem swoje imię.

Pseudonim pozostał,

spisany w rogach,

skrwawionych atramentem kartek.

Stałem się anonimem.

Tak bardzo tego potrzebowałem.

Kiedyś mówiono, zmieniłeś się.

Dlaczego?

Bo moje oczy wygasły?

Twarz stała się maską 

chronicznego cierpienia.

Skołtuniona, siwa broda jak kamuflaż 

zakryła blizny zmarszczek.

Nie zmieniłem się.

Nadal jestem sobą.

Awangardą.

Cyganerią.

Bezdomnym duchem.

Wierszem co wyszedł z grobu

i zapomniał drogi powrotnej.

Zgasłym, zalanym deszczem słotnym,

szklanym zniczem nagrobnym.

Wiatr mnie może strącić,

mróz spękać

a człowiek podejść 

i bez żalu wyrzucić do śmieci.

Dokąd idę i skąd przyszedłem?

Nie interesuje mnie to.

Co będę robił jutro?

Niewiadomo.

Celem moim jest,

nie dać się wyrzucić dalej 

niż poza okręg człowieczeństwa.

 

Niedzielny, pchli targ 

już powoli zamykał swe kramy.

Kamienice pięknie iskrzyły w świetle zachodzącego wcześnie słońca.

Tu kupiono obraz,

tam srebrną zastawę.

Uśmiechały się 

drogocenne kamienie pierścionków.

Lalki i kukiełki siedziały grzecznie,

patrząc szklanymi oczkami 

w ludzkie postacie klientów.

Stare meble.

Kredensy, szafy, toaletki i stoły.

Zdobione w zamorskie ornamenty,

rozmawiały ze szlachecką

wyższością w tonie

o tym gnuśnym wydarzeniu dla plebsu.

Ich nigdy nie kupowano.

Podziwiano jedynie

z milczącym uznaniem 

dawnego szlifu i kunsztu.

Wyższości formy nad treścią.

Nie oddałyby się zresztą byle komu.

Do mnie jednak od lat, 

zwracały się per pan.

Kłaniały się grzecznie, 

życząc miłego dnia lub wieczoru.

Czasami podchodziłem do nich 

by zamienić kilka słów.

Przecież też byłem przedstawicielem 

inteligenckiego salonu.

Handlarz zawsze mówił to samo.

Pan się napatrzy i tak pana nie stać.

Wybuchał tym 

rubasznym, wiejskim śmiechem.

Jak uradowane, taplające się 

we własnym błocie prosię.

Nie muszę kupić

by zrozumieć i poczuć…

ale co wy możecie o tym wiedzieć.

 

 

Gwarno tu było zawsze i wesoło.

Bruk rynku kochał dzień targowy.

Z kubkiem kawy w ręku,

spacerowałem i oddychałem chociaż 

tym samym powietrzem co inni.

Czując się wtedy

choć trochę mniej obco.

Aż pewnego razu przy jarmarku.

Jedna z szaf zawołała mnie 

już z daleka po imieniu.

Zapytała czy może

tym razem bym chciał?

Stwierdziłem, że oczywiście 

o niczym innym nie marzę 

ale tam już nie da się pójść.

Puściła mi oko

i uchyliła dyskretnie swe drzwi.

No to co, w drogę do przeszłości. 

Oczywiście wszedłem.

 

Nikt nie widział już więcej,

miłego, starszego pana z siwą brodą,

który od lat co niedziela pojawiał się 

na pchlim targu przy placu zamkowym.

Nikt nie słyszał o tym by umarł.

Nikt nie zauważył by gdzieś wyjeżdżał.

Nie miał rodziny, przyjaciół

i w ogóle nikogo.

Meble od jego zniknięcia ucichły.

Nie rozmawiały.

Nie patrzyły.

Nie oceniały z wyższością.

Stały na rozgrzanym bruku.

Czasami ktoś podchodził 

i oglądał z bliska starą szafę.

Otwierał jej skrzypiące lekko drzwi 

i zaglądał do środka.

Wtedy zdawało się

jakby przez moment,

że uchodził z jej wnętrza

ludzki, męski cień.

Ukłonił się zawsze 

salonowej, dębowej śmietance.

Po czym wtapiał się w tłum.

Dokąd wędrował?

Czy w przeszłość, czy w przyszłość?

Nie wiadomo.

 

Dla Lenore Grey 

za niesamowite inspirację

z pogranicza jawy i snu

oraz w hołdzie dla

naszego ulubionego Bruno Schulza,

bez którego przeszłość z moich 

wierszy byłaby niema.

 

 

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

To jeden z tych wierszy, które czyta się raz, a zostają na zawsze. Przepiękna metafora - meble jako jedyni towarzysze, rozumiejący więcej niż ludzie. Opowieść o tym, jak samotność zmienia człowieka w cień. I o tym, że czasem lepiej zostać w przeszłości, jeśli teraźniejszość już nie ma dla nas miejsca. A może o tym, że niektórzy ludzie po prostu przestają należeć do swojej epoki - jak te meble. Szlachetnymi, ale niemodni. Wzruszające.  Piękny wiersz!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 Bardzo ci dziękuję, przede wszystkim za to, że tak wyrozumiale i empatycznie podchodzisz do tekstu.  Zdusić albo wyrzucić, chyba czasami nie ma nic pomiędzy. Jedno słowo nakręci całą spiralę, jak już się powiedziało a, trudno powstrzymać się od b. Ale zdusić też źle, no bo to oddech zabiera z piersi. Ludzie są ludźmi i często nie ma dobrego wyjścia... rozegranie tego chaosu w głowie może już jest czymś..., tak na bieżąco mi się myśli zbierają. Dziękuję ci za ten komentarz, bo dzięki tobie zobaczyłam mój wiersz od... trochę jakby innej strony, tzn. trafiłaś w punkt, ale ja trochę dryfowałam nad tymi wersami, a ty nazwałaś to co kryło się najgłębiej.    @Nata_Kruk Bardzo dziękuję, cieszą mnie twoje słowa :)
    • @Florian Konrad Dlaczego blackijaż - a nie zwykły demakijaż?   Przyznaję, że pierwszym skojarzeniem był negatyw. W negatywie to, co jasne, zostaje zamienione miejscem z tym, co ciemne. Ukochana świeci własnym blaskiem - w makijażu, bez makijażu, z "blackijażem", nawet w rozumianym przeze mnie blackijażu jako negatywie. Zatem w jakim celu podmiot zamierza zrobić jej blackijaż?   Może dlatego, by w tych nowych ustawieniach sama mogła zobaczyć, jaki wpływ jej wewnętrzne światło ma na zewnętrzny świat - w tym przede wszystkim na niego?   Jednak w tym "odwróconym", lustrzanym świecie to podmiot zakłada ciemne szaty i dźwiga ciężar roli bycia tym złym. Trochę w tym niepowagi, zabawy, niesłowności (braku słów) czy niedosłowności:  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        ALE      - w tym punkcie jaskrawie widać, że nie mamy od czynienia z igraszką, ale wspólnym procesem odreagowania, oczyszczenia, choć dla peela to kobieta jest źródłem tego "uzdrowienia" - i chyba nawet... motywacją to bycia lepszą wersją siebie.    Dopiero po tej dekontaminacji - kiedy bohater czuje się "wystarczająco czysty" - może być mowa o dotyku, czułości, zbliżeniu się do siebie. Jednak ten blask zbyt łatwo umyka, świat "zanieczyszcza" go z powrotem, dlatego woli mieć zamknięte oczy, by pod powiekami ratować się nieskażonym obrazem kobiety, wspomnieniem jej blasku.    To utwór... nietuzinkowy. Nasycony, wielowarstwowy i niejednoznaczny. Nie wiem, czy nie zasługuje na lepszy tytuł, choć ten kadruje plan wiersza pod odpowiednim kątem.   #edit: uwagę o tytule odwołuję. Blaskodajna - czyli blask, który emituje adresatka, jest dla mężczyzny... życiodajny.
    • @Walka z Czernią któż autorowi zabroni ;) taka ta wolność predystynowana jakaś... i ograniczona binarnie ;) 
    • @Clavisa coś czuję, że to jeszcze nie po wszystkim ;) Wasal Krzesimir towar przywiózł więc ArcyMistrzyni czaruje iskry :)
    • Rozumiem. A ja się z nią zgadzam. Ale nie chodzi tu oczywiście o liberalizm, tylko o samą wolność.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...