Alicja_Wysocka Opublikowano 8 Lutego Zgłoś Opublikowano 8 Lutego (scenka weselna) Obskurna knajpa. Przy stoliku dwóch mężczyzn. Jeden w starym szaliku, czapka przekrzywiona. Już trochę „po”. – Kelner, dwa wiśniaki proszę! Kelner podbiega z butelką. Leje. Chwila ciszy. Goście patrzą. On unosi kieliszek bardzo poważnie. – Zdrówko… Kumie… świętej pamięci Agata… żona mi zmarła… Ach, co to był za pogrzeb… Piją. Obciera usta rękawem. Chuchnie w dłoń. Zamyśla się. – Było tak. Boś ty nie był, nie widział. Najpierw szły konie. Ciężko ciągnęły karawan. Na karawanie trumna. W trumnie Agata – żona moja, bo mi zmarła. Na trumnie kwiaty. Za karawanem ksiądz. Za księdzem ja. Za mną dużo ludzi. Wszyscy płakali. Poważnie kiwa głową. – Kelner, dwa wiśniaki! Kelner znowu leje. Dłuższa pauza. Sala już czeka. On patrzy w kieliszek jak w otchłań. – No to… było inaczej. Najpierw ksiądz… może dwóch… płakali. Za nimi konie. Karawan jechał pusty. Bo ja niosłem trumnę! A na karawanie leżały kwiaty! Za mną dużo ludzi… i wszyscy płakali. – Już wypiłeś? – Jeszcze nie… – Kelner, dwa wiśniaki proszę! Śmiech na sali. Piją. On zaczyna lekko seplenić. – Najpierw śli ludzie… nieśli księdza… – Księdza?! – No przecie mówię! Za ludźmi ja… Nie… ja jechałem na karawanie! A za mną szła trumna… i płakała! Kwiaty ciągnęły konie! Konie śpiewały! A ja… ja chyba byłem w kwiatach… – Kelner, dwa wiśniaki! Kelner biegnie. Leje. On bardzo poważny. – Cicho teraz. Bo to ważne. Na początku szła Agata. Ciągnęła konie. Konie ciągnęły ludzi. Ludzie nieśli księdza. Krzyż niósł trumnę. Kwiaty płakały. A ja… Długa pauza. – Ja leżałem w trumnie i płakałem… Bo to smutne, jak żona umiera… Cisza. – A Agata? – pyta kumpel. On nagle prostuje się. – Agata? No… muszę iść do domu. Bo jak się dowie, że ja tu siedzę i o jej pogrzebie opowiadam… To dopiero będzie pogrzeb. I sala pęka. Dopisek: Ten tekst nie jest mojego autorstwa. Po latach spisałam go z pamięci, tak jak zapamiętałam weselną scenkę graną przez mojego męża. Nigdy nie brzmiała tak samo – pierwsza wersja była uporządkowana, a potem wszystko zależało od „wiśniaków” i fantazji chwili. Jeśli ktoś zna oryginalne źródło lub autora tej scenki – przepraszam za samowolę. Chciałam jedynie oddać klimat i ocalić od zapomnienia coś, co dawało ludziom dużo śmiechu. 5
Marek.zak1 Opublikowano 8 Lutego Zgłoś Opublikowano 8 Lutego Jest świetna angielska komedia "Śmierć na pogrzebie". Ten klimat. Pozdrawiam 1
Alicja_Wysocka Opublikowano 8 Lutego Autor Zgłoś Opublikowano 8 Lutego @Marek.zak1Dzięki Marku, może znajdę. Wiesz, "na żywo" to wygląda dużo lepiej, bo sam czas też buduje napięcie. Trzeba czekać na kelnera, czekać aż naleje, aż wypiją. No i obejrzeć te wszystkie gesty pijackie, czkawkę, seplenienie, a to kieliszek się wyleje, takie tam...
Gość vioara stelelor Opublikowano 8 Lutego Zgłoś Opublikowano 8 Lutego @Alicja_Wysocka Świetna scenka:)
Berenika97 Opublikowano 8 Lutego Zgłoś Opublikowano 8 Lutego @Alicja_Wysocka Bardzo mi się podoba. Wrócę do niej jutro. :))) 1
Alicja_Wysocka Opublikowano 8 Lutego Autor Zgłoś Opublikowano 8 Lutego @vioara stelelor @Berenika97 Dobrej spokojnej nocy Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. 1
Berenika97 Opublikowano 9 Lutego Zgłoś Opublikowano 9 Lutego @Alicja_Wysocka Bardzo lubię taki humor. Historyjka bardzo mnie rozbawiła. Alkohol nie zabija komórek mózgowych - po prostu przestawia je w losowej kolejności. Czasem wychodzi poezja, czasem pogrzeb żywej żony. Zaintrygowała mnie postać kelnera - zero pytań, zero osądów. :) Pozdrawiam. 1
Gość vioara stelelor Opublikowano 9 Lutego Zgłoś Opublikowano 9 Lutego Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Tacy to niejedno widzieli. Podobnie chyba mają kierowcy taksówek, na przykład. Poza tym, im więcej kieliszków schodzi, tym więcej kasy wpada,więc co tu pytać czy osądzać. Polewać, polewać :)
Berenika97 Opublikowano 9 Lutego Zgłoś Opublikowano 9 Lutego @vioara stelelor No i już wiem, że nie nadawałabym się na kelnerkę. :) 1
Alicja_Wysocka Opublikowano 9 Lutego Autor Zgłoś Opublikowano 9 Lutego @Berenika97 Bereniko, oni byli grzeczni, tam nie było żadnej rozróby i powodu do ingerencji, a kelner nie słyszał o czym rozprawiają, robił co niego należało. Iluż to sprzedawców, sprzedaje alkohol nietrzeźwym, niby jak mają to sprawdzić, jeśli na oko jeszcze nic nie widać. 1
Christine Opublikowano 9 Lutego Zgłoś Opublikowano 9 Lutego @Alicja_Wysocka Naprawdę niezły tekst! Ubawiłam się. :)))) Pozdrawiam. 1
Berenika97 Opublikowano 9 Lutego Zgłoś Opublikowano 9 Lutego @Alicja_Wysocka Nie chodziło mi o to, że trzea było interweniować. Wyobraziłam sobie ten skecz na scenie, gdy sala się śmiała z opowiastki a kelner z poważną miną (jak Poniedzielski) tylko dolewał im wiśniaka bez żadnej przy tym mimiki. :)
Sylwester_Lasota Opublikowano 10 Maja Zgłoś Opublikowano 10 Maja Mój tata zmarł w szpitalu na oddziale neurologicznym. Leżał na sali z pachentami przeważnie w ciężkim stanie. Zdawałem sobie sprawę, że część z nich jest umierająca, ale nie dopuszczałam do siebie, że mój tata z tego nie wyjdzie. Na sąsiednim łóżku leżał wysoki, chudy mężczyzna, o dużych, kościstych dłoniach. Cierpiał on na jakieś schorzenie, które powodowało nieustanne trzęsienie się tych ogromnych dłoni. Pewnego razu, gdy przyniesiono kolację, pielęgniarka zapytała czy mu pomóc. Odpowiedział, że nie trzeba i zaczął od mieszania herbaty łyżeczką. Kubek się trząsł, łyżeczka dzwoniła, ale jakoś udało mu się zamieszać. Potem podjął próbę napicia się z kubka. Niestety, nieustannie trzęsące się ręce spowodowały, że do ust doniósł niemal pusty kubek. Obserwując tę scenę próbowałem zachować powagę i jakoś mi się to udawało... aż do momentu, gdy po kolacji (która w większości wylądowała na podłodze) postanowił prześcielać sobie łóżko. Gdy zaplatał się w prześcieradło nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. Nie czułem się z tym dobrze, bo wiedziałem, że to są umierający ludzie. Życie czasami bywa bardziej zaskakujące nawet od zmyślonych anegdot. 1
Alicja_Wysocka Opublikowano 10 Maja Autor Zgłoś Opublikowano 10 Maja (edytowane) @Sylwester_Lasota Rozumiem, trudno opanować powagę, kiedy naprawdę chce się śmiać. Kiedyś miałam podobnie. Byliśmy z mężem na obiedzie w restauracji. Przy stoliku obok siedział mężczyzna, spojrzał się na mnie i uśmiechnął do mnie. Po chwili, kiedy nie zareagowałam, wziął do ręki pustą szklankę i zaczął ją gryźć jakby to był wafelek, a nie szkło. Słyszałam zgrzytanie. Mąż obejrzał się na niego i mówi, nie patrz, nie śmiej się - a ja nie mogłam się opanować, No nie mogłam! I wtedy zamienił się miejscem ze mną, tak, że miałam cyrkowca za sobą. Edytowane 10 Maja przez Alicja_Wysocka (wyświetl historię edycji) 1
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się