Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I

Otula mnie przyjemnie uczucie chłodu. Wiatr szepcze pieszczotliwie, spokojnie, cicho. Słyszę rozmowy, przetykane radosnym śmiechem. Mogłabym tak trwać w nieskończoność. Otwieram oczy.
- Lucy, jakże się cieszę! - W oczach kobiety która siedzi obok mnie na ławce, widzę zatroskanie i zarazem radość. Staranny makijaż świadczy o tym, że dokłada wszelkich starań, aby oszukać ślady zmagań z problemami, jakich zapewne nie szczędziło jej życie. Weronika, moja siostra (tak mi powiedziała) z czułością obejmuje mnie.
- Czy potrafisz wstać o własnych siłach?
Nie wiem jak to zrobiłam; ale nie przewracam się, nie chwieję.
- Wspaniale, jeszcze kilka kroków! - Zdecydowanym ruchem podtrzymuje moje ramię. Idziemy dalej i cieszy mnie każdy samodzielnie stawiany krok. Patrząc na kwiaty, budzi się we mnie nadzieja, nieokreślona tęsknota, za czymś co już było.
- To nasturcje, Lucy.
Ciężko mi jeszcze podnieść głowę, a może nie chcę. Patrzę, jak pod stopami wesoło skaczą drobinki piasku. Zachwycam się zabawą światła z cieniem. Obserwuję biedronkę jak idzie po wąskim zielonym liściu, skrzydła chronią ją przed bolesnym upadkiem.
Na głogu pająk zdecydowanymi ruchami tworzy sześciokątną figurę. Z gracją porusza się między kolcami, które w każdej chwili mogą przekłuć jego odwłok.
Weronika często powtarzała:
- Możesz od nowa zapełniać podarowaną Tobie przestrzeń.
Moja świadomość zapełnia się wspomnieniami. Osnute refleksją chronią mnie przed zranieniem.


II

W moim domu wszystkie przedmioty są matowe, bez połysku, nawet szkło niczego nie odbija. Weronika często głaszcze mnie po twarzy. Nie potrafię sobie przypomnieć jak wyglądam. Czy jestem odbiciem beztroskiej młodości, czy może piętno czasu zostawiło rysy, jakie przypisuje się cierpieniom?
Bawiąc się moimi palcami, zgina nadgarstki. Często mówi, że mam cudownie chłodne dłonie, wręcz stworzone do pieszczot. W takich chwilach czuję radość w każdym jej ruchu, słowie. Jeszcze dziś słyszę jej śmiech.

Zaniepokojony wzrok mężczyzny obserwuje każdy mój gest. Nie ma w jego słowach ciepła, często coś mówi do mnie podniesionym głosem, machając przy tym rękami. Odczuwam wewnętrzne niespełnienie, tęsknotę za kimś, kogo nie ma. W takich chwilach patrzę przez okno i obserwuję opadające kwiaty czereśni , aby z czasem zobaczyć owoc.

III

Idę pewnym krokiem, to moje pierwsze samodzielne wyjście z domu. Zaczynam przyglądać się przechodniom: jedni patrzą przed siebie z niechęcią, inni współczująco, niektórzy są zmieszani, jakby zażenowani intymnością sytuacji.
- Mamo, ta pani jest... cicho córeczko, różne nieszczęścia spadają na ludzi, usłyszałam
w odpowiedzi. Rozglądam się wokoło i nie widzę nikogo o nietypowym wyglądzie.
Oglądając witryny sklepowe, szukam czegoś, jeszcze nie wiem co to ma być.
Dopiero w ciemnym zaułku kamienicy wzrok przyciąga drewniana brama (z lekka nadgryziona zębem czasu) w kolorze cytryny, z mocnym akcentem czerwieni, oraz szyld sklepu „JAK CHCESZ TO WEJDŹ”. W środku unosi się lekki zapach imbiru. Rozglądam się, nikogo nie widzę, lecz czuję na sobie czyjeś spojrzenie.
- Przymierz – słyszę za sobą stłumiony głos. Dziewczyna z wyglądu przypominająca anorektyczkę, trzyma spódnicę w kolorze ostrej czerwieni. Gdy stoi bokiem, prawie jej nie widać. Dziwne miejsce - pomyślałam. Patrzy tak, jakby mnie znała.
W przymierzalni, kręcąc biodrami wyskakuję z dżinsów. Spódnica pasuje jak ulał.
Przeglądam się w trzech lustrach. Podnoszę wzrok do góry, patrzę sobie w oczy. To naprawdę ja? Nie przypominam sobie, abym tak wyglądała. Serce, jak ptak ze zranionym skrzydłem trzepoce we mnie. Łzy przejrzyste i duże zaczęły spływać po moich policzkach.
Ostrożnie dotykam malutkie wgłębienia wokoło głowy. Wyglądają jak rany pozostawione przez drut kolczasty, znajdujące się w tej samej odległości od siebie. Palcami badam usta, policzki, oczy.
Na tafli szkła zobaczyłam: czyjeś niebieskie oczy, patrzące na mnie z czułością, niewyraźny zarys męskiej smukłej twarzy.
- Solaris, budujesz swój świat na czymś nieprzemijającym - to zachwyt.
- Czyżby to do mnie? Przecież mam na imię Lucy.
Cichy szept otacza mnie, ochrania, nie pozwala obudzić wewnętrznych lęków.

Wracając nie widziałam ludzi, nie dochodził do mnie gwar ulicznych odgłosów. Tylko na policzkach czułam chłodne muskanie wiatru, jak wówczas, gdy pierwszy raz spojrzałam przytomnymi oczami. Intuicyjnie wiedziałam, że On mnie prowadzi. Pytanie: dlaczego nikt mi nie powiedział, że mam syna? - powracało do mnie jak wzburzona fala.
Teraz już wiem, co było przyczyną; tęsknoty za kimś, kogo kocham, bólu, który ani nie narastał, ale też nie malał. Po prostu trwał we mnie.

P.S. To dalsza część opowiadania Katharsis.

Opublikowano

To jest znacznie lepsze, niż Katharsis. Niemal doskonałe. Pięknie namalowane, przesycone tajemnicą, odwołujące się do głębi uczuć. Nie wiem, czy nie powinno stanowić samodzielnej całości...
Miałbym zastrzeżenie do zdania:Jeszcze nie wiem, na jakim fundamencie zbuduję swoje drugie życie - trochę sztuczne i pomatyczne.

Opublikowano

Tak, są to "kawałki" smutnych wspomnień ubrane w poetyckie szaty. Zręcznie to zrobiłas. Mam jednak prośbe do Ciebie, nie wczytuj się tak w siebie głęboko. Zacznij pisać o czyms weselszym. Przy Twoich umiejetnościach i rozwijajacym się talencie bedzie to znacznie wciągajace , a odbiorcy dostarczy cieplejszych wrażeń. Daj ciału nacieszyc sie chwilą powrotu do normalności. Pamietaj o poprawności szyku wyrazów , zwlaszcza w pierwszym zdaniu. Tyle na dzisiaj, przesylam kwiatki i ukłoniki.

Opublikowano

dziekuję przeczytanie oraz za napisanie do mnie kilku słów, sądzę że każdy na komentarze czeka i są one dla mnie zawsze miłą niespodzianką.
pozdrawiam

Opublikowano

Lucy jakże cieszę się - ta inwersja jest zupełnie niepotrzebna, ani to naturalne, ani stylizowane. Brak przecinka po wołaczu. Najlepiej zatem - Lucy, jakże się cieszę; poza tym brakuje oddzielenia dialogu od narracji, wystarczy myślnik po "cieszę" i już będzie w porządku.

w oczach kobiety, która obok mnie, siedzi na ławce - za dużo interpunkcji; która siedzi obok mnie na ławce. Przecinek nie jest tu potrzebny.

jeszcze kilka kroków! Zdecydowanym ruchem - znowu brak oddzielenia; w polskiej normie edytorskiej oddziela się przytoczenie czyichś słów w dialogu myślnikiem od dalszego toku narracji.

To nasturcje Lucy - przecinek przed zwrotem w wołaczu.

w moim nowym życiu, chronić - niepotrzebny przecinek.

Bardzo dobry zabieg czasowy - oddzielenie czasu teraźniejszego od przeszłego bardzo dobrze uwypukla różnicę i wspomaga czytelnika. Poza tym jest to najzwyczajniej w świecie estetyczne graficznie :) a rozczłonkowanie tekstu też dużo znaczy.

wiatr; muskał - ten średnik też chyba niepotrzebny?

Często mówi, że ... W takich chwilach czułam - zgrzyt logiczny. Trzeba coś naprawić w następstwie czasów.

wzrok mężczyzny, obserwuje - niepotrzebny przecinek, tak samo tu: Nocą, chłód - oraz tu: kamienicy, wzrok

z lekka zniszczona zębem czasu - błąd frazeologiczny; powinno być: nadgryziona. Zaraz po wejściu do sklepu wynikł kolejny zgrzyt czasowy, chodzi przede wszystkim o "usłyszałam". Czasów trzeba używać w zależności od sytuacji, ale przejścia te muszą być w takim tekście, mającym ambicje realistyczne, logicznie umotywowane. Co innego jeśli zechcesz kiedyś rzucić realizmowi (choćby względnemu) rękawicę :) Podobnie w ostatnim akapicie - aż prosi się, żeby przed "Wracając" też zafundować linijkę przerwy.

trzepoce się we mnie - się jest niepotrzebne.

Tylko czułam na policzkach, chłodne muskanie wiatru - zgrzytliwa inwersja i niepotrzebny przecinek; może lepiej: tylko na policzkach czułam chłodne ... ?

Cóż więcej - nie czytałem pierwszej części, nadrobię wkrótce, żeby mieć szerszy ogląd. Opowiadanie dość zróżnicowane, bo miejscami bardzo tkliwe i sentymentalne, miejscami zdradza intrygę niemal z zakresu fantastyki. Przyjrzałbym się przymiotnikom, czy aby wszystkie są potrzebne; niektóre wydają mi się zbyteczne (spódnica w kolorze polnych maków, rozbudowane porównanie do promieni słonecznych). Zbyt misterne konstrukcje tego rodzaju grożą niestety śmiesznością i trzeba się z tym liczyć, ograniczając je albo do efektów parodystycznych, albo licząc na odpowiednią grupę czytelników.

Jeszcze jedna sprawa: znakomicie się czyta. Choćby dlatego warto polerować :)

Opublikowano

no cóz, gdybym nie doczytal do końca to bym sie nie dowiedzial że to ciag dalszy innego tekstu. smiało może funkcjonowac samodzielnie. podobał i sie. nie wiem czy to wystarczy, ale myśle , mysśe co by tu o nim napisac, ale nie potrafię niczego wiecej wymysleć. moglbym powiedziec to samo co leszek, tylko inaczej, uznaj więc ze lechu wypowiedział się i w moim imieniu... czulej cię już chyba nikt tu nie pocałuje.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...