Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Simon Tracy

Bardzo mi się podoba!

To piękny, głęboki, melancholijny tekst, który oddaje pewien rodzaj egzystencjalnego bólu. Czytam o samotności i rozczarowaniu światem, jest tu cynizm wobec świątecznych życzeń, uczucie wyobcowania. Ale najbardziej wzruszająca jest wizja Natalie. Bo nagle, mimo całego cynicznego dystansu, objawia się ogromna tęsknota i zdolność do miłości. Świetne są obrazy w Twoim wierszu. Pozdrawiam

Opublikowano

@Berenika97 Pisałem ten wiersz dziś w nocy i pierwotnie miał być pozbawiony elementów gotyckiego romantyzmu. 

A wyszedł z niego czysty Poe.

Lecz złączony u mnie z nihilistycznym modernizmem.

Sam byłem ciekaw jak to wyjdzie i myślę że jest całkiem dobrze.

Bohater jest tu tym, który przeżył swoje życie i zrozumiał je.

Dlatego nic już nie ma

dla niego wartości.

Tym bardziej po śmierci ukochanej.

Ona była wszystkim.

Po niej została jedynie obsesja i obłęd.

A jak to u Poego i u mnie śmierć nie wyklucza miłości a nawet wzmacnia ją.

Opublikowano

Po Waszych komentarzach Drodzy Przdmówcy, nic ująć nic dodać. Dla mnie wiersz niezwykle obrazowy, przesiąknięty cynizmem, który miał być odczuwalny, ale żeby nie było; są też momenty bardzo wzruszające i czułe, co przełamuje nieco pesymistyczne podejście do życia, które mocno peela doświadczyło. Mocna cząstka z baławnami, podoba mi się. 
Przekleństwo klatki codzienności,  też mocne i dosadne, prawdziwe. Przeczytałam z zaciekawieniem. Najlepszych Świąt. Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Simon Tracy

Muszę przyznać, że gdy przeczytałam całość, to pomyślałam "przecież to Poe"!  Chciałam przypomnieć jego opowiadania, w których był motyw powracającej zmarłej kobiety. No i jest on zawarty w wielu jego utworach. Pozdrawiam - to prawda, piszesz jak mistrz. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Simon Tracy Witold Gombrowicz, a przynajmniej tak twierdzi Google.com

 

"To zdanie, „Jedyną rzeczą, która ma jeszcze moc sprawczą w świecie po sensie, jest obsesja”, jest często przypisywane polskiemu pisarzowi i myślicielowi Witoldowi Gombrowiczowi, chociaż nie zawsze jest łatwo odnaleźć je w jego bezpośrednich dziełach, lecz raczej w interpretacjach i analizach jego twórczości. Wypowiedź ta oddaje jego charakterystyczne spojrzenie na absurdalność istnienia i rolę manii w życiu człowieka." 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...