Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jej oliwkowo zielone,

lekko zmrużone,

za zasłoną krótkich

acz grubych rzęs, oczęta. 

Wpatrywały się we mnie 

z cichym uwielbieniem.

Szybko doskoczyła,

jeszcze nie ostygłym

po niedawnym spełnieniu ciałem 

ku mojej piersi.

I złożyła na moich 

zamkniętych na głucho ustach, pocałunek 

zbyt lubieżnie gorący bym mógł nadal 

ignorować z wyższością samca alfa 

jej próby zwrócenia na siebie uwagi.

Wczepiłem palce w jej ciemne pukle,

dziś wyjątkowo pofalowane.

Może to sen tak spokojny.

Dziecięcy wręcz.

Rozrzucił je na świeżej pościeli.

A potem żar zespolonych ciał 

nadał im tego nęcącego blasku 

i kształtu morskiej fali.

 

 

Mając ją w ramionach 

czasami zapominałem o całym świecie.

Żyłem w jej blasku i cieniu.

Dla jej głosu i ciepła słów miłosnych.

Dla jej oczu. Wzroku anioła.

Ona mną władała.

Choć nie chciała tego.

Chciała być.

Leczyć mnie.

Rekonstruować moją duszę.

Z każdym dotykiem i pocałunkiem, 

odrastało mi serce.

Kiedyś wyjedzone przez mrok.

Otoczyła je opieką i troską.

 

 

Nie musiałem mówić.

Nasze myśli zawsze były jednością.

Czasami śmiała się,

że mnie usidliła magią.

Zaklęcia z jej ksiąg, 

pozwoliły mnie przywołać i ujarzmić.

Czy kiedykolwiek chciałem

od niej odejść?

Przenigdy.

Już nie migruję

wśród leśnych mokradeł 

i zapomnianych nawet przez szeptuchy bagiennych borów.

Mroźny księżyc

ma jednak potężny zew.

Tej klątwy nie zakończy

nawet moja śmierć.

Więc przemieniam się w jej ramionach.

Samotny wilk,

który dzięki ludzkiej czarownicy,

jest choć trochę zrozumiany.

Poddany nie ocenie a wysłuchaniu. 

 

 

Lecz pamiętam i te

noc czerwcową przed laty.

Gdy świeżo porzucony

na skraju polany.

Wyłem aż do utraty głosu.

Padłem w wystające ponad ściółkę,

korzenie prastarego dębu.

Moje żale obudziły go ze snu.

Schwycił mnie w swe starcze konary

i umościł wygodnie na listowiu gałęzistych dłoni.

Zapytał kim jestem.

Samotnym wilkiem odpowiedziałem.

Drzewa myślą

i odpowiadają dość długo.

Wreszcie odparł z wielką rozwagą.

Nie wyglądasz na wilka.

Bo kiedyś byłem człowiekiem,

lecz pobratymcy z wioski 

nałożyli na mnie klątwę.

Wypędzili mnie z granicy siół.

Stałem się bestią.

Znasz ludzi? To podły gatunek.

 

 

Dąb zasępił się lub nawet przysnął myśląc nad odpowiedzią.

Wreszcie odrzekł z powagą.

Nic nie wiadomo mi o gatunku ludzi. 

Młody to zapewne szczep lub plemię.

Znam dobrze ptaki

co zamieszkują przestworza

i korony moich pobratymców.

Znam ryby srebrzyste i prędkie

co płyną w nurtach górskich

i leśnych strumieni.

Znam jaszczurki, pająki czy ślimaki 

co wędrówkami swymi po korze.

Wywołują łaskotanie i uczucie świądu.

Znam łosie, jelenie czy dziki.

Co chadzają w ostępy.

Zniżają łeb w ukłonach 

ilekroć widzą mą postać 

przechadzająca się po lesie.

Czasami rozmawiam z wilkami.

O wolności.

Lecz Ty nie wyglądasz 

na szczęśliwego i wolnego.

 

 

Rzucono na mnie czar. 

Klątwę, której ani czas ani pokuta

nie zdejmie.

Dąb znów długo myślał.

Czar… klątwy… magiczne konszachty.

Runy, pergaminy, konstelacje.

Drzewa nie znają się na tym.

My rośniemy w ciszy

prastarych puszcz.

W miejscach świętych, 

dotkniętych jedynie

stopą Pierworodnego.

Naszymi braćmi są chmury i skały.

Słuchamy pieśni wichru.

A kołysze nas do snu 

szemrząca dziko Atrubre.

Pani wszystkich wód, 

której źródło spłynęło z nieba

przed eonami.

 

 

Ale znam kogoś kto mógłby zaradzić 

na Twą niedolę dziwny wilku.

Zabiorę Cię do czarownicy, 

która może będzie potrafiła

zdjąć klątwę.

Las jest wielki i dziki.

Pełen parowów i dolin.

Nie zbadają go w połowie nawet 

tak śmiesznie mikre łapy jak Twoje.

Zresztą nieroztropnie byłoby wysyłać 

Cię tam samopas.

Zaniosę Cię zatem wilku.

Ku dawnemu kręgu rady.

Do magicznych wrót Dok Natt.

Tam jest dom czarownicy.

Mieszka w wysuszonym cielsku trolla.

Ona będzie umiała pomóc.

 

 

I ruszył ku kniei 

z moim ciałem uwięzionym 

w gałęzistym uścisku.

Dopiero szóstego dnia

stanęliśmy u celu.

Dąb wyszedł zza 

ostatniego szpaleru świerków.

Każdy z nich zaszumiał 

w ich drzewnym języku,

oddając hołd władcy lasu.

Moim oczom ukazał się

przepołowiony światłocieniem zmierzchającego słońca 

krąg polnych głazów, 

pokrywały je

wyżłobione linie runicznych,

elfickich zaklęć.

W centrum okręgu stała budowla 

prawie tak wysoka jak Dąb,

Złożony z kamieni

i księżycowego srebra 

łuk Dok Natt.

 

 

Miejsce gdzie Pierworodny 

śpiewał swym dzieciom 

pieśń o powstaniu życia.

Gdzie nauczył ich miłości i dobra.

Bo zła wtedy w krainie nie było.

Nie było elfów, ludzi ani krasnoludów.

Był tylko Pierworodny, jego głos 

i zrodzone ze śpiewu dusze.

Ognie natchnienia.

Które dały początek życiu.

Dąb ułożył mnie delikatnie w kręgu.

Dopiero wtedy dostrzegłem osobliwe domostwo na lewo od nas.

Było to cielsko trolla.

Zamienione w kamień.

Naruszone eonami opadów i erozji,

pełne wgłębień i pieczar,

prowadzących wgłąb

jego martwych trzewi.

Jedno z nich prowadziło

do domu czarownicy.

 

 

Dąb z zaciekawieniem 

krążył wokół cielska trolla.

Z pewnością kiedyś go znał.

I nie myliłem się.

Kelljoon Maczuga… pomiot magii 

która zatruła pieśń.

Zabił go przed wiekami Jannii,

Bóg góry.

Była to era jaką pamiętamy już tylko my,

strażnicy lasu i skały górskich zboczy.

W jego wnętrzu 

uwiła swe gniazdo czarownica.

Bywaj wilku. Obyś w świętym Dok Natt,

odnalazł to czego szukasz 

i zmazał klątwę swego rodu.

Ludzi jak ich nazywasz.

Odszedł w las a za nim udały się 

dwa najwyższe świerki.

A ja ruszyłem niepewnie

do trollowej jaskini.

By szukać ratunku.

I znalazłem go w objęciach czarownicy.

 

Opublikowano

@Simon Tracy to prawie jak w Sadze o ludziach lodu 

Tak baśniowo i na swój sposób uroczo 

Panie Poeto mam wrażenie że przebywasz tu odrobinę swoich emocji takich wprost z serducha 

Lubię takie pisanie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Simon Tracy wiem 

Tak czasami bywa że nasze miłości gdzieś odchodzą 

Myślę że niebawem się jakaś pojawi 

Pisz i obserwuj bo coś czuję że to Kogoś zwabiło

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

I żeby była jasność nie mnie! Broń Bozi 

Bo ja to jestem już stara i nie w głowie mi takie miłowania

 

Opublikowano

@Gosława Ona sama przyznaje, że czyta od przeszło dwóch lat każdy mój wiersz. Czasami przemycam w nich tak domyślne znaki, że musiałaby naprawdę udawać żeby nie wiedzieć że to o niej. 

Ja już też jestem zbyt stary i zniszczony by kiedykolwiek jeszcze mieć choć cień szansy w miłości.

Zresztą nie potrzebuję tego.

Odnajduję się doskonale w swojej głębokiej samotni. I nigdy nie byłem bardziej spełniony niż teraz.

Chyba po prostu za bardzo nie lubię ludzi by ich do siebie dopuszczać.

Opublikowano

@Simon Tracy niewiele jest osób które wybierają samotność 

Zazwyczaj ludzie potrzebują kontaktu z drugą osobą 

Ty też 

Gdyby tak nie było to nie publikował byś tak osobistych utworów 

W ogóle nic byś nie publikował tylko zatopił w jakimś nałogu 

Ale Ty wybrałeś mniejsze zło i wychodzisz do ludzi tak trochę incognito

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

żeby za bardzo nie oswoić ale też nie odstraszyć 

Opublikowano

@Gosława Wolę samotność. W zasadzie od kiedy pamiętam.

Źle się czuję przy innych.

Nie mam żadnych znajomych ani przyjaciół. W pracy staram się nie rozmawiać o prywatnych kwestiach i nie wychodzić poza schemat współpracowników. 

Poezja jest w zasadzie jedynym co potrafię i co łączy mnie z ludźmi.

Ale i w niej jestem incognito jak zauważyłaś.

Opublikowano

@Simon Tracy mnie moja otwartość w stosunku do ludzi gubi 

Bo często odbierana jest nie tak jak powinna i mam przez to kłopoty 

Do mnie niestety ludzie lgną a już najbardziej "wywrotowcy" Ostatnio przez pół miasta szedł za mną jakiś facet i gadał gadał gadał 

Nim się zorientował że mam w uszach słuchawki i generalnie wywalone na to co mnie otacza zdążył opowiedzieć połowę swojego życia

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Simon Tracy

Ten tekst mnie zauroczył. To przepiękny, melancholijny wiersz fantasy, który łączy w sobie elementy romansu, baśni i magicznego realizmu.

Stworzony przez Ciebie świat jest fascynujący.

Tekst ma duszę - czuć w nim autentyczne emocje i przemyślaną wizję świata. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Kamil Olszówka Ekstra - polityka, pieniądze i sex rulez od dawna zresztą, bo to pragmatyka jest przetrwania człeka. 
    • @huzarc Dziękuję Ci za te słowa - szczególnie za dostrzeżenie tej dwoistości "oprawców i lokatorów". :)))
    • W poczekalni pachnie strachem i miętą, co tylko udaje miłosierdzie, jakby same anioły tortur szykowały kołysankę dla niewinnych. Siadam na fotelu - tron zbrodni, który drży pod ciężarem wszystkich moich lęków. Zza maski wychyla się on: uśmiech jak zęby rekina, oczy jak dwa lśniące wiertła, przenikające do rdzenia mojego istnienia. Otwórz szerzej - mruczy, - szerzej, jeszcze, aż zajrzę ci do samej duszy, aż zobaczę, co bije w samym środku ciebie. Wkłada metal jak zimowy świt, który tnie niebo na pół. Świdruje powietrze, boruje ciszę, aż język ucieka w popłochu jak chomik z wnętrza planety, rozrywając krajobraz mojego świata na drobne kawałki. Ooo, piękny kanał - zachwyca się, jak malarz podglądający koszmarne pejzaże snu. A potem nagle mruży oczy i tonem badacza, który właśnie odkrył nowy gatunek życia, mówi: — Proszę pana… ja takich korzeni to nie widziałem od piętnastu lat! To jest… arcydzieło. Jakby panu w zębie wyrósł bonsai. I patrzy na mnie z tą ekstazą kolekcjonera, jakby mój ból był trofeum, które można wystawić w muzeum osobliwości. obok eksponatu „Skręcony wiertłem kot w kosmosie”. Trzeba oczyścić. Do samego rdzenia. Nie bój się, nic nie poczujesz… No… może poczujesz wszystko, jakby ktoś wziął koszmar i zamknął go w twoich nerwach, a potem przypalił na grillu emocji. Zgrzyt. Wiertło tańczy walca na nerwie, a świat wiruje szybciej niż turbina piekła, a ja płynę w górę, do sufitu, gdzie lampy wyglądają jak martwe anioły, które próbują grać w chińczyka z moją czaszką. Dentysta nuci pod nosem, jakby śpiewał kołysankę swojemu umiłowanemu wiertłu, i każda nuta jest krzykiem bólu w mojej czaszce. - Proszę nie zaciskać dłoni na podłokietnikach, mówi z troską. - One niczemu nie są winne. Potem bierze haczyk. Delikatnie. Z czułością chirurga i temperamentem kata, jakby wyciągał gwiazdy z nieba, żeby rozpalić w nich pożar. i przy okazji zrobił małą pizzę z moich nerwów. A teraz usuniemy… to, co cię boli. Może trochę więcej, żeby nie wróciło. Czuję, jak wysnuwa ze mnie nici, jakby wyciągał z pajęczyny ostatnie resztki człowieczeństwa… i razem z nimi mój krzyk rozbija się o ściany gabinetu jak rozżarzona lawa o przestrzeń świata. Na koniec klepie mnie po ramieniu. Cudownie współpracowałeś. Przyjdź znów. Twoje zęby mają w sobie coś… inspirującego, jakby były fragmentem gwiazdozbioru zgubionego w mroku, i odrobiną konfetti po imprezie kosmicznych krasnali. Wychodzę. Szczęka drży jak źle sklejony świat, który kołysze się jak łódź po oceanie zapomnienia, a woda odbija moje przerażenie jak lustro piekielnej rzeki. Za mną zatrzaskują się drzwi, a on już wita następnego - szczerząc swoje doskonałe, nienaganne, dentystyczne zęby, które migoczą jak ostrza światła w tunelu koszmaru.                
    • @hania kluseczka @hania kluseczka Ale że co, że poezja.org? :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...