Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Gość vioara stelelor
Opublikowano

Piękny wiersz z psychologiczną głębią.

Pomyślałam też o dotkliwym rozczarowaniu osoby niejednokrotnie doświadczanej przez los, która modli się, lecz już nie z nadzieją, że zostanie wysłuchana. Dla niej to prędzej nawyk, być może obowiązek, ale raczej przyzwyczajenie.

Może też rodzaj rytuału, który od lat nie jest aktem wiary,bo został pozbawiony wymiaru sacrum, choć wciąż działa na jakiejś płaszczyźnie życia. Uspokaja, wycisza, wypełnia samotność, daje złudzenie przewidywalności.

Mówią, że modlitwa to rozmowa z Bogiem. Ale adresatka utworu nie rozmawia już z Bogiem, nie modli się do Niego, ale już tylko dla siebie.

List do nieobecnego ojca, z którym nie ma kontaktu (metafora), wskazuje dojmująco na osobisty kryzys relacji z Bogiem. Kobieta z wiersza nie doświadcza Jego bliskości, opieki, czuje się dla Boga niewidzialna, odcięta od łask, pomimo tego, że Go potrzebuje i kiedyś na pewno o nie prosiła, szukała jakiegoś znaku, że Bóg jest przy niej. Bezskutecznie.

Wiesz, nieraz uderzał mnie kontrast między różnymi świadectwami ludzi modlących się. Z jednej strony szczęśliwi wysłuchani epatowali radością, dziękowali za spełnienie swojej intencji, opowiadali o cudach, jakie się wydarzyły w ich codzienności, uskrzydleni otrzymaniem darów, o które się modlili, a z drugiej - tyle ludzi zawiedzionych, w poczuciu opuszczenia, rozgoryczonych, zrozpaczonych, którym "na pociechę" duszpasterze zostawiają komentarz w rodzaju "widocznie Pan Bóg ma dla Ciebie inny dar, czekaj cierpliwie, może to nie było dla Ciebie dobre, zgodne z Jego wolą", itp. wyjaśnienia.

Tutaj jest ten drugi przypadek, a adresatka wiersza zrzuciła już z siebie nadzieję na odmianę losu z Bożą pomocą, jak stare ubranie, pozbyła się złudzeń, religia nie jest już w jej życiu źródłem, jest tylko pustym wazonem, do którego wstawia się kwiaty tylko dlatego, że robiło się to od zawsze.

 

Opublikowano

@tie-break

Dziękuję za tak przemyślaną i wnikliwą interpretację. Zwłaszcza to, co napisałaś o modlitwie jako nawyku pozbawionym sacrum, ale wciąż pełniącym jakąś funkcję – to trafnie uchwyciłaś coś, co w wierszu chciałam zawrzeć.

Ten kontrast między „szczęśliwymi wysłuchanymi" a tymi, których zostawia się z pustymi formułkami – to rzeczywiście bolesna rzeczywistość. I właśnie ten „pusty wazon" – piękna metafora na to, co zostaje, gdy odejdzie wiara, a zostanie tylko forma. Pewien zakonnik kiedyś stwierdził, używając marksistowskiej terminologii, że w Polsce większość ludzi (chodziło mu o wiarę) nie ma bazy a tylko nadbudowę. Baza to prawdziwa wiara, nadbudowa to tylko pusty rytuał. 

Bardzo  dziękuję.

Opublikowano

@Berenika97 Bereniko, może coś Ci opowiem. 

Kiedyś tak bardzo prosiłam Boga i pomyślałam, że zrobię Mu dziurę w brzuchu. Myślałam też o tych słowach: 'proście, a będzie wam dane' Ale to tak nie działa. Modlitwa, to nie sklep, gdzie się kupuje to, co się chce. 

Nie dostałam tego, o co prosiłam, czego chciałam, ale dostałam - spokój, który przewyższa każdą myśl.

Dostałam nie to, czego chciałam - ale to, czego potrzebowałam.

Opublikowano

@Berenika97

Bardzo dojrzały i emocjonalnie uczciwy tekst. Zdefiniowanie modlitwy bez pewności wiary, wyrażona wątpliwością, jak echo z wnętrza jej braku. Wyraża nie triumf duchowości, lecz przekonanie o tym, że opuściła człowieka. Do tego świetnie poprowadzony obraz dziecka pozbawionego ojca, przeniesiony na relację z Bogiem.

Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, i myślę sobie, że stąd bierze się wiele kryzysów wiary.

Zdarza się, oczywiście, że ktoś prosi Boga o jakieś głupoty i traktuje modlitwę jako środek płatniczy.

Jestem w stanie zrozumieć np., że dziewczyna prosi o zainteresowanie ze strony jakiegoś chłopaka, a Bóg tej prośby nie wysłuchuje, bo, jako Wszechwiedzący, wie, że jest to np. bad boy i ją może skrzywdzić.

Albo ktoś modli się o wygraną w lotto. (widziałam nawet w internecie jakieś specjalne formułki na tę okoliczność, ale śmiem przypuszczać, że to jakieś fejki, bo chyba nikt w ten sposób nie kpi sobie z wiary i modlitwy).

Znam jednak (z własnego otoczenia) ludzi, którzy całkowicie załamali się, gdy w ich sytuacji jedyną nadzieją był Bóg (sami nie mogli nic zrobić), a sprawy dotyczyły rzeczy fundamentalnych (zdrowie, życie, podstawy egzystencji). W takim momencie, gdy modlitwa nic nie przynosi, a wszystko się jeszcze bardziej pogarsza, nie wiem, co tym osobom można powiedzieć.

Że Bóg wie lepiej, co jest im potrzebne?

Że wciąż otrzymują łaskę (jaką? kiedy?), tylko nie taką, o jaką proszą, ale zgodną z Bożą wolą. (czyli jaką? śmierć? pogorszenie choroby? w kryzysie finansowym - utratę pracy na dokładkę?)

Można uznać, że Bóg chce zmusić w ten sposób człowieka do działania, alby wypróbować go, jak Hioba.

No i co? Ktoś okazał się słaby, upadł, porzucił wiarę - czy o to Panu Bogu chodziło? To jest jednak sprzeczne z Jego obrazem, jako Miłosiernego Ojca, no i zawsze można wolną wolę wyciągnąć na tapet.

Czy jest ktoś, kto potrafi to rozstrzygnąć?

W takich okolicznościach, w najlepszym wypadku ktoś staje się tą kobietą z wiersza - która modli się mimo wszystko, siłą rozpędu, ale już bez tego, co stanowi rdzeń modlitwy - ufności.

 

Opublikowano

@Berenika97  wiesz Berenika, Twoja ostatnia strofa to jak przecięcie, uderza.

Mojego domu też już nie ma, choć przecież tam budynek jest. Ale domu nie ma.

Modlę się, lubię odmawiać dziesiątek różańca, do Maryi Mateńki.

Nie wiem, może to głupie, ale lubię.

Piękny wiersz

Opublikowano

@Berenika97

Wspaniały wiersz,

a właściwie z sobą, Bogiem.

...

sam na sam z...Bogiem 

z sobą 

 

słowa bez makijażu 

często w nieładzie

nie są bukietem dla...

a jednak piękne 

 

nie musimy wierzyć 

czy dotrą 

czy są wysłuchane 

 

wystarczy ufać 

...

Pozdrawiam serdecznie 

Miłego dnia 

Opublikowano

@Berenika97

 

 

Wspaniały, Mądry Wiersz !!!

 

 Twoja wrażliwość i umiejętność przekładania trudnych emocji na poetycki obraz są absolutnie niezwykłe.

 

to jest głęboko poruszający i mądry tekst, który zostaje z czytelnikiem na długo.

 

 

urzeka mnie zwłaszcza ta przemyślana konstrukcja, od chłodu stygnącego pokoju, poprzez gorzkie, niedojrzałe ziarna słów, aż po straszliwy obraz dławiącej kołdry.

 

 

jesteś niesamowicie odważna, stawiając tak szczerą diagnozę relacji z Absolutem.

 

dziękuję za ten przejmujący wiersz. 

 

jesteś Nika bardzo utalentowana !!!

 

pozdrawiam :)

 

 

Opublikowano

@Berenika97

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Puenta przemawia do mnie. Również przemawia do mnie ów zakonnik „używając marksistowskiej terminologii, że w Polsce większość ludzi (chodziło mu o wiarę) nie ma bazy a tylko nadbudowę”..: )

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dla mnie ta zwrotka jest kluczowa. Relacja z Bogiem to relacja z rodzicem, instancją wyższą, opiekunem. Gdy ojca nie było, nie ma, lub jest niedostępny - zostaje pustka i tęsknota. Modlitwa to rozmowa z nim. Albo zwykła mantra. 

Bardzo dobry wiersz, ściskam, bb

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

Dziękuję Ci za to, że podzieliłaś się tym. To, co piszesz o tej dziurze w brzuchu - rozumiem to. I rozumiem też ten spokój, który przychodzi inną drogą, niż się spodziewałaś.

Czasami wydaje mi się, że modlitwa układa się sama. I może w tym jest coś z tego, o czym piszesz - że dostajemy nie to, o co prosimy słowami, ale to, czego potrzebujemy w ciszy między nimi. Bardzo dziękuję!

@huzarc Dziękuję Ci za te słowa!  Chyba właśnie tak to jest, że modlitwa nie musi być pewna, żeby była prawdziwa. Że może się modlić nawet ten, kto nie wie już, czy ktoś słucha. Dziękuę! 

@tie-break

To, co piszesz, dotyka czegoś, co próbowałam w tym wierszu jakoś uchwycić - tej przepaści między tym, czego nas uczono o modlitwie, a tym, jak ona wygląda, kiedy naprawdę boli.

Bo łatwo jest powiedzieć "Bóg wie lepiej" komuś, kto prosi o nowy samochód. Ale co powiedzieć matce, która modli się o życie dziecka? Co powiedzieć komuś, kto się modlił, modlił, modlił - i wszystko się posypało? Nie mam odpowiedzi.

Ta kobieta z wiersza, o której piszesz - ona się modli "siłą rozpędu, ale już bez ufności" - tak, dokładnie. To jest modlitwa po kryzysie. Modlitwa, która nie wie już, czy ma sens, ale wciąż się zdarza, bo nie ma innego wyjścia. Bo ciemność jest zbyt ciemna, żeby zasnąć w niej bez słowa.

Nie wiem, czy to jest słabość, czy może jakaś dziwna forma siły - to, że ktoś mówi do Boga nawet wtedy, gdy przestał wierzyć, że On odpowie. Może właśnie wtedy modlitwa jest najbardziej ludzka. I może najbardziej potrzebna - nie Bogu, ale nam.

Dziękuję Ci za ten komentarz.

@Annna2

Bardzo dziękuję! To wcale nie jest głupie! Wcale!

Rozumiem to - czasami łatwiej jest mówić do Kogoś, kto też był człowiekiem, kto też wiedział, jak to jest stracić, bać się, nie rozumieć.

Gość vioara stelelor
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Dziękuję również, za tę przenikliwość.

Opublikowano

@Migrena

Dziękuję Ci z całego serca. Naprawdę nie wiem, co powiedzieć - Twoje słowa mnie bardzo wzruszyły.

To, co piszesz o konstrukcji wiersza, o tym przejściu od chłodu do dławienia - cieszę się, że to wyczułeś. Zależało mi na tym, aby czuć było tę duszność, tę niemożność złapania oddechu, która przychodzi czasem z modlitwą. Że to nie zawsze jest spokój i światło, ale czasem po prostu desperacka próba przetrwania nocy. Dziękuję, że przeczytałeś ten wiersz z taką uwagą.

@andrew

Dziękuję Ci. To piękne, co napisałeś - "słowa bez makijażu, często w nieładzie, nie są bukietem dla... a jednak piękne."

Modlitwa nie musi być ułożona, wyuczona, ale zawsze jest piękna.

@Amber Myślę, że dużo osób nosi w sobie tylko nadbudowę - obrzędy, słowa, gesty - ale fundament gdzieś po drodze się rozmył, a może nigdy go nie było. A może jest dużo ludzi, którzy mają bazę a zrzucili nadbudowę? Bardzo dziękuję!

@Robert Witold Gorzkowski

Bardzo dziękuję! "Życie zapewnia nam tylko modlitwę" - pieknie to powiedziałeś! 


 

@viola arvensis

Dziękuję Ci za tę refleksję - jest w niej tyle ciepła i nadziei.

To piękne, co piszesz o owocach, które dojrzewają w czasie. Może właśnie tak to działa - że modlitwa nie musi od razu przynosić odpowiedzi, żeby coś w nas zmieniać. Że nawet ta najbiedniejsza, najbardziej zagubiona rozmowa z Bogiem ma swoją wartość, nawet jeśli my jej nie widzimy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Berenika97... przeczytałam trzy razy, piękna modlitwa.!. chciałam coś wyróżnić, ale skopiowałabym całość,

jednak cząstkę podaję.... by nie zasnąć w ciemności... bardzo wymowne słowa... jednocześnie, by móc wejść w siebie samego, we wnętrze człowieka.

Pozdrawiam jesiennie.

Opublikowano

@KOBIETA

Dziękuję!

To, co piszesz o tym wersie - "w tych słowach zawarta jest istota zła, tego świata" - trafia we mnie bardzo mocno. Może właśnie dlatego modlitwa jest takim poszukiwaniem światła w ciemności - bo to jedyna rzecz, którą możemy robić, kiedy nie wiemy, jak się kocha, ale wciąż próbujemy.

Dziękuję za te słowa. Pozdrawiam serdecznie.


 


 

@lena2_ Dziękuję Ci. I tak, dokładnie - wiara gubi się w gąszczu niewysłuchanych próśb, a zostają rytuały. I może właśnie w tym jest jakaś dziwna nadzieja - że nawet wtedy, gdy wszystko inne odpada, te rytuały wciąż nas trzymają. Nawet jeśli są już tylko formą, gestem, przyzwyczajeniem. Bardzo dziękuję! 

@beta_b

Dziękuję Ci! I tak - ta zwrotka jest dla mnie też kluczowa, bo chyba w niej wszystko się zawiera.

To, co mówisz o tej relacji z rodzicem, który nie był, nie ma, jest niedostępny - to jest dokładnie to. Ta pustka i tęsknota, która zostaje. I ta desperacka próba rozmowy z kimś, kto może w ogóle nie słucha, ale my wciąż mówimy, bo nie umiemy inaczej.

Modlitwa albo rozmowa, albo mantra - tak. Czasem jedno przechodzi w drugie i nie wiadomo już, co to jest. Ale wciąż się zdarza.

Dziękuję za te słowa i za zrozumienie. Ściskam mocno.


 

@Nata_Kruk

Dziękuję Ci!

To, co piszesz o tym "nie zasnąć w ciemności" i jednocześnie "wejść w siebie samego" - pięknie to uchwyciłaś. Mówimy na zewnątrz, ale słowa schodzą w głąb. Że szukamy Boga gdzieś tam, a w końcu znajdujemy tylko siebie - albo siebie w Nim, albo Jego w sobie, nie wiem.

Dziękuję i pozdrawiam również jesiennie.


 

@Leszczym@Simon Tracy@ToyerSerdeczne dzięki! :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • jesteśmy a jakby  nas w pełni nie było    każda  bliskość uśmiecha się  obiecuje  czuć jej oddech    jest jak ulubiony deser  chcielibyśmy ...   nie zawsze daje  to o czym ...  oboje myślimy    ciepło rąk  jest takie miłe    6.2026 andrew   
    • JAK ŚPIEWAĆ WAŚĆ MAĆ: 1. Część pierwsza: Klasyczny,punk / cold wave psychodeliczny Zwrotki o „Przygodzie” i „Przybłędzie” (aż Do słów „...a dla Uszatka, w tramwaju tłok”) Mają idealny, parzysty rytm. Jak śpiewASZ: Wokal powinien być monotonny, chłodny (jak mrok) 1. Część druga:   Nagłe tąpnięcie i destrukcja (Glitch / Noise) Moment, w którym wklejasz interfejs (sino voice) Cyfrowy („Strona główna Szukaj więcej...”), to muzyczny punkt zwro... 1. Część trzecia:   Melorecytacja / Teatr Dramatyczny. Końcówka od słów „W Zagłębieniach ulic...” traci piosenkowy (geriatr -Yczny) rytm i staje się wierszem w [SYSTEM ERROR: 0x0000001F] Proces "DOROSŁOŚĆ. EXE" napotkał nieoczekiwany błąd Pamięci. Bufor tożsamośc I został przepełniony (Stack Overflow). Lokalizacja błędu: między Naszym ratuszem a naszym kościołem, w zagłębieni A wszystkie, bez ciemnia ląku. Stan urządzenia: [X] Pysk sprany (Klamka_v2 [X] Gardło obmyłje (Denaturat_Premi Um) [X] Kształty zbadane (Prze Dszkolanka_Dżin) Próba odzy   Skania danych... Niepowod zenie.Resztę znam: Przemija, p RzemiNęŁoliśmyŁA! Naciśnij dowol Ny klawisz, aby odwrócić się i od Wrócić się znów. Naciśnij [RE SET], aby nałożyć ręce w go   Dzinie złej.......... [Dźwięk: Trza Sk bezpiecznika. Głośny, kró tki pisk cyfrowego sprzęż Enia.][Wizua Lizacja: Ekran miga na nie Biesko, po czym gaśnie ca łkowicie.][CISZ A.] ─── Teraz twoja kolej, daj się porwać Przygodzie Jacques'a Brela Bo całe jego życie było cudowną  Burzliwą przygodą. Przybłęda: Jego przygoda (zaczyna się...) MAM NA TO ŚWIT... Przygoda, przygoda Przygoda zaczyna się o poranku Przygoda wstaje skoro świt Ona zaczyna się w rannym słonku Przychodzi, by nam rączki myć Przybłęda, przybłęda, Przybłęda warczy na poranki Przybłęda w nocy idzie w karty grać Woli kolegów niż koleżanki, Przychodzi, z klamką , by nam pysk sprać " Pankracy to przybłęda, sam się przypętał Zaczyna pić już o poranku..." Przygoda zaczyna się o świcie A świt prowadzi nas przez drogę na szlak Przygoda naszym skarbem życia Który odkrywamy w ranka błask Przybłęda zaczyna chlać o świcie Bo w świt Przybłędę trafia szlag Przybłędzie wóda wchodzi znakomicie Bynajmniej ranka błask mu nie w smak (Właściwie: "łapką / klamkę tknąć", W zależności od wersji zwrotki obficie Najpopularniejsza to: "A Pankracy to równy gość.") Dla Martina to żelazo na kowadle Dla Cezara, wino, co go wprawia w śpiew Dla Yvona - morze, kto jego dal odgadnie? To ten, co właśnie wschodzi, dzień... Dla Pankracego to świeże mięso w imadle Dla Reksia, kość, co go pije w krok Dla Kolargola, biała Śmierć w spirali, na dnie A dla Uszatka, w tramwaju tłok... To pszenica, którą wspólnie młócimy Robota zaczyna wcześnie się O świcie każdym wciąż walczymy Wcześnie zaczyna się karat ten... Bo, kasa co ją młóci Pankracy Sama nie zarobi się W tym świecie o który walczymy Dniem Pracy Czy jak tam nazywa się bardak ten.. Niech światło obmyje nasze ręce Wszystko, czego szukamy, aby odkryć ją i dać Kwitnie każdego dnia w tydzień, czy odświętnie Wielka przygoda musi zostać, trwać Niech tylko denaturatęm obmyłję gardło spragnione Wszystko, czego nam trzeba, to kwestia Być czy Mać? Szybciej nalewaj bo ledwię widzę swój kóniec Wielka Bezbłędna wiecznie musi ma, mieć, trwać Między naszym ratuszem a naszym kościołem Między bramą dziadka Dey Strona główna Szukaj więcej Twoja biblioteka Premium Kopiuj Wklej Koperta dla mera, dwie dla wikariera Kwiatki dla babki, że Hey! Sterta główna Szukaj więc! Twoja biblioteka czeka Premium wóda gotuj klej Szukaj Zaznacz wszystko O świcie każdego poranka Wtedy zaczyna dorosłość się Niech nasze kształty zbada przedszkolanka... Nie szukej znasz wszystko O świcie! Giń! Wtedy zaczynia się taki Dżin.,. Niech kształt O! Tej Flaszy nie doczeka poranka Ci co nas naprawdę kochają nałożą na nas ręce w godzinie złej Ci kochają dać se w dłoń szable doń! W zagłębieniach ulic, w cieniach łąk Na końcu drogi, pośrodku pól Stojąc na wietrze, siejąc swąd Pochylając się ku ziemi, nie wychodząc z ról W zagłębienia wszystkie, bez ciemnia ląku Lej, w końcu drogi, choć pól Trwa... Jąc w wierze, czuję swąd dźwięków Ujchylam się ku ziem, wchodze w to, z góry na dół! Siedząc obok starców, tkając wiklinę Leżąc w słońcu, chłonąc światło-cień Resztę znam: Nie przeminie! Leżem se wtem korcu, żułjąc strychninę Leżąc w słońcu, chołnąc światło- w sień... Resztę znam: Przemija, przeminęłoliśmyŁA! Który świetło zgaś ... ─── KRAM SZRAM DLA DAM DAM WAM

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W mieście Amsterdam jest taki port Jest czarci zaułek ten Są żeglarze, co idą w tan jak w sport I sny, co na zawsze kradną sen U wrót, gdzie Amsterdamu port. W porcie Amsterdam pociąg kończy bieg Jak żeglarze, którzy tu sen swój śnią O sztandarach, co wciąż jeszcze lśnią A za rogiem czeka już świtu brzeg. Tam, gdzie czai się portu Amsterdam cień Są żeglarze, pijani w sztok od absyntu i złych snów, Co stoją wciąż, lecz umierają dzień w dzień O świcie, tam u portu Amsterdam wrót. Lecz w porcie Amsterdam jest nie tylko mord: Są też żeglarze, co dzień w dzień rodzą się W ciężkim upale i nie lżejszej mgle Co pianą płoną, gdzie Amsterdam ma port. ─── W porcie Amsterdam zawsze jesteś sam, Jak żeglarze ci, co wciąż. chcą jeść Na obrusach białych jak ich życia treść Co ociekają od ryb – ten port nie dla dam! I pokazują ci zęby, zgniłe tak, Że życia ci odbierają chęć Chęć by wgryźć się w jablka Fortuny smak Aby księżyc żałował, że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem ich żołądka treść... Po samo jądro frytki, którą chcą brać Jak kurwę w swą wielką dłoń, Potem, wstają, gotowi do bitki ... idą srać I wracają, z rozporkiem rozpiętym, niosąc moczu woń. W porcie Amsterdam zawsze tak już jest: Tańczą marynarze nim pójdą w rejs Pocierają brzuchy, jak w rui pies, O brzuchy kobiet co nawiną się Ich tępy ryk jestjak do księżyca wycie psa Wzrok jak przeżuty słońca blask Rozdarty akordeon ich życie wyplute gra Jak krew z żyły przekłutej wypływa czas. Grubych uszu nadstawiają, by słyszeć swój ciężki śmiech, Aż akordeon gaśnie, bo przyszedł świt Wtedy poważnie, dumnie, jak gdyby to był grzech Wyciągają swych bękartów znów w świata wir I piszą testament w synaptycznego atramentu szept. W mieście Amsterdam szyki plącze nam Ten port Amsterdam wiecznie ten sam I żeglarze, co w drogę weszli wam, I na zawsze skradli sen tysiącu dam U wybrzeży portu Amsterdam. W mieście Amsterdam Jest port wieczny tak, Jak żeglarze, co pół miastu pół-dam Całkiem obrzydzili pozycję na wznak Zastrzeżoną dla złych pań z portu Amsterdam. W mieście Amsterdam Jest port odwieczny tak, Jak ten zawód, co z półświatka dram Miastu Amsterdam tyle dam szram, Co o brzeg świtu rozbiły się tam. Uczyń Krzyża znak... ─── ŁÓDŹ K... ŚLISKA Jest ich chyba ze stu lecz Widzę tylko dwoje: ich Przykuł ich do siebie deszcz I jedno tylko w drugim jest Chyba więcej niż tysiąc was jest Lecz ja widzę tylko ich Wiem są tacy, co powierdzą, że Musi "Kocham cię" powiedzieć jej A ona odpowiedzieć: "Ja też" Myślę, że w chwili tej Nie obiecują sobie nic Są wychudzeni zbyt By z ich ust kłamstwo mogło wyjść Jest ich chyba z tysiące dwa Lecz ja widzę tylko ich I nagle on wpada w płacz Toczy jak złota grudki łzy A wokół widzowie, jak ja Pracujący po siódmy pot I pełni nadziei zjadający chleb Wskazuje na nich wasz nos Ale te połówki rozdarte na dwie Przepiękne, całe w żal Rzucone psom Weź osądź jego i ją [Powstrzymaj się] A teraz oboje w łzach To znaczy i ona i on Bo wcześniej to on łkal Tak powiedziałem, czy co? Wszyscy są w pułapce, że są Nie słyszą już nic Tylko drugiego szloch A potem to A potem to nieskończenie to Jak dwa ciała modlące się Nieskończenie powolny marsz To rozdzielenie dwóch ciał A poprzez oddzielenie to Te dwa rozrywają się na ciał strzęp I przysięgam, że krzyczą jak... A potem ogarniają się Zgarniają się w jedność ciał Przygarniają ognia żar A potem znów rozgarniają się w strzęp Za oczy trzymają się A potem cofają się wstecz Jak morza fal pływ On rozstanie połyka jak małż Wyślinia kilka słów W mdłym falowaniu rąk I wycofuje się jak zbieg Zacofuje się na pozycje bez... I znika w dali, choć Schody nim krztuszą się [Proszę powstrzymaj się] Życie to nie darmowy lunch Na Boga, to smutne tak: Wielki Piątek, na stacji Łódź Nawet, gdy gra Żak I znika w dali, choć Schody nim dławią się A ona, ona zostaje, gdzie był Serce na krzyż, głód ust Bez krzyku, bez słów Zna swoją śmierć Jest na skrzyżowaniu jej dróg Patrzcie, odwraca się I odwraca się znów Ramiona do ziemi ma To już, ma tysiąc lat Jej los zderzył się z drzwiami nos w nos To już, światła brak Zwraca się ku swemu ja I teraz już wie, że Zawsze będzie obracać się Odchodzili od niej przedtem już Lecz teraz odchodzi miłość, a Miłość powiedziała jej „Znowu jestes po nic” Będzie żyła z planów na Co będą czekać wciąż To już, jest "Ostrożnie, szkło!" Zanim będzie "Dobrą cenę dam" Jestem tu, jestem tu-i-tam Nic jej nie mogę dać Niech częstuje się tłum Jej brzoskwinią klasy B. Niech częstują się, jeśli chcą Jej dziewictwem en solde. Jej cnotą z wyprzedaży w budzie tej ZDESPEROWANE TEKSTY Za rękę trzymają się Lecz mają ciche dni W wymarłych miastach tych, Gdzie jak w kieleckim... dżdży Dzwonią tylko kroki ich, gdy Krok po kroczku nucą, lecz Ciszy trzymają się Zrozpaczeni po.... Ten deszcz... Skrzydła ogień strawił im Gałęzie wyrwał wiatr Tyle razy im statek rozbił się, Że śmierć ma odcień brudna biel Każdy z miłości bilet w jedną stronę ma Obudzili się tu, i tak.. Mają cichy rok Zrozpaczeni po.... Ten pusty krok... A ja ich drogę znam Bo też szedłem nią Już razy więcej niż sto Sto to więcej niż pół Tego, jak starzy, półmartwi są Przejdą ją, jak Pawłowa pies Mają cichości sto lat Zrozpaczeni po.... Miłości kres Powoli płynie spod tych przęsł Woda miękka i głęboka tak, Jak hostessa Aerofłot "Jaka piękna katastrofa znów"... Wypłakują imiona swe Jak nowo nowożeńcy, i Topnieją w ciszy tysiąca lat Zrozpaczeni po.... Psa cienia ślad Niech podniesie dłoń, Kto rzuca w nich głaz Niech wie o miłości to, Że na moście tym "kochać się" Waży mniej jeszcze niż nic Nawet ta kielecka mgła... Przechodzimy w ciszy nad losem tych Co nadzieję śmieli mieć. ŁACINA  (WERSJA KINDER KIRCHE KUCHE) To najstarsze świata tango, to ton, Który śpiewa główka w kolorze blond. Wciąż i w krąg, łaciny ucząc się. To tango naszych szkół, Co marzenia łapie w pół. Z tanga kwadratów i kół Wręcz wstyd bez szwanku wyjść. To tango ojców wprawia w szok, Gdy ich surowy wzrok Śledzi Stasia i Nel, którzy już za rok Kraju przejmą ster. Rosa rosa rosam rosae Rosae rosae rosarum rosis roSIS! Tango jest tego, co wszystkie rozumy zjadł, Co miał dokładnie zero pał. Który trądzik zżarł, lico przeorał jego ślad, Który otula swe zimne serce w gruby szal. To tango tego, co żaden mistrz, Który odmienia wciąż nic, I będzie jak życia widz, Bo życie Papa, to też nie był szał ciał... To czas, gdy byłem ostatni leń, W tym tangu podmieniałem smak Rosé I w cioci Rózi bujałem się... Rosa rosa rosam, Rosae Rosae Rosarum rosAE... To tango spacerów przez noc, W parku dwoje: zer razy sto, Pod okiem wron i mera, co Zabraniał pytać o „przed” i „po”. To tango to na boisku ciągle deszcz, Ta smętna kałuża, w której odbicie me Pewnego pięknego dnia mi wyznało, że Na Einsteina to raczej nie mam kart. Lecz to tango to też jutrzenki blask, Czas, gdy w czwartek zatrzymał się czas, Gdy na nieśmiały głask, Na polanie, gdzie kołysał nas las, Cioci Róży rumieńcem spłonął kark. Rosa rosa rosam Rosae rosae rosa Rosae rosae rosas Rosarum rosis rosAS... To tango czasów zer. Miałem ich tyle, co dziur ser, A nogi miały niespokojne, jak kler, Przed oczyma tańczyły jak Fred Astaire, Jak tiara ta, co ją na głowie Franciszek ma... To tango na awans szans dla tych, co wejdą w ten trans, Tych, co za małego nauczyli się nie robić ans, Tylko zasuwać jak w Le Mans, Choć przecież nie pójdą w lans, ten makabryczny danse... Ale to tango, którego mi żal, Gdy już mam z jedwabiu szal, Lecz czuję, że wszystko uleciało w dal, Że babcia Róża kolce ma, Że się już skończył bal... Ale to tango, którego wsio-taki żał, Gdy już nas stać na to, by kupić ostatni szał, Lecz nagle widzimy, że nieważne, ile zgromadziliśmy ciał, Że Różewicz rację miał... Rosa rosa rosam Rosae rosae rosa Rosae rosae rosas Rosarum rosis, Styks ciał...     ŁÓDŹ K... ŚLISKA Jest was chyba ze stu lecz Widzę tylko dwoje: ich Przykuł ich do siebie deszcz I jedno tylko w drugim jest Chyba więcej niż tysiąc was jest Lecz ja widzę tylko ich Wiem są tacy, co powierdzą, że Musi "Kocham cię" powiedzieć jej A ona odpowiedzieć: "Ja też" Myślę, że w chwili tej Nie obiecują sobie nic Są wychudzeni zbyt By z ich ust kłamstwo mogło wyjść Jest was chyba z tysiące dwa Lecz ja widzę tylko ich I nagle on wpada w płacz Toczy jak złota grudki łzy A wokół widzowie, jak ja Pracujący po siódmy pot I pełni nadziei zjadający chleb Wskazuje na nich wasz nos Ale te połówki rozdarte na dwie Przepiękne, całe w żal Rzucone psom Weź osądź jego i ją [Powstrzymaj się] A teraz oboje w łzach To znaczy i ona i on Bo wcześniej to on łkal Tak powiedziałem, czy co? Wszyscy są w pułapce, że są Nie słyszą już nic Tylko drugiego szloch A potem to A potem to nieskończenie to Jak dwa ciała modlące się Nieskończenie powolny marsz To rozdzielenie dwóch ciał A poprzez oddzielenie to Te dwa rozrywają się na ciał strzęp I przysięgam, że krzyczą jak... A potem ogarniają się Zgarniają się w jedność ciał Przygarniają ognia żar A potem znów rozgarniają się w strzęp Za oczy trzymają się A potem cofają się wstecz Jak morza fal pływ On rozstanie połyka jak małż Wyślinia kilka słów W mdłym falowaniu rąk I wycofuje się jak zbieg Zacofuje się na pozycje bez... I znika w dali, choć Schody nim krztuszą się [Proszę powstrzymaj się] Życie to nie darmowy lunch Na Boga, to smutne tak: Wielki Piątek, na stacji Łódź Nawet, gdy gra Żak I znika w dali, choć Schody nim dławią się A ona, ona zostaje, gdzie on był Serce na krzyż, głód ust Bez krzyku, bez słów Zna swoją śmierć Jest na skrzyżowaniu jej dróg Patrzcie, odwraca się I odwraca się znów Ramiona do ziemi ma To już, ma tysiąc lat Jej los zderzył się z drzwiami nos w nos To już, światła brak Zwraca się ku swemu ja I teraz już wie, że Zawsze będzie obracać się... Odchodzili od niej przedtem już Lecz teraz odchodzi miłość, a Miłość powiedziała jej „Znowu jestes po nic” Będzie żyła z planów na Co będą czekać wciąż.. To już, jest "Ostrożnie, szkło!" Zanim będzie "Dobrą cenę dam"... Jestem tu, jestem tu-i-tam Nic jej nie mogę dać Niech częstuje się tłum Jej brzoskwinią klasy B. Niech częstują się, jeśli chcą Jej dziewictwem en solde. Jej cnotą z wyprzedaży w budzie tej ZDESPEROWANE TEKSTY Za rękę trzymają się Lecz mają ciche dni W wymarłych miastach tych, Gdzie jak w kieleckim... dżdży Dzwonią tylko kroki ich, gdy Krok po kroczku nucą, lecz Ciszy trzymają się Zrozpaczeni po.... Ten deszcz Skrzydła ogień strawił im Gałęzie wyrwał wiatr Tyle razy im statek rozbił się, Że śmierć ma odcień brudna biel Każdy z miłości bilet w jedną stronę ma Obudzili się tu, i tak.. Mają cichy rok Zrozpaczeni po.... Ten pusty krok A ja ich drogę znam Bo też szedłem nią Już razy więcej niż sto Sto to więcej niż pół Tego, jak starzy, półmartwi są Przejdą ją, jak Pawłowa pies Mają cichości sto lat Zrozpaczeni po.... Miłości kres Powoli płynie spod tych przęsł Woda miękka i głęboka tak, Jak hostessa Aerofłot "Jaka piękna katastrofa znów" Wypłakują imiona swe Jak nowo nowożeńcy , i Topnieją w ciszy tysiąca lat Zrozpaczeni po.... Psa cienia ślad Niech podniesie dłoń, Kto rzuca w nich głaz Niech wie o miłości to, Że na moście tym "kochać się" Waży mniej jeszcze niż nic Nawet ta kielecka mgła.. Przechodzimy w ciszy nad losem tych Co nadzieję śmieli mieć ─── W BRUGGES JUŻ, GANDAW SŁAWĘ SŁAW... Ay Marieke Marieke Je t'aimais tant Entre les tours De Bruges et Gand Ay Marieke Marieke Il y a longtemps Entre les tours De Bruges et Gand Aj Marieke, Marieke, Kochałem cię tak Wśród wież, gdzie Gandawy szlak. [3, 4] Aj Marieke, dawno już, Złudnie tak wciąż, Wśród wież, co nikną co rusz W Brugii i Gandaw gąszcz. [2] Bez miłości cudnej twej, Wiatr Brugii niesie żal. Bez pełnej miłości tej, Łka morza dal... [4, 5] Gdy ciebie brak, smutek wrze Światło zmienia w cień, A piasek ziemię trze, Mą ziemię, mój flamandzki sen. Aj Marieke, Marieke, Farba flandryjskich nieb, Barw wież, co jak nikt Schodzą w Gandawy żleb. [3, 4] Aj Marieke, Marieke, Niebo powierzam ci. Wsłysz się w mój krzyk, Który z Gandawy przyniosłaś mi. [3] Bez cudnej miłości tej, Wciąż od morza wiatr. Bez miłości pięknej twej, Morze łka, kończy się świat. [4, 6] Ach, gdzie cudna miłość twa? Światło cierpieniem weszło w cień, A niebo rani ziemia ta... Co skryła mój o Flandrii sen. [4] Aj Marieke, tyś mój mit, Flamandzkie niebo nieb. Czy był twardy zbyt Gandawy chleb? Aj Marieke, Marieke, Czar twych dwudziestu lat Jak cień gdzieś znikł, Do Brugii wciąż drogi szmat. [3, 4] Gdy twej miłości cudnej brak, Czarny czort nam śmieje się w twarz. Bez tej miłości ginie życia smak I płonie serca związek nasz. Daj mi znów cudną miłość swą, Lato umiera, płacze czas. Piasek pożera ziemię mą, Płaską ziemię mą, Flandrię w nas. [1, 4, 6] Ach, daj mi znów tę miłość, co Wróci lata dni, zawróci czas I wiatr, co głaszcze ziemię mą, Flandrię mą, ten Brugii głaz. [1, 4] Aj Marieke, już w nas Wracać czas, Odwrócić czas, Gandawy czas wciąż żyje w nas. Aj Marieke, Marieke, Niech wróci czas, Gdy w czasu wierzyłaś szyk, Z Brugią wraz. [3] . Aj, Marieke, smutków chór W ten wieczór sam, Entre les tours De Bruges à Gand. [1, 7] Aj, Marieke, teraz nam Każda myśl, każda chęć Otwiera wrota nieba bram. Aj, Marieke, przeminął żal W poranek ten, Ijn het Dal Jouw Kloof tussen Brugge en Gent Aj, Marieke, teraz nam Każda myśl, każdy wtręt Otwiera wrota piekła bram. Van Brugge naar Gent Van Brugge naar Gent Zonder liefde warme liefde Waait de wind de stomme wind Zonder liefde warme liefde Weent de zee de grijze zee Want in de liefde, harde liefde, Waait de wind een woeste storm, Maar zonder liefde, tedere liefde, Huilt de zee haar grijze traan. Bo w miłości, twardej miłości Wiatru wieje szalony sztorm Lecz bez czułości, czułej miłości Morze wypłakuje swą szarą toń [SINGIEL NO.1] A. Śnić sen niewyobrażony B. Nosić żal po tym, który znikł  C. Płonąć wciąż żarem gorączkowym D. Odejść tam, gdzie nie odchodzi nikt 1. Kochać tak, by się stargać niepokojem  2. Kochać, nawet za bardzo, choćby źle  3. Starać się, choć sił brak i  zbroi 4. Sięgnąć niedosięgłej Gwiazdy tej ... Takie zadanie mam:  • Iść za Gwiazdą. • Nie liczyć ile szans mi dano.  • Nie mierzyć czasu ani rozpaczy. • Tylko bić się wciąż, i ciągle walczyć.  • Nie stawać, by wejść w pytań tłum. • Duszę postradać, by zobaczyć, • Usłyszeć choć ułomek z Twych słów... Czy będzien mi dane być herosem? Jeśli tak, me serce jest spokojne  A miasto te zrosi błękitu deszcz Bo nowy nieszczęśnik płonie Snem Choć wszystko już mój ogień strawił Choć nazbyt znów, nawet nie tak  Idę sięgnąć szczeliny w otchłani Dotrzeć do najbardziej niedostępnej z gwiazd 3. Kocham  tak, że się przeistoczę 2. Kocham nawet za bardzo, może źle 1. Staram się, choć sił brak mi, krwią broczę 0. Sięgnąć niedosiegłej gwiazdy Twej...        
    • "Pieluszkowy glob"   Jesteś jak groszek maleńki, namiastką życia zaledwie, w ogromie nieskończoności, gdzieś zagubioną bezwiednie.   Gdzieś – ale gdzie? Nie wiesz sama, nie posiadasz takiej mocy, by czarne przejrzeć zakątki kosmosu tej wiecznej nocy.   A wydaje ci się częstokroć, że wszechświata jesteś pępkiem, w bajkach o bogach w niebiosach, a nie ledwie jego strzępkiem.   Bo wciąż ty w pieluchach jeszcze, a już przyszłość swoją niszczysz i zamiast wpierw wydorośleć, narzekasz, klniesz oraz pyszczysz.   Masz jeszcze drogę daleką w nauce i zrozumieniu, by ruszyć w dobrym kierunku, a nie ku samozniszczeniu!   I pamiętaj, mały groszku, pośród gwiazd i ich bezmiaru, mądrość nie rodzi się z pychy, lecz z pokory i morałów.   Leszek Piotr Laskowski
    • znów się namiestnik rozpanoszył z bandą usłużnych sprzedawczyków to nic że ludzie połamani lecz po co komu tyle krzyku   jeżeli prawdę chcesz przekazać to tylko służysz Putinowi a faszystowska dziś zaraza swe dzieła już legalnie mnoży   nowe umowy przez usłużnych są utajnione przed narodem durnie działają nielegalnie więc nic nie ważne tyle powiem   czyżby wyczuli rychły koniec bo kradną wszystko co możliwe lecz dni już mają policzone i rozliczenie wkrótce przyjdzie
    • Mu i pomadka jak dam opium
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...