Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Short inspirowany twórczością
H.P. Lovecrafta i jego świata grozy

Uniwersytet Miscatonic w Arkham
Wydział archeologil klasycznej
Do dr. Simona Tracy

28 stycznia 1938 roku
Uniwersytet Miscatonic
Dr. Charlie Ayward Timisoara, Rumunia

Drogi Doktorzel

Jak Pan doskonale wie
od przeszło dwóch lat
przebywam wraz z zespołem

profesora Henley'a
na stanowisku archeologicznym w odległej Rumunii.
W moim ostatnim liście
datowanym jeszcze na miesiące lata,
wspominałem Panu o naszych próbach
zdobycia zgody od miejscowych władz
na prace archeologiczne

w małym kościółku
na granicy rogatek miasta Timisoara
oraz na terenie niewielkiej

również nekropolii
przyległej do świątyni.
Miejscowy burmistrz chętnie wydał zgodę na naszą pracę.
Ale utarczki

z przykrością muszę to ująć
z zacofaną i kompletnie przesadną

i ciemną gawiedzią
opóźniły nasze prace

o przeszło trzy do czterech miesięcy.
Gmin za nic nie pozwalał nam
przeprowadzić prac na grobie

jednego z podobno

szalonych i przeklętych
współbraci zakonu benedyktyńskiego.
Gdy udało nam się wreszcie dostać
do czeluści grobu i trumny
a naprawdę nie było to łatwe
i wreszcie musiały interweniować służby porządkowe,
naszym oczom ukazał się denat,
który w kościstych palcach

nadal mimo upływu wieków
trzymał kurczowo zwitek pergaminu
a na piersi miał ułożoną księgę
obszytą ludzką

jak się później okazało skórą.
Na Boga!

Doktorze!

Przesyłam Panu i księgę i pergamin!
Nazwa księgi jest spisana

we wczesnej odmianie cyrylicy
a brzmi strasznie i wrogo jakby ludzkiemu bytu.
Necronomicon!
Obym nie zesłał na Pana koszmarów
i demonicznych imaginacji

które dręczą mnie
teraz codzień po przeczytaniu tej przeklętej pozycji.

Oddany całym sercem

Charlie Ayward

Duchu Księgi pamiętaj!
Pierwszym imieniem Boga jest Marduk!
W najczarniejszą godzinę nocy!
Duchu martwy acz śpiący!
Wypal mi pieczęć,

Siedmiu Wielkich Bogów!
Bym w pełzającym chaosie

dziejów i czasu.
Przekroczył Tiamat.
Shub- Niggurath!

Matko tysiąca plugawych młodych!
Połkniesz me prochy z czarnego ołtarza Ojca Yog-Sothotha!
I zmartwychwstanę Matko i Ojcze
w dniu Narodzenia

lub jego czasu oktawy.
Kiedyś umrę lub też nie.
Nie jestem tego ciekawy.
Oblecz mnie w skórę najsłabszą! Człowieczą!
Dobierz z gliny twarz

do rysów moich przodków.
W świetle grzechów, upadłych ludów!
W zimnym, polarnym świetle
siedmiu enigmatycznych gwiazd
i ich przebudzonych strażników!
Zmuś mnie do pisania,

krwią mego szaleństwa!
Otchłań tajemna otwiera się
nad zgubioną ziemią
Królowo Demonów,

powstań w swą godzinę uwielbienia!
Czekam jak zawsze w szale,

nieludzko mrocznych urojeń!
Na Twą pierś i łono!
Ty kroczysz poza eonami.
W myślach Azathotha!
Widzisz przyszłość i czas wsteczny.
Strażniku! Kapłanie! Cutulu!
Cieniu z ognia waleczny!
Wywołałem Was!

Dajcie mi pisać i patrzeć!
Powstanie księga i demonów
magiczne wezwanie.
Śmiertelnikom jednak nie przystoi
mrocznych sylab czytanie

Tekst jak przewidział

mój przyjaciel w ostrzeżeniu
wstrzasnął mną do głębi
jeszcze przez wiele tygodni
wracałem do jego

przetłumaczonej treści.
Po pierwsze mimo trafnego
i dosyć prostego dla mnie tłumaczenia
nie umiałem odszyfrować imion
tych wszystkich duchów

istot piekielnych czy demonów.
Jedynie Marduk był mi szerzej znany.
Po drugie jak doszło do tego,
że młody zakonnik pisze tak bluźniercze dzieła?

Bo uwierz mi Czytelniku,
że księga była jeszcze bardziej przeklętym dziełem
nie skrojonym nawet na najbardziej nieczułe ucho i oko ludzkie
Już nigdy nie uwolnię swojego biednego umysłu
od wspomnień strof jakie byłem zmuszony czytać.
Już zawsze będą mnie

w snach prześladować
ryciny z podobiznami Azathotha, Cthulhu czy Yog Sothotha.
Nie każ mi

biedny Czytelniku ich opisywać!
Tak wielkie plugastwo
nie powinno narażać umysłów

i sumień spokojnych ludzi

na całkowite rozbicie
i usunięcie się

w najdotkliwsze w skutkach
odmęty szaleństwa.
Myślę, że teraz tak samo jak

mój biedny przyjaciel Ayward
nie będę mogł zbyt długo cieszyć się
ziemską doczesną egzystencją.
Nie mogę przestać myśleć o zagładzie
i tym co było mi

niestety pisane oglądać.
Jeśli mój stan nie ulegnie poprawie
w najbliższych tygodniach
to targany raz szałem i gorączka obłędu
to znów chłodnym

i rzetelnym umysłem naukowca
oddam się do przytułku dla obłąkanych.
Jeśli to nie pomoże.
Oddam się sam w ręce

pełzającego chaosu i obłędu.
Przyjmij mnie Ojcze!

Spójrz na swego sługę!
YOG-SOTHOTH!!!

Opublikowano

@Gosława U mnie to chyba wrodzone. Od małego dziecka lubiłem oglądać horrory czy filmy grozy. Od połowy podstawówki zacząłem zapoznawać się z pisarzami takimi jak E.A.Poe czy H.P.Lovecraft. Uwielbiałem książki Mastertona czy klasykę Hodgsona. W zasadzie ukształtowali mnie i mój styl nie tylko pisarski. Od dziecka też słucham metalu i starego rocka. Czasami przemycam niektóre inspiracje zespołami do poezji. Plus choroby jak depresja, nerwica lękowa i objawy psychotyczne. Stąd ciągły mrok.

Opublikowano

@Simon Tracy uuu no to ciężki kaliber nie tylko muzyczny 

Wiesz mój tata zmagał się z depresją wiele lat 

Jako dziecko napatrzyłam się na różne stany począwszy od delikatnych zjazdów nastroju aż po nie wstawanie z łóżka tygodniami 

Już wiem dlaczego lubisz moją poezję 

Jestem bardzo intuicyjna i czuję ludzi nadwrażliwych 

Opublikowano

 

@Simon Tracy Wiem, że znasz klimat i mitologię Cthulhu. Te imiona - Azathoth, Yog-Sothoth, Shub-Niggurath, Cthulhu - to pewnie imiona z dzieła Twojego patrona. Struktura listu akademickiego jako ramy narracyjnej jest bardzo dobra w odbiorze. Dużo zawarłeś informacji w tym tekście. Dla mnie najlepszymi fragmentami są te, gdzie jesteś powściągliwy: "kościste palce kurczowo trzymają pergamin", "księga obszyta ludzką skórą". Tu czuć prawdziwą grozę. Ogólnie tekst podoba mi się, :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Piszesz prozę. Jaka miła niespodzianka. Tekst wyświetla nie tylko obrazy, ale zapachy i dźwięki. Czuć rękę poetki.
    • @Proszalny - dziękuję - 
    • Kobieta „nowoczesna” chce być niezależna ale/i zdobywana. To akceptowalne i cudowne w przypadku żon, a akceptacja sprzeczności to akceptacja kobiecości, której pozostaję fanem.
    • Marcin miał osiemnaście lat, blond grzywkę i metr dziewięćdziesiąt wzrostu, co czyniło go filarem szkolnej drużyny koszykówki. Był lubiany przez dziewczyny. Niestety, wrodzona nieśmiałość sprawiała, że żadnej nie zaczepił — nie wiedziałby, o czym z nią rozmawiać.        Pierwszy dzień wakacji rozpoczął się chmurami i deszczem. Z wyjazdu nad jezioro nici, trzeba było czas spędzić inaczej. Do południa czytał "Powrót z Gwiazd", a kiedy znudziła go samotność Hala Bregga, wyszedł na miasto.  Ulice żyły zwykłym rytmem. W szybach witryn widział własną, znudzoną twarz — zwykłe oblicze dnia. Głosy w głowie powoli cichły. Znowu był sam, jak Bregg, tyle, że on nie wrócił z gwiazd, a całe życie spędził na ziemi. Co za porażka.        Wejściowa brama do małego kina oblepiona była fotosami scen miłosnych podbojów, wojen i przygód zwykłych ludzi o rysach Jamesa Bonda. To jednak go nie interesowało. Dziś był seans studyjny. Grali stary, polski film “Pociąg”. Na studyjne seanse przychodziły największe friki z miasta, a Marcin z wyglądem playboya, zwyczajnie tu nie pasował. Film miał iść o osiemnastej. Zostało mu jeszcze trochę czasu. Odwrócił się do wyjścia i zderzył z dziewczyną. — Przepraszam — oblał się identycznym rumieńcem co ona. Podobała mu się ta dziewczyna. Zresztą podobały mu się wszystkie, chyba że gruba i obgryza paznokcie - taka to nie. Zadarty nos wskazywał na silny charakter i to było cool. Z taką można rowerem na koniec świata. A jej zielone oczy... ale ich jeszcze nie rozpoznał. Nie spojrzał w nie uważnie. Cisza trwała na tyle długo, by zdążył zorientować się, że trzeba natychmiast coś powiedzieć, żeby nie wyjść na głupka. — Yyy, ty też na film? Był ubrany w szare sztruksy, trampki i białą koszulkę z pacyfką, z której wyrastał atomowy grzyb. Przy pomocy żelazka i kalki ją aplikował. Żaden market, tylko hand made. Nie da się ukryć, że zerknął na jej ciuchy. Nosiła rozdarte w kolanach dżinsy. Koszulka z palącą papierosa Mią Wallace nadawała spotkaniu charakteru trójkąta. — Co grają? — zapytała obojętnie. — Pociąg, wiesz, kino studyjne z Niemczykiem — zrobił taką minę, jaką widywał u czarnobrodych frików w kawiarni literackiej. — Mam akurat dwa bilety, mój kumpel nie przyszedł. Łgał jak z nut, bo kiedy mu na czymś zależało, budził się w nim ten drugi ktoś. Mama nazywała tego drugiego diabłem, on wolał nazywać Marcinkiem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że tłum pod kinem gęstniał. Na kameralne seanse przychodzili desperaci lub ludzie z łapanki. Chłopaki o niebieskich oczach i wampy z Mia Wallace na koszulce omijały podobny crap z daleka. – Jestem Marcin. – To było naprawdę odważne! Uścisk dłoni, niczym młodzieńcza, wczesnoporanna erekcja. Cud porównywalny do lądowania na Księżycu. Z tym, że kosmonautom pomagał sztab ludzi, a Marcin był sam w obliczu dwu zielonych gwiazd. Nie wypuścił jej dłoni. Nie był aż takim głupcem. Pociągnął dziewczynę za sobą, bo czytał, że baby lubią takie zagrania, jak się je porywa. Niby są twarde, ale w każdej tkwi księżniczka, która ze szczytu Szklanej Góry wypatruje rycerza. Szklana Góra jest tu metaforą oczekiwań księżniczki. Żaden kandydat im nie podołał.        Na sali nie było nikogo. No kto by się spodziewał! Dziewczyna była zdumiewająca, a może zapomniała o splecionych dłoniach? Zdarzają się roztargnione, ale oczy Anki były wyjątkowo bystre. Marcin natomiast był łatwy i na efekty nie trzeba było długo czekać. Zakochał się natychmiast. Nie żeby od pierwszego spojrzenia – raczej od ręki. Gdy pociąg dowiózł ich do ostatniej stacji, stojący na peronie Marcin uśmiechnął się jak chłopiec z plakatu, reklamujący zdrowy tryb życia w Hitlerjugend. – Fantastyczny film. Może skoczymy pociągiem na Hel? Mam wujka rybaka i spanie za darmo. – Czy to był naprawdę on? – Świetny pomysł. Pojedziemy w wagonie sypialnym? – Mia wypuściła błękitny obłok dymu. W wagonie sypialnym? W kieszeni miał dychę, zazwyczaj jeździł zamknięty w ubikacji. No, ale z dziewczyną nie wypadało. Ania kochała widok zielonych wzgórz, a kibel nie zapewniał podobnych atrakcji. – Zwariowałaś? Pojedziemy jak Jack London. Nigdy nie płacił za bilet. Nawet napisał książkę o życiu trampa. Może też coś razem napiszemy? – Ciekawe, czy czytała książki i czy odróżniała trampa od trampek. To zresztą nieważne, usta miała na pewno słodkie. Czego chcieć więcej od życia? Słodkie usta i oczy, w których można się przejrzeć. – Ale najpierw skoczymy na działki. Mój stary ma niedaleko ogródek. Nazbieramy truskawek i jabłek na drogę. Grunt to witaminy. Jestem weganem. Zielonym, miejskim partyzantem. Może nie był partyzantem, ale kłamać to potrafił.        Do działek mieli trzy kroki, bo nikt nie lubi przewlekłej fabuły. Kiedy minęli płot, znaleźli się w innej krainie. Uliczkę ozdabiały mrugające oczka kałuż. Marcin lubił wyobrażać sobie, że kałuże nie mają dna i omijał je tak, jakby to było prawdą. – Ostrożnie Aniu, kałuże nie mają dna. – Właśnie zarobił punkty za opiekuńczość. – Jeśli w nie wpadniesz, znajdziesz się w innym, nieznanym świecie. – Kolejne punkty, tym razem za fantazję. Działkowa altana była idealnym miejscem dla zbiegów, którzy postanowili ukryć się przed światem. Anka jeszcze nie znała tego planu, ale Marcin był pewien, że chciałby z nią ukryć się przed światem.  Na tarasie stał prosty stół i dwie ławy z oparciami, wyglądającymi na niezwykle wygodne. Poza tarasem, dziewczęce oczy zieleniły truskawkowe pola w nieskończoność.         Pięć minut zrywania to był rozsądny czas, by zrobić przerwę. Marcin przysiadł i zamyślił się wśród grządek, bo pomimo łotrostwa tkwiła w nim marzycielska natura. Liście truskawek tworzyły jeden organizm. Gdzie wzrokiem sięgnąć, rozciągało się morze czerwonych koralowców i zielonych ukwiałów. Anka wśród nich była tak mała, jak mała chwila zadumy. Zachód słońca był także czerwony, przypominał okrągłą szybkę w drzwiach kaflowego pieca. Kiedy piec zgasł, horyzont przecięły błyskawice. Pojawił się wiatr, niczym woziwoda przynoszący zapowiedź deszczu. Gdy dobiegli do drzwi altany, którą Ania nazwała uroczo „chatką”, lunął rzęsisty strumień wody, z rzęs kapały krople. — Jesteś królową letnich burz. Napiszę o tobie wiersz. — Tekst był tani, ale nie dbał o to. Czerwone świece harmonizowały z talerzem truskawek. Zewsząd zleciały się ćmy, świecidełka, które nie mogły zasnąć trawione ogniem. — Spójrz, Anka — lubił tak do niej mówić; nadawało mu to pozory luzu. — Ćmy przypominają nas. Lecimy do ognia. Nie boisz się spłonąć? — Z tobą się nie boję — otarła zadarty nos. To mówiła ona, czy Mia Wallace? — Albo napiszę o nas piosenkę, taką deszczową. — Biedak nie wiedział, że to oklepany temat.        Świeczki pełgały, czuć było swąd palonych skrzydeł. Ćmy oddawały życie za klimat i miłość. Trwaj chwilo, jesteś piękna. Chwila trwała i nie posunęła się dalej. Marcin nie sięgnął chwili pod koszulkę, by sprawdzić czy nie ma tam koronek i haftek, które mógłby rozpiąć. Nie było tasiemki z czerwonej sukienki, rozwiązłej niczym kociak z krzyżówki. Nie ta ekspresja. Na to było za wcześnie. Nie chciał wyjść na łatwego, żeby nie pomyślała o nim złych rzeczy. Kto lubi łatwych chłopców? Chyba tylko oni, sami siebie, siebie sami. To zestawienie dwóch słów sprawiało mu mnóstwo frajdy i mógłby tak godzinami. Jednak nie o tym jest ta historia. Anna była tuż obok. — Świetnie całujesz — skwitował i przytulił ją całym sobą, a był naprawdę duży. Tak duży, że starczyło nie tylko dla Ani. Mia też była zadowolona. Taki duży, a taki głupi. Na niebie błysnęło fajerwerkiem, a on poczuł, że musi coś jeszcze dodać, coś równie błyskotliwego. — Chciałbym, żebyś została moją dziewczyną. — Prawie mnie nie znasz Marcinie, ale to bez znaczenia. Karmisz truskawkami i chcesz o mnie pisać wiersze. Powiedziała tak, czy powiedziała nie? Chętne ramiona i smak truskawek wskazywały, że tak. Dziewczyny są dziwne. Na wszelki wypadek dodał: — No i zabiorę cię na Hel.        Noc spędzili pod niezbyt zakurzonym kocem. Starą wersalkę i grzyb na ścianach, nie zamieniliby na apartament w hotelu. Marcina zbudził śpiew ptaków. Delikatnie, by nie obudzić Anki, zabrał się za gotowanie jajek. W nastroju był delikatnym. W radio ktoś śpiewał, że boi się miłości. Głupi tekst, ale piosenka fajna. Obudzić ją pocałunkiem? Jeszcze pomyśli, że jest romantyczną łajzą. Natura przemogła, więc cmoknął Ankę w policzek. Już chciał powiedzieć: wstawaj mała, ale ugryzł się w język. W książkach nikt tak nie mówił do swoich dziewczyn. — Obudź się, Aniu. Mam jaja na twardo.  
    • @Migrena Dziękuję — to połączenie Epikura i sumienia rzeczywiście bardzo trafnie oddaje to, co między zmysłowością a uważnością próbowałam uchwycić. Miłego

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...