Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ludzie tkający arrasy swych marzeń
Z nićmi wplatają w nie trud i nadzieję;
Pragnień żelazo, co nie zardzewieje,
Hartują w kuźni żywota pożarze.

A jednak bywa, iż wskutek wydarzeń
Metal się kruszy, tkanina płowieje.
Gdy wicher smutku ich wiarę rozwieje,
Szczęście się zdaje być tylko mirażem.

Spraw, Panie Boże, abyśmy pojęli
My - tkacze bytu i losu kowale,
Iż gorycz musi przeplatać gobelin
Oraz przenikać wykute metale.

Życia istotą jest wytrwać w cierpieniu.
Przecząc bólowi, przeczymy istnieniu.

Opublikowano

poza tym, że całość beznadziejna, to "wicher smutku " bardzo, bardzo... złe rzecz jasna. nie chodzi o to, że jestem szorstka, tylko chcę ci uświadomić, że poezja to nie piosenki Ich troje, nie ma łatwo. serdeczności

Opublikowano

po pierwsze na twoje nieszczęście jak zobaczyłam tytuł od razu przypomniałam sobie wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i przeczytanie twojego sonetu przez pryzmat jej wiersza o tej nazwie jeszcze bardziej wywołał we mnie negatywne uczucia. ja osobiście nie radze pisania rymowanych wierszy jesli sie tego nie umie . nie podoba mi sie język którym wiersz jest napisany, 'iż' powtarza sie niemal w każdej strofie ;]. do tego zwroty, 'kowale losu' i ostatnia strofa jak gwóźdź do trumny. z przykrością stwierdze że no cóż, jest to już tak poruszane w wierszach że tutaj tylko spaliło resztę . pozdrawiam

Opublikowano

Motyw sam w sobie nie jest zły, aczkolwiek forma nie jest już tak doskonała. Pomimo wszystko wydaje mi się ciekawy, z jakąś głębszą treścią, byc może dlatego, że sama podobne wiersze kiedyś pisałam ;-) ???
Pozdrawiam serdecznie Espena Sway

Opublikowano

Hmmm... Mam słabość do klasycznych utworów. Ale tak nawiasem mówiąc to Twój wiersz klasycznym sonetem chyba nie jest (dwie kwadryny i dwie tercyny!). Leksyka choć górnolotna nie znajduje już amatorów dzisiaj. Chyba sie przejadla przez tych kilka wieków, przynajmniej od Morsztyna. Tekst nie jest banalny, w wysusblimowaych słowach przemawia do odbiorcy w obronie pewnych wartości, ale nie jest zbyt odkrywczy, nie zaskakuje niczym (choć czasem przypomniać stare prawdy tez trzeba). Współcześnie nawet w klasycznych formach i w sferze kalsycznej tematyki, poeta chyba powinien szukać czegoś, co jeszcze nie zostało powiedziane, zwracać uwagę na niuanse, które są rzadko zauważalne itd. Generalnie niestety prawie każdy jako tako uwrażliwiony cżlowiek zdaje sobie sprawę, że ból jest do pewnego stopnia częścia naszej egzystencji.
Sam pomysl z gobelinem, jest owszem, całkiem ciekawy. Ale uważam, że lepiej jest szukać jakiegoś "głębszego dna" w rzeczach prostych, codziennych, nawet oklepanych, a nie udowadniać wyjątkowość czegoś, co z natury rzeczy jest wyjątkowe (gobelin do rzeczy pospolitych nie należy). Mam nadzieje, że mniej wiecej rozumiesz, o co mi chodzi.
Tak czy inaczej, czekam z zaciekawieniem na Twoje kolejne propozycje, ponieważ w tej malej dawce Twojej poezji odnalazłam coś, za czym sama tęsknię. Być może okaże się, że Twoja tworczośc bedzie do mnie szczegolnie trafiać.
Gadam troche bez sensu, liczę na pojęcie moich zawiłych linijek.
Poza tym jeszcze frapuje mnie bardzo ten nick... kocham łacinę, coć do ekspertów nie należę... ale czy to oznacza Osioł nad Osłami (Osioł Osłów)?
Pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • no to tak , automatyczne skrzynie są wygodne wiec po co się męczyć z kijem drogi teraz praktycznie wszędzie gładkie wiec nie ma sobie co wmawiać prędzej zepsujesz manualna niż automatyczna a w ruchu drogowym z ograniczeniami przepisami etc etc to nie będzie nikt lepszym czy gorszym po co się męczyć z manualem tu nawet nie ma jakiegoś poczucia większych umiejętności  raczej się tylko utrudnia sobie życie 
    • nie wyjeżdżaj sam na wakacje spójrz, macoszki piąstki pogryzły zobacz krawat raptem przyciąłeś i wystaje cisza z walizki   chodź, wyśnimy wyspy szczęśliwe dwa anyżki, złote księżyce, oglądałam prospekt w nefryty, cena warta naszych zasyceń   nie wyjeżdżaj sam na wakacje wymienimy chęci na słowa? wtedy starczy już nam na wszystko, no więc jak - czy mam się pakować?      
    • Słoneczny dzień. Na skraju polanki,w środku lasu, stoją dwie choinki – duża i mała. Matka i jej mała córeczka. Jest mroźny dzień. Dziecko zasypia. Budzą ją dziwne odgłosy. W pierwszym momencie, nie wie co się dzieje. Jeszcze się zupełnie nie rozbudziła. Najpierw otwiera kilka igieł, ale mało co dostrzega. Za chwilę patrzy kilkoma gałązkami. Widzi, że jakiś zły człowiek, podcina siekierą gardło jej matki. Drzewko, które kocha najbardziej, za chwilę ma być martwe. Zostanie stąd wzięta, a mały pieniek, co po niej pozostanie, będzie jedyną po niej pamiątką.    Patrzy jak człowiek, bierze jej matkę, odcina jeszcze kilka gałązek – i odchodzi. Maleńkie drzewko zostaje samo w lesie. Zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę wokół niej, jest wiele różnych drzew, ale nie ma tej jednej jedynej. Czuję się bardzo samotna. Zaczyna drgać wszystkimi igłami, aż niewinny śnieg z nich zlatuje. Patrzy na pozostałość po swojej matce. W myślach wszystkich gałęzi, obiecuje ludziom zemstę. A może nawet inne dzieciaki namówi.   * Człowiek stoi w lesie. Patrzy na dorodny, piękny świerk. Będzie się nadawał na choinkę – myśli sobie. Podchodzi bliżej. Bierze siekierę i zaczyna ścinać drzewko. Coś mu jednak to ścinanie nie idzie. Takie cienkie. Powinno iść raz dwa. Uderza miarowo, bo to człowiek uparty. Byle iglak, nie będzie nim rządzić. Nachodzi go dziwaczna myśl, że to drzewko, ma chyba jakieś...porąbane serce. Zimne i twarde jak lód.   * Jest zajęty pracą. Robi swoje. Gdyby się obejrzał, to może by zdążył uciec. Albo gdyby chociaż spojrzał przed siebie. Ale się nie obejrzał i nie spojrzał. Musi udowodnić, temu drzewku, że wreszcie je pokona.   A zatem nie jest świadomy, że ze wszystkich stron, podchodzą do niego świerki. Dla obserwatora z boku, to nawet śmiesznie wygląda. Tak się niezgrabnie kołyszą, na swoich korzeniach. Co jakiś czas zlatuje z nich trochę śniegu. Ocierają się wzajemnie, co sprawia, że słyszalny jest jednostajny szum. Jakby uzgadniali szczegóły. Kto co ma robić. Człowiek nadal ich nie widzi. Ścina, jakby go jakieś zło opętało. A że ściąć nie może, to jest coraz bardziej wściekły. Jego odczucia udzielają się świerkom, które go otaczają. Też są coraz bardziej wnerwione.   Ptaki, które na nich mimo wszystko siedziały, teraz czym prędzej dały z pióra. Drzewka zamykają człowieka w potrzasku. Teraz zauważa niebezpieczeństwo. Najpierw dostaje po oczach żywicą, żeby nie wiedział gdzie uciekać. Jest zupełnie oślepiony. Świerki zaczynają „strzelać igłami’’. Wchodzą głęboko w człowiecze ciało. Chce uciekać, ale ból jest nie do zniesienia. Zaczynają owijać go gałęziami. Jedna włazi do jego ust. Morderca drzewa zaczyna się dusić. Ale najgorsze ma dopiero nadejść.   Człowiek jest niewidoczny. Za to świerki, robią się coraz większe. Mają czerwonawy odcień.Prawie widać – jak rosną. Z ich gałęzi wylatuje jakaś cuchnąca ciecz, pomieszana z żywicą. Igliwie zamienia się w strzępki jakiś lepkich tłustych kawałków. Grubsze konary, pękają, rozsadzane przez skrawki ostrych kości . Świerki są grubsze, o wiele wyższe...a przed wszystkim silniejsze. Z gałęzi tryska krew, a po pniu ześlizgują się skrawki skóry, pomieszane z włosami.    Śnieg robi się różowy. Po chwili spadają w niego, gałki oczne, jak jabłuszka z jabłoni. Sprawiają wrażenie, jakby obserwowały całe zajście – od dołu. Świerkowe cielska, nabierają pewności siebie. Odchodzą. Polować na ludzi.   Na białym śniegu, zostaje samotna siekiera.   *   Szeroka leśna ścieżka. Matka z pięcioletnią córeczką, idą na spacer. – Mamusiu… – Co mi znowu powiesz, ty moje słoneczko. – Choinki za nami idą. Czy one chcą, żebym je pogłaskała? Bo ja nawet mogę. Wiesz? – Och ty mój skarbie. Jesteśmy w lesie. To chyba nic dziwnego, że za nami idą choinki. A bombki mają? – Zobacz sama. – To ty jeszcze raz zobacz. A później powiesz mamusi. – Zobaczyłam. Nie mają bombek. Ale one śmierdzą. Jak moja kupa, wiesz? – No nie. Co ty mówisz. Aż tak nie mogą. – No odwróć się wreszcie , mamusiu. Są już całkiem blisko. Ale one duże. Jak mój tatuś. A gdzie on poszedł? Kiedy wróci on? – Poszedł po choinkę do lasu. Zawiesisz na niej swoje wycinanki. Cieszysz się? – No przecież. Cała z radości podskakuję. Aż biały puszek ze mnie leci. Widzisz jak umiem. – No to chodźmy do domu. Tatuś już na pewno czeka z choinką.   *   Ogromne świerki się zatrzymują. Pozwalają im odejść. Najstarszy świerk, nadal się wpatruje, w pieniek wystający ze śniegu.    
    • @Mel666 Super  Ostatnia zwrotka mogłaby być, za cały wiersz.    Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...