Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Do bzu w ogrodzie róża trzpiotka

puszcza zalotnie perskie oczka.

 

Stateczny bez nasrożył kiście

i mruknął - nie kuś tak ogniście.

Ja jestem stary- spójrz -przekwitam.

W gałęziach coś mi ciągle strzyka,

a w liściach jakieś skurcze łapią.

Werwy brakuje nawet kwiatom -

- zapach uleciał, barwy zbladły,

byle wiatr zrywa ze mnie płatki;

a tobie - nie wiem, co się marzy.

Może luksusy Abu Dhabi,

podróże, flirty i bankiety,

lecz to nie ze mną już - niestety.

 

Róża przyznaje - święta racja!

Ja sobie roję o wakacjach,

o nowych strojach, lansie w necie,

tutaj zaś istna nędza przecież.

 

Uschnąć z tęsknoty - brzmi banalnie,

singielką również nie zostanę.

W czerwonych tiulach i szyfonach

wnet zaplanuję nowy romans,

obmyślę sprytny skok na kasę

i się zakocham -

- w złotokapie!

 

 

 

Sztambuchodonozor, maj 2025

Opublikowano

@Naram-sin Zgrabny, ciekawie rozwinięty i z dobrym morałem, jak na bajkę przystało.

Myślałam, że z rymem nie potrafisz, a tu proszę, bez gramatycznych, ze średniówką,

aż śpiewać można, panie dzieju, do schrupania.

Ech, życie...

 

(...) Wierzę w niezmienność nadziei, nadziei
W światełko na mierzei
Co drogę wskaże we mgle
Nie zdradzi mnie
Nie opuści mnie (...)

Opublikowano (edytowane)

a bez rozejrzał się powoli

i wzrok zawiesił na magnolii

już się stroiła by zakwitnąć

bo przecież była wręcz prześliczna

choć w wieku bardzo bardzo słusznym

lecz miała czym świat jeszcze kusić

oszacowała bez spojrzeniem

czy warto sprawdzić i ocenić

 

gdy słońce zeszło pierwszym krokiem

zajrzała bzu głęboko w oczy

wdziękami poruszyła też

i rzekła: bierz co tylko chcesz

a bez był prosty biedny taki

więc zabrał sobie trochę kasy

odszedł zdumiony zadumany

"no takiej głupiej nie spotkałem"

 

:)))

 

 

 

Edytowane przez Jacek_Suchowicz (wyświetl historię edycji)
  • 2 tygodnie później...
  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...