Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Chciałem na początek coś o sobie. Wziąłem długopis – taki ładny, z napisem „Poland” oraz orzełkiem na skuwce – i zatrzymałem się wpół zdania. Uczciwie przyznam, że już nie wiem kim jestem. Wiem za to doskonale, kim byłem, bo tak się składa, że gdzieś po drodze umarłem i teraz rodzę się na nowo. Byłem nadużywającym piwa lekkoduchem, który żył tylko po to, by spisywać swoje – jak mu się wydawało – piekne myśli. Byłem szefem, maleńkiej, przytulnej firmy, w której zebrałem grupkę dobrze rozumiejących się i współpracujących ludzi. Byłem wreszcie człowiekiem permanentnie zaręczonym. Zaręczyłem się na ostatnim roku studiów, kiedy oboje się obroniliśmy. Permanentnie, czyli dozgonnie. Nie było szans na dom, poczucie bezpieczeństwa, a co za tym idzie- na dziecko, moje wymarzone małe cacko, małe człowieczeństwo, które mógłbym hodować na naszych pięknych, nieistniejących włościach. Pojawił się za to kot, stworzenie idealnie zaspokajające naszą potrzebę opiekuńczości i miłości do istoty słabszej. I czas sobie płynął. Płynąłby z pewnością łagodnie dalej, gdybym pewnego dnia nie zbankrutował. Koniunktura na rynku reklamowym załamała się gwałtownie, ciągnąc na dno małe firemki, jak moja. Rekiny miały dużych graczy, średnie stany zgranęły resztę, a mnie już nie były w stanie utrzymać sporadycznie wpadające do sieci płoteczki. Prawie wszyscy płakalismy, wynosząc meble, demontując elektronikę, zamiatając. Tamtego dnia upadł mój sytem wartości. Przestałem cokolwiek czuć i rozumieć, ułamał się ster moje łódki, sprawiając, że zacząłem dryfować. Gdybym był sam na świecie, pewnie osiadłbym któregoś dnia na jakiejś mieliźnie, ale moja Aneta zaczęła ustawiać żagle. (kochanie, jeśli kiedykolwiek to przeczytasz, wiedz, że postąpiłaś słusznie i choć się buntowałem ze wszystkich sił, Ty i tylko Ty miałaś rację). Aneta, widząc mój stan, powiedziała: jedziesz do Anglii, byłeś w Norwegii, poradziłeś sobie, teraz też dasz rade. Spojrzałem na nią przerażony. A co z moim pięknym, złudnym światem, z moimi orgiami literek, spokojem ducha i przekonaniem, że jakoś będzie? Na nic zdała się moja histeria, awantury, wytworne sprzeczki argumentów i knajpiane bluzgi. Klamka zapadła i urwała się. Kupiłem bilet, wsiadłem w samolot i oto jestem. Skoro zabrakło mi nowych pomysłów na życie, a poprzednie jakoś nie wypaliły, trzeba było spróbować wersji Anety.
Bezwolny jak ciele, ociężały od nadmiaru bagażu, z wielką kluchą strachu w przełyku wysiadłem na Gatwick i ekspresem pognałem na Victorię. Tak, na tę samą Victorię, na której rok temu nastąpił exodus ludów z Europy Środkowej i Wschodniej. Wszystkie zakazane gęby, zawracane dotychczas z granicy, zaczęły dwornie paradować przed urzędnikami imigracyjnymi, a ci z uśmiechem pokazywali: tędy do raju. No i cała ta hałastra zwaliła się na Victoria Station, by z przerażeniem stwierdzić, że nigdzie nie ma wywieszki: PRACA. Walizy, plecaki, karimaty i śpiwory zaścieliły ten piękny dworzec, budząc skrajne uczucia okolicznych mieszkańców i bezradności konstabli. Spali tam tygodniami. Ani słowa po angielsku, żadnego namiaru ani kontaktu. Na co oni liczyli? Co za desperacja nakazała im porzucić pracę, dom, rodzinę i jechać w nieznane, tylko dlatego, że prasa rozpisywała się, ile to na wyspach trzeba rąk do pracy? Muszę przyznać, że nie mam pojęcia. Dziś nie ma po nich ani śladu. Kłębią się tłumy, lecz nikt nie siedzi na ziemi i nie patrzy błagalnie w kierunku każdego zbliżającego się przechodnia. Część jakoś znalazła robotę, reszta wróciła do wsi i miasteczek, by docenic to, co ma.
Ja mogłem przynajmniej liczyć na tyle, że kumpel zgodził się przechować mnie na kilka dni, dopóki nie znajdę taniego flata i roboty. Z Victorii miałem dwa kroki do knajpy Hogs Head, gdzie pracował Jarek. Jako szef obsługi nie miał dla mnie czasu. Zostawiłem bety w jakiejś kanciapie, wyjąłem plik cv oraz innych to-whom-to-may-concernów i ruszyłem w miasto. Krążą już legendy o Polaczkach spacerujących od pubu do pubu, żegnanych życzliwym uśmiechem albo kartką: We have no job for You. Ale chwilowo nie mam lepszego pomysłu. Więc idę. Wyobrażam sobie, że wędruję po górach. Każdy pub to jakby ostatni pagórek, za którym kryje się szczyt. Wspinam się na niego i dopiero wtedy wychodzi na jaw, że droga jeszcze daleka. W butach miazga, zastanawiam się, czy mam jeszcze stopy. Po jajkach sunie kropla za kroplą, podobnie na plecach. Mógłbym przysiąść, ale boję się, że potem nie wstanę. Nie mam plecaka, nie idę pod górę, a jednak grawitacja bardzo mi dokucza. Mam w nogach to, czego nie mam w głowie albo nie mam w głowie tego, co mam w nogach. Sam nie wiem. Idę, bo ruch to życie, to nadzieja, to zmierzanie dokądś i rozkosz zgadywania, co znajduje się za zakrętem.
Nie znam Londynu i on nie zna mnie. Obaj tego nie potrzebujemy. Jestem dla niego za mały, on dla mnie zbyt ogromny. On tu jest od zawsze, ja od kilku godzin. Nie ma mowy, bym nagiął go do siebie – musi być tak, jak on zechce. Zatem, Mistrzu, daj mi lekcję życia. Kopnij mnie w dupę albo przytul do serca. Idę. Wszystko wokół mnie drga i pulsuje. Ma swój skomplikowany rytm wyrażony wielokrotnie złożoną strukturą kroków, gestów, słów i dźwieków. Tylko ja w tym całym zamieszaniu nie wiem dokąd zmierzam.

Opublikowano

witaj asher
to brzmi jak samotność w strasznie wielkim mieście! czasem tak bywa, że marzenia sięgają bruku....
świetnie oddałes klimat jak u Snienkiewicza -za chlebem - we współczesnym wydaniu.
pozdrawiam

Opublikowano

Cholera, Jacku! Czuję się, jakbym podsłuchiwał czyjąś spowiedź. Jest mi głupio- mam wszystko, lub prawie wszystko, czego tobie brak. Nie potrafię ustosunkować się do twego wyznania, powiem więc tylko: Życie pisze najlepsze scenariusze.

Opublikowano

czyli dalem ciala... to ma byc dramat, ktory niepostrzezenie zmienia sie w przygode zycia z happy endem. jaja dopiero sie zaczna. mam duzo pomyslow na jaja z inglisza. sie obaczy. nie odbierajcie tego az tak powaznie. za 4 dni robota u hindusow - bedzie troche smieszniej :)

Opublikowano

birming to jak manchester - przemyslowe miasto, nie???

nie jest zle, wczoraj bylem pierwszy raz w parku, w nastepny weekend fikne do stratforu willa pozdrowic albo do oxfordu - sie obaczy.

napisalbym wiecej, ale chcialem se wciepnac XP-ka i procek zgupial byl... cza cierpliwosciu duzo...

Opublikowano

Panie, Panowie,
dość tych łezek! - dyć to fikcja literacka i to czysta, jak te kropelki potu spływające "z jaj" :)

Jacku, Ania nie mówi z takimi błędami! Poprawisz?
teraz też dasz rady - radę
Ogólnie, jak dla mnie, za dużo tu jeszcze 'kaczej dupy', trochę niby socjo-filozofujesz, ale 'mięska' na razie brak, tuszę, że walniesz zaraz? Koncepcja typologiczna bohatera nawet mi się podoba - uważaj tylko, żebyś nie zestereotypił go (zapomnij Mrożka i Głowackiego).
Musi być Twój, jeśli ma unieść tę bajeczkę.
No i bądź dzielny, bo (mam nadzieję ;) największe kopy jeszcze przed Tobą ;)
pzdr. b
PS. Mam już pocieszać Anię? :P

Opublikowano

dyc dzieki unizone. glowy i mrozka nie pamietom. a Ania tu bedzie za jakies dwa tygodnie...

no dobra, przyznaje sie, mam tu jak u babci pod spodnica. tv mam wiekszy dwa razy niz ten z kraka, laptopik cacy miodek z netem, wczoraj omal nie kupilem astry z 1997 za 200 funtow, ale w ostatniej chwili sie okazalo, ze OC jest 6 razy drozsze. po prostu moj bohater sumuje kilka postaci, ot co... a miemska ciagle szukam.

Opublikowano

hehehe- gratuluję ! każdemu sie czasami zdarza że nie wstrzeli się tak jaby chciał w temat
cytuję - czyli dalem ciala... to ma byc dramat, ktory niepostrzezenie zmienia sie w przygode zycia z happy endem.

Opublikowano

hmm
brakuje mi Asherowskiego kopa
może te różowe okularki tak zmieniły perspektywę
takie słodziutkie i ciepłe klimaty, troszkę jak kluseczki, ale całkiem całkiem
i apetyt jest
pozdrawiam gorąco

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...