Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Nie wiem jak się to wszystko zaczęło i nie wiem jak się skończy. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Po prostu dzieją się. Masz farta, jakoś będzie, lecz jeśli nie masz, od razu daj nura z mostu albo zrób sobie gustowny krawacik i skróć niepotrzebne cierpienie.
Wtedy nie byłem pewien, czy mam, choć wiele wskazywało, że niekoniecznie, więc aby uzyskać niezbitą pewność, postanowiłem zaczekać. Człowiek, który stracił dziecko, którego opuściła żona, a potem kochanka, człowiek, którego nikt nie lubił ani nie szanował, i który nigdy niczego nie wygrał lub nie dostał za darmo – powinien, jestem pewien, mieć więcej oleju w głowie.
Oczy trupa wyrażały zdziwienie, jak gdyby w ostatniej chwili ujrzał coś, czego jego oczy nie były w stanie zapomnieć, albo umarł nagle, zbyt szybko, by odczuć cokolwiek więcej. Krwawa bruzda na jego szyi wskazywała na robotę specjalisty.
- Znałeś go? – zapytał inspektor Asher.
- Pierwszy raz gościa widzę – odparłem, puszczając w jego stronę chmurę dymu.
Asher skrzywił się i machnął ręką, jakby przeganiał muchę.
- Umrzesz od tego, Polański.
- Każdy od czegoś umrze, inspektorze.
Ekipa smętnie krzątała się przy zwłokach. Odniosłem dziwne wrażenie, że kryminolog, fotograf i lekarz mają tak nieszczęśliwe miny, bo z powodu tego gościa leżącego na podłodze, wystygła im pizza. Nie lubiłem błysków flesza. Czułem irracjonalny lęk, że jego działanie czyni nieodwracalne zmiany w moim mózgu. Zamknąłem oczy. Wtedy ktoś złapał mnie za klapy marynarki i porządnie potrząsnął.
- To ty, co? – z ust Wreda Williamsa zalatywało nieświeżą rybą.
- Pierdol się – mruknalem ze stoickim spokojem i wyrwałem z jego łap mój jedyny garnitur.
Wred to był kawał chłopa. Z grubym jak pędy roślin zarostem, lekkim zezem i zaciętym wyrazem ust wyglądał naprawdę groźnie. Nie chciałbym być w skórze przestępcy, którego złapał trop. Za mądry nie był, ale nadrabiał ambicją. Patrzac na mnie, poczerwieniał na gębie, a jego włochate łapska zrobiły się zupełnie białe.
- Kiedyś Asher przejdzie na emeryturę – wycedził na tyle cicho, by szef go nie słyszał – Wyjedź wtedy z miasta, Polański.
- Chyba nie myślisz, że cię awansują? – droczyłem się, bo dawno nie miałem takiej radochy.
- Wyjedź wtedy – powtórzył z naciskiem.
Poczułem niespodziewany przypływ złości i dobre samopoczucie szlag trafił.
- Bo co, tłuczku do mięsa? – wycedziłem, odpowiadając na jego rybkę czosnkiem z niedawno zjedzonego tortellini.
Mierzyliśmy się wzrokiem, niby dwa wielkoludy przed starciem w stylu sumo. Wred pękł pierwszy. Splunął i wyszedł bez słowa. Miałem obiecane. Wiedziałem, że prędzej czy później mnie to nie minie. Nie splunąłem za nim, bo z powodu kaca miałem w ustach coś w rodzaju gąbki, która spadła za wannę ze trzy dni temu. Pokiwałem tylko głową i zmieniłem kanał. Podszedłem do zamyślonego Ashera, który coś notował w swoim wysłużonym notesie.
- Jakieś tropy? – spytałem, siląc się na kumplowski ton.
- Jeszcze nie wiem - odparł i spojrzał na mnie takim dziwacznym, pełnym ciepła spojrzeniem, z jakim ostatni raz spotkałem się, kiedy wyjeżdżałem do szkoły z internatem, a ojciec wiedział, że jest bardzo chory i może mnie już nie zobaczyć – Wybacz Wredowi, Polański. To dobry policjant, ale niezbyt dobry czlowiek. Ja wiem, że nie masz z tym nieboszczykiem nic wspólnego. Prowadzisz jakąś sprawę? Idź, wyspij się. Wszystko się wyjaśni niebawem. Ta wizytówka to żaden dowód, nawet dla Wreda.
Uśmiechnąłem się, choć przy okazji łza zakręciła mi się w kącie oka. Takich ludzi, jak Asher, było coraz mniej. Uczciwi, z zasadami, sumienni w pracy, solidni w życiu. Kiedy tak patrzyłem na jego drobną, przygarbioną postać, na tę wytartą jesionkę, spodnie zaprasowane na kant i druciane okulary, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że i jego za chwilę stracę. Świat bardzo szybko opuszczali ludzie, którzy mi się podobali. To było skrajne uczucie, jakby każdy z nich zabierał ze sobą jakąś cząstkę mnie.
- Manfred Stockinwood, artysta, meloman, performer – mruknął Asher niby do siebie – Dziwaczna sprawa. Ludzie wrażliwi nie są niebezpieczni. A tego tu spotkało coś, czego nie rozumiem.
Zerknąłem na trupa. Miał rzadko spotykane, zielone oczy. Też miałem takie, tylko nabiegłe krwią od sznapsa, braku snu, cygar i kawy. Poleciłem w duchu nieboszczyka opiece Najwyższego i poszedłem do samochodu.


Przedświt śmierdział trawionym alkoholem. Feerie niezliczonych świateł za oknem przypominały narkotyczny trans jakiegoś wariata. Dla kogoś trzeźwego taki świat musiał być czymś trudnym do zniesienia, ale ja sobie nie żałowałem, więc nawet mi się podobał. Wygodnie uwalony w fotelu popijałem tandetną brandy i mamrotałem do leżącego na biurku compatybila swoje najświeższe przemyślenia:
- Fakt posiadania przez denata mojej wizytówki nie tyle mnie niepokoi, co denerwuje. Przychodzą mi do głowy trzy hipotezy. Pierwsza, najłatwiejsza jest taka, że dostał ją od któregoś z moich klientów, bo zamierzał dać mi zlecenie. Druga, umiarkowana: otrzymał ją ode mnie podczas przypadkowego spotkania, a ja o tym zapomniałem. I trzecia, ryzykowna: ktoś mu ją podlozył, zeby rzucić podejrzenie na mnie. Wrogów mi nie brakuje, przyjaciół nie mam wcale. Nie mogę wykluczyć, że jakiś frustrat próbuje się na mnie odegrać, sugerując mój udział w tej zbrodni. Każda kurwa, sklepikarz i żul w naszej dzielnicy wie, że jestem samotnikiem i nie mam alibi na cokolwiek. Może mnie wrabiać ktoś przebiegły, który założył, że w moim przypadku wizytówka wystarczy, albo tępak, który z braku lepszego pomysłu użył tego akurat przedmiotu. Asher na szczęście ma głowę na karku i doskonale o tym wie.
Compatybil zapisywał moje słowa w dwóch ścieżkach – jako nagranie dźwiękowe i jako plik tekstowy. Z rzeczy, które ostatnimi czasy wymyślono, ten wynalazek najbardziej przypadł mi do gustu. Pisarze, publicyści, wszyscy jajogłowi dłubiący w piśmie, mieli teraz łatwiejsze życie. Mogli, jak ja, popijać drinka i nagrywać swoje słowa z mozliwością natychmiastowej translacji na dowolny język świata, o ile posiada graficzną reprezentację. Też polubiłem text-creatora, bo bardzo ułatwiał mi pracę. Były też osobne panele do podłączenia do komputera, lecz komputera od dawna nie używałem. Ciągłe modyfikacje i ulepszenia służyły już wyłącznie małolatom, moją generację dawno przestały bawić. Służyły za meble, tak jak telewizory. Sterowały całym porządkiem świata od domowej elektroniki po wielkie kolektory słoneczne, a jednak coraz szybciej wychodziły z osobistego użytku.
Moje myśli nieuchronnie wracały do trupa Manfreda. Byłem facetem, którego nikt nie lubi, ale nie do tego stopnia, by podrzucać mu w spadku trupa z namiarami na krzesło elektryczne. Coś było mocno nie tak, a kiedy jest nie tak, zwykle nikt nie ma pojęcia o co właściwie chodzi. Z braku lepszych pomysłów postanowiłem poczekać na wyniki śledztwa Ashera i nie robić nic na własną rękę.
Dwa lata spędzone na kwarantannie w teminalu emigracyjnym nauczyły mnie cierpliwości. Badania lekarskie na obecność różnych medycznych paskudztw, nauka języka, kultury i codziennych obyczajów, dwa posiłki dziennie, prycza w ciasnej klatce w końcu korytarza. Terminal od więzienia różnił się tylko tym, że zamiast szyb w oknach wstawiono plazmowe ekrany do oglądania materiałów propagandowych i progamów telewizji rządowej. Dzień po dniu ten sam upierdliwy rytuał niejednego odprowadził na tamten świat lub do wariatkowa, ale kto wytrzymał, ta lekcja odporności starczała mu na resztę życia. Spędziłem tam dwa lata tylko dlatego, że postanowiłem kształcić się w kierunku inwestigatementu, a to była nisza na rynku usług. Karel z klatki obok czekał pięć lat na mozliwość wyjścia i podjęcia pracy w salonie fryzjerskim. Ale i tak obaj byliśmy wielkimi szczęściarzami. Reszta świata podupadała i dziczała, doznawała nawrotu barbarzyństwa, szerzyły się dawno zapomniane choróbska, zaczynało brakować wody pitnej, jedzenia i surowców naturalnych. Ocaleliśmy z tego syfu i bramy tak zwanego „raju’ stanęły przed nami otworem. Nigdy więcej Karela nie spotkałem, ale mam nadzieję, że strzyże teraz socjetę z wieżowców City. O reszcie kolesi nie wiem nic i obawiam się, iż nie doczekali swojej szansy.
Zamknałem compatybila i poszedłem się odlać.

Opublikowano

Jak zwykle fajerweki (jeśli uszu i oczu twych nie razi to niemieckie słowo).Dobre wykonanie. Odnoszę jednak wrażenie, że mógłbyś to jeszcze kawałek pociągnąć.
Parę potknięć ci wypomnę:
nie byłem pewny, czy pewien?
nikt nie lubił ani - przecinek przed ani
nie wygrał ani nie dostał - j.w. (czyżbyś zadurzył się w jakiejś Ani?)
z powodu tego gościa leżącego na podłodze - przecinek pogościa, albo zmieńszyk na:tego, leżącego na podłodze gościa
odparłem stoicko - a nie "ze stoickim spokojem"?
którego złapał trop.-którego trop złapał.
to mnie nie minie- przerób jakoś to mlaskanie, bo brzmi,jakbyś pisał po czesku
Idź, wyspij się.- ś
Ferie niezliczonych świateł - feerie
narkotykowy trans- nie ma błędu, ale lepiej wygląda "narkotyczny"
compatybila - cudowny neologizm!
ją podrzucił, zeby rzucić podejrzenie - zrób coś z tą rzucawką (żeby)
mozliwością- ż

Opublikowano

Sie poprawi. Dopiero zaczynam. Pewnie, ze pociagne. To miala byc powiesc, ale pewnie skonczy sie na opowiadaniu, jak zwykle. Moj pseudonim wzial sie od tego inspektora, kiedy robilem notatki :)

Opublikowano

w jego strone chumre dymu.- chmurę

spojrzal na mnie takim dziwacznym, pelnym ciepla spojrzeniem - tych spojrzeń za dużo ;)

Byly tez osobne panele do podlaczenia do komputera, lecz komputera od dawna nie uzywalem - może zmienić cuś, bo komputerowo za bardzo...

cóż ja mogę napisać... świetny tekst i czekam co dalej :)

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

haaa! czytałam ostatnie zlecenie część I a prologu nie zauważyłam :)
brawa dla mnie! ... nie no przegapić taki tekst...
ja nie lubię przesładzać, ale porównania masz po prostu rewelacyjne, Twoje opisy są tak plastyczne dla oczu, a do tego miękko poskładane i płynące lekko dla ucha, że czasem się zatrzymuję tylko po to, by się tym komfortem odbioru nacieszyć :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...