Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Czwarta nad ranem. Siedzę na balkonie, całkiem jak Ediczka – bohater głośnej ostatnio powieści Lemonowa. Tak, jak on jestem śmieciem wyrzyganym przez społeczeństwo, ale mnie zdarzyło się to we własnym kraju. No i mój balkon jest wyżej, na dziesiątym piętrze. Poza tym permanentna chujnia i orgia beznadziei. Siedzę, puszczając soczyste wiąchy przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Księżyc prezentuje łysą pałę, a gwiazdy migoczą, by mu się przypodobać – jak na kiczowatym dziele malarza-reumatyka. Co się, kurwa, gapisz? – mówię do niego. Bez sensu. Ciągle gadam do różnych przedmiotów, zjawisk, abstrakcji. Byle nie do ludzi. Pojebańcy i tak nie słuchają, a nawet kiedy słuchają, słabo do nich dociera. Jeżeli chodzi o myśli i przekleństwa, jakie przychodzą mi do głowy - Adaś Miauczyński to przy mnie analfabeta grubiaństwa i neurozy.
Prawda jest taka, że jedyne co mi się w życiu udało, to widok z okna. Kiedyś lubiłem zasiadać na balkonie i pisać wiersze albo opowiadania. Z tej perspektywy świat wydawał mi się taki przestronny. Nic go nie zasłaniało, a do tego widać było tyle zieleni. Korony drzew, zbite w gromady, a pomiędzy nimi bloki. Zieleń w betonowej zalewie. Najlepiej oglądało się to przy Piano Concerto nr 20 Mozarta. Te ciągłe pasaże na fortepianie i dudniące przejścia z głębi sali. Coś smakowitego! I nagle fortepian, jakby współczesny, z muzyki filmowej. A w tle Nowa Huta. Na wprost górują nad okolicą kominy elektrociepłowni, pomiędzy którymi kilkanaście razy w roku ukazuje się zarys tatrzańskich szczytów, na prawo tuż obok Wawelu pyszni się lepiej widoczna Babia Góra, z kominami Elektrowni Skawina poniżej, na lewo rozpościera się kombinat im. Sendzimira. Tuż przed świtem huta wydaje się obraźliwie piękna. Łuna bije z wielkiego pieca, jak gdyby trawił go ogromny pożar. Kominy powoli zaznaczają swą obecność na posępnym niebie. Dym, który się z nich sączy, ma barwę różnych odcieni bieli i szarości. Powoli wspina się ku górze, a tam, przebarwia go wschodzące słońce. I chuj. Dziś mnie to wcale nie ekscytuje. Mam to głęboko, aż do ostatniego zwoju jelita grubego. Dziś jestem obrzydliwie skwaszonym, gnijącym kawałem mięsa i użalam się nad sobą, trzeźwiejąc wraz ze zbliżającym się świtem.
Kiedy wróciliśmy z imienin, Ania od razu padła do wyra, a ja zwyczajowo wierciłem się, zmieniałem kanały z upierdliwymi blokami reklam i biłem się z myślami. W końcu wziąłem z lodówki resztkę Chardonnay za 13,60, paczkę fajek i zasiadłem na balkonie. To były najbardziej denne imieniny, na jakich w życiu byłem. Sami wykształceni trzydziestolatkowie, niezamężni i nie żonaci, choć parami, bezdzietni, bezrobotni lub zarabiający grosze. Solenizantka uczy historii za 800 na rękę, jej chłopak daje lekcje angielskiego i lepi pierogi dla turystów. Inna pracuje za jakieś 1000 zł w sekretariacie posłanki SLD, czyli ma pracę góra na parę miesięcy, jej narzeczony po studiach inżynierskich, robi staż za kilka stów, żeby tylko uzyskać niezbędne uprawnienia budowlane. I my. Ja, bezrobotny stylista literacki, tracący czas na prace licencjackie czy magisterskie dla leniwych, Ania – historyk bez specjalizacji i stażu nauczycielskiego, na obecną chwilę hotelowa recepcjonistka. Piękni trzydziestoletni, udupieni przez świat. Było pyszne żarcie, fura dobrego wina, a jednak impreza wypadła żałośnie. Od chwili, kiedy Ania oznajmiła wszystkim, że jadę za robotą do Londynu, posmutnieli, a ja przyssałem się do wina, by jak najszybciej zapomnieć. Nie żebym się jakoś bał czy sprzeciwiał, po prostu chuj mnie strzelał, że muszę zaczynać tułaczkę od nowa. Woziłem już fajki do Niemiec, sprzedawałem w Kopenhadze plastikowe syrenki, malowałem płoty w Norwegii, zbierałem truskawki w Finlandii, lałem browca w londyńskim pubie. Ale to było podczas studiów. Czułem się racjonalnie, czyli na swoim miejscu. Teraz muszę jechać jako przegrany, w akcie desperacji. Znów po trzech czterech w pokoju – jak w akademiku, żarcie z puchy, piwo jedynie od święta. Wszystko to fajne było pięć lat temu. Teraz boli. Wżera się we flaki niby kawał rozgrzanego żelastwa.

Something to drink, sir? Good appetite! Something else, madame? We have delicious ice cream and pie. No, tips are not included, ty jebana pokrako. Oh, thank You very much!

Ania mnie dobija na każdym kroku. Dzień i noc gada tylko o wyjeździe. Otwieram rano oczy i słyszę, że trzeba kupić funty, bo złoty jest coraz mocniejszy. Trawię nędzny, choć smaczny obiad, a ona, że trzeba CV na inglisza przełożyć. Wyłażę z wanny, woda przestaje pierdzieć w odpływie i co – w pokoju bełkoczą przeraźliwie poprawni lektorzy języka angielskiego. Szczytem perwersji okazała się jednak Gazeta Wyborcza. Otwieram Europracę i co widzę – kumpel ze studiów na całą kolumnę opisuje, jak sobie poradził w Londku od kloszarda do normalsa. Nie wspomniał o wrzodach, grzybicy, hemoroidach, wybitych zębach i innych ciekawostkach z życia na emigracji. Wyjebałem gazetę od razu do kosza, nie czytając nawet ulubionych rubryk sportowych.
Ucz się, synku, żebyś nie musiał żyć jak ja. Uczyłem się, mamusiu, jak pierdolnięty, a żyję chyba gorzej. Żaden satyryk nie dorasta losowi nawet do pięt. Zastanawiam się gdzie tkwi błąd. Co zrobiłem nie tak. Dwa języki, fakultety, kupa bzdur monograficznych. Przede wszystkim studia wybrałem bez sensu, ale kto wtedy mógł wiedzieć, że lepiej kształcić się kierunkowo. Fakt, trzeba mieć mózg jamochłona, żeby studiować teatrologię. Wiem wszystko o teatrze antycznym, Szekspirze, Marlowe, Calderonie de la Barca, Brechcie, Stanisławskim, Pawlikowskim, Grotowskim, Kantorze. I na chuj mi ta wiedza? Gazeta teatralna jest jedna, gazet codziennych i tygodników po kilkanaście, miejsc dla asystentów na uczelni raptem kilka. A co rok ten kierunek kończy ze dwudziestu kolejnych popaprańców. Wieszają potem dyplom w kiblu i podziwiają w oparach zatwardzenia. Ale nic, na jebanej emigracji znajdzie się dla filozofa miejsce na zmywaku, religioznawca podyma jako kelner, socjolog posiedzi w recepcji jakiegoś pensjonatu, a absolwentka historii na kasie w Tesco. Będą w swoim raju, o ile nie mają alergii na Murzynów w sportowych kabrioletach, obturbanionych Hindusów w gajerach za tysiąc funtów, obwieszonych złotem Pakistańców i rumianych angoli pijących po pracy piwo na stojaka.

Nice siut, chef! What special today? Tomato soup and beefsteak. Salad? Mushrooms whit onion and cream, maybe? I can do it! Ty nabrzmiały fiucie!

Zatem pierwszy błąd to studia. Ale co spaprałem w pracy? Próbowałem przecież na tylu frontach. Byłem kołnierzykowym niewolnikiem korporacji, zbijałem bąki na ciepłej posadce państwowej (nepotyczna łapówka nie była duża, bo załatwiał daleki kuzyn bratanka ciotki), dłubałem we własnym biznesie, ale nie wyrabiałem z ZUS-em, podatkami i kosztami stałymi, dzięki czemu zyskali wszyscy oprócz mnie. Może ja się po prostu do niczego nie nadaję? To już nie błąd, tylko wada wrodzona. Mój stary też był do dupy. Degenerował się od dyrektora szkoły do portiera i zamiatacza placów. Nie miał aspiracji, chciał mieć na bełta i żeby wszyscy dali mu święty spokój. Teraz całymi dniami leży w przytułku dla bezdomnych i bezmyślnie ogląda ścianę swojego dożywotniego więzienia. Co innego ja. Mimo, że efekt jest właściwie ten sam, wciąż się staram. Wyjeżdżam robić laskę bożkom mamony. Szanse mam, bo na obczyźnie trudniej być żulem. Nikt cię nie zna, nikt ci nie pomoże, więc wstajesz i walczysz, a jak nie, to lepiej zdechnij.
Mózg mi puchnie. Pęcznieje i bulgocze. Może by tak jebnąć głową w dół z wysoka? Przynajmniej fakt mieszkania na dziesiątym piętrze zyskałby trochę na znaczeniu. Super wzrost PKB, miliardy dotacji, dodatnie saldo eksportu, imponujące tempo wzrostu gospodarczego, słabnąca inflacja. No i spadło bezrobocie, bo od chuja ludzi wyjechało za lepszym życiem. Zajebiste dane w ładnych rubrykach, ale ja cały czas obserwuję jak wszystko mi się kurczy, wszystkiego ubywa. Żarłem schaboszczaki, teraz wdupiam spaghetti albo kaszanę z cebulą, mój kot z Royal Canina przeszedł na przemysłowy Whiskas. W kinie nie byłem ze dwa lata, ciuchy mam chyba jeszcze z czasów studiów, buty mi człapią i jęczą żałośnie. Książkę kupiłem z rok temu – w taniej księgarence. I tak dalej. To kto właściwie wpierdala ten cały dobrobyt??? Chciałem przedwczoraj kupić bilet w internecie. Ni chuja. Bez karty kredytowej można sobie symulacje porobić i pojeździć w sieci po całym świecie. I znów jebane poczucie wykluczenia. Muszę dymać do biura podróży i zapłacić prowizję za pośrednictwo. A do dupy z tym wszystkim. Zamiast samemu skakać, ciskam butelkę i patrzę, jak rozbija się o chodnik na dole. Kiedy coś się nie udawało, babcia powiadała: no to jesteśmy w kaczej dupie. Oto staropolska mądrość.

Opublikowano

No toś przyrządził niezły, choć cholernie gorzki kogel-mogel- wynurzenia quasimenela z rewelacyjnym opisem pejzażu. Wielkie brawa!
No ale muszę zakręcic trochę kijem w mrowisku, bo krytykanctwo jakóś łatwiej mi teraz przychodzi, niż stworzenie czegoś własnego:
jakie przychodzą mi do głowy, Adaś Miauczyński -w miejscu przecinka powinien być myślnik, lub "to"
wykształceni trzydziestolatkowie, niezamężni- trzydziestolatkowie to chyba nieżonaci, jeśli to były trzydziestolatki- to niezamężne (ale może hutasy tak mówiom...)
uczy w historii za 800 na rękę- to "w", to chyba przez pomyłkę
na prę miesięcy- parę

Opublikowano

kurwa, jak asher napisze opowiadanie to nie ma bata,

a tak na poważnie to...co jam mam ci powiedzieć? lepiej czapkę z głowy i milczeć!!!

a tak zupełnie na poważnie to dzięki za muzykę i to na dotakek Mozart i napisz coś weselszego nastepnym razem...

Opublikowano

te chuje z góry koszą kasę,ci powiązani,ustawieni,podwieszeni;
ale my mamy wrażliwość i poczucie swobody myśli;
nie chcemy rewolucji, ale to straszna rzecz niszczyć inteligencję;
wolę wpierdalać kaszankę ale rozmawiać z ptakami, drzewami, lasem;
bardzo mnie to opowiadanie przygnębiło ;-taką szczególną wyrazistością;
napisane doskonale; jacek

Opublikowano

Powiem Ci tak, misiaist, po znajomości. Poza paroma przecinkami i jakąś uwaloną składnia - nie ma się czego przyczepić (te 'jebusy' na mnie nie działają - wiesz ;). Ideologia to już inna sprawa. Jak wiesz, mogę nie tylko zgadywać, ile w tym fikcji, a ile prawdy. I gdzie leży "logika' tej 'kaczki'. Kiedyś Ci powiedziałem (nie na trzeźwo, co prawda, ale powiedziałem) - nie będę powtarzał. Tylko: nie zapominaj o Maroku (dobrze mówię: Maroko, Algieria czy Tunis? dla mnie wsio ryba, ale nie dla Ciebie ;). Whiskas - kolego to dobra klasa średnia! Mój je wątrobę na surowo. Kaszana, kurczę, chłopie, rozejrzyj sie! Masz (macie) dopiero trzydziestkę! Życzę Ci, żebyś się "tam" odnalazł. Bo od siebie nie ma ucieczki. Stety ;)
pzdr. b

Opublikowano

O kurde... trafiło fest. Leżę na łopatkach. Rozumiem, że to jest czysta fikcja literacka (nie chcę wrzucać kolejnego kija w mrowisko ;))? Jest aż tak źle? Jeny... utożsamiam się z narratorem, cholewcia niedobrze :-(.
Doskonały opis rzeczywistości, jak dla mnie REWELACJA! Walisz z grubej rury - no i gut fasola. Życie też się z nami nie cacka. Pa ;-)

Opublikowano

Jacku, mnie też boli, ale starałem się za bardzo nie jęczeć.
Bezetku, to tylko opis czleka degenerowanego - kaszana i bluzgi oddalają od realiów.
Basiu, pokój na Ealingu już mam załatwiony, bilet zabukowany, więc coś jest na rzeczy :)))

Opublikowano

Widzę i ja, że coś jest na rzeczy. Przypominam ci tylko twoje własne słowa (cytuję z pamięci): nawetg dybym miał drzewa rąbać na Alasce, a będzie tam kawiarenka internetowa, będziecie pierwsi, którym pokażę swoje prace". Sie trzym.

Opublikowano

Tam raczej nie :) To jednoosobówka. Ale jak masz robotę, to Cię każdy przygarnie z pocałowaniem.

Tak, Leszku. To właśnie miałem na myśli... Ale nic to, podobno jest net = 4 Mega/s czy cuś :)
Byle tylko czasu chwilkę mieć...

Opublikowano

Mój mąż mówi, że Wyjąłeś mu to z ust, chociaż właściwie ciągle napierdala siarczyście, jak moonsun /czyt. czy to w nocy, czy to w dzień/
A ja, /też/ właśnie maluję pejzaż polski, już od 2003r. i nie mogę skończyć. Zbyt wiele mnie to kosztuje.
Z czasem oswoiłam się i nawet nazwałam to coś NORMALIZMEM, czyli ustrojem bezustannego wchłaniania poli-tycznie, tj. odgórnie zatkniętym i glebowgryzionym korzennym systemem, przenoszonym na językach sposoby klonowania, niemoralnym /delikatnie mówiąc/ zachowaniem społecznym, całkiem normalnie funkcjonyjącym w naszym kraju.
WIELKIE BRAWA, KONDOLENCJE I ŻYCZENIA /czego możemy sobie życzyć, małe żuczki? chuj wie/
PRĘŻNEJ POSTAWY WOBEC ZOBOJĘTNIENIA, TWARDOŚCI WOBEC TARĆ I BRAKU GŁADKICH SYTUACJI, PORANNEJ GOTOWOŚCI MIMO KACA I OLŚNIEWAJĄCYCH WZWODÓW -OJ WY WO DÓW- NA TĘ OKOLICZNOŚĆ, czyli na tę dupę

Opublikowano

Wolę jednak czarną dziurę - bo moja.... (wina), że dałam fragment. Widzę Twoją pracę, jako bezimpulsową. Wstęp do trylogii? Ja nie muszę zbierać materiałów do pracy.. mam je w sobie, choć nie wszystkie pokazuję na łamach internetu. Działam jak pies Pawłowa - rozgrzesz mnie, albo nie.
Bez prowokacji i odbioru..czysta proza myśli. Pozdrawiam cieplutko.

  • 1 rok później...
  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...