Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Młody człowiek do mistrza zwrócił się z pytaniem,

chciałbym od ciebie dostać życiowe przesłanie,

co jest najistotniejsze, dobroć, czy uroda,

by zawsze panowała w małżeństwie ugoda?

-Jeżeli więc rozsądkiem zechcesz się kierować,

weź pannę, co ci może dobroć ofiarować,

będzie wiernym partnerem w domu i w kościele,

lecz niestety w łożnicy dobroć to niewiele

i o pięknej ci marzyć tylko pozostanie,

albo w gorzałce topić do niej pożądanie.

Kierując się afektem, łatwo się pomylić,

złą niewiastę poślubić w twej słabości chwili,

potem gorzko żałować tego całe życie,

przeklinać, że skusiłeś się na chędożycie.

Rozsądek, czy namiętność, nie ma życia wzoru.

bowiem musisz samemu dokonać wyboru. 

 

 

Frankowi w odpowiedzi na jego sonetowe pytanie.

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Marek.zak1 Chyba najlepiej wybrać taką, którą się z wzajemnością kocha :) Chociaż jak powiedział ( napisał ) autor Małego Księcia - Miłość to nie patrzenie sobie w oczy, ale w tym samym kierunku... ;)

W zgrabny sposób poruszyłeś naprawdę życiowy temat... :)

Miłego dnia :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dzięki. Oczywiście, że tak, i jeszcze, żeby była dobra, mądra i ładna, ale, jak w dyskusji z Frankiem (Czy?) iloczyn tych zbiorów jest bardzo mały a chętnych wielu:). Pozdrawiam.  

Opublikowano

zważywszy że życie to prosty odcinek

a sens jego wyznacza początek i koniec

pomieścić w nim można różne przystanki

namiętność, przyjaźń a nawet rozsądek

 

wiem: społeczeństwo, religia, etyka,

porządku pilnują i zasad wielu

bo jakby każdy robił co tam chciał

i dążył po trupach do swego celu

 

bajzel  byłby i dom na kółkach

a tak plus minus ogarnąć się ludzi da. 

 

 

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tylko, tylko że młodzi ludzie wsiadają na przystanku "namiętność", bo co za zakrętem, mało ich obchodzi. No i z tego zakrętu wielu wypada. Jak poczekają do przystanku "rozsądek", namiętność nie będzie już taka, a szkoda, bo to nie wróci:). Pozdrawiam.

Opublikowano

Jeden z mych wujków przekazał mi radę, 

której w młodości udzielił mu dziadek:

Każda kobieta ma takie puzderko,

które dość często otwiera, w nie zerka.

I ty tam zajrzyj. Gdy uchylisz wieka,

zobaczysz wstążki, błyszczki, świecidełka.

Ta twoja wybranka może być tylko kochanką.

Jeśli tam dojrzysz nożyczki, guziki,

łatki, naparstek i na szpulkach nici,

a przy nich igły równo ułożone,

to właśnie znalazłeś kandydatkę na żonę.

 

 

Pozdrawiam :)

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, bo coraz to nowi chętni i ciekawi, jak ma być i co zrobić i szukają kamienia filozoficznego. ja osobiście miałem swoje priorytety, ale cicho, sza:).

Sylwestrze, rady dziadka (których już nie miałem) są dobre dla dziadka. Mogę zacytować już nie ważne kogo. Dobre i mądre to mam koleżanki, a moja kobieta to musi mi się podobać fizycznie:). 

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Gość Franek K
Opublikowano

Końcówkę widziałbym jednak nieco inaczej "Gdyż nigdy nie dokonasz dobrego wyboru". 

Jakbyś się bowiem nie starał to zawsze kiedyś przyjdzie myśl "Czemu nie wybrałem tamtej?" Życie to sztuka wyboru, a dobry wybór to wielka sztuka - to moje :)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dlaczego nigdy? Ja, jako student, związałem się ze śliczną licealistką przy mocno sceptycznej opinii rodziny i nigdy tego nie żałowałem:). Jesteśmy razem już wiele lat. O tym, czyli o tym, że trzeba upierać się przy swoim, będzie kolejna fraszka:). 

Życie to sztuka wyboru, a dobry wybór to wielka sztuka - to moje :). Pierwsza część dobrze znana, ale w połączeniu z drugą - bingo. Jeśli twoje,to już możesz przejść do historii filozofii. Pozdrawiam. 

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Po pierwsze, racja. Już nie ma ani takich kobiet, ani takich pudełek (chyba).

Po drugie. Czy uważasz, że dla naszych dziadków, pradziadków, itd. uroda nie miała znaczenia? Zaskoczyłeś mnie bardzo. Jestem pewny, że miała. Może nieco zmieniały się kanony piękna (chociaż myślę, że niewiele), ale nawet obecnie w różnych częściach świata różne są ideały.

Po trzecie, gdzie w mojej historyjce jest napisane, że dziewczyna z igłą i nitką była brzydka??? Musiała zainteresować na tyle chłopaka, że chciał zajrzeć do jej "pudełka". Nieprawdaż? Poza tym, ponieważ w jej zestawie nie było świecidełek i kosmetyków, najwyraźniej nie musiała się upiększać, w przeciwieństwie do tej drugiej. Prawdaż?

Po czwarte, Twój mistrz rozmawiający z młodzieńcem brzmi dosyć archaicznie, powiedziałbym, i nie wygląda mi na żadną z Twoich mądrych i dobrych koleżanek, z całym dla nich szacunkiem, więc tym bardziej dziwi mnie Twoje zniesmaczenie i wypowiedź o dobrych radach dziadka dla dziadka.

Poza tym nie wiem czego nie miałeś. Rad czy dziadków? Ale to już mniejsza o to?

Moja opowiastka jest jak najbardziej autentyczna. Opowiedział mi ją brat ojca, gdy był już dobrze po osiemdziesiątce (autentyczny dziadek). Właściwie to trudno ją nazwać radą, bo w moim przypadku było już nieco za późno, powiedziałbym, chociaż dziadkiem jeszcze nie jestem. Przytoczyłem ją jako ciekawostkę, sprowokowany Twoim tekstem i trochę nie rozumiem reakcji na nią. Ale znów mniejsza o to.

Druga rada z jaką się spotkałem, jeśli chodzi o wybór żony, to: Pamiętaj, kobietę wybieraj sobie w upalny dzień i blisko wody.

Ciekawe czy z tego też będę musiał się tłumaczyć ;).

Cokolwiek byś nie powiedział, to myślę, że nie nie ma co lekceważyć mądrości naszych przodków.

Pozdrawiam.

 

 

 

 

 

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Sylwestrze, niepotrzebnie się obruszasz, bo, jak wspomniałem, moich dziadków nie znałem, wujków także i nie znam (niestety) tematu. Wydaje mi się, że poruszam bardzo fundamentalny temat wyboru kobiety, a wymieniane kryteria,  według cech charakteru, bądź urody są najczęściej stosowanymi.  Czy nie uważasz, że sprowadzenie tychże kryteriów do tego,  co ma w swoim pudełku, cytuję: 

zobaczysz wstążki, błyszczki, świecidełka.

i wniosek / stwierdzenie, że: 

Ta twoja wybranka może być tylko kochanką.

jest mocnym powiedzmy uproszczeniem i sądzeniem po pozorach, gdyż znam sporo inteligentnych, wykształconych i ustatkowanych kobiet, które te błyszczki i świecidełka lubią, a ich kosmetyczki są ich pełne

Drugiej tezy: Pamiętaj, kobietę wybieraj sobie w upalny dzień i blisko wody, w ogóle nie pojmuję. Czy chodzi o to, żeby umiała pływać? Nie rozumiem.

Pozdrawiam.

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Generalnie się z Tobą zgodzę, ale tak z najbliższego otoczenia, Byłem na kilku slubach kierowanych sercem i wszystkie związki zakończyły się rozwodem. Element racjonalny szybko dał znać. Pozdrawiam. 

Opublikowano

@Sylwester_Lasota

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pewnie chodziło o jej reakcję (na chlapanie) i poczucie humoru. Jak go nie ma i dystansu do siebie, to grożą w życiu burze i awantury. 
Fajna rada, a jakie były na mężów? Bo się nie znam. bb

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja też nie ;))))))), ale na tym polu, to chyba już w ogóle był Meksyk :)))). Poza tym, to myślę, że w relacjach damsko-męskich żadne rady nie pomogą. Po prostu, czasami to jest wytrwała praca, czasami jak uderzenie pioruna, a czasami to trudno powiedzieć co, a my potem dorabiamy sobie do tego nasze filozofie.

Edytowane przez Sylwester_Lasota (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To prawda, ale ludzie szukają związku przyczynowo-skutkowego we wszystkich działaniach, w celu choćby uniknięcia czy zminimalizowania już popełnionych błędów. Może nie ma reguł ale są przesłanki, którymi warto się kierować. Łatwo jest podjąć decyzję,  gdy wszystkie są za, ale co, gdy serce, namiętność mówi tak a rozum nie, albo odwrotne? O tym jest moja fraszka. Ppzdrawiam

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Gość Franek K
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

No to szczęściarz z Ciebie. Zazdroszczę.

Z tym nigdy to może faktycznie przesadziłem, ale jednak (sporo jest na to przykładów) skłaniałbym się do wersji np. Rzadko kiedy albo bardzo trudno itp.

Myślisz, że zawisnę? (w gablotach ;))

 

Pozdrawiam. FK.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Sam nie wiem, jak to się stało:). Jeśli chodzi o gabloty, to promocja, promocja.

W Googlach Twojego tekstu nie znalazłem, więc promuj to i zabezpiecz jako twoją własność intelektualną. Na szybko w kilku językach, bo świat jest globalny:

Life is the art of choice (choosing), and a good choice is a great art

Das Leben is die Kunst des Waehlens and die Gute Wahl ist eine grosse Kunst

La vie est l’art de choisir, et un bon choix est un grand art.

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @beta_b   W wierszu nie ma pociechy na siłę - jest uznanie, że życie boli, i jednocześnie przypomnienie, że nie jesteśmy wobec tego bezradni. Podoba mi się Twój przekaz. 
    • @JuzDawnoUmarlem   Zamek zablokowany solą, a jednak udało się otworzyć drzwi na oścież. Bardzo piękny obraz otwierania się na drugiego człowieka po trudnych przejściach. "Spanie od ściany" - świetne! Dużo intymności ukryło się  w zaledwie trzech słowach.  
    • @andrew    Wiersz po prostu pachnie. Czytam i mam to uczucie, że chwila już minęła, ale została w kwiatach i w smaku czekolady. Piękne.
    • @Mel666   Inrygujący wiersz, przypomina mi  opis dysocjacji, poczucia odrealnienia i stania się widzem we własnym życiu. Może dlatego, że niedawno sama pisałam o dysocjacji.  Obraz pustej skorupy i uwięzionej w środku lawy robi wrażenie.  Piękny, choć bardzo bolesny wiersz. 
    • Szedł wolno chodnikiem, palił papierosa. Wzrok wbity w ziemię, w to co przed stopami. Zazwyczaj tak chodził po ulicach, nie wiedział o tym, bezwiednie się to działo gdy miał o czym myśleć a teraz miał bardzo mocno wiele rzeczy do zgryzienia przemielenia połknięcia i przetrawienia lub wyplucia. Jeszcze w międzyczasie, między myślami uważnie stawiał kroki, tak żeby nie trafić na łączenia płyt. Dopalił ostatniego macha i rozejrzał się za śmietnikiem. Kilka kroków dalej ktoś przed furtką trzymał ustawiony kosz. Nie lubił rozrzucać kipow po ulicach, choć nieraz przecież tak robił, wiele razy przecież, kiedyś niemal zawsze, ale zrozumiał że to nie w porządku, że to brud, bałagan że to nie wypada, że to nie kultura tak robić także z troski o przyrodę przecież, z troski o estetykę otoczenia. Więc już od dawna zanim rzucił niedopałek na chodnik, na ziemię szukał śmietnika. Tak jak teraz, ostatni mach i palcem strącił żar, przecież nie wrzuci tlącej sie fajki ryzykując podpalenie i pożar. Przeszedł kilka kroków które mu pozostało i otworzył pokrywę kubła wrzucając do środka zmientolony bezwiednie, nerwowo między palcami wyużyty filtr. Poszedł dalej. To była dłuższa ulica na przedmiejskim osiedlu domków jednorodzinnych. Miał dojść do końca i skręcić w prawo żeby trafić na przystanek autobusowy skąd trafi komunikacja do domu. Było tak jak go pokierowali. Na końcu skręcił w prawo i faktycznie zobaczył wejście schodami pod tunel pod ruchliwa ulica z torami. Zszedł po schodach blisko barierki jednak nie dotykał jej. Nie potrzebował się podpierać przecież ale okrutnie bał się czasów gdy będzie stary, bardziej niedołężny i będzie musiał korzystać z tego typu konstrukcji które uważał za brudne i niehigieniczne. Wejście wyjście z tunelu i kilkadziesiąt metrów dalej ulica, przejście dla pieszych i po lewej wiata przystanku. Udał się pewnym krokiem w tamtą stronę nie zważając już na to czy następuje czy nie na pełne płyty czy ich krawędzie. Zobaczył że na przystanku i w jego okolicy czekają dwie osoby wiec wziął to za dobra monetę jeśli chodzi o czas oczekiwania na pojazd ale i tak pierwsze co pokierował się pod wiatę wprost do rozkładu jazdy. Spojrzał na zegarek na rozkład jeszcze raz na zegarek. Więcej niż piętnaście minut, to była kupa czasu, bardzo dużo czekania. Szybko przeliczył ten czas na jakieś trzy papierosy które zapali w tym czasie i ucieszył się bo za chwile już w ustach trzymał całkiem nowego nieodopalonego marlboro. Jeszcze tylko znaleźć zapalniczkę w tych przepastnych kieszeniach. Od dziecka były przepastne to znaczy, że wiele tam się mieściło i przepadalo w tej przestrzeni na miesiące, nieraz lata. Głównie sterta drobnych śmieci papierki po batonikach, cukierkach, jakieś kartki pogniecione kilka pustych zgniecionych paczek po papierosach, słuchawki choć tak dawno już ich nie używał jakby przestała go cieszyć muzyka, kilka kasztanów z jeszcze poprzedniej jesieni, pozwijane w kulki kawałki foli aluminiowej, jakieś połamane pety. Rozumiesz czemu między tymi wszystkimi rzeczami ciężko mu było wyszukać ogień. To jedna to druga ręka ładowała się w którąś z kieszeni szukając w tej przestrzeni, pomiędzy tym bałaganem ognia. Był tam tego był pewien jeszcze niedawno odpalał papierosa. Była tam musiał tylko być cierpliwy i konsekwentny i się nie zrażać wiedząc, że rzeczy potrafią się ukryć jakby utopić w bałaganie ale odpowiednie zamieszanie tym wszystkich sprawi ze w końcu wypłynie gdzieś gdzie trafi mu w garść. No i jest! Odchodzi kilka kroków od przystanku bardziej nawet niż z respektu do wypisanymi dużymi literami zakazów prawnych co do palenia w takich miejscach rozumiejąc niechęć niepalących, a nawet palących papierosy do palaczy dmuchajacych dymem z płuc. Wiedział że palenie to smród oprócz tego, że uwielbiał papierosy i niektórych sytuacji w ogóle bez papierosa sobie nie wyobrażał. Taką sytuacja było wyjście miedzy ludzi tak ogólnie na ulice, do pabu czuł się bezpieczniejszy, bardziej pewny siebie, zasłonięty dymem. Taką sytuacją było także oczekiwanie na autobus. Nie lubił czekać na przystankach czując że marnuje czas że mija bezpowrotnie jakby ktoś mu go zabierał i właśnie ten papieros pozwalał mu wytrzymać te myśli, zabić je i uprzyjemnić te chwilę. Podniósł rękę do papierosa w ustach drugą zasłonił przed wiatrem, kciukiem zakręcił o kółko krzesające iskrę i.. -oo kur... -pod nosem zagryzł przekleństwo. Znał ten dźwięk wiedział co się stało, rozwalił się mechanizm i wytorpedowało krzemień z tej sprężynki która go mocuje więce teraz kółko kręciło się bez żadnego oporu nie dając żadnego efektu w postaci plomienia w postaci odpalanego papierosa dymu w płucach i spokoju w umyśle. Zamiast tego czeka go nerwówka, czeka go zapewne nieudolna próba naprawienia tego fajansu. W myślach przeklinał zapalniczkę i fakt że go to spotyka teraz jak i nieraz kiedyś. Rozbiera mechanizm odgina tę blaszkę i patrzy co tam się wydarzyło. Opadają mu ramiona bo nie ma nigdzie tego kamyczka kluczowego więcej musiał gdzieś wystrzelić więc już go nie znajdzie więc ogień do wyrzucenia ale co najważniejsze za tym idzie nici z palenia. Podchodzi do przystankowego wbetonowanego śmietnika i ze złością ciska zepsuty sprzęt, czuje zawód. Rozgląda się na dwóch współtowarzyszy oczekiwania na pojazd komunikacji miejskiej. Młoda dziewczyna w sportowej, kolorowej nadmuchiwanej kurtce z zaciągniętym na głowę kapturem, który skrywa jej twarz, stoi po zewnętrznej stronie wiaty i patrzy gdzieś przed siebie. Druga osoba to starsza pani, siedzi na ławce wewnątrz wiaty, obok wózeczek taki na zakupy ubrana zgodnie z kanonem tej grupy wiekowej jakieś beże na głowie, beret, apaszka na szyi, na nogach grube rajstopy pod sukienką (spódnicą może dodaje sobie w głowie bo nigdy nie wie jaka to różnica) czarne buty, babcia także patrzy przed siebie. -Raczej nie zwracamy na siebie na wzajem uwagi- mówi głos w jego głowie jako komentarz do sytuacji i dodaje: -chyba że czegoś od siebie chcemy- wiedząc co będzie dalej. Musi podejść do kogoś teraz i zapytać o ogień bo to cień jego szansy żeby zapalić, a teraz kiedy nie może i kiedy napsuł sobie właśnie nerwow zepsutym sprzętem jest mu to koniecznie potrzebne, potrzebne tym bardziej do osiągnięcia pewnego stanu spokoju. Zanalizował te dwie postacie i chociaż z góry zakładał porażkę jako że ocenił obie na osoby nie palące musiał się chwycić nikłej nitki jakiejkolwiek nadziei, jakiejkolwiek szansy i podejść do którejś i zapytać. A nuż- pomyślał- a widelec- automatycznie kolejna myśl dokleiła się do pierwszej rozśmieszając go tą banalną starą jak świat grą słów. Wybrał tą młodszą, stojąca dziewczynę oceniając tu prawdopodobieństwo by posiadała ona tak potrzebna mu rzecz na większe. Znalazł się obok niej i nie stawiając jeszcze ostatniego kroku powiedział -dzień dobry- poczym zatrzymał się i patrzył. Dziewczyna nie zareagowała wogóle, co zbiło go z tropu i odebrało sporo pewności siebie ale w tej sytuacji musiał być konsekwentny więce znów spróbował ale już nie tak radośnie tylko w sposób bardziej zachowawczy -ekhm.. - odkaszlnąplł cla zebrania myśli- dzień dobry- powtórzył się tym razem uważając by te dwa słowa były wyraźnie powiedziane. I czeka. A postać w kapturze ani drgnie patrząc gdzieś w dal, dalej niż to co było tu widać. Zamachal ręka i powiedział -halo proszę pani. Dziewczyna potrząsnęła głowa jakby wyrwana z letargu jak ściągnięta z innego miejsca i patrzy w jego stronę trochę zamglonym nieobecnym jeszcze wzrokiem ale wracającym do rzeczywistości z błyskiem ciekawości i zdziwienia że tu jest i że ktoś właśnie coś od niej chce i kim jest i co chce. Wciąż nic nie mówi ale ręką zsuwa kaptur z głowy i wtedy wszystko staje się jasne, nie mogła go słyszeć bo w uszach ma słuchawki z których słyszalne dla niego dźwięki wyraźnie sugerują że poziom głośności to bardzo duży. Dopiero ten gest zamachania zwrócił jej uwagę. A już się czuł gdy nie reagowała by zrezygnować z tej próby jako że poczuł się olany, poczuł że sygnał to niechęć i zaproszenie by odejść. Ona z uszu wyjmuje słuchawki i mówi -przepraszam pan coś do mnie..? -tak i dzień dobry i przepraszam że zajmuję i kłopoczę ale marze o papierosie czy może pani pali? -niee- przeciągając to słowo kręci głowa na boki- przepraszam pana. -to dobrze, to zdrowiej oczywiście, jeszcze raz przepraszam - wycofuje się w lekkich ukłonach zażenowany tą sytuacja w końcu ściągnął myśli tej dziewczyny z jakichś innych wszechświatów, z podróży o których nie mógł mieć pojęcia ich wagi, gdzieś tutaj do teraz do niego do siebie a nie czuł się godzien by jego problem oderwał ją z jakichś być może pięknych a na pewno ważniejszych dla niej myśli i spraw. Ale ona uśmiecha się do niego i wraca do swojej muzyki, słuchawki w uszach, do swojej strefy komfortu, kaptur wraca na głowę. Odchodzi te kilka kroków tyłem i zatrzymuje się obrócony już bokiem do niej tyłem do wiaty frontem do ulicy i bierze głęboki wdech. Sporo kosztują go energii takie sytuacje zawsze pamięta jak on się czuje nagabywany w ten sposób więc wie że to nie w porządku by komuś innemu wyrządzać taka krzywdę. Wie że źle robi a nie może inaczej teraz. Tłumaczy sobie że papierosy kocha że to jest miłość do palenia że to wyższa potrzeba. Czy to go usprawiedliwia pyta sam siebie jednocześnie zbierając się w sobie do faktu konieczności kolejnego podejścia i zaczepienia następnej osoby z listy. Pewnym ale starającym się nie nastraszyć starszej kobiety krokiem podchodzi i mówi trochę głośne -Dzień dobry szanownej pani Kobieta powoli kieruje wzrok na niego i mierzy go spojrzeniem takim od góry do dołu ale i na wskroś, pytającym kim jest i odpowiada lekko skrzecząc -Dzień dobry- zacinająco zamykając usta na koniec jakby chciała coś dodać ale silnie ściśnięte wargi miały powstrzymać kolejne słowa -Wie pani przepraszam za kłopot i że zajmuje czas - wie ze robi coś niezbyt w porządku i słowa dobiera tak by wyrażały to i skruchę za ten grzech tak by ustawiły tą zaczepianą właśnie osobę gdzieś wyżej niż jego, małego szarego robaka, niegodnego wobec tej postaci jej historii życia - ale ja to tylko krótkie pytanie o zapalniczkę, o ogień czy ewentualnie ma pani takowy? -Młody człowieku- starczy głos skrzeczy nieprzyjemnie jednak jest ona ciepła i życzliwa co wiele dla niego znaczy akurat - nie mam nie paliłam nigdy jak mój mąż który zmarł na raka płuc po wielu dziesięcioleciach palenia i po latach potwornej męki w chorobie. To był naprawdę okropny okres w moim życiu a objawy i efekty choroby to bardzo uciążliwe i bolące sprawy. Nie namawiam cię tu na rzucenie tego nałogu ale przemysł ta sprawę czy warto stracić zdrowie, życie... - zawiesza głos gdzieś na granicy nie wybrzmienia, następuje cisza która brzmi jak melancholia jak smutek jak żal jak tęsknota jak wielka miłość. Mężczyzna nie śmie przerwać tej chwili w żaden sposób żadnym słowem gestem patrzy się na stara pomarszczona koścista twarz drobnej kobiety i zastanawia się czy była piękna w młodości jak bardzo kochała swojego męża i dochodzi do wniosku ze chyba wciąż go kocha ze ma do niego żal ze ja zostawił tu sama skazując na usychanie z tęsknoty. Patrzy na nią dopóki jej zawieszone w przestrzeni wzrokiem oczy nie wracają do tu i teraz do sytuacji dopóki nie kieruje ich w jego stronę dopóki ich wzrok nie spotyka się w dwóch parach oczu i wtedy spojrzeniem próbuje jej pokazać ze ją rozumie że czuje jaki to ból ze dodaje jej otuchy po cxym spuszcza wzrok z pokorą. Nie wie co ma dodać powiedzieć czuje się z jednej strony fatalnie źe przywołał w kobiecie te bolesne złe wspomnienia a z drugiej ta kobieta chyba tego potrzebowała żeby to powiedzieć komuś, ma wrażenie że jej to lepiej zrobiło -Dziękuje pani, jest pani dobra osoba -i posyła jej uśmiech ale zamkniętymi ustami by nie pomyślała że się cieszy. -Dziękuje panu- kobieta jeszcze przez chwile studiuje go wzrokiem i po chwili odwraca głowę wracając myślami do swoich spraw. A on coraz bardziej popada w swoj obiekt pożądania coraz wyraźniej czuje smak i teksture dymu w ustach w płucach w powietrzu gdy wypuszcza go przez usta. Teraz rozgląda się trochę nerwowo po okolicy czy przypadkiem nie pojawił się ktoś nowy ktoś kto możliwie miałby cholerna zapalniczkę ale nikt tu nie podszedł bo nikt tu w ogóle po okolicy o tej porze chyba nie chodzi. Taka pora środek dnia roboczego ludzie w pracy w szkole pochowani w domach. -Problem - alarmuje go mózg a jego ciało to potwierdza stojąc w miejscu nerwowo się kiwa, nerwowo macha rękoma. Coś musi wymyślić -sklep - słyszy w głowie podpowiedz. Ma jeszcze jakieś dziesięć minut jednak niezbyt napawa go to optymistycznie tego typu dzielnice rzadko gdzie taki sklep mają bo mieszkańcy raczej zaopatrują domy w wielkich marketach więc małe sklepiki poupadały z braku klientów. Mógłbył wymyślić ten sklep wcześniej na przykład bo wtedy mógł zapytać o to młoda kobietę lub starsza panią teraz już napewno tego nie zrobi by po raz drugi zaprzątać czyjs poukładany świat swoją osoba. Już nie odważy się podejść wyrwać ludzi z ich muzyki z ich myśli do jakiś szarych i nudnych wymiarów z poziomu cudzych potrzeb, jego potrzeb. To szaleństwo wie o tym to uprzedzenie społeczne, to uprzedzenie do siebie a jednak nie decyduje się na drugi raz próby nawiązania kontaktu z żadna z kobiet. A teraz wyobraź sobie ze w tym wszechświecie nieskończonych możliwości jest rzeczywistość równoległa dla nam danej tu w której jakaś sytuacja zdarzenie wydarzyła się dokładnie odwrotnie albo inaczej. I tak jest z każda decyzja podjęta tu w równoległej rzeczywistości wszystko potoczyło się w inny sposób bo decyzja nie była podjęta albo ktoś podjął inna decyzje. I od tego czasu historia toczy się inna od naszej. I ta historia z przystanku ma kilka swoich równoległych zakończeń. Pierwsza: Mężczyzna nie znajduje nikogo z ogniem w okół siebie. Zaczyna coraz bardziej nerwowo chodzić po przystanku czym ściąga na siebie uwagę obu pań. W końcu wyciąga z paczki papierosa i choć nie może go palić przypatruje się mu obraca go w palcach i wtedy ta młodsza pani zachodzi go za plecami i puka w ramie, co potwornie go nieprzygotowanego i zaskoczonego przestrasza i aż podskakuje obracając się by zobaczyć o co chodzi -Proszę pana -kobieta wyglada na lekko rozbawioną jego dosc histeryczną reakcjalą- pan chyba źle sformułował swoje pytanie On myśli o co jej chodzi ale nic nie mówi tylko wpatruje się w nią wciąż lekko zaskoczony. Zachęca ją skupionym wzrokiem do kontynuowania. -Pan zapytał mnie czy palę papierosy a ja zgodnie z prawda odpowiedziałam że nie. Pomyślałam pierwsze co było dla mnie oczywiste że mnie pan pyta o papierosa, wie pan czy pana poczęstuje a potem -schowała roześmiany wzrok lekko zażenowany - że mnie pan podrywa w ten sposób proponując wspólne palenie -Jeny przepraszam - nie umie ukryć zażenowania ze tak odczytano jego intencje -Ależ nie ma za co to ja pana przepraszam bo teraz kiedy tu pana widzę jak pan jak nerwus nałogowiec chodzi w kółko po tym przystanku i pali tego papierosa na sucho to dopiero zrozumiałam o co panu chodzi. Papierosów nie palę to prawda ale panu chyba nie chodzi o papierosy skoro te pan ma panu chodzi o możliwość odpalenia tego papierosa. -T..ttak - lekko zszokowany sytuacją i zmieszany coraz bardziej gdy zaczyna rozumieć o co chodziło on szukał palacza w tej kobiecie gdyż założył że palacz będzie miał ogień. twierdząca odpowiedź na pytanie o to czy pali papierosy miała skutkować twierdzeniem że skoro tak to napewno ma ognia. -Więc co prawda nie palę ale ja proszę pana mogę mimo to panu pomóc. I zdejmuje z pleców plecak odpinając najmniejsza kieszonkę mówi -Ja mam ogień Roześmianymi oczami bada jego zawstydzoną twarz, zawieszając moment gdy ręka zniknęła w kieszeni plecaka -P..poproszę- niepewnie mówi bo zazwyczaj jeśli nie ma czasu by przemyśleć mówi niepewnie i wyciąga rękę -Ale mam tylko zapałki -mówi dziewczyna choć oboje wiedza że te w zupełności wystarczą -świetnie zupełnie rewelacyjnie, nie mogło być lepiej przecież -pozwala sobie na luz bo uda się uciec z nikomfortowej sytuacji niepalenia mimo chęci i możliwości. Dziewczyna wręcza mu paczkę i dodaje że może je zatrzymać że jemu się bardziej przydadzą. on dziękuje i komplementuje jej domyślność, narzeka na swoją bezmyślność i znów mówi o niej jak bardzo jest jej wdzięczny za wszystko. Na koniec żegna ją życząc wszystkiego dobrego. Ona uśmiecha się i wraca pod kaptur, do słuchawek, muzyki, podróży wśród myśli. Odpala papierosa kilka metrów dalej i rozsmakowuje się w pierwszych machach, waży gęstość dymu w płucach, puszcza kółko które niemal natychmiast rozrywa wiatr. Druga: Mężczyzna nie znajduje zapalniczki u żadnej z kobiet ale postanawia opanować pożądanie wynikające z nałogu i sygnalizowanie go swoją nerwowością więc siada na drugim, wobec siedzącej tam już kobiety, końcu ławki. Dziesięć minut do autobusu. Myśli o dziewczynie w kapturze, o tym jak poczuł się mały i nieważny gdy raz i drugi go zignorowała, gdy myślał że go ignoruje a to były słuchawki w jej uszach przypomina sobie że sam ma pare słuchawek w kieszeni i wyciąga je z zamiarem posłuchania od dawna niesłuchanej muzyki. oczywiście najpierw musi je rozplatać co specjalnie go nie dziwi choć frustruje za każdym razem gdy za każdym razem trzeba to robić. Podłącza słuchawki do smartfona i wyszukuje interesujące go nowości. Po trzech utworach podjeżdża autobus wiec staje i idzie w stronę drzwi, wsiada i w progu zderza się z mężczyzna który z opóźnieniem musiał zorientować się że to jego przystanek. Przy zderzeniu na podłodze jeszcze w autobusie ląduje paczka zapałek. Nie wiadomo wypada mu z ręki z kieszeni z plecaka i choć to gratka dla głodnego nałogowca, pewność że teraz na końcu swojej trasy z pewnością natychmiast po opuszczeniu pojazdu zaspokoi swą rządze, jednak podnosi je i staje jedną noga na chodniku jedną w środku i krzyczy -Panie Tamten obraca się więc unosi do góry dłoń potrząsając pudełkiem -wypadły panu Widzi jak tamten mruży oczy jakby nie mógł dojrzeć co i kto -zapałki panu wypadły Chce mu je oddać wiedząc jaka to męka gdy odkryje ich brak akurat pewnie w momencie w którym będzie mocno chciał lub musiał zapalić papierosa. A tamten macha ręka i obracając się w odwrotnym kierunku, plecami już do niego, krzyczy przez ramie -zatrzymaj je, mam zapalniczkę I to mógłby być koniec i tej wersji historii jednak gdy mężczyzna rozsiada się w pustym autobusie wybiera to poczwórne miejsce gdzie pary krzesełek są skierowane twarzami do siebie i na fotelu naprzeciwko widzi leżący zielony przedmiot. Ten oczywiście okazuje się zapalniczka a co nieoczywiste to odpowiedź na pytanie czy to ta zapalniczka o której mówił tamten człowiek myśląc że ją ma, licząc że ją ma, czy wypadła mu jak zapałki z dziurawej albo zaprojektowanej tak że wypadają z niej rzeczy kieszeni. Myśli jeszcze przez chwile o tym człowieku który podarował mu przez przypadek teraz już dwa ognie ale szybko skupia się na swojej potrzebie zapalenia i w głowie licząc przystanki, szacując czas do końca przeznaczenia podróży.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...