Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

            FAJNIE ! ?

 

Fajnie jest gdy jesteśmy sami
Fajnie też gdy sami nie jesteśmy
Fajnie gdy fajni między nami
Fajnie ? gdy słychać inne pieśni

 

Fajnie gdy zamienić słowo
Fajnie się czasem obrazić
Fajnie kiedy wypić z głową
Fajnie ? kiedy przyjdzie zdradzić

 

Fajnie kiedy się fajnym jest
Fajnie kiedy przy Tobie pies
Czy fajnie ? kiedy zostajemy sami
Tak fajnie ! bo nas nikt nie zrani

Opublikowano

Witam ! 

Dzięki za przeczytanie .

Interpretacja oczywiście dowolna jak komu pasuje , tylko jedna uwaga panowie , skoro wyrażacie swoje opinie to może jakieś konkrety poproszę  , bo to trochę wygląda tak jak w tym powiedzeniu ; " dajcie człowieka , a ja znajdę na niego paragraf "

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

bez urazy , lubię jasne sytuację  .

Dziękuję 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Silwuple:

 

 

Wcale nie. Obrażanie się od tak to, bo fajnie, to nic innego jak książkowy przykład niedojrzałości.

 

 

Naprawdę muszę tłumaczyć?

 

 

To wygląda jak pielęgnowanie swoich lęków i z tym również się nie zgadzam.

 

 

Opublikowano

Tak jak wspomniałem na wstępie kwestia interpretacji , nie muszę niczego hodować ani pielęgnować . Każdy by chciał by zawsze było fajnie , ale sztuką jest by było fajnie kiedy  jest  ...niefajnie i po to są te ostatnie linijki , ... życie )))

Opublikowano

Ależ oczywiście , thx 

Taki był mój zamysł od początku by przedstawić jak jest fajnie i jak chwili tej fajności , może być niefajnie . zanim go opublikowałem czy też uznałem za skończony zastanowiłem się pięć razy , aby to na pewno to co miało wyjść .

Dzięki.

Opublikowano

moja ty gwiazdko mrugająca prześlicznie pewne rzeczy w pewnych okolicznościach nie podlegają pewnym innym rzeczom jak będę chciał to postawie sobie co tylko będę chciał i gdziekolwiek bo tak mi pasuje a jak będę potrzebował rady to na pewno zapytam ale nie ciebie Grażynko jak się nie podoba to niech nie czyta a czas na zbędny komentarz pozostaw sobie na lajkowanie innych ,,,,,,,,,, ......  ????? !!!!!!  

a te znaki możesz sobie wstawić gdzie chcesz miłej zabawy 

Opublikowano

No jak rad nie potrzebuje, to po co wiersze dodaje?

 

kolejny portal gdzie kilka osób ma się za miszczów poezji i bogów w jednej osobie nic się w naszym internetowym piekiełku nie zmieniło i pewnie się nie zmieni a jakość poezji niestety stoi w miejscu wciąż pogoń za lajkami  serduszkami rankingami byle być lepszym od drugiego i tak na każdym portalu dlatego długo mnie nie było w sieci i pewnie nieprędko wrócę 

kiedyś by zaistnieć wiersze wysyłało się do gazet i to czytelnicy i fachowcy decydowali komu i za co dziś każdy może obsmarować każdego no cóż taki świat i takie czasy nie zależy mi na splendorze ani sławie więc nie będę zachowywał się jak to kiedyś mówiono  napalony absztyfikant 

by klakierować temu czy tamtemu 

a panie kierowniku Mateuszu pozwoliłem sobie w moim komentarzu zacytować Pana odpowiedź 

więc przede wszystkim nie dodałem moich wierszy tutaj po to by ktoś mi udzielał rad tylko by się nimi podzielić z innymi bo poezja to nic innego jak nasze uczucia-odczucia spontaniczne reakcje piękne chwile przelane na papier wierszem trzeba się delektować czytać na bezdechu uciec na moment gdzieś hen wysoko zapomnieć o teraźniejszości  a nie myśleć tylko o stronie technicznej i poprawności bo to nie silnik diesla w Mercedesie gdzie wszystko ma być perfekcyjne nie zabijamy tej sztuki nie róbmy z tego show najpiękniejsze jest to co naturalne a nie po liftingu lubię czytać wiersze tych znanych i lubianych a także amatorów ale nigdy nikogo nie komentuje czy pouczam bo odsiew talentów i tak sam nastąpi i tak sądzę jest sprawiedliwe 

radze zmienić nazwę portalu na 

PORADY I NAUCZKI LITERACKIE

z poważaniem 

Opublikowano

Nie miałam zamiaru się więcej odzywać do Ciebie, jednak może spróbuję jeszcze raz.

Twój tekst nie znalazł się w tym miejscu dlatego, że jest bez wartości, tylko ze względu na Twoje zachowanie.

Każdy powinien zapoznać się z Regulaminem, a tam stoi, że musi liczyć się z opinią innych, że każdy czytający ma prawo do komentarza. Nie zjechałam Ci treści, tylko jednym zdaniem wskazałam, jak stawiamy przecinki.

No i masz babo placek, rozżalony elaborat, w którym to nie postawiłeś ani jednej kropki czy przecinka.

Może tak trochę więcej dystansu do własnej twórczości?

Jak nie chcesz komentarzy, jest możliwość zablokowania.

Nie zaznaczyłeś tego.

Może załóż własny portal, w którym będą mogli wszyscy wstawiać teksty z błędami, a Ty będziesz chwalił.

Wypadało raczej wejść w "Edytuj" I poprawić co się da.

Zasad języka polskiego i ustalonego porządku nie będą przecież zmieniali dla Ciebie.

Publikowaniem z błędami obrażasz i lekceważysz czytelnika.

Rozumiem, że można się pomylić lub nie wiedzieć, ale jeśli już ktokolwiek zwraca Ci grzecznie uwagę, a Ty się oburzasz, sam sobie wystawiasz niepochlebne świadectwo.

    Kończąc, pozdrawiam serdecznie, niezłośliwie i życzę sukcesów :)

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

Czytasz wiersze po to by zobaczyć gdzie przecinek leży czy kropka stoi .

Jesteś tak pedantyczna , perfekcyjna ,

drobiazgowa że uważasz poezję za pole minowe gdzie nie ma marginesu błędu .

To oto tu chodzi by każdego poprawiać .

Nie lepiej przeczytać , a nie tylko krytykować . Poczułaś się zniesmaczona spacją przed czy może wpłynęło to na ogólny zarys utworu , zepsuło go hm? 

Mam bardzo duży dystans do tego co robię i do siebie i dlatego nie mogę zrozumieć pewnych rzeczy które nijak się mają do rzeczywistości . Krytyka stała się ostatnio domeną naszego społeczeństwa w każdej dziedzinie , każdy chce za wszelką cenę zaistnieć obojętnie jak byle być .

Pozdrawiam

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Widzisz,

już teraz wiesz jak powinno się stawiać przecinki, a nadal świadomie, z premedytacją robisz po swojemu.

Nie, nie szukam błędów, one rzucają mi się w oczy najpierw.

To tak jakbyś poszedł na randkę z dziewczyną w brudnej koszuli z tłustą plamą na krawacie. Ona Ci mówi co jest nie tak, a Ty na następną, ubierasz to samo.

Mnie to po prostu drażni, to kaleczy poezję i zniesmacza. 

Szkoda, że tego nie pojmujesz.

Podobnie jak sepleniący spiker radiowy, którego nie da się słuchać.

 

Kiedyś już opowiadałam tutaj pewną anegdotę, o tym jak pewnemu chłopakowi spodobała się dziewczyna, w końcu zakochał się, jednak nie bardzo wiedział jak jej to powiedzieć,

Rzecz działa się na wsi. Pewnego dnia w końcu zdecydował się na działanie i chwali się ojcu.

- tato, tato, zalecałem się dzisiaj do Frani.

- a jak, co robiłeś?

- ano, gnojem w nią rzucałem.

 

Poezją, czy w ogóle literaturą, nie jest  wszystko to, co uleje się z pióra i serca.

Trzeba do tego dołożyć jeszcze głowę, czyli wiedzę.

Wspomnianemu wyżej chłopakowi miłość wypełniła serce, ale nie miał wiedzy, jak to pokazać i wyszło śmiesznie, żeby nie powiedzieć, tragicznie.

Upierasz się na pisaniu z błędami, Ok.

Zatem życzę powodzenia i nie będę już więcej dyskutowała z Tobą.

Mądrej głowie, dość po słowie

Zwróć uwagę mądremu, podziękuje, inny, będzie cię miał w nienawiści

 

Pozdrawiam :)

 

Opublikowano

@Alicja_Wysocka nie widzę powodu do używania słowa " nienawiść " , błędy które mi wytykasz  i nie tylko mnie to zwykła i częsta typografia mająca jedynie wartości kosmetyczne tekstu .

Następnym razem napiszę wiersz odręcznie na kartce papieru piórem by nie drażnić twojego wysublimowanego 

smaku  . Może w końcu zwrócisz uwagę na treść

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • powiedz mi kim jesteś w zapełnianiu jakiej wyrwy w nadawaniu jakiego sensu trafiłaś tutaj grać w zielone
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...