Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)


Włączając się na koniec do dyskusji, powiem tak;
Na pewno mocno wstrząsnęły mną słowa ""Bóg to dureń, kretyn, idiota, imbecyl i ostatni dupek" nawet nie wiem co powiedzieć? Bóg w wierszu zostaje poddany próbie, gdzie tak naprawdę to Bóg poddaje próbie człowieka. Już na tym etapie jest przewrotnie. Owej próby dokonują dziewięcioletnie dzieciaki, którym na myśl przychodzą nieraz różne rzeczy. Wiadomo, że przykład i inne nauki idą z góry i tu nie ma co dyskutować. Tak samo jest z uduchowieniem, moralnością itd. Rolą rodzica jest uczyć, wpajać od najmłodszych lat najwyższe wartości. Dziecko pod tym względem, na tym etapie samo nie da rady

 

J15,4 Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - jeśli nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie

 

Tutaj można by było dywagować czy dzieci na przekór wierze i wpajanym im wartością chciały zrobić coś na głupiego, czy też nie zostały odpowiednio przygotowane do życia w wierze, bo tego nie wiemy. Są rodzice którzy uczą, a i tak efekt bywa marny i tacy co w ogóle się do tego nie przykładają. I pewnie bym się nad tym zastanawiała dalej, gdyby nie puenta, która określa kim stał się ten dziewięcioletni wówczas mały człowiek, jakie wartości wyniósł z domu i otoczenia.
Jedno jest pewne; bez względu na to czy wierzymy w Boga, czy też nie, powinniśmy szanować boskie wartości. 
Nie powinniśmy za to oceniać i interpretować wyborów innych. Każdy ma prawo podążać swoją ścieżką zgodnie z własnymi przekonaniami.

NT
1 Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. 
2 Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. 
3 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?

Takie refleksje po przeczytaniu, pozdrawiam Iwono.

Edytowane przez tetu (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Wszyscy tak pięknie snują własne rozważania o bogu, a czy nie przyszło nikomu do głowy, że "nie odpowiedział", bo go nie ma? 

Być może nie jesteśmy w aż tak tragicznej sytuacji; możliwe, że jest, w jakiś tam sposób przyczynił się do naszego stworzenia, ale w obecnej chwili nasze czyny są mu obojętne? 

Twierdzimy, iż każdemu należy wpajać pewne wartości od dziecka, ale czy w ogóle zastanawiamy się czym one są? 

Jakie znaczenie dla boga miałoby to, czy ktoś pojawi się, bądż nie, w stosie kamieni i szkła ułożonym w harmonijną, z naszej perspektywy, całość? 

Pominę już fakt istnienia mniej znanych, dla nas, Polaków, religii i tego co wraz sobą niosą. 

Nie neguje, czy ktoś wierzy, czy nie.

Część skutków, które niesie ze sobą wyznawanie danej religi ma pozytywny wpływ na społeczeństwo- mam na myśli zasady moralności i tym podobne. Ale czy nie jest tak, że i bez nich, człowiek, sam z siebie, chcąc żyć w społeczeństwie- prawdziwym, bez zbędnych napięć, nie niszcząc go- jest w stanie postępować moralnie? 

Część informacji, które znamy z Biblii jest przeredagowanym zapisem ustnych przekazów, które, podejrzewam, ludzie tworzyli od momentu, gdy wykształcili zalążki mowyi zastanawiali sie czym jest zaobserwowane, niezrozumiałe dotąd zjawisko- mam na myśli śmierć, myślę, że to ona mogłabyć motywatorem do wytworzenia świata "pozagrobowego".

Oczywiście, jak wiemy, bądź nie, zjawiskom atmosferycznym również dopisywano boski pierwiastek. 

Do czego zmierzam? 

My, jako ludzie, istoty niezwykle inteligentne, rozwinięte w niesamowitym stopniu, czyniące rzeczy, które dla części zwierząt mogą wydawać się niewytłumaczalne, nadal pozostajemy zwierzętami... Zdaję sobie sprawę z tego jak to brzmi, aczkolwiek to okrutna- albo i piękna- prawda.

Sam paradoks istnienia jest, no właśnie, jaki? Fajny? Nie powinniśmy liczyć na to, co "po drugiej stronie", bez względu na to jaka będzie, ale żyć najlepiej jak potrafimy, tak jak tylko MY tego pragniemy. Być może nic nie ma sensu, po prostu jest, a ja, Ty, czy oni to ziarenka piasku.

Wiara jest naszą gwiazdką nadziei, uśmierzającą ból istnienia. 

Edytowane przez eMy (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie zgadzam się z Tobą. Ale przyjmuję, że Ty tak myślisz. Na dziś. :-)
Ci do świadectw, może poczytaj świadectwa pozabiblijne np. o Jezusie. Inaczej się patrzy, kiedy niewierzący mówi, żył Jezus, czynił dziwne rzeczy. A są zapiski, są. :-) Nie chce mi się tu już kolejnego wywodu robić, ale zawsze warto znać dwie strony.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Znam te dzieła, żaden z autorów nie mógł być naocznym świadkiem. W całym zestawieniu jedynie Tacyt, słynący ze swej bezstronniczości i dokładności, jako-tako wspomina o Jezusie, niekoniecznie stawiając go w dobrym świetle.

Nie zrozum mnie źle- nie twierdzę, że Jezus nie istniał, historyczność tej postaci jest raczej wiarygodna. Chodzi bardziej o to, że o jego czynach- sądząc po opisach, były raczej głośne- nie ma wzmianki w żadnych ówczesnych zapiskach rzymian.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Hej tetu,

tak, nie można osądzić drugiego, tj. człowiek nie może tego zrobić, bo nie zna całego kontekstu sprawy, może to zrobić tylko Bóg (na szczęście dla nas).

Nie chcę się tutaj tłumaczyć, ale analizowałam różne swoje poczynania w życiu i mam dla siebie współczucie, siebie niedorosłej, nieświadomej. Wychowywałam się w rodzinie wojskowej gdzie nie było miejsca na sprzeciw. Ta moja spolegliwość przenosiła się również na podwórko, co dzieci chciały, to robiłam (czasem naprawdę głupie rzeczy). Nie żebym się tłumaczyła, bo nie posiadanie kręgosłupa moralnego to żadne wytłumaczenie. Stopniowo go jednak nabywałam (dzięki Bogu!) i obecnie nie jest łatwo mną manipulować :) Miałam szczęście uwierzyć dość późno, nawet do komunii przystąpiłam zdecydowanie po latach (a chrzczona byłam potajemnie, w nocy) bo rodzice bali się reperkusji ze strony władz wojskowych (czasy PRL-u). Ale lepiej późno niż wcale :)

Żal mi też współczesnych dzieciaków, bo wprawdzie mamy demokrację, wolność i swobodę ;) ale tak naprawdę ogromny chaos i mnóstwo sprzecznych informacji. Jak piszesz przykład idzie z góry (fakt!) i jeśli dziecko nie ma światłego rodzica może być przegrane (np. ksiądz pedofil - jak dziecko może to zrozumieć? Przyswoić, zasymilować?).

Pozdrowienia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Tak eMy, rzeczywiście, można tak odebrać, że nie odpowiedział, bo go po prostu nie ma. Tak rodzi się ateizm, nie mamy dowodów, więc... Ale powietrza też nie widać, a oddychamy. Rozumiem ateistów, może tak zostali wychowani, bądź zmanipulowani, bądź doznali takiego cierpienia, że nie są jeszcze tego na dany moment zasymilować, przetrawić i pozbyć się tego. Bóg nie jest marionetką w naszych rękach i nie będzie dokonywać cudów na nasze życzenie :) Co do pism świętych to rzeczywiście częste przeredagowywanie nie służy zachowaniu oryginału. Jednak sami na własny użytek potrafimy selekcjonować, co jest dla nas wartościowe, a co nie. 

Tak, życie moralne bez oczekiwania na nagrodę "po drugiej stronie" jest w naszym najlepiej pojmowanym interesie - przynosi nam spokój ducha, brak wyrzutów sumienia, po prostu. Jednakże wiara w życie po drugiej stronie okazuje się konieczna w momencie, gdy zacznie się rozsypywać nasze materialne ciało. A potem to już tylko wiedza :) (duchowa, rzecz jasna, nie techniczna).

Nie, nie jesteśmy zwierzętami (choć bardzo, bardzo rzadko to się może zdarzyć). Mamy zwierzęce ciała, człowieczy umysł i iskrę Boga w sobie :)

zdrówka 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

To trudny temat, agresja dzieci. Co do Twojego przykładu...odpowiedź tych rodziców daj nam obraz, jak to dziecko było wychowywane (wszystko mu było wolno? nie miało żadnych ograniczeń?). Jestem zdania, że całkowity luz blues bądź 100% - towa musztra są dla dzieci niszczące. 

Trzeba jeszcze brać pod uwagę choroby psychiczne i urazy mózgu - efekty mogą być straszne.

I jeszcze (co bardzo, bardzo rzadko, ale jednak) diabelskie nasienie...

Opublikowano

1972

 

Są chwile, które układają nasze myśli,

są chwile, które wybierają nam drogi,

do mnie przyszła ona tak niespodziana,

wtedy byłem na nią jeszcze za młody.

 

Nie miałem potrzebnej dla niej mądrości,

nie mogłem pomóc jej doświadczeniem,

zabrakło mi wreszcie tej prostej odwagi,

gdy stawała się niemym wspomnieniem.

 

Wiódł mnie los różnymi życia drogami

bym mężniał, tak jak kiedyś naród wybrany,

tak czterdzieści lat minęło po tamtej chwili,

nim tu wróciłem, by uklęknąć przed Panem.

 

Przez lata dane mi było wreszcie zrozumieć,

że na szczególny sposób byłem wybranym,

jeśli to, czego tu wtedy byłem świadkiem,

znakiem było od Niego nam przekazanym.

 

I tamta chwila stała mi się wtedy brzemieniem,

brzmiącym w we mnie w cichym zapytaniu:

„powiedziałeś o tym?”, zawsze kiedy niemym

mijałem szukającego zgubionej drogi ku niebu.

 

Jeśli jesteś tym wędrowcem pytającym o drogę,

może pomocą będą Ci przeczytane moje słowa

a ja mógł będę utrudzony zrzucić moje brzemię

słowem „powiedziałem” darowanym przez Ciebie.

 

PS

Więcej na ten temat we fragmencie napisanym zieloną czcionką w środku tekstu:

 Proza - opowiadania i nie tylko -> sceny z życia w asemblerze

Jest to opis wydarzenia z 1972 roku, wierny jego przebieg.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Też znam takie przypadki. To już raczej jest ciężkie uszkodzenie mózgu lub tak jak mówisz - mocne działanie szatana. Każde dziecko rozrabia. Jednak karmienie się bólem innych dzieci czy zwierząt nie jest normalne. A jednak trafia się sporo dzieci, co z fanatyczną obsesją wchłania ból innych żywych istot.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja cały czas mam myśl, którą wcześniej zapisałem. Nawet ten dziecięcy bunt Pani Iwony był boskim planem. Dyskusja, która się tu rozwinęła jest fantastyczna. Ktoś może pomyśleć, że "starła" się z sobą grupa inteligentnych ludzi w teologicznej rozmowie. Jednak dla mnie to coś więcej. Być może większość z nas potrzebowała tej rozmowy - na mnie wpłynęła bardzo pozytywnie.

 

Dobrze, że pojawił się eMy. Szczerzę mówiąc od wczoraj brakowało mi takiego ateistycznego podejścia do tematu. Uzupełnił go idealnie, chociaż nie mam teraz siły odnieść się do jego wypowiedzi. Trochę wymiękam dziś fizycznie. A to dopiero początek dnia. Dodam tylko taką ciekawostkę na temat historyczności Jezusa. Mój ojciec jest zatwardziałym ateistą. W dodatku jest wielkim wrogiem kościoła katolickiego. Ojciec wierzy tylko w sprawy udowodnione naukowo, a każdą dziedzinę naukową (w tym historie) traktuje z pasją. Istnienia Jezusa nie neguje - wręcz mówi, że jest pewny, że po ziemi chodził Jezus Chrystus. Z tym, że dla niego to był po prostu dobry człowiek z wielką charyzmą, nie będący wcieleniem Boga - który zdaniem mojego taty nie istnieje.

Opublikowano (edytowane)

Pierwszy łyk z pucharu przyrody prowadzi do ateizmu, jednak na dnie czary czeka na nas Bóg.

                                                                                Werner Heisenberg 

                                                                         ( fizyk teoretyczny, współtwórca mechaniki kwantowej, filozof)

 

Kosmos z wolna zaczyna przypominać wielką myśl niż wielką maszynę.

                                                                              Sir James Jeans

                                                                            (fizyk, astronom i matematyk)

Edytowane przez Annie_M (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Proszalny - dziękuję - 
    • Kobieta „nowoczesna” chce być niezależna ale/i zdobywana. To akceptowalne i cudowne w przypadku żon, a akceptacja sprzeczności to akceptacja kobiecości, której pozostaję fanem.
    • Marcin miał osiemnaście lat, blond grzywkę i metr dziewięćdziesiąt wzrostu, co czyniło go filarem szkolnej drużyny koszykówki. Był lubiany przez dziewczyny. Niestety, wrodzona nieśmiałość sprawiała, że żadnej nie zaczepił — nie wiedziałby, o czym z nią rozmawiać.        Pierwszy dzień wakacji rozpoczął się chmurami i deszczem. Z wyjazdu nad jezioro nici, trzeba było czas spędzić inaczej. Do południa czytał "Powrót z Gwiazd", a kiedy znudziła go samotność Hala Bregga, wyszedł na miasto.  Ulice żyły zwykłym rytmem. W szybach witryn widział własną, znudzoną twarz — zwykłe oblicze dnia. Głosy w głowie powoli cichły. Znowu był sam, jak Bregg, tyle, że on nie wrócił z gwiazd, a całe życie spędził na ziemi. Co za porażka.        Wejściowa brama do małego kina oblepiona była fotosami scen miłosnych podbojów, wojen i przygód zwykłych ludzi o rysach Jamesa Bonda. To jednak go nie interesowało. Dziś był seans studyjny. Grali stary, polski film “Pociąg”. Na studyjne seanse przychodziły największe friki z miasta, a Marcin z wyglądem playboya, zwyczajnie tu nie pasował. Film miał iść o osiemnastej. Zostało mu jeszcze trochę czasu. Odwrócił się do wyjścia i zderzył z dziewczyną. — Przepraszam — oblał się identycznym rumieńcem co ona. Podobała mu się ta dziewczyna. Zresztą podobały mu się wszystkie, chyba że gruba i obgryza paznokcie - taka to nie. Zadarty nos wskazywał na silny charakter i to było cool. Z taką można rowerem na koniec świata. A jej zielone oczy... ale ich jeszcze nie rozpoznał. Nie spojrzał w nie uważnie. Cisza trwała na tyle długo, by zdążył zorientować się, że trzeba natychmiast coś powiedzieć, żeby nie wyjść na głupka. — Yyy, ty też na film? Był ubrany w szare sztruksy, trampki i białą koszulkę z pacyfką, z której wyrastał atomowy grzyb. Przy pomocy żelazka i kalki ją aplikował. Żaden market, tylko hand made. Nie da się ukryć, że zerknął na jej ciuchy. Nosiła rozdarte w kolanach dżinsy. Koszulka z palącą papierosa Mią Wallace nadawała spotkaniu charakteru trójkąta. — Co grają? — zapytała obojętnie. — Pociąg, wiesz, kino studyjne z Niemczykiem — zrobił taką minę, jaką widywał u czarnobrodych frików w kawiarni literackiej. — Mam akurat dwa bilety, mój kumpel nie przyszedł. Łgał jak z nut, bo kiedy mu na czymś zależało, budził się w nim ten drugi ktoś. Mama nazywała tego drugiego diabłem, on wolał nazywać Marcinkiem. Skłamałbym, gdybym powiedział, że tłum pod kinem gęstniał. Na kameralne seanse przychodzili desperaci lub ludzie z łapanki. Chłopaki o niebieskich oczach i wampy z Mia Wallace na koszulce omijały podobny crap z daleka. – Jestem Marcin. – To było naprawdę odważne! Uścisk dłoni, niczym młodzieńcza, wczesnoporanna erekcja. Cud porównywalny do lądowania na Księżycu. Z tym, że kosmonautom pomagał sztab ludzi, a Marcin był sam w obliczu dwu zielonych gwiazd. Nie wypuścił jej dłoni. Nie był aż takim głupcem. Pociągnął dziewczynę za sobą, bo czytał, że baby lubią takie zagrania, jak się je porywa. Niby są twarde, ale w każdej tkwi księżniczka, która ze szczytu Szklanej Góry wypatruje rycerza. Szklana Góra jest tu metaforą oczekiwań księżniczki. Żaden kandydat im nie podołał.        Na sali nie było nikogo. No kto by się spodziewał! Dziewczyna była zdumiewająca, a może zapomniała o splecionych dłoniach? Zdarzają się roztargnione, ale oczy Anki były wyjątkowo bystre. Marcin natomiast był łatwy i na efekty nie trzeba było długo czekać. Zakochał się natychmiast. Nie żeby od pierwszego spojrzenia – raczej od ręki. Gdy pociąg dowiózł ich do ostatniej stacji, stojący na peronie Marcin uśmiechnął się jak chłopiec z plakatu, reklamujący zdrowy tryb życia w Hitlerjugend. – Fantastyczny film. Może skoczymy pociągiem na Hel? Mam wujka rybaka i spanie za darmo. – Czy to był naprawdę on? – Świetny pomysł. Pojedziemy w wagonie sypialnym? – Mia wypuściła błękitny obłok dymu. W wagonie sypialnym? W kieszeni miał dychę, zazwyczaj jeździł zamknięty w ubikacji. No, ale z dziewczyną nie wypadało. Ania kochała widok zielonych wzgórz, a kibel nie zapewniał podobnych atrakcji. – Zwariowałaś? Pojedziemy jak Jack London. Nigdy nie płacił za bilet. Nawet napisał książkę o życiu trampa. Może też coś razem napiszemy? – Ciekawe, czy czytała książki i czy odróżniała trampa od trampek. To zresztą nieważne, usta miała na pewno słodkie. Czego chcieć więcej od życia? Słodkie usta i oczy, w których można się przejrzeć. – Ale najpierw skoczymy na działki. Mój stary ma niedaleko ogródek. Nazbieramy truskawek i jabłek na drogę. Grunt to witaminy. Jestem weganem. Zielonym, miejskim partyzantem. Może nie był partyzantem, ale kłamać to potrafił.        Do działek mieli trzy kroki, bo nikt nie lubi przewlekłej fabuły. Kiedy minęli płot, znaleźli się w innej krainie. Uliczkę ozdabiały mrugające oczka kałuż. Marcin lubił wyobrażać sobie, że kałuże nie mają dna i omijał je tak, jakby to było prawdą. – Ostrożnie Aniu, kałuże nie mają dna. – Właśnie zarobił punkty za opiekuńczość. – Jeśli w nie wpadniesz, znajdziesz się w innym, nieznanym świecie. – Kolejne punkty, tym razem za fantazję. Działkowa altana była idealnym miejscem dla zbiegów, którzy postanowili ukryć się przed światem. Anka jeszcze nie znała tego planu, ale Marcin był pewien, że chciałby z nią ukryć się przed światem.  Na tarasie stał prosty stół i dwie ławy z oparciami, wyglądającymi na niezwykle wygodne. Poza tarasem, dziewczęce oczy zieleniły truskawkowe pola w nieskończoność.         Pięć minut zrywania to był rozsądny czas, by zrobić przerwę. Marcin przysiadł i zamyślił się wśród grządek, bo pomimo łotrostwa tkwiła w nim marzycielska natura. Liście truskawek tworzyły jeden organizm. Gdzie wzrokiem sięgnąć, rozciągało się morze czerwonych koralowców i zielonych ukwiałów. Anka wśród nich była tak mała, jak mała chwila zadumy. Zachód słońca był także czerwony, przypominał okrągłą szybkę w drzwiach kaflowego pieca. Kiedy piec zgasł, horyzont przecięły błyskawice. Pojawił się wiatr, niczym woziwoda przynoszący zapowiedź deszczu. Gdy dobiegli do drzwi altany, którą Ania nazwała uroczo „chatką”, lunął rzęsisty strumień wody, z rzęs kapały krople. — Jesteś królową letnich burz. Napiszę o tobie wiersz. — Tekst był tani, ale nie dbał o to. Czerwone świece harmonizowały z talerzem truskawek. Zewsząd zleciały się ćmy, świecidełka, które nie mogły zasnąć trawione ogniem. — Spójrz, Anka — lubił tak do niej mówić; nadawało mu to pozory luzu. — Ćmy przypominają nas. Lecimy do ognia. Nie boisz się spłonąć? — Z tobą się nie boję — otarła zadarty nos. To mówiła ona, czy Mia Wallace? — Albo napiszę o nas piosenkę, taką deszczową. — Biedak nie wiedział, że to oklepany temat.        Świeczki pełgały, czuć było swąd palonych skrzydeł. Ćmy oddawały życie za klimat i miłość. Trwaj chwilo, jesteś piękna. Chwila trwała i nie posunęła się dalej. Marcin nie sięgnął chwili pod koszulkę, by sprawdzić czy nie ma tam koronek i haftek, które mógłby rozpiąć. Nie było tasiemki z czerwonej sukienki, rozwiązłej niczym kociak z krzyżówki. Nie ta ekspresja. Na to było za wcześnie. Nie chciał wyjść na łatwego, żeby nie pomyślała o nim złych rzeczy. Kto lubi łatwych chłopców? Chyba tylko oni, sami siebie, siebie sami. To zestawienie dwóch słów sprawiało mu mnóstwo frajdy i mógłby tak godzinami. Jednak nie o tym jest ta historia. Anna była tuż obok. — Świetnie całujesz — skwitował i przytulił ją całym sobą, a był naprawdę duży. Tak duży, że starczyło nie tylko dla Ani. Mia też była zadowolona. Taki duży, a taki głupi. Na niebie błysnęło fajerwerkiem, a on poczuł, że musi coś jeszcze dodać, coś równie błyskotliwego. — Chciałbym, żebyś została moją dziewczyną. — Prawie mnie nie znasz Marcinie, ale to bez znaczenia. Karmisz truskawkami i chcesz o mnie pisać wiersze. Powiedziała tak, czy powiedziała nie? Chętne ramiona i smak truskawek wskazywały, że tak. Dziewczyny są dziwne. Na wszelki wypadek dodał: — No i zabiorę cię na Hel.        Noc spędzili pod niezbyt zakurzonym kocem. Starą wersalkę i grzyb na ścianach, nie zamieniliby na apartament w hotelu. Marcina zbudził śpiew ptaków. Delikatnie, by nie obudzić Anki, zabrał się za gotowanie jajek. W nastroju był delikatnym. W radio ktoś śpiewał, że boi się miłości. Głupi tekst, ale piosenka fajna. Obudzić ją pocałunkiem? Jeszcze pomyśli, że jest romantyczną łajzą. Natura przemogła, więc cmoknął Ankę w policzek. Już chciał powiedzieć: wstawaj mała, ale ugryzł się w język. W książkach nikt tak nie mówił do swoich dziewczyn. — Obudź się, Aniu. Mam jaja na twardo.  
    • @Migrena Dziękuję — to połączenie Epikura i sumienia rzeczywiście bardzo trafnie oddaje to, co między zmysłowością a uważnością próbowałam uchwycić. Miłego

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Nata_Kruk   no nie :)   tu czułość nie ma skóry najpierw rośnie dopiero potem dotyka   pozdrawiam Nata :)  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...