Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

padam
rzucony slajdem
nogi owijam
końcem wiersza
kocem

jestem słowem
drgającym literą
na brzuchu wygiętym
wpadającym w pępek
po brzegi uszu
głos chwytającym

ostatnim wersem
pieszczę każdy cień
wnętrza ud
pielęgnując gładkość
przenośnią pocałunku

Opublikowano


Adamie!
może herezje wypiszę, ale czytam ten wiersz i widzę
jak skradasz się powoli
rzucasz lamparcim skokiem
i przeżuwasz soczyście swą ofiarę
czemu ja coś takiego zobaczyłam ... nie wiem
ale to przeżuwanie to najsmaczniejszy kąsek tego wiersza
a kiedy jesteś najprawdziwszy - tego jeszcze nie wiem
czekam na erotyk, w którym zadrga każdy nerw

ukłony


Opublikowano

Jestem pazerna na życie. Jak byłam mała, chciałam być nieśmiertelna, miałam w sobie takie niebezpieczne, ale niezwykle gorące pragnienie, aż parzyło niedorozwinięte jeszcze serce. Nie dla sławy, ani żadnych takich pieniedzy i innych, nawet nie dla mądrości, bo byłam za mikra by rozumieć jej wartość. Dla przeżyć. Dla szansy doznania każdego uczucia mieszczacego się w ludzkiej naturze, zachłannością przeskakiwałam wysoko nad granicą grzechu nieopamiętania. "Każdego" uczucia, znaczy nie tylko dobrego - do tego stopnia byłam głodna. Z wiekiem mi przeszło trochę, powściagliwość to jedno ze znamion zdobywanych po drodze. Ale czasami, kiedy staję się nieostrozna, głód powraca.

Adamie, dałeś mi prezent niezwykły, cząstkę tej strony poznania, którą oglądać można tylko zza drugiej strony lustra, kiedy nie nam przypada w udziale. Pewnie zanim odejdę, kochana będę przez bardzo różnych ludzi, oglądana przez rozmaite pryzmaty dusz i wieloma odcieniami wrażliwości muśnięta. Jednak teraz mogę powiedzieć, że, choć ledwo, to aż przeczuwam, co to znaczy być kochaną przez poetę. Dzięki ci za możliwość umoczenia opuszków w cudzej tęsknocie, rozlanej zdradliwą taflą po drugiej stronie lustra. Dzięki za nakarmienie głodnej.

Opublikowano
CYTAT (Adam Szadkowski @ Aug 24 2003, 12:22 AM)
padam 
rzucony slajdem
nogi owijam
końcem wiersza
kocem

jestem słowem
drgającym literą
na brzuchu wygiętym
wpadającym w pępek
po brzegi uszu
głos chwytającym

ostatnim wersem
pieszczę każdy cień
wnętrza ud
pielęgnując gładkość
przenośnią pocałunku

wybacz, nie wzięło mnie, "padam rzucony slajdem" - całkiem nie rozumiem, ale to pewnie taka nadprzenośnia ( rolleyes.gif ), to Twoje wygięcie powoduje mój śmiech ( biggrin.gif )," ostatnim wersem pieszczę każdy cień wnętrza ud", to Ty wiersze recytujesz w trakcie? ( tongue.gif )I to "przenośnią pocałunku " cóż to takiego ? Ciekawi mnie, jak niby to facet może się tak roztkliwiać nad każdą parą ud ? Podążasz jeszcze ? Nie martw się, nie widziałam jeszcze wiersza miłosnego pisanego przez prawdziwego (co podkreślam) faceta, który by mnie nie śmieszył. Facet ma być facetem. Dla mnie ( bo to ja jestem kobietą).
magda: czy nie wyczuwasz, ze ten p o e t a ma Cię za nic ? On tak do każdej pary nóg.
Pozdrawiam kolegę ( lmfao.gif )
Opublikowano
CYTAT (Krzysia Skrzypczynska @ Aug 25 2003, 09:34 PM)

magda: czy nie wyczuwasz, ze ten p o e t a ma Cię za nic ? On tak do każdej pary nóg.
Pozdrawiam kolegę ( lmfao.gif )

Nie, Krzysiu, nie wyczuwam. A to z tej prostej przyczyny, ze według mego czucia, poeta pisze poezję nie do zbiorczej muzy, a do tej, do której coś czuje. Czuję, że poezja na czuciu sie opiera. Moze jednak nie wyczuwam czucia.

Krzysiu, nie wyczuwasz w swoim komentarzu odrobiny wyczuwalnego niesmaku?

Pozdrawiam
Opublikowano
CYTAT (magda @ Aug 25 2003, 10:27 PM)
Krzysiu, nie wyczuwasz w swoim komentarzu odrobiny wyczuwalnego niesmaku?

Pozdrawiam

A ja coś jeszcze wyczuwam, ale nie powiem co, żeby się nie narazić. I gdzie to jest powiedziane, że normalny facet nie może napisać wiersza miłosnego i nie śmieszyć? Wszyscy mają być "dresami" i potrafić tylko w ryj walić, gdy trzeba?
Podkreślałem już nieraz, że styl Adama nie zawsze do mnie przemawia, ale nie można nikomu odmawiać prawa do pisania o czym chce. Pewnie sobie wyobraża Pani Krzysztofa, że jak facet napisze o czymś, co jest dla niego ważne, a nie dotyczy motoryzacji, to pewnie jest typem płaczka, który całymi dniami siedzi w kącie i wspomina coś tam.
Konkretnie ten wiersz nie za bardzo mi się podoba, ale takiego komentarza pewnie bym się wstydził.
Odniosę się do jeszcze jednej kwestii, ponieważ zapomniałem o tym swego czasu. Niech sobie Pani Krzysztofa zapamięta, że nikogo nie próbuję naśladować i nie szukam poklasku i akceptacji u nikogo. Nawet u tych, którzy mnie krytykują od czasu do czasu. Ich prawo i ich ocena.
Pozdr.
P.S. Pisz, Adamie, jak tylko chcesz i o czym chcesz. Przynajmniej mam się do kogo doczepić, gdy nadchodzi zły dzień wink.gif
Opublikowano

Nic nie wzbudza we mnie takiej chęci do wymiotów jak określenie " prawdziwy mężczyzna ". Boże, jakie straszne ! Najgorsza rzecz jaka moża spotkać mężczyznę to zostać prawdziwym mężczyzną. ( to wszystko a propos komentarza Pani Krzysztofy ).
Odnośnie wiersza : ostatnia strofa jest dla mnie kapitalnie subtelna. naprawdę, zwłaszcza ostatnie 2 wersy.
Opublikowano

Miłość = twórczość = poezja = zmysłowość.
Nie widzę powodu do oburzenia, Krzysiu. To że ktoś pisze o miłosci używajac takich słów, jak "uda", nie znaczy że nie szanuje kobiety. To musi być wspaniałe uczucie, gdy miłość staje się tworzeniem poezji. I chyba jest to dowód naprawdę wielkiej miłosci, której można tylko pozazdrościć.
Pozdrawiam, j.

Opublikowano

Najgorsza rzecz jaka moża spotkać mężczyznę to zostać prawdziwym mężczyzną. ( to wszystko a propos komentarza Pani Krzysztofy ). Nigdy nie byłam Krzysztofą, kochaniutka Valium i kochaniutki Mirosławie Serocki. To po pierwsze. Po drugie : lubię, jak mężczyzna nosi spodnie. Jak ktoś zrozumie, to zrozumie, jak nic , to jego broszka. Nie uważam, aby dresiarz czy, jak ja mówię, kark, był wzorem mężczyzny. Śmieję się z takich nadmuchanych. Niech jednak będzie po prostu normalny, czuły, opiekuńczy i nie przesadnie rozentuzjazmowany zaliczaniem. Wtedy - nie lubię. Wtedy sam nie wierzy, że jest mężczyzną. A pisać , koledzy, niech pisze, tylko ... no może nie dopowiem. Moze zakończmy temat. ( nie chodzi o motoryzację, czy pilkę nożną - tu antycypuję Kolegów kolejne zaczepki ) Pozdrawiam całe grono, włącznie z Autorem tego zamieszania.

Opublikowano

to ja jeszcze tylko tak na swoje zakończenie dodam, że przepięknie mężczyznom w sukienkach, zwłaszcza takich wiosennych, na przykład w kwiaty, zresztą wzór nieważny

Opublikowano
CYTAT (oyey @ Aug 26 2003, 09:51 PM)
MIŁOŚĆ=POEZJA ? mądrości sowy i maxala ale joaxii ? ratunku

Drogi Oyeyu,
cieszę się, że wyżej mnie cenisz niż sowę i maxala, ale nie mylmy pojęć. Mówiłam to w odniesieniu do wiersza. A poza tym nie wydaje Ci się, że miłość ma jednak wiele cech wspólnych z poezją? Choćby to, że jedna i druga mają coś wspólnego z emocjami. A wzór, jak każdy wzór, był znacznym uproszczeniem... wink.gif A w ogóle to jesteś niepoprawnie nieromantyczny laugh.gif
Pozdrawiam, j.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...