Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(poprawione)


Wszedł cicho do pokoju, niosąc ze sobą dwa kieliszki do wina. Po raz pierwszy w życiu nie czuł wstrętu, że wynajął przez telefon kobietę.” Przynajmniej teraz trafiła mi się naprawdę ładna i młoda”, pomyślał zadowolony i spojrzał ukradkiem na dziewczynę, siedzącą na kanapie.
Była ubrana jak większość kobiet z jej branży. Miała na sobie obcisłą sukienkę, podkreślającą ponętną sylwetkę. Usta oraz paznokcie pomalowane były na czerwono. Długie, gęste włosy mieniły się kolorem wiśni. Przyglądał się im przez chwilę, ale nie dostrzegł żadnych śladów odrostów, które zawsze kojarzyły mu się z jednym - z brakiem higieny. Nie znosił kobiet, które po farbowaniu nie wyrównywały sobie koloru. Kiedyś nawet zdarzyło mu się, z tego właśnie powodu, jedną prostytutkę wysłać z powrotem tam, skąd przyjechała, nie płacąc jej przy tym ani centa. Od tamtego incydentu nauczył się przy każdym zamówieniu bardzo dokładnie opisywać swoje wymagania.
- Nazywam się Max.- zwrócił się do niej, nalewając czerwone wino. Francuskie, półwytrawne, dwuletnie. Podając kieliszek, usiadł obok niej i bez najmniejszego zażenowania zlustrował jej ciało- A jakie jest twoje prawdziwe imię?- zapytał, podkreślając słowo „prawdziwe”, gdyż z własnego, bogatego doświadczenia wiedział, że wszystkie prostytutki wybierały sobie różne imiona lub pseudonimy, chcąc w ten sposób rozróżnić życie prywatne od zawodowego.
- Daria. – odpowiedziała obojętnie, pijąc wolno wino, jakby chciała sobie dodać otuchy.
A może mu się tylko zdawało?
Przez głowę przemknęła mu myśl, żeby zapalić świece, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu.
- Myślę, że dobrze będzie jak pójdziemy do mojego salonu.- zaproponował, dziwiąc się sobie, ponieważ nigdy wcześniej nie zapraszał wynajętej kobiety do osobistego pomieszczenia. Przeważnie po każdym stosunku zapominał o nich, jakby nigdy nie istniały. Ale z nią było jakoś inaczej. Zaintrygowała go, ponieważ była obojętna na bieg wydarzeń. Nie zachowywała się jak inne prostytutki, które albo były wulgarne albo udawały parodię słodkiej idiotki. To właśnie pod wpływem jej chłodu czuł się jak alpinista, który wybrał się na wielką wyprawę, by wreszcie zdobyć wymarzony szczyt góry lodowej. Podniecił się przypominając sobie regułę swoich młodzieńczych lat, kiedy zaliczał panienki jedną po drugiej, że zimna kobiet była niepodważalnym synonimem wulkanicznego seksu
Przeszli do niedużego pokoju, który całkowicie wyrażał jego osobowość, nie był ani ciepły ani romantyczny. Ascetyczne umeblowanie, w połączeniu z białymi ścianami sprawiało nieodparte wrażenie pustki. Ale i tak go lubił. Był całkowicie jego, co do tego nie było żadnej wątpliwości.
Bez ceregieli podszedł do niej i szybkim ruchem zdjął sukienkę, która odsłoniła kształtne piersi. Nieduże i zadziorne. Ciekawe, jak smakują, pomyślał, po czym poprowadził ją do łóżka. Nie czekając na nic, zdjął szybko swoją garderobę i przeszedł od razu do akcji.
Pieścili się nerwowo. W swoich ruchach przypominali bardziej zwierzęta niż ludzi. Dzielone przez nich chwile dalekie były od określeń z rodzaju intymność, bliskość, ciepło. Poruszali się szybko. Wsłuchując się w jej nierówny oddech, czuł, jak coraz bardziej zapadał się w swojej nieświadomości, pragnąc tylko jednej rzeczy - rozkoszy. Wbite palce w jego skórę spotęgowały jego doznania, sprawiając, że jego pchnięcia stały się głębsze. Nie przejmował się, że mogły zadać ból. Myślał egoistycznie. Najważniejszy był jego orgazm i kiedy wreszcie go osiągnął z wielką satysfakcją spojrzał na dziewczynę. Jednakże w jej oczach nie dostrzegł żadnej błogości. Uświadomił sobie, że była ona bardzo daleko od tego, czego niedawno doświadczył.
Po krótkim wahaniu podjął decyzję, że nie zostawi jej w takim stanie. Przede wszystkim chciał, żeby mówiła innym koleżankom, że miała kiedyś jednego klienta, który sprawił, że była dla niego kobietą a nie tylko dziwką, że rozbudził uśpione rozkosze, że był naprawdę świetny, doskonały, po prostu niezapomniany. Taak, tego właśnie pragnął.
Mijały minuty, a ona stawała się coraz bardziej rozpalona, nieobecna. Widać było, że tej nocy poczuje się dobrze. Zaczęła nerwowo przyciskać się do jego ciała. Jej biodra poruszały się niepewnie w górę i w dół, a z każdą minutą te ruchy stawały się coraz intensywniejsze. Położyła swoją rękę na jego dłoni i zaczęła prowadzić go po swoich punktach lekko wzdychając, aż w końcu zaznała rozkosz. Spojrzał na nią i uśmiechnął się. Jej wzrok był tym razem błędny oraz oszołomiony. Wiedział, że nieczęsto to się zdarzało. Oddychała nierównomiernie.
- Może teraz napijesz się wina? – zapytał, wciąż gratulując sobie okazanej wspaniałomyślności
- Chętnie - odpowiedziała krótko.
Od razu wyczuł w jej głosie, jak starała się ze wszystkich sił powrócić do wcześniejszej, opanowanej postawy. Zapewne przypominała sobie teraz o tym, jak jej nie wolno ulegać emocjom, angażować się. Musiała pamiętać, że była tutaj w pracy, a nie na jakieś romantycznej randce ze swoim ukochanym.
Poszedł po nową butelkę, która od paru godzin chłodziła się w lodówce. Wracając do pokoju, jeszcze raz ukradkiem spojrzał na nią. W świetle księżyca, które nieśmiało dostawało się przez białe firanki, wyglądała jak zjawa. Jej włosy leżały na ramionach w wielkim nieładzie. Pierwszy raz od wielu miesięcy miał znowu ochotę, aby zagłębić swoją dłoń w kobiecych włosach, a potem pojeździć palcem po idealnie stworzonej linii ciała, ale na odgłos jego kroków odwróciła się w milczeniu. I te jej nieduże piersi…
- Proszę oto twój kieliszek.
- Dzięki.- po czym dodała - Do której mnie wynająłeś?
- Do 10-tej rano – odparł spokojnie.
- To co chcesz robić do 10-tej? – zapytała wolno - Może chcesz jakiś pikantniejszy numerek?
- Nie, na razie nie chcę - odpowiedział, kładąc się obok niej – ale za to opowiesz mi coś o sobie.
- Niestety nie mam o czym.
- Zawsze jest „o czym”.
- Ale nie w moim życiu.
Zamilkli. Postanowił, że nie będzie wymuszał na niej presji. Jak przyjdzie jej ochota, to mu wszystko opowie, a jeżeli nie, no to się rozstaną i zapomną o sobie. Jednakże to czekanie sprawiło, że zamiast wyznań pojawiło się zmęczenie, któremu ulegli, zasypiając głębokim i zasłużonym snem.

Obudził się wcześnie. Jeszcze za oknem panowała ponura szarość. Spojrzał na zegarek. Była ósma. Odwrócił głowę w kierunku, gdzie ostatnio leżała Daria. Nie znalazł tam jej, ponieważ stała już od dłuższego czasu przy oknie. Paliła papierosa. Była w dalszym ciągu naga. Przyglądał się jej przez moment i ponownie poczuł, jak jego członek przyjemnie nabrzmiewa. Nie mógł zaprzeczyć, iż nadal go podniecała.
- Nie wiem, czy mogę u ciebie palić… – powiedziała cicho, sprawiając, że nie wiedział, czy te słowa były pytaniem, czy tylko czystym stwierdzeniem.
- Pal spokojnie – zachęcił ją.
- Pamiętasz, jak mnie wczoraj wieczorem prosiłeś, abym opowiedziała ci coś?
Potwierdził głową, nie wypowiadając przy tym ani słowa.
- Moja historia będzie krótka i brzydka, jak brzydkie jest życie. Ale jeśli cię nadal interesuje, to ci ją opowiem.
Nie zaczęła od razu. Najpierw zgasiła papierosa, który zakończył swój żywot przy samiutkim filtrze, po czym sięgnęła po paczkę, leżącą na kredensie koło kryształowej patery. Wolnym ruchem wyciągnęła następnego i zapaliła.
Opowiadała sucho i treściwie, jak wyjechała z wioski z nadzieją, że w wielkim mieście wszystko się jej poukłada, gdyż była młoda i atrakcyjna,. Jak zmuszona była do szukania pracy, bo jej wszystkie oszczędności zniknęły po pierwszej wpłaconej racie za studia wieczorowe. W jaki sposób dostała od znajomej numer do pewnego klubu nocnego, do którego zadzwoniła, pojechała i … zaczęła tańczyć przy srebrnej poręczy.
Potem jej relacje szybko zmieniały obrazy, że pewnego dnia przyszedł do niej szef i zapytał, czy by nie zechciała pójść do pewnego gościa. Mówił o tym, że dobrze jej zapłaci, że facet nie jest zboczony i inne takie pierdoły. Długo nad tym się zastanawiała i tak jak okazja czyni z człowieka złodzieja, tak też i ta propozycja uczyniła z niej kurwę. Nie mogła na siebie patrzeć w lustrze, ale jednocześnie nie potrafiła z tego zrezygnować. To było jak nałóg. Na szczęście opanowała się, kiedy została wyrzucona ze studiów i wtedy powiedziała stanowczo dość! Już nigdy więcej…
Zaczęła swoje życie od nowa. Chodziła od jednego biura pracy do drugiego. Każdy prosił, aby zostawiała jakieś podania oraz życiorysy i jeśli coś znajdą, to zadzwonią do niej. Długo czekała, ale telefon milczał. Już miała się poddać i wrócić tam skąd przyszła, kiedy w gazecie znalazła ogłoszenie.
Po długich rozmowach dostała w końcu pracę kasjerki w supermarkecie, ale musiała się przyznać, iż była ona straszna. Nie dość, że człowiek zarabiał tam małe pieniądze, które i tak nie wystarczały do końca miesiąca, to jeszcze traktowali go gorzej niż bezdomnego psa. I mimo że prowadziła tzw. normalne życie, to nadal nie mogła na siebie patrzeć w lustrze. W końcu po półrocznym upodleniu przy kasie, nie mając ani grosza ze swoich wcześniejszych oszczędności, powróciła do swojej branży. Już od ponad dwóch lat spędza wieczory z każdym klientem, którego jej zlecą.
Kiedy skończyła, zaciągnęła się papierosem i na pewien czas przytrzymała dym w płucach. Max przez cały czas nie poruszał się. Tak naprawdę to nie wiedział, co jej odpowiedzieć. Zastanawiał się, czy powinien jakoś wyrazić swój żal, czy lepiej zostawić ją osamotnioną. W końcu jego wahania przerwał niewyraźny głos Darii, przypominający o tym, że czas się już kończy.
- Jest dziesiąta. Muszę iść. Czy dasz mi ustaloną kasę?
- Oczywiście. Już ci ją przynoszę.
Poszedł do przedpokoju i wyciągnął z szuflady pieniądze. Kiedy wrócił, zauważył, że była już kompletnie ubrana. Zaciekawiło go, czy rano zmyła z siebie ostatnie dowody ich wczorajszych uniesień, czy też nadal tkwiło w niej jego nasienie?
- Proszę oto i one. Jak chcesz możesz je przeliczyć.
- Nie trzeba - odparła obojętnie, jakby nie miało to najmniejszego sensu, a przecież zaczęła sprzedawać się właśnie z ich powodu.
Ubrała się w płaszcz i jeszcze na do widzenia spojrzała na niego, jakby miała coś do powiedzenia, ale żadne słowo nie padło z jej ust. Odeszła, zamykając za sobą cicho drzwi. Przez pewien czas nie uczynił żadnego ruchu, jedynie wpatrywał się uporczywie w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stała kobieta, do której poczuł słabość, a której w ogóle nie znał.
Odwrócił się od drzwi i wszedł do swojego salonu. W powietrzu w dalszym ciągu czuło się dym z papierosa oraz zapach ich wczorajszego seksu. Już miał wziąć sobie długi prysznic, kiedy jego oczom ukazała się nieduża, zgnieciona kartka. Podniósł ją z ziemi i zlustrował szybko, po czym skierował się do łazienki, zapominając o wszystkim.



„Laura 653-…”

Opublikowano

najważniejsze części kobiecego ciała= ?!? i to napisala kobieta? no nie wiem jak Ty, ale ja sobie np głowę cenię bardzo wysoko, czyżby sukienka ją przysłaniała? aleś niefortunny zwrot wybrała, może to zmienić?

Włosy miała długie, zadbane i posiadały interesujący odcień wiśni. = dziwnie brzmi to włosy miała i posiadały, może lepiej "... zadbane, w odcieniu wiśni" lub posiadające kolor wiśni, ale w ogóle pomysł posiadających coś włosów wydaje mi się trochę nietaki.

Ucieszył się z tego powodu, ponieważ nigdy nie znosił kobiet, które farbowały sobie włosy i z braku czasu albo estetyki, nie wyrównywały sobie odrostów, które zawsze kojarzyły mu się z jednym - z brakiem higieny. = ojej, przecież do 3/4 zdanie to brzmi jak zaprzeczenie poprzedniego, ucieszył się, że miała farbowane, bo nie lubi kobiet, które włosy farbowały...
proponuję coś w stylu: Ucieszył się, gdy nie spostrzegł śladów odrostów, które kojarzyły mu się z brakiem higieny. chociaż i tak to zdanie jest dziwne :)

ani centa=? a to gdzie my jesteśmy? (my jako obserwatorzy danej scenki)


Jedno jest pewne: jest zimna, a więc będzie ostra” przemknęło mu przez głowę, po czym zrezygnował z pomysłu zapalania świec, gdyż zdał sobie sprawę, iż nie były one potrzebne. = kobyła straszna wyszła, może by tak ją podzielić na zdanka?


To gdzie "to" robimy? = albo ona jakaś nieśmiała, albo niedoświadczona, albo co, bo brzmi to dość śmiesznie, to "to" oczywiście, poza tym, chyba "zrobimy", bo jak narazie tylko rozmawiają.


która nieskromnie odsłoniła kształtne piersi= ojejku to sukienki potrafią się zachowywać skromnie?... jak dla mnie to słowo psuje całe zdanie.

Aby szybko, aby ja, moje ciało.= hmm, może brak mi wyczucia, ale to zdanie chyba nei brzmi najlepiej i nie do końca oddaje to, co autorka chciałą w nim przekacać...


bezwarunkowe skurcze = przepraszam, ale to brzmi tak naukowo, że aż śmiesznie w tym momencie

bardzo daleko od tego, co niedawno = od tego, czego doświadczył a nie co

że rozbudził uśpione rozkosze, że był dobry =dobry?! chyba świetny, doskonały, niezapomniany! ten facet marzy o tym, żeby ona mówiła, iż był dobry? no nie wiem, mnie to nie przekonuje

nieskontrolowana = znów neimal naukowe, suche stwierdzenie... i do tego nawet nie wiem, czy to nie neologizm jakiś, coś może być niekontrolowane, ktoś może się zachowywać nie kontrolując się, ale hm, aż sprawdzę w słowniku... no i nadal nie wiem, jest skontrolowany, czyli nieskotrolowany chyba też moze być, ale myślę, że to się odnosi do np ruchu, jakiejś czynności a nie do osoby...

zaznała orgazm.=... ? ten wyraz się odmienia

ale za to opowiedz mi coś o sobie= za co? i chyba nie opowiedz, a opowiesz

atrakcyjna, jak zmuszona = atrakcyjna kropka i od nowego zdania

Potem jej relacje szybko zmieniały obraz = relacje zmieniały obraz? i do tego jeden?

Potem było jeszcze raz i kolejny i następny. - co było?! ja wiem, ale ze zdania to nie wynika

Nie dość, że człowiek zarabiał tam krocie= heh, chyba nieporozumienie jakieś... jak się mówi, że ktoś zarabia krocie tzn bardzo dużo :)

daje dupy każdemu = a po co tak ostro i brzydko? nie rozumiem, jak to się ma do reszty


czy lepiej zostawić osamotnioną = co zostawić? ją?

Czy możesz dać ustaloną kasę? = czy możesz!? co za prostytutka pyta, czy może otrzymać kasę?


dopowiedzenia = do powiedzenia

nieznaną słabość, a której w ogóle nie znał = trochę to nieznanie się wybija, może by zmienić?
.........................................................................................................................

no koleżanka trochę musi jeszcze popracować nad formą, pisać, pisać i pisać :)
wiesz Martencjo, temat nie jest zły, ale nie najlepiej go podałaś, z pewnością mogłabyś poprawić to i owo, moje sugestie bardziej się czepiają fundamentalnych błędów, czy też gramatycznych, ale i polotu mi tu brakuje, a ten wypracować musisz sama.
Ćwicz, pisz, słuchaj dialogów między ludźmi, żeby nie były one tak sztywne, czy wymuszone w opowiadaniach, no i nie bój się żadnych tematów :)

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Ufff, gorąco się mi zrobiło. Cóż, wstyd mi ,aż uszami wychodzi...

Przepraszam za swoje okropne błędy, gramatyczne, językowe itp. Człowiek pisze i wydaje mu się, że wszystko jest nawet dobrze...ale cieszę się, że ktoś otworzył mi oczy. Rzeczywiście jak spojrzałam na powyższe uwagi Pani Natalii, to zaczęłam zastanawiać się, czy nie usunąć opowiadania.

Ale może zostawię, żeby inni wiedzieli, jak nie powinno się pisać :)
(Proszę nie traktować tego, że chcę się tym w jakiś sposób chwalić. Proszę mi wierzyć, że strasznie biję się z myślami, co do tej decyzji...i może ją wkrótce zmienię)

Co do centów, to mam z tym problem, bo mieszkam w Berlinie i niestety waluta jest inna niż w Polsce..

Dziękuję Pani bardzo za wszystko. I biorę się ostro do roboty (jeżeli coś tutaj zdziała... :)). Myślę, że na dłuugi czas nie będę zaśmiecać serwisu swoją twórczością.


Pozdrawiam Panią i wszystkich czytających ten post.

Martencja :)

Opublikowano

czyli cent zrozumiały, pewnie, że teraz może być :)
Martencjo, jak najbardziej zamieszczaj tu swoje twory, pomożemy je dopieścić :)
aha, no i jaka pani?! Natalia jestem :)
cieszę się, jeśli mogłam w czymś pomóc, do następnego!

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Cieszę się. Ja właśnie udoskonalam powyższą wersję, ale niestety przedłuża się to z powodu egzaminów...Ale mam nadzieję, że wkrótce zakończę i będzie lepiej.

Pozdrawiam Cię gorąco i dziękuję Ci za te słowa... :)
Do usłyszenia
Martencja

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

O rany aż zarumieniłam się. Nie wiem czy ze wstydu, czy z zadowolenia.... :)

Niestety studia przed świętami zawsze utrudniają. (w szczególności, jak trzeba duuużo ćwiczyć na wiolonczeli :))

Pozdrawiam Ciebie gorąco
Zapracowana Martencja

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...