Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
"Wcale nie trzeba być zbyt religijnym, by dojść do wniosku, że zmierzamy ku zagładzie" - Stephen O Leary, wykładowca na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Coraz więcej ludzi bacznie obserwujących świat zgadza się z podobnie brzmiącymi wypowiedziami, odczuwając trwogę związaną z tym, co w każdej chwili może się wydarzyć.

Czy rzeczywiście dojdzie do zagłady życia na ziemi?

Jeśli o mnie chodzi, to mam podstawy do optymizmu, i to mimo niżej podanych, niepokojących faktów i okoliczności.

Popularna wyszukiwarka internetowa, do której wpisze się hasła "koniec świata" lub "rok 2012", listuje setki stron z zapisami na temat zagłady, która jakoby ma nadejść niebawem. Co leży u podłoża tych prognoz?

Między innymi to, iż odkryto starożytny kalendarz Majów, tak zwaną "Długą Rachubę", który kończy się w roku 2012. Niejeden obawia się, iż może to oznaczać unicestwienie znanej nam cywilizacji.

Wojna nuklearna jest realnym zagrożeniem. W 2007 r. periodyk Bulletin of the Atomic Scientists ostrzegał: "Od czasu, gdy zrzucono pierwsze bomby atomowe na Hirosimę i Nagasaki, świat jeszcze nigdy nie stał na tak niepewnym gruncie". Czy ten alarmistyczny ton był uzasadniony? Jak poinformowano, w roku 2007 wciąż istniało około 27 000 głowic nuklearnych, z czego 2 000 "dałoby się odpalić w ciągu kilku minut". Gdyby wykorzystano choćby ułamek procenta tej broni, skutki byłyby katastrofalne! Czy od tamtej pory groźba wybuchu wojny nuklearnej zmalała? Według raportu SIPRI Yearbook 2009 wszystkie pięć mocarstw jądrowych: Chiny, Francja, Rosja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, "albo instaluje nowe systemy uzbrojenia nuklearnego, albo nosi się z takim zamiarem". Z cytowanego raportu wynika, że nie są to jedyne kraje, które posiadają tego typu broń. Ocenia się, że w arsenałach Indii, Pakistanu czy Izraela znajduje się do 200 bomb jądrowych. Prócz tego po całym świecie rozmieszczono 8 392 głowic nuklearnych, które non stop utrzymywane są w gotowości do odpalenia!

Niejeden jakoby wierzący proroctwom jest przeświadczony, że Biblia zapowiada literalne zniszczenie naszej planety. Inni uważają, że wszystkie osoby głęboko religijne pójdą do nieba, a reszta trafi do piekła lub będzie pozostawiona na pastwę losu na zrujnowanej ziemi. Czy Biblia istotnie uczy, że ziemia będzie zrujnowana albo w ogóle przestanie istnieć? Apostoł Jan przestrzegł: "Nie każdej natchnionej wypowiedzi wierzcie, lecz sprawdzajcie natchnione wypowiedzi, czy pochodzą od Boga" - 1 Jana 4:1. Zamiast akceptować wszystko, co głoszą inni, lepiej jest otworzyć Biblię i osobiście sprawdzić, co mówi ona o końcu świata.

No więc.. Czy planetę Ziemię czeka zagłada w wojnie nuklearnej? Co Biblia mówi o zamierzeniu Bożym wobec Ziemi?

Ew. wg Mat. 6:10: "Niech przyjdzie twoje królestwo. Niech się dzieje twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi".

Psalm 37:29: "Prawi posiądą ziemię i będą na niej przebywać na zawsze".

Prócz tego znamienne wypowiedzi utrwalone w Kaznodziei 1:4 i Psalm 104:5 uzupełniają odpowiedź wynikająca z tych przytoczeń.

Czy może dojść do tego, że narody, które przecież nie liczą się z zamierzeniem Bożym, tak zniszczą ziemię, iż nie będzie się nadawała na mieszkanie? Odpowiedź wynika z:

Izajasza 55:8-11: [Oto wypowiedź Jehowy:] Jak niebiosa przewyższają ziemię, tak moje drogi przewyższają wasze drogi, a moje myśli - wasze myśli. (...) [Moje słowo] nie wróci do mnie bezowocne, lecz uczyni to, w czym mam upodobanie, i pomyślnie spełni to, z czym je posłałem".

Izajasza 40:15, 26: Oto [z punktu widzenia Jehowy Boga] narody są jak kropla z wiadra i są uważane za warstewkę pyłu na szalach. (...) "Podnieście oczy ku górze i popatrzcie [na słońce, księżyc i miliardy gwiazd]. Kto stworzył te rzeczy? Ten, który ich zastęp wyprowadza według liczby, wszystkie je woła po imieniu. Dzięki obfitości dynamicznej energii - jako że jest również pełen werwy w swej mocy - ani jednej z nich nie brak"". Co prawda nagromadzone przez narody zapasy broni nuklearnej napawają ludzi lękiem, ale czyż miliardy gwiazd nie wytwarza energii nuklearnej na tak gigantyczną skalę, że przechodzi to nasze pojęcie. A kto ją rozpalił i kto sprawuje władzę nad tymi wszystkimi reaktorami termojądrowymi? Czyż nie jest On w stanie przeszkodzić narodom w takim użyciu broni jądrowej, które mogłoby udaremnić Jego zamierzenie? Bóg dał tego dowód, niszcząc ongiś militarną potęgę Egiptu, kiedy to faraon usiłował nie dopuścić do wyzwolenia Izraelitów [Wyjścia 14:5-31]).

Objawienie (Apokalipsa) 11:17, 18: "Dziękujemy tobie, Jehowo Boże, Wszechmocny, któryś jest i któryś był, ponieważ wziąłeś swą wielką moc i zacząłeś królować. Ale narody srodze się rozgniewały i nadszedł twój srogi gniew i wyznaczony czas (...) na doprowadzenie do ruiny tych, którzy rujnują ziemię".

Fundamentalistyczne podejście także do wyżej przywołanych tekstów skłania niejednego, do żywienia przekonania, iż Bóg wypali ogniem ziemski glob. Czy istotnie Słowo Boże uczy, że Bóg zniszczy ziemię ogniem? Oto klasyczny tekst zapisany w 2 liście apostoła Piotra 3:7, 10, jakoby popierający taki pogląd: "Teraźniejsze niebo i ziemia mocą tego samego Słowa zachowane są dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi. (...) A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną ["spalone będą", Bg, Wujek; "będzie odkryte", Kowalski; "zostaną znalezione", BT; "nie pozostanie nawet ślad najmniejszy", Romaniuk; "zostaną odkryte", NŚ]” (Bw). W Kodeksie synajskim i Kodeksie watykańskim 1209, które pochodzą z IV wieku, jest powiedziane "zostaną odkryte". W późniejszych manuskryptach, takich jak Kodeks aleksandryjski z V wieku i wydanie klementyńskie Wulgaty z XVI wieku, znajdujemy wyrażenie "zostaną spalone".
A czy z Objawienia 21:1 wynika, że nasza planeta będzie zniszczona? "I widziałem nowe niebo i nową ziemię; albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma" (Bw). Poprawne wyjaśnienie tych wersetów musi być zgodne z ich kontekstem oraz z resztą nauk Pisma Świętego. Gdyby te wersety (2 Piotra 3:7, 10 i Obj. 21:1) miały oznaczać, że literalna planeta Ziemia zostanie zniszczona przez ogień, to również literalne niebiosa (gwiazdy i inne ciała niebieskie) uległyby zagładzie przez ogień. Takie dosłowne rozumienie jest przede wszystkim sprzeczne z zapewnieniem zawartym w innych wersetach, na przykład w Mateusza 6:10, Psalmie 37:29 i 104:5 oraz w Przysłów 2:21, 22. Poza tym co by zdziałał ogień w zetknięciu z i tak już rozpalonym Słońcem i gwiazdami? Tak więc wyraz „ziemia” w wyżej przytoczonych wersetach należy rozumieć inaczej. Oto w Rodzaju 11:1 i w 1 Królów 2:1, 2 oraz w 1 Kronik 16:31 a także w Psalmie 96:1 użyto wyrazu "ziemia" w sensie przenośnym - w odniesieniu do ludzkości, do społeczeństwa ludzkiego. Czy nie o to samo chodzi w 2 Piotra 3:7, 10 i w Objawieniu 21:1?! Warto zaznaczyć, że w kontekście, mianowicie w 2 Piotra 3:5, 6 (również 2:5, 9), zastosowano analogię do potopu z czasów Noego, kiedy to niegodziwe społeczeństwo ludzkie uległo zagładzie, natomiast ocaleli zarówno Noe z rodziną, jak i sam glob ziemski. Ponadto w 2 Piotra 3:7 powiedziano, że zgładzeni mają być "ludzie bezbożni". Pogląd, że "ziemia" oznacza tu niegodziwe społeczeństwo ludzkie, jest najzupełniej zgodny z resztą Biblii, jak na to wskazują wyżej podane wersety. Właśnie ta symboliczna "ziemia" (niegodziwe społeczeństwo ludzkie) zostanie "odkryta", czyli mówiąc obrazowo - Jehowa wypali ogniem wszelkie pozory, a tym samym odsłoni, obnaży niegodziwość bezbożnego społeczeństwa ludzkiego i pokaże, że zasługuje ono na całkowite zniszczenie. Właśnie to złe społeczeństwo ludzkie jest "pierwszą ziemią", o której mowa w Objawieniu 21:1 (Bw). Symbolicznie trzeba też pojmować słowa Jezusa zapisane w Łukasza 21:33 ("Niebo i ziemia przeminą, lecz..."). Podobnie w Objawieniu 21:1 wspomniano o "poprzednim niebie i poprzedniej ziemi" (zob. też Mat. 24:35).

Niektórzy wierzą, że sprawiedliwi zostaną zabrani do nieba, a po zagładzie złych powrócą na ziemię. Czy Słowo Boże zawiera nauki pozwalające w coś takiego wierzyć? Czy Objawienie 21:2, 3 potwierdza słuszność takiego poglądu? Czytamy tam: "Ujrzałem też miasto święte - Nową Jerozolimę, zstępującą z nieba od Boga i przygotowaną jako oblubienica przyozdobiona dla swego małżonka. Wtedy usłyszałem donośny głos od tronu, mówiący: "Oto namiot Boga jest z ludźmi i On będzie przebywać z nimi, a oni będą jego ludami. I będzie z nimi sam Bóg"". (Czy okoliczność, że Bóg będzie "przebywać" z ludźmi oraz że "będzie z nimi", oznacza, iż stanie się On Istotą cielesną? To niemożliwe, ponieważ Jehowa powiedział do Mojżesza: "Żaden człowiek nie może mnie zobaczyć i pozostać przy życiu" [Wyjścia 33:20]. Tak samo więc członkowie Nowej Jerozolimy nie powrócą na ziemię jako istoty cielesne. W takim razie w jakim znaczeniu Bóg "będzie z ludźmi" i jak Nowa Jerozolima "zstąpi z nieba"? Pomocną wskazówkę można znaleźć w 1 Mojżeszowej 21:1 [Bw], gdzie czytamy, że Bóg "nawiedził" sędziwą Sarę, która dzięki Jego błogosławieństwu urodziła syna. W Wyjścia 4:31 [BT] powiedziano, iż Bóg "nawiedził" Izraela, posyłając do niego Mojżesza jako wyzwoliciela. Jak czytamy w Łukasza 7:16 [BT], Bóg "nawiedził" swój lud przez służbę kaznodziejską Jezusa [również Bw, Romaniuk, Kowalski, Brandstaetter, Wujek]. Według innych tłumaczeń Bóg "zwrócił uwagę" na swój lud [NŚ] albo "zatroszczył się" o niego [Wp]. Tak więc Objawienie 21:2, 3 musi znaczyć, że Bóg "nawiedzi" ludzkość, inaczej mówiąc będzie z nią za pośrednictwem niebiańskiej Nowej Jerozolimy, przez którą spłyną błogosławieństwa na posłusznych ludzi). Przypowieści 2:21, 22 (Bw): "Prawi bowiem zamieszkiwać będą ziemię i nienaganni pozostaną na niej; lecz bezbożni zostaną z ziemi wytraceni, a niewierni z niej wykorzenieni". Nie jest tu powiedziane, że nienaganni powrócą na ziemię, ale że "pozostaną na niej".

I wreszcie zasadnicze pytanie: Czy pierwotne zamierzenie Boże co do ziemi uległo zmianie?

Rodzaju 1:27, 28: "Bóg przystąpił do stworzenia człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył ich jako mężczyznę i kobietę. Potem Bóg ich pobłogosławił i rzekł do nich Bóg: "Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię i opanujcie ją, a także podporządkujcie sobie ryby morskie i latające stworzenia niebios, i wszelkie żywe stworzenie, które się porusza po ziemi"". Tymi słowami Bóg dał do zrozumienia, że ma zamiar napełnić cały glob potomkami Adama i Ewy, aby się opiekowali ogólnoziemskim rajem. Skoro więc Stwórca tak wspaniale przygotował ziemię - tę wyjątkową planetę wśród wszystkich, które człowiek zbadał za pomocą teleskopów i pojazdów kosmicznych - i uczynił z niej mieszkanie dla ludzi, to czy miałby odstąpić od swego zamierzenia i nigdy go nie urzeczywistnić tylko dlatego, że Adam dopuścił się grzechu?!

Izajasza 45:18: "Tak powiedział Jehowa, Stwórca niebios, On, prawdziwy Bóg, Ten, który ukształtował ziemię i który ją uczynił, który ją mocno ugruntował, który nie stworzył jej po prostu na nic, który ukształtował ją po to, żeby była zamieszkana: "Jam jest Jehowa i nie ma nikogo innego"" (zob. też Izaj. 55:10, 11). Przy rozważaniu tej biblijnej nauki zazwyczaj pada pytanie: Jak wszyscy ludzie pomieszczą się na ziemi, jeżeli w utworzonym przez Boga nowym świecie nikt nie będzie umierał? Warto pamiętać, że gdy Bóg oznajmił swe zamierzenie co do ziemi, rzekł: "Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię" (Rodz. 1:28). Bóg obdarzył człowieka zdolnością wydawania na świat potomstwa, a kiedy Jego zamierzenie pod tym względem się spełni, może sprawić, że zdolności rozrodcze ludzi ustaną.

No i na koniec nie mniej istotna kwestia: Jakich ludzi Bóg obdarzy niekończącym się życiem na ziemi?

Sofoniasza 2:3: "Szukajcie Jehowy, wszyscy potulni ziemi, którzyście wprowadzili w czyn jego sądownicze rozstrzygnięcie. Szukajcie prawości, szukajcie potulności. Zapewne będziecie mogli zostać ukryci w dniu gniewu Jehowy".

Psalm 37:9, 11: "Pokładający nadzieję w Jehowie - ci posiądą ziemię. (...) Potulni posiądą ziemię i naprawdę będą się wielce rozkoszować obfitością pokoju".



http://konflikty.wp.pl/kat,1020223,title,Radziecki-oficer-uratowal-swiat-przez-nuklearna-zaglada,wid,15027667,wiadomosc.html?ticaid=1f63a
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Myśl o zasłużeniu sobie lepszym wczoraj na lepsze wiecznotrwałe jutro, nie znajduje oparcia w tym czego uczy Pismo Święte. Jego wypowiedzi jednoznacznie wskazują, że życie wieczne (zbawienie) to dar (prezent, podarunek) od Wspaniałomyślnego, kochającego Boga, który tak bardzo umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy nie zginął ale miał żywot wieczny - Ew. wg Jana 3:16

Pięknie że chcesz.. wierzyć Bogu :) skoro już wierzysz w Boga

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Achilles_Rasti Dyskretny, ale pełen napięcia i życiowej mądrości. 
    • @Proszalny Wydaje mi się, że arbitralne stwierdzenie 'nie ma ja' i wysnuwanie z tego dalszych wniosków upraszcza problematykę, ale niewiele wyjaśnia. Możnaby zapytać: Biochemia mózgu napisała Twojego posta? Jony potasu krążą w neuronach i nucą: nie ma ja nie ma ja nie ma ja? Kto właściwie mówi?
    • Zło   Gdyby tak można zdefiniować zło, zaznaczyć jego granice, ściśle określić linię zła, granicę zbioru, można by wtedy opublikować te kryteria klasyfikacyjne i poczuć się wolnym od uciążliwej, stałej penetracji, analizy. Można by komfortowo spędzać czas nie troszcząc się o wiedzę czy to co było dotychczas, jest już złe, a może nie było nigdy dobre? Można powiedzieć, że z grubsza, dzięki Objawieniu ludzie wiedzą co jest złe. Można pokusić się tu o takie piktograficzne porównanie wiedzy o złu do zbioru liter, które na pierwszym planie są wyraźne ale na dalszym rozmywają się w szarej mgle. Powszechnie wiadomo, że złem jest zabicie drugiego człowieka, swego bliźniego, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo, że nie wszyscy mogą przetrwać. Niejeden „nawiedzony” mówił, że „to jest jedyna, słuszna droga, a wszelkie odstępstwa są błędem i będą karane z całą surowością prawa”. Po czym historia, czyli sędzia czasu, a może czas sądzenia pociągały takich osobników do odpowiedzialności za dokonane zło, pojmowane przeważnie jako ruina kultury materialnej. Mówiąc językiem tłumów „nie ma co do gęby włożyć”. Z tych ruin i zgliszczy, niczym przysłowiowy feniks z popiołów, pojawia się „nowy” i „jedynie słuszny”, trwa „odbudowa” i chwile „powszechnej szczęśliwości”, określane jako dobro. Mizantropia na którą można tu zapaść, też zapewne można określić jako przejaw zła. Miotanie się od hossy do bessy, to też jakieś zło. Zło niewiedzy o złu, które wydaje się przerastać człowiecze możliwości i nie wiadomo dlaczego ten świat jeszcze trwa. Wszędzie ktoś narusza czyjeś „dobro”, czyni „zło” i spustoszenie. Dzięki pisanym kodeksom etycznym i tzw. „prawu” wiemy z grubsza jak postępować nie należy aby nie zostać posądzonym o złą wolę. Choć gdyby zapytać nagle kogoś czy to co uważa za „złą wolę” jest nią rzeczywiście, odesłałby nas z pewnością „do diabła” albo do poradni zdrowia psychicznego. Wielu filozofów zauważyło, że zło to pochodna „złej woli”, „złego charakteru”, „złego zaczynu”, „skażenia bytu ludzkiego”. Ich mniemania niejednokrotnie znajdowały swoje potwierdzenie w historii ludzkości. Zwycięstwa wielkich tyranów, despotów oparte o krwawą drogę do władzy na zawsze zapadną w ludzką pamięć jako totalitarne zło. Niektórzy upatrują zła we władzy, w dążeniu człowieka do panowania nad innymi. Ale z pewnością nikt nie powie, że władza rozumu nad namiętnościami to zło. Ktoś powie, że „czysty rozum” to zło, ale z pewnością nie władza rozumu nad namiętnościami. Można dodać z pewnością, że władza „zdrowego rozsądku” nad namiętnościami to jedyne dobro człowieka. To ów „zdrowy rozsądek” pomaga rozpoznać, które z objawień są dobre, a które złe. Z pewnością Łaska Boża oraz tzw. „sumienie” mogą stać się również pomocą dla tego dobra. Lecz znamy z historii przykłady ludzi bez sumienia. Dzięki „zdrowemu rozsądkowi” i Łasce Bożej oraz objawieniu człowiek może określić zło dość precyzyjnie poprzez swoje sumienie. Sumienie i „krnąbrna wola”, sumienie zaniedbane to z pewnością zło. Uniemożliwia ono trafne rozpoznanie i zdefiniowanie na czym polega w danej kwestii zło. Taki człowiek o nieprawym sumieniu lubuje się w sobie, nie potrafi pokonać własnego egoizmu, dla jakiejś tam „metafizycznej moralności”, jakiejś abstrakcji. Utarło się pojęcie „zło konieczne”. To tak jakby leczenie trucizną. Zło niedoskonałości nakazuje nierzadko korzystanie z takich połączeń pojęć: zła i konieczności, mimo, że większość wie o konieczności dobra (dobro konieczne). Czasem w świecie komedii spotykamy postacie o chwiejnym charakterze, skłonnych do egzaltacji, gwałtownych porywów czy omdleń, których w żaden inny sposób uleczyć się nie daje, jak tylko przemocą. Człowiek poszukując ideału natrafia na bariery nie do przebrnięcia, czy to przez formę bytu swego, czy przez powolność skojarzeń i nie może sprostać w rzeczywistości ideałowi moralnemu, etycznemu aby znaleźć owo konieczne dobro w postępowaniu. Mówi się „co nagle to po diable” i z pewnością coś w tym jest. Gdyby tak nagle upowszechnić klonowanie ludzi z dążeniem do eliminacji jednostek słabych i chorowitych. Czy to byłoby złe aby na świecie żyli tylko zdrowi, inteligentni i silni? Świat stałby się zdrowy, inteligentny i silny! To chyba logiczne. Świat nadludzi. Jakie to byłoby wspaniałe! Legendarne zło pierwszych rodziców ludzkości stanowi zagadkową zagadkę i tajemnicę tajemnic. Trudno nam uwierzyć w historię o wypędzeniu z Raju, choć z drugiej strony na każdym kroku widać konsekwencje tego błędu, tego zła, powielanego w każdej parze, mimo nowoczesnego, pozytywistycznego sztafażu. Legendarne zło Pandory, która uwolniła ze swego naczynia wszelkie nieszczęścia tego świata… . Legendarne zło Erosa, który nie posiada ani Dobra, ani Piękna i kombinuje, jak tu się przypodobać aby udało mu się nabrać kogoś, że ma jedno i drugie. Również legendarne zło jednego z dwóch braci: Kaina, jak bardzo dziś, w nowych czasach bije w oczy, w wielu regionach tego świata. Zło braci Józefa (Stary Testament), tak znakomicie przekazane przez dramaturgię współczesną i współczesną literaturę, to wciąż ta sama historia, powielana przez posiew diabła, szatana. A zło Sodomitów i Gomorian, tak pieczołowicie wynoszone na piedestał masowej kultury przez współczesnych ultra libertynów? Czy lepiej można oddać postać zła od takich mistrzów „pióra”, jak Sofokles, Eurypides, Ajschylos, J. Racine, P. Corneille, W. Shakespeare, F. Dostojewski, F. Durrenmatt, G. Greene? Ale i ich pewność o złu wynika z dość niejasnych przesłanek, których sami się obawiali i obawiają. Nie stawiają w swoich dziełach kropki nad i. Nie definiują zła ale znakomicie opisują i prezentują, a robią to z duszą na ramieniu, ponieważ zło jest ogromnie zaraźliwe. Gdy dobro jest tak trudne do osiągnięcia, tzn. wymaga pewnego wysiłku, zło zawsze jest łatwiejsze do osiągnięcia, łatwiej „lgnie do ręki”. Człowiek nieświadomy zbytnio zła, gdy sięgnie do dzieła przedstawiające zło, niejako automatycznie, a podświadomie zaraża się ideą zła, opisywaną przez autora dzieła. Co gorsza, idea ta puszczona w niepamięć odrazy i odrzucenia, znikając z horyzontu czytelnika nie obumiera lecz kiełkuje w ciemnościach na podobieństwo bladego ukwiału, na dnie Rowu Mariańskiego. Tak więc człowiek staje po raz kolejny pod krzyżem paradoksu: nie znać zła to znaczy je popełnić, znać zło to znaczy je popełnić. Jeśli nie wiadomo jak coś trzeba zrobić można to zrobić źle. Jeśli wiadomo jak robić nie należy, bo będzie to oznaczało taki to a taki skutek, ktoś może mieć złą wolę osiągnięcia takiego skutku. Jedną z najgorszych postaci zła jest niemoc jasnego rozumienia rzeczy, pogorszona percepcja, niedostateczna uwaga pod jakimś wpływem, pod wpływem jakiegoś czynnika. Brak ostrożności u alpinisty zabija go lub okalecza w oka mgnieniu. Podobnie u sapera, chwila zapomnienia, nieuwagi i… eksplozja zardzewiałego ładunku gotowa. Gdy zawodzi człowieka tak ulotny atrybut jak intuicja, może nie tylko atrybut, lecz także niejasne zjawisko, momentalnie popada on w jakiś konflikt, w jakieś uwikłanie, jakąś matnię. Może to być uwikłanie z szczęśliwym zakończeniem (happy endem), ale nie koniecznie. Zbytnia ostrożność, lękliwość, zdwojona czujność często prowadzi człowieka do obłędu, do utraty zdrowego rozsądku. Rzekomo wiadomo jak postępować nie należy, jak postępować należy, wiadomo o zachowaniu czujnej intuicji, jasnego umysłu, a zło i tak dopada człowieka w momencie, którego najmniej się spodziewa. W chrześcijaństwie, a zwłaszcza w Kościele Katolickim wyszczególniono zło i nadano mu nazwę „grzechu głównego”. Liczbę, ilość grzechów określono na siedem, ale tzw. „grzechów ciężkich” jest w tymże Kościele więcej. Ogólnie można przyjąć, że grzechów dopatrzono się na znaczną liczbę, wynikających z dziesięciorga przykazań, grzechów głównych, dwóch najważniejszych przykazań ewangelicznych, przykazań kościelnych, grzechów przeciwko Duchowi Świętemu. Z pewnością inaczej przedstawia się sprawa, problem zła w kościele protestanckim, z którym od wielu już lat toczy się bogaty dialog ekumeniczny w duchu jedności chrześcijan. Dialog ten owocuje wspólnym dobrem. Protestanci w swoich doniosłych rozważaniach teologicznych usiłują jakoś uporać się ze złem tego świata, choćby w zakresie definicji grzechu, definicji zła. Sokratyczna definicja grzechu uzmysławia nam kondycję umysłową człowieka względem zła, występku i grzechu. Głupotę określa jako grzech. Grzech powoduje utratę wiedzy o nim samym. Człowiek, który grzeszy, traci wiedzę o tym, że źle postępuje, ponieważ gdyby o tym wiedział nie czyniłby tego co złe ale to co dobre. Człowiek sprawia wrażenie, że pojmuje grzech, wie jak postępować powinien, a jednak postępuje tak, jakby tej wiedzy zupełnie nie posiadał, a to co mówił o swej wiedzy nie miało nic wspólnego z jego postępowaniem. W dawnym Kościele Katolickim, myśliciel religijny i teolog Pseudo Dionizy myślał podobnie, choć dla współczesnego człowieka śmiesznie i naiwnie bo widział ideę aniołów inteligencji. Dopiero w ostatnich latach swego wielkiego pontyfikatu, Papież Jan Paweł II napisał najbardziej znaczące dzieło dla całego Kościoła, mianowicie encyklikę „Fides et ratio”. Można powiedzieć, że świat ma jeszcze jakąś szansę ocalenia cywilizacji przed zagrożeniami i złem, określanym przez naukę jako „zagubiony paradygmat”. Że balansująca na krawędzi ateizmu cywilizacja pełna pychy (C.K. Norwid „Cywilizacja”), społeczności – robotów, zbiorowej patologii miejskich molochów, zdziczałych watach biedoty, otrzyma szansę nie tylko dalszej ale i jakościowo lepszej egzystencji, godnej człowieka. Że przeżyje jeszcze kilka pięknych chwil przed finałem, właśnie dzięki temu „zagubionemu paradygmatowi”, dzięki „Fides et ratio”. Współczesna, totalitarna cywilizacja, uzbrojona po zęby dzięki złu konstruktorów bomb ABC, „złu koniecznemu”, śpi na „beczce prochu” nie wiadomo jak długo jeszcze. Może przecież dojść do serii prowokacji, fali wzajemnych urazów i pretensji, za którymi czai się pieczołowicie kultywowana i realizowana idea walki z wrogiem.  Byle pretekst da możliwość ujścia, zniszczy tamę i doprowadzi do otwartego konfliktu. Żyjemy w świecie, w którym dobrem jest to, że zło uniemożliwia zło innym. Można powiedzieć, że czasy, gdy „zło zwyciężało się dobrem” bezpowrotnie minęły. Dziś ktoś jest „dobry” dlatego, że fizycznie, przez zło większe nie może zrealizować zła mniejszego. Jest więc pozbawiony wolnej woli i wyboru, sprowadzony do roli zwierzęcia, które czeka na okazję, kiedy będzie mogło się odgryźć, odkuć, wyjść na swoje i zniszczyć konkurencję. Myślenie innego typu jest uznawane za infantylizm lub chorobę. Przymus ekonomiczny wielkiego kapitału i jego długich macek wysysa z ludzi energię i nakazuje się cieszyć tym, że za swój ciężki wysiłek może w ogóle przetrwać. Zło wyzysku ponad sprawiedliwość (zob. Jan Paweł II „Centesimus annus”) zabija w człowieku nadzieję na godziwy byt, nie wspominając o luksusie. Ktoś, kiedyś obliczał ile to można by zrobić, gdyby sumę pieniędzy miast na zbrojenia przeznaczyć na „postęp”, ile to istnień ludzkich, które co dnia umiera z głodu mogłoby przetrwać. Tyle zła jest na tym świecie, a mimo tego on trwa… to zdumiewające… nieprawdopodobne.  
    • Jestem huraganem, który wraca do Ciebie.   Jestem ciszą między słowami, w której chowam to, czego nie potrafię powiedzieć...   ...może nie chcę. Niczego nie obiecywałem. Byłem prawdziwy. Przy Tobie.   Lilie też więdną...   Zawsze jest nowy dzień. Uśmiechnij się...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...