Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
"Wcale nie trzeba być zbyt religijnym, by dojść do wniosku, że zmierzamy ku zagładzie" - Stephen O Leary, wykładowca na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Coraz więcej ludzi bacznie obserwujących świat zgadza się z podobnie brzmiącymi wypowiedziami, odczuwając trwogę związaną z tym, co w każdej chwili może się wydarzyć.

Czy rzeczywiście dojdzie do zagłady życia na ziemi?

Jeśli o mnie chodzi, to mam podstawy do optymizmu, i to mimo niżej podanych, niepokojących faktów i okoliczności.

Popularna wyszukiwarka internetowa, do której wpisze się hasła "koniec świata" lub "rok 2012", listuje setki stron z zapisami na temat zagłady, która jakoby ma nadejść niebawem. Co leży u podłoża tych prognoz?

Między innymi to, iż odkryto starożytny kalendarz Majów, tak zwaną "Długą Rachubę", który kończy się w roku 2012. Niejeden obawia się, iż może to oznaczać unicestwienie znanej nam cywilizacji.

Wojna nuklearna jest realnym zagrożeniem. W 2007 r. periodyk Bulletin of the Atomic Scientists ostrzegał: "Od czasu, gdy zrzucono pierwsze bomby atomowe na Hirosimę i Nagasaki, świat jeszcze nigdy nie stał na tak niepewnym gruncie". Czy ten alarmistyczny ton był uzasadniony? Jak poinformowano, w roku 2007 wciąż istniało około 27 000 głowic nuklearnych, z czego 2 000 "dałoby się odpalić w ciągu kilku minut". Gdyby wykorzystano choćby ułamek procenta tej broni, skutki byłyby katastrofalne! Czy od tamtej pory groźba wybuchu wojny nuklearnej zmalała? Według raportu SIPRI Yearbook 2009 wszystkie pięć mocarstw jądrowych: Chiny, Francja, Rosja, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, "albo instaluje nowe systemy uzbrojenia nuklearnego, albo nosi się z takim zamiarem". Z cytowanego raportu wynika, że nie są to jedyne kraje, które posiadają tego typu broń. Ocenia się, że w arsenałach Indii, Pakistanu czy Izraela znajduje się do 200 bomb jądrowych. Prócz tego po całym świecie rozmieszczono 8 392 głowic nuklearnych, które non stop utrzymywane są w gotowości do odpalenia!

Niejeden jakoby wierzący proroctwom jest przeświadczony, że Biblia zapowiada literalne zniszczenie naszej planety. Inni uważają, że wszystkie osoby głęboko religijne pójdą do nieba, a reszta trafi do piekła lub będzie pozostawiona na pastwę losu na zrujnowanej ziemi. Czy Biblia istotnie uczy, że ziemia będzie zrujnowana albo w ogóle przestanie istnieć? Apostoł Jan przestrzegł: "Nie każdej natchnionej wypowiedzi wierzcie, lecz sprawdzajcie natchnione wypowiedzi, czy pochodzą od Boga" - 1 Jana 4:1. Zamiast akceptować wszystko, co głoszą inni, lepiej jest otworzyć Biblię i osobiście sprawdzić, co mówi ona o końcu świata.

No więc.. Czy planetę Ziemię czeka zagłada w wojnie nuklearnej? Co Biblia mówi o zamierzeniu Bożym wobec Ziemi?

Ew. wg Mat. 6:10: "Niech przyjdzie twoje królestwo. Niech się dzieje twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi".

Psalm 37:29: "Prawi posiądą ziemię i będą na niej przebywać na zawsze".

Prócz tego znamienne wypowiedzi utrwalone w Kaznodziei 1:4 i Psalm 104:5 uzupełniają odpowiedź wynikająca z tych przytoczeń.

Czy może dojść do tego, że narody, które przecież nie liczą się z zamierzeniem Bożym, tak zniszczą ziemię, iż nie będzie się nadawała na mieszkanie? Odpowiedź wynika z:

Izajasza 55:8-11: [Oto wypowiedź Jehowy:] Jak niebiosa przewyższają ziemię, tak moje drogi przewyższają wasze drogi, a moje myśli - wasze myśli. (...) [Moje słowo] nie wróci do mnie bezowocne, lecz uczyni to, w czym mam upodobanie, i pomyślnie spełni to, z czym je posłałem".

Izajasza 40:15, 26: Oto [z punktu widzenia Jehowy Boga] narody są jak kropla z wiadra i są uważane za warstewkę pyłu na szalach. (...) "Podnieście oczy ku górze i popatrzcie [na słońce, księżyc i miliardy gwiazd]. Kto stworzył te rzeczy? Ten, który ich zastęp wyprowadza według liczby, wszystkie je woła po imieniu. Dzięki obfitości dynamicznej energii - jako że jest również pełen werwy w swej mocy - ani jednej z nich nie brak"". Co prawda nagromadzone przez narody zapasy broni nuklearnej napawają ludzi lękiem, ale czyż miliardy gwiazd nie wytwarza energii nuklearnej na tak gigantyczną skalę, że przechodzi to nasze pojęcie. A kto ją rozpalił i kto sprawuje władzę nad tymi wszystkimi reaktorami termojądrowymi? Czyż nie jest On w stanie przeszkodzić narodom w takim użyciu broni jądrowej, które mogłoby udaremnić Jego zamierzenie? Bóg dał tego dowód, niszcząc ongiś militarną potęgę Egiptu, kiedy to faraon usiłował nie dopuścić do wyzwolenia Izraelitów [Wyjścia 14:5-31]).

Objawienie (Apokalipsa) 11:17, 18: "Dziękujemy tobie, Jehowo Boże, Wszechmocny, któryś jest i któryś był, ponieważ wziąłeś swą wielką moc i zacząłeś królować. Ale narody srodze się rozgniewały i nadszedł twój srogi gniew i wyznaczony czas (...) na doprowadzenie do ruiny tych, którzy rujnują ziemię".

Fundamentalistyczne podejście także do wyżej przywołanych tekstów skłania niejednego, do żywienia przekonania, iż Bóg wypali ogniem ziemski glob. Czy istotnie Słowo Boże uczy, że Bóg zniszczy ziemię ogniem? Oto klasyczny tekst zapisany w 2 liście apostoła Piotra 3:7, 10, jakoby popierający taki pogląd: "Teraźniejsze niebo i ziemia mocą tego samego Słowa zachowane są dla ognia i utrzymane na dzień sądu i zagłady bezbożnych ludzi. (...) A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną ["spalone będą", Bg, Wujek; "będzie odkryte", Kowalski; "zostaną znalezione", BT; "nie pozostanie nawet ślad najmniejszy", Romaniuk; "zostaną odkryte", NŚ]” (Bw). W Kodeksie synajskim i Kodeksie watykańskim 1209, które pochodzą z IV wieku, jest powiedziane "zostaną odkryte". W późniejszych manuskryptach, takich jak Kodeks aleksandryjski z V wieku i wydanie klementyńskie Wulgaty z XVI wieku, znajdujemy wyrażenie "zostaną spalone".
A czy z Objawienia 21:1 wynika, że nasza planeta będzie zniszczona? "I widziałem nowe niebo i nową ziemię; albowiem pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma" (Bw). Poprawne wyjaśnienie tych wersetów musi być zgodne z ich kontekstem oraz z resztą nauk Pisma Świętego. Gdyby te wersety (2 Piotra 3:7, 10 i Obj. 21:1) miały oznaczać, że literalna planeta Ziemia zostanie zniszczona przez ogień, to również literalne niebiosa (gwiazdy i inne ciała niebieskie) uległyby zagładzie przez ogień. Takie dosłowne rozumienie jest przede wszystkim sprzeczne z zapewnieniem zawartym w innych wersetach, na przykład w Mateusza 6:10, Psalmie 37:29 i 104:5 oraz w Przysłów 2:21, 22. Poza tym co by zdziałał ogień w zetknięciu z i tak już rozpalonym Słońcem i gwiazdami? Tak więc wyraz „ziemia” w wyżej przytoczonych wersetach należy rozumieć inaczej. Oto w Rodzaju 11:1 i w 1 Królów 2:1, 2 oraz w 1 Kronik 16:31 a także w Psalmie 96:1 użyto wyrazu "ziemia" w sensie przenośnym - w odniesieniu do ludzkości, do społeczeństwa ludzkiego. Czy nie o to samo chodzi w 2 Piotra 3:7, 10 i w Objawieniu 21:1?! Warto zaznaczyć, że w kontekście, mianowicie w 2 Piotra 3:5, 6 (również 2:5, 9), zastosowano analogię do potopu z czasów Noego, kiedy to niegodziwe społeczeństwo ludzkie uległo zagładzie, natomiast ocaleli zarówno Noe z rodziną, jak i sam glob ziemski. Ponadto w 2 Piotra 3:7 powiedziano, że zgładzeni mają być "ludzie bezbożni". Pogląd, że "ziemia" oznacza tu niegodziwe społeczeństwo ludzkie, jest najzupełniej zgodny z resztą Biblii, jak na to wskazują wyżej podane wersety. Właśnie ta symboliczna "ziemia" (niegodziwe społeczeństwo ludzkie) zostanie "odkryta", czyli mówiąc obrazowo - Jehowa wypali ogniem wszelkie pozory, a tym samym odsłoni, obnaży niegodziwość bezbożnego społeczeństwa ludzkiego i pokaże, że zasługuje ono na całkowite zniszczenie. Właśnie to złe społeczeństwo ludzkie jest "pierwszą ziemią", o której mowa w Objawieniu 21:1 (Bw). Symbolicznie trzeba też pojmować słowa Jezusa zapisane w Łukasza 21:33 ("Niebo i ziemia przeminą, lecz..."). Podobnie w Objawieniu 21:1 wspomniano o "poprzednim niebie i poprzedniej ziemi" (zob. też Mat. 24:35).

Niektórzy wierzą, że sprawiedliwi zostaną zabrani do nieba, a po zagładzie złych powrócą na ziemię. Czy Słowo Boże zawiera nauki pozwalające w coś takiego wierzyć? Czy Objawienie 21:2, 3 potwierdza słuszność takiego poglądu? Czytamy tam: "Ujrzałem też miasto święte - Nową Jerozolimę, zstępującą z nieba od Boga i przygotowaną jako oblubienica przyozdobiona dla swego małżonka. Wtedy usłyszałem donośny głos od tronu, mówiący: "Oto namiot Boga jest z ludźmi i On będzie przebywać z nimi, a oni będą jego ludami. I będzie z nimi sam Bóg"". (Czy okoliczność, że Bóg będzie "przebywać" z ludźmi oraz że "będzie z nimi", oznacza, iż stanie się On Istotą cielesną? To niemożliwe, ponieważ Jehowa powiedział do Mojżesza: "Żaden człowiek nie może mnie zobaczyć i pozostać przy życiu" [Wyjścia 33:20]. Tak samo więc członkowie Nowej Jerozolimy nie powrócą na ziemię jako istoty cielesne. W takim razie w jakim znaczeniu Bóg "będzie z ludźmi" i jak Nowa Jerozolima "zstąpi z nieba"? Pomocną wskazówkę można znaleźć w 1 Mojżeszowej 21:1 [Bw], gdzie czytamy, że Bóg "nawiedził" sędziwą Sarę, która dzięki Jego błogosławieństwu urodziła syna. W Wyjścia 4:31 [BT] powiedziano, iż Bóg "nawiedził" Izraela, posyłając do niego Mojżesza jako wyzwoliciela. Jak czytamy w Łukasza 7:16 [BT], Bóg "nawiedził" swój lud przez służbę kaznodziejską Jezusa [również Bw, Romaniuk, Kowalski, Brandstaetter, Wujek]. Według innych tłumaczeń Bóg "zwrócił uwagę" na swój lud [NŚ] albo "zatroszczył się" o niego [Wp]. Tak więc Objawienie 21:2, 3 musi znaczyć, że Bóg "nawiedzi" ludzkość, inaczej mówiąc będzie z nią za pośrednictwem niebiańskiej Nowej Jerozolimy, przez którą spłyną błogosławieństwa na posłusznych ludzi). Przypowieści 2:21, 22 (Bw): "Prawi bowiem zamieszkiwać będą ziemię i nienaganni pozostaną na niej; lecz bezbożni zostaną z ziemi wytraceni, a niewierni z niej wykorzenieni". Nie jest tu powiedziane, że nienaganni powrócą na ziemię, ale że "pozostaną na niej".

I wreszcie zasadnicze pytanie: Czy pierwotne zamierzenie Boże co do ziemi uległo zmianie?

Rodzaju 1:27, 28: "Bóg przystąpił do stworzenia człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył; stworzył ich jako mężczyznę i kobietę. Potem Bóg ich pobłogosławił i rzekł do nich Bóg: "Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię i opanujcie ją, a także podporządkujcie sobie ryby morskie i latające stworzenia niebios, i wszelkie żywe stworzenie, które się porusza po ziemi"". Tymi słowami Bóg dał do zrozumienia, że ma zamiar napełnić cały glob potomkami Adama i Ewy, aby się opiekowali ogólnoziemskim rajem. Skoro więc Stwórca tak wspaniale przygotował ziemię - tę wyjątkową planetę wśród wszystkich, które człowiek zbadał za pomocą teleskopów i pojazdów kosmicznych - i uczynił z niej mieszkanie dla ludzi, to czy miałby odstąpić od swego zamierzenia i nigdy go nie urzeczywistnić tylko dlatego, że Adam dopuścił się grzechu?!

Izajasza 45:18: "Tak powiedział Jehowa, Stwórca niebios, On, prawdziwy Bóg, Ten, który ukształtował ziemię i który ją uczynił, który ją mocno ugruntował, który nie stworzył jej po prostu na nic, który ukształtował ją po to, żeby była zamieszkana: "Jam jest Jehowa i nie ma nikogo innego"" (zob. też Izaj. 55:10, 11). Przy rozważaniu tej biblijnej nauki zazwyczaj pada pytanie: Jak wszyscy ludzie pomieszczą się na ziemi, jeżeli w utworzonym przez Boga nowym świecie nikt nie będzie umierał? Warto pamiętać, że gdy Bóg oznajmił swe zamierzenie co do ziemi, rzekł: "Bądźcie płodni i stańcie się liczni oraz napełnijcie ziemię" (Rodz. 1:28). Bóg obdarzył człowieka zdolnością wydawania na świat potomstwa, a kiedy Jego zamierzenie pod tym względem się spełni, może sprawić, że zdolności rozrodcze ludzi ustaną.

No i na koniec nie mniej istotna kwestia: Jakich ludzi Bóg obdarzy niekończącym się życiem na ziemi?

Sofoniasza 2:3: "Szukajcie Jehowy, wszyscy potulni ziemi, którzyście wprowadzili w czyn jego sądownicze rozstrzygnięcie. Szukajcie prawości, szukajcie potulności. Zapewne będziecie mogli zostać ukryci w dniu gniewu Jehowy".

Psalm 37:9, 11: "Pokładający nadzieję w Jehowie - ci posiądą ziemię. (...) Potulni posiądą ziemię i naprawdę będą się wielce rozkoszować obfitością pokoju".



http://konflikty.wp.pl/kat,1020223,title,Radziecki-oficer-uratowal-swiat-przez-nuklearna-zaglada,wid,15027667,wiadomosc.html?ticaid=1f63a
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Myśl o zasłużeniu sobie lepszym wczoraj na lepsze wiecznotrwałe jutro, nie znajduje oparcia w tym czego uczy Pismo Święte. Jego wypowiedzi jednoznacznie wskazują, że życie wieczne (zbawienie) to dar (prezent, podarunek) od Wspaniałomyślnego, kochającego Boga, który tak bardzo umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy nie zginął ale miał żywot wieczny - Ew. wg Jana 3:16

Pięknie że chcesz.. wierzyć Bogu :) skoro już wierzysz w Boga

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • ───

      I. Moskwa – Odessa
      Który już raz lecę z Moskwy do Odessy –
      I znów złapali mnie w nie linii lot!
      Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy,
      Niezawodna niby Wołga wszystkich flot.

      Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów,
      I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie,
      albo w Trieście...
      Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów,
      Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie...

      Mówili mi: „Nie licz na te adresy,
      Na żaden z niebios komunizmu dar”.
      A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy –
      Teraz jest oblodzony pas na start!

      A w Leningradzie z dachu woda kapie,
      Więc może mi pisane lecieć do Leningradu?
      Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie,
      Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie!

      Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs!
      A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy,
      Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy,
      I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust!

      Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód,
      Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg,
      Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród,
      To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg!
      Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam,
      Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic –
      Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam,
      A z góry na nas patrzy tej całej floty widz!

      Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort,
      Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą.
      Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port!
      I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę.

      No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom,
      Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak,
      Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą!
      Znajdą powody nawet, gdy powodów brak...

      Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła,
      Gdzie jutro gradobicie zapowiadają.
      Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają,
      Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra!

      Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach,
      I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot –
      I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa,
      Tak przystępna, jak ten cały fłot,

      Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk,
      A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg,

      Mam tego dość już, psia kość,
      I lecę tam, gdzie mi pozwalają!
      Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość,
      I lecę tam, gdzie mi otwierają!
      II. Polowanie na wilki
      Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem,
      Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem
      Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem
      Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty.

      Dwururki schowały się w cień jódł
      Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą;
      Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł
      Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów,

      Refren:
      Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie!
      Na szare samce, matki i szczenięta.
      Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -.
      To na śniegu krew i plamy krwawych flag.

      W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw,
      Strzelającym nie zadrży ręka,
      Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami,
      Biją bez litości, a ich kula celu sięga.

      Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej;
      Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione
      Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak
      Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!”

      Refren 

      Łapy u nas i szczęki wytrwałe.
      Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi,
      Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem,
      Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić!

      Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo.
      A moje dni już są policzone.
      Myśliwy już broń ujął w rękę prawą
      Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną.

      Refren

      Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag —
      Chęć życia jest we mnie silniejsza!
      I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask
      I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza.

      Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna,
      Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze.
      Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach,
      Ale gończym nic nie zostanie w rękach!

      Refren
      III. Polowanie z helikopterów
      Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy,
      I otwarła się brama hangaru,
      A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy
      Most chrzęsci pod naszym ciężarem.

      A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą,
      A śnieg wolno spada z gałęzi świerków.
      A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką,
      Śmigłowca huk był jak psa warkot.

      Refren:
      Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!!
      Na wilki szare, uparte i gniewne
      Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch,
      Już zapomnieli o litości pewnie—

      A kule koszą wsio stworzenie.
      Biegnę i wdycham te mroźne opary,
      Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem.

      Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary.
      A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk,
      Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej,
      A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg
      Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!”

      I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz.

      Refren

      Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się;
      Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku.
      I niech ci na górze próżno szukają mnie –
      Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku!

      A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem;
      Znów śnieg na bagnach wolno pada;
      Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę,
      Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady!

      ───
       

       

      @Michał PawicaWstęp:

       

      Cień Arbacie, Cień Łubianki

       

      Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.

       

      Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.

       

      Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.

       

      Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.

       

      Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.

       

      Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.

       

      Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.

       

      Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dzięki Marku. Również pozdrawiam.       To napisz o tym...   Jeśli możesz,                                     bez wulgaryzmów.   Pozdrawiam.
    • ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren  Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───     @Michał PawicaWstęp:   Cień Arbacie, Cień Łubianki   Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.   Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.   Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.   Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.   Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.   Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.   Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.   Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...
    • ,, Eucharystia jednoczy  przyjmujących ją ,, 1 Kor.10 , 16-17    jak ocean łączy kropel wiele  tak Eucharystia  wiąże ludzi w kościele    dar wolności  Bóg nie wymusza  zaprasza    lubimy kochamy  po swojemu    świat  zamiast się radować  walczy    a jest  jest ... cudem  cudem  wartym miłości szacunku   rysy skazy rany widać z daleka  wolna wola … problemem   komunia łączy  owoc  życie w zgodzie  z sobą z Bogiem   Jezu ufam Tobie    6.2026 andrew  Czwartek, święto Bożego Ciała  
    • @hania kluseczka Peelek taki, że jednej chciałby dać miłość, a resztę nienawidzić.
    • @Alicja_Wysocka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...