Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A gdzie tu wiersz? Ani śmieszno, ani straszno - rzadkie resztki z odgrzewanego kotleta.
Poziom wg czytelników wirtualnych wpisanych w wiersz Brzechwy - to jest coca-cola (leczy to, i to jak!).
Pozdrawiam
tu jeszcze powrócę do Pana zapytania. rycerskość przysłoniła Panu jasność myślenia. nie moich wierszy szkoda- tych nie ma,
wierszy bohaterki szkoda...bo pisze je w większości dobre, nawet bardzo dobre. i te czytuję, komentarz zostawiam dla siebie. trudno dyskutować z histeryczną postawą. a wierszy nie ignoruję...

Opublikowano

Proszę SzPani,
nie rozumiem większości odnośników i napomnień, nie śledzę akcji i reakcji (poza dwoma pastiszami nie czytałem niczego w "temacie") - nie mam na to czasu. Pani prawo to publikować wszystko, co się uda. Mój komentarz odnosił się do tekstu, nie spraw okolicznościowych (to magiel, ma Pani rację). Pani honor w Pani rękach. Moje ręce - precz stąd (sam się).
Pozdrawiam

Opublikowano

Proszę SzPana,
klasyczne odwracanie kota ogonem.

para(nomen-omen)doksalnie pozytywnie zdziwił mnie komentarz bohaterki, która reagując posłużyła się ironią. szczere brava!
co nie zmienia faktu, że Jej postawa wobec współforumowiczów mi nie odpowiada. i nie musi. dlatego się usunęłam.
proszę się już nie stresować, wypowiedziałam swoje zdanie, kto chciał -przeczytał, a wkrótce te wypociny usunę i można zapomnieć o sprawie, albo nie, jeśli czyjaś wola.
wzruszona uprzejmością pozdrawiam.

Opublikowano

Cóż, gdy ktoś uzna, że już pisze doskonale, to powinien natychmiast przestać. Albo ciągle ulepszam/zmieniam swoją poezję, albo zastygam w zużytym schemacie, a kolejne próby twórczości są wtórne, mdłe, nieczytelne. Ale każdy może wybrać...
Ciepło pozdrawiam :)

Opublikowano

takie tam refleksje...
"talent to coś, co się nienawidzi.
u innych
."
nie można nienawidzić wartości samej w sobie. talent jest wartością podobnie jak miłość, prawość, etyczność etc...
można mieć awersyjny stosunek do jakiejś osoby, przez dziwne postawy talent można roztrwonić i znów podobnie jak miłość czy inne wartości, wtedy- np. talentu szkoda.
a talent- obroni się sam...

Opublikowano

(...)
ale na publicznym forum
różne zdania w cenie winny
być, wszak odbiór inny...
(...)
z tym się zgadzam... i dobrze by było, żeby wszyscy piszący negatywny post
o danym wierszu, robili to w miarę kulturalny sposób... nie raz czytałam bardzo
aroganckie słowa i choć nie były do mnie skierowane, bardzo bolały.!
Po co się kłocić i przytykać sobie, nie dość nam codziennych problemów.?

Każde wiersze są dobre
i na każdą porę
bo wszystkie jednakowo
są na serce chore
..... ;) ...... Jan Twardowski

Pozdrawiam... :)

Opublikowano

Czytałam nie raz - trudno się nie zgodzić z przesłaniem, ale pewnie coś przeoczyłam, bo mnie nasuwa się bardziej postawa innego autora/autorów z jego/ich rozjazdem postaw - tak negatywnego fenomenu nie zarejestrowałam tutaj nigdy przedtem.
Widać, polityka rządzi. Jak wszędzie.

Opublikowano

Skoro to parafraza, napisz to samo ale używając identycznych rymów jak oryginał. Bo cóż to są rymy dla wprawnej poetki? Ba, nawet dając jej kilka słów do użytku, potrafi ułożyć z nich wiersz.
A tak... nie orientuję się w tutejszych układach a całość bardzo odstaje od pierwowzoru pod względem poetyckim jak i artystycznym. Ale tamten autor pisał dla dzieci, a nie ma bardziej wymagającego odbiorcy :-) Irena Kwiatkowska też mawiała, że najwięcej pracy wkładała w przygotowanie programów dla najmłodszej publiczności.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Już wiem! To o Szymborskiej bo też lubiła pisać, była zdolna i wielbią ją do dzisiaj. Zwłaszcza za granicą, jak choćby we Włoszech bo u nas byle gówniarz internetowy pisze o niebo lepiej, co zresztą oczywiste ;-)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Szanowni Państwo, nie dopuśćmy żeby klimat z działu P przeniósł się do zetki!
bo to co ostatnio zdarza mi się tam czytać, coraz bardziej napawa mnie niepokojem.
pozdrawiam i do poczytania :)
Opublikowano

kurcze, przecież to jest dział dla początkujących, czyż nie? i dzieci się się bawią jak dzieci. czy to komuś przeszkadza?
a jeśli ktoś czuje się dobrze, jeśli jest opluwany i obrzucany błotem, to już jego sprawa. w moim jednak odczuciu, ani obrażanie drugiego człowieka, ani oczekiwanie na takie zachowania nie ma nic wspólnego z poezją.
na tym kończę. nie dam się wciągnąć w żadne bezsensowe spory, bo to jest właśnie to, co się z tamtego, rzekomo wyższego, działu usiłuje tutaj przenieść.
pozdrawiam :))))) a co?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Rozczulił mnie pan tym błotem, pluciem i bezsensownymi sporami. Może jakiś przykład ? ;)
Aby pana nie wciągać, przytoczę jedynie dowcip. Zgadnie pan dlaczego właśnie ten ?

Rozmawia dwóch Rosjan i jeden pyta :
- Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają za darmo mercedesy? Drugi zaś odpowiada: - Tak, to prawda, tyle że nie w Moskwie, a w Petersburgu, nie na Placu Czerwonym, tylko na Newskim Prospekcie, nie mercedesy, tylko rowery, i nie rozdają, tylko kradną.

;)


  • 5 miesięcy temu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A gdzie tu wiersz? Ani śmieszno, ani straszno - rzadkie resztki z odgrzewanego kotleta.
Poziom wg czytelników wirtualnych wpisanych w wiersz Brzechwy - to jest coca-cola (leczy to, i to jak!).
Pozdrawiam


patrząc na ten komentarz z czystko logicznego punktu widzenia, może i można by się zgodzić, jeżeli czytając nie użyjemy żadnej z barwnych sfer naszych uczuć jeżeli patrząc na litery jakimś nadludzkim wysiłkiem uda nam się wyłączyć człowieczeństwo i dostrzegać jedynie szeregi czarnych znaczków poukładanych i zakodowanych w informację. Widać się to udało bezetowi...
pogratulować....ze smutką miną....bo wysiłek....może nie daremny...po prostu zamiast iść do przodu ktoś uparcie stawia kroki tyłem ;)



tak pomarudziłem....a wiersz jest fajny, wczuł się w klimat tej klasyki a zarazem
daje coś nowego od siebie...może zdarzy się jakiś słabszy punkt, ale całościowo bardzo się podoba, tak to odczułem, wprzelatując nad wierszem, pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Między pożądaniem a niepewnością. Jest fizyczna czułość i napięcie emocjonalne, a jednocześnie pytanie „czy nadal kocha?”. Przestrzeń (zimna stodoła, kurz jak popiół) wzmacnia wrażenie czegoś ulotnego, trochę zakazanego, a ta „niema świadkini” w rogu dodaje ironii i zazdrości – jakby świat patrzył, ale nie oceniał.     
    • @Simon Tracy  Dziękuję ślicznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Lenore Grey Można powiedzieć, że czekałem cały dzień na kolejną doskonałą miniaturkę od Ciebie.
    • Bosy, zwinny — jak małpka zgoła — z odpływem się zabrał w którymś lecie. Przed Pompaurdé chylił czoła, gdzie ptaki pieśnią rozpinają siecie. — Już świeca dogasa! z podwórza kwik się niesie! Co mówisz, co mówisz, dziecię?               Jack Featherwick?... 
    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji.   Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi  krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem.   Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata. Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca.   Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.   Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż?     Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.   W gabinecie ojca panował półmrok. Oficer śledczy siedział  naprzeciw mnie w skórzanym fotelu. Widać było na jego twarzy mieszankę zmęczenia, rezygnacji i powątpiewania  ale oczy mówiły zupełnie coś innego. Rozedrgany głos również. To był czysty strach. Cały czas zerkał niespokojnie  na rączkę z igłą, jednak nie miał już ochoty a raczej śmiałości by ponownie odtworzyć nagranie. Wreszcie wstał. Zbyt gwałtownie i prędko  by móc ukryć nerwowe ruchy nie przystosowanego do tak  niecodziennej i tajemniczej wiedzy. Umysł policjanta opiera się na  racjonalnym poglądzie,  utrwaleniu w twardym dowodzie  i bezsprzecznie niepodważalnej tezie. A on miał jedynie dziwne,  nic nie wnoszące nagranie z wrzosowisk oraz na dokładkę masę chaotycznych, spisanych w stanie delirycznym dokumentów a także pamiętnik osoby  najpewniej zupełnie obłąkanej.     Musiał jednak udawać przed świadkiem, że nadal panuję tutaj nad wszystkim  a sytuacja jest owszem trudna  lecz jeszcze nie beznadziejna. Jedna poszlaka, trop, cokolwiek  i będzie można ruszyć dalej a potem czym prędzej wynieść się stąd  i zamknąć a najlepiej spalić tą przeklętą budę.     Ojciec tego chłopaka był szalony. Lecz również kiedyś  był szanowanym naukowcem. Wiedział, że facet żyję i wodzi ich za nos  w swoim wyimaginowanym świecie  istot z innego wymiaru. Spojrzał jeszcze raz na chłopaka. To nie było typowe przesłuchanie. Bo sprawa była nietypowa ale i chłopak zdawał się  nie wiedzieć zupełnie nic. On już dawno stracił ojca i nie zamierzał widać nawet udawać, że może być inaczej. Nie miał żadnego interesu  by im pomagać  a tym bardziej utrudniać śledztwo.   A więc jeszcze raz. Potwierdzasz, że głos  z nagrania to głos Twojego ojca? Chłopak patrzył przez  nieprzejrzysty mrok za oknem, był teraz gdzieś daleko, musiał cofać się w trudną przeszłość.   Tak. To głos mojego ojca a ten drugi głos  praktycznie na pewno należy do Noyesa.   To już sami ustaliliśmy.  Noyes zanim wyruszył z moimi ludźmi  na poszukiwanie Twojego ojca, przyznał prawie od razu, że chodzili na wrzosowiska razem.   A gdzie jest teraz?  On byłby lepszym świadkiem niż ja. Zna mojego ojca dłużej. Nawet zmartwychwstali  w tym samym czasie i miejscu. Nie wydaje się to Panu dziwne?   Policjant pokiwał głową. Noyes też zaginął, razem z całym moim patrolem.   Miał ich zaprowadzić  w jedno z miejsc na wrzosowiskach. Tam to wszystko nagrywali. Tam mieszkają oni.   Chłopak wybuchł krótkim, lękliwym śmiechem.   Ci z tego Yuggoth? Myśli Pan, że mój ojciec i Noyes  wpadli w Nowej Anglii przed laty  na trop jakiejś ludowej sekty. A potem przybyli tu i zaczęli robić to samo już jako jej członkowie? Może po to są te wszystkie modlitwy, obrzędy i bluźniercze rysunki w pamiętniku. To kult.  Mamy w pamiętnikach zapisy o dziewiątej planecie układu. Przecież obaj wiemy, że takowa nie istnieje. Wszystkie teleskopy jej szukają, lecz ona jest tylko marzeniem astronomów. Pojawia się w snach. Bo jest z krainy snu. Jest bajką i pożywką dla tych  co mają światłe umysły lecz słabe nerwy. Jak Noyes czy mój ojciec. Pan spojrzy na ten zapis o tutaj. Złapał za zakładkę w pamiętniku  i przewrócił strony. Wskazał palcem fragment i odczytał.     Zaprowadzili mnie przed oblicze Rady. Ich Starszy opowiedział mi o zagrożeniu tak samo olbrzymim dla nich jak i dla nas. Całej humanoidalnej rasie grozi zagłada. I to ich wina. Połączyłem się z jego myślami.   Ach! Co ujrzałem… dobry boże … skuty lodem kontynent a nad nim stróżujące aż do firmamentu czarne, błyszczące góry. Okryte mgłą szaleństwa. Za nimi płaskowyż żalu, na którym palą się wieczne ogniska  dzikich plemion wyznawców. Wznoszą do nieba imię najwyższego chaosu. A on słucha, zamknięty w dostojnej sali pałacu na szczycie samotnej, bazaltowej góry. Gdzie jeden człowiek jeno dotarł w wędrówce przez sen.   Góry strzegą też miasta. Jeśli można go tak określić, nie tracąc przy tym wiary  w postrzeganie wymiarów przestrzennych, matematycznych i fizycznych. Ci, którzy mnie wezwali. Określają je jako  Miasto Umarłych acz Śniących.   Boże jedyny jeśliś jest to ratuj nas… to miasto jest na Ziemi… to biegun. A pod nim grobowce Starszych. W grotach snują się strażnicy. On przekazał mi kolejną myśl. I zobaczyłem to miasto w pięknej krasie dawnych prekambryjskich dni. Sale, biblioteki, zamki i pałace. Nie zmieniła się jedynie zimna postać góry, leżącej za Leng. Lecz pałac na jej szczycie  tętnił życiem, śmiechem i zabawą. Tak hucznie ucztowali Ślepi Bezimienni. A kto im usługiwał. ONI! Byty z Yuggoth. Niewolnicy Cthulhu. Który śpi pod kontynentem…   Zamknął z trzaskiem  oprawiony w skórę pamiętnik. Jedno było pewne, żywy czy martwy. Jego ojciec jest stracony  dla racjonalnego świata ludzi. Dla jego umysłu i serca również.   Policjant skrzywił się jak gdyby kazano mu włożyć rękę w cuchnącą, galaretowatą maź, z jakiej składają się Ci z Yuggoth, przynajmniej wedle opisów z pamiętnika.   I Twoim zdaniem to mam wpisać do oficjalnego raportu? Twojego ojca,  tego dziwnego milczka Noyesa  i trzech moich ludzi  uprowadzili przedwieczni kosmici, wyglądający jak prehistoryczny budyń  z cuchnącej grzybni i trzęsącej się galaretki?   No pięknie. Obawiam się drogi chłopcze,  że bliżej mi do wersji z sektą lub  szalonymi mordercami. Na nagraniu słychać rozmowę  Twojego ojca i Noyesa  z kimś kto nie odpowiada na ich słowa  bo chyba dźwięku fletu i jakiś piszczałek.  O ile w ogóle są tam takowe instrumenty, nie można określić jako znany nam język. I jeszcze to metaliczne, głębokie buczenie. Jakby ktoś zamknął  wściekły rój szerszeni pod aluminiową misą. To mogą być zakłócenia na cylindrze ale zaiste dziwne jest to, że szczególnie Noyes odpowiada zawsze wtedy gdy buczenie ustaje. Jakby rozumiał przekaz. I jeszcze ten ołtarz na wzgórzach. Znam każde wzgórze w okolicy  i nie ma tu żadnych  starych kaplic ani kościołów. Żadnych celtyckich świątyń. W epoce polowań na czarownice, mieliśmy w okolicy jednej z wiosek rodzinę posądzoną o czary i konszachty z diabłem. Podobno składali dzieci w ofierze  na jednym ze wzgórz. Zanim jednak kapłani i gawiedź  rozprawili się z nimi, przyszła na ich dom zagłada. Groza z samej czeluści piekieł. Kobieta przemieniła się  w noc wiosennego przesilenia w potwora  o tysiącu oczu i odnóży. Pożarła własny dom i odeszła w leśny jar, który do dziś uważa się za przeklęty. Jej syn zginął po tym  jak jego ciało rozpadło się dosłownie na części. Podobno byli na to świadkowie bo stało się to  na schodach biblioteki miejskiej. Zdążył jeszcze wypożyczyć  jakieś czarnomagiczne dzieło  a potem wyszedł przed gmach. Złapały go straszne spazmy. Na kolanach wrzeszczał imię ojca, lecz podobno nie tego  który go spłodził tu na ziemi. A tego, którego przywołała niegdyś matka. Jego prawdziwy ojciec  oszalał po tym wszystkim. Zmarł w szpitalu dla obłąkanych. Do ostatniego wydechu powtarzał podobno  by zamknąć portal na wzgórzu  bo groza powtórnie przyjdzie z gwiazd.   Jak widzisz szaleńców  nigdy nam tu nie brakowało. Wiem, że Cię to nie pociesza  ale Twój ojciec nie jest wyjątkiem. Zostań tutaj chłopcze i poinformuj mnie niezwłocznie gdyby Twój ojciec,  Noyes lub moi ludzie wrócili. Naprawiliśmy linie telegraficzną i telefon. A teraz polecam gorąco przespać się z tym wszystkim czego jesteśmy świadkami. Dobrej nocy życzę.   Ukłonił się i wyszedł przez kuchenne drzwi. A ja nalałem sobie kolejną porcję whisky  i naprowadziłem igłę na cylinder.   Flety i piszczałki  były zagłuszająco hipnotyczne. Metaliczne buczenie było pełne wyczekiwania a nawet wściekłego wręcz podniecenia. Drgania wywoływały ciarki na całym ciele  a dusza karlała wręcz  z niewysłowionego przerażenia.   Nagle wszystko ustało a z bezdni ciszy  wychynęły słowa Noyesa. Najwyższego kapłana. Nie zapomnę tych inwokacji  do końca swych przeklętych dni.   IA! IA! IA! NNGI BANNA BARRA IA! IARRUGISHGARRAGNARAB!   Znów wściekłe buczenie  i głos drugiego kapłana. Mojego ojca.   Wzywam Cię Przodku Bogów! Wzywam Cię Stworze Ciemności,  Czynami Ciemności! Wzywam Cię Stworze Nienawiści, Czynami Nienawiści! Wzywam Cię Stworze Pustkowi, Rytuałem Pustkowi! Wzywam Cię Stworze Bólu, Słowami Bólu! Wzywam Cię z Twego Domu Ciemności! Wzywam Cię z Twego miejsca spoczynku  w trzewiach Ziemi!   Dało się po tym słyszeć jakby odgłos ogniska  i opętańczych skoków lub tańca.   FYAAH! FYAAH!  BOYYUK! URRAK!    I znów szaleńczy ryk Noyesa.   NIECH ZMARLI POWSTANĄ! NIECH ZMARLI POWSTANĄ  I POCZUJĄ KADZIDŁO!...   Nagranie kończyło się nagle  tak jak gdyby  fonograf został rozbity lub celowo wyłączony.   Powziąłem decyzję. Muszę wyjechać Uciec! Rano. Oni już wiedzą. Oni wiedzą. Oni pragną. Dla nich nawet niewinna myśl o tym jest szeptem w ciemności,  który ich zwoła. Nie chcę z nimi walczyć. Nie chcę im ulec. Ołtarz ukrył się przed światłem księżyca. Kiedy go zabraknie Oni tu wrócą. Ojciec też. I będzie błagał bym udał się na Yuggoth. Muszę zniszczyć wszystkie dowody. Spalić dom. Pozbyć się swojego  zajętego obłędem umysłu…              
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...