Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tekst przeznaczony jest dla dojrzałego czytelnika płci męskiej, zapoznanego z etyka Demokryta i hedonizmem Arystypa, oraz względną teorią wszystkiego.
Kobietom zabrania się czytania poniższego.


Fanklub Pogoni śmierdział piwem i szczyną. Ale tylko stali bywalcy rozróżniali te wonie. Osoby zachodzące tu przypadkiem miałby z tym problem. Inna sprawa, że mało kto zaglądał tu przypadkiem. Dlatego trzej mężczyźni w drogich garniturach od razu zwrócili na siebie uwagę bywalców.
- Chryste ale cuchnie. – Zauważył Darek. Przemek spojrzał na niego z ukosa.
- Zamknij japę, bo nas zaszlachtują. – Wyszeptał Tomek. – Podejdźmy do baru.
Ruszyli. W klubie przycichło. Atmosfera zgęstniała tak wyraźnie, że ciekawskie spojrzenia pobiegły po niej jak konie gościńcem.
- Poproszę piwo. – Odezwał się grzecznie Przemek.
Łysy barman wyglądał jak człowiek rozwiązujący problemy, gdy w rzeźni jest przerwa w dostawie prądu.
- Tak. Dwa piwa prosimy. – Powiedział Darek.
- Może w ryja? – Spytał barman.
„Teraz” pomyślał Przemek. „Teraz albo już kurwa nigdy.”
Obrócił się plecami do barmana, powoli rozejrzał się po pomieszczeniu wypełnionym kibicami o czerstwych smutnych twarzach. Łyse czaszki (czasem tylko farbowana grzywka), sportswear lub skóry, ale zawsze tęczowe adidasy. Na stołach plastykowe kubki z czymś z kija, ale tylko Bóg i barman raczyli wiedzieć z czym. Co zamożniejsi obłapiali puszki i butelki z czerwonym bosmanem. A już tylko smakosze z zielonym.
- Panowie, cztery spotkania w tym sezonie wygrane. Pięknie. Szczere gratulacje.
Kibice, lekko zdziwieni, przytaknęli jednak. Ano wygrali. Cztery.
- Szkoda, że tylko cztery na pięć.
Zawrzało. Zakwitły tulipany, zatrzepotały motylki, poleciały wiązanki. Z ciemnego kąta wstał dwumetrowy chłop w niebieskiej skórze z logo BMW na plecach. Ucichło. Chłop podszedł do Przemka.
- Coś powiedział chuju? – Oddech wionął piekielnymi mękami.
- Nie da się ukryć, że po porażce Dumy Pomorza z Aluminium Konin – 0:4, fakt, że na wyjeździe - ale tego już Przemek nie dodał – dostaliście w pizdeczkę od Konin Hool’s.
Darek i Tomek stracili kolor. BMW wręcz przeciwnie.
- Ale wierzę w was chłopaki. Nie od dziś kibicuję Dumie. I daję słowo – wasza porażka z konińskimi wszami zabolała mnie tak mocno jak i was. Chciałbym jednak, żebyście odzyskali honor. Pytanie tylko, czy wy chcecie?
- O co ci chodzi many? – Spytał powoli BMW, głosem tak złowieszczo chrapliwym, że Brando z „Ojca Chrzestnego” mógłby mu czyścić buty.
- Czy bylibyście skłonni umówić się z przeciwnikiem, którego do tej pory nie znaliście, stoczyć walkę w obronie waszego honoru, zmiażdżyć każdego, kto stawi się na umówione miejsce bez względu na to, kim by był?
- Każdego. Zmiażdżymy każde bydlę, które wyjdzie nam naprzeciw. Nie ma chuja we wsi. Niesiemy krew i zniszczenie. My są Chuligani Dumy Pomorza. Rozpruję każdego, kto stanie mi naprzeciw!
- Każdego?
- Podaj tylko czas i miejsce. Rozniesiemy w piździec! Ktokolwiek się nie stawi!
„No to podpisaliśmy wyrok” – pomyślał Przemek. „Ale sami tego chcieliśmy.”
Fanklub gorzał rykiem dziesiątek gardeł.
***
- … właśnie wchodzi mamciu, nie rozłączaj się. Przemciu, gdzie byłeś tak długo? Pięć lat po ślubie, a ty dalej się zachowujesz jakbyś był kawalerem. Tak mamciu... Nie, nie jest pijany. Dobrze powiem mu… Miałeś mojej mamie naprawić lodówkę, pamiętasz jeszcze?
- Tak żabciu, pamiętam. Miałem dużo pracy.
- Mówi, że miał dużo pracy. Tak mamciu… Powtarzasz to już sama nie wiem jak długo. I nigdy cię nie ma. W ten weekend mieliśmy iść do operetki na „Księżniczkę Czardasza”, i co? Mamie przepadły bilety.
- Mogłyście iść razem.
- Powiedział, że mogłyśmy iść razem, mówiłam ci, że tak będzie mamciu. Mama mówi, że nie po to wychodziłam za mąż.
- Trzeba było wyjść za Zbigniewa.
- Mamciu, on mówi, że za Zbigniewa… Mama mówi, że Zbigniew jest porządnym chłopakiem.
- Ta, jak podkręci wąsa. To może niech Zbigniew naprawi mamie lodówkę?
- Nie czepiaj się Zbigniewa. Tak mamciu, czepia się go… Mama mówi, że Krystyna jest ze Zbigniewem szczęśliwa.
- Przecież to nauczyciel polskiego do cholery! Mają czwórkę dzieci!
- Mama mówi, że chce wnuka.
- Przecież wie, że nie mogę…
- Mama mówi, że wie, że z ciebie nie ma żadnego pożytku.
- Dobrze kotku. Choć no, niech cię uściskam.
- Zaraz, teraz nie mogę. Widzisz, że maluję paznokcie i rozmawiam. Tak mamciu…
- Mam dla ciebie niespodziankę. I dla mamy też.
- Niespodziankę? Oj Przemciu, serio?
- Serio kotku. Załatwiłem wam wyjazd do Lichenia. W sobotę.
- Oj Przemyciu! Mamcia słyszała? Do Lichenia… Mama pyta czy jedziesz z nami.
- Niestety, nie mogę. Jak pojedziecie to ja… no… umówiłem się.
- Z kim? Jak to?
- No mamy spotkanie z Koreańczykami, chcą wycofać kapitał z fabryk na Żeraniu. Musimy ich jakoś przekonać. Przykro mi.
- Mamcia słyszała?.. Mama mówi, że chcesz się nas pozbyć z miasta, bo pójdziesz na imprezę z kolegami. Pewnie gdzieś wyjdziecie na miasto, rozerwać się bez nas.
- Taa, na miasto. Rozerwać się… Przecież ci tłumaczę, Koreańczycy…
- No dobra, dobra. Co to za wyjazd?
- Wykupiliśmy wraz z kolegami z pracy, przejazd dla was. Żebyście się trochę zabawiły, zwiedziły coś jak będziemy… zajęci Koreańczykami. Wy, to znaczy nasze żony, mamy, teściowe… No taki prezent.
- Tak mamciu. W sobotę.

***
- Wiesz Przemek, mam wyrzuty sumienia. Żeśmy im nic nie powiedzieli, tylko zapakowali w ten autokar… - Tomek westchnął.
- A co im chciałeś powiedzieć? Na tym pic polegał, aby im nie mówić. Co myślisz, że by się zgodziły, czy co? – Przemek starał się mówić spokojnie, ale głos mu drżał.
- Boję się trochę. – Powiedział Darek.
- Wszyscy się boimy. Każdy z nas. Ale tak trzeba. Trzeba pokazać, że nie jesteśmy maminsynkami i pantoflami. Tak trzeba. A to dobry sposób.
- Na pewno oryginalny. No nic. To skoczę po browary.
***
Na polance stali Chuligani w barwach Dumy Pomorza. Prężyli się, rozgrzewali.
Nadjechał zielony Ikarus. Otwarły się drzwi. Wysiadły z niego kobiety. Młode, w średnim wieku, a nawet całkiem leciwe. Były jakby lekko zdezorientowane.
Kibic z logo BMW na niebieskiej skórzanej kurtce, wywinął młyńca łańcuchem od motoroweru. Ruszyli do ataku. W piździec. Ktokolwiek się nie stawi.

Marcholt Czyścizadek
Sz-n 2004

Opublikowano

po przeczytaniu ostrzeżenia dla kogo przeznaczona jest "ustawka" od razu rzuciłam się na teskt!
wyhamowało mnie pierwsze zdanie
ale nie poddałam się :) ruszyłam dalej,
po pewnym czasie zaczęłam odczuwać atmosferę, jaka towarzyszyła mi, gdy oglądałąm dokument S.Lasowskiego bodajże pt "Klatka" (ostatnie zdania nie wyprowadziły mnie z niej...)
bardzo podobał mi sie dialog pomiędzy mamusią przemkiem i jego żoną :) świetnie napisany, bardzo wyraźnie zarysowana scenka, doskonale można ją sobie w głowie odtworzyć

to tyle ode mnie
pozdrawiam serdecznie
niedojrzała czytelniczka płci żeńskiej

Opublikowano

Ach, zignorowała ostrzeżenie! A niech się tobie śni po nocach, co mi tam.
A Latkowskiego nie znoszę! Beznadziejny człowiek, który wyrządził olbrzymią krzywdę fighterom vale-tudo, porównując ich (a gdzie tam porównując! Mieszając bez ładu i składu!) z kibolami. Proszę bardzo o oddzielanie wolnych walk w tzw. klatkach od pseudokibicznej chołoty. Naprawdę, bardzo proszę.
Podpisano:
Miłośnik vale-tudo, MMA i Pankrationu, zagorzały fan Wandarleia Silvy, Mirka "Crocopa" Filipowicza oraz Petera Aertsa
Marcholt Czyścizadek

Opublikowano

Chciałem tylko powiedzieć, że marcholt ma jeszcze dużo takich kawałków - i że potrafi dość wszechstronnie swoje gekoniaste paluchy po klawiaturze poprowadzić. To tak dla tych, którzy go osobiście nie znają i którym nie składał jeszcze nieprzystojnych propozycji (postrachem jest przecież panien cnotliwych i nobliwych matron). Nie wiem co Ci wytknąć, Marcholt, skoro już tak się tego domagasz. Przecież normalne, że ja bym to napisał zupełnie inaczej ;-)

Opublikowano

Po takiej specjalnej zachęcie nie mogłem się nie odezwać:)

I niestety, podkreślam to jeszcze raz, niestety, nie mogę zbyt wiele skrytykować:)
Łatwo się czyta, interesujące. Najbardziej podobała mi się miła "konwersacja" w fanklubie Pogoni, bardzo charakterystyczna dla pewnych środowisk.
Oczywiście muszę też co nieco skrytykować, mianowicie chodzi mi o czasem dziwnie rozpoczynane zdania, zwłaszcza na początku (vide pierwszy akapit).

Pozdrawiam
MZ

Opublikowano

Cóż, jest piła, są stosunki rodzinne, jest "myk z pułapką na mamcie. Mnie się widzi. Przydaje się na forum ktoś z przewagą dialogu nad opisem. Dla kontrastu. Jak rozumiem to wygrane Pogoni w II lidze...

Opublikowano

Panie Michale, jak się panu nie podoba pierwszy akpit, to znaczy że sie pan na sztuce nie zna!
... Żartuję oczywiście. Zaintrygowała mnie pańska uwaga, proszę o rozwinięcie myśli. W zamiarze, ze tak powiem, miało byc hiczkokofskie trzęsienie już wpierwszym zdaniu, tzn. z grubej rury. Czy o to idzie? W trosce o czytelników, staram się rozpatrywać dogłębnie każdą uwagę, więc proszę doprecyzować. Miętki nie jestem więc chlastajcie mnie ludzie ile wlezie. Bo jak nie to sam zacznę błędy wytykać w tym opowiadaniu...

Opublikowano

"drzwi się otwarły" - no z kulturą języka to pan na bakier nie jesteś...

Uśmiałem się po same cojones choć już jakiś czas temu. Więcej takich seksistowskich, mizogamicznych, geriatrogamicznych, klerogamicznych, pogoniogamicznych nam trzeba młodym.

Opublikowano

Panie von Gorski.
Pański atak na formę "otwarły się" uznaje za atak na nowy słownik oprawnej polszczyzny pana Markowskiego.
Otóż na stronie 626 tegoż czytamy:
otworzyć -rzadz. otwarł
otworzyć się - rzadz. otwarł się

forma częściej stosowana, to otworzyły się (dk VIb) nie zaznaczono jednak że prawdopodobnie forma rzadsza (tzn. otwarł się) podlega pod dk VIc - a więc ... otwarły się!

No, ale jako się rzekło, gigantem od tej strony (tzn. gramatycznej) nie jestem.
Chociaż sprawy z kulturą języka, mam akurat uregulowane (takoż i z WKU), w przeciwieństwie do niektórych, co to się pyskaci zrobili, a czyści jak łza w temacie nie są.
Prawda-li to? Panie von Gorski? :)
Czekam na kolejne uwagi.

Opublikowano

Pan się nadto Kwintylianem przejąłeś mniemam. Przecie napisałem, że z kulturą języka to pan NA BAKIER NIE JESTEŚ. Pochwała taka...

A jeżeli idzie o tekst to polecam go czytać z towarzyszeniem piosenki przedpotopowego zespołu ACCEPT pt: (za przeproszeniem) "Son of a bitch"

Opublikowano

miałem nie chlastać, ale sam się domaga.

Chodzi o to, że mimo dobrego pomysłu ( zabawnego ) w dialogach coś zgrzyta.
Jestem czytelnikiem, którego strasznie razi pomieszanie dresiarskiego języka z inteligenckim.
Nie podobało mi się jak główni bohaterowie rozmawiają z kibolami.

Wyczuwam masło, a ja rzygam masłem.
Wyczuwam też przeintelektualizowany styl Pilcha. Ten pisarz to zbyt oczytany, więc "prze-czytany" polonista, którego erudycja literacka zaprowadziła na manowce komunikatywności w języku. Co ja gadam?

No, chodzi mi o to, że w dialogach coś zgrzyta i przez to do końca nie mogę się nacieszyć literaturą ( i rozśmieszyć ).

pozdr.
MhipnoZ

Opublikowano

Posądzanie stylu Marcholta o przeintelektualizowanie to chyba nie jest najtrafniejszy pomysł... akurat tutaj chłopcy w gajerkach są przerysowni, mnie to bardziej zatrąca amerykańskim dowcipem, za którym nie przepadam - vide "przerwy w dostawie prądy w rzeźni". O przeintelektualizowanie możesz - tak jak i wielu innych ;-) - oskarżać moje nieudolne próby, ale sądzę, że próby Marcholta skutecznie się przed tym bronią. O kontraście nie mówię - może się podobać, może razić.

Opublikowano

Jak mnie pan chciałeś urazić Pilchem i Masłem to Ci sie udało, panie Marku.
Intelektualizowanie? Cóż. Miało być pociagnięte przegiętymi chendleryzmami w narracji, a w dialogach prostactwem i wulgarnością (gdy trzeba). Chciałem w dialogach w miarę naturalnie wulgarnych odzywek (narrator - inna sprawa), czy jako takie mogą sie kojarzyć z masłem?
A co do Pilcha to większe części jego książek przesypiałem, moze właśnie w tych fragmentach jest coś podobnego... ciężko mi cokolwiek stwierdzić. Poprosze o jeszcze kilka kopnięć w podbrzusze tego tekstu, żebym zakumał o co chodzi (serio, wal pan jeszcze).
Freney - przerysowanie - owszem. Amerykański dowcip - jest uniwersalny - bioorę to więc za dobrą monetę.
von gorsky - ze scuda do komara wypaliłem. Mógłbym powiedzieć - racja, kwintylian, - ale się przyznam. Przeoczyłem "nie" w pierwszym zdaniu. jak to mawiają "sorki". (a z tymi deklinacjami to se/sobie strzeliłem częściowo).

Opublikowano

Pamiętasz jak to powiedział Szaruga: "ma pan amerykańską narrację. lubię taką" - i nic więcej nie powiedział. Nie lubię amerykańskiego dowcipu, bo jest prostacki, uważam ze lepiej pasowałby do dialogu niż do narratora. Ale do Twojego narratora pasuje (piwo & szczyna), więc nie ma się o co czepiać.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @andrew   "właściwie nie mną  tylko myśli istnienie"   literówka?   właściwie nie mną  tylko myśli istnieniem @andrew bardzo mi się podoba ważne spostrzeżenia na temat AI!
    • @Annna2 serdecznie dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • A bobra paker, że zeżre? Kapar Boba
    • @Nata_Kruk  bywa że tak coś przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. I mierzymy się z tym- chwilą, wspomnieniem. I wzbraniamy się z nimi, choć przecież wiemy, że i tak zmierzyć się przyjdzie.
    • Dawno dawno temu, gdzieś tam w galaktyce, solidnie dysząc spłaszczonymi płucami, wypełza typ spod ciemnej gwiazdy. Strudzony wielce oraz spocony, niczym mysz w norce bez klimatyzacji, żywi wygłodniałą nadzieję, że teraz wreszcie wydostał ciało i umysł, na zawsze i na wieczność. Otrzepuje wesoło krótkie porcięta z resztek ciemnych światełek i wyrzuca je do czarnodziury, dziurawiąc niemiłosiernie, wnerwiony horyzont swoich planów i marzeń.     Dlatego też ni stąd ni zowąd, nie zauważa i nie słyszy echa, albowiem ślimaki w jego uszach, grają na bębenkach, ucztując smakowicie, pożerając ser, którym obleczone są ich rogi. Nie zauważa też wysokich ograniczeń po bokach. Dopiero po chwili dostrzega leżący wniosek. Przeto dochodzi do wniosku, że wędruje na dnie wąwozu. Z każdym krokiem, ściany są coraz bliżej, jakby wchodził do lejka. Na domiar złego, nie może przestać. Musi iść.     Wtem dostrzega piłkarza. Lekko spłaszczony, kopie też z lekka spłaszczoną piłkę. Ta rozpędzona jak absurdalny bicz, uderza typa w głowę. Ów wszczyna kłótnie, mimo wszystko pojednawczą, ale po chwili z lekka otumaniony, znowu widzi gwiazdy. Na szczęście już spod żadnej nie musi wychodzić, gdyż są leciutkie i tylko zwiewnie otrzeźwiają, gilgocząc strudzone ciało. Niestety. Piłka odbita od ciemienia, leci dalej. Trafia w kran na ścianie. Niszczy go doszczętnie, a wypływająca woda, zaczyna potop.       Tu następuje zmiana bohaterów w tekście, gdyż dotychczasowi giną w odmętach, z braku tchu. Jednak nie wszystko ginie. Szczególnie przyszłe wydarzenia, obiekty oraz nowi bohaterowie.      W powstałym oceanie, płynie sobie spokojnie, pośród pluszowych rekinów oraz pomiędzy płotkami, łódź podwodna, w kolorze słoneczka. W środku słychać mamroczące, niewyspane rżenie. Odgłosy owe, wydaje ranny koń. Wstał ze żłoba za wcześnie i teraz marudzi, nie do końca rozbudzony. Ponadto głodny, gdyż nie mógł wybrać, czy pożreć owies, czy siano, czy też truchło osła, który też nie wybrał i zdechł.      Nagle łódkę z zawartością, połyka także wygłodniały kraken. Na domiar złego, tnie na wilgotne strzępy, wbudowaną piłą mechaniczną, by po chwili strawić i wydalić niepotrzebne odpadki. Tym samym zanieczyszcza środowisko wodne, doprowadzając do szewskiej mokrej pasji, wkurzone koralowce, które budzą oceaniczną wróżkę. I bardzo dobrze. Nie przynajmniej nie przegapia randki z morskim bałwanem.       Razem odnajdują na dnie morza, strasznie zawilgocony, pokaźnych rozmiarów skarb. Nie zauważają jednak, iż kryje on w sobie, przeklęty bunkier, na którego klątwę rzucili duchy bohaterów, oficjalnie już w opowiadaniu, niewystępujący. Czyli: typ spod ciemnej gwiazdy, ślimaki, bębenki, ser, piłkarz, koń, osioł, pluszowy rekin, kraken i inni.       Dlatego po chwili, wróżka i morski bałwan, nie żyją długo i szczęśliwie.        Chociaż to wcale nie jest takie pewne, gdyż właściwe zakończenie, skradli wyżej wymienione duchy i wywlekli poza stronę. Nawet puenty z końcowych wnętrzności nie wyłuskali, by ją zostawić do przeczytania. W sumie może to i lepiej, bo na takiej okrwawionej puencie, krew mogłaby skrzepnąć, kusząc wampiry do jej obgryzania i czosnek na kołku wie, z kogo by tam jeszcze, krwinki wyciućkali.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...