Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

podzielcie się refleksjami


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak, ale wydaje mi się, że to nie do końca jest wina, zwykłych ludzi z dołu, którzy tworzą te rodziny. Myślę, że ludzie z góry, Ci którzy tak naprawdę zarządzają systemem, mają interes w tym, żeby ludzie byli ogłupieni, podstawowe związki międzyludzkie (rodzina np) słabsze, bo wtedy łatwiej jest nimi rządzić, wciskać kit i okradać. Może brzmi jak teoria spiskowa, ale takie jest moje zdanie.
Bardziej racjonalnym wytłumaczeniem jest fakt, że "ci z góry" nie mają zbyt dużego wpływu na bombardowanie seksualnością, bo wynika ona ze strategii marketingowych korporacji. A to raczej korporacje wpływają na rządy niż odwrotnie. Czy korporacjom zależy na tym, byś był głupi? z punktu widzenia zysku twoja głupota jest dla nich nieistotna, bo sprzedaje się głównie bazując na automatyzmie percepcyjnym i na popędach. A te wyeliminujesz tylko wtedy, kiedy zostaniesz maszyną.

Pisząc o ludziach "z góry" miałem na myśli właśnie zarządzających korporacjami, bo to oni według mnie mają największy wpływ na to co obecnie dzieje się w polityce. Obecny, zachodni, model demokratyczny, stał się fuzją wielkich korporacji i państwa. De facto bliska spełnienia jest wizja faszyzmu, wg Mussoliniego.
Zarówno korporacjom jak i rządom zależy na tym, żeby ludzie byli posłuszni i niezbyt rozgarnięci. Potrzebny jest mały odsetek wykwalifikowanych specjalistów, reszta ma być tylko na tyle rozwinięta, by móc spełniać funkcje robotników i odprowadzać podatki od swojej pracy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardziej racjonalnym wytłumaczeniem jest fakt, że "ci z góry" nie mają zbyt dużego wpływu na bombardowanie seksualnością, bo wynika ona ze strategii marketingowych korporacji. A to raczej korporacje wpływają na rządy niż odwrotnie. Czy korporacjom zależy na tym, byś był głupi? z punktu widzenia zysku twoja głupota jest dla nich nieistotna, bo sprzedaje się głównie bazując na automatyzmie percepcyjnym i na popędach. A te wyeliminujesz tylko wtedy, kiedy zostaniesz maszyną.

Pisząc o ludziach "z góry" miałem na myśli właśnie zarządzających korporacjami, bo to oni według mnie mają największy wpływ na to co obecnie dzieje się w polityce. Obecny, zachodni, model demokratyczny, stał się fuzją wielkich korporacji i państwa. De facto bliska spełnienia jest wizja faszyzmu, wg Mussoliniego.
Zarówno korporacjom jak i rządom zależy na tym, żeby ludzie byli posłuszni i niezbyt rozgarnięci. Potrzebny jest mały odsetek wykwalifikowanych specjalistów, reszta ma być tylko na tyle rozwinięta, by móc spełniać funkcje robotników i odprowadzać podatki od swojej pracy.
Męczy mnie to ciągłe powtarzanie podobnych haseł: to wszystko wielka polityka, która ma za zadanie sprowadzić człowieka do zera. Tak jakby człowiek był czymś więcej... człowiek z natury jest mało rozgarnięty, a posłuszny jest dopóty, dopóki ktoś mu nie zabiera tego, czego się dochrapał. Co według ciebie powinny rządy robić? forsować pogłebioną edukację powszechną? co będzie, jeśli wyedukujesz wszystkich do tego stopnia, że ich aspiracje wzrosną i będą chcieli wszyscy mieć wykształcenie akademickie i stanowić klasę przynajmniej średnią? to kto będzie wtedy gazeciarzem, hutnikiem, spawaczem? i jak sobie wyobrażasz stworzenie warunków do zatrudnienia wszystkich według ich aspiracji? faktycznie, wtedy ludzie byliby nieposłuszni, ale chyba nie o takie coś chodzi. Już mamy ten problem w Polsce, że magistrów jest w cholerę i właściwie to ten "tytuł naukowy" już się zdewaluował, bo to produkcja masowa i paradoksalnie nie przez uczelnie prywatne, ale właśnie publiczne, które przyjmują chętnych na potęgę, bo to dodatkowe pieniądze z budżetu. Co do tych wyspecjalizowanych, którzy rzekomo jako jedyni są potrzebni, to trzeba jasno powiedzieć, że w dzisiejszych czasach wysokiej klasy specjaliści stanowią o poziomie technologicznym państwa. Wysoki poziom technologiczny to tworzenie o wiele większej wartości dodanej. Jaką wartość dodaną może tworzyć produkcja kapsli? w porównaniu z produkcją zaawansowanej elektroniki właściwie znikomą. A humanista-erudyta nie wymyśli rewolucyjnej architektury procesora. Co najwyżej co jakiś czas napisze jakąś książkę, która sprzeda się lepiej lub gorzej, ale w skali gospodarki nie będzie miała żadnego znaczenia. I jeszcze jedno:

"mają interes w tym, żeby ludzie byli ogłupieni, podstawowe związki międzyludzkie (rodzina np) słabsze, bo wtedy łatwiej jest nimi rządzić, wciskać kit i okradać"

ja naprawdę bardzo bym sobie życzył, żeby ludzie, którzy w swoich poglądach anarchizują, przy okazji trochę pomyśleli, zanim coś powiedzą. Jak można jednocześnie twierdzić, że rządzącym zależy na posłuszeństwie i jednocześnie na osłabianiu więzów rodzinnych. To świadczy nie tylko o bardzo powierzchownym rozumieniu stosunków społecznych, ale także o nieznajomości historii. Zarówno Mussollini, na którego się powołałeś, jak i Hitler, w swojej ideologii dbali niezwykle o rodzinę jako rdzeń zdrowego w ich pojęciu społeczeństwa. Osłabianie więzów rodzinnych to wzmacnianie patologii społecznych, wzmacnianie tzw. "marginesu" oraz wzrost przestępczości. To także wzrost kosztów społecznych, które bezpośrednio ponosi państwo, a pośrednio każdy z obywateli. Koszty alkoholizmu, narkomanii, dewiacji, młodocianej przestępczości i innych sympatycznych zjawisk, które przyczyniają się do wzrostu poczucia zagrożenia u statystycznego obywatela. Czy to przyczynia się do posłuszeństwa obywatelskiego? czy wzrost odsetka ludności poza nawiasem przyczynia się do spokoju społecznego? czy uważasz, że rządy są za tym, aby nastolatek z zaburzeniami emocjonalnymi, nakręcony przez przemoc w telewizji i internecie chwytał za dubeltówkę i urządzał sobie strzelnicę w szkole albo innym publicznym miejscu?
Doprawdy, ja rozumiem rozczarowanie instytucjami państwowymi, ustrojem, uwarunkowaniami społeczno-gospodarczymi, ale ono nie zwalnia z obowiązku myślenia. Nie można wszystkiego zawsze zwalać na "złych rządzących i złe korporacje". To smutne, bo to objaw dość powszechnego braku zaufania do jakichkolwiek instytucji: rodziny, państwa, kościoła. Dziś młody człowiek jest zupełnie sam, bez żadnego oparcia, bo nikomu nie ufa, od bardzo wczesnego wieku jest przygotowany na to, że jest całkiem sam. Jest to smutne podwójnie, bo jeśli dzisiaj mamy problem z etosem służby publicznej (który jest zrozumiały, biorąc pod uwagę fakt, że służbę tę pełnią przede wszystkim ludzie skażeni poprzednim systemem), to co będzie, gdy nasza rzeczywistość zostanie zdominowana przez ludzi przekonanych o tym, że wszyscy to złodzieje, oszuści, potwarcy, kłamcy, szuje i onaniści. W najlepszym wypadku będziemy mieli społeczeństwo uśpionych. Do władzy dochodzić będą jedynie karierowicze i technokraci. A wtedy, Patryku, z nostalgią będziesz wspominał czasy przełomu wieków i wybitnej wrażliwości i humanizmu, jakie wtedy panowały.
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pisząc o ludziach "z góry" miałem na myśli właśnie zarządzających korporacjami, bo to oni według mnie mają największy wpływ na to co obecnie dzieje się w polityce. Obecny, zachodni, model demokratyczny, stał się fuzją wielkich korporacji i państwa. De facto bliska spełnienia jest wizja faszyzmu, wg Mussoliniego.
Zarówno korporacjom jak i rządom zależy na tym, żeby ludzie byli posłuszni i niezbyt rozgarnięci. Potrzebny jest mały odsetek wykwalifikowanych specjalistów, reszta ma być tylko na tyle rozwinięta, by móc spełniać funkcje robotników i odprowadzać podatki od swojej pracy.
Męczy mnie to ciągłe powtarzanie podobnych haseł: to wszystko wielka polityka, która ma za zadanie sprowadzić człowieka do zera. Tak jakby człowiek był czymś więcej... człowiek z natury jest mało rozgarnięty, a posłuszny jest dopóty, dopóki ktoś mu nie zabiera tego, czego się dochrapał. Co według ciebie powinny rządy robić? forsować pogłebioną edukację powszechną? co będzie, jeśli wyedukujesz wszystkich do tego stopnia, że ich aspiracje wzrosną i będą chcieli wszyscy mieć wykształcenie akademickie i stanowić klasę przynajmniej średnią? to kto będzie wtedy gazeciarzem, hutnikiem, spawaczem? i jak sobie wyobrażasz stworzenie warunków do zatrudnienia wszystkich według ich aspiracji? faktycznie, wtedy ludzie byliby nieposłuszni, ale chyba nie o takie coś chodzi. Już mamy ten problem w Polsce, że magistrów jest w cholerę i właściwie to ten "tytuł naukowy" już się zdewaluował, bo to produkcja masowa i paradoksalnie nie przez uczelnie prywatne, ale właśnie publiczne, które przyjmują chętnych na potęgę, bo to dodatkowe pieniądze z budżetu. Co do tych wyspecjalizowanych, którzy rzekomo jako jedyni są potrzebni, to trzeba jasno powiedzieć, że w dzisiejszych czasach wysokiej klasy specjaliści stanowią o poziomie technologicznym państwa. Wysoki poziom technologiczny to tworzenie o wiele większej wartości dodanej. Jaką wartość dodaną może tworzyć produkcja kapsli? w porównaniu z produkcją zaawansowanej elektroniki właściwie znikomą. A humanista-erudyta nie wymyśli rewolucyjnej architektury procesora. Co najwyżej co jakiś czas napisze jakąś książkę, która sprzeda się lepiej lub gorzej, ale w skali gospodarki nie będzie miała żadnego znaczenia. I jeszcze jedno:

"mają interes w tym, żeby ludzie byli ogłupieni, podstawowe związki międzyludzkie (rodzina np) słabsze, bo wtedy łatwiej jest nimi rządzić, wciskać kit i okradać"

ja naprawdę bardzo bym sobie życzył, żeby ludzie, którzy w swoich poglądach anarchizują, przy okazji trochę pomyśleli, zanim coś powiedzą. Jak można jednocześnie twierdzić, że rządzącym zależy na posłuszeństwie i jednocześnie na osłabianiu więzów rodzinnych. To świadczy nie tylko o bardzo powierzchownym rozumieniu stosunków społecznych, ale także o nieznajomości historii. Zarówno Mussollini, na którego się powołałeś, jak i Hitler, w swojej ideologii dbali niezwykle o rodzinę jako rdzeń zdrowego w ich pojęciu społeczeństwa. Osłabianie więzów rodzinnych to wzmacnianie patologii społecznych, wzmacnianie tzw. "marginesu" oraz wzrost przestępczości. To także wzrost kosztów społecznych, które bezpośrednio ponosi państwo, a pośrednio każdy z obywateli. Koszty alkoholizmu, narkomanii, dewiacji, młodocianej przestępczości i innych sympatycznych zjawisk, które przyczyniają się do wzrostu poczucia zagrożenia u statystycznego obywatela. Czy to przyczynia się do posłuszeństwa obywatelskiego? czy wzrost odsetka ludności poza nawiasem przyczynia się do spokoju społecznego? czy uważasz, że rządy są za tym, aby nastolatek z zaburzeniami emocjonalnymi, nakręcony przez przemoc w telewizji i internecie chwytał za dubeltówkę i urządzał sobie strzelnicę w szkole albo innym publicznym miejscu?
Doprawdy, ja rozumiem rozczarowanie instytucjami państwowymi, ustrojem, uwarunkowaniami społeczno-gospodarczymi, ale ono nie zwalnia z obowiązku myślenia. Nie można wszystkiego zawsze zwalać na "złych rządzących i złe korporacje". To smutne, bo to objaw dość powszechnego braku zaufania do jakichkolwiek instytucji: rodziny, państwa, kościoła. Dziś młody człowiek jest zupełnie sam, bez żadnego oparcia, bo nikomu nie ufa, od bardzo wczesnego wieku jest przygotowany na to, że jest całkiem sam. Jest to smutne podwójnie, bo jeśli dzisiaj mamy problem z etosem służby publicznej (który jest zrozumiały, biorąc pod uwagę fakt, że służbę tę pełnią przede wszystkim ludzie skażeni poprzednim systemem), to co będzie, gdy nasza rzeczywistość zostanie zdominowana przez ludzi przekonanych o tym, że wszyscy to złodzieje, oszuści, potwarcy, kłamcy, szuje i onaniści. W najlepszym wypadku będziemy mieli społeczeństwo uśpionych. Do władzy dochodzić będą jedynie karierowicze i technokraci. A wtedy, Patryku, z nostalgią będziesz wspominał czasy przełomu wieków i wybitnej wrażliwości i humanizmu, jakie wtedy panowały.
:)

Sprowadzanie człowieka do poziomu posłusznej maszyny leżało w interesie władzy od samego początku jej istnienia, a na przestrzeni wieków udawało jej się to w mniejszym lub większym stopniu. Dziś technika jest bardziej rozwinięta, więc możliwości kontroli większe. Ja mimo wszystko wierzę w to, że człowiek jest predestynowany do czegoś więcej niż do "bycia zerem" czy mało rozgarniętą istotą, która ma się podporządkowywać innym. Generalnie myślę, że jesteśmy "powołani" do wypełniania celów wyższych, aniżeli oglądanie głupkowatych seriali w tv, czy picie coli. Uważam, że naszym nadrzędnym celem jest osiągnięcie wolności, zarówno indywidualnej jak i społecznej, a to co się teraz dzieje jest tego dokładnym zaprzeczeniem. Właściwie kompetencje rządów powinny ograniczać się obrony tej wolności, bezpieczeństwa oraz mienia obywateli. Mówienie ludziom czy mają zapinać pasy w samochodach, czy mogą brać narkotyki i o jakiej krzywiźnie banany mogą sprzedawać i kupować, to uwłaczanie ludzkiej godności. Tak traktuje się bydło, a nie bądź co bądź myślące istoty.
Nie twierdzę, że społeczeństwo ma składać się z samych geniuszy. To czysta utopia i wcale nie chciałbym żeby tak było, bo realnie głupi ludzie też są potrzebni. Uważam jedynie, że władzy zależy na tym, żeby ludzie nie myśleli za dużo, nie analizowali, nie interesowali się tym co tak naprawdę się wokół nich dzieje, tak by można było nimi łatwiej kierować. Bo nie mam wątpliwości, że chodzi o wyzysk i kontrolę. Osłabianie stosunków rodzinnych to nie rozbijanie istniejących już rodzin (to byłoby samobójstwo ze strony władzy), tylko stosowanie takiej lini propagandowej, propagowanie takich wzorców, które w przyszłości spowodują zmianę stosunków społecznych bez powstawania niepotrzebnych patologii. Inżyniera społeczna, która ma na celu zniszczenie kolektywnej mądrości społecznej, osłabienie mechanizmów obronnych, po to by ludzie stawali sie bezwolnymi "maszynami" i zgadzali się na coraz bardziej idiotyczne i coraz bardziej ograniczające ich wolność rozwiązania wcale nie musi być science fiction. Dla przykładu: mądre społeczeństwa, dobre rządy, nie kupowały by za grube miliardy szczepionek na świńską grypę, która jest mniej groźna od tradycyjnej odmiany. Czym to jest jeśli nie okradaniem społeczeństwa? Bo wg mnie normalne byłoby, gdyby każdy mógł sobie kupić odpowiednią szczepionkę w aptece. Jak muszę się niepotrzebnie na coś zrzucać (na szczęście Polacy nie musieli) tylko dlatego, że ktoś z góry dostał w łapę, a społeczeństwo zostało ogłupione i wystraszone przez media, to czuję się oszukany. Kiedyś to rozbijanie było trudniejsze za sprawą pozycji religii (która sama w sobie również jest narzędziem kontroli, jednak nie tak perfidnej jak system realnych, prawnie sankcjonowanych zakazów i nakazów). I wcale nie jestem cyniczny w swoich poglądach, bo wierzę że wśród polityków jest wielu porządnych i uczciwych ludzi. Niestety nie dysponują oni odpowiednimi środkami i zapleczem. W Polsce sytuacja wygląda o tyle ciekawie (a może nieciekawie?), że kompetencje rządu "krajowego" są już stosunkowo mocno ograniczone i będą, za sprawą traktatu lizbońskiego, ograniczane coraz bardziej, więc zaufanie czy jego brak w stosunku do instytucji państwowych ma coraz mniej wspólnego z zaufaniem do państwa, bo rzeczywisty ciężar decyzyjny powoli przenosi się w inne, tak naprawdę niezależne od nas (parlament europejski to de facto klub dyskusyjny), rejony,
Myślę, że zmierzamy w kierunku orwellowskiego "wielkiego brata" i jeśli nic z tym nie zrobimy, to pewnego dnia zainstalują nam w domach kamery, by patrzeć czy przypadkiem nie gwałcimy własnych dzieci. I tym optymistycznym akcentem zakończę swój wywód :p

Pzdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Męczy mnie to ciągłe powtarzanie podobnych haseł: to wszystko wielka polityka, która ma za zadanie sprowadzić człowieka do zera. Tak jakby człowiek był czymś więcej... człowiek z natury jest mało rozgarnięty, a posłuszny jest dopóty, dopóki ktoś mu nie zabiera tego, czego się dochrapał. Co według ciebie powinny rządy robić? forsować pogłebioną edukację powszechną? co będzie, jeśli wyedukujesz wszystkich do tego stopnia, że ich aspiracje wzrosną i będą chcieli wszyscy mieć wykształcenie akademickie i stanowić klasę przynajmniej średnią? to kto będzie wtedy gazeciarzem, hutnikiem, spawaczem? i jak sobie wyobrażasz stworzenie warunków do zatrudnienia wszystkich według ich aspiracji? faktycznie, wtedy ludzie byliby nieposłuszni, ale chyba nie o takie coś chodzi. Już mamy ten problem w Polsce, że magistrów jest w cholerę i właściwie to ten "tytuł naukowy" już się zdewaluował, bo to produkcja masowa i paradoksalnie nie przez uczelnie prywatne, ale właśnie publiczne, które przyjmują chętnych na potęgę, bo to dodatkowe pieniądze z budżetu. Co do tych wyspecjalizowanych, którzy rzekomo jako jedyni są potrzebni, to trzeba jasno powiedzieć, że w dzisiejszych czasach wysokiej klasy specjaliści stanowią o poziomie technologicznym państwa. Wysoki poziom technologiczny to tworzenie o wiele większej wartości dodanej. Jaką wartość dodaną może tworzyć produkcja kapsli? w porównaniu z produkcją zaawansowanej elektroniki właściwie znikomą. A humanista-erudyta nie wymyśli rewolucyjnej architektury procesora. Co najwyżej co jakiś czas napisze jakąś książkę, która sprzeda się lepiej lub gorzej, ale w skali gospodarki nie będzie miała żadnego znaczenia. I jeszcze jedno:

"mają interes w tym, żeby ludzie byli ogłupieni, podstawowe związki międzyludzkie (rodzina np) słabsze, bo wtedy łatwiej jest nimi rządzić, wciskać kit i okradać"

ja naprawdę bardzo bym sobie życzył, żeby ludzie, którzy w swoich poglądach anarchizują, przy okazji trochę pomyśleli, zanim coś powiedzą. Jak można jednocześnie twierdzić, że rządzącym zależy na posłuszeństwie i jednocześnie na osłabianiu więzów rodzinnych. To świadczy nie tylko o bardzo powierzchownym rozumieniu stosunków społecznych, ale także o nieznajomości historii. Zarówno Mussollini, na którego się powołałeś, jak i Hitler, w swojej ideologii dbali niezwykle o rodzinę jako rdzeń zdrowego w ich pojęciu społeczeństwa. Osłabianie więzów rodzinnych to wzmacnianie patologii społecznych, wzmacnianie tzw. "marginesu" oraz wzrost przestępczości. To także wzrost kosztów społecznych, które bezpośrednio ponosi państwo, a pośrednio każdy z obywateli. Koszty alkoholizmu, narkomanii, dewiacji, młodocianej przestępczości i innych sympatycznych zjawisk, które przyczyniają się do wzrostu poczucia zagrożenia u statystycznego obywatela. Czy to przyczynia się do posłuszeństwa obywatelskiego? czy wzrost odsetka ludności poza nawiasem przyczynia się do spokoju społecznego? czy uważasz, że rządy są za tym, aby nastolatek z zaburzeniami emocjonalnymi, nakręcony przez przemoc w telewizji i internecie chwytał za dubeltówkę i urządzał sobie strzelnicę w szkole albo innym publicznym miejscu?
Doprawdy, ja rozumiem rozczarowanie instytucjami państwowymi, ustrojem, uwarunkowaniami społeczno-gospodarczymi, ale ono nie zwalnia z obowiązku myślenia. Nie można wszystkiego zawsze zwalać na "złych rządzących i złe korporacje". To smutne, bo to objaw dość powszechnego braku zaufania do jakichkolwiek instytucji: rodziny, państwa, kościoła. Dziś młody człowiek jest zupełnie sam, bez żadnego oparcia, bo nikomu nie ufa, od bardzo wczesnego wieku jest przygotowany na to, że jest całkiem sam. Jest to smutne podwójnie, bo jeśli dzisiaj mamy problem z etosem służby publicznej (który jest zrozumiały, biorąc pod uwagę fakt, że służbę tę pełnią przede wszystkim ludzie skażeni poprzednim systemem), to co będzie, gdy nasza rzeczywistość zostanie zdominowana przez ludzi przekonanych o tym, że wszyscy to złodzieje, oszuści, potwarcy, kłamcy, szuje i onaniści. W najlepszym wypadku będziemy mieli społeczeństwo uśpionych. Do władzy dochodzić będą jedynie karierowicze i technokraci. A wtedy, Patryku, z nostalgią będziesz wspominał czasy przełomu wieków i wybitnej wrażliwości i humanizmu, jakie wtedy panowały.
:)

Sprowadzanie człowieka do poziomu posłusznej maszyny leżało w interesie władzy od samego początku jej istnienia, a na przestrzeni wieków udawało jej się to w mniejszym lub większym stopniu. Dziś technika jest bardziej rozwinięta, więc możliwości kontroli większe. Ja mimo wszystko wierzę w to, że człowiek jest predestynowany do czegoś więcej niż do "bycia zerem" czy mało rozgarniętą istotą, która ma się podporządkowywać innym. Generalnie myślę, że jesteśmy "powołani" do wypełniania celów wyższych, aniżeli oglądanie głupkowatych seriali w tv, czy picie coli. Uważam, że naszym nadrzędnym celem jest osiągnięcie wolności, zarówno indywidualnej jak i społecznej, a to co się teraz dzieje jest tego dokładnym zaprzeczeniem. Właściwie kompetencje rządów powinny ograniczać się obrony tej wolności, bezpieczeństwa oraz mienia obywateli. Mówienie ludziom czy mają zapinać pasy w samochodach, czy mogą brać narkotyki i o jakiej krzywiźnie banany mogą sprzedawać i kupować, to uwłaczanie ludzkiej godności. Tak traktuje się bydło, a nie bądź co bądź myślące istoty.
Nie twierdzę, że społeczeństwo ma składać się z samych geniuszy. To czysta utopia i wcale nie chciałbym żeby tak było, bo realnie głupi ludzie też są potrzebni. Uważam jedynie, że władzy zależy na tym, żeby ludzie nie myśleli za dużo, nie analizowali, nie interesowali się tym co tak naprawdę się wokół nich dzieje, tak by można było nimi łatwiej kierować. Bo nie mam wątpliwości, że chodzi o wyzysk i kontrolę. Osłabianie stosunków rodzinnych to nie rozbijanie istniejących już rodzin (to byłoby samobójstwo ze strony władzy), tylko stosowanie takiej lini propagandowej, propagowanie takich wzorców, które w przyszłości spowodują zmianę stosunków społecznych bez powstawania niepotrzebnych patologii. Inżyniera społeczna, która ma na celu zniszczenie kolektywnej mądrości społecznej, osłabienie mechanizmów obronnych, po to by ludzie stawali sie bezwolnymi "maszynami" i zgadzali się na coraz bardziej idiotyczne i coraz bardziej ograniczające ich wolność rozwiązania wcale nie musi być science fiction. Dla przykładu: mądre społeczeństwa, dobre rządy, nie kupowały by za grube miliardy szczepionek na świńską grypę, która jest mniej groźna od tradycyjnej odmiany. Czym to jest jeśli nie okradaniem społeczeństwa? Bo wg mnie normalne byłoby, gdyby każdy mógł sobie kupić odpowiednią szczepionkę w aptece. Jak muszę się niepotrzebnie na coś zrzucać (na szczęście Polacy nie musieli) tylko dlatego, że ktoś z góry dostał w łapę, a społeczeństwo zostało ogłupione i wystraszone przez media, to czuję się oszukany. Kiedyś to rozbijanie było trudniejsze za sprawą pozycji religii (która sama w sobie również jest narzędziem kontroli, jednak nie tak perfidnej jak system realnych, prawnie sankcjonowanych zakazów i nakazów). I wcale nie jestem cyniczny w swoich poglądach, bo wierzę że wśród polityków jest wielu porządnych i uczciwych ludzi. Niestety nie dysponują oni odpowiednimi środkami i zapleczem. W Polsce sytuacja wygląda o tyle ciekawie (a może nieciekawie?), że kompetencje rządu "krajowego" są już stosunkowo mocno ograniczone i będą, za sprawą traktatu lizbońskiego, ograniczane coraz bardziej, więc zaufanie czy jego brak w stosunku do instytucji państwowych ma coraz mniej wspólnego z zaufaniem do państwa, bo rzeczywisty ciężar decyzyjny powoli przenosi się w inne, tak naprawdę niezależne od nas (parlament europejski to de facto klub dyskusyjny), rejony,
Myślę, że zmierzamy w kierunku orwellowskiego "wielkiego brata" i jeśli nic z tym nie zrobimy, to pewnego dnia zainstalują nam w domach kamery, by patrzeć czy przypadkiem nie gwałcimy własnych dzieci. I tym optymistycznym akcentem zakończę swój wywód :p

Pzdr

Moja opinia jest zbieżna z Twoją. Mam wrażenie, a nawet przekonanie, że rewolucja socjalistyczna rozpoczęta w IXX wieku trwa nadal i Jej Wielcy Propagatorzy są Wiecznie Żywi.

Poniżej fragment życiorysu Feliksa Dzierżyńskiego, który znalazłem dzisiaj na onecie:

Aldona czuła się za brata odpowiedzialna. Był czas, że zarzucała mu odejście od wiary przodków. Pisała: „Wy nie uznajecie rodziny, macie więcej uczucia dla ogółu niż dla jednostek”. Odpowiadał: „Nie przeciwko rodzinie w ogóle, lecz przeciwko teraźniejszej jej formie”.

Totalne zniewolenie i rządzenie poprzez STRACH, rozbicie rodziny, to drogi wczorajszych rewolucjonistów do władzy nad społeczeństwem; dziś Wielkich Manipulatorów, którzy przy pomocy mediów tresują opinię publiczną.
Dyżurne pejcze: homofobia, ksenofobia, religia - moherowy beret, antysemityzm, globalne ocieplenie, rasizm( rasizm białych ), faszyzm( z wyłączeniem homoseksualnego lobby)..., itd.

A chodzi tylko o władzę.

Mam nadzieję, że jak zwykle zwycięży zdrowy rozsądek i spłucze te głupoty do szamba.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Istnienie jakiegokolwiek systemu władzy implikuje potrzebę zachowania posłuszeństwa wśród poddanych tej władzy, aby ten system się utrzymał. To oczywiste. Co do tej maszyny... maszyna pieczołowicie analizuje dane, człowiek wręcz przeciwnie, więc ta analogia chyba nie do końca pasuje. Ale rozumiem, że chodzi ci o to, że jednostka była traktowana instrumentalnie. Oczywiście. Była i będzie. Trudno wyobrażać sobie, aby władza utożsamiała się z każdą istotą ludzką i wykazywała empatię. Jednak mnie frapuje co innego. Ile razy władza cię oszukała, wykorzystała lub zrobiła cokolwiek, że poczułeś się źle, że utożsamiasz ją ze wszystkim najgorszym?

A ja mimo wszystko wierzę, że ludzie, którzy stanowią tę znienawidzoną przez ciebie władzę, to również ludzie z krwi i kości, tacy jak ja, a nie demony zła zesłane na Ziemię przez szatana albo wrogą ludzkości cywilizację.
Fajnie, że zachowujesz taką wiarę w rodzaj ludzki, ale skąd pomysł, że ten człowiek chce czegoś więcej. Skąd pomysł, że statystyczny człowiek ma takie aspiracje? a jeżeli ich nie ma, to dlaczego chcesz mu narzucać coś, czego być może nie chce? I dlaczego piszesz w tonie kiepskiej propagandy, dlaczego używasz sloganów, pojęć nieostrych, których nie wyjaśniasz? czy to nie przypomina retoryki totalitarystów? bo co to znaczy "osiągnięcie wolności"? czym ona jest, bo ja jestem pewien na 100%, że ja ją rozumiem zupełnie inaczej niż ty.

Tutaj są jakieś konkrety. Ja też uważam, że takie regulacje są może nie tyle poniżej ludzkiej godności, o ile po prostu bezsensowne. Ale nie spodziewam się od ludzi, którzy "poczuli misję" rządzenia, by pozbyli się przeświadczenia, że "wiedzą lepiej". Trochę jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim człowiek władzy pojmie, że obywatel ma też swój mózg i że każdy powinien odpowiadać za konsekwencje swoich czynów.

Powiem jeszcze raz: władza to nie jest żaden obcy twór. Władza to też ludzie. Władza nie jest żadnym jednorodnym bytem. Władza nie może mieć motywacji. Politykom chodzi o wygrane wybory. Kapitalistom o zysk. Ale zadowolenie lub niezadowolenie ludzi nie będzie wynikać z miałkiego przeświadczenia o motywacji mitycznej "grupy trzymającej władzę", ale z tego, czy będzie się żyło lepiej, czy gorzej. Lepsze życie oznacza życie bardziej wygodne, mniej trosk, więcej rozrywki itp itd. Tak zawsze było i zawsze będzie. Tak w ogóle, to o jakiej kontroli mówisz, bo znowu poruszasz się w retoryce rodem z anarchistycznych transparentów.

Z tego, co pamiętam, to ty studiujesz geodezję. Na podstawie jakich prac socjologicznych wysnuwasz te genialne wnioski? Piszesz o jakiejś inżynierii społecznej, to napisz konkretnie, na czym ona polega, kto i jak ją stosuje, bo bez tego to to są jakieś wypociny bez ładu i składu, to hasła, które mają się skojarzyć negatywnie, nastraszyć, czyli najbardziej nachalna propaganda. Uczysz innych, jak mają postępować z ludźmi, nie wpadaj w pułapkę demagogii, bo robisz to, o co posądzasz "władzę". Co do wydatków publicznych: to jest kwestia decyzji, w tym wypadku politycznej. Ktoś zadecydował o wydaniu publicznych pieniędzy - to rola obywateli, aby z tego rząd rozliczyć. Media zawsze straszą, bo mają w tym interes, w ten sposób nakręcają sobie koniunkturę. Ale nie robią tego w porozumieniu z rządami i korporacjami farmaceutycznymi. A jeśli robią, to zaraz huczy o tym w internecie, nawiasem, jeśli natknąłeś się na takie doniesienia, podziel się, chętnie poczytam.
Mała uwaga jeszcze do tych szczepionek. Gdyby każdy miał sobie ją kupować indywidualnie w aptece, to okazałoby się, że stać na nią co czwartego Polaka. Dopiero by rząd umoczył... pomijam to, że rząd ma szansę wynegocjować dużo lepszą cenę przy takim zakupie niż w przypadku normalnej dystrybucji. Chociaż zgadzam się w tym konkretnym przypadku, że zakup przez rząd na własną odpowiedzialność specyfiku, który nie wiadomo, czy w ogóle na coś działa, bez odpowiednich badań klinicznych w sytuacji, gdy nawet promil populacji nie zachorował, to idiotyzm albo bardzo zła wola.

Ale kto jest tym "Wielkim Bratem"? kompetencje rządu owszem są ograniczane (jednak istnieją orzeczenia, z których wynika niezbicie, że scedowanie kompetencji na instytucje Unii Europejskiej nie może naruszać Konstytucji RP, w związku z czym jest jednak pewne zabezpieczenie tych ograniczeń. Nie zapominałbym też w jakim zakresie te kompetencje są ograniczane. Chodzi o gospodarkę, wspólny rynek, politykę energetyczną, obronność i politykę zagraniczną. Nie ma to wiele wspólnego z inżynierią społeczną, która ma zapewnić "kontrolę". Chociaż w sumie to nie wiem, bo wyrażasz się tak dalece nieprecyzyjnie, że może i coś tam ma, tylko że nie wiadomo, co. Co do tego, czy instytucje są zależne, czy niezależne - wszystkie instytucje UE powstają w oparciu o reprezentantów państw Unii, których wszak wybieramy sami, więc nie jest prawdą do końca, że nie mamy na nie wpływu. A co do państwa, to nie ma to znaczenia, czy mówimy o instytucjach polskich czy unijnych. Podejście, które zakłada, że te instytucje istnieją po to, żeby cię wydymać, też ma swoje podstawy. Można być osobowością paranoiczną, można też nasłuchać się liderów opinii, którzy zazwyczaj poza barwną retoryką nie mają nic do zaoferowania, ale zbijają kapitał polityczny.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Sprowadzanie człowieka do poziomu posłusznej maszyny leżało w interesie władzy od samego początku jej istnienia, a na przestrzeni wieków udawało jej się to w mniejszym lub większym stopniu. Dziś technika jest bardziej rozwinięta, więc możliwości kontroli większe. Ja mimo wszystko wierzę w to, że człowiek jest predestynowany do czegoś więcej niż do "bycia zerem" czy mało rozgarniętą istotą, która ma się podporządkowywać innym. Generalnie myślę, że jesteśmy "powołani" do wypełniania celów wyższych, aniżeli oglądanie głupkowatych seriali w tv, czy picie coli. Uważam, że naszym nadrzędnym celem jest osiągnięcie wolności, zarówno indywidualnej jak i społecznej, a to co się teraz dzieje jest tego dokładnym zaprzeczeniem. Właściwie kompetencje rządów powinny ograniczać się obrony tej wolności, bezpieczeństwa oraz mienia obywateli. Mówienie ludziom czy mają zapinać pasy w samochodach, czy mogą brać narkotyki i o jakiej krzywiźnie banany mogą sprzedawać i kupować, to uwłaczanie ludzkiej godności. Tak traktuje się bydło, a nie bądź co bądź myślące istoty.
Nie twierdzę, że społeczeństwo ma składać się z samych geniuszy. To czysta utopia i wcale nie chciałbym żeby tak było, bo realnie głupi ludzie też są potrzebni. Uważam jedynie, że władzy zależy na tym, żeby ludzie nie myśleli za dużo, nie analizowali, nie interesowali się tym co tak naprawdę się wokół nich dzieje, tak by można było nimi łatwiej kierować. Bo nie mam wątpliwości, że chodzi o wyzysk i kontrolę. Osłabianie stosunków rodzinnych to nie rozbijanie istniejących już rodzin (to byłoby samobójstwo ze strony władzy), tylko stosowanie takiej lini propagandowej, propagowanie takich wzorców, które w przyszłości spowodują zmianę stosunków społecznych bez powstawania niepotrzebnych patologii. Inżyniera społeczna, która ma na celu zniszczenie kolektywnej mądrości społecznej, osłabienie mechanizmów obronnych, po to by ludzie stawali sie bezwolnymi "maszynami" i zgadzali się na coraz bardziej idiotyczne i coraz bardziej ograniczające ich wolność rozwiązania wcale nie musi być science fiction. Dla przykładu: mądre społeczeństwa, dobre rządy, nie kupowały by za grube miliardy szczepionek na świńską grypę, która jest mniej groźna od tradycyjnej odmiany. Czym to jest jeśli nie okradaniem społeczeństwa? Bo wg mnie normalne byłoby, gdyby każdy mógł sobie kupić odpowiednią szczepionkę w aptece. Jak muszę się niepotrzebnie na coś zrzucać (na szczęście Polacy nie musieli) tylko dlatego, że ktoś z góry dostał w łapę, a społeczeństwo zostało ogłupione i wystraszone przez media, to czuję się oszukany. Kiedyś to rozbijanie było trudniejsze za sprawą pozycji religii (która sama w sobie również jest narzędziem kontroli, jednak nie tak perfidnej jak system realnych, prawnie sankcjonowanych zakazów i nakazów). I wcale nie jestem cyniczny w swoich poglądach, bo wierzę że wśród polityków jest wielu porządnych i uczciwych ludzi. Niestety nie dysponują oni odpowiednimi środkami i zapleczem. W Polsce sytuacja wygląda o tyle ciekawie (a może nieciekawie?), że kompetencje rządu "krajowego" są już stosunkowo mocno ograniczone i będą, za sprawą traktatu lizbońskiego, ograniczane coraz bardziej, więc zaufanie czy jego brak w stosunku do instytucji państwowych ma coraz mniej wspólnego z zaufaniem do państwa, bo rzeczywisty ciężar decyzyjny powoli przenosi się w inne, tak naprawdę niezależne od nas (parlament europejski to de facto klub dyskusyjny), rejony,
Myślę, że zmierzamy w kierunku orwellowskiego "wielkiego brata" i jeśli nic z tym nie zrobimy, to pewnego dnia zainstalują nam w domach kamery, by patrzeć czy przypadkiem nie gwałcimy własnych dzieci. I tym optymistycznym akcentem zakończę swój wywód :p

Pzdr

Moja opinia jest zbieżna z Twoją. Mam wrażenie, a nawet przekonanie, że rewolucja socjalistyczna rozpoczęta w IXX wieku trwa nadal i Jej Wielcy Propagatorzy są Wiecznie Żywi.

Poniżej fragment życiorysu Feliksa Dzierżyńskiego, który znalazłem dzisiaj na onecie:

Aldona czuła się za brata odpowiedzialna. Był czas, że zarzucała mu odejście od wiary przodków. Pisała: „Wy nie uznajecie rodziny, macie więcej uczucia dla ogółu niż dla jednostek”. Odpowiadał: „Nie przeciwko rodzinie w ogóle, lecz przeciwko teraźniejszej jej formie”.

Totalne zniewolenie i rządzenie poprzez STRACH, rozbicie rodziny, to drogi wczorajszych rewolucjonistów do władzy nad społeczeństwem; dziś Wielkich Manipulatorów, którzy przy pomocy mediów tresują opinię publiczną.
Dyżurne pejcze: homofobia, ksenofobia, religia - moherowy beret, antysemityzm, globalne ocieplenie, rasizm( rasizm białych ), faszyzm( z wyłączeniem homoseksualnego lobby)..., itd.

A chodzi tylko o władzę.

Mam nadzieję, że jak zwykle zwycięży zdrowy rozsądek i spłucze te głupoty do szamba.
Sama idea socjalizmu nie zrobiła nikomu nic złego, jej totalne wypaczenie, owszem. Jakkolwiek wiele złego zrobili "komuniści", to jedna jest rzecz na pewno, która jest ich zasługą. Zniszczyli dominację kleru, która również była swoistym totalitaryzmem.

Ja nie wiem, co jest złego w kampaniach przeciwko fobiom społecznym. Nie wiem, kogo straszą tymi kampaniami???? To z drugiej strony straszą. Że przez homoseksualistów dzieci będą wychowane na dewiantów. Że imigranci zaleją. Że wszędzie czyhają wrogowie Polski i Polaków... to jest ten zdrowy rozsądek? A chodzi o władzę, o nastraszenie, jeśli wybierzecie nas, to zlikwidujemy pederastów, masonów, żydów, cyklistów, filatelistów i ogólnie tych wszystkich, którzy są winni temu, że wam się dzieje źle, a przede wszystkim temu, że MOŻE WAM SIĘ DZIAĆ JESZCZE GORZEJ. I to jest OK, przecież to nie jest ksenofobia, to nie antysemityzm, to nie homofobia.

Religii nikt nie nazywa moherowym beretem. Ja w każdym razem nie nazywam tak religii. Moherowy beret to symbol bezmyślnej dewocji. Ale że ludzie związani religią albo jej używający wpierdalają się we wszystko, w co tylko się da, to trudno się dziwić, że budzi to pewien sprzeciw. W gruncie rzeczy banda oszołomów spod znaku Biedronia i jemu podobnych to tacy sami ludzie, co wojujący katole i chorzy narodowcy. Niczym się nie różnią poza tym, że szajba im blokuje inne części mózgów. A gdzieś pośrodku są pewni politycy (bardzo pojedynczy, ale niestety z siłą przebicia), którzy zbijają na nich kapitał polityczny. I jest argument z jednej strony, że żyjemy w dyktaturze pedałów, bo taki Biedroń się produkuje, a z drugiej, że żyjemy w ciemnogrodzie, bo jakiś pan może publicznie powiedzieć, że zgwałcona dwunastolatka musi urodzić i koniec, bo Bóg tak chce.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Idea socjalizmu - zrobiła bardzo wiele złego, przypomnę: A. Hitler - narodowy socjalista, Pol-Pot i Czerwoni Khmerzy, facet z cygarem - F. Castro i zniewolenie Kuby...
A ponadto, jak blisko do hasła rodem z PRL: socjalizm - tak, wypaczenia - nie!

Idea socjalizmu wypacza życie, mówiąc wyborcom: wszystko bezpłatnie - szkoły, służba zdrowia, mieszkania( PRL ), masz trzecie dziecko, państwo da ci zasiłek( Anglia ), zaopiekujemy się twoim dzieckiem od jego urodzin aż jego do śmierci ( Szwecja ). I zrobimy to wszystko za cudze pieniądze, a jak ich nie wystarczy to zadłużymy następne pokolenia.
Idee socjalizmu wypaczają ludzi, bo pozwalają im na nieodpowiedzialne życie. Tu, ukłon w stronę religii, która mówi: musisz być porządnym człowiekiem, odpowiadasz za siebie, tu na ziemi, a tam sędzia sprawiedliwy osądzi twoje postępowanie w życiu doczesnym. To jest uczciwe!

Masz rację, mówiąc że kler wprowadza swoisty totalitaryzm - tu dygresja: mężczyźni, których chuć nie jest kontrolowana przez kobiety degenerują się, stają się agresywni, wojowniczy, przekierowują się na walkę o władzę i to na każdym możliwym poziomie - ale to nie socjaliści są bohaterami w walce z klerem, oni są bestiami z krwią na rękach, takich bowiem metod używali w walce o Nowego Człowieka.

Pęknięcie światopoglądowe zaczęło się od rewolucji francuskiej ( socjalistów jeszcze nie było na świecie ), poprzez działania prawicy włoskiej, która w połowie IXX ( socjalistów nie było na świecie w znaczeniu siły politycznej, ledwie jakieś mrzonki - korzonki ) doprowadziła do rozdziału kościoła od państwa. To ich działanie tak naprawdę przyczyniło się do utraty pozycji kościoła w życiu politycznym Europy.



Masz rację, chodzi o władzę, o zebranie pod Sztandarami Postępu potencjalnych wyborców. Chodzi o uzyskanie kontroli nad społeczeństwem poprzez uzyskanie poparcia rzesz użytecznych idiotów, którzy wierzą, że są postępowi ponieważ preferują sodomitów, sikają razem z kobietami w jednej toalecie a żłobek, przedszkole, szkoła, zastąpią rodzinę.



Ta część Twojej wypowiedzi jest remisowa, nie komentuję. Tym bardziej, że koniec końców, chodzi o zdrowy rozsądek! :))

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Istnienie jakiegokolwiek systemu władzy implikuje potrzebę zachowania posłuszeństwa wśród poddanych tej władzy, aby ten system się utrzymał. To oczywiste. Co do tej maszyny... maszyna pieczołowicie analizuje dane, człowiek wręcz przeciwnie, więc ta analogia chyba nie do końca pasuje. Ale rozumiem, że chodzi ci o to, że jednostka była traktowana instrumentalnie. Oczywiście. Była i będzie. Trudno wyobrażać sobie, aby władza utożsamiała się z każdą istotą ludzką i wykazywała empatię. Jednak mnie frapuje co innego. Ile razy władza cię oszukała, wykorzystała lub zrobiła cokolwiek, że poczułeś się źle, że utożsamiasz ją ze wszystkim najgorszym?

A ja mimo wszystko wierzę, że ludzie, którzy stanowią tę znienawidzoną przez ciebie władzę, to również ludzie z krwi i kości, tacy jak ja, a nie demony zła zesłane na Ziemię przez szatana albo wrogą ludzkości cywilizację.
Fajnie, że zachowujesz taką wiarę w rodzaj ludzki, ale skąd pomysł, że ten człowiek chce czegoś więcej. Skąd pomysł, że statystyczny człowiek ma takie aspiracje? a jeżeli ich nie ma, to dlaczego chcesz mu narzucać coś, czego być może nie chce? I dlaczego piszesz w tonie kiepskiej propagandy, dlaczego używasz sloganów, pojęć nieostrych, których nie wyjaśniasz? czy to nie przypomina retoryki totalitarystów? bo co to znaczy "osiągnięcie wolności"? czym ona jest, bo ja jestem pewien na 100%, że ja ją rozumiem zupełnie inaczej niż ty.

Tutaj są jakieś konkrety. Ja też uważam, że takie regulacje są może nie tyle poniżej ludzkiej godności, o ile po prostu bezsensowne. Ale nie spodziewam się od ludzi, którzy "poczuli misję" rządzenia, by pozbyli się przeświadczenia, że "wiedzą lepiej". Trochę jeszcze wody w Wiśle upłynie, zanim człowiek władzy pojmie, że obywatel ma też swój mózg i że każdy powinien odpowiadać za konsekwencje swoich czynów.

Powiem jeszcze raz: władza to nie jest żaden obcy twór. Władza to też ludzie. Władza nie jest żadnym jednorodnym bytem. Władza nie może mieć motywacji. Politykom chodzi o wygrane wybory. Kapitalistom o zysk. Ale zadowolenie lub niezadowolenie ludzi nie będzie wynikać z miałkiego przeświadczenia o motywacji mitycznej "grupy trzymającej władzę", ale z tego, czy będzie się żyło lepiej, czy gorzej. Lepsze życie oznacza życie bardziej wygodne, mniej trosk, więcej rozrywki itp itd. Tak zawsze było i zawsze będzie. Tak w ogóle, to o jakiej kontroli mówisz, bo znowu poruszasz się w retoryce rodem z anarchistycznych transparentów.

Z tego, co pamiętam, to ty studiujesz geodezję. Na podstawie jakich prac socjologicznych wysnuwasz te genialne wnioski? Piszesz o jakiejś inżynierii społecznej, to napisz konkretnie, na czym ona polega, kto i jak ją stosuje, bo bez tego to to są jakieś wypociny bez ładu i składu, to hasła, które mają się skojarzyć negatywnie, nastraszyć, czyli najbardziej nachalna propaganda. Uczysz innych, jak mają postępować z ludźmi, nie wpadaj w pułapkę demagogii, bo robisz to, o co posądzasz "władzę". Co do wydatków publicznych: to jest kwestia decyzji, w tym wypadku politycznej. Ktoś zadecydował o wydaniu publicznych pieniędzy - to rola obywateli, aby z tego rząd rozliczyć. Media zawsze straszą, bo mają w tym interes, w ten sposób nakręcają sobie koniunkturę. Ale nie robią tego w porozumieniu z rządami i korporacjami farmaceutycznymi. A jeśli robią, to zaraz huczy o tym w internecie, nawiasem, jeśli natknąłeś się na takie doniesienia, podziel się, chętnie poczytam.
Mała uwaga jeszcze do tych szczepionek. Gdyby każdy miał sobie ją kupować indywidualnie w aptece, to okazałoby się, że stać na nią co czwartego Polaka. Dopiero by rząd umoczył... pomijam to, że rząd ma szansę wynegocjować dużo lepszą cenę przy takim zakupie niż w przypadku normalnej dystrybucji. Chociaż zgadzam się w tym konkretnym przypadku, że zakup przez rząd na własną odpowiedzialność specyfiku, który nie wiadomo, czy w ogóle na coś działa, bez odpowiednich badań klinicznych w sytuacji, gdy nawet promil populacji nie zachorował, to idiotyzm albo bardzo zła wola.

Ale kto jest tym "Wielkim Bratem"? kompetencje rządu owszem są ograniczane (jednak istnieją orzeczenia, z których wynika niezbicie, że scedowanie kompetencji na instytucje Unii Europejskiej nie może naruszać Konstytucji RP, w związku z czym jest jednak pewne zabezpieczenie tych ograniczeń. Nie zapominałbym też w jakim zakresie te kompetencje są ograniczane. Chodzi o gospodarkę, wspólny rynek, politykę energetyczną, obronność i politykę zagraniczną. Nie ma to wiele wspólnego z inżynierią społeczną, która ma zapewnić "kontrolę". Chociaż w sumie to nie wiem, bo wyrażasz się tak dalece nieprecyzyjnie, że może i coś tam ma, tylko że nie wiadomo, co. Co do tego, czy instytucje są zależne, czy niezależne - wszystkie instytucje UE powstają w oparciu o reprezentantów państw Unii, których wszak wybieramy sami, więc nie jest prawdą do końca, że nie mamy na nie wpływu. A co do państwa, to nie ma to znaczenia, czy mówimy o instytucjach polskich czy unijnych. Podejście, które zakłada, że te instytucje istnieją po to, żeby cię wydymać, też ma swoje podstawy. Można być osobowością paranoiczną, można też nasłuchać się liderów opinii, którzy zazwyczaj poza barwną retoryką nie mają nic do zaoferowania, ale zbijają kapitał polityczny.

1)

Zgadza się. Analogia może nie do końca trafiona, z tym że maszyna poza analizowaniem danych, nie jest jak na razie jednostką autonomiczną, tylko działa według narzuconych jej procedur. Opowiadając na Twoje pytanie (lepiej zadać je panu Olewnikowi, chociażby): jak już pisałem, nie podobało mi się to całe zamieszanie ze świńską grypą, poza tym nie podoba mi się np. podejście do sprawy zmian klimatycznych, nie satysfakcjonuje mnie sposób w jaki działają publiczne szpitale. A poczułem się źle jak zadzwoniłem na policję zgłosić, że grożą i chcą pobić człowieka obok przystanku, po czym pan policjant oddzwonił do mnie z pretensjami (jako, że jego koledzy nie dotarli na miejsce na czas), mówiąc żebym więcej nie zgłaszał takich głupot. I proszę, nie hiperbolizuj już moich słów, bo nigdzie nie napisałem że utożsamiam władzę ze wszystkim najgorszym. Władza jest potrzebna, ale obszar jej działalności powinien być znacznie mniejszy.

2)

Napisałem już o ludziach polityki w poprzednim poście, więc nie będę się już do tego odnosił.
Jak już wspomniałem to moja wiara, co sprawia że pole do dyskusji znacznie się zawęża. Gdzie użyłem pojęć niejasnych? Gdzie napisałem, że chcę coś komuś narzucać? Dla mnie "wolność" jest wtedy kiedy mogę robić wszystko, co nie szkodzi innym (społeczeństwu) i nikt nie ma prawa mnie za to ukarać. Chcę zażywać narkotyki moja sprawa, chcę płacić składki emerytalne też moja sprawa. Państwu nic do tego. Dlaczego państwo będzie mnie okradać pod przykrywką ZUS-u, kiedy ja chcę płacić tylko na prywatny, stricte kapitalistyczny i zapewniający znacznie wyższą emeryturę fundusz? Dlaczego za posiadanie najmniejszej ilości marihuany można wsadzić człowieka do więzienia, a pijanego awanturnika nie? Indywidualizm i odpowiedzialność za swoje czyny to podstawy wolnego społeczeństwa. Na takich zasadach powstawały potęgi Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w XIX.

A Ty, drogi Vackerze, jak rozumiesz wolność?

3)

Zgoda więc pełna.

4)

Racja, może moja retoryka jest nieco "anarchistyczna", co pewnie wynika z tego, że moje poglądy bliskie są minarchizmowi. Władza składa się z ludzi, ale władza deprawuje. Opowiadając na pytanie: kontrola polega na tym, żeby autorytet państwa socjalnego był na tyle wysoki, by ludzie uważali istnienie takiego tworu za coś normalnego i potrzebnego (czegoś co im wiele więcej pomaga niż szkodzi). Obecny socjalny model zachodni opiera się na wysokim opodatkowaniu wielu sfer działalności, a im więcej pieniędzy przechodzi przez aparat systemu, tym więcej można skubnąć pod stołem. Czyli jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

5)

Uczę innych jak mają postępować z ludźmi? Nie, mnie się po prostu nie podoba to jak władza i media postępują z ludźmi. Wiem, że jest to coś naturalnego, ale to nie powód by o tym nie pisać. Takie są moje przemyślenia. Prac socjologicznych nie czytam, raczej rzeczy związane z polityką. Może była to zbyt duża abstrakcja, ale chciałem przedstawić "esencję" całego procesu. Generalnie chodzi o zmianę stosunków społecznych, poprzez zmianę świadomości społecznej. Myślę, że w interesie państwa jest to by, np. autorytet rodziców był mniejszy, a autorytet państwa większy. W interesie państwa jest to, żeby coraz więcej kobiet "robiło karierę", posyłając przy okazji dzieci do żłóbków, przez co rodzina zostaje osłabiona, a kobiety... płacą podatki od swojej pracy. Dla ścisłości (i żeby nie posypały się na mnie gromy) nie mam nic przeciwko, ale uważam że w niektórych dziedzinach kobiety są lepsze, a w innych dziedzinach lepsi są mężczyźni. Np. z wychowywaniem dzieci lepiej radzą sobie kobiety, z wydobywaniem węgla mężczyźni. Ja wiem... chodzi o zmianę świadomości społecznej, o to żeby kobiety miały równe szanse (a nie mają?), tyle, że średniowiecze juz za nami i naprawdę nie ma potrzeby wokół problemu robić takiego szumu, a skoro się robi ktoś ma w tym interes.
Co do szczepionek: jakiś czas temu pojawiały się informacje o korupcji w WHO, która doprowadziła do ogłoszenia pandemii świńskiej grypy. Miało być przeprowadzone śledztwo, ale jak się sprawa teraz ma nie wiem, bo nie jestem na bieżąco. Ja nie twierdzę, że w przypadku poważnego zagrożenia groźną chorobą państwo nie ma płacić za leki czy szczepionki i pomagać tym, których na to nie stać. Ale jeśli zwykła grypa jest groźniejsza, to dlaczego państwa nie kupowały szczepionek na nią?


6)

Konstytucję można zmienić, a kompetencje Brukseli poszerzyć. De facto nie mamy, jako Naród, wpływu na działanie unijnych instytucji, jeśli nasi reprezentanci stanowią tam tylko mały odsetek. Parlament Europejski ma tam jakieś uprawnienia (np. współdecydowania), ale tak naprawdę nie ma mocy ustawodawczej. Wyższymi organami są: Rada UE i Komisja Europejska, których członkowie z tego co mi wiadomo nie są wybierani bezpośrednio przez obywateli, a przez członków parlamentu europejskiego. Sama idea UE nie jest zła, ale zasady jej (znaczy UE) działania, jej polityka, struktura są obce moim poglądom i nie zgadzam się z nimi.

Sorry, że odpowiedź takim systemem, ale nie umiem tak jak Ty grzebać w html-u :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Moja opinia jest zbieżna z Twoją. Mam wrażenie, a nawet przekonanie, że rewolucja socjalistyczna rozpoczęta w IXX wieku trwa nadal i Jej Wielcy Propagatorzy są Wiecznie Żywi.

Poniżej fragment życiorysu Feliksa Dzierżyńskiego, który znalazłem dzisiaj na onecie:

Aldona czuła się za brata odpowiedzialna. Był czas, że zarzucała mu odejście od wiary przodków. Pisała: „Wy nie uznajecie rodziny, macie więcej uczucia dla ogółu niż dla jednostek”. Odpowiadał: „Nie przeciwko rodzinie w ogóle, lecz przeciwko teraźniejszej jej formie”.

Totalne zniewolenie i rządzenie poprzez STRACH, rozbicie rodziny, to drogi wczorajszych rewolucjonistów do władzy nad społeczeństwem; dziś Wielkich Manipulatorów, którzy przy pomocy mediów tresują opinię publiczną.
Dyżurne pejcze: homofobia, ksenofobia, religia - moherowy beret, antysemityzm, globalne ocieplenie, rasizm( rasizm białych ), faszyzm( z wyłączeniem homoseksualnego lobby)..., itd.

A chodzi tylko o władzę.

Mam nadzieję, że jak zwykle zwycięży zdrowy rozsądek i spłucze te głupoty do szamba.
Sama idea socjalizmu nie zrobiła nikomu nic złego, jej totalne wypaczenie, owszem. Jakkolwiek wiele złego zrobili "komuniści", to jedna jest rzecz na pewno, która jest ich zasługą. Zniszczyli dominację kleru, która również była swoistym totalitaryzmem.



Nie wiem czy wiesz, ale socjalizm już w sferze idei jest czymś zbrodniczym, bo sprzeciwia się naturze człowieka i społeczeństw, które człowiek tworzy. Bazuje na wymyślonej socjologii. Wiesz kto jako pierwszy mówił publicznie o masowym ludobójstwie i eksterminacji całych narodów? Karol Marks, główny ideolog socjalizmu. Mówił, że społeczeństwa prekapitalistyczne (np. Serbowie, Górale Szkoccy) należy zniszczyć, bo jako twory, które nie wytworzyły jeszcze klas nie są wstanie przystąpić do rewolucji. Tym samym w pojęciu Marksa była walka klas, która miała polegać (i polegała) na mordowaniu warstw wyższych (ale nie tylko wyższych, patrz kułacy). Nawet jeśli by usunąć z socjalizmu ten zbrodniczy element, to i tak zrobiłby wiele złego, bo mimo że nie zabijałby pośrednio spowodowałby znaczne obniżenie się standardu życiowego społeczeństw, a więc więcej chorób, gorsze działanie szpitali etc. Sama idea nic złego nie robi (no chyba, że spustoszenie w ludzkich umysłach), wprowadzanie idei w życie przeciwnie.
Opublikowano

tyle czasu żyję, a nadziwić się nie mogę, jak niektórzy mają nasrane w głowach.
czemu każda dyskusja (np. o niszczącym działaniu reklamy, o tym jak łatwo wpłynąć na konsumentów itepe) musi zawierać chociaż kilka zdań o homoseksualizmie, Bogu albo Lady Gadze?

k. mać, nienawidzę takich psycholi, co wierzą, że istnieje coś takiego jak homoseksualne lobby. oby byli bezpłodni, żeby pierdolca nie przekazywać następnym pokoleniom

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...