Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Leszek Piotr Laskowski

Użytkownicy
  • Postów

    135
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Leszek Piotr Laskowski

  1. „Dobre słowo” Pod centrum handlowym straganik rozłożyłem, dobre słowo ludziom dawać postanowiłem. Myślę sobie: dobrych słów dziś ludziom brakuje, więc tak gratisowo tutaj ich poczęstuję. Zawiesiłem tablicę: „Dobre słowo każdemu”, „Darmowe” – dorzuciłem – „bogatemu i biednemu”. Tam, gdzie miejsce na cenę, żadnych liczb nie wpisałem, nigdy za dobre słowa pieniędzy nie brałem. Zawsze, jak komplementy, nawet słowa w pośpiechu, gratis rozdawałem w szczerości i w uśmiechu. Zdziwiło mnie bardzo spojrzenie każdego, bo na mnie patrzyli jak na nienormalnego. Za dobrym słowem nikt tu nie przepadał, śledzili mnie wilkiem, jakbym ich okradał. I nagle słyszę z tyłu głos starszego pana: – Widzę, że pan tutaj stoi tak od rana? Przytaknąłem mu głową z niesmakiem na twarzy, a on do mnie powiada: – Za dużo pan marzy. Mówi to dobrym słowem i dorzuca z szarmem: – Ludzie chcą wszystko kupić, nie dostawać darmo. Wystaw pan tu cenę, – dodaj słowom wartości – zaraz ktoś się zjawi, choćby z ciekawości. Napisałem: „Pięć złotych”. Przyszła starsza babcia, była pewnie miejscowa, bo przybyła w kapciach. Podeszła i patrzy, jeszcze nie spytała, a już inna osoba za tą babcią stała. Ludzie darmo nie chcą ani brać, ani dawać. Nawet dobre słowa kupić chcą – nie dostawać. Co darmo – nic niewarte, jesteśmy już takimi: chcemy płacić za wszystko, by poczuć się lepszymi. I tak w tym naszym świecie prawdę zrozumiałem: że najdroższe jest właśnie to, co darmo dać chciałem. Leszek Piotr Laskowski
  2. „Fantazyjna lekkość” Najlepiej jest mi wysoko, wśród chmur, gdzie wiatr moje skrzydła unosi co dnia. Tam cisza układa najpiękniejszy wtór, a świat ma łagodność i jaśniejszy blask. Czuję tę lekkość jak piórko na wietrze, gdy wolność otwiera ramiona bez słów. Tam czas nie przemija w szarej poniewierce, bo każda chwila płynie pośród snów. To jest schronienie dla dusz niespokojnych, dla ludzi, co częściej patrzą ku gwiazdom. Dobrze mi jest wśród serc tak podobnych, co zamiast po ziemi — wędrują wyobraźnią. Lecz każdy powrót sprowadza mnie niżej i skrzydła powoli opadają w cień. Codzienność dotyka chłodem coraz ciszej, rozsypując marzenia na zwyczajny dzień. Jednak tam powracam przy każdej sposobności, choćby na moment, na oddech, na znak. Bo coś mnie przyciąga z tamtej lekkości, co każe mi wierzyć, że można żyć tak. I nawet gdy życie przywoła mnie znowu, a szary mus spłynie po szybach jak deszcz, ja jestem wciąż w cieple zielonego domu, gdzie myśli jak ptaki odlatują hen. Bo nie każde skrzydła są dane dla ciała, nie każdy lot widać w błękicie nieba. Czasem dusza sama nauczy się latać, choć stoi w milczeniu pośród zwykłych spraw. Są ludzie stworzeni do życia na ziemi i tacy, co zawsze ku obłokom lgną — bo nawet gdy wrócą do swych obowiązków, sercem nadal wysoko nad światem tkwią. Leszek Piotr Laskowski. „Ten wiersz dedykuję powiększającej się grupie moich przyjaciół z naszego zielonego polskiego portalu literackiego. Dobrze, że jesteście. Dziękuję Wam ❤.”
  3. „Pogoń” Przeszłość ciągle przyspieszała, bo dogonić przyszłość chciała. — Hej, przyszłości, stańże chwilę! — przeszłość prosi bardzo mile. Przyszłość w stresie się ogląda, z lękiem na przeszłość spogląda. Do prośby się nie przychyla, jeszcze szybciej daje dyla. — Nie robię ci tego w złości — woła przyszłość do przeszłości. — Bardziej twoja to jest wina, bo doganiać mnie zaczynasz. Mam cię bez przerwy za sobą, uciekam ciągle przed tobą. Od czasu świata stworzenia nie dajesz mi chwil wytchnienia. Śledzisz mnie, nie wiem dlaczego, nie robię przecież nic złego! Spokój mój ciągle odbierasz, gonisz, do muru przypierasz! Przeszłość słupem oniemiała, gdy te skargi usłyszała. Serce pękło jej na pół, z dobrych chęci wpadła w dół. Chciała przyszłości doradzać, w łatwiejsze drogi wprowadzać. Jako przeszłość — z doświadczeniem, chetnie zająć się radzeniem. Lecz przyszłość nie chciała wiedzieć, co przeszłość chce jej powiedzieć. Nie słuchając, dalej w pędy — nie ma czasu na gawędy. Teraźniejszość się przygląda, pół wzrokiem na nie spogląda — Jedna żyje wspomnieniami, druga pędzi planningami. A ja jestem między nimi, minutami realnymi, więc nigdy się nie spotkają, bo w środku przecież mnie mają. Leszek Piotr Laskowski
  4. „Bez lęków u kresu” Nie wracam już w utraconych marzeń cień, choć dawny ogród trwa pod starą duszą. Tak szybko przemknął ten młodości dzień, a wspomnienia żałobnym dzwonem głuszą. Zmęczyło się serce szlakiem ambicji dróg, które szczęście dawały i sens istnienia. Dziś wolę słuchać w półmroku starych strun, niż szukać młodości pośród złudzeń cienia. Każdego dnia gdzieś gaśnie czyjś ostatni blask i coraz więcej miejsc pustoszeje przy stole. Odchodzą ci, co mieli trwać przez wieczny czas, pozostawiając chłód i ciszę w swoim kole. Niegdyś myśl o śmierci brałem za zło, jak dziecię, co się lęka nocy bez imienia. Dziś wiem, że każdy kres odnajdzie swoje dno, bez względu na złoto, czy purpurę pochodzenia. Ta chwila zbliża się jak cichy zmierzchu chłód i coraz mniej we mnie sprzeciwu czy trwogi, bo człowiek rodzi się, by wejść w ostatni próg i z końcem powrócić w pył – u kresu swej drogi. Leszek Piotr Laskowski.
  5. „Depresje poetów ” Własnych wnętrz ich wojny to walki obłąkania, odzyskania jasności w zmór czas niespokojny, pragnieniem w litości nie do okiełznania. Patrzą w siebie oczami błędnej bezsilności. Szukają drogi, celu, zaczepu istnienia, normalności bytu, ucieczki przed schizmami. W tej pustce spotykają lęki przerażenia, takie weny, koszmary, którym ponieść się dają. Szydzi z nich większość, często całe otoczenie, negując z pogardą, powtarza ze śmiałością: „Odbiło mu, to wariat, bezmózg i szaleniec”. Ocena ta płytka pośmiertny kładzie wieniec. Zrozumieć tu nieprosto z osobna każdemu, jeżeli się nie ma głębszego spojrzenia. Wystrzegaj się chwili zapaści ty samemu, w ciszy walki zmysłów i twojego sumienia. Bo możesz przykrej prawdy poznać odczynniki, kiedy głębiej wejdziesz już do własnej jaźni. I obyś tam nie znalazł własnego zniekształcenia, bo zmieni cię ono w piekło twej bojaźni. Leszek Piotr Laskowski.
  6. „Wolna myśl” Pchnij umysł w ciszę — tam, gdzie myśl dojrzewa, gdzie prawda nie krzyczy, lecz cierpliwie czeka. Mówią ci, jak myśleć, jak patrzeć, jak śpiewać, jakbyś sam nie umiał odróżnić człowieka. Nie wrzask jest siłą myśli, lecz jej ciche trwanie, gdy człowiek sam przed sobą staje bez zasłony; bo łatwo tłum prowadzić w gotowe otchłanie, trudniej ducha ocalić od mody i strony. Namawiają, byś stał się odbiciem ich twarzy, byś uwierzył w ich słowa bez cienia zwątpienia. W twoim własnym otoczeniu sieją niepokoje, skłócając pokolenia w imię ich rządzenia. Mówią ci: „Wierz”, jak gdyby wiara była z tłumu, jakby prawda rodziła się z liczby i z krzyku; a przecież źródło myśli nie zna ich rozumu, bo mieszka w samotności, nie w cudzym języku. Przyszłość twoich dzieci układają ci w ciszy, kreśląc ścieżki przed każdym kolejnym istnieniem. Budują świat posłuszny — wygodny dla siebie, karmiąc propagandą i strachem przed myśleniem. Bo choćbyś w ciemnym lochu był zakuty w kajdany, jeszcze pozostaje ci ostatnia kraina: własny sąd — niekupiony, milczący, nieznany, w którym człowiek przed sobą sam siebie poczyna. Możesz skinąć im głową pod ciężarem lęku, przyznać im rację słowem, którego oczekują, złożyć podpis wymuszony przemocą lub groźbą — lecz serca i sumienia ci nie podporządkują. Można zmusić do milczenia, nie można — do myśli. Bo ta, gdy raz dojrzeje, trwa nawet w ruinie; i więcej jest wolności w jednej prawdzie cichej niż w tysiącu okrzyków ginących w godzinie. Można zmusić każdego człowieka do milczenia, do wyuczonych zdań i pustych deklaracji, ale nie da się przestawić jego myślenia ani zgasić spojrzenia, na widzenie swej racji. Leszek Piotr Laskowski.
  7. „Zapach żywej sztuki prawdziwej” Podziwiam tę wodę falującą w lekkości, jakby grawitacji orkiestra przygrywała, te symfonie wiatru w dyrygenta batucie — spokojne i żywe, malowane naturą. Połykam chwilą, jej obrazy inności, jakby ta scena świat na kolanach miała. Na żywo się tworzy, bez wyolbrzymień, w skrócie — twórczość, która pachnie, nie staje się chałturą. Pędzlem nie stworzy się obrazu tak żywego, choć wiele talentów było prawie u celu. Kamera nie nadąża za tańcem wypukłości, pędzące kadry aromatów nie wgrywają. Sztuka jedyna jest żywą — wchłonięciem ciała całego, „arcydzieł” podróbek dokonano już wielu, lecz są kiczem, bo to tylko same płaskości. Rozbudzą fantazję, lecz duszy nie nadają. Bo sztuka nie zamieszka w farbie ani w słowie, jeśli nie oddycha prawdą i zachwytem. Dusza sztuki rodzi się w natury rozmowie — i zostaje w człowieku niewidzialnym świtem. Leszek Piotr Laskowski
  8. „Błękitne ptaki czerwieni” I znowuż frunę jak ten ptak, — błękitne ptaki czerwieni! Z mojego umysłu prawrak kolorem świateł się mieni. Ptaki słońca, ptaki ziemi, z biało-zamglonych, wąskich przejść, wiodą nad drgami wszemi korytarzem bez żadnych wejść. Czas przychodzi, czas przechodzi, dziś jest, a jutro go nie ma. Zawsze ten koniec nadchodzi, czy potrzeba, czy nie trzeba. Opłakać i pożałować, westchnienia myśli wspomnieniem, w czoło można pocałować pożegnanie z ukojeniem. Lot kończy się wraz z ptakami, lądujesz i ty tym razem, wyruszasz dalej szlakami, malowanym twym obrazem. Obrazem, który gdzieś utknął, nie wiedzieć jak i dlaczego. Błękitno-czerwone płótno rozważań siebie samego. Błękitne ptaki czerwieni zawrócą, zabiorą ciebie. Twój los ci się tak odmieni, gdy wezmą cię tam — do siebie. Leszek Piotr Laskowski
  9. „Milczące agonie” Cóż piękniejszego od tych kwiatów ciętych w wazonie na stole, Van Goghiem przyjętych? W miłości do tej flory, cięciem morderczym, bez serca i litości, kaprysem szyderczym. Świeżo wciąż pachną zapachów symfonią, mrące w swej ciszy przepiękną agonią. Te róż bukiety na pełne ramiona — czyż to poetyczne, czy pycha stracona? Przecięte w połowie, odcięte od bycia, milcząc umierają — to koniec ich życia. Leszek Piotr Laskowski.
  10. "Wyprzedaż wspomnień" Trochę po świecie jeździłem, podróżami mózg nabiłem. Porozrzucane wspomnienia przedłużają czas skupienia, muszę więc je poukładać, częściowo je porozdawać. Może sprzedać, oddać darmo — na charytatywę marną. Oddać Wieżę Eiffla mogę, dodając Wisły odnogę. Gibraltar po niskiej cenie, Tower Bridge o pół przecenię. Chrystusa z Rio de Janeiro dam w prezencie — mówię serio. Temu, kto chce Chichén Itzá'e, oddam za trzydziestą pizzę. Petrę trzymam dla potomnych, może kiedyś dla bezdomnych. Giewont miejsce mi zajmuje — darmo komuś podaruję. Mount Everest oddam gratis i dorzucę obraz Matisse’a. Himalaje spuszczę tanio, Giocondę — grosz chcę za nią. Oddam Statuę Wolności — niech Jankes płonie z radości. Pałac Kultury w Warszawie? Jego jeszcze tam zostawię — zbudowany przez Sowietów, piórami polskich poetów. Luwr na razie zatrzymuję, dowody w nim przechowuję. Machu Picchu — dowód kłamstwa, hiszpańskiego oszukaństwa. Kolumb Amerykę grabił i tubylców wszystkich zabił. Wielki Mur Chiński pilnuje co Tadż Mahal reklamuje. Pamiętam jeszcze z liceum, jak chwalili Koloseum, lecz gdy historię poznałem, jakoś go nie pokochałem. Zwiedziłem piękności masę, prawdę świata, świata klasę. Od wojaży mózg aż pęka — żadnych zalet to poręka, bo mądrzejszy się nie czuję, choć podróż ponoć kształtuje. Cuda świata, wielkie mury, wieże, pałace i góry — wszystko można dziś wymienić, sprzedać, oddać lub wycenić. Im dalej człowieka niesie, tym więcej o sobie wie się. Więc rozdaję te widoki, mosty, mury i obłoki, bo po latach włóczęg wszędzie, kiedy już się starym będzie i przyjdzie kres mej podróży, na nic to wszystko posłuży. Leszek Piotr Laskowski
  11. „Setna bajkowa wyprzedaż” Sprzedam jabłko z tego drzewa, gdzie kuszona była Ewa, i dym z krzewu płonącego, do Mojżesza mówiącego. Dorzucę też to, co męczy — garniec złota z końca tęczy, smocze jajo, kwiat paproci, lotny dywan i but koci. Mam też lampę, a w niej dżina — ponoć własność Aladyna. I ten kocioł z Łysej Góry, w którym wiedźma warzy chmury. Mam husarskie wielkie skrzydła, jakby komuś walka zbrzydła — dla rycerzy, już z ironią, do ucieczki przed pogonią. Jest i laska, choć złamana, samego Gandalfa Pana, róg, na którym Wojski grał, i kule z Ordona dział. A do tego kwiatki z wianka, który miała Świtezianka, Borutowe rogi diable, Wołodyjowskiego szablę. Kupcie krzesiwo magiczne, co sny daje fantastyczne! Nabywajcie, nie czekajcie, z tej okazji korzystajcie! Ja wybrednych zadowolę, wszystko kładę wam na stole... A na koniec — to już cudy! — tanio odsprzedam czołg „Rudy”! Dziś na sprzedaż świat baśniowy, jutro — rozum narodowy, bo się najlepiej handluje tym, co ludziom czar funduje. Nie pytajcie, co jest prawdą, co legendą, propagandą — świat od wieków tym się trudzi: kto najlepiej śni dla ludzi. Bo największym skarbem przecież nie są cuda na tym świecie, lecz opowieść, bajek słowa, co pozwala żyć od nowa. Leszek Piotr Laskowski.
  12. „Religijne kabarety” Od lodów Antarktydy po północne krańce świata niosą się boskie nakazy — w religiach zapisane, prawa wiary dla pokornych wyznawców, strachem i winą w ludzkie serca wtłaczane. Bogowie, boginie, bożki i bożęta — cienie stworzone dla żądzy panowania — malują „wieczne prawdy” na sklepieniach świątyń, jakby niebo było sceną ludzkiego grania. Synagogi, katedry, meczety wyniosłe — kamienne pomniki pychy i oddalenia! A przecież to rzeki, morza, góry i lasy są świątyniami prawdziwego istnienia. Zniewolone umysły i zalęknione dusze, karmione wizją kar i win potępienia, wciąż błądzą w kabarecie ciemności, gdzie rytuał zastępuje sens zrozumienia. A przecież prawda nie klęka przed złotym ołtarzem, nie tonie w kadzidlanym dymie i modlitwach. Jest wolnym oddechem, światłem oczom w pejzaże, ciszą jeziora i świtem na górskich szczytach. Nie mieszka wiara w marmurach ani w złocie, nie rodzi się w księgach pisanych dla władzy. Prawdziwy Bóg trwa w prostocie natury — w kropli rosy, w wietrze, w gwiazdach bez skazy. Bez imion nadanych przez ludzkie języki, bez ceny, bez lęku, bez świętych podziałów — obecny w oddechu Ziemi i wszechświata, milczący świadek wszystkich ludzkich rozdziałów. Więc nim świętobliwi ogłoszą znów „prawdę jedyną”, posłuchaj szumu lasu nad doliną cichych jezior. Bo może Bóg nie przemawia z ambon pełnych pychy — lecz rośnie razem z trawą i mieszka w ludzkiej ciszy. Leszek Piotr Laskowski
  13. „Schody” Schody do nieba, po słońca drabinie, schody schodzące w palącym zapachu, donikąd schody, na wiszącej linie, schody ryzyka — do życia bez strachu. Nie za majątki, w złotej pysze przedniej, ani rozgrzeszeń w pokutach ościennych — wybierasz je świadomie, lub bezwiednie, sądem będąc sobie najsumienniejszym. Dwie pamięci zostawisz, krocząc schodami: majątki z betonu, z ogólnego pojęcia, i miłość bliskich, idących śladami za tobą wiernie — od swego poczęcia. Schody ma każdy, pnie nimi się w górę, są te łagodne i bardziej pionowe, są schody wesołe i schody ponure — i wszystkie są one jednoosobowe. A kiedy na ostatnim stopniu stajesz, nie liczysz bogactw które się skończyły — są tyle wart, ile dobra pozostawiasz w sercach tych, co obok ciebie żyły. Nie pytaj zatem, dokąd droga prowadzi, bo kres nie mówi, czy życie coś warte — liczy się tylko, kto po tobie wchodzi na schody, które zostawiasz otwarte. Leszek Piotr Laskowski
  14. „Sieczka myśli tworzenia” Z kolorowej sieczki życia, z natchnionej, ściętej swawoli, rodzą się wszelkie twórczości w kociołku własnej padoli. Dusza — bez trosk i bez ozdób — ciężką pokrywą przykryta, tej której unieść nie sposób, w słomianych zapałach skryta. Wciąż zamknięta w swych granicach, wolności szuka cierpliwie, tworząc w falach wyobraźni sumienie — tkliwie i żywie. Przepychem rozważań w ciszy, ostrzami refleksji cięta, gdzie tylko trzask myśli słyszy świadomość w sobie zamknięta. Bo myśli są posiekane sieczkarnią naszego mózgu, na drobne strzępy rzucane w chaosie chemii rozumu. A człowiek, nim sens odnajdzie wśród szczątków marzeń i cienia, nieraz po omacku błądzi ścieżką własnego istnienia. Zbiera, przestawia, układa, wyrzuca z siebie natchnienie, chcąc w tym chaosie odnaleźć, jego logiczne myślenie. Lecz kiedy ucichnie zamęt i opadnie pył zwątpienia, z sieczki narodzi się pamięć — światłem nowego spojrzenia. Leszek Piotr Laskowski
  15. „Warszawski ptasiniec” Patrzę przez okno codziennie, ciekawski człowiek jest ze mnie, chętnie ptaki obserwuję, często się im przypatruję. Widzę gołębie i wrony, kawki widzę i gawrony, mewy znad Wisły ciągnące, piskliwym głosem skrzypiące. Wróble rzadko przylatują, prawie się nie pokazują. Nie lubi wróbli Warszawa, a może to wróbli sprawa? Może się jej obawiają, że tak rzadko tu zaglądają. Dużej Warszawy nie lubią, bo boją się, że się zgubią. Czasem zaglądną sikorki, przeszukują w pniach otworki, larw i gąsienic szukają, „pia-ki, pi-kiki” śpiewają. Z pewnością ta ich rozmowa sikorcze sekrety chowa, ale jakie — tego nie wiemy i raczej się nie dowiemy. Zdziwieniem — jak na Warszawę — bywa, że dzięcioły żwawe czasami tu zaglądają i dziobami w korę stukają. A pan kos na czubku drzewa, wieczorem i rano śpiewa, a pani kosowa — żona, w gałązkach drzew zaczajona. Sroka coś zaskrzeczy w locie, paszkot usiądzie na płocie. Ptasiniec w Warszawie mamy, choć ledwie go dostrzegamy. Leszek Piotr Laskowski.
  16. Krytyka często zapomina, że aby wejść na szczyt poezji wysokiej, trzeba najpierw polubić spacery po dolinach. Jeśli zabierzemy dzieciom i młodzieży te doliny — rymowane, proste i zabawne — nigdy nie będą miały ochoty czytać skomplikowanych poematów.

  17. „Niebo” Przyglądam się za dnia niebu i w błękicie jego chmurom — tym białym i siwym kłębom, jakże piękną są naturą. Wyglądają tak potężnie, choć są tylko mgłą, oparem, suną wiatru lekkim pędem, ulotne, z anielskim czarem. Kształtami się wciąż formują, wyszukać w nich można wszystko, gdy uważnie się wpatrujesz — artystyczne to igrzysko. Wzlotem własnej wyobraźni — te ludzkich wyrazów twarze, obrazy porównań z marzeń, i lasów, i rzek pejzaże. I stworki wszelakiej maści, z groźnie śmiesznymi pyszczkami, w tej wielkiej nieba przestrzeni — przyjrzyjcie się kiedyś sami. Przyglądam się niebu nocą, w kosmosu kresów głębiny, czerni, gdzie gwiazdy migocą srebrem blasku jarzębiny. Widzę gwiazdozbiory znane, w astronomii określone, widzę też nieopisane, w mej wyobraźni tworzone. I widzę co wymyślane, z gwiezdnego centrum ogródka, przez ludzkość wyczekiwane — to przybycie ufoludka. Wystarczy nam zamknąć oczy, obserwując gwiazd miliony, by zobaczyć, jak on kroczy, gwiazdami przyozdobiony. Przybysz ze świata innego, fantazją naszą stworzony, tej nocy nieba gwiezdnego — spróbuj, będziesz zadziwiony. Leszek Piotr Laskowski
  18. „Cisza życia poety” Każdy z nas samotnie pisze, bez kalki, bez odbitek. Czasem dźwiga dumę z liter, częściej — ciężar prób, pomyłek. Szkic rodzi się w twym półcieniu, z tego, co dzień podpowiada. Sens rozprasza się w zdarzeniach, gdy się cisza już w czas wplata. Nie ma miejsca na poprawki — czas nie cofa się w swych znakach. Każdy ruch, choćby najcichszy, zostawia ślad — jak mat w szachach. Jedna chwila — ostra w smaku, inna — mokra pośród burzy. W jednej puls i szybkie tętno, druga w ciszy się wykruszy. To nie obraz z jasnym końcem, raczej cień i własne mary. Noce długie, puste, nieme — gdy w mocy jesteś: przegrany. Kiedy zgaśnie światło chwili i dłoń przestanie już nęcić, zostanie błysk — kruchy zapis, wyryty w krótkiej pamięci. Życie — bez wyraźnej puenty, między „trzeba” a „pragnienie” — zostawia ślad gdzieś w eterze, a ty stajesz się wspomnieniem. Leszek Piotr Laskowski.
  19. „Echo istnienia” Deszcz, płacz, wodospady życia — obmywam się w ulewie poezji. Idę pod prąd, rzeką fantomów przekazu wiersza — szarej herezji. Piękno bez rymu, piękno rymów — wprowadź mnie w tajniki szczęścia! — Czy jesteś tym, kim jesteś? — Szmer i szept, oddechy istnienia — zanurzam dłonie w strumieniach znaczenia. Płynę ku niebu, wśród cieni i snów, szukając sensu wśród milczących słów. Echo bez formy, a jednak tak bliskie — unieś mnie wyżej, gdzie światło jest czyste! — Czy odnajdziesz, kim jesteś? — Szum i blask, rozedrgane chwile — zbieram krople na myśli — motyle. Biegnę pod wiatr, przez mgły i odbicia, dotykam ciszy w zachwytach życia. Sens bez granic, w bezkresie ukryty — prowadź mnie dalej, gdzie spokój rozkwita! — Czy już wiesz, kim jesteś? — Cień i światło, splątane w istnieniu — gubię się lekko we własnym brzmieniu. Płynę pod prąd przez słowa bez brzegu, szukając prawdy w milczącym szeregu. Rytm bez kajdan, a jednak tak pełny — unieś mnie tam, gdzie oddech jest senny. — Czy już widzisz, kim jesteś wśród cieni? - Noszą odpowiedzi ukryte w lęku — idę za nimi… czy to ja je prowadzę? W półmroku prawdy powoli się rodzę, gdy gaśnie światło i milkną istnienia. Cisza nastaje w sklepieniu sufitu — wszystkim nam tu ku przestrodze! — Czy w cieniu odnajdziesz siebie bez cienia? — Leszek Piotr Laskowski
  20. „Plażowicze” Leżą ludziska na plaży, każdy sobie o czymś marzy, jedni w chmury się wpatrują, może kosmosem wędrują. Drudzy książkami zajęci, romansowy świat ich kręci, w leżakach poukładani, po uszy są zaczytani. Trzeci po kolana w wodzie, myślą może o pogodzie, na zmarzniętych wyglądają, dreszcze po skórze dostają. Czwarci w parasola cieniu, w kontemplacji, w zamyśleniu, ręce dziwnie rozkładają i pod nosem coś szeptają. Piąci wzrokiem w morza dali, jakby coś wypatrywali, dłonie nad brwi przyłożyili, jakby ktoś płynął w tej chwili. Szóści kremem się smarują, na słoneczko popatrują, dobrze, żeby nam świeciło, lecz nazbyt mocne nie było. Siódmi jakby z przykazania, dziwne mają zachowania, wokół wszystkich obserwują, do złodziejstwa się szykują. Óśmi grają w badmintona, plaża wokół zakurzona, bo biegają jak wariaty, piachem sieją jak z armaty. Dziewiąci starsi panowie, świństewka im chyba w głowie, bo kobiety obserwują i chytrze się podśmiechują. Dziesiąci się plackiem smażą, pewnie po sto kilo ważą, razem może nawet dwieście, dwa tuczniki w ludzkim cieście. Jedenasti bardzo grzecznie dzieci bawią pożytecznie, zamki w piasku im budują, pociechami się zajmują. A dwunasti piją, jedzą, na ręczniku w pięciu siedzą, długie bułki zajadają, oranżadą przepijają. Trzynasti jakby pechowi, inwalidzi — bezruchowi, w wózkach inwalidzkich tkwią, na twarzach szczęśliwi są. Czternasti ciemnej karnacji, euroafrykańskiej nacji, brązowi od urodzenia, przychodzą dla odprężenia. Piętnasti w morzu pływają, krzyczą, coś się wydzierają!, nie słychać, co wykrzykują, dość daleko się znajdują. Szesnasti to dziadek z babcią, dwoje starszych, trochę gapcio, dziadkowi wypadły zęby, babcia majtki ma na rąby. Siedemnasti z szóstką dzieci, pełno wokół nich jest śmieci, dzieci cukierki zjadają, a papierki rozrzucają. Osiemnasti coś świętują, cicho sobie podśpiewują, urodziny to z pewnością, tort rozdają swoim gościom. Dziewiętnasti się zbierają, plaży zadość na dziś mają, od rana pierwsi tu byli, już się mocno opalili. Dwudziesti, widząc z daleka, że plaża pełna jak beczka, więc drugą plażę wybrali i tam pomaszerowali. Nie ma już dwudziestych pierwszych, bo za długi już ten wierszyk, i tak by się nie zmieścili, brak na plaży miejsc w tej chwili. Leszek Piotr Laskowski
  21. „Pokolenia zgody i pokoju!” Szlachetnych dusz pogrzeby ciche, spojrzeniem — płacz, z pięściami w krzyku. W zapomnieniu lichym dobro umiera, w umyśle — biało-czerwona na patyku. Wojujesz nazbyt często — bez walki, ludzie dobrzy, choć prości — jacyś tacy — choć wiara gęsto zdobi twe krużganki. uwierzą we wszystko podane im na tacy. Wyboru dokonaj, porzuć zabobony, szlachta śpi — z martwych już nie wstanie, młodzieży pilnuj, ucz, kochaj, ozdabiaj — minęło żałobą jej rycerskie granie. Młodość — jest jak ogród nieopisany — prosi o rękę, światła cierpliwości nie słowem pustym, lecz czynem żywym trzeba ją uczyć oddechu przyszłości. Twórz, edukuj, dopomóż w mądrości, możliwe to w czynie i w przekonaniu — w duecie miłości, wiedzy i zrozumienia, Twoje, Polsko, zadanie w ich wychowaniu! Siej więc poznanie, podlewaj miłością, niech wiedza splata się ze zrozumieniem; bo w nich — jak w ziarnie ukrytym — dojrzewa w ciszy twoje jutra istnienie. A ty, Polsko — ziemio pamięci i snu — nie w słowie trwaj, lecz w czynu euforii: to w ich wzrastaniu zapiszesz siebie, — albo rozpłyniesz się w cieniu historii. Leszek Piotr Laskowski.
  22. "Siwa męka" Co roku tęsknię, co roku czekam w tej samej szarości, co roku narzekam. Stoję i patrzę nad blokowiska, jak samobójca na skraju urwiska. I wiem, że ten czas przeminie ponury, zabierze ze sobą ciężkie, siwe chmury. I radość powróci w spojrzeniach rankowych, w słonecznym śpiewie ptaków wesołych. Tak dzisiaj rano, choć niespodziewanie, słychać było nagle tych ptaków śpiewanie. Nadzieję budząc na przyjście wiosenki, na rychłe wyjście z tej siwej męki. Choć szarość jeszcze trzyma się dachów, w sercu kiełkuje wiosna zapachów. Wystarczy jeden ptasi, ton radosny, by siwa męka padła u stóp wiosny. Leszek Piotr Laskowski.
  23. „Obleczona prawda” Powleczona prawem bytu, trendem mody i bogactwa, zakłamaniem niedostatku, kalkulacji i ciułactwa. Doświadczeniem posiadania i swą nad lekkość ducha, wszem i wobec podpowiadam — lepiej chciwości nie słuchać! Te majątki przedgrobowe, otulone szczerym złotem, wystawne domy — twierdze z elektrycznym wokół płotem, w boga bezmiłosnej wiary zmienią się w obóz zagłady, bo stosem tychże pieniędzy uczuć kupić nie dasz rady. Gdzie, w mądrości tej istnienia, dla człowieka jest szarego droga prawdy i uznania, by przeżyć życie mądrego? Przecież każdy chce posiadać, dobrym jadłem się objadać, swoje dobra pokazywać, za krytyką nie przepada. To momenty chwil każdego, tych dobroci przytulanych, potrzeb zysku wciąż większego, dużych liter pozłacanych. I choć blask nas ciągle mami i pragniemy lśnić w koronie, przed Wielką Bramą staniemy, mając tylko puste dłonie. Bo w pogoni za błyskotem czas przecieka między palce, dni zamienia w zimne złoto, serce wiąże w twardej klatce. A gdy przyjdzie kres rachunków — cicho zgaśnie blask bogactwa, bo kto życie mierzył zyskiem, ten je skrócił — do biedactwa. Leszek Piotr Laskowski.
  24. „Za dwadzieścia lat?” Rok dwa tysiące dziewiąty, ósmy grudnia, siódma rano, po raz już kilkudziesiąty na myśl mi wraca to samo. Co będzie za lat dwadzieścia? Powojennej biedy dreszcze? Czy wojna, czy pokój wszędzie? Czy świat istniał będzie jeszcze? Byłbym starcem, gdybym przeżył, dziadkiem po siedemdziesiątce, z pewnością w szczęście uwierzył — z takim wiekiem, już „majątkiem”. Na historię tychże czasów może spojrzałbym inaczej? podważyłbym własne słowo: Gdybym żył — w co wątpię raczej. — Że myśli miałem przesadne, gdy tę fraszkę zapisałem, bo wojen nie było żadnych i głupstwa tu nabazgrałem…! Leszek Piotr Laskowski PS: Z biegiem lat wygląda to jednak nie najlepiej — 2026 rok.
  25. „Złośliwa pamięć” Wpadłeś na pomysł, całkiem fajniutki, lecz go straciłeś — analiz skutki. Siedzisz i myślisz, przypomnieć nie możesz, myślami szukasz — no niech to! O, żeż! Prawie już masz, na końcu języka, prawie go trzymasz, lecz znów umyka! Wracasz do miejsca, w fotelu siadasz, „to tu go miałem” — do siebie gadasz. Patrzysz po ścianach, grzebiesz w pamięci, oczy przymrużasz, grymasy kręcisz. Pustka — uciekło, choć w głowie było, nie pierwszy raz się tak przytrafiło. Drobnostka — mówisz — czasem się zdarza, powróci samo, jak ksiądz do ołtarza. Ale nie wraca, całkiem przepadło, jak kamień w wodę, do studni wpadło. Na bok spoglądasz, lecz wciąż przyćmienie, zgubiłeś właśnie i całe myślenie. O czym myślałem? Przymrużasz oczy, ciężko przypomnieć — pustka mózg toczy. Znów mózg odpalasz, błądzisz myślami, do siebie gadasz, stukasz palcami. Mija czasami godzina namysłu, nim wreszcie nastąpi nawrót pomysłu. Chociaż i bywa, że już nie wraca — pamięć złośliwa na zawsze go straca. Leszek Piotr Laskowski.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...