Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Leszek Piotr Laskowski

Użytkownicy
  • Postów

    118
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Leszek Piotr Laskowski

  1. „Echo istnienia” Deszcz, płacz, wodospady życia — obmywam się w ulewie poezji. Idę pod prąd, rzeką fantomów przekazu wiersza — szarej herezji. Piękno bez rymu, piękno rymów — wprowadź mnie w tajniki szczęścia! — Czy jesteś tym, kim jesteś? — Szmer i szept, oddechy istnienia — zanurzam dłonie w strumieniach znaczenia. Płynę ku niebu, wśród cieni i snów, szukając sensu wśród milczących słów. Echo bez formy, a jednak tak bliskie — unieś mnie wyżej, gdzie światło jest czyste! — Czy odnajdziesz, kim jesteś? — Szum i blask, rozedrgane chwile — zbieram krople na myśli — motyle. Biegnę pod wiatr, przez mgły i odbicia, dotykam ciszy w zachwytach życia. Sens bez granic, w bezkresie ukryty — prowadź mnie dalej, gdzie spokój rozkwita! — Czy już wiesz, kim jesteś? — Cień i światło, splątane w istnieniu — gubię się lekko we własnym brzmieniu. Płynę pod prąd przez słowa bez brzegu, szukając prawdy w milczącym szeregu. Rytm bez kajdan, a jednak tak pełny — unieś mnie tam, gdzie oddech jest senny. — Czy już widzisz, kim jesteś wśród cieni? - Noszą odpowiedzi ukryte w lęku — idę za nimi… czy to ja je prowadzę? W półmroku prawdy powoli się rodzę, gdy gaśnie światło i milkną istnienia. Cisza nastaje w sklepieniu sufitu — wszystkim nam tu ku przestrodze! — Czy w cieniu odnajdziesz siebie bez cienia? — Leszek Piotr Laskowski
  2. „Plażowicze” Leżą ludziska na plaży, każdy sobie o czymś marzy, jedni w chmury się wpatrują, może kosmosem wędrują. Drudzy książkami zajęci, romansowy świat ich kręci, w leżakach poukładani, po uszy są zaczytani. Trzeci po kolana w wodzie, myślą może o pogodzie, na zmarzniętych wyglądają, dreszcze po skórze dostają. Czwarci w parasola cieniu, w kontemplacji, w zamyśleniu, ręce dziwnie rozkładają i pod nosem coś szeptają. Piąci wzrokiem w morza dali, jakby coś wypatrywali, dłonie nad brwi przyłożyili, jakby ktoś płynął w tej chwili. Szóści kremem się smarują, na słoneczko popatrują, dobrze, żeby nam świeciło, lecz nazbyt mocne nie było. Siódmi jakby z przykazania, dziwne mają zachowania, wokół wszystkich obserwują, do złodziejstwa się szykują. Óśmi grają w badmintona, plaża wokół zakurzona, bo biegają jak wariaty, piachem sieją jak z armaty. Dziewiąci starsi panowie, świństewka im chyba w głowie, bo kobiety obserwują i chytrze się podśmiechują. Dziesiąci się plackiem smażą, pewnie po sto kilo ważą, razem może nawet dwieście, dwa tuczniki w ludzkim cieście. Jedenasti bardzo grzecznie dzieci bawią pożytecznie, zamki w piasku im budują, pociechami się zajmują. A dwunasti piją, jedzą, na ręczniku w pięciu siedzą, długie bułki zajadają, oranżadą przepijają. Trzynasti jakby pechowi, inwalidzi — bezruchowi, w wózkach inwalidzkich tkwią, na twarzach szczęśliwi są. Czternasti ciemnej karnacji, euroafrykańskiej nacji, brązowi od urodzenia, przychodzą dla odprężenia. Piętnasti w morzu pływają, krzyczą, coś się wydzierają!, nie słychać, co wykrzykują, dość daleko się znajdują. Szesnasti to dziadek z babcią, dwoje starszych, trochę gapcio, dziadkowi wypadły zęby, babcia majtki ma na rąby. Siedemnasti z szóstką dzieci, pełno wokół nich jest śmieci, dzieci cukierki zjadają, a papierki rozrzucają. Osiemnasti coś świętują, cicho sobie podśpiewują, urodziny to z pewnością, tort rozdają swoim gościom. Dziewiętnasti się zbierają, plaży zadość na dziś mają, od rana pierwsi tu byli, już się mocno opalili. Dwudziesti, widząc z daleka, że plaża pełna jak beczka, więc drugą plażę wybrali i tam pomaszerowali. Nie ma już dwudziestych pierwszych, bo za długi już ten wierszyk, i tak by się nie zmieścili, brak na plaży miejsc w tej chwili. Leszek Piotr Laskowski
  3. „Pokolenia zgody i pokoju!” Szlachetnych dusz pogrzeby ciche, spojrzeniem — płacz, z pięściami w krzyku. W zapomnieniu lichym dobro umiera, w umyśle — biało-czerwona na patyku. Wojujesz nazbyt często — bez walki, ludzie dobrzy, choć prości — jacyś tacy — choć wiara gęsto zdobi twe krużganki. uwierzą we wszystko podane im na tacy. Wyboru dokonaj, porzuć zabobony, szlachta śpi — z martwych już nie wstanie, młodzieży pilnuj, ucz, kochaj, ozdabiaj — minęło żałobą jej rycerskie granie. Młodość — jest jak ogród nieopisany — prosi o rękę, światła cierpliwości nie słowem pustym, lecz czynem żywym trzeba ją uczyć oddechu przyszłości. Twórz, edukuj, dopomóż w mądrości, możliwe to w czynie i w przekonaniu — w duecie miłości, wiedzy i zrozumienia, Twoje, Polsko, zadanie w ich wychowaniu! Siej więc poznanie, podlewaj miłością, niech wiedza splata się ze zrozumieniem; bo w nich — jak w ziarnie ukrytym — dojrzewa w ciszy twoje jutra istnienie. A ty, Polsko — ziemio pamięci i snu — nie w słowie trwaj, lecz w czynu euforii: to w ich wzrastaniu zapiszesz siebie, — albo rozpłyniesz się w cieniu historii. Leszek Piotr Laskowski.
  4. "Siwa męka" Co roku tęsknię, co roku czekam w tej samej szarości, co roku narzekam. Stoję i patrzę nad blokowiska, jak samobójca na skraju urwiska. I wiem, że ten czas przeminie ponury, zabierze ze sobą ciężkie, siwe chmury. I radość powróci w spojrzeniach rankowych, w słonecznym śpiewie ptaków wesołych. Tak dzisiaj rano, choć niespodziewanie, słychać było nagle tych ptaków śpiewanie. Nadzieję budząc na przyjście wiosenki, na rychłe wyjście z tej siwej męki. Choć szarość jeszcze trzyma się dachów, w sercu kiełkuje wiosna zapachów. Wystarczy jeden ptasi, ton radosny, by siwa męka padła u stóp wiosny. Leszek Piotr Laskowski.
  5. „Obleczona prawda” Powleczona prawem bytu, trendem mody i bogactwa, zakłamaniem niedostatku, kalkulacji i ciułactwa. Doświadczeniem posiadania i swą nad lekkość ducha, wszem i wobec podpowiadam — lepiej chciwości nie słuchać! Te majątki przedgrobowe, otulone szczerym złotem, wystawne domy — twierdze z elektrycznym wokół płotem, w boga bezmiłosnej wiary zmienią się w obóz zagłady, bo stosem tychże pieniędzy uczuć kupić nie dasz rady. Gdzie, w mądrości tej istnienia, dla człowieka jest szarego droga prawdy i uznania, by przeżyć życie mądrego? Przecież każdy chce posiadać, dobrym jadłem się objadać, swoje dobra pokazywać, za krytyką nie przepada. To momenty chwil każdego, tych dobroci przytulanych, potrzeb zysku wciąż większego, dużych liter pozłacanych. I choć blask nas ciągle mami i pragniemy lśnić w koronie, przed Wielką Bramą staniemy, mając tylko puste dłonie. Bo w pogoni za błyskotem czas przecieka między palce, dni zamienia w zimne złoto, serce wiąże w twardej klatce. A gdy przyjdzie kres rachunków — cicho zgaśnie blask bogactwa, bo kto życie mierzył zyskiem, ten je skrócił — do biedactwa. Leszek Piotr Laskowski.
  6. „Za dwadzieścia lat?” Rok dwa tysiące dziewiąty, ósmy grudnia, siódma rano, po raz już kilkudziesiąty na myśl mi wraca to samo. Co będzie za lat dwadzieścia? Powojennej biedy dreszcze? Czy wojna, czy pokój wszędzie? Czy świat istniał będzie jeszcze? Byłbym starcem, gdybym przeżył, dziadkiem po siedemdziesiątce, z pewnością w szczęście uwierzył — z takim wiekiem, już „majątkiem”. Na historię tychże czasów może spojrzałbym inaczej? podważyłbym własne słowo: Gdybym żył — w co wątpię raczej. — Że myśli miałem przesadne, gdy tę fraszkę zapisałem, bo wojen nie było żadnych i głupstwa tu nabazgrałem…! Leszek Piotr Laskowski PS: Z biegiem lat wygląda to jednak nie najlepiej — 2026 rok.
  7. „Złośliwa pamięć” Wpadłeś na pomysł, całkiem fajniutki, lecz go straciłeś — analiz skutki. Siedzisz i myślisz, przypomnieć nie możesz, myślami szukasz — no niech to! O, żeż! Prawie już masz, na końcu języka, prawie go trzymasz, lecz znów umyka! Wracasz do miejsca, w fotelu siadasz, „to tu go miałem” — do siebie gadasz. Patrzysz po ścianach, grzebiesz w pamięci, oczy przymrużasz, grymasy kręcisz. Pustka — uciekło, choć w głowie było, nie pierwszy raz się tak przytrafiło. Drobnostka — mówisz — czasem się zdarza, powróci samo, jak ksiądz do ołtarza. Ale nie wraca, całkiem przepadło, jak kamień w wodę, do studni wpadło. Na bok spoglądasz, lecz wciąż przyćmienie, zgubiłeś właśnie i całe myślenie. O czym myślałem? Przymrużasz oczy, ciężko przypomnieć — pustka mózg toczy. Znów mózg odpalasz, błądzisz myślami, do siebie gadasz, stukasz palcami. Mija czasami godzina namysłu, nim wreszcie nastąpi nawrót pomysłu. Chociaż i bywa, że już nie wraca — pamięć złośliwa na zawsze go straca. Leszek Piotr Laskowski.
  8. „Mgiełkowe duszyczki” Mgiełką z głębin nam nieznanych, tajemnicą nam wszechświatów, lekkim śladem obecności pośród duchowych tematów. Schodzą dusze w rytmie ciszy, w kolejce do życia stają, szukają miejsca dla siebie, w świat twardy się tu wcielają. Z ludzkim ego zamieszkują, od narodzin drogę znają, stają się mu świadomością i w tym życiu razem trwają. Mgłą przestają być bez cienia — aż do kresu im to dane; gdy porzucą ciężar ciała, odchodzą gdzieś tam w nieznane. I znów w mgiełkę się zmieniają, zbierają ślad swoich zdarzeń, ciche echa dawnych istnień i niespełnionych wciąż marzeń. Wrócą w światło ponad czasem, tam, gdzie źródło ich istnienia, gdzie początek splata z końcem pełnię sensu i spełnienia. Leszek Piotr Laskowski
  9. "Kapuśniak i Bigos" Bigos, smażony w patelni, na kapuśniak patrząc, rzecze: – Żeś pan w garnku jest wysokim, toś wyższy, – panu nie przeczę! Lecz miejże więcej uwagi w trakcie swego gotowania, by mniej chlapać trochę na mnie, bom już jest nie do poznania. Tak pryskasz na mnie z wysoka, od godziny ja to znoszę. Zachowaj trochę kultury, ostrożniejszy bądź, cię proszę! Kapuśniak z góry spogląda, bulgotaniem odpowiada: – Nie najgorzej pan wygląda, jak na tak niskiego dziada. Bigos się aż zagotował, choć miał się spokojnie smażyć. – Żeś ty pomyjo! – zawołał. – Przestań mnie złością swą parzyć! – Bulgotem odrzekł kapuśniak: – Sam ty przecież się zgodziłeś – kucharza nie powstrzymałeś, w patelnię chętnie wskoczyłeś. Bigos zaskwarczał smażeniem, spod pokrywki zerknął w górę, jak lew ze srogim spojrzeniem, był gotów na awanturę. Wtem kucharz przerwał ich sprzeczkę, zmniejszył im ogień palników i już za małą chwileczkę ucichły złości kłótników. Kapuśniak łyżką zamieszał, liznął bigosu smacznego, dwa dania różne zgotował, z warzywa tego samego. Najczęściej chętnie się kłócą, i w swej pysze są uparci, gradem się wyzwisk obrzucą – ci, którzy siebie są warci. Leszek Piotr Laskowski
  10. "Bunt przeciw przemijaniu" Jakże to! — nie może być tak?! To ja już nigdy nie będę młody? Rozkwitu męskości nie będzie? Do młodzieńczej nie wrócę urody? Nie wzniosę już dumnie ramion z uśmiechem pełnym uroku? Z błyskiem oczu jak brokaty nie będę czarował w mroku? Gdzie tamte noce bez końca, od zmierzchu aż po świt pijany? Gdzie moc, co zdawała się wieczna? Dziś — tylko już cień wspominany. Nie! — nie godzę się na takie życie, na kroki powolne, przygasłe, na kapcie, ciszę i starość, wkradające mi się w kąty ciasne. Dopiero teraz świat pojmuję, dopiero dzisiaj uczę się trwania, a czas — niepytany — ucieka, przemieniając mnie w cień przemijania. Czy istnieje gdzieś ścieżka ukryta, co zawróci nurt biegu czasu? Przywróci ogień młodości i wyrwie mnie z tego impasu?! Ciało wciąż rzuca wyzwanie, lustro bezlitośnie mnie zdradza, a w sercu wciąż płonie pragnienie, choć rozum już figle odradza. Kiedyś wszelkie łamałem zakazy, pędziłem przez świat jak szalony, dzisiaj kości bardziej mnie łamią — i to niemal z każdej już strony. Leszek Piotr Laskowski.
  11. "Prawdy złoconych Ram" „Ostatnia Wieczerza – w jej cieniu stajemy, gdzie da Vinci czarem swym więzi spojrzenia. Choć mistrza za kunszt ten bez miary sławimy, to wciąż nas nurtują milczące pytania: Czy tak to wyglądało w wieczernika ciszy, gdy Chrystus z uczniami zasiadał do stołu? Czy malarz głos prawdy w swej duszy usłyszał, czy tylko sny własne sprowadził z popiołów? A Grunwald Matejki? Ten zgiełk i te konie, w które on serce tętniące swe włożył, czy widział ten triumf na dziejów skłonie, czy swą wyobraźnię jedynie przetworzył? To, co kunsztowną oprawimy ramą, prawdą się staje dla rzeszy narodów. Malarz gestem czyni wieśniaczkę damą, budząc w niej szlachectwo – bez zbędnych dowodów. Leszek Piotr Laskowski.
  12. "Nieokiełznany sen" Nie śpię – a północ wszędzie, pierwsza już – nie śpię dalej. Druga dochodzi, a on się nie zjawia, pewnie i do trzeciej tak będzie. Nie przyszedł. Czwarta mija, przed piątą okno jaśnieje, a ten wije się gdzieś w okolicy i tu nie zagląda, ta żmija! Myśli męczą, snują filmy, oko doby nie zamyka, a ty czekasz wciąż i czekasz na tego nocnego smyka. Żoną w złości gdybym był, z wałkiem bym go czekał w drzwiach, lecz mężczyźnie nie przystoi – srogość upadłaby w brwiach. Szósta już – chyba idzie – ... O! – był raczej? – bo południe na zegarze. Znów go nie widziałem przyjść, – kiedy dotarł? – nie kojarzę. Leszek Piotr Laskowski.
  13. "Znalazł wróbel mieszkanie" W poddaszu pod rynną pan Wróbel znalazł szparę. Cieszył się, w nią wciskając, że jest na jego miarę. W środku było przyzwoicie i całkiem wygodnie — tak sucho i przytulnie, poczuł się swobodnie. Bardzo szybko sprowadził tu panią Wróblową, by w nowym mieszkaniu była mu królową. Rozepchnął więc łapkami, ile mógł, szpareczkę dla pani o krągłościach obfitszych troszeczkę. Tak plan snuć zaczęli — wielopokoleniowy — aż póki nie dostrzegli w szparce szpaka głowy, która dzioba mocą jak piły motorowej powiększała wejście już dla pani Szpakowej. Wyfrunęły wróbelki szparą powiększoną, zostawiając mieszkanie dla Szpaka ze żoną. Już Szpakowie gniazdować spokojnie poczęli, wtem państwo Kawkowie do szpary przylecieli. Nie patrząc na szpaki, deskę ostro tarmoszą, wejście powiększają, swoje jajka już znoszą. Im wejście jest większe, tym mieszkanie jest mniejsze. Kawki odpuściły — obie się nie mieściły. Pan Wrona obserwował to całe zamieszanie. „Ja jestem najsilniejszy, dla mnie to mieszkanie!” Podlatuje, patrzy — wejściowa szpara wielka, ale w środku brak miejsca nawet dla wróbelka. Leszek Piotr Laskowski.
  14. "Jubionkowie" W wiosce Jubionka Jubionkowie mieszkali: Jubionkowie duzi, Jubionkowie też mali. Ci, co byli duzi, Jubionką zarządzali. Jubionkowie mali tych dużych się bali. Każdymi wyborami dużych wybierali, Jubionkowie mali nie kandydowali. Choć Jubionka mała, władzę dużą miała i o wszystkich Jubionków różnorako dbała. Jubionkowie mali się nie skarżyli, w harmonii z dużymi zawsze zgodnie żyli. Aż do tego czasu, kiedy dużych przybyło i jadła dla małych już nie wystarczyło. Głodowali mali bez skarżenia większego, pracowali więcej dla pospólstwa dużego. Do harówki przywykli i nie narzekali, mniejsi się rodzili, młodsi umierali. Dużych przybywało w obfitości bogactwa, wymogów mieli więcej od małego bractwa. Mali Jubionkowie od świtu do nocy w gonitwie umierali z głodu i niemocy. Bogaci się śmiali swą wyższością wielką, dalej korzystali z bezlitosnością wszelką. Aż dnia pewnego zapasy wyjedli, chcieli małych oskarżyć i tu się zawiedli. Ostatni ich mały z głodu dawno padł – oddawał im wszystko, więc sam mało jadł. Morał dużym jeden: jesteście bogatymi – nie pozwólcie biedniejszym chodzić głodnymi. Leszek Piotr Laskowski
  15. "Ścierki rodzime" W kuchni, na uchwycie klapy piekarnika, gdzie go się otwiera i gdzie się zamyka, na rączce obok siebie dwie ścierki wisiały. I choć uchwyt nie był wcale taki mały, w przepychankach słownych trwała tam gorączka: — Nie jest twoja, ty ściero, cała ta rączka! — Nie bądź tak, ty szmato, zaborczo paskudna, nie wpychaj się na mnie, boś cała jest brudna! — Odczep się, ty hadro! — sąsiadka jej rzecze. — Czystą nie jestem, tego wcale nie przeczę, ale ty nie jesteś ode mnie czyściejsza, w dodatku podarta i o wiele mniejsza! Wtem do kuchni pani gospodyni przyszła, trzecią pośrodku, czystą ścierkę im wcisła– pachnącą, wypraną i wyprasowaną, całkiem nowiutką, jeszcze nieużywaną. W jednym momencie te brudasy po boku zgodnie już na nią wyskoczyły w amoku. — Co za wciskalska! Żadnego wychowania! Wepchnęła się w środek bez zapytania! Tanim proszkiem cuchnie, a przemądrzała! Zawisła – i nawet się nie przywitała. — Patrz, jak się nosi! Jak jej u nas wygodnie! — Brudna do brudnej teraz mówi już zgodnie. Wspólnie gadając, w przymierzu się zjednały, na ścierkę pośrodku razem nadawały. Tak samo my w Polsce, między Polakami: jak wroga nie mamy, to żremy się sami. Leszek Piotr Laskowski.
  16. "Wyryte kozikiem serca miłości" Życie to sploty zachwytu i gniewu, wzloty, szczyty i klęski niewinności, kozikiem wyryte na korze drzewa: serce ze strzałą – uczuciem wierności. Chłód dorosłości, kalkulacja twarda, obrączki złotem i kierpcami spętani, gdzie wylewa się z cierpienia ta czara, która życzliwie – lecz obelgą nas rani. Młodość w mądrość przeistocz, daj ducha, pozwól odnaleźć istnienia okruchy, bo kiedy w miłość uderza posucha, tylko w pniu starym szukać otuchy. Zbyt drogi luksus nie boli, gdy znika, kiedy myślą przy korze przystaniesz, by poczuć w sercu hart tego kozika i znów młodzieńcze popełnić kochanie. Wpiąć warkocz wiatru w latawca poświst, wracać z tęsknotą do pnia, co nie gości, usiąść na ławce – w dawny, osobliwy, wyryty w drewnie akt czystej miłości. Czasem pomoże, czasami dobije, gdzie drzewo wraz z parkiem dawno zniknęło, nikt serca tutaj już nie wyryje, w przeciągu pustkowia to miejsce utknęło. Lecz choć tu pusto i drzewo zginęło, w duszy wciąż bije kozika ślad żywy – serce wyryte miłością nie minie, bo w nas na zawsze młodość odżywi. Leszek Piotr Laskowski.
  17. "...Ostatnie dni" ...Ostatnie dni dzieciństwa. W tornistrze echem dzwonek jeszcze drży, na korytarzach milkną szkolne krzyki. Ostatnie dni dzieciństwa – krótkie sny zmieniają się w dorosłe już nawyki. ...Ostatnie dni w panieństwie. Biel sukni muska progi starych drzwi, panieństwa czas ucieka cicho w cienie. Już inna droga w sercu teraz brzmi i inne czeka ciebie przeznaczenie. ...Ostatnie dni ciąży. Pod sercem tętno – obcy, bliski rytm, ostatnie dni ciężkości i czekania. Wkrótce się z mroku wyłoni ten świt, co sens nadaje trudom powijania. ...Ostatnie dni pracy. Biurko posprzątane, milknie już gwar, ostatnie dni w pracy – uściski dłoni. Spada ci z barków obowiązków żar, by wreszcie w prestiżu przestać gonić. ...Ostatnie dni życia. Aż przyjdzie wieczór, ten najcichszy z dni, gdy życie kartkę ostatnią odwraca. W oknie zachodu złoty płomień lśni ostatnim tchnieniem do źródła powracasz. Leszek Piotr Laskowski
  18. "Ludzki las chłódu w centrum" Przez ten ruchomy las ludzki, w jednostajnym, tępym szumie, idziesz środkiem, cicho mkniesz, co tak trudno jest zrozumieć. Mijasz te martwe fasady – wzrok ślizga się po wystaw szkle, w rytmie świateł lekko zwalniasz, by w tym wszystkim nie zgubić się. W pełnej pustce taki obcy – jakby za srogą pokutę – niesie przez białe cię pasy twoje życie już nadpsute. Są nikim zarazem wszystkim, w porannym, szarym pośpiechu, między dumą a swym wstydem, wciąż im brakuje oddechu. To las bez drzew, w którym coś drży, już tylko pogłosem echa, Gniew nie daje im oparcia, życie do nich się nie uśmiecha. Chciałbym im/nam podarować choćby iskrę jasności lecz oni drwią z tych moich słów – że dobroć, to znak słabości. Szczelnie domknięci w klatkach własnego, gęstego milczenia, dziwni przechodnie – każdy powoli w cień się zamienia. Własną miarą ich mierzysz, choć pod skórą się opierasz, aż wreszcie w tym ich natłoku sam po cichu się zmieniasz. Płyniemy razem wzdłuż witryn, taflą szkła złączonych cięciw, odbiciem warstw codzienności od siebie całkiem odcięci. Zanim nas zmierzch dopadnie, nim noc nas w końcu pochłonie, szukamy schronienia, azylu w bezpiecznym, zimnym betonie. Ulica głęboko odetchnie, gdy opadną ostatnie kurze, sprzątacze wymiotą z chodników wszystkie te leśne iluzje. Zostanie tylko chłód płyt, co w pamięć głęboko zapadnie, i ślad po kimś, kto zniknął – tak prosto, po ludzku bezradnie. Leszek Piotr Laskowski.
  19. "Ptaki Wątpliwości" Nie sposób się pozbyć krążących nad głową ptaków wątpliwości, które w czaszce kołują. To wyobraźni naszej w sferze lękowej, dawnych traum strachy na nowo się snują. Przetwarza przestrogi nasza wyobraźnia, zmieniając rajskie ptaki w krwawe nietoperze. Drogą wspomnień kroczy głęboka bojaźń, aż nad logiką panika górę bierze. Warto analizy przegonić w zamyśle, usłyszeć te ptaki – jak i co śpiewają? Ich pieśni treść ocenić w swym umyśle: czy krążąc nad nami, prawdy nie skrywają? Może to posłańcy, co w mroku zastygli, by chronić przed naszą powtórką upadku? Choć dziobią boleśnie i kłują jak igły, szukając w chaosie, niosą prawdy świadków. Więc nie buduj klatki z grubego metalu, bo lęk karmiony milczeniem wzrasta. Rozszyfruj to echo goryczy i żalu, zanim w nim zniknie nadziei namiastka. Gdy wreszcie zrozumiesz ich skrzydeł szelest, oswoisz te cienie, co cię przerażały. Wątpliwość to tylko umysłu jest stelaż, byś w nową drogę wyruszył już cały. Leszek Piotr Laskowski
  20. "Oddalana śmierć" Jestem tu jeszcze na chwilę, moje sekundy mijają. Myśli o śmierci odległej, pozostałe gdzieś tam w tyle, do przyjaciół mnie zbliżają. Tych od dekad mych znajomych, dziś już po siedemdziesiątce, planujących jeszcze lata, idących myślą w fantomy z trochę płochą wiarą w mżonce. To, co życie im wydłuża z roku na rok planowaniem, <nie myślenie o starzeniu> – rezultaty dobre daje w takim planie – przedłużanie. Bo w spacerze ku końcowi nie o metę przecież chodzi, lecz by karmić głodną duszę, wbrew staremu zegarowi, czymś, co jeszcze się upłodzi. Więc planujmy swe ogrody, choćby jesień już nastała, bo póki życie nas cieszy, idąc przez warzywne płody, śmierć mniej będzie nas nękała. Leszek Piotr Laskowski.
  21. "Żołądź i kasztan" Żołądź spada z drzewa, tuż obok kasztana. – Co pan u mnie robi? – zapraszałem pana?! Kasztan zadziwiony spogląda na niego: – Tutaj jest pan u mnie, szanowny kolego! – Gdzie u pana, panie? No nie, proszę pana! Zawsze tutaj spadam, to moja polana! Dziwi mnie pan, panie, mam ja inne zdanie! Bo na tej polanie, jest moje spadanie! – A spadaj pan, panie, bo dam panu w banię! Na mojej tyś polanie, uparty kasztanie! Kasztan zaczął szukać kamienia wokoło. – Uspokój się, żołędziu, bo dostaniesz w czoło! Spadła szyszka w środek, ale się poturlała. Spojrzeli po sobie: – Dobrze, że nie została! Mówi półuśmiechem żołądź do kasztana. – Noo… – przytaknął kasztan – to nasza polana. > Jak niewiele trzeba, żeby dojść do zgody, nawet się podzielić częścią swej wygody. Gdy do podziału przybywa chętliwych, nawet złośliwców zamienia to w życzliwych. Leszek Piotr Laskowski.
  22. "Zacisze ciszy" Uwielbiam ciszę i każdą z nich słyszę. „Ciszy się nie słyszy” – ktoś powie – „oprzytomnij!” A śpiew ptaków, który ciszę kołysze? Jak się niesie w cichej, pełnej symfonii. Z wszystkich cisz najczulsza jest wieczorna, gdy zmierzch nadchodzi i dzień do snu się układa. Cichość dnia staje się wtedy pokorna i wolniutko w ciszę nocną zapada. Ciszę gwiazd błyskotliwych słyszę, jak w czerni snuje się, cicho szumiąc. Tę tak daleką słyszę – czarną ciszę, w otchłani kosmosu jej nasłuchując. Najbrzydszą ciszę wojen i głodu słyszę, i myśli tych, którzy głusi są z wyboru. Strach dzieci i myśli zbrodniarzy w pysze – wszystkich słyszę, tych ludzi bez honoru. Własnej zadumy ciszę również słyszę, wpatrzony w sufit krajobrazu wyobraźni. Napływ przeszłości mózgiem mi kołysze, ciszą wspomnień podstarzałej już jaźni. Lecz najgłębszą ciszę słyszę wtedy, gdy w sobie samym odnajduję tę ciszę. W niej milknie – ból, troska i ludzkie biedy, i pozostaje tylko – dobroci zacisze. Leszek Piotr Laskowski.
  23. "Przechadzka wśród przyjaciół" Krokiem niespiesznym, w ciszy i pokorze, idę aleją – wśród swoich, u siebie. W smugach pamięci, w porannej dnia porze, odwiedzam gwiazdy, zgasłe na mym niebie. Tu Andrzej – w ławce dzielił ze mną znoje, tam Zdzichu – w biegach był niedościgniony, Jurek, też tutaj – łamał serca każdej, w miłosnych podbojach był niezastąpiony. Małgosia – Z torbą pełną cudzych wieści, dziś sama stała się milczącą literą. Czas w swoich dłoniach starość ledwie mieści, zasłona opadła. Nie pytaj dlaczego. Krzysiek, Janek, Basia – cienie z podwórka, Zbyszek i Asia, - i Czarek – bratnia krew. Nasza wspólna młodość, barwna jak laurka, dziś brzmi jak odległy, przygaszony śpiew. Znam każdy zakręt, choć przybywa znaków – nowych imion wyrytych w chłodnym granicie. Mijam te rzędy w spokoju, bez lęku, bo tu się dopełnia każde nasze życie. I choć to cmentarz, spacer nie jest mroczny, bo wskrzeszam ich w sobie każdym wspomnieniem. Pijemy znów życie – ten nektar owocny, ciesząc się chwilą, a nie przeznaczeniem. W tej to sekundzie, – myślą ich dotykam, nie ma już granic, grobów ani trwogi. Śmierć w blasku wspomnień na moment umyka i odsłania wspólnie przebyte drogi. Leszek Piotr Laskowski
  24. "Chwast" Chwastem zwany, nielubiany, wyrasta, choć nieposiany. Żadną chlubą on dla pola, lecz taka to jego dola. Wśród plantacji się przebija, traktowany jak ta żmija. Zboże to czy kukurydza – dumę rolnika zawstydza. Aby pozbyć się go z pola, pryska chemią, ile wola. Wszystko żywe śmiercią piszczy, rolnik w myślach chwasty niszczy. Pszczoły padają i chrząszcze, biedronki, żuczki, chrabąszcze, po ziemi żabki i traszki, w locie motylki i ważki. On nie widzi tego wcale, w wyobraźni widzi fale – wiatrem kołysane zboże, pływające plonów morze. Z roku na rok mniej faluje, nie wie rolnik, co się psuje. Pola strute umierają, coraz mniej mu plonów dają. Chemia – chwastem najgroźniejszym w modnym rolnictwie dzisiejszym. Nie pokrzywa, – oset mały – chemia zniszczy świat nasz cały!. Leszek Piotr Laskowski
  25. "Spotkanie dobra ze złem" Raz się z dobrem złość spotkała, od razu się wyśmiewała: – Że dobro miękkie, że głupie, i chce być w każdej chałupie! Że królować chce miłością, dobrocią i pokornością! Dobro nie odpowiadało, tylko złu się przyglądało. Na to złość się ekscytuje, złem i złością atakuje, a dobro w bezruchu stoi (i wprawdzie trochę się boi). – Ty nie weźmiesz mnie litością! – krzyczała złość ze wściekłością. Wiem to ja już z doświadczenia: że nie ma z tobą godzenia! Do bitki była gotową, ze srogą miną bojową, a dobro się odwróciło i w swoją stronę ruszyło. Złość w momencie osłupiała, jednocześnie zrozumiała, w nerwach myśl jej taka przyszała – że sama na głupią wyszła. Jeśli już na swojej drodze złość napotkasz bez przyczyny, odwróć się na jednej nodze – posyłając złość w maliny. Leszek Piotr Laskowski.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...