Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Leszek Piotr Laskowski

Użytkownicy
  • Postów

    135
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Leszek Piotr Laskowski

  1. „Mgiełkowe duszyczki” Mgiełką z głębin nam nieznanych, tajemnicą nam wszechświatów, lekkim śladem obecności pośród duchowych tematów. Schodzą dusze w rytmie ciszy, w kolejce do życia stają, szukają miejsca dla siebie, w świat twardy się tu wcielają. Z ludzkim ego zamieszkują, od narodzin drogę znają, stają się mu świadomością i w tym życiu razem trwają. Mgłą przestają być bez cienia — aż do kresu im to dane; gdy porzucą ciężar ciała, odchodzą gdzieś tam w nieznane. I znów w mgiełkę się zmieniają, zbierają ślad swoich zdarzeń, ciche echa dawnych istnień i niespełnionych wciąż marzeń. Wrócą w światło ponad czasem, tam, gdzie źródło ich istnienia, gdzie początek splata z końcem pełnię sensu i spełnienia. Leszek Piotr Laskowski
  2. "Kapuśniak i Bigos" Bigos, smażony w patelni, na kapuśniak patrząc, rzecze: – Żeś pan w garnku jest wysokim, toś wyższy, – panu nie przeczę! Lecz miejże więcej uwagi w trakcie swego gotowania, by mniej chlapać trochę na mnie, bom już jest nie do poznania. Tak pryskasz na mnie z wysoka, od godziny ja to znoszę. Zachowaj trochę kultury, ostrożniejszy bądź, cię proszę! Kapuśniak z góry spogląda, bulgotaniem odpowiada: – Nie najgorzej pan wygląda, jak na tak niskiego dziada. Bigos się aż zagotował, choć miał się spokojnie smażyć. – Żeś ty pomyjo! – zawołał. – Przestań mnie złością swą parzyć! – Bulgotem odrzekł kapuśniak: – Sam ty przecież się zgodziłeś – kucharza nie powstrzymałeś, w patelnię chętnie wskoczyłeś. Bigos zaskwarczał smażeniem, spod pokrywki zerknął w górę, jak lew ze srogim spojrzeniem, był gotów na awanturę. Wtem kucharz przerwał ich sprzeczkę, zmniejszył im ogień palników i już za małą chwileczkę ucichły złości kłótników. Kapuśniak łyżką zamieszał, liznął bigosu smacznego, dwa dania różne zgotował, z warzywa tego samego. Najczęściej chętnie się kłócą, i w swej pysze są uparci, gradem się wyzwisk obrzucą – ci, którzy siebie są warci. Leszek Piotr Laskowski
  3. "Bunt przeciw przemijaniu" Jakże to! — nie może być tak?! To ja już nigdy nie będę młody? Rozkwitu męskości nie będzie? Do młodzieńczej nie wrócę urody? Nie wzniosę już dumnie ramion z uśmiechem pełnym uroku? Z błyskiem oczu jak brokaty nie będę czarował w mroku? Gdzie tamte noce bez końca, od zmierzchu aż po świt pijany? Gdzie moc, co zdawała się wieczna? Dziś — tylko już cień wspominany. Nie! — nie godzę się na takie życie, na kroki powolne, przygasłe, na kapcie, ciszę i starość, wkradające mi się w kąty ciasne. Dopiero teraz świat pojmuję, dopiero dzisiaj uczę się trwania, a czas — niepytany — ucieka, przemieniając mnie w cień przemijania. Czy istnieje gdzieś ścieżka ukryta, co zawróci nurt biegu czasu? Przywróci ogień młodości i wyrwie mnie z tego impasu?! Ciało wciąż rzuca wyzwanie, lustro bezlitośnie mnie zdradza, a w sercu wciąż płonie pragnienie, choć rozum już figle odradza. Kiedyś wszelkie łamałem zakazy, pędziłem przez świat jak szalony, dzisiaj kości bardziej mnie łamią — i to niemal z każdej już strony. Leszek Piotr Laskowski.
  4. "Prawdy złoconych Ram" „Ostatnia Wieczerza – w jej cieniu stajemy, gdzie da Vinci czarem swym więzi spojrzenia. Choć mistrza za kunszt ten bez miary sławimy, to wciąż nas nurtują milczące pytania: Czy tak to wyglądało w wieczernika ciszy, gdy Chrystus z uczniami zasiadał do stołu? Czy malarz głos prawdy w swej duszy usłyszał, czy tylko sny własne sprowadził z popiołów? A Grunwald Matejki? Ten zgiełk i te konie, w które on serce tętniące swe włożył, czy widział ten triumf na dziejów skłonie, czy swą wyobraźnię jedynie przetworzył? To, co kunsztowną oprawimy ramą, prawdą się staje dla rzeszy narodów. Malarz gestem czyni wieśniaczkę damą, budząc w niej szlachectwo – bez zbędnych dowodów. Leszek Piotr Laskowski.
  5. "Nieokiełznany sen" Nie śpię – a północ wszędzie, pierwsza już – nie śpię dalej. Druga dochodzi, a on się nie zjawia, pewnie i do trzeciej tak będzie. Nie przyszedł. Czwarta mija, przed piątą okno jaśnieje, a ten wije się gdzieś w okolicy i tu nie zagląda, ta żmija! Myśli męczą, snują filmy, oko doby nie zamyka, a ty czekasz wciąż i czekasz na tego nocnego smyka. Żoną w złości gdybym był, z wałkiem bym go czekał w drzwiach, lecz mężczyźnie nie przystoi – srogość upadłaby w brwiach. Szósta już – chyba idzie – ... O! – był raczej? – bo południe na zegarze. Znów go nie widziałem przyjść, – kiedy dotarł? – nie kojarzę. Leszek Piotr Laskowski.
  6. "Znalazł wróbel mieszkanie" W poddaszu pod rynną pan Wróbel znalazł szparę. Cieszył się, w nią wciskając, że jest na jego miarę. W środku było przyzwoicie i całkiem wygodnie — tak sucho i przytulnie, poczuł się swobodnie. Bardzo szybko sprowadził tu panią Wróblową, by w nowym mieszkaniu była mu królową. Rozepchnął więc łapkami, ile mógł, szpareczkę dla pani o krągłościach obfitszych troszeczkę. Tak plan snuć zaczęli — wielopokoleniowy — aż póki nie dostrzegli w szparce szpaka głowy, która dzioba mocą jak piły motorowej powiększała wejście już dla pani Szpakowej. Wyfrunęły wróbelki szparą powiększoną, zostawiając mieszkanie dla Szpaka ze żoną. Już Szpakowie gniazdować spokojnie poczęli, wtem państwo Kawkowie do szpary przylecieli. Nie patrząc na szpaki, deskę ostro tarmoszą, wejście powiększają, swoje jajka już znoszą. Im wejście jest większe, tym mieszkanie jest mniejsze. Kawki odpuściły — obie się nie mieściły. Pan Wrona obserwował to całe zamieszanie. „Ja jestem najsilniejszy, dla mnie to mieszkanie!” Podlatuje, patrzy — wejściowa szpara wielka, ale w środku brak miejsca nawet dla wróbelka. Leszek Piotr Laskowski.
  7. "Jubionkowie" W wiosce Jubionka Jubionkowie mieszkali: Jubionkowie duzi, Jubionkowie też mali. Ci, co byli duzi, Jubionką zarządzali. Jubionkowie mali tych dużych się bali. Każdymi wyborami dużych wybierali, Jubionkowie mali nie kandydowali. Choć Jubionka mała, władzę dużą miała i o wszystkich Jubionków różnorako dbała. Jubionkowie mali się nie skarżyli, w harmonii z dużymi zawsze zgodnie żyli. Aż do tego czasu, kiedy dużych przybyło i jadła dla małych już nie wystarczyło. Głodowali mali bez skarżenia większego, pracowali więcej dla pospólstwa dużego. Do harówki przywykli i nie narzekali, mniejsi się rodzili, młodsi umierali. Dużych przybywało w obfitości bogactwa, wymogów mieli więcej od małego bractwa. Mali Jubionkowie od świtu do nocy w gonitwie umierali z głodu i niemocy. Bogaci się śmiali swą wyższością wielką, dalej korzystali z bezlitosnością wszelką. Aż dnia pewnego zapasy wyjedli, chcieli małych oskarżyć i tu się zawiedli. Ostatni ich mały z głodu dawno padł – oddawał im wszystko, więc sam mało jadł. Morał dużym jeden: jesteście bogatymi – nie pozwólcie biedniejszym chodzić głodnymi. Leszek Piotr Laskowski
  8. "Ścierki rodzime" W kuchni, na uchwycie klapy piekarnika, gdzie go się otwiera i gdzie się zamyka, na rączce obok siebie dwie ścierki wisiały. I choć uchwyt nie był wcale taki mały, w przepychankach słownych trwała tam gorączka: — Nie jest twoja, ty ściero, cała ta rączka! — Nie bądź tak, ty szmato, zaborczo paskudna, nie wpychaj się na mnie, boś cała jest brudna! — Odczep się, ty hadro! — sąsiadka jej rzecze. — Czystą nie jestem, tego wcale nie przeczę, ale ty nie jesteś ode mnie czyściejsza, w dodatku podarta i o wiele mniejsza! Wtem do kuchni pani gospodyni przyszła, trzecią pośrodku, czystą ścierkę im wcisła– pachnącą, wypraną i wyprasowaną, całkiem nowiutką, jeszcze nieużywaną. W jednym momencie te brudasy po boku zgodnie już na nią wyskoczyły w amoku. — Co za wciskalska! Żadnego wychowania! Wepchnęła się w środek bez zapytania! Tanim proszkiem cuchnie, a przemądrzała! Zawisła – i nawet się nie przywitała. — Patrz, jak się nosi! Jak jej u nas wygodnie! — Brudna do brudnej teraz mówi już zgodnie. Wspólnie gadając, w przymierzu się zjednały, na ścierkę pośrodku razem nadawały. Tak samo my w Polsce, między Polakami: jak wroga nie mamy, to żremy się sami. Leszek Piotr Laskowski.
  9. "Wyryte kozikiem serca miłości" Życie to sploty zachwytu i gniewu, wzloty, szczyty i klęski niewinności, kozikiem wyryte na korze drzewa: serce ze strzałą – uczuciem wierności. Chłód dorosłości, kalkulacja twarda, obrączki złotem i kierpcami spętani, gdzie wylewa się z cierpienia ta czara, która życzliwie – lecz obelgą nas rani. Młodość w mądrość przeistocz, daj ducha, pozwól odnaleźć istnienia okruchy, bo kiedy w miłość uderza posucha, tylko w pniu starym szukać otuchy. Zbyt drogi luksus nie boli, gdy znika, kiedy myślą przy korze przystaniesz, by poczuć w sercu hart tego kozika i znów młodzieńcze popełnić kochanie. Wpiąć warkocz wiatru w latawca poświst, wracać z tęsknotą do pnia, co nie gości, usiąść na ławce – w dawny, osobliwy, wyryty w drewnie akt czystej miłości. Czasem pomoże, czasami dobije, gdzie drzewo wraz z parkiem dawno zniknęło, nikt serca tutaj już nie wyryje, w przeciągu pustkowia to miejsce utknęło. Lecz choć tu pusto i drzewo zginęło, w duszy wciąż bije kozika ślad żywy – serce wyryte miłością nie minie, bo w nas na zawsze młodość odżywi. Leszek Piotr Laskowski.
  10. "...Ostatnie dni" ...Ostatnie dni dzieciństwa. W tornistrze echem dzwonek jeszcze drży, na korytarzach milkną szkolne krzyki. Ostatnie dni dzieciństwa – krótkie sny zmieniają się w dorosłe już nawyki. ...Ostatnie dni w panieństwie. Biel sukni muska progi starych drzwi, panieństwa czas ucieka cicho w cienie. Już inna droga w sercu teraz brzmi i inne czeka ciebie przeznaczenie. ...Ostatnie dni ciąży. Pod sercem tętno – obcy, bliski rytm, ostatnie dni ciężkości i czekania. Wkrótce się z mroku wyłoni ten świt, co sens nadaje trudom powijania. ...Ostatnie dni pracy. Biurko posprzątane, milknie już gwar, ostatnie dni w pracy – uściski dłoni. Spada ci z barków obowiązków żar, by wreszcie w prestiżu przestać gonić. ...Ostatnie dni życia. Aż przyjdzie wieczór, ten najcichszy z dni, gdy życie kartkę ostatnią odwraca. W oknie zachodu złoty płomień lśni ostatnim tchnieniem do źródła powracasz. Leszek Piotr Laskowski
  11. "Ludzki las chłódu w centrum" Przez ten ruchomy las ludzki, w jednostajnym, tępym szumie, idziesz środkiem, cicho mkniesz, co tak trudno jest zrozumieć. Mijasz te martwe fasady – wzrok ślizga się po wystaw szkle, w rytmie świateł lekko zwalniasz, by w tym wszystkim nie zgubić się. W pełnej pustce taki obcy – jakby za srogą pokutę – niesie przez białe cię pasy twoje życie już nadpsute. Są nikim zarazem wszystkim, w porannym, szarym pośpiechu, między dumą a swym wstydem, wciąż im brakuje oddechu. To las bez drzew, w którym coś drży, już tylko pogłosem echa, Gniew nie daje im oparcia, życie do nich się nie uśmiecha. Chciałbym im/nam podarować choćby iskrę jasności lecz oni drwią z tych moich słów – że dobroć, to znak słabości. Szczelnie domknięci w klatkach własnego, gęstego milczenia, dziwni przechodnie – każdy powoli w cień się zamienia. Własną miarą ich mierzysz, choć pod skórą się opierasz, aż wreszcie w tym ich natłoku sam po cichu się zmieniasz. Płyniemy razem wzdłuż witryn, taflą szkła złączonych cięciw, odbiciem warstw codzienności od siebie całkiem odcięci. Zanim nas zmierzch dopadnie, nim noc nas w końcu pochłonie, szukamy schronienia, azylu w bezpiecznym, zimnym betonie. Ulica głęboko odetchnie, gdy opadną ostatnie kurze, sprzątacze wymiotą z chodników wszystkie te leśne iluzje. Zostanie tylko chłód płyt, co w pamięć głęboko zapadnie, i ślad po kimś, kto zniknął – tak prosto, po ludzku bezradnie. Leszek Piotr Laskowski.
  12. "Ptaki Wątpliwości" Nie sposób się pozbyć krążących nad głową ptaków wątpliwości, które w czaszce kołują. To wyobraźni naszej w sferze lękowej, dawnych traum strachy na nowo się snują. Przetwarza przestrogi nasza wyobraźnia, zmieniając rajskie ptaki w krwawe nietoperze. Drogą wspomnień kroczy głęboka bojaźń, aż nad logiką panika górę bierze. Warto analizy przegonić w zamyśle, usłyszeć te ptaki – jak i co śpiewają? Ich pieśni treść ocenić w swym umyśle: czy krążąc nad nami, prawdy nie skrywają? Może to posłańcy, co w mroku zastygli, by chronić przed naszą powtórką upadku? Choć dziobią boleśnie i kłują jak igły, szukając w chaosie, niosą prawdy świadków. Więc nie buduj klatki z grubego metalu, bo lęk karmiony milczeniem wzrasta. Rozszyfruj to echo goryczy i żalu, zanim w nim zniknie nadziei namiastka. Gdy wreszcie zrozumiesz ich skrzydeł szelest, oswoisz te cienie, co cię przerażały. Wątpliwość to tylko umysłu jest stelaż, byś w nową drogę wyruszył już cały. Leszek Piotr Laskowski
  13. "Oddalana śmierć" Jestem tu jeszcze na chwilę, moje sekundy mijają. Myśli o śmierci odległej, pozostałe gdzieś tam w tyle, do przyjaciół mnie zbliżają. Tych od dekad mych znajomych, dziś już po siedemdziesiątce, planujących jeszcze lata, idących myślą w fantomy z trochę płochą wiarą w mżonce. To, co życie im wydłuża z roku na rok planowaniem, <nie myślenie o starzeniu> – rezultaty dobre daje w takim planie – przedłużanie. Bo w spacerze ku końcowi nie o metę przecież chodzi, lecz by karmić głodną duszę, wbrew staremu zegarowi, czymś, co jeszcze się upłodzi. Więc planujmy swe ogrody, choćby jesień już nastała, bo póki życie nas cieszy, idąc przez warzywne płody, śmierć mniej będzie nas nękała. Leszek Piotr Laskowski.
  14. "Żołądź i kasztan" Żołądź spada z drzewa, tuż obok kasztana. – Co pan u mnie robi? – zapraszałem pana?! Kasztan zadziwiony spogląda na niego: – Tutaj jest pan u mnie, szanowny kolego! – Gdzie u pana, panie? No nie, proszę pana! Zawsze tutaj spadam, to moja polana! Dziwi mnie pan, panie, mam ja inne zdanie! Bo na tej polanie, jest moje spadanie! – A spadaj pan, panie, bo dam panu w banię! Na mojej tyś polanie, uparty kasztanie! Kasztan zaczął szukać kamienia wokoło. – Uspokój się, żołędziu, bo dostaniesz w czoło! Spadła szyszka w środek, ale się poturlała. Spojrzeli po sobie: – Dobrze, że nie została! Mówi półuśmiechem żołądź do kasztana. – Noo… – przytaknął kasztan – to nasza polana. > Jak niewiele trzeba, żeby dojść do zgody, nawet się podzielić częścią swej wygody. Gdy do podziału przybywa chętliwych, nawet złośliwców zamienia to w życzliwych. Leszek Piotr Laskowski.
  15. "Zacisze ciszy" Uwielbiam ciszę i każdą z nich słyszę. „Ciszy się nie słyszy” – ktoś powie – „oprzytomnij!” A śpiew ptaków, który ciszę kołysze? Jak się niesie w cichej, pełnej symfonii. Z wszystkich cisz najczulsza jest wieczorna, gdy zmierzch nadchodzi i dzień do snu się układa. Cichość dnia staje się wtedy pokorna i wolniutko w ciszę nocną zapada. Ciszę gwiazd błyskotliwych słyszę, jak w czerni snuje się, cicho szumiąc. Tę tak daleką słyszę – czarną ciszę, w otchłani kosmosu jej nasłuchując. Najbrzydszą ciszę wojen i głodu słyszę, i myśli tych, którzy głusi są z wyboru. Strach dzieci i myśli zbrodniarzy w pysze – wszystkich słyszę, tych ludzi bez honoru. Własnej zadumy ciszę również słyszę, wpatrzony w sufit krajobrazu wyobraźni. Napływ przeszłości mózgiem mi kołysze, ciszą wspomnień podstarzałej już jaźni. Lecz najgłębszą ciszę słyszę wtedy, gdy w sobie samym odnajduję tę ciszę. W niej milknie – ból, troska i ludzkie biedy, i pozostaje tylko – dobroci zacisze. Leszek Piotr Laskowski.
  16. "Przechadzka wśród przyjaciół" Krokiem niespiesznym, w ciszy i pokorze, idę aleją – wśród swoich, u siebie. W smugach pamięci, w porannej dnia porze, odwiedzam gwiazdy, zgasłe na mym niebie. Tu Andrzej – w ławce dzielił ze mną znoje, tam Zdzichu – w biegach był niedościgniony, Jurek, też tutaj – łamał serca każdej, w miłosnych podbojach był niezastąpiony. Małgosia – Z torbą pełną cudzych wieści, dziś sama stała się milczącą literą. Czas w swoich dłoniach starość ledwie mieści, zasłona opadła. Nie pytaj dlaczego. Krzysiek, Janek, Basia – cienie z podwórka, Zbyszek i Asia, - i Czarek – bratnia krew. Nasza wspólna młodość, barwna jak laurka, dziś brzmi jak odległy, przygaszony śpiew. Znam każdy zakręt, choć przybywa znaków – nowych imion wyrytych w chłodnym granicie. Mijam te rzędy w spokoju, bez lęku, bo tu się dopełnia każde nasze życie. I choć to cmentarz, spacer nie jest mroczny, bo wskrzeszam ich w sobie każdym wspomnieniem. Pijemy znów życie – ten nektar owocny, ciesząc się chwilą, a nie przeznaczeniem. W tej to sekundzie, – myślą ich dotykam, nie ma już granic, grobów ani trwogi. Śmierć w blasku wspomnień na moment umyka i odsłania wspólnie przebyte drogi. Leszek Piotr Laskowski
  17. "Chwast" Chwastem zwany, nielubiany, wyrasta, choć nieposiany. Żadną chlubą on dla pola, lecz taka to jego dola. Wśród plantacji się przebija, traktowany jak ta żmija. Zboże to czy kukurydza – dumę rolnika zawstydza. Aby pozbyć się go z pola, pryska chemią, ile wola. Wszystko żywe śmiercią piszczy, rolnik w myślach chwasty niszczy. Pszczoły padają i chrząszcze, biedronki, żuczki, chrabąszcze, po ziemi żabki i traszki, w locie motylki i ważki. On nie widzi tego wcale, w wyobraźni widzi fale – wiatrem kołysane zboże, pływające plonów morze. Z roku na rok mniej faluje, nie wie rolnik, co się psuje. Pola strute umierają, coraz mniej mu plonów dają. Chemia – chwastem najgroźniejszym w modnym rolnictwie dzisiejszym. Nie pokrzywa, – oset mały – chemia zniszczy świat nasz cały!. Leszek Piotr Laskowski
  18. "Spotkanie dobra ze złem" Raz się z dobrem złość spotkała, od razu się wyśmiewała: – Że dobro miękkie, że głupie, i chce być w każdej chałupie! Że królować chce miłością, dobrocią i pokornością! Dobro nie odpowiadało, tylko złu się przyglądało. Na to złość się ekscytuje, złem i złością atakuje, a dobro w bezruchu stoi (i wprawdzie trochę się boi). – Ty nie weźmiesz mnie litością! – krzyczała złość ze wściekłością. Wiem to ja już z doświadczenia: że nie ma z tobą godzenia! Do bitki była gotową, ze srogą miną bojową, a dobro się odwróciło i w swoją stronę ruszyło. Złość w momencie osłupiała, jednocześnie zrozumiała, w nerwach myśl jej taka przyszała – że sama na głupią wyszła. Jeśli już na swojej drodze złość napotkasz bez przyczyny, odwróć się na jednej nodze – posyłając złość w maliny. Leszek Piotr Laskowski.
  19. "Czas żołędzi nad Utratą " Czas żołędzi pluskających, dojrzałych – tego nie znałem. Ze starych i pięknych dębów spadają i pluskają, więc się zatrzymałem. Rzek rzadka to ozdoba; tajemniczy dźwięk ich plusku mnie zawołał. Jak kamieniem ciskanym spadają na wodę, tworząc lustrzane koła. Lekko falami płynące w dorzeczu dębów szumiących, podkreślają ich urodę. Widzę las kaczych kuprów, w wodzie na wpół zanurzonych, w dnie rzeczki buszujących. Bezwstydnie nad wodą, zadkami wystawione, nas, przechodzących, ironicznie traktują. Dęby masywne, dęby piękne, książęcym dworem pachnące. Dzieci – żołędzie Utraty – z miłości gniazd wypadające, ruszają podbijać te światy. Płyną z nurtem matki rzeki niby żaglowce odkrycia, po nowych pokoleń aprobatę. I tak w podróży bez końca niesione prądem I cieniem, szukają żyznej przystani. By kiedyś, w słońca promieniach, stać się znów dębów koroną – rzeki wiernymi strażnikami. Leszek Piotr Laskowski.
  20. "Różnym krokiem" Od tych pierwszych kroków, które już zapomniane, stawianych tak niepewnie w ręce wyciągnięte, z pierwszymi zachwianiami, zygzakiem zataczane, z bobasa miną – kroki w miłości zaklęte. Te pierwsze wędrówki, które się wydłużały wysiłkiem szkolnym i osiąganiem wyników, krokiem kieratu w dorosłe życie pchały – krokiem coraz dłuższym, w rozsądku zaniku. Krokami w bogactwa, krokami w wygody, krokami w miłościach nie zawsze wspaniałych, krokami w utratę młodocianej urody i krokiem zbliżającym do głów podsiwiałych. Kroki tych słabości, przebytych w uniesieniach... Z wiekiem uczą człowieka kroków innych, nowych – zdrowszych już kroków, spokojnego chodzenia; jak w dzieciństwie też chwiejnych, teraz starościowych. Leszek Piotr Laskowski
  21. "Jakbyś?" Jakbyś przejrzał dziś na oczy, osobiście się objawił, swoim sposobem proroczym, dzisiejszy świat byś naprawił? Jakbyś na świat reagował, obliczem Bożego słowa, poważnie poobserwował, czy znowu byś się nie schował? Jakbyś tak Ty mniej zabraniał, straszeniem i sianiem grozy, do miłości nas nakłaniał, dla świata lepszej prognozy? Jakbyś mógł chociaż obiecać, Najświętszy, potężny Boże, i drogę naszą oświecać, ale widocznie nie możesz? Jakbyś istniał Ty prawdziwie, coraz więcej pytań pada! To rządziłbyś sprawiedliwie, tak jak Biblia przepowiada? Jakbyś robił to, co trzeba, okiem Najświętszej Miłości? Słabo widzisz z otchłań nieba ludzką nienawiść i złości. Jakbyś zniżył się o trochę, by się lepiej w nas wpatrywać? - Zdejmij z głowy już pończochę, przestań się pod nią ukrywać. Leszek Piotr Laskowski
  22. "Ludzkie poziomy" Ludzie stabilni, ludzie świata dziwności, emocjami czuli, darem wspaniałości. Muzycy, pisarze, poeci, malarze, zużyte te pędzle, te puste kałamarze. Widzenia, natchnienia, wzloty i upadki, śledzenie otoczenia i życiowe wpadki. Kryzysy moralne, z euforii do mdłości, usilne utrzymania ludzi w miłości. Szacunku dla bliźniego, bez względu na rasę, i czerwień krwi wspólnej, co daje okrasę. Dla wiary empatycznej i Boga wspólnego, życzliwości serca człowieka każdego. "Kto kochać potrafi", nie pluje na innych, w szczerości odbioru, wszędzie jest wygrany. "Kto szydzi z bliźniego", sam siebie zaniża ziarnem nienawiści wokół rozsiewanym. Leszek Piotr Laskowski. Literackie 'Wesołych Świąt!', WSZYSTKIM - 🐣🍷.
  23. "Mowa - wolność słowa !" Krzyczał język za zębami: „Stop niewoli za kratami, wolność słowa dla każdego, dość języka więzionego! Bronią mi wolności myśli, szczękami mnie tu zaciśli, trzymają za zębów kratą, dość, nie zgadzam się już na to!”. Szczęki, z nutką oburzenia, czepiają się podniebienia: „Ty nad ozorem górujesz, czemu go nie korygujesz?!”. Podniebienie głębiej wklęsło, z bezradności się zatrzęsło: „Nic nie mogę, boję się go, język z gardłem jest kolegą”. Gardło, usłyszawszy słowa, szepcząc, w przełyku się chowa: „Krtań może dać jakieś rady, bo z tchawicą ma układy”. Na to tchawica z nerwami: „Winne narządy z dźwiękami! Te w krtani fałdy głosowe, płucno-powietrzno-drganiowe!”. Płuca na to: „Nie przeczymy, z powietrzem mowę tworzymy, z krtani przetłaczane drgania pchają język do gadania. A że czasem plecie bzdury? Język już taki z natury: co mózg śle mu w konsensusie, bez sensu wypluwa mu się!”. Leszek Piotr Laskowski.
  24. „Obraz dębowej potęgi” Płynie nurtem rzeki drzewa pień starego, kornikiem zjedzony do serca samego. Powodzią porwany, wolno srodkiem płynie. Dębem kiedyś pięknym rósł sobie przy młynie. Jego duma świetności lat kilkaset trwała, w cieniu jego gałęzi historia się pisała. Opowiadać mógłby dawniejsze przeszłości, na płótnach malowany – umilkł dziś w starości. Płynie więc spokojnie, gałęzie obłamane, korzenie spróchniałe, prądem wody porwane. Już nie szumią poezją jego liście w miłości, nikt już dziś nie zazna jego gościnności. Królowie odpłynęli w pozażycia parkany, i on rzeką płynie, samotny, zapomniany. Malarzy przy nim nie ma, już go nie malują, może w jego dziuplach, ich duchy podróżują Kiedyś tak potężny, burzy się nie lękał, stał dębem! Jak dąb! Przed nikim nie klękał. Dzisiaj w rozpadzie, wstydem swej słabości, poddaje się naturze w stoickiej pokorności. Każdy ma swój szlak w chwale i atłasach, większych lub mniej zaszczytnych czasach. Bo to przeznaczenie w każdym życia wątku limity wyznacza wszystkim bez wyjątku. I choć nurt go niesie do morza dalekiego, pamięć jego potęgi, przykładem dla każdego. W materii się rozpada, lecz w słowie nie ginie, A i pięknym pozostaje, na płutnach - przy młynie. Leszek Piotr Laskowski.
  25. "Horyzont – pożeracz dni" Horyzontu w czerwieni wieczoru, dnia żal, tej zakrwawionej zorzy dniem w pomieraniu, porankiem ruszą śpiewy, tańce – ruszy bal, przy dnia ponownego krwawym powijaniu. Wysnują się zza lasu słońca promienie, przebudzą lękliwie żyjątka – w niskiej mgle, szum orkiestry liściowej lasu brzmieniem rozpłynie się w życie, – dźwięk natury w tle. Budzi się, budzi! Rozwija! – Rozkwita dzień, niepowtarzalnej historii, jak pęk kwiatu, jednodniowy bohater, pędzący jak cień, od wschodu do zachodu, do końca świata. Wieczoru starzeniem, czerwienią zachodu, obieżyświat zmęczony, – przejrzysty i rączy, świtem poczęty, w wieczorne sunie chłody, gdzie pożarty horyzontem, – krwawo skończy. Leszek Piotr Laskowski.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...