Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Leszek Piotr Laskowski

Użytkownicy
  • Postów

    187
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Leszek Piotr Laskowski

  1. „Skłon w przemyślenia” Stworzonyś ty paradoksem miłości, dzieciństwem tyś głową w niebiosach, kształconyś w kryteriach wolności i wiatru szaleństwa we włosach. Dojrzewałeś w odzie do młodości, wojny okresu – kompleksy oporu. W dwudziestych latach rozkwtu wolności, migracją bólu, poniżeń i sporów. Obcości istnienia – zrozumień trudy, czas na obczyźnie, śladem innych torów, z prawdy do prawdy, od złudy do złudy, zrozumień zewnętrznych świata walorów. Granic nie uważasz – polityka złem, wyzysk człowieka prostego na modzie, pycha wyższości dla ciemnoty jest tłem, nikogo kłamstwo w oczy już nie bodzie. „Daj mi skrzydła” – nie! Już ci nie zależy, spokój myśli horyzontem już nęci, ty decydujesz, co radość ci mierzy, wystarcza ochota i dobre chęci. Leszek Piotr Laskowski.
  2. „Maszynowa ewolucja” Kwantowym jemu zwyczajem, z gwiazd tu przybył siłą woli. Żadną maszyną kosmiczną, bez skafandra-aureoli. Rozejrzał się w cztery strony, zadając sobie pytanie: – Jak oni tak mogli stworzyć własne siebie uśmiercanie? Mając tyle możliwości, kreują piekło trujące; do niszczenia, uśmiercania – jeżdżące i latające. Utknęli w swojej blokadzie, z całą technologią dziwną, zamiast własnego rozwoju poszli drogą wręcz przeciwną. W iterację nie ruszyli, mądrość ciała w niej kształtując, w teleportację nie doszli, samych siebie modelując. Na łatwiznę płytką poszli, – protezy z maszyn kreują, skrótami dla wygodnictwa, – pancerze sobie fundują. – Nic tu nie ma do zrobienia – zmrużył swoje cztery oczy. Idą ku samozniszczeniu. – I z nóg pięciu w kosmos skoczył. Leszek Piotr Laskowski
  3. „Pijak” Na odludziu, w starej szopie, tuż przy lesie, w pierwszych drzewkach, słychać było, że ktoś żłopie i jakby w cichych przyśpiewkach. – Pijak jakiś zbłądzić musiał lub przed żoną się ukrywa. Pewnie już tam i nasiusiał – z pijakami tak już bywa. Napiją się bez umiaru, wyglądają wtedy wstrętnie. Chodzą od baru do baru, snują się bez celu smętnie. Szukają, by dolać jeszcze, ich się nie powstrzyma nijak. Może na niego zawrzeszczę: „Niech wychodzi wstrętny pijak!”. – Hej, pijaku, wyłaź z szopy, bo jeszcze ogień zaprószysz! Wy, pijaki, to niełopy... Kiedy w swoją drogę ruszysz? Cisza nagle, już nie żłopie. Patrzę w szparę poprzez dłonie: – Wychodź w tej chwili stąd, chłopie, bo i tak cię stąd przegonię! Dalej spokój. W pełnej ciszy wchodzę więc w nerwów nawale. Może zasnął i nie słyszy? Więc go zbudzę i wywalę! Patrzę, patrzę – i co widzę? Jeżyka w strachu małego! Ja z pijaków świata szydzę, a tu, ot tak coś miłego. Burczał cicho coś pod nosem, siorbiąc wodę z starej miski – trochę pijackim odgłosem, jak zalany do kołyski. Tak to właśnie naszą jaźnią tworzymy różne opinie, często mylną wyobraźnią niewinnym wpajając winę. Leszek Piotr Laskowski
  4. "Pieluszkowy glob" Jesteś jak groszek maleńki, namiastką życia zaledwie, w ogromie nieskończoności, gdzieś zagubioną bezwiednie. Gdzieś – ale gdzie? Nie wiesz sama, nie posiadasz takiej mocy, by czarne przejrzeć zakątki kosmosu tej wiecznej nocy. A wydaje ci się częstokroć, że wszechświata jesteś pępkiem, w bajkach o bogach w niebiosach, a nie ledwie jego strzępkiem. Bo wciąż ty w pieluchach jeszcze, a już przyszłość swoją niszczysz i zamiast wpierw wydorośleć, narzekasz, klniesz oraz pyszczysz. Masz jeszcze drogę daleką w nauce i zrozumieniu, by ruszyć w dobrym kierunku, a nie ku samozniszczeniu! I pamiętaj, mały groszku, pośród gwiazd i ich bezmiaru, mądrość nie rodzi się z pychy, lecz z pokory i morałów. Leszek Piotr Laskowski
  5. „Nieistniejące słowa” Jakbym mógł, to bym opisał scenę własnego odejścia. Bogom bym jej nie przypisał — bez religii są te przejścia. Ludzkość jest w tabu ujęta, w słowach, które nie istnieją, na zawsze w sobie zamknięta, „bo bez słów nie zrozumieją”. Tak stworzone, w jakimś celu, opuszczanie doczesności, byś nie poznał, przyjacielu, twojej drogi do wieczności. Poznasz, co to za przeżycia w przejściu z życia w stronę śmierci. Nadchodzący koniec bycia wnętrze ciała ci przewierci. Ale gdybyś bilet dostał — powrót dany mało komu — z szponów śmierci się wydostał, nie opowiesz nic nikomu. Bo nie znajdziesz słów opisu, nie istnieją takie słowa z pozaziemskiego zapisu — reguła pozażyciowa. Leszek Piotr Laskowski
  6. "Sędziwe lata" Lubię poranki i rodzący się świt, gdy dzień otwiera swe świetliste bramy, bo w każdym z nich odwieczny tętni rytm, którym ku życiu nieustannie zdążamy. W bezkresie galaktyk, pośród gwiezdnych mgławic, jakże niezmierny jest wszechświata stan! Ileż światów zdołał czas już pozostawić, ile początków skrywa wieczności plan? Cóż jest prawdą, którą przyjąć nam wypada, gdy dzieje własne próbujemy pojąć sami? Jesteśmy ledwie pyłem, co się osiada na brzegu wieczności pomiędzy światami. Codziennie, niczym Syzyf, trud podejmujemy, pchając pod górę głaz marzeń i nadzieje, i choć kres drogi przeczuć nieraz umiemy, wciąż serce ku przyszłości ufnie się śmieje. Bo żadne życie nie kończy się spełnieniem, nie ma pożegnań, które niosłyby ukojenie, gdy ciało ustępuje przed przemijaniem, a duch odchodzi w nieznane przestrzenie. Dlatego żyjmy pełnią każdej chwili, tu, gdzie los nas postawił, pod niebem i słońcem, byśmy w godzinie, gdy będziemy odchodzili, mogli rzec: „Żyłem naprawdę” — nim nadejdzie koniec. Bo czas, choć cichy, niestrudzenie naprzód kroczy, nie pytając nikogo o zgodę ni o zdanie, a sędziwe lata przychodzą jak nocą mrok głęboki, nim człowiek zdoła pojąć ich przybywanie. Leszek Piotr Laskowski
  7. "Rozpoznasz Ją" Jak wyłuskać ją z mgławicy – tę kruchą natchnień personę? W barwach, co kradną źrenicy odcień w pokusie stopiony. Umysł unika drgnień światła, kształt pulsuje wciąż w pamięci, wybór, co w dłoniach już zastygł, budzi się i pięknem nęci. W jasnym, kojącym promieniu śledzić jej sploty figlarne, chcieć tętna, trwania, istnienia, by przejść przez dni – kiedyś marne. Nie w patosie z pustym echem, lecz w ciszy, co wnętrze spaja, gdy świt, kończąc nocny finał, mrok z naszych okien wymawia. To nie jest lśnienie ulotne, lecz dłoni pewności – kotwica, gdy drogi, przez los wywrotne, wiodą tam, gdzie mrok zachwyca. Więc gdy w zwierciadle jej oczu wzrokiem znajdziesz swoje echo, nie pytaj o sens – po prostu przyjmij ten obraz z pociechą. Gdy szept w milczenie przechodzi, a lęk jak kamień opada, wiesz, że to ją rozpoznałeś – i w tobie zaczyna zasiadać. Nie szukasz już nic na zewnątrz, stając się ty sam przystanią, wczorajsze prośby do stwórcy, dzisiaj poezją się stają. Leszek Piotr Laskowski.
  8. „Karma” Nie uczynisz niczego złego na długo, karma twoja cię zawsze dopadnie. Sumienia serca nie oszukasz własnego, karma rozlicza wszystkich przykładnie. Większą zasługą są dobre uczynki, których nie zawsze widać wszystkie zalety. Są tacy, którzy robią sobie z niej kpinki, nim karma zrzuci im z oczu rolety. Niektórzy znajdują drogę szczerości, inni zawzięcie trwają przy kłamstwie. Nie każdy potrafi przełamać słabości, więc wolą pozostać w obłudzie i chamstwie. Bóg domniemany, dobroduszny i święty, mądrze układał te światy nasze. Rozumem dzieląc, rzekł: „Jam jest zajęty, rządzenie wami jest teraz wasze”. Zostawiam wam karmę dobra i złego, która pilnować w uczynkach was będzie. Zaznasz jej szybko, robiąc coś dobrego, będziesz zło czynił, odnajdzie cię wszędzie. Bo każdy zbiera plon własnego działania, choć czasem długo na zapłatę czeka. Karma nie krzyczy, nie szuka uznania, lecz zawsze wraca ścieżkami człowieka. Może zwierciadłem, jest karmy odbicie, w którym widzimy każdy nasz czyn, bo człowiek, idąc przez swoje życie, sam jest początkiem i końcem swych win. Nie czas nas sądzi, nie niebo, nie losy, lecz prawda, którą nosimy dla siebie. Każdy dzień splata skutków własne głosy, a to, co dajesz, powraca do ciebie. Leszek Piotr Laskowski
  9. "Wiara marzeń" Mnóstwa bajek, legend mnóstwa, bogów z mitów, piękne bóstwa. Boże księgi różnych Bogów, diabłów nowych, już bez rogów. Pięknością baśni w morałach, w malejących ideałach. Świadomością myśl dorasta, koniec mitom, bajkom – basta! Świat się staje czarno-biały, bóstwa z legend wypłowiały. Baśni z morałami, wiedzą mole książkowe już jedzą. Trochę szkoda, bardzo szkoda, wiarą szydzić – głupia moda. Modnym być – to kpić z marzenia w marszu szarego istnienia. Jak nie wznosić się w obłoki, gdzie marzeń pięknych uroki? Przerwy robić w codzienności, chwilą modlitw ku jasności! Jak ptak lecieć siłą woli – wiara marzeń ci pozwoli mieć zawsze dużo pieniędzy, by pomagać biednym w nędzy. Z wiekiem znika chęć królestwa, koron, chwały i zwycięstwa, marzeniem dziś – tylko zdrowie – każdy starszy człowiek powie. Umysł niech się ci przejaśni, że bez mitów, legend, baśni wrócimy w świata poczęcia, z rozumkiem jak u zwierzęcia. Leszek Piotr Laskowski
  10. „Miłe, dojrzałe tykanie” Już czas nam szybciej ucieka, prędzej niż w ubiegłym roku. Pędzi bezlitośnie łobuz, kradnąc nam życie co kroku. Czy pędzi, by nas porzucić, zostawić w strefie bezczasu? Czasie, ty nie możesz zwolnić? Szukasz nam ty ambarasu? Czym będziesz, gdy nas zabraknie? Głuchym łomotem w zegarze! Nikt sekund twych nie załaknie, błądząc po pustym wymiarze. Zwolnij, tykaczu pędzący, daj pożyć w spokoju ducha. Wstrzymaj ten zapęd gorący, serc naszych trochę wysłuchaj. W młode drogi wróć pamięcią, wspomnienia odśwież na chwilę. Usiądziemy wtedy z chęcią, by słuchać, jak tykasz mile. Leszek Piotr Laskowski
  11. „Filozofia istnień” Filozof w swej ocenie, diagnoz tęgiej głowy, obiektem tyś jemu, z twojej myśli, mowy. Kimś ty i po coś ty, tak z greckiego wyrwany, przykładem dla świata, w puencie naszej rozmowy. Czy analizy twoje byłyby te same, gdybyś do garnka pustego nie miał co wkładać? Czy z pustym żołądkiem twoje życie widziane też by nie zaczęło na wartości upadać? Wszelkie mądrości fikcji w teorii prawdziwe, są sytuacji wynikiem z otoczenia w życiu. Co bywa dla jednych tak niesprawiedliwe, dla innych jest świętością, pierwszeństwem w ich byciu. Zrozumieć życia sens w samej jego istocie, bo dziś już o wszystkim wszyscy filozofują. O bogactwie życia, o wartościach i cnocie, aż do zdrowia upadku częstokroć mądrkują. Spojrzenia w następstwie zmieniają na świat wtedy, gdy nagle ich bogactwa też tracą na wartości. Wówczas więcej u bliźnich spostrzegają biedy i więcej do Boga zwracają się w miłości. Przed Stwórcą, w swych ukłonach, u kresu własnej drogi, gdy lęk przed swym odejściem serce trzyma w nieładzie, truchleje butny bogacz, jak i nędzarz ubogi, przed tym samym dołkiem, gdzie istnienie swe kładzie. Leszek Piotr Laskowski
  12. "Wyśniona wielkość" Było miło! – mi się śniło, że jest fajnie i prawdziwie, że już będzie tak, jak trzeba, manna spadać będzie z nieba. Żyła złota w dobrobycie z Polski zrobi kraj w zachwycie, wszyscy będą do nas chcieli, bo będziemy wszystko mieli. Najmocniejsze wojsko w świecie, w atomowym sił komplecie, z wyrzutniami, rakietami, z Cosmos-NASA-POL-stacjami. Zarabiając ponad stany, więcej niż Amerykany, disco polo w świat puścimy, niech wiedzą, jak się bawimy. Zazdrość wszystkie kraje zgniecie o najlepsze auta w świecie, bo zrobimy polskie marki, tak wspaniałe, że aż ciarki! A przykładem swej grzeczności pokażemy wszech ludzkości, ziemi całej, świata tego, życzliwość naszego ego! Że to nie my – krwawe gały i żeby nas szanowały inne maści tego świata, brały nas za – Pana Brata! A jeżeli chcieć nie będą i nazwą nas polską mendą, to jako potęga wielka pokażemy „fuck-you”-telka. Niech dowiedzą się te chamy, że nadto honoru mamy i szabelką „w łeb” wytniemy, polskie moce pokażemy. Aż się nagle obudziłem, załapałem, że tak śniłem! Ego całkiem się rozwiało, – marzyć tylko pozostało... Leszek Piotr Laskowski.
  13. „Tam i tu” Kiedyś z pewnością nadejdzie ten mój dzień, nikt go już za nic nie powstrzyma. Kiedy moje „ja” zamieni się w cień, a dusza moja będzie go wstrzymywać. Trzymać i puszczać — niechętnie, powoli, żałobie miejsca płaczem ustępując. I gdy moje ego z siebie się uwolni, to pójdę za nią tam, gdzie jej oczekują. Dochodzę, ale jakbym nie miał siebie, i czuję, że w sobie jestem, nie wchodząc. Nie widzę słońca ani gwiazd — ale wiem, że nie smutno mi pod mej duszy wodzą. Trochę szaro i ponuro, nieznano. Przyzwyczaić się będzie trzeba — to początki. Bez słów jakieś rozkazy wydano, choć to koniec, rodzinne czuję się wątki. Byłem tu już kiedyś — pierwsze myślenia, jednak jakoś cudem do życia wróciłem. Wpuszczony chyba tak, dla zwiedzenia, chwilę tylko, parę sekund przebyłem. Tu trafia się na zawsze! — niektórzy snują, bo w miejsce to wchodzi się tylko raz. Ludzie wejść tu boją się, panikują, te wymiary zna tak niewielu z nas. Niewielką różnicę w nich zauważasz, kiedy strach kończy rozpacze i żałości. I nie dziwisz się już, i nie rozważasz o dwóch tych światach — na dziś i na wieczności. Leszek Piotr Laskowski
  14. „Wisło – Matko Polskości” Wczoraj, w zadumie nad twoim brzegiem siedziałem, patrzyłem, jak z nurtem niesiesz srebrzyste wody, i dzieje twego istnienia w milczeniu rozważałem, widząc płynące, pełne liści, gałązki i kłody. Jeszcze wczoraj, wśród lasów, pośród górskich skał, w szalejącej burzy srogiej, gdzie ulewa i gromy, dziś już płyniesz wśród ludzi, dokąd twój szlak cię wiódł, i spokojnie rozpościerasz się nad krajem znajomym. Cicha jesteś w płynięciu, pełna dumy i harmonii, gdy słońce złoci fale twojej wieczornej wody. Lecz pod pozorem łagodności, pod zwierciadłem toni, skrywasz nieokiełznane wiry i kaprysy pogody. Z mgieł Baraniej Góry wzniosłej, z urwisk skalnych świtu, wyruszasz szmerem potoków i pieśnią kaskady, z rosy leśnych polan, ze źródlanego wykwitu, ze stromych zboczy, gdzie dojść nie da się rady. Ileż istnień zabrałaś w swym nurcie głębokim, przez wieki byłaś świadkiem ludzkiego przemijania, ile wspomnień ukryłaś pod zwierciadłem szerokim: radości i zwycięstw, bólu oraz pożegnania. Pamiętasz dawnych królów i polskości zaranie. Nad twymi wodami patrioci pieśniami śnią, gdy rodziło się państwo i narodowe trwanie, a ich słowa do dzisiaj w twoim szumie wciąż brzmią. Bielą się twoje plaże w letnim słońca złocie, malują ciebie artyści na płótnach i kartach, poeci odnajdują uśmiech w twej różnorodności splocie, choć w twoich głębinach nie ma miejsca na żarty. Wisło, rzeko pamięci, potężna i szeroka, rzeko ścieżek miłości i spacerów we dwoje, jak historia narodu — nieopisywalnie głęboka, swą dostojnością zdobisz naszych dziejów obyczaje. Od źródeł aż po Bałtyk przez polską ziemię płyniesz, łączysz miasta i wsie, pokolenia w jedności, z każdym kilometrem majestatu przyczyniasz do opowieści splecionej z pamięci i polskości. Płyń więc, Wisło, przez wieki, niezmienna w swoim biegu, niosąc świadectwo dziejów zapisanych w narodzie. Bo dopóki twe fale szumią na polskim brzegu, dopóty żyć będzie Polska — w pamięci, sercu i zgodzie. Leszek Piotr Laskowski
  15. "Dusza" Dusza – słowo tak łagodnie szepczące, podmuch cichy, niewyczuwalny, unoszący, od trzepotu skrzydeł motyla lżejsza, przezroczysta, nawet nie mglista, prowadzi, przewodzi, w tchnieniu żyje – niewidzialna, a prawdziwa i tak czysta. W ciszy poranka budzi ludzkie marzenia, przenika serca przez zwątpienia i cienie, jak promień światła wędrujący bez końca, rozgrzewa chłód i rozpala słońca. Choć nie dotkniesz jej dłonią ni spojrzeniem, pozostaje wiecznym życia natchnieniem. Gdy ciało zmęczone ku ziemi się skłania, ona trwa wiernie pośród przemijania, niosąc nadzieję przez mroki i burze, jak gwiazda świecąca wysoko w lazurze. Cicha, pokorna, a jednak tak wielka, w niej jest ukryta człowieczeństwa perełka. Leszek Piotr Laskowski.
  16. „Parada wojska — zagłada nie obrona ” Zadrży ziemia potęgą przejazdu, choć duch bogobojny — odwagi ciarki, bo obronią nas od wszelkich najazdów, — emocjonalne popychania do walki! Czy inne istoty ziemskiej planety maszyny też tworzą do bratniej wojny? Nie, tylko człowiek na Ziemi, niestety, wciąż nienasycony, wciąż niespokojny. Zabijać, niszczyć, okradać sąsiada, wciąż mało i mało, aż do końca świata, żelazną techniką — i wszystkim biada, mordować kuzyna, rodzica i brata. W obronie własnej — cię przekonają, napuszczą człeka na człeka w tym celu, każdego rodzaju broń ci sprzedają, kłamiąc szyderczo — masz przyjacielu. Za mało dziś światu słów o miłości, za dużo pogardy wobec bliźniego, wojny tych snobów, większej mniejszości, przeciwko innym — dla zysku własnego. Tak patrzysz i myślisz, bez żadnej strony, widząc oddziały olbrzymie, spokojne, a kiedy kościelne usłyszysz dzwony, czy będzie rozkaz, by pójść znów na wojnę? Byłeś tam, przeżyłeś, dobrze widziałeś, kto i po co, nas od miłości odciąga, wtedy to wszystko dobrze zrozumiałeś, jak cię honorem w nienawiść wciąga. Bezwojnia nie było, nigdy nie będzie, bo świat nasz na wojnach od zawsze stoi, światowe ugody kłamstwem są wszędzie, bo ten wie, że żyje, kto się wciąż boi. Leszek Piotr Laskowski
  17. "Kanapowiec" Z ironią i ze złością w młodości powtarzał: „Nie dam się starości!”, jednak się zestarzał. Teraz mniej się cieszy, jeszcze mniej mądrkuje, nigdzie się nie spieszy — leniem kanapuje. Nie myślał o starzeniu, wieku swego nie śledził, pędził ku marzeniom — tak młodość wyprzedził. Wybiegł przed jej drogę, swą energią się bawił, zdublował niebogę — starości zostawił. Kiedy oprzytomniał, młodzieńcem już nie był, o młodości zapomniał, bo w starości już żył. Trochę tu z ironią, mówiąc to bez złości, młodzieńcy w euforii — umknąć chcą starości. I tak idą przez życie, spontanicznie, z innymi, lata biegną skrycie — skokami wielkimi. Później już nie biegną, w starość się wpisują, nigdzie się nie spieszą — leniem kanapują. Leszek Piotr Laskowski
  18. „Bezrobotny z własnej woli” Wzdłuż rzeki i pola, łąką przez mlecze, pracy niby szukać leniwie się wlecze. Ale wciąż wokoło posesji się porusza, pójść nieco dalej wcale się nie zmusza. Marzy, by być królem w krainie bogactwa, odbierać honory przez rycerskie bractwa. Marzy o wielkości, o szacunku, sławie, o własnym zamku w szlacheckiej oprawie. Widzi żonę – księżniczkę, siebie w złotej szacie, mieszkając tymczasem w małej wiejskiej chacie. Z rodzicami, braćmi i siostrami na kupie, we wsi o nazwie „Zapomniane Zadupie”. Idąc tak i marząc, nagle zgłodniał nieco, a w tobołku z jadłem już mu pustki świecą. Zjadł już w południe kanapkę ze smalcem, którą mama dała, wygrażając palcem: – Nie znajdziesz roboty – nie wracaj do domu! Żarcie z nieba nie spada nigdzie i nikomu! – Dalej już nie idę, starczy dziś już tego, wracam do domku – luksusu mojego. Jutro znów pójdę szukać tej roboty, już od lat trzydziestu mam z nią te kłopoty. Ale mama kanapkę jutro da na nowo i znów pójdę szukać pracy honorowo. Leszek Piotr Laskowski
  19. „Żoneczki oddanie i ukryte żale” I stój przy tych garach — i rób to żarcie z zapałem, zawzięcie, codziennie, uparcie. I już ci niedobrze na samą myśl nawet, że z męża powrotem usłyszysz ten lament. — Nie nudno ci aby w domu beze mnie? — i zaraz się budzi złość jędzy we mnie! Pytanie to gardło zaciska mi prawie: „Nudno? A kto gotowałby ci tak łaskawie?” Gdybym dzień cały tak nie biegała, nie prała, sprzątała i nie gotowała, głodniutki chodziłbyś, obdarty już dawno, gdybym nie była przesadnie zaradną. Głupawy, przystojny mój ty pawianie, skąd bierzesz codziennie czyściutkie ubranie? Skąd te śniadania, obiady, kolacje? I czemu mam wciąż jeszcze przyznawać ci rację?! Ta odpowiedź — w myślach jej pozostała, a jemu szeptem słodko powiedziała: „Tak, trochę mi smutno, kochanie, bez ciebie, więc przez dzień znajduję zajęcie dla siebie”. A on, wielce dumny z żoneczki kochanej, nawet nie wyczuł frustracji skrywanej. Bo szczęście rodzinne gotuje się w domu — zupą w garnuszku, a żalem po kryjomu. Leszek Piotr Laskowski.
  20. „Cienie pokoleń” Życie dane raz tylko — iskra krucha, żywa; z przodków bierze początek, z wnukami odpływa. Myśl pradziada jeszcze czasem do prawnuka dotrze, lecz już trzecie pokolenie ledwie o nią otrze. Praprawnuki cię zagubią w mroku zapomnienia; kto ich sercom życie dawał, kto tkał blask istnienia. Przy czwartym już pokoleniu ucichnie wspomnienie, bo bez słów i bez pamięci gasną ludzkie cienie. Lecz nie wszystko czas pochłania w swej bezkresnej toni; co szlachetne, trwa ukryte w potomstwa harmonii. Bo choć imię wiatr rozwieje pośród wieków szumu, pozostanie dobro duszy podstawą rozumu. I dopóki człowiek człeka ku światłu prowadzi, żyją w nim cienie pokoleń, których czas nie zdradzi. Bo w łańcuchu ludzkich serc, co przez wieki płynie, każde dobro raz zasiane nigdy nie zaginie. Leszek Piotr Laskowski.
  21. „Czasy brzydną — brzydną ludzie” Zmieniają się epoki — a z nimi ludzkie twarze. Rozum rozpycha horyzonty, lecz serca czyni uboższymi. Świat rośnie w nieskończoność, a człowiek maleje po cichu wśród szklanych wygód, z emocjami zimniejszymi. Dawniej próg domu nie znał samotności. Wieczory pachniały rozmową i śmiechem zadowolenia. Schodzili się przez ogrody i pola ludzie, by siadać razem przy zachodzie słońca z prostą godnością istnienia. Miłość miała cierpliwość listów, a tęsknota — zapach atramentu. Rodziny trwały przy sobie mimo rozłąki — każdy był hardy. Słowa ważyło sumienie, a prawda nie potrzebowała maski. Mniej było pychy, mniej jadowitej pogardy. Choć chleba bywało mniej — więcej było człowieka w człowieku. Ubożsi w złoto, bogatsi w spojrzenia pełne miłości, wierniejsi byli sobie, i uczciwsi wobec świata. Dziś mierzy się wartość ciężarem monet i próżności. Człowiek patrzy w siebie, klęka przed blaskiem pieniądza jak przed nowym bóstwem — bez twarzy i miłosierdzia. Chciwość włada światem, prowadząc ku przepaściom. Coraz głośniej się szczujemy, jakby brat przestał być bratem. Narody, domy i rodziny — podzielone gniewem i pychą. I tylko lęk pozostaje, cichy towarzysz codzienności, pytający szeptem: jak nisko zdołamy jeszcze upaść? Poprawiamy życie innym, a żyjemy we własnej niepewności. A jednak — w dłoniach człowieka wciąż tli się iskra dobra. Jedno słowo może ocalić, jeden gest — rozświetlić ciemność, jedna wyciągnięta ręka przywrócić sens istnieniu. Umieć przyznać innym rację, by zrozumieć własną pewność. Nieść światło zamiast pogardy, budować zamiast ranić. Uczyć możnych pokory, mądrze wybierać ludzi, którym powierzamy jutro — bo serce jednego człowieka może ponieść serca milionów — i nowy porządek wzbudzić. Leszek Piotr Laskowski
  22. „Dylemat posiadania” Wszystko, co dziś posiadamy, latami w trudzie ciułane, te małe dostatku kramy niekiedy są nam zabrane. Bieda nie krzepi sumienia, bogactwo sytych uwiera, bo lęk przed jego utratą, ciągle spokój im odbiera. Złodziej na cudze się łasi, naciągacz krąży dokoła, gdy zbyt wystawnie się krasisz, sam biedę na siebie wołasz. Pytanie samo przychodzi: pluć krwią, by mieć i się bać? Czy żyć, jak samo przychodzi, i z ludzkiej pogoni się śmiać? Żyć prościej, lżej, bez ciężaru, bez żądzy złota i sławy, i kpić z całego nadmiaru, w spokoju i bez obawy. Człowiek nie tym jest bogaty, co zdoła zamknąć w komorze, lecz tym, co niesie przez światy i czym podzielić się może. Leszek Piotr Laskowski
  23. „Tęsknota za wsią” Poszedłby porąbać drewno, liście zgrabić pod jabłonią, ziemię w ogródku przekopać, zmęczyć dłonie pracą wonną. Płot naprawić nadgryziony przez deszcz, wiatr i stare lata, wsłuchać się, jak dźwięk kościelny ciszę pól i sadów splata. Śpiewem ptaków się upajać, oplewić buraczków grządki, wiejskim chłodem się nasycić, iść przez królestw swych zakątki. Napompować taczki koło, przygotować drewna stosy, czuć na twarzy wiatr pachnący i wilgoć jesiennej rosy. Zachciało się w mieście mieszkać dla luksusów i wygody, a tu stara dusza tęskni do prostoty i swobody. Jakże pięknie było kiedyś budzić się o świcie rano, gdy człowieka w prostym byciu wiejskie życie zachwycało. Dziś pełne betonu okno, ulic, świateł i pośpiechu, a wspomnienia dawnej wioski wciąż wracają, choć po cichu. Starych drzew się nie przesadza, bo korzenie tkwią głęboko, a miejski gwar i wygoda nie pozwala żyć szeroko. Więc się marzy znów siekiera, zapach drewna i jesieni, bo kto wyrósł kiedyś na wsi, ten się nigdy już nie zmieni. Leszek Piotr Laskowski.
  24. „Dobre słowo” Pod centrum handlowym straganik rozłożyłem, dobre słowo ludziom dawać postanowiłem. Myślę sobie: dobrych słów dziś ludziom brakuje, więc tak gratisowo tutaj ich poczęstuję. Zawiesiłem tablicę: „Dobre słowo każdemu”, „Darmowe” – dorzuciłem – „bogatemu i biednemu”. Tam, gdzie miejsce na cenę, żadnych liczb nie wpisałem, nigdy za dobre słowa pieniędzy nie brałem. Zawsze, jak komplementy, nawet słowa w pośpiechu, gratis rozdawałem w szczerości i w uśmiechu. Zdziwiło mnie bardzo spojrzenie każdego, bo na mnie patrzyli jak na nienormalnego. Za dobrym słowem nikt tu nie przepadał, śledzili mnie wilkiem, jakbym ich okradał. I nagle słyszę z tyłu głos starszego pana: – Widzę, że pan tutaj stoi tak od rana? Przytaknąłem mu głową z niesmakiem na twarzy, a on do mnie powiada: – Za dużo pan marzy. Mówi to dobrym słowem i dorzuca z szarmem: – Ludzie chcą wszystko kupić, nie dostawać darmo. Wystaw pan tu cenę, – dodaj słowom wartości – zaraz ktoś się zjawi, choćby z ciekawości. Napisałem: „Pięć złotych”. Przyszła starsza babcia, była pewnie miejscowa, bo przybyła w kapciach. Podeszła i patrzy, jeszcze nie spytała, a już inna osoba za tą babcią stała. Ludzie darmo nie chcą ani brać, ani dawać. Nawet dobre słowa kupić chcą – nie dostawać. Co darmo – nic niewarte, jesteśmy już takimi: chcemy płacić za wszystko, by poczuć się lepszymi. I tak w tym naszym świecie prawdę zrozumiałem: że najdroższe jest właśnie to, co darmo dać chciałem. Leszek Piotr Laskowski
  25. „Fantazyjna lekkość” Najlepiej jest mi wysoko, wśród chmur, gdzie wiatr moje skrzydła unosi co dnia. Tam cisza układa najpiękniejszy wtór, a świat ma łagodność i jaśniejszy blask. Czuję tę lekkość jak piórko na wietrze, gdy wolność otwiera ramiona bez słów. Tam czas nie przemija w szarej poniewierce, bo każda chwila płynie pośród snów. To jest schronienie dla dusz niespokojnych, dla ludzi, co częściej patrzą ku gwiazdom. Dobrze mi jest wśród serc tak podobnych, co zamiast po ziemi — wędrują wyobraźnią. Lecz każdy powrót sprowadza mnie niżej i skrzydła powoli opadają w cień. Codzienność dotyka chłodem coraz ciszej, rozsypując marzenia na zwyczajny dzień. Jednak tam powracam przy każdej sposobności, choćby na moment, na oddech, na znak. Bo coś mnie przyciąga z tamtej lekkości, co każe mi wierzyć, że można żyć tak. I nawet gdy życie przywoła mnie znowu, a szary mus spłynie po szybach jak deszcz, ja jestem wciąż w cieple zielonego domu, gdzie myśli jak ptaki odlatują hen. Bo nie każde skrzydła są dane dla ciała, nie każdy lot widać w błękicie nieba. Czasem dusza sama nauczy się latać, choć stoi w milczeniu pośród zwykłych spraw. Są ludzie stworzeni do życia na ziemi i tacy, co zawsze ku obłokom lgną — bo nawet gdy wrócą do swych obowiązków, sercem nadal wysoko nad światem tkwią. Leszek Piotr Laskowski. „Ten wiersz dedykuję powiększającej się grupie moich przyjaciół z naszego zielonego polskiego portalu literackiego. Dobrze, że jesteście. Dziękuję Wam ❤.”
×
×
  • Dodaj nową pozycję...